Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Pieniądze to nie wszystko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Widzew Łódź 1:0 (1:0).

weszlo.com – Pieniądze to nie wszystko. Bezradny Widzewie, obudź się!

„Pieniądze to nie wszystko” – jest taki polski film z 2001 roku. Dobry, trochę niedoceniany. Jego tytuł pasuje póki co w tej rundzie do drużyny Igora Jovićevicia. Widzew wydał zimą ponad 13 milionów euro na transfery, łącznie w tym sezonie – 20 milionów. Tymczasem po gładkiej przegranej z Jagiellonią dziś poległ w Katowicach (0:1), pokazując w ofensywie kompromitująco niewiele. Ktoś powie, że drużynie, w której doszło do tylu zmian, trzeba dać czas. My powiemy, że jeżeli zespół z Łodzi szybko nie zacznie grać na miarę indywidualnych umiejętności jego zawodników, może obudzić się w Betclic I Lidze. Mając takich graczy, nie możesz być tak bezradny.

Nastawialiśmy się mocno na to spotkanie, bo GKS, który wzmocnił się zimą i wygrał pierwszy ligowy mecz w 2026 roku, podejmował drużynę, która na razie szaleje finansowo i – tak się wydaje – to prędzej czy później powinno jednak przełożyć się na wyniki. Jednak pierwsza połowa długo była po prostu przeraźliwie nudna.

Niby Widzew był nieco lepszy, próbował strzelać Angel Baena, później Juljan Shehu, w końcu groźnie, tuż obok bramki, uderzył Christopher Cheng. I to po stronie gości byłoby na tyle. W pewnym momencie pomyśleliśmy sobie, że Widzewowi chociaż udaje się ograniczyć poczynania w środku pola Bartosza Nowaka, który tym razem był niewidoczny.

Ale do czasu. Nadeszła 45. minuta. Należał się gospodarzom ten rzut rożny? Chyba jednak tak, bo wydaje się, że piłkę ostatni odbił stoper gości, Ricardo Visus. Nowak podszedł do piłki i idealnie dośrodkował, a głową do siatki skierował ją Lukas Klemenz. I cyk, bramka, po chwili gwizdek na przerwę. Widzew znowu ma problem.

W doliczonym czasie – zamieszanie. Sędzia Damian Kos podyktował rzut karny dla Widzewa, ale po chwili został zaproszony do monitora, bo Szymon Marciniak (słusznie) przekazał mu, że w starciu Bukariego z Sebastianem Milewskim tak naprawdę jako pierwszy faulował zawodnik z Ghany. Po zmianie decyzji na stadionie euforia. Niedługo później usłyszeliśmy końcowy gwizdek.

[…] Nie dawał też za wiele Sebastian Bergier, z którym dobrze radził sobie Arkadiusz Jędrych. Napastnik Widzewa przed tym sezonem trafił do Łodzi właśnie z Katowic i był dziś od pierwszej minuty wygwizdywany i obrażany przez miejscowych kibiców. Jeżeli Bergier czymś się wyróżnił, to ostrym atakiem na bramkarza gospodarzy, Rafała Strączka.

Trener GKS-u, Rafał Górak, podkreślał przed spotkaniem, że same miliony euro nie grają, dużo ważniejszy jest plan na grę, a jego zespół ma pomysł na ten mecz. I to wszystko się sprawdziło.

Widzew grał dziś do przodu jak zespół przeciętniaków, pozbawionych umiejętności kreowania. W 20 meczach ligowych budowana za wielkie pieniądze drużyna przegrała aż 12 razy. To najwięcej przegranych w stawce. Do tego Widzew ma osiem porażek w 10 wyjazdowych spotkaniach. Zaczyna to wyglądać jak bilans wstydu.

Na stopniowe zgrywanie drużyny nie ma czasu. Wygrana gospodarzy oznacza, że GKS odskakuje już na sześć punktów od Widzewa, ale również od Legii Warszawa, którą podejmie na własnym obiekcie w następnej kolejce.

Widzew i Legia, która fartem zremisowała w Gdyni, pozostają w strefie spadkowej.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał z „milionerami” z Widzewa Łódź. Ekipa Rafała Góraka ruszyła w górę tabeli

Kolejne emocjonujące widowisko na Nowej Bukowej. GKS Katowice pokonał Widzew i potwierdza, że wiosna jest jego ulubioną porą roku.

Mecz uciekającego przed strefą spadkową GKS Katowice z marzącym o podobnym wyczynie Widzewem Łódź zapowiadał się smakowicie. Rafał Górak nie mógł wystawić pauzującego za kartki Borji Galana, ale nie zmieniało to ogólnego poczuci optymizmu panującego przed tym spotkaniem. W zespole gości na szpicy znalazł się oczywiście Sebastian Bergier, świetnie znany kibicom GKS-u, który tym razem miał stanowić największe zagrożenie dla byłych kolegów. Sympatycy GKS zdecydowanie nie zamierzali mu ułatwiać życia wypominając zmianę barw.

Wszystko wskazywało na to, że do przerwy gole nie padną. Jednak w ostatniej akcji sędzia po chwili wahania wskazał na rzut rożny dla GKS-u, co spotkało się z gorącymi protestami Łodzian. Sztab Widzewa chyba przeczuwał nieszczęście, bo dośrodkowanie Bartosza Nowaka spadło idealnie na głowę Lukasa Klemenza, który strzelił swoją szóstą bramkę w tym sezonie, uszczęśliwiając kibiców na trybunach.

Goście, których finanse nie przekładają się na wyniki, znów znaleźli się nad przepaścią. Rafał Górak uprzedzał swój zespół, że rywale będą musieli przycisnąć, co jednak otworzy drogę do kontrataków. Co ciekawe, oba zespoły wyszły na drugą połowę bez zmian. Status został zachowany też w klimacie boiskowych starć.

GKS zdecydowanie okrzepł w tej walce i zaczął grać na wyższym poziomie. Do pełni szczęścia brakowało gola. Bywało blisko, nawet bardzo, ale wynik wciąż się nie zmieniał. To Katowiczanom z pewnością nie przeszkadzało, natomiast rosła nerwowość w ekipie ich rywali. Mecz mógł „zamknąć” Nowak, ale nie trafił w piłkę, więc kolejne minuty nadal budowały napięcie.

Kulminacja nastąpiła w czwartej z sześciu minut doliczonego czasu. Sebastian Milewski starł się z Osmanem Bukarim na pograniczu pola karnego. Damian Kos pokazał na jedenastkę, po czym pobiegł weryfikować sytuację na VAR i zmienił zdanie! Faulu nie było. A mnóstwo doliczonych minut zamieniło się w wulkan emocji ze szczęśliwym zakończeniem.

sportowefakty.wp.pl – Widzew Łódź znowu zawiódł. Obrońca uszczęśliwił GKS Katowice

Jedna bramka padła w Katowicach. GKS pokonał Widzew Łódź 1:0. Gola na wagę trzech punktów w ostatniej akcji 1. połowy zdobył Lukas Klemenz.

[…] W 1. części żadna z drużyn nie zamierzała otwierać się przed rywalem. Stąd też z boiska przez długie minuty wiało nudą. Na pierwszą groźniejszą okazję czekać trzeba było kwadrans. Płasko z pola karnego uderzył Angel Baena. Rafał Strączek zachował spokój i piłkę złapał na linii. W odpowiedzi próba z dystansu Alana Czerwińskiego minęła słupek.

W 25. minucie próbkę swoich umiejętności zademonstrował Christopher Cheng, który groźnie z z ok. 25 metrów. Piłka poszybowała tuż obok słupka. To była jedna z nielicznych prób w wykonaniu gości.

Wydawało się, że w premierowej odsłonie gole w Katowicach nie padną. Tymczasem w ostatniej akcji trafili gospodarze. Dośrodkował z rzutu rożnego Bartosz Nowak, a Lukas Klemenz głową wpakował piłkę do siatki z siedmiu metrów.

Łodzianie mogli odpowiedzieć dwie minuty po zmianie stron. Sebastian Bergier dośrodkował z rzutu rożnego, a Juljan Shehu głową uderzył tuż obok słupka.

Wydawało się, że goście ruszą na gospodarzy. Nic z tych rzeczy, piłkarze GKS-u bez większych problemów rozbijali nieliczne akcje Łodzian. Oczekiwań efektów nie przynosiły zmiany przeprowadzane przez Igora Jovicevicia.

To GKS powinien w 66. minucie podwyższyć wynik. Marcin Wasielewski pola karnego płasko uderzył z pola karnego. Bartłomiej Drągowski odbił piłkę.

Goście z Łodzi dopiero w 78. minucie wykreowali okazję na wyrównanie. Osman Bukari zgrał piłkę, a Fran Alvarez przestrzelił z pola karnego.

W końcówce gracze Widzewa nie byli w stanie wykreować okazji dającej punkt. Wydawało się, że GKS bez większych problemów dowiezie prowadzenie. Tymczasem w czwartej minucie doliczonego czasu sędzia podyktował rzut karny dla Widzewa. Sebastian Milewski kopnął Osmana Bukariego. Po analizie VAR arbiter zmienił decyzję.

GKS po raz drugi w 2026 roku mógł się cieszyć ze zwycięstwa. Łodzianie doznali drugiej porażki w drugim spotkaniu w roku i ich sytuacja w tabeli robi się coraz trudniejsza.

se.pl – Gorąco w doliczonym czasie gry!

Mecz GKS-u Katowice z Widzewem Łódź miał być daniem głównym niedzieli z PKO BP Ekstraklasą. Wzmocnieni podczas zimowego okienka transferowego goście chcieli udowodnić, że porażka z Jagiellonią to był wypadek przy pracy. „Gieksa” z kolei marzyła o kolejnym, udanym wieczorze ligowym.

Widzew Łódź imponował podczas zimowego okienka transferowego. Na papierze wyglądało to znakomicie. Lukas Lerager, Przemysław Wiśniewski, Bartłomiej Drągowski, Osman Bukari – te nazwiska robiły wrażenie. Tymczasem styczniowy mecz z Jagiellonią rozczarował fanów Widzewa. Wynik 1:3 dobrze oddawał to, co działo się na boisku. Na przeciwległym biegunie znalazł się GKS Katowice, którego w Lubinie do zwycięstwa poprowadził niezawodny Bartosz Nowak. Podopieczni Rafała Góraka chcieli pójść za ciosem.

Pierwszy kwadrans nie zachwycił. Ciekawych sytuacji praktycznie nie było. Publiczność pobudził Alan Czerwiński, którego strzał wylądował tuż obok słupka. GKS miał optyczną przewagę, ale brakowało konkretów. Jeśli chodzi o Widzew, to warto odnotować uderzenia Chenga. Norweg pomylił się nieznacznie. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, Bartosz Nowak idealnie dośrodkował, a Lukas Klemenz pokonał Drągowskiego.

Tuż po przerwie, po centrze Sebastiana Bergiera groźnie uderzał Shehu. Było bardzo blisko! W kolejnych minutach GKS „zamroził” mecz. Łodzianie nie potrafili konkretnie zagrozić bramce Strączka. Największe emocje mieliśmy w doliczonym czasie gry. Najpierw arbiter Damian Kos podyktował rzut karny za faul Milewskiego na Bukarim. Po analizie VAR zmienił decyzję i przyznał rzut wolny dla „Gieksy” za faul w ataku. Widzew nie zdołał odwrócić losów rywalizacji i poległ w Katowicach. Gospodarze wygrali drugi mecz na wiosnę, a goście są na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli. Tylko lepszym bilansem bramek wyprzedzają Bruk-Bet Termalikę.

katowickisport.pl – GKS wygrywa z Widzewem! Emocje w końcówce

Po wygranej z Zagłębiem na inaugurację rundy, podopieczni Rafała Góraka mierzyli się przy Nowej Bukowej z naszpikowanym gwiazdami Widzewem. Szkoleniowiec GieKSy mówił przed meczem, że pieniądze nie grają i to spotkanie to pokazało. Choć optyczną przewagę mieli Łodzianie, to praktycznie w ogóle nie potrafili zagrozić GieKSie. Gospodarze czekali na swój moment i doczekali się. W samej końcówce pierwszej połowy po rzucie rożnym Bartłomieja Drągowskiego pokonał Lukas Klemenz. Po przerwie były okazje do podwyższenia prowadzenia, ale RTS w defensywie nie wyglądał tak źle. W ofensywie za to, Widzewiacy wyglądali jak dzieci we mgle.

W doliczonym czasie gry sędzia Damian kos podyktował jedenastkę dla gości, ale po weryfikacji VAR decyzję cofnięto i to GKS mógł cieszyć się z trzech punktów!

gol24.pl – Widzew Łódź znów dostał łomot. Jest przedostatni w tabeli PKO Ekstraklasy

[…] Pierwsza połowa spotkania w Katowicach nie należała do najciekawszych widowisk w tym sezonie PKO Ekstraklasy. Gra toczyła się głównie w środku pola, żadna z drużyn nie chciała zbytnio się odkrywać, więc niestety emocji było, jak na lekarstwo.

Gdy wydawało się, że zawodnicy zejdą na przerwę przy bezbramkowym remisie, tuż przed nią kibiców popularnej GieKSy uradował Lukas Klemenz, który po precyzyjnym dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu rożnego precyzyjnym uderzeniem głową pokonał bramkarza gości.

W drugiej połowie bezradny Widzew Łódź próbował rozpaczliwie atakować, ale nie miał pomysłu, jak może zaskoczyć świetnie dysponowanych piłkarzy GKS-u Katowice. W końcówce bliski swojego trafienia był Bartosz Nowak, ale jego uderzenie z rzutu wolnego z linii bramkowej wybił jeden z defensorów gości.

W samej końcówce sędzia Damian Kos podyktował rzut karny dla Widzewa Łódź, ale po analizie VAR arbitrzy uznali, że faulu w polu karnym GieKSy nie było i goście musieli obejść się smakiem.

Niedługo później rozbrzmiał ostatni gwizdek i stało się jasne, że Widzew Łódź po 20 kolejach PKO Ekstraklasy będzie na przedostatnim miejscu w tabeli. Natomiast GKS Katowice po drugim zwycięstwie z rzędu awansował już na 10. pozycje i ma tylko 5 punktów straty do strefy europejskich pucharów.

widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 1:0 (1:0)

[…] Po nieudanym początku roku, jakim bez wątpienia była domowa porażka z Jagiellonią Białystok, czerwono-biało-czerwoni przyjechali do stolicy województwa śląskiego w bardzo bojowych nastrojach. Zbudowana za miliony euro drużyna przystępowała bowiem do meczu z przedostatniej pozycji w ligowej tabeli. Pech dopadł ją jeszcze przed pierwszym gwizdkiem – z powodu choroby wystąpić nie mógł Stelios Andreou, a tuż przed wyjściem na rozgrzewkę miejsce przewidywanego do gry od początku Mariusza Fornalczyka zajął Angel Baena.

Początek spotkania był nadspodziewanie spokojny. W tempie dalekim od szaleńczego to goście dużo częściej utrzymywali się przy piłce, a „Gieksa” wyraźnie czyhała na błąd i okazję do skontrowania. Miejscowi mieli też swoje momenty po stałych fragmentach, ale Bartłomiej Drągowski nie narzekał na nadmiar pracy. W 15. minucie padł pierwszy strzał, a oddał go Baena, celując niezbyt mocno w sam środek bramki Rafała Strączka. Odpowiedział próbą z dystansu Alan Czerwiński – obok słupka.

Drugi z trzech kwadransów pierwszej połowy stał głównie pod znakiem boiskowego chaosu z obu stron, na co być może drobny wpływ miała pogarszająca się pogoda w postaci padającego śniegu. Wyjątki to mocno niecelne uderzenie Sebastiana Bergiera czy nieudana szarża indywidualna Osmana Bukariergo. Po strzale Juljana Shehu doszło natomiast do tzw. obcierki i skończyło się rzutem rożnym, po którym z dystansu kropnął tuż obok bramki Christopher Cheng.

W 33. minucie groźnie lewą stroną z piłką pobiegł Marcin Wasielewski i do końca sam starał się kończyć akcję, ostatecznie uderzając lekko, z czym bez trudu poradził sobie Drągowski. Cały czas Widzewiacy mieli optyczną przewagę i wydawali się kontrolować pojedynek. Niestety w ostatniej minucie Katowiczanie wywalczyli rzut rożny, po którym bez opieki pozostał Lukas Klemenz. Obrońca skorzystał ze sprzyjających okoliczności i głową posłał piłkę do siatki!

[…] Straty mogły zostać szybko odrobione, gdy do główki po dośrodkowaniu z kornera nieco nieoczekiwanie dopadł Shehu, lecz trafił tylko w boczną siatkę. Na kolejny ciekawszy akcent trzeba było czekać niespełna dziesięć minut, gdy celnie uderzył Mateusz Kowalczyk, ale Drągowski sobie poradził. Tuż przed upływem godziny nastąpiły pierwsze personalne roszady i na murawie pojawili się Fornalczyk oraz Fran Alvarez.

Obraz spotkania za bardzo się nie zmieniał, a bliżsi zdobycia gola byli nawet gospodarze. W 67. minucie Lukas Lerager niefortunnie interweniował przed polem karnym, do piłki dopadł Wasielewski i miał szansę na pokonanie Drągowskiego, lecz reprezentacyjny golkiper zdołał zareagować. Z rzutu wolnego pomylił się z kolei Bartosz Nowak. Kwadrans przed końcem do gry weszli Lindon Selahi oraz Andi Zeqiri.

Dopiero w 78. minucie Łodzianie mieli cień szansy na wyrównanie. Wysoki przerzuty Chenga zgrał do Alvareza Bukari, jednak Hiszpan strzelił z woleja nad poprzeczką. Akcja momentalnie przeniosła się na drugą stronę i najpewniej przed utratą drugiej bramki uchronił przyjezdnych kiks w wykonaniu Nowaka. Celnie, choć zbyt lekko, uderzył natomiast rezerwowy Eman Marković. Szczególnie martwić mógł fakt, iż cały cza to GKS był drużyną o większym potencjale ofensywnym i kompletnie nie zanosiło się na zdobycie chociaż punktu.Pamiątki Ekstraklasa

Zawody zostały przedłużone aż o sześć minut, ale i to nie przybliżyło ekipy RTS do remisu. Jedyna konkretną okazję miał Zeqiri, ale fatalnie złożył się do główki i jego zagranie tylko na siłę można uznać za strzał. W 94. minucie doszło do sporej kontrowersji z udziałem… Fanom z Piłsudskiego musiały przypomnieć się obrazki sprzed dwóch lat z Krakowa, bo arbiter ten podyktował rzut karny po faulu na Bukarim, by po analizie na monitorze zmienić decyzję! Końcówka, choć bardzo nerwowa i toczona aż do 103. minuty, niczego już nie zmieniła.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga