Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Pikuta: Propozycja od Proksy byłaby ukoronowaniem mojej ciężkiej pracy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W dniu wczorajszym przedstawiłem wam sylwetkę Bogdana Piktury w cyklu „Kto o nich pamięta?” Jako, iż udało nam się dotrzeć do Pana Bogdana i powspominać starsze dawne czasy oraz jego teraźniejszą pracę to zapraszamy was

GieKSa.pl: Panie Bogdanie zacznijmy od końca, czym się teraz zajmuje były napastnik, GieKSy?

Bogdan Pikuta: Od 2008 roku udzielam się w pracy z dziećmi, młodzieżą, seniorami. Wcześniej byłem w Irlandii gdzie oprócz pracy na kontrakcie w jednostce energetycznej w miejscowości(Kilrush ) Ze środków unijnych tworzyła się elektrownia i tam pracowałem. Jednocześnie grałem w piłkę i pomagałem miejscowemu klubowi, mogłem pogodzić pracę z piłką gdyż to ciągle była moja pasja. Pomagałem tam piłkarsko i szkoleniowo, co przełożyło się na sukcesy tego klubu (największe w 30-letniej historii klubu). Awansowaliśmy do I dywizji, jako beniaminek byliśmy bliscy awansu do irlandzkiej Premier League, zdobyliśmy Puchar Hrabstwa, Puchar Irlandii na szczeblu Hrabstwa, zostałem również królem strzelców. Po powrocie zająłem się pracą z dziećmi i młodzieżą. W Czeladzi gdzie obecnie mieszkam otworzyłem akademię dla dzieciaków. Jako, iż człowiek potrzebuje nowych wyzwań, przeszedłem do akademii piłkarskiej Silent w Dąbrowie Górniczej. Mogłem się rozwijać i poznawać nowe metody pracy i ludzi. Od dwóch lat tutaj jestem i czekają nas kolejne zmiany gdyż w planach jest połączenie akademii z dwoma klubami ( MUKP Dąbrowa Górnicza, Unia Strzemieszyce). W Unii są jeszcze seniorzy i tam też jestem w sztabie szkoleniowym godząc funkcję drugiego trenera i czynnego zawodnika. Mimo wieku gra nadal sprawia mi dużo przyjemności, cały czas jestem aktywny.

Cały czas jest Pan przy piłce, na stronie akademii zauważyłem, że jest Pan odpowiedzialny za skauting. Czy to dotyczy skautów młodych piłkarzy czy może seniorów również?

Również młodych, ale moja praca z młodzieżą odbywa się na sportowych zasadach. Wiem, jakie panują niekiedy relacje między managerami a młodymi zawodnikami. Podchodzą oni pod nich, zza plecami przychodzą do nich i ich rodziców by zmienili barwy klubowe. Ja cenię sobie to, że młodzież jest do mnie w jakiś sposób przywiązana i ceni sobie moje metody pracy. Długi czas już pracuje w tym środowisku, więc mam pogląd na drużyny, zawodników, wyobrażenie o potencjale. Moja praca polega na analizie ich gry, analizie ich potencjału. Jeśli ktoś wpadnie mi w oko to staram się rozmawiać z trenerem i w następnej kolejności rodzicami danego zawodnika. Jeśli z ich strony nie widzę zainteresowania to nie naciskam, zostawiamy sobie kontakt i być może w przyszłości wracamy do tematu. Znam wielu trenerów, mam dobre kontakty z nimi. Nie mam problemów z rozmowami o zawodnikach. Cieszy mnie również fakt, iż nie prowadząc szerokiego skautingu młodzi zawodnicy sami chcą przychodzić do mnie. Sukcesy z młodzieżą, jakie osiągnąłem w ostatnim czasie świadczą o tym, że na bazie dobrego treningu można je w sposób naturalny osiągnąć.

Czy w swojej aktualnej pracy współpracuje Pan również z GieKSą?

Z wieloma trenerami współpracuję, utrzymuję kontakt. Również w GieKSie miałem małe epizody. Mój syn grał w młodszych rocznikach GieKSy (94 rocznik). W tamtym okresie pomagałem niezobowiązująco trenerowi, który wtedy prowadził tą drużynę. Nie lubię stać z boku, gdy jest coś w czymś mogłem pomóc i taka była też prośba ze strony trenera. Prowadząc w zeszłym sezonie beniaminka A-klasy miałem w drużynie kilku chłopaków z tego rocznika. Aktualnie do mojej drużyny dołączyli Bąk, Śmigiel, Jeleń oraz mój syn. Ci zawodnicy są właśnie z Gieksy rocznika 94. Interesuje się tym, co się dzieje w klubie, bardzo się cieszę na każde zaproszenie do meczu oldboyów czy też na mecze ku pamięci śp. Adama Ledwonia.

Wspomniał Pan o wyzwaniach, których szuka Pan w swoim życiu, czy takim wyzwaniem mogłaby dla Pana być propozycja ze strony dyrektora sportowego Grzegorza Proksy, który szuka ludzi do skautingu i organizacji klubu w pionie sportowym?

Tych propozycji w pracy trenerskiej i młodzieżą trochę jest, z czego bardzo się cieszę. Czuję się w tym bardzo dobrze, sprawdziłem się w wielu kategoriach, może mniej się widzę w najmłodszych rocznikach. Najlepiej czuje się w pracy ze starszymi rocznikami czy też nawet juniorami. Tutaj jest wiele czynników, które decydują o tym, żeby Ci chłopcy sportowo się dobrze prezentowali. Sprawdziłem się również w warunkach „bojowych” prowadząc seniorską ekipę beniaminka w Sosnowiecki Podokręgu i nie było to łatwe biorąc pod uwagę pracę zawodników na różne zmiany. Efekt był fantastyczny. Co prawda 2 punktów brakło nam do awansu, ale mam satysfakcję, że moi podopieczni sportowo się spełnili i wspólnie osiągnęliśmy coś, czego nikt się nie spodziewał. Ewentualna propozycja współpracy od Grzegorza Proksy byłaby dla mnie niejako nagrodą za poświęcenie się pasji, którą przez lata wykonuję. Zaistnieć dziś na szczeblu centralnym do tego jeszcze w GKS-ie Katowice gdzie cały czas jest presja awansu, ciśnienie na wynik i zrobienie kroku na przód to dla mnie kolejne mega wyzwanie, ale zdecydowanie poważniejsze niż te dotychczasowe. Dla mnie taka propozycja na pewno byłaby fajna. Wiem, że w klubie wszyscy czekają na awans i ten klub musi być w ekstraklasie, ten klub pasuje do niej, bo ma w niej kawał historii.

Wróćmy do wspomnień związanych z Pana grą w GieKSie. Przychodził Pan do, GieKSy jako młody chłopak, ale pierwszy epizod był krótki, dlaczego się nie udało?

Do GieKSy przychodziłem w okresie przygotowawczym letnim, między sezonami i niestety spotkała mnie przykra sytuacja, gdyż doznałem kontuzji. Był to uraz pięty, pauzowałem 2 tygodnie i w tym czasie pod wodzą Trenera Piekarczyka pierwsza jedenastka się wykrystalizowała i mocno skonsolidowała. Trener stworzył bardzo mocny team, który był dobrze zorganizowany. To były czasy gdzie GieKSa miała bodaj 33 mecze bez porażki i to też o czymś świadczy. Wejść wtedy do podstawowego składu to była bardzo trudna sprawa, szczególnie po kontuzji i przy takich zawodnikach jak Kucz, Janoszka, Wolny. Ja się cieszyłem, że jestem w tej drużynie, ale miałem ambicje by grać w niej, jako podstawowy zawodnik. Fajnie, że wygrywaliśmy, ale brakowało mi boiskowej adrenaliny. W momencie, kiedy nie mogłem grać zacząłem szukać klubu gdzie będę mógł liczyć na regularne występy. Przeszedłem, więc do Stali Stalowa Wola, drużyna broniła się przed spadkiem. Wiedziałem jednak, że tam będę mieć szansę na rozwój a ten zapewniały mi regularne występy. Decyzja była według mnie w 100% trafiona, ponieważ tam strzelałem bramki a drużyna utrzymała się w ekstraklasie. Stalowa Wola była krokiem w tył, ale dzięki grze w tej drużynie zrobiłem na nowy sezon dwa kroki do przodu gdyż zgłosił się Widzew, z którym w drugim sezonie zdobyłem mistrzostwo.

Epizod w Stali Stalowa Wola na pewno zapadł w pamięci GieKSie gdyż na wiosnę strzelił Pan 2 bramki na Bukowej, dzięki czemu Stal uzyskała remis 2:2.

Teraz patrzę na tamte czasy z innej perspektywy. Wtedy, jako młody chłopak miałem pretensje do trenera Piekarczyka, że mi nie dawał dużo grać, że nie mogłem się wstrzelić w podstawową 11stkę. Wraz ze zbiegiem czasu a teraz jeszcze bardziej, gdy trochę poznałem, na czym polega praca trenera zrozumiałem tamte decyzje. Drużyna szła jak ,, burza,, więc, po co było cokolwiek zmieniać w jej podstawowym składzie. Nie można rezygnować z czegoś, co przynosiło korzyści drużynie a GieKSa wtedy walczyła o mistrzostwo. Pamiętam ten mecz z GieKSą. To była końcówka sezonu, w którym Katowice walczyły z Legią o mistrzostwo. Zremisowaliśmy ten mecz 2:2 a trzeba pamiętać, że po 10 minutach Stal przegrywała 0:2. Mecz był dynamiczny, myślałem, że czeka nas sromotna porażka. Strzeliłem jednak bramkę kontaktową a potem mieliśmy dużo szczęścia, bo GieKSa nie wykorzystała masy okazji łącznie z taką gdzie piłka leciała wzdłuż linii bramkowej. Artur Sejud zagrał wtedy mecz życia a do tego moja bramka na 2:2 potwierdziła teorię, iż niewykorzystane sytuacje się mszczą. W tym meczu przypomniałem o swojej osobie, może nie za dobrze przypomniałem się kibicom, bo zabrałem GieKSie punkty. Być może tamten mecz sprawił, że kogoś w klubie zabolało, że się tak szybko pozbyto Pikuty z klubu w pierwszym moim okresie. Z perspektywy czasu nie mam jednak do nikogo pretensji. Teraz wiem, że sportowa złość, ambicja piłkarska trochę zaburzały mi myślenie o swej pozycji w zespole w tamtych czasach.

GieKSa miała wtedy bardzo dobry skład ze Świerczewskim, Ledwoniem, Kucz, Janoszka, Wolny, Węgrzyn. Proszę powiedzieć jak się wchodzi do takiej drużyny gdzie grają tacy zawodnicy?

Mnie w tamtym okresie było o tyle łatwo, że GieKSa nie była bardzo doświadczoną drużyną, byli w kadrze gracze młodzi i byli starsi. Można powiedzieć, że była to idealnie dobrana mieszanka, którą zbudował trener Piekarczyk. Uzupełnialiśmy się znakomicie, nikt nikomu nie robił pod górkę. Mnie młodemu zawodnikowi nie było trudno wejść do szatni czy w tą drużynę gdyż miałem dookoła siebie równie młodych kolegów jak np. Szala, Karwan,Szczygieł,Kucz,Wolny,Ledwoń. Młodzi mieli jednak, kogo podpatrywać gdyż w drużynie byli doświadczeni gracze jak Jojko, Strojek, Świerczewski. Trzeba przyznać, że oni do nas podchodzili bardzo normalnie. Te relacje stworzyły bardzo dobry ‘team spirit”. Wiadomo jak jest atmosfera to są wyniki, jak są wyniki to jest atmosfera. Wtedy to się fajnie nakręcało.

93 rok to również spotkania w Pucharze Zdobywców Pucharów z Benficą. Pan w tych meczach nie grał, ale był Pan w kadrze. Jak Pan to wspomina?

Niedane mi było wejść na boisko w tych meczach, ale cieszę się, że miałem możliwość być z drużyną w tamtym okresie. Ten mecz na trwałe wpisał się w annały Gieksy, jako wspaniała karta historii. Dla mnie była to ogromna nagroda, że mogłem tam być, że mogłem być na Estadio Da Luz. Dla nas to było coś innego niż mecze ligowe, adrenalina meczów pucharowych była nieco inna. Do tej pory pamiętam, co się działo przed tymi meczami, jak żyliśmy tym, że gramy z Benficą, że gramy w Katowicach przy pełnej publiczności, w Lizbonie. Dla nas to była nowość, a dla młodych była to –jak wcześniej wspomniałem – również nagroda za pracę, jaką wykonali przez wszystkie treningi. Mój ojciec prowadził kronikę, moich występów, więc mam, co wspominać a teraz również i mój syn do tego zagląda.

Tamte mecze to również wspomnienie tego, że był wyrównany wynik i do tego doszła nieuznana bramka Kucza bezpośrednio z rogu w Lizbonie

Mieliśmy również poprzeczkę Ecika Janoszki z wolnego, mieliśmy kilka sytuacji Darka Wolnego. Widzieliśmy frustrację przeciwników na boisku, spodziewali się łatwego pojedynku a tutaj był wyrównany mecz. Trafili na drużynę, w której był duch drużyny, GieKSa potrafiła walczyć, świetnie broniła dzięki Piekarczykowi, który kładł na to duży nacisk. Obrona była wielkim monolitem nawet dla Benfiki. W rewanżu mieliśmy też trochę pecha, bo przy wrzutce poślizgnął się chyba Rzeźniczek i Benfica strzeliła gola. W rewanżu GieKSa zagrała jeszcze lepszy mecz niż na wyjeździe.

Wróćmy trochę do rzeczywistości przed nami mecz z GKS Tychy, który prowadzi Hajto. Z nim związana jest jedna z historii, którą opisałem w cyklu na stronie. Pamięta Pan kontrowersje przy bramce w meczu z Górnikiem?

Pamiętam. Ten mecz również mam nagrany i odtworzony dzięki ojcu, który wszystko nagrywał. Pamiętam tą sytuacje, wrzucał Wojciechowski, Adamus zostawił mi piłkę, po dobitce uderzyłem piłkę, która trafiła w Hajtę i ten mecz wygraliśmy 1:0. Pamiętam, że były kontrowersje przy tej bramce. Hajto mocno protestował, że piłka odbiła się od siatki, jednak na słupku stał, Agafon i piłka odbiła się od niego a nie od bocznej siatki bramki. Piłka dla mnie była sytuacyjna, chciałem trafić w bramkę i wpadło. Po meczu doszło do zgrzytów, Górnik miał pretensje, ale taka jest piłka raz się wygrywa, raz przegrywa, suma szczęścia zawsze wyjdzie na zero.

Śledzi Pan mecze GieKSy?

Na meczach bywam rzadko, bo dublują się terminy z moimi meczami. Ale widzę po moich zawodnikach, wychowankach GieKSy jak oni to przeżywają. Po swoich meczach w Uni Strzemieszyce,w szatni zawsze sprawdzają jak grała GieKSa. Często kontaktują się z Wołkowiczem gdyż on z tego rocznika znalazł się w kadrze GieKSy. Rozmawiamy o tych meczach, analizujemy tabelę i prognozujemy. Pamiętajmy, że to są wychowankowie Gieksy!!! Mam duży szacunek do nich, bo nadal Gieksa jest dla nich częścią życia. Szkoda, że niedane im było zaistnieć w kadrze seniorskiej na dłużej, ale fajnie, że mam ich pod swoimi skrzydłami. Cieszę się również z tego, że trochę zdrowia w Gieksie (w sumie dwa lata) zostawiłem i tutaj jest to taka naturalna kontynuacja mojej obecności w klubie.

Chciałby Pan coś przekazać dla kibiców?

Życzę kibicom ekstraklasy, nic więcej nie trzeba mówić. Sportowy Śląsk potrzebuje GieKSy w ekstraklasie by mieć silny elektorat w najwyższej klasie rozgrywkowej. Życzę kibicom by mieli, co wspominać, gdy będą walczyć o tą ekstraklasę, bo te mecze decydujące to najwspanialsze chwile i wspomnienia. Niech im zawodnicy dadzą możliwość wspominania czegoś wspaniałego.

foto: http://wikigornik.pl

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    jarek

    4 czerwca 2015 at 11:11

    Pamiętam tamten mecz ze Stalą. Faktycznie głupia porażka ze słabą wtedy Stalą spowodawałą ,ze zabrakło tych punktów. Gdyby wtedy Gieksa wygrałą z dużym prawdopodobięństwem zostałą by Mistrzem.

  2. Avatar photo

    Daniel

    4 czerwca 2015 at 14:40

    też pamiętam ten mecz… gdyby nie ten remis to mielibyśmy mistrzostwo… Pamiętam, że po ostatnim gwizdku sędziego kibice z głównej na stojąco oklaskiwali schodzących do szatni zawodników Stali.

  3. Avatar photo

    eee

    4 czerwca 2015 at 20:26

    przecież nie było innej opcji .Pomyślcie jak to było. Karty zostały rozdane

  4. Avatar photo

    Irishman

    4 czerwca 2015 at 22:51

    Właśnie za to ceniłem trenera Piekarczyka, który – tak jak mówił Bogdan Pikuta – świetnie potrafił pookładać drużynę w defensywie. A to przecież podstawa! Bez tego, mając nawet świetnych napastników można oczywiście rozgrywać emocjonujące mecze, z dużą ilością bramek, czasem wygrywać. Ale na koniec sezonu brakuje tych głupio straconych punktów przez frajersko stracone bramki. Najlepszym przykładem niech będzie bieżący sezon. Gonzo zostanie pewnie królem strzelców, ALE CO Z TEGO?

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Z Widzewem we wtorek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę  ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.

Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.

STS Puchar Polski – 1/4 finału

wtorek, 3 marca 2026

20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź

środa, 4 marca 2026

17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze

czwartek, 5 marca 2026

13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa

Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga