Piłka nożna
Paszulewicz i Skrobacz po meczu
Po meczu GieKSy z Jastrzębiem odbyła się konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jarosław Skrobacz i Jacek Paszulewicz.
Jarosław Skrobacz (trener GKS Jastrzębie):
Przede wszystkim to był taki mecz walki, na to się nastawialiśmy – jakby nie było – były to derby. Oprawa kibicowska mogła zaimponować. Bardzo przyjemnie się gra w takich warunkach. Do przerwy staraliśmy się stworzyć dobre widowisko, to my chcieliśmy rozpocząć od prowadzenia. Myślę, że GKS miał taki sam plan, ale to nam udało się go zrealizować, mieliśmy jeszcze kilka dogodnych sytuacji i możemy ubolewać, że do przerwy nie schodziliśmy z wyższym prowadzeniem, ale jak to się niekiedy mówi, wyższe prowadzenie usypia i wynik 1:0 był dla nas konkretny, a w drugiej połowie wiedzieliśmy, jaki mamy cel, czekaliśmy na kontrataki i myślę, że gdybyśmy z tych kilku szans wyprowadzili jedną czy dwie, mogliśmy zakończyć jakąś dobrą sytuacją dla nas. Cieszymy się, wygraliśmy, dopisujemy trzy punkty.
Jacek Paszulewicz (trener GKS Katowice):
Gratuluję trenerowi wygranej, ostatnio dość często przychodzi mi gratulować trenerom przeciwników. Nie mieliśmy prawa dzisiaj przegrać. Pierwsza połowa pod dyktando gości i za tę pierwszą połowę należy przeprosić kibiców. Mimo niekorzystnego wyniku, przez 90 minut wspierali mój zespół. Jeśli chodzi o drugą połowę, po raz kolejny wyszliśmy z innym nastawieniem. Ciężko na gorąco zdiagnozować, co jest przyczyną tak dużych wahań, jeśli chodzi o grę mojego zespołu. Nie ma co ukrywać, że ten mecz nam nie wyszedł. Mogę dzisiaj z całą stanowczością powiedzieć, że przed sezonem pomyliłem się, mówiąc o tym, że o grę defensywną będzie można być spokojnym. Myślę, że na chwilę obecną ostatnie mecze pokazują, że największy problem mamy właśnie z defensywą – nie mówię tu o indywidualnych błędach obrońców – cały zespół broni i cały atakuje, natomiast przypominając sobie GKS z zeszłej rundy, gdy traciliśmy bardzo mało bramek, gdy przeciwnik nie stwarzał sobie sytuacji, żeby nam zagrozić, co pozwalało nam na to, że strzelenie jednej czy dwóch bramek zamykało mecz. Dzisiejszy mecz unaocznił nam, że zderzenie z pierwszą ligą dla niektórych zawodników jest bardzo bolesne. Umiejętności czysto piłkarskie bardzo często schodzą na dalszy plan, dzisiaj mieliśmy okazję, żeby to zobaczyć i poczuć na własnej skórze. Szkoda, że ta nauka jest tak bolesna, bo przeciwnicy wykorzystują te sytuacje, tracimy punkty i na pewno jesteśmy daleko od tego, co zakładaliśmy sobie przed sezonem. Kolejna rzecz to to, że dzisiaj nie trafiliśmy z personaliami i to biorę na siebie jako trener. Zbyt mało wojowników wyszło w pierwszej połowie i przegraliśmy tę walkę wręcz. Korekta w składzie w drugiej połowie spowodowała, że wróciliśmy teoretycznie do gry, natomiast skuteczność działania jest na niskim poziomie, ciągle nie wykorzystujemy sytuacji, dajemy przeciwnikowi zbyt wiele, nie ujmując tutaj przeciwnikowi, ale jak na tak renomowany zespół, jakim jest GKS Katowice – na zbyt dużo pozwoliliśmy przeciwnikowi. Jeszcze raz gratuluję trenerowi, a nam nie pozostaje nic innego, jak wrócić do podstaw i do ciężkiej pracy.
Pytanie redakcji GieKSa.pl do trenera Paszulewicza:
Mówi pan, że nie wie, jakie są przyczyny wahań jakości gry. Mam hipotezę, że jedną z przyczyn jest zbyt duże rotowanie składem – patrzymy na drugą połowę meczu z Wigrami, która była bardzo dobra i nagle na mecz z Rakowem wychodzi zespół z kilkoma zmianami. Jest kombinowanie z Woźniakiem i Ruminem, nie gra Łyszczarz, który zagrał bardzo dobrą drugą połowę właśnie z Wigrami, stawiamy na Słomkę. Łyszczarz w Częstochowie gra cztery minuty, dziś w pierwszym składzie. Anon zagrał pół godziny z Rakowem, dzisiaj go widzimy w pierwszym składzie. Do tego dochodzi kwestia Wawrzyniaka, który z tego, co słyszymy, to jeszcze z miesiąc potrzebowałby, by dojść do siebie, a dzisiaj jest w pierwszej jedenastce…
Te wahania wystąpiły szczególnie w ostatnich dwóch spotkaniach. Trzy ostatnie odbyły się w ciągu tygodnia. Cykl meczowy, zwłaszcza jeśli chodzi o młodzieżowców, którzy mają duże wahania formy, związany jest z rotacją, która na pewno nie wpływa negatywnie na nich, bo każdy z nich jest w grze. Jeśli chodzi o mecz z Rakowem, chcieliśmy wyjść wysoko na przeciwnika, odciąć im możliwość grania, w związku z tym musieliśmy przejść na bardziej ofensywny system. Nie dało to spodziewanego efektu. Natomiast po tamtym meczu szukaliśmy zawodników, którzy najlepiej wyglądają, jeśli chodzi o regenerację – po dwóch dniach od Rakowa, który to mecz nie był łatwy dla nas i do samego końca próbowaliśmy zmienić oblicze tego spotkania. Natomiast dzisiaj, jeśli chodzi o Łyszczarza, którego państwo chwalicie za zeszły tydzień – dzisiaj uważam, że nie mógł się zmierzyć mentalnie z tak istotnym spotkaniem, jakim są derby z GKS Jastrzębie. David Anon od dłuższego czasu bardzo dobrze wygląda w treningu i myśleliśmy, że dzisiaj jest ten punkt, od którego mógłby regularnie zacząć występować w zespole. Nie chciałbym na gorąco oceniać przyczyn tych wahań, bardziej bym jednak rozpatrywał kwestii mentalnych niż umiejętności zawodników. Jeśli chodzi o Jakuba Wawrzyniaka, potrzebujemy impulsu, jeśli chodzi o uszczelnienie defensywy. Uważam, że dzisiaj zagrał mimo wszystko poprawne zawody, natomiast tak jak mówię – mamy problem, jeśli chodzi o grę w defensywie i tu upatruję zbyt dużej łatwości kreowania sytuacji przez przeciwnika i tracimy dużo bramek. W zeszłym półroczu straciliśmy jedenaście bramek, z czego tylko trzy z gry. To jest coś, co bardzo boli, bo mając wynik 0:0 i grając drugą połowę, w której podkręciliśmy tempo i przejęliśmy inicjatywę, być może ten wynik byłby inny, natomiast nie ma co się tłumaczyć, przegraliśmy, trzeba się uderzyć w pierś, że zbyt dużo błędów popełniliśmy jako zespół, a ja otwarcie mówię, że ze składem nie trafiliśmy.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


q2
26 sierpnia 2018 at 00:55
Pytanie i prośba do osób, które to czytają a zajmują się „image” naszego klubu to pewnie i trenera. Czy w ogóle, ktoś za to odpowiada?.
q2
26 sierpnia 2018 at 00:56
Czy ktoś mu dobiera marynarki i krawaty?
Irishman
26 sierpnia 2018 at 02:18
Nie jestem trenerem ale wiem, że każda defensywa wymaga zgrania i stabilizacji, żeby się dobrze prezentować. A u nas, a bieżącym sezonie zagrali już na obronie: Lisowski, Kamiński, Remisz, Kupec, Frańczak, Midzierski, Wawrzyniak, Słomka. No więc nie za bardzo rozumiem zdziwienie trenera Paszulewicza, bo ja raczej zdziwiłbym się gdyby było inaczej.
Mecza
26 sierpnia 2018 at 06:10
q2, najlepiej ubrany trener w 1lidze. Poprzedni biegał przed kamerami w białej koszulce bez żadnego znaczka klubowego. Zresztą Maurycy też rzadko przywiązuje uwagę do koszulki jak robi wywiad a to błąd. Jest w pracy.
Mecza
26 sierpnia 2018 at 06:24
Szkoda że trener nie dostrzega problemu. Przecież obojętnie kto by wyszedł gra nie byłaby inna. On się czepia pesonaliów a tu chodzi o pomysł na grę w ofensywie. Nie pisałem tego bo każdy się zachwycał ale mi się nie podobała pierwsza połowa z Tychami. Chaos i szarpanina chociaż te przebitki wygrywaliśmy i wydawało się że fajna gra.
Mecza
26 sierpnia 2018 at 06:27
Z kim musimy zagrać aby na spokoju rozegrać atak pozycyjny na połowie przeciwnika? Z rezerwami z A klasy? Nie chcę słuchać o walce i ciężkiej pracy bo to każdy robi w tej lidze. Gdzie gra w piłkę? My chcemy awansować Panie Bartnik a nie walczyć jak inni.
Mecza
26 sierpnia 2018 at 06:31
Broniłem Brzęczka napisali, to chyba dobrze? Opinia publiczna zwolniła Mandysza, trener który popełniał błędy jak każdy ale wiedział co robi bo robił to już kilka razy z powodzeniem. Wygrał ostatni mecz z liderem i został pogoniony i zastąpiony żółtodziobem który nie wierzy w to co robi bo by nie biegał tak nerwowo przy lini.
Mecza
26 sierpnia 2018 at 06:35
Opinię wyraziłem ale Paszul musi zostać. Nie stać nas na tak częste zmiany. Sprawa jest prosta. 5 pkt straty do 2 miejsca po jesieni niech pracuje, więcej żegnamy się i koniec zabawy trzeba zatrunić fachowca. Na dzisiaj tylko Kaczmarek mi przychodzi do głowy bo Mandrysz jest spalony.
Mecza
26 sierpnia 2018 at 06:39
Mam nadzieję że nie będzie już transferów bo to wyrzucanie kasy w tym poszukiwaniu jakości przez Paszula. Jego taktyka nie wymaga umiejętności co zreszta sam powiedział. Trener idealny dla przeciętnych, walczących o utrzymanie klubów.
Mecza
26 sierpnia 2018 at 06:44
Przy tej jakości zawodników powinniśmy klepać na połowie przeciwnika a przegrywamy z beniaminkiem. Nawet Stawowy by to lepiej ułożył. Wiem, wiem co napiszecie ale on pracował w anormalnych warunkach teraz mogłaby być fajna piłka. Mecz z Pogonią na wyjeździe 4:3 nadal pamiętam. Nie o to chodzi w sporcie, o emocje?
Mecza
26 sierpnia 2018 at 07:19
Śmieszne co on mówi, żartuje z nas? Kadra prawie zmieniona w całości a on zdziwiony że coś nie funkcjonuje jak w poprzedniej rundzie…
Paszul
26 sierpnia 2018 at 07:47
prosiłem Pana Prezesa by zatrudnił Peszkę i co jest zgoda będzie rozluznienie w szatni
PanGoroli
26 sierpnia 2018 at 08:50
Panie trenerze, nie ma Pan racji z rotacją – ona jest fatalna dla psychiki, dla morale. Fatalna, jeśli chodzi o zgranie, 'widzenie partnera tyłem głowy’. Panie trenerze, to akt odwagi i uczciwości, by przyznać, że temat przerasta… Z mojej strony dzięki za wszystko.
Zgadzam się z Meczą – Paszulewicz za Mandrysza, wygląda to na sporą pomyłkę.
PołudnioweK-ce
26 sierpnia 2018 at 19:50
Mam ciagłe wrażenie że jesteśmy na etapie przygotowań do sezonu..ciągłe rotacje w składzie..no kurwa tego nie ma nawet u największych w europie o naszym podwórku nie wspomne..trenerze skończ pan podskakiwać machać rękoma weź się pan kurwa Do Rzetelnej Solidnej Roboty Dla swojego Dla naszego dla Wspólnego Dobra