Piłka nożna
Minusy po Arce (plusów nie ma)
GKS Katowice przegrał w sposób bezdyskusyjny z Arką Gdynia. Ani przez moment nie znajdowaliśmy się na równi z mierzącym w ekstraklasę przeciwnikiem. Niestety to spotkanie nie napawa optymizmem na przyszłość, a wręcz przeciwnie. Pozytywów – brak.
Plusy:
Nie ma.
Minusy:
– Ani jednej groźnej sytuacji – jeżeli największe zagrożenie miało miejsce po przypadkowym nabiciu Wołkowicza przez Jałochę, to naprawdę nie można osiągnąć dobrego wyniku. GKS nie zagroził bramce Arki ani razu.
– Nerwowość jak na placu – w pierwszej połowie nasi zawodnicy nie potrafili celnie podawać, tracili piłki nawet na własnej połowie, z czego brały się groźne akcje rywali.
– Prokurowanie stałych fragmentów – za dużo, zdecydowanie za dużo było fauli w okolicach pola karnego. Taka sytuacja zawsze musi zakończyć się bramką i tak też się stało.
– Błędy w defensywie, brak krycia – przy pierwszym golu Iwan, przy drugim kilku naszych zawodników fatalnie zachowywało się we własnym polu karnym. Zwłaszcza drugi gol to był piłkarski kryminał, gdyż dwóch zawodników Arki było kompletnie niepilnowanych w szesnastce.
– Bartosz Iwan – miał być reżyserem, był najsłabszy na boisku. Fatalny mecz.
– Utrata złudzeń – znów kibice stanęli na wysokości zadania, mecz został rozreklamowany bardzo dobrze. Zawiodło ostatnie, najważniejsze ogniwo – piłkarze, którzy po raz kolejny pokazali, że są co najwyżej średniakami w pierwszej lidze.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


arkadiusz pirog
8 marca 2016 at 11:16
dlaczego nie zrobiono transferów z prawdziwego zdarzenia była taka okazja z grac ten zespół jak słyszę ze awans ma być za dwa lata to mnie ponosi za dwa lata usłyszymy ze zespół nie zgrany albo transfery nie wypaliły ,powinni powiedzieć prawdę ze dobrze im tak jak jest
Rafał
8 marca 2016 at 12:42
Zrozumcie w końcu że w Katowicach musi być ekstraklasa, inaczej ludzie zawsze będą narzekać, na trybunach będzie po góra 2 tys. kibiców i nic tego nie zmieni tylko awans.
Irishman
8 marca 2016 at 15:19
Jest jeden plus. Ten mecz nareszcie pokazał w jakim jesteśmy miejscu. I choćby zebrać kit z całych Katowic, to nie wystarczy go, żeby przesłonić nim rzeczywistość!
kibic
8 marca 2016 at 17:06
Poprostu znowu nas oszukali Cygan.zarząd. rada miasta wygląda to na pralnie pieniędzy i dobre posadki dla kolesi.ani jednego konkretnego transferu a do tego pozbywania się naszych zawodników. Żenada niema sensu narzekać bo i tak nikt nas nie slucha kolejny sezon w dupie zato możemy podziękować zarzadowi
lukasz
8 marca 2016 at 19:10
odpowiedz jest prosta – zawodnikow GWARANTUJACYCH awans nie ma i nie bedzie, nikt nie jest w stanie zagwarantowac awansu. Pilkarze ktorzy moga zagwarantowac WALKE o eksklase maja naprawde duze wymagania finansowe (sa przeplacani ale my nie mamy kasy na to zeby ich pozyskac) tp wydaje sie dosyc proste. Klub przyjal plan zakladajacy walke mlodymi zdolnymi, wychowankami i ludzmi ktorzy chca sie pokazac. Wole taki wariant bo gre z wyjadaczmi typu Szala Karwan Sokolowki Dzidzic Piechniak itp przerabialismy, poczekajmy cierpliwie. Kurwa realny swiat to nie Manager to nie dziala w miesiac dwa trzy … pamietacie jak przyszedl Brzeczek? Wiekszosc sie cieszyla ze zaczeli grac inaczej tj. lepiej i zaczeli punktowac. Wiem ze sklad na mecz z Arka byl taki sam jak w zeszlej rundzie ale poczekajcie z ocena do kolejnego meczu. Nerwy nigdy nam nie pomagaly i nie pomoga tym razem. Uwazacie ze jak GieKSa dostaje z UM kilka baniek to mozemy to na transfery wydac… jeszcze raz powtarzam to nie jest manager pilkarski…
leszek
8 marca 2016 at 19:17
Kolejna osoba pisze o pralni w GieKSie!coś musi być na rzecz
Bartolo
8 marca 2016 at 20:45
Oczywiście,GieKSa jest pralnią pieniędzy!Ale nie jesteśmy ani jedynym,ani pierwszym takim klubem,w extraklapie jest ich kilka…z dużych miast…
Taki kraj,taka piłka ot,tyle…
Mecza
8 marca 2016 at 21:11
Kto sugeruje pralnie jest oderwany od rzeczywistości i nie życzy dobrze klubowi. To tak jak Ci piszący o niebie…. katowicach. Propaganda ala Putin. „Krym” jest nasz. Wracając do tematu. W piłkę trzeba umieć grać, najważniejsza druga linia aby pokopać z pierwszej piłki, przetrzymać. Odebrać każdy potrafi ale pograć, wygrać 1na1 już mało kto. Z całej pomocy tylko jeden Iwan w teorii ma umiejętności do pokopania ale przy pozostałych nawet Iniesta by nie zaistniał. Pielorz, Leimonas… przed podpisaniem kontraktu z tym pierwszym trzeba było na listę transferową wystawić, pewnie Szombierki Bytom by się tylko zgłosiły. Do tego dodać młodzież która musi mieć oparcie i jest padaka. Szkoda Trochima, piszecie że słaby technicznie był ale przy tych wspomnianych pomocnikach to wirtuoz techniczny. Gdyby każdy był zdrowy to przód Bębenek, Bury, Iwan, Trochim, Gonzo, Zahorski gwarantowałby 60% posiadania piłki w większości meczów. Dwa poziomy różnicy widziałem w niedzielę.
Stary Dab
8 marca 2016 at 22:15
To co widzialem w niedziele to…padaka,ani razu nie zagrozilismy arce,Pielorz tragedia.Chcialbym aby utrzymali to 8 miejsce na koniec sezonu,tak to jest jak wzmocnien brak,jeden tranfer Zahorski ale zobaczymy…cos cienko to widze.Kazdy z czolowki sie wzmocnil tylko nie My.
kibic
9 marca 2016 at 09:48
Może przesadziłem z oczywista pralnia pieniędzy ale już z kolosiostwem nie .ile razy Cygan nas już oszukał pod względem konkretnych transferów i według mnie nie muszą to być zawodnicy z ekstraklasy bo są drodzy ale można ich poszukać za granicą ale słyszeliśmy jak to szukają unas na fb piłkarzy to jest posmiewisko i zrozumcie jedno mamy podobno 2 budżet w lidze to co nie stać nas na zbudowanie drużyny czy poprostu nie chcą i na koniec od dawna pisze że już dawno powinni podziękować paru piłkarzom co nic nie wnoszą do drużyny podam tylko 1 przykład bo na tego faceta nie da się patrzeć to jest Wolkowicz a jest jeszcze paru z 1 składu co grają nie wiadomo dlaczego kto mi udzieli zetelnej odpowiedzi
Bartolo
9 marca 2016 at 16:10
To,że się pisze o pralni pieniędzy to nie znaczy,że się zle życzy klubowi.Ja kocham ten klub i mówię:od jakiegoś czasu GKS KATOWICE jest PRALNIĄ PIENIĘDZY przez ludzi z UM!Prezes ciepłe kluchy jest tu tylko figurantem.I powiem jeszcze jedno,dopóki um będzie głównym udziałowcem to nigdy nie awansujemy do ekstraklasy!Jak stanie się inaczej to przyjdę na ”uszach”przepraszać.A co do składu,Mecza jeśli uważasz,że Iwan ma umiejętności do kopania to ja naprawdę wymiękam…
kibic bce
9 marca 2016 at 17:57
Sa plusy.
Kibice oni potrafia.
Katering dobre wuszty.
Na koniec piwko wiecie gdzie;)
lukasz
10 marca 2016 at 11:14
Kibic a pokaz mi chociaz jedna wypowiedz Cygana w ktorej obiecuje nam jakis zajebisty transfer ???
Pysiek 14
11 marca 2016 at 08:55
Do minusów znów zapomnieliście dopisać kompletny chaos organizacyjny z kupnem biletów. Po raz kolejny z resztą no chyba że ktoś uważa że to normalne by czekać 2godziny w kolejce. Kupiłem bilet u dzielnicowego a po odbiór tego zjebanego kwitka zgłosiłem się pół godziny przed meczem i co?wlazłem dokładnie na drugą połowę!!! Takich jeleni jak ja było o kurwa i jeszcze trochę i tylko szkoda mi było tych dziewczyn w kasach które muszą tych wszystkich bluzgów słuchać. To nie jest pierwszy raz np pamiętny szpil z Rozwojem gdzie ludzie wkurwieni po prostu odeszli od kas do domów. I co? I nadal nic się nie zmienia. Karnetowicze także mają coś do powiedzenia bo tu też ktoś sexualnie podszedł do tematu. Popisać se tylko możemy