Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po wygranej z Odrą: Osłabiona GieKSa rozgromiła Odrę! Kapitalny mecz podopiecznych Dariusza Dudka

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Odra Opole – GKS Katowice. Wybraliśmy dla Was najciekawsze:

 

radio.opole.pl – GKS Katowice „zdemolował” Odrę Opole

[…] Podopieczni Mariusza Rumaka zostali rozbici dziś (30.03) przez przedostatnią drużynę rozgrywek, GKS Katowice, aż 0:4.

Worek z bramkami otworzył w 27 minucie, po stałym fragmencie gry, David Anon. Minutę później po koszmarnym błędzie obrony gospodarzy, ponownie swoich sił próbował hiszpański gracz GKS-u, a piłka odbiła się od obrońcy Odry, Pawła Baranowskiego i trafiła między słupki opolskiej ekipy. Obrona Odry zanotowała kolejny błąd już w 34 minucie, a swoją okazję wykorzystał Tymoteusz Puchacz. Dwie minuty później czerwoną kartką ukarany został Jakub Habusta z GKS-u Katowice, co pozwoliło Odrze na grę w przewadze.
Po przerwie podopieczni Mariusza Rumaka stwarzali sporo sytuacji, ale żadnej nie zamienili na bramkę. Za to goście mistrzowsko wykonali kontratak w 79 minucie, a wynik spotkania ustalił po rajdzie z piłką kapitan GKS-u Adrian Błąd.

 

nto.pl – Katastrofa Odry Opole w meczu z GKS-em Katowice

W fatalnym stylu przegrała u siebie Odra Opole mecz z GKS-em Katowice. Ekipa ze strefy spadkowej rozbiła bowiem naszą 4-0!

Początek spotkania należał do gości, którzy raz po raz próbowali zagrozić bramce Artura Krysiaka, najczęściej ostrymi dośrodkowaniami, ale niekoniecznie był to dobry pomysł, wszak ten ostatnie lata spędził na Wyspach Brytyjskich, gdzie taka gra to codzienność.

[…] Potem z kolei mieliśmy 300 sekund, które wstrząsnęły stadionem przy ul. Oleskiej. Goście mieli rzut rożny, rozegrali go krótko, nastąpiła wrzutka w „szesnastkę”, tam głową przedłużył ją Arkadiusz Jędrych, a następnie Dawid Anon z najbliższej odległości dopełnił formalności. A to dopiero początek, bo tuż po wznowieniu z środka opolanie stracili futbolówkę, następnie fatalnie minął się z nią Serafin Szota i Anon niemalże wychodziłby sam na sam z Krysiakiem… wtedy to sytuację próbował ratować Paweł Baranowski, ale zrobił to tak niefortunnie, że tylko dopomógł strzałowi Hiszpana zmylić swojego golkipera.

Pięć minut później natomiast piękną indywidualną akcję przeprowadził Tymoteusz Puchacz. Z boku swojego pola karnego odebrał piłkę Tomasowi Mikiniciowi, zostawił go daleko za sobą, następnie łatwo poradził sobie z Rafałem Brusiło i nie dał żadnych szans na interwencję Krysiakowi.

[…] W 54. minucie golkiper gości fatalnie wybił piłkę, dzięki czemu zaraz w jej posiadaniu znalazł się Ivan Martin i znalazł się z nim sam na sam. Sprawę jednak Hiszpanowi utrudniali obrońcy przyjezdnych i koniec końców Mariusz Pawełek wyszedł z tego pojedynku zwycięsko.

Kilka chwil później wreszcie mieliśmy za to ładną akcja kombinacyjną Odry. Trojak obsłużył Błanika, ale jego strzał został przyblokowany.

Natomiast gospodarze najlepszą okazję w tym meczu mieli w 73. minucie. Po sporym zamieszaniu pod bramką katowiczan piłka dośc niespodziewanie spadła pod nogi Błanika, ale ten przegrał starcie „oko w oko” z Pawełkiem. Niebawem ten sam gracz opolan nie opanował futbolówki, inaczej mógłby się choć po części zrehabilitować.

Tym bardziej, że zaraz potem „dzieła zniszczenia” Odry dopełnił Adrian Błąd, który po wzorowej kontrze swojej ekipy podwyższył na 4-0…

 

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice pokazał pazur. Przebudzenia za plecami liderów

Aż 4:0 wygrał GKS Katowice z Odrą Opole i zwiększył szansę na utrzymanie.

[…] GKS Katowice powalczył z powodzeniem o drugie zwycięstwo z rzędu. W jego środkowej linii zagrał Jakub Habusta, który jeszcze w rundzie jesiennej był podstawowym pomocnikiem Odry Opole. Habusta opuścił boisko z powodu dwóch żółtych kartek, co nie przeszkodziło jego nowej drużynie odnieść przekonującego zwycięstwa. Opolanie zostali zdemolowani między 27. a 33. minutą. W tym fragmencie spotkania GKS strzelił aż trzy gole, a udany dla siebie mecz podsumował w drugiej połowie trafieniem Adriana Błąda na 4:0. Strata katowiczan do drużyn będących na bezpiecznych miejscach to cztery punkty. Błąd ma siedem goli na koncie, a to tylko o dwa mniej niż prowadzący w klasyfikacji strzelców Rafał Kujawa.

 

gol24.pl – Osłabiona GieKSa rozgromiła Odrę! Kapitalny mecz podopiecznych Dariusza Dudka

[…] Goście prowadzili po 34. minutach aż trzema bramki, gdy z boiska za dwie żółte kartki wyleciał Jakub Habusta. Wydawało się, że opolanie ruszą do ataku, lecz to katowiczanie podwyższyli prowadzenie i zbliżyli się do Wigier na dwa punkty w ligowej tabeli.

 

dziennikzachodni.pl – Katowiczanie poszli za ciosem

Katowiczanie poszli za ciosem i po zwycięstwie przed dwoma tygodniami w Jastrzębiu teraz przywieźli trzy punkty z Opola. Wygrana z Odrą była tym cenniejsza, że GKS przez blisko godzinę grał w tym spotkaniu w dziesiątkę.

[…] Mecz w Opolu nie zaczął się dobrze dla katowiczan, bo już w 12 min. stracili oni Radka Dejmka. Czeski obrońca doznał urazu barku i po niespełna kwadransie gry na murawie pojawił się Jakub Wawrzyniak.

[…] GKS potrzebował siedmiu minut by strzelić trzy gole, a Jakub Habusta potrzebował czterech minut, by zobaczyć w Opolu dwie żółte kartki i wylecieć z boiska. Czeski obrońca jeszcze jesienią grał w Odrze i chyba za bardzo chciał się pokazać w Opolu, w efekcie niepotrzebnie osłabił drużynę.

[…] Po zmianie stron Odra faktycznie osiągnęła przewagę. Świetne okazje do zdobycia gola mieli Miłosz Trojak i Dawid Błanik, ale Mariusz Pawełek zachował czyste konto. Atakujący gospodarze w końcówce nadziali się na kontrę. Akcję przeprowadził Puchacz, który do gola dołożył asystę, a skutecznym uderzeniem wykończył ją Adrian Błąd, który ostatnio wpisuje się na listę strzelców zarówno w meczach ligowych jak i sparingach.

 

sportdziennik.pl – GieKSa miażdży w Opolu

Takiego meczu kibice GKS-u Katowice już dawno nie widzieli. „Gieksa” zdemolowała w Opolu Odrę, mimo że większość spotkania grała w osłabieniu.

[…] Już w 2. minucie katowiczanie zapewnili gospodarzom niemały kocioł w ich polu karnym. Niepewnie poza szesnastkę wyszedł bramkarz Odry, Artur Krysiak, przez co chwilę później piłka krążyła niebezpiecznie po jego polu karnym. „Gieksa” jednak tego nie wykorzystała. Przyjezdni od samego początku byli lepiej dysponowani i po pewnym czasie wręcz sterroryzowali zawodników trenera Mariusza Rumaka.

 

polsatsport.pl – GKS Katowice zdemolował Odrę! Wysokie zwycięstwo gości

[…] Goście w ciągu kilku minut zdobyli trzy bramki, które zapewniły wygraną przybliżającą ich do opuszczenia strefy spadkowej. Warto zaznaczyć, że „GieKSa” dowiozła zwycięstwo pomimo gry w dziesiątkę.

[…] „GieKSa” bardzo niefortunnie rozpoczęła mecz. Już po 14 minutach zmuszony do opuszczenia boiska z powodu kontuzji był Radek Dejmek. Zastąpił go doświadczony Jakub Wawrzyniak.
Niewiele później GKS przeszedł do zdecydowanej ofensywy. Najpierw Artura Krysiaka pokonał David Anon, ale chwilę później było już 2:0. Hiszpan tym razem asystował przy samobójczym trafieniu Pawła Baranowskiego. Piłka niefortunnie odbiła się od nogi obrońcy Odry i przelobowała bramkarza.
W 34. minucie było już 3:0, a sprawcą zamieszania był Tymoteusz Puchacz. 20-letni obrońca wewnętrzną częścią stopy uderzył w samo okienko bramki Krysiaka, nie dając mu żadnych szans na obronę.

[…] W sobotnie popołudnie katowiczanie byli naprawdę dobrze zorganizowaną drużyną. Ich skuteczna obrona wyniku, zaowocowała kontratakiem, który zamienili na kolejnego gola. Tym razem piękny rajd przez połowę boiska wykonał Adrian Błąd. Piłkarz GKS-u wyszedł sam na sam z bramkarzem i imponującą podcinką przeniósł piłkę nad wychodzącym Krysiakiem. Kapitan gości popisał się zimną krwią i jeszcze ładniejszym wykończeniem.
Dzięki zasłużonej wygranej ekipa z Katowic jest coraz bliżej opuszczenia strefy spadkowej. Do piętnastej Warty Poznań tracą cztery punkty, a także mają do rozegrania jedno spotkanie więcej.

 

odraopole.pl – Odra – GKS Katowice 0:4. Tego się nie spodziewaliśmy

[…] Szok! Takiego scenariusza nikt się nie spodziewał. Odra poniosła najwyższą domową porażkę od… dawien dawna, zostając rozbita przez katowiczan, którzy od dłuższego czasu okupują miejsce w strefie spadkowej. Nasz dramat rozegrał się między 27. a 33. minutą, kiedy to straciliśmy trzy bramki (w tym jedną samobójczą). Co prawda w krótkim odstępie czasu dwie żółte kartki skompletował nasz były zawodnik Jakub Habusta, ale przewaga liczebna na niewiele się zdała, bo po przerwie GKS jeszcze powiększył rozmiary zwycięstwa.

 

weszlo.com – Szok w Opolu, GieKSa ośmieszyła Odrę

[…] Najpierw udało się wygrać na stadionie w Jastrzębiu, a dziś piłkarze Dariusz Dudka wdeptali w ziemię Odrę Opole i to na jej terenie. Wydarzenia z pierwszej połowy stanowiły istny szok – i dla kibiców gospodarzy, i dla kibiców gości.

[…] GieKSa była z kolei żądna strzelania goli jak żołnierz na przepustce. Można było przecierać oczy ze zdumienia. Artur Krysiak od pierwszych sekund był stale niepokojony. Do 27. minuty udawało się jeszcze zachowywać czyste konto, później jednak gospodarze totalnie się posypali. Najpierw rzut rożny, zgranie głową Arkadiusza Jędrycha i zamykający David Anon dobija niemal z linii bramkowej. Odra wznowiła grę od środka, natychmiast straciła i dostała drugiego gonga. Fatalnie z piłką minął się Serafin Szota, Anon wpadł w pole karne. Hiszpan szukał podania do kolegów, ale Baranowski zaliczył tak pechowy rykoszet, że Krysiak znów mógł przeklinać pod nosem. Nie zdążył jeszcze przeboleć straty pierwszego gola, a już doszedł mu kolejny. W praktyce było po wszystkim, gdy Tymoteusz Puchacz na swojej połowie odebrał piłkę Tomasowi Mikiniciowi, popędził przez pół boiska, trochę szczęśliwie ograł Rafała Brusiłę i spokojnie wykorzystał sytuację sam na sam. Mikinić nie miał nawet sił, żeby do końca wracać sprintem. On wczoraj chyba wziął dodatkową porcję bigosu… Zaraz po trzeciej bramce Jakub Habusta postarał się, żeby emocje jeszcze się nie zakończyły. Pomocnik, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy opolan, po kolejnym głupim faulu w środku pola obejrzał drugą żółtą kartkę.

[…] W drugiej połowie gospodarze jakieś okazje mieli, nie mówimy, że nie. I to nawet wyśmienite – jak Dawid Błanik, z kilku metrów trafiający w Mariusza Pawełka (sędziowie nie zauważyli spalonego). GKS cały czas szukał jednak kontr i w końcu znalazł. Puchacz minął trzech rywali i świetnie podał do Adriana Błąda, który ze stoickim spokojem wygrał pojedynek z Krysiakiem.

Puchacz zaszokował nas najbardziej. Na początku sezonu, jeszcze w Zagłębiu Sosnowiec, kompletnie sobie nie radził, czuł się nieswojo jak dzik na betonie. A wszystko to pod wodzą Dudka. Obaj spotkali się potem w Katowicach, bo właśnie tam swojego piłkarza na finiszu letniego okienka wysłał Lech Poznań i współpraca znów zdaje się układać prawidłowo. W Opolu 20-latek zasłużył na miano zawodnika meczu.

Teraz jesteśmy ciekawi, co katowiczanie zaprezentują przed własną publicznością, która w tym sezonie najwyraźniej mocno ich deprymuje. GieKSa na wyjeździe wygrała już pięć meczów, u siebie zaledwie jeden. Atmosfera beznadziei została przegoniona, drużyna wyraźnie odżyła, ale to dopiero początek misji „utrzymanie”.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga