Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: nie tęsknimy za Källmanem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Rozgrywki Ekstraklasy nabierają tempa, a kalendarz staje się jeszcze bardziej napięty ze względu na pierwszą rundę Pucharu Polski. Przed najbliższymi meczami trochę więcej odpoczynku miał nasz rywal, bo choć piłkarze Pasów pojechali do Płocka, to z powodu oberwania chmury na boisko ostatecznie nie wyszli. O sens tej decyzji, ocenę postawy Cracovii w nowym sezonie, transfery i przewidywania przed meczem z GieKSą zapytaliśmy Kamila, organizatora twitterowych Pokojów Cracovii.

Ostatni weekend był dla was dość zaskakujący, bo z meczu na szczycie Ekstraklasy wyszedł pusty przelot do Płocka. Twoim zdaniem dobrze się stało, że mecz został przełożony?
Tuż przed meczem nie zdawałem sobie sprawy, jak dramatyczne warunki panowały w Płocku. Mecz planowałem obejrzeć w telewizji i już na „Wstępie do meczu” byłem pewny, że nie zagrają. Kałuża na kałuży. Z jednej strony szkoda, że nie zagraliśmy po dwutygodniowej przerwie, tym bardziej, że na kadrze było bardzo mało piłkarzy, bo tylko Minczew, Kakabadze i Kameri. Z drugiej strony w nowym terminie gotowy do gry może być Hasic. Szkoda tylko, że taki mecz odbędzie się w jakiś zimny listopadowy lub grudniowy, środowy wieczór. Chociaż kto wie, być może przyćmi rozgrywane wtedy mecze Ligi Mistrzów… Mimo wszystko, patrząc, jaka tego dnia była pogoda w Płocku, to dobrze, że nie zagraliśmy, bo w takich warunkach łatwo o kontuzje. Dobra decyzja i pozostaje czekać na nowy termin.

W poprzednim sezonie u moich rozmówców z Cracovii dało się wyczuć zupełnie przeciwstawne nastroje: jesienią Rafał Nowak mierzył nawet w mistrzostwo, natomiast wiosną Artur Fortuna nie krył rozczarowania postawą Pasów. W jakim punkcie tej sinusoidy jesteście dzisiaj?
Osobiście jestem bardzo spokojny, bo Ekstraklasa już wiele widziała: nie takie drużyny kreowano na potentatów, a koniec końców okazywało się, że „puchły” na finiszu. Mimo wszystko wydaje mi się, że jesteśmy gdzieś pośrodku, choć więcej przemawia za narracją optymistyczną. Start tego sezonu mamy bardzo dobry, a debiut Luki Elsnera był wręcz wymarzony – zdobyć cztery bramki na boisku Mistrza Polski, gdzie Cracovia ostatni raz wygrała jeszcze za kadencji Michała Probierza, to nie lada wyczyn. Nastroje psuje kontuzja Hasicia – bez niego nieco zbledliśmy w ofensywie. Drużyna się zgrywa, bo liczba letnich transferów jest ogromna – wydaje mi się, że jest to jedno z największych, o ile nie nasze największe okienko transferowe w XXI wieku.

Mówimy tylko o ilości, czy także o jakości sprowadzonych zawodników?
Jeśli chodzi o ilość, to nie przypominam sobie tylu ruchów w jednym okienku. Natomiast jeśli chodzi o jakość, to na papierze również wygląda to imponująco. Ściągnęliśmy przecież Kameriego, który w Salzburgu debitował w Lidze Mistrzów mając 17 lat, do tego Aleksicia i Šutalo – to są naprawdę jakościowi zawodnicy.

Jaki rezultat na koniec sezonu będzie dla ciebie satysfakcjonujący?
Biorąc pod uwagę, że od tego sezonu do europejskich pucharów kwalifikują się cztery najlepsze drużyny w lidze, to fajnie byłoby znaleźć się w tym gronie. Zadowoli mnie pierwsza piątka, która przy odpowiednich rozstrzygnięciach w Pucharze Polski również da przepustkę do Europy. Na pewno nie zadowoli mnie nic poniżej szóstego miejsca, które zajęliśmy w poprzednim sezonie, czyli siłą rzeczy mierzę w puchary. Mamy podstawy, żeby zakładać taki scenariusz – pod względem taktycznym i samej filozofii gry trener Elsner jest 10 razy lepszym trenerem od Dawida Kroczka. Ponadto, mamy lepszą, bardziej zbalansowaną kadrę i nie bazujemy tylko na Källmanie, tak jak w poprzednim sezonie. Jest Stojilković, zaraz wróci Hasic, w świetnej formie jest Kakabadze, do tego Klich i Maigaard.

Skoro mówimy już o personaliach, to nasuwa się pytanie, gdzie znaleźliście sklep z napastnikami, w którym tak swobodnie wybieracie sobie najlepszy towar? Wydawało się, że wyrwa po Källmanie będzie nie do załatania, a tutaj okazuje się, że w Krakowie nikt już specjalnie o nim nie pamięta.
Szczerze mówiąc sam się nie spodziewałem, że sztab „ugotuje” nam takie zastępstwo i z czystym sercem będzie można powiedzieć, że w połowie września nie tęsknimy za Källmanem. Skąd ich bierzemy? Dobre pytanie, bo przecież jeszcze kilka lat temu Cracovia miała ogromne problemy z napastnikami. Po Krzysztofie Piątku był Airam Cabrera, dalej Rafa Lopes, ale potem było już tylko gorzej. Teraz są Filip Stojilković, Kahveh Zahiroleslam i Gabriel Charpentier. Cała trójka zapowiada się świetnie. Stojilković udowadnia już na boisku, że jest mega kozakiem, a pozostałych dwóch będzie próbować go wygryźć, choć pozycja Szwajcara wydaje się na ten moment niezagrożona.

Jarosław Gambal, dyrektor działu skautingu, zebrał również bardzo dobre recenzje za sprowadzenie obrońcy Boško Šutalo, dwukrotnego mistrza Chorwacji w barwach Dinama Zagrzeb. Jak oceniasz ten ruch?
W meczu z Legią można było dostrzec jego inklinacje ofensywne – ma predyspozycje do gry jako prawy wahadłowy. Na jednym z naszych pokojów porównałem go do Virgila Ghițy, który też chętnie podłączał się do akcji ofensywnych, tyle że z lewej strony. Spodziewam się po nim zarówno solidności w defensywie, jak i zaangażowania w ataku tak, aby ściągać na siebie uwagę obrońców, a tym samym robić więcej miejsca dla Kakabadze.

Formacja defensywna Pasów pozostawiała w ubiegłym sezonie najwięcej do życzenia, a i w tych rozgrywkach na tle czołówki nie wygląda to najlepiej. Letnie transfery pozwolą naprawić ten problem?
Tegoroczny bilans bramkowy popsuł mecz z Jagiellonią – pięć straconych goli. Czuliśmy wtedy duży niedosyt, bo w pierwszej połowie prowadziliśmy 2:1, do tego z karnego nie trafił Maigaard. Co by było gdyby było 3:1? Można dywagować, czy schodząc na przerwę z przewagą dwóch bramek wypuścilibyśmy z rąk to zwycięstwo. Ponadto, nie pomogła czerwona kartka Perkovicia. Kolejne dwie bramki straciliśmy z Lechią, która jest znana z tego, że gra ofensywnie – strzela dużo, ale też dużo traci.

W ostatni piątek się to nie potwierdziło…
Tak, w waszym przypadku było inaczej, ale skoro defensywę Lechii wzmocnił Matej Rodin, były obrońca Cracovii, który na dodatek przeszedł szkołę Marka Papszuna, to można się spodziewać, że gra Lechii w defensywie ulegnie poprawie.

Ciekawym ruchem było sprowadzenie pod Wawel Mateusza Klicha, który z Cracovii wypłynął na szerokie wody. Traktujecie go jako wzmocnienie czy raczej sentymentalny powrót?
Myślę, że na pewno będzie to wartość dodana. Gdyby Mati chciał odcinać kupony, to raczej do Krakowa by nie wrócił. Zresztą było widać po meczu z Legią, gdzie był po prostu wszędzie, dyrygował środkiem pola. Wiadomo, że wieku nie oszuka i pewnie czasem będzie brakować tempa, ale Klich wciąż ma niesamowity przegląd pola. Dlatego wydaje mi się, że będzie to spore wzmocnienie. Sam jego powrót był dla nas sporym zaskoczeniem, ale tak się ułożyły losy Klicha, że Atlanta z niego zrezygnowała, a nie zgłosił się żaden inny klub MLS. Spodziewaliśmy się bardziej, że wróci za jakiś czas, pogra może rok i zostanie w strukturach klubu. Tymczasem, jeśli zdrowie pozwoli, przez kilka sezonów może stanowić o sile naszej drugiej linii, a co być może jeszcze ważniejsze, z pewnością będzie ważną postacią w szatni.

Wszystkie te klocki na swoich miejscach musi poukładać trener. Luka Elsner przychodził do Krakowa jako szkoleniowiec z górnej półki. Jak na tym etapie oceniasz jego pracę?
W skali od 1 do 10 wystawiłbym mu dziewiątkę z plusikiem. Być może Cracovia nie jest już tak przyjemna do oglądania dla przeciętnego kibica Ekstraklasy, jak to było w ubiegłym sezonie, choćby w meczu z Motorem czy z wami, gdzie padało wiele pięknych goli. Dziś gramy bardziej pragmatycznie, drużyna w każdej formacji jest bardziej zbalansowana – dobrze zorganizowana obrona, środek pola skuteczny w odbiorach i pressingu oraz kreatywna ofensywa. Umówmy się – z taką obroną jak w zeszłym sezonie nie dało się osiągnąć sukcesu w lidze. Dlatego ja wysoko oceniam Elsnera i w zasadzie jedyny minus to mecz z Jagiellonią.

Cracovia jest jedną z niewielu drużyn, z którymi w ubiegłym sezonie udało nam się dwa razy wygrać, po efektownych skądinąd widowiskach. Pamiętna bramka Adriana Błąda do dziś pojawia się na ekranach telewizorów kilka razy podczas każdej sportowej transmisji, za sprawą reklamy naszego bukmachera.
Oba mecze były świetne, a w szczególności ten jesienny: piękny gol Błąda, równie efektowne uderzenie Maigaarda i dramatyczna końcówka. Szkoda tylko, że sporo od siebie dołożył Damian Sylwestrzak, ale dobrze wiemy, że sędziowie w Ekstraklasie czasami gwizdzą jak chcą. Mimo wszystko uważam, że był to jeden z lepszych meczów w Krakowie, na jakich byłem, pod względem emocji. Mimo że przegraliśmy, to świetnie się bawiłem i naprawdę super się to oglądało. Wiosenny mecz oglądałem będąc w trasie, więc niewiele z niego pamiętam, jednak wspominam go jako mecz niewykorzystanych szans z naszej strony. Nieźle kreowaliśmy, ale brakowało wykończenia. Szkoda, bo GieKSa była wtedy do ogrania. Zadecydował gol Repki, który nie powinien był paść – nie można tak kryć w obronie. Mieliśmy wtedy spory niedosyt.

Jakie masz przewidywanie na piątkowe popołudnie? Przyjedziecie jak po swoje, aby wykorzystać mały dołek GieKSy czy będziecie mieć w pamięci ciężkie przeprawy z poprzedniego sezonu?
Mimo wszystko bardziej skłaniam się do tego drugiego scenariusza. Elsner raczej będzie chciał na początku wybadać, na co was stać i na ile nam pozwolicie. Nie spodziewam się takiego grania jak chociażby na jesieni w Krakowie i raczej nie padnie aż tyle goli. Sam nie wiem, czego się po was spodziewać. Oglądałem wasz mecz z Arką, kiedy pokazaliście wysoką formę. Jednak w pozostałych meczach, szczególnie ostatnim z Lechią, nie wyglądało to już tak dobrze. Może wam być szczególnie żal punktu straconego przy Łazienkowskiej, gdzie było naprawdę blisko remisu. Z jednej strony gracie dwa fajne mecze – z Arką i z Radomiakiem, a z drugiej totalną „padakę” jak na przykład z Rakowem albo Górnikiem. Myślę, że wciąż odczuwacie stratę Oskara Repki.

W przyszłym tygodniu rozpoczynamy zmagania w Pucharze Polski. Jakie masz nastawienie przed startem tych rozgrywek?
Moim marzeniem jest pojechać na Narodowy. Jestem zdania, że jeśli odpadać, to tak jak rok temu z Sandecją – szybko i bezboleśnie. A jak już faktycznie traktować te rozgrywki poważnie, to grać do końca. Na początek trafiamy na słabiutkiego Górnika Łęczna. Nasza kadra jest na tyle jakościowa, że w zasadzie kto by nie wyszedł na Górnika, to obowiązkiem jest tam wygrać. Tak jak wspomniałem, mam dwa piłkarskie marzenia: zobaczyć Cracovię na Narodowym i usłyszeć hymn Ligi Mistrzów przy Kałuży. Być może się doczekam.

Jaki wynik typujesz w piątek?
Stawiam, że Cracovia wygra 2:1, a bramki strzelą Stojilković i Klich dla Pasów, a dla GieKSy Marković. Życzę dobrego meczu po obu stronach, bez kontuzji i przede wszystkim aby to piłkarze, a nie sędzia, grali główne role. Niech mecz rozstrzygnie się na murawie, a nie w wozie VAR.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Jestem pełen optymizmu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.

Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i  zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.

Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga