Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: nie straciliśmy pewności siebie
Wymieniana w pierwszym szeregu kandydatów do mistrzostwa Cracovia przyjechała jesienią do Katowic i nie pozostawiła złudzeń GieKSie. Forma Pasów w pierwszej części sezonu jest zwykle wysoka, co rozbudza nadzieje kibiców, natomiast wiosną najczęściej przychodzi dołek i rozczarowanie. Zapytałem Rafała Nowaka z serwisu TerazPasy.pl, z którym miałem przyjemność rozmawiać przed poprzednim meczem w Krakowie (zapraszam do lektury), skąd bierze się ta prawidłowość i jak widzi szansę na odwrócenie tego scenariusza w obecnym sezonie.
Cykl życia kibica Cracovii jest względnie stały – rozbudzone nadzieje jesienią i weryfikacja wiosną. Sam mówiłeś mi w listopadzie 2024, że gracie o mistrza, a ostatecznie skończyliście na szóstym miejscu. Jak dziś patrzysz na waszą sytuację w lidze?
Na początku sezonu osiemnaście drużyn Ekstraklasy chce grać o mistrzostwo, a dziś, po 25 kolejkach, chyba tylko Termalica straciła matematyczne szanse na pierwsze miejsce. Nawet kibice Legii, gdyby ta nagle zaczęła wygrywać wszystko jak leci, mogliby mieć nadzieję na miejsce w czołówce. Tym bardziej my – wciąż nie straciliśmy szans na mistrzostwo, a sensem kibicowania nie jest chłodna kalkulacja, tylko wiara w swoją drużynę. Mimo to czasem ręce opadają, gdy patrzę, jak ostatnio punktujemy, a w zasadzie nie punktujemy. Przegraliśmy u siebie dwa mecze z rywalami, którzy absolutnie byli w naszym zasięgu. To wręcz niemożliwe, ile pecha mieliśmy w starciach z Piastem i Wisłą Płock. Ponadto nie pamiętam tak słabej Legii jak obecna, mimo to udało nam się z nimi przegrać w Warszawie. Nawet gdyby piłkarski los miał nam jeszcze oddać wszystkie punkty, które pechowo traciliśmy, to i tak raczej skończymy gdzieś w środku tabeli.
Tabela Ekstraklasy nie ma środka – albo walczysz o mistrzostwo, albo bronisz się przed spadkiem, albo jedno i drugie na raz. Z którego bieguna czujesz mocniejsze przyciąganie?
To jest trochę jak obecna wiosenna pogoda: niby świeci słońce, ale w cieniu czuć chłód. No i powiało nam ostatnio chłodem niczym z piwnicy. Jeśli będziemy punktować tak jak ostatnio, to cztery „oczka” przewagi nad strefą spadkową, w której są drużyny, jakich nikt się tam nie spodziewał, mogą okazać się niewystarczającą zaliczką. Trudno się pogodzić z taką myślą, więc przydałoby się zapunktować w sobotę. Macie pecha, bo jesteście naszą szansą na przełamanie i zrobimy wszystko, by ją wykorzystać.
Jak dotąd to wy jesteście drużyną, na której przełamują się rywale – czy to Wisła Płock, która od pięciu spotkań nie potrafiła wygrać, czy wcześniej Legia, której zdobywanie punktów przychodzi wiosną z wielkim trudem. Tymczasem przebieg tych meczów wcale nie wskazywał was jako słabszą ekipę.
Analizując statystyki ostatniego meczu z Wisłą rzuca się w oczy, że w każdym aspekcie byliśmy lepsi: liczba strzałów, procent celnych podań, posiadanie piłki – przemawiają za nami wszystkie wskaźniki oprócz tego najważniejszego, czyli goli. Było widać po Wiśle, jak ciąży im ta seria porażek, odbierając pewność siebie. Cracovia, mimo nienajlepszych wyników, pewności siebie nie straciła, bo to nie tak, że nic nam nie wychodzi. Sytuacja w tabeli robi się jednak niebezpieczna i słaby mecz z wami może nas zakopać mentalnie. Dlatego jestem ciekaw tego pojedynku tym bardziej, że jesienią w Katowicach mecz zakończył się trudnym do wytłumaczenia wynikiem – jeśli ktoś oglądał pierwsze pół godziny, a potem musiał wyjść, to wyobrażam sobie jego zaskoczenie po sprawdzeniu końcowego rezultatu.
Czy trener Elsner ma pomysł, jak wrócić z Pasami na właściwe tory? Szerokim echem odbiła się informacja o jego rezygnacji, która ostatecznie nie została przyjęta. Co się kryje za tym ruchem?
Moja odpowiedź raczej cię nie zadowoli, ale naprawdę nie wiem, co tam się wydarzyło. Możemy jedynie spekulować bazując na słowach trenera, który dawał do zrozumienia, że rozmowa z zarządem nie dotyczyła kwestii sportowych, tylko organizacyjnych, a Elsner zaoferował swoją rezygnację, która nie została przyjęta. Wewnątrz drużyny i jej relacji z trenerem wszystko jest w porządku, a zespół jest zjednoczony i zmotywowany. Cała ta sytuacja nie będzie miała przełożenia na boisko. Ponadto po ostatnim meczu, mimo porażki, z trybun poniosła się pozytywna motywacja i wsparcie dla piłkarzy. A co do samego Elsnera, to moim zdaniem jego pozycja jest w tej chwili mocniejsza niż była.
Z Krakowa wypływają różne informacje o niedawnych zmianach na poziomie właścicielskim, a gdzieś w tle toczy się wojenka o sposób zarządzania miejskimi klubami, na której czele stoi szef waszych sąsiadów zza miedzy. Patrząc na własny przykład uważasz, że prywatny kapitał jest remedium na wszystkie bolączki organizacyjne polskiego futbolu?
Wychodząc poza piłkę nożną, która jako sport masowy i popularny poradziłaby sobie bez publicznych pieniędzy, wyłączając infrastrukturę i szkolenie młodzieży, to inne dyscypliny bez środków państwowych czy miejskich nie mogłyby funkcjonować. Bliski nam hokej ledwo zipie i można się obrażać, że Cracovia jest jedynym w pełni prywatnym podmiotem w lidze, natomiast ja nie mam pretensji, że miasta utrzymują kluby, jeśli taka jest wola mieszkańców. Nie jest to układ idealny, ale koszykówka, siatkówka, wspomniany hokej czy cała masa innych dyscyplin w dużej mierze opierają się na środkach publicznych. W Krakowie mamy pat, bo zarówno Wisła, jak i Cracovia pilnują się nawzajem, aby były równo traktowane przez Miasto.
Jak więc działa wasz klub będący kompletnie w prywatnych rękach?
Fundusz kapitałowy zarządzający Comarchem sprzedał część spółek wchodzących w skład grupy, a jedną z nich była Cracovia. Obecnie 80% udziałów jest w rękach Roberta Platka, który jako nowy właściciel początkowo nie przeprowadził żadnych zmian w zarządzie i radzie nadzorczej. Zmiana prezesa nastąpiła dopiero w styczniu, a Mateusza Dróżdża zastąpiła Elżbieta Filipiak, która z kolei zrezygnowała z tej funkcji po niespełna 50 dniach twierdząc, że nie ma realnego wpływu na decyzje zapadające w klubie. Od tego czasu Cracovia nie ma prezesa i nie wiadomo, w którą stronę pójdziemy. Wybrano nową radę nadzorczą, która powinna wybrać prezesa, ale wszystko dzieje się powoli.
Nie jest tajemnicą, że Robert Platek ma na swoim koncie kilka porażek jako właściciel klubów piłkarskich. Nie boicie się, że podzielicie losy Spezii, która z długami spadła do Serie B?
Dotychczasowy model zarządzania klubami przez Roberta Platka nie polegał na tym, że pompował on w te projekty duże pieniądze. Cracovia ma jednak największy potencjał i najlepszą bazę spośród wszystkich klubów, których właścicielem jest Platek, bo np. będąca na peryferiach portugalskiego futbolu Casa Pia to bez porównania mniejszy projekt. W Krakowie Platek dysponuje stadionem w środku dużego miasta, kompleksem treningowym na europejskim poziomie i terenami przy Wielickiej, gdzie można szkolić młodzież. Model biznesowy Platka polega na tym, aby szkolić i promować zawodników, zarabiając na ich sprzedaży. Być może już tego lata sprzedany zostanie Oskar Wójcik, natomiast nie wydaje mi się, aby zarządzający klubem mieli złe intencje.
Wracając do piłki, w sobotę pod znakiem zapytania stoi występ Mauro Perkovicia. Jak duża byłaby to strata?
Mauro to jeden z zawodników, którzy byli wypożyczani do Krakowa z opcją wykupu i w jego przypadku ta opcja została uruchomiona. Dobrze broni, jego atutem jest gra głową, nieźle wyprowadza piłkę – spodziewam się, że jeśli będzie zdrowy, to uda się go sprzedać za kilka milionów. W meczu z Wisłą wrócił do składu po skręceniu kostki w pierwszym wiosennym spotkaniu z Bruk-Betem, natomiast pojawiają się informacje, że nie jest jeszcze w pełnej dyspozycji. Niby mamy go kim zastąpić, ale gdyby był zdrowy, to byłby pierwszym wyborem trenera.
Jesienią w rozmowie ze mną Kamil podkreślał, że dzięki Filipowi Stojilkoviciowi nie tęsknicie za Kallmanem. Nie minęło pół roku, a tęsknicie pewnie i za jednym, i za drugim napastnikiem?
Po odejściu Stojilkovicia Cracovia zmieniła model gry. Wcześniej grała bardzo bezpośrednio – szybkie przejęcie piłki i fazy przejściowe, prostopadłe zagranie do wybiegającego za plecy obrońców napastnika i szukanie kolejnych goli. Sami traciliście tak bramki w Katowicach. Obecnie próbujemy więcej operować piłką, dłużej się przy niej utrzymywać i nie czekać na to, co zrobi rywal. Nawet na Legii próbowaliśmy grać od tyłu, mimo że murawa nie sprzyjała takiej taktyce. Podobnie może wyglądać sobotni mecz z GieKSą, jeśli pozwolicie nam grać w ten sposób. Na pewno będziemy próbowali utrudnić życie Bartkowi Nowakowi, którego nie można zostawiać samego w środku pola. Myślę, że zagramy czwórką z tyłu, co pozwoli na wprowadzenie kolejnego pomocnika do środka, a jako fałszywa dziewiątka zagra Martin Minczew, mimo że ostatnio nie grzeszy skutecznością.
To zawsze dobra wiadomość, gdy w Ekstraklasie wypływa kolejny młody piłkarz, który bez kompleksów podejmuje rywalizację z bardziej doświadczonymi. U was dobre noty zbiera ostatnio Mateusz Tabisz.
Mateusz jest synem byłego wiceprezesa Cracovii i zdarzają się kibice, którzy mu to wypominają. Dla Luki Elsnera nie ma to jednak żadnego znaczenia, a stawia na Tabisza, bo dostrzega w nim potencjał. Brakuje nam zawodników, którzy mogą wygrywać pojedynki w bocznych sektorach, a Mateusz podejmuje się dryblingów i dobrze wyglądał nawet w tych krótkich fragmentach, które otrzymał. Moim zdaniem ma szansę zagrać w sobotę od początku, a jeśli nie, to i tak swoje minuty dostanie.
Warto zatrzymać się chwilę przy byłych reprezentantach Polski. Czy Mateusz Klich spełnia pokładane w nim nadzieje?
Nie jestem obiektywny w stosunku do Mateusza, bo jestem jego wielkim fanem: bardzo go lubię jako człowieka i oglądałem wszystkie mecze Leeds United, w których grał. Mimo to Klich trochę mnie rozczarowuje, bo oczekiwałbym od niego więcej. Luka Elsner wyraża się jednak o nim bardzo pozytywnie podkreślając, jak wiele zależy od jego formy. Skoro trener mówi, że potrzebuje go na placu, to nie będę z nim dyskutował. Choć nie okazał się typem lidera, który niesie na plecach całą drużynę, to wciąż wiele od niego zależy i chciałbym, żeby zagrał jeszcze taki mecz, w którym bez dyskusji wskazano by go jako najlepszego na boisku.
Nieco bardziej przykurzyło się za to nazwisko innego reprezentanta. Czy Kamil Glik może jeszcze zaistnieć w Cracovii?
Kamil jest zdrowy i trenuje z drużyną, jednak z jakiegoś powodu trener po niego nie sięga. Siedzi więc na ławce i czeka na swoją szansę. Miejsce dla Glika mogłoby się znaleźć, gdybyśmy zostali zmuszeni do niskiej obrony we własnym polu karnym. Kamil ma swoje atuty w takich okolicznościach – jego gra głową i doświadczenie może się tu przydać. Nie jest już jednak na tyle mobilny, by uczestniczyć w grze wysokim pressingiem. Wydaje mi się, że w naszym kolejnym meczu w Zabrzu jego walory mogą się okazać bardziej przydatne – spodziewam się go prędzej tam niż w sobotę przeciwko wam.
Porozmawiajmy teraz o pewnym piłkarzu GieKSy – mobilna dziesiątka z przeszłością w Rakowie, ostatnio coraz częściej trafiający do siatki. Mowa oczywiście o… Mateuszu Wdowiaku, którego doskonale znacie w Krakowie.
Wychowankowie mają zawsze szczególne miejsce w sercu kibica Cracovii takiego jak ja. Zawsze trzymam za nich kciuki, ale niektórzy są bardziej wyjątkowi. Wśród nich jest właśnie Mateusz, który doprowadził mnie do łez szczęścia, zdobywając bramkę na wagę Pucharu Polski w pojedynku z Lechią Gdańsk w Lublinie, w 117. minucie dogrywki. Z tego powodu jest nieśmiertelny przy Kałuży i do końca kariery mógłby już nic nie zrobić, a i tak będzie kochany w Krakowie. Mam nadzieję, że w sobotę noga mu zadrży na naszym stadionie, bo strzelił tu kilka ważnych bramek dla Pasów, jak choćby dwie w półfinale wspomnianych rozgrywek z Legią. Cieszę się, że po nieudanym pobycie w Lubinie odnalazł formę w Katowicach i gra coraz więcej. Chciałbym też, żeby jeszcze kiedyś wystąpił w naszych barwach. Cieszę się na spotkanie z nim w sobotę.
W naszej poprzedniej rozmowie typowałeś 4:2 dla Cracovii. Wynik przy Kałuży był zbliżony, choć zwycięzca inny. Co to był za mecz…
Do dzisiaj wku.. rza mnie reklama Superbetu z bramką Adriana Błąda, ilekroć ją zobaczę. Ze względu na poziom emocji z pewnością fajnie byłoby powtórzyć taki mecz, ale my nie będziemy raczej grać w takim stylu. Mamy inny sposób grania, w którym na razie jesteśmy mega nieskuteczni. Nie wiem, czego spodziewać się w sobotę. Cel jest jeden – wygrać z GieKSą, natomiast patrząc na trzech ostatnich rywali, to właśnie mecz z wami wydaje mi się najtrudniejszy. Ostatnie mecze pokazały, że możemy przegrać z każdym, ja natomiast wolałbym zobaczyć, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Jestem przekonany, że jesteśmy w stanie wygrać z GieKSą, a podobnego zdania są nawet bukmacherzy. Wygląda na to, że Cracovia jest faworytem tego pojedynku, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałem. Wydaje się, że to my bardziej potrzebujemy zwycięstwa, aby nie zagrzebać się w dolnych rejonach tabeli. Wy, mając swoje ambicje i cele, nawet w przypadku porażki nie utracicie szans na ich osiągnięcie.
Jaki wynik tym razem typujesz?
Chciałbym, żebyśmy wygrali, ale nie sądzę, że będzie to spektakularne zwycięstwo. Liczę na 2:1 dla Cracovii. Przede wszystkim jednak chciałbym, abym na koniec sezonu nie musiał się martwić gorszym bilansem bezpośrednich spotkań z GieKSą, a zaliczka z Katowic wydaje się być obiecująca.
Rozmawiając z kibicem Cracovii nie mogę nie zapytać o hokej, tym bardziej, że niedawno mierzyliśmy się w ćwierćfinale Mistrzostw Polski. Spodziewałeś się takiego przebiegu naszych zmagań? I co powiesz o ogólnej postawie Cracovii w tym sezonie?
Biorąc pod uwagę formę Cracovii w tym sezonie, a tym bardziej wynik pierwszego meczu tej serii, rezultaty dwóch kolejnych starć można uznać za niespodziankę. Z pewnością nie spodziewaliście się, że będziemy w stanie stawić wam taki opór. Wydaje się, że łatwe zwycięstwo w pierwszym meczu przełożyło się na pewną kalkulację, szczególnie wśród starszych zawodników, którzy muszą odpowiednio gospodarować siłami w perspektywie walki o medale. W trybie ekonomicznym nie da się jednak wygrywać, stąd zaskakująco dobra postawa Cracovii w drugim meczu w Katowicach. Natomiast większą niespodzianką było dla mnie zwycięstwo w Krakowie. W kolejnych starciach GieKSa poprawiła jednak grę i jakość indywidualna waszych zawodników musiała przeważyć. Nie za bardzo widziałem przestrzeń dla Cracovii na sprawienie kolejnej niespodzianki. GKS grał szybciej, bardziej zespołowo i wykorzystywał swoje atuty. Z drugiej strony to bez znaczenia, czy odpadasz przegrywając 2:4 zamiast 0:4. Kończymy sezon na ósmym miejscu, co jest najgorszym wynikiem od przeszło dwudziestu lat. Teraz czeka nas modernizacja lodowiska, którego klub jest operatorem, więc może na nim zarabiać. Ponadto, zagwarantowane są środki z Comarchu, więc mimo że skoku jakościowego nie będzie, to na pewno przystąpimy do rozgrywek, ale nie będziemy należeć do potentatów.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze