Dołącz do nas

Siatkówka

Po zaciętym i wyrównanym meczu w Katowicach Resovia lepsza po tie-breaku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Katowiczanie przystąpili do tego spotkania bez zmian w wyjściowej szóstce, zabrakło natomiast w kadrze na ten mecz kontuzjowanego atakującego Gerta Van Walle. Resovia z kolei w porównaniu do ostatniego meczu przystąpiła z dwiema zmianami. Na pozycji środkowego Marcina Możdżonka zastąpił Bartłomiej Lemański. Z racji niedyspozycji atakującego gości Gavina Schmitta, tym razem na tej pozycji zamiast przyjmującego Thomasa Jaeschke zagrał nominalny siatkarz na ataku, czyli Niemiec Jochen Schoeps.

 

Mecz zaczął się nam nietypowo, bo od… challengu, ponieważ w pierwszej akcji wydawało się, że Butryn zaatakował daleko w aut. Wideoweryfikacja pokazała, że jednak piłka przeszła po palcach siatkarzy gości i pierwszy punkt padł jednak łupem GKS-u. Pierwsze oczko dla Resovii za sprawą mocnego ataku Schoepsa, gdy piłka po bloku trafiła w antenkę. W kolejnej akcji skutecznie Kalembka bez problemu ze środka, na co odpowiedział znów Schoeps atakiem po prostej. Ciąg dalszy mocnych ataków, Sobański po skosie i 3:2 dla GieKSy. Pierwsza większa przewaga w meczu była dzięki znakomitej zagrywce Butryna, najpierw piłka przeszła po taśmie i spadła na stronę rywali, a potem był już klasyczny as serwisowy (6:3). Goście nie zrażeni takim obrotem sprawy szybko opanowują sytuację. Dwa ataki Kanadyjczyka Perrina, mocno ze skrzydła oraz na kontrze, a potem błąd Butryna, który zaatakował po prostej w aut i już był remis (6:6). W końcu Sobański atakuje po bloku gości w aut i znów prowadzimy (7:6). Następny fragment meczu to gra punkt za punkt z dobrym atakiem z obu stron i błędami na zagrywce po stronie gospodarzy. Po bloku Nowakowskiego na Kapelusie mieliśmy pierwsze prowadzenie gości w tym spotkaniu (11:12). Wyrównał Sobański blokując dla odmiany Schoepsa (12:12). Lepszy okres w wykonaniu Resovii za sprawą Lemańskiego, dwa jego skuteczne ataki oraz blok na Kapelusie, zmusiły trenera Piotra Gruszkę do wzięcia pierwszego czasu (14:17). Ambitni katowiczanie szybko niwelują straty, Butryn mocno po prostej i Sobański na kontrze (18:19). Następnie Kalembka oraz Ivović psują zagrywkę (19:20). Falaschi zablokował atak Perrina, piłka spadła tuż za siatkę na stronę gości i przyjmujący Resovii próbując się sam wyasekurować nieczysto odbił piłkę i sędziowie przerwali grę (20:20). Przypomniał o sobie Schoeps mocnym atakiem ze skrzydła, na co odpowiedział Sobański zbijając piłkę po skosie (21:21). Niestety potem Rafał zepsuł zagrywkę, a Butryn też atakując po skosie trafił piłką w aut, tym razem challenge dla nas był chybiony (21:23) i wydawało się, że set nam ucieka. Po przerwie na żądanie trenera Gruszki, na szczęście Drzyzga zepsuł zagrywkę, a Kalembka zablokował Schoepsa (23:23) i tym razem czas musiał wykorzystać trener Andrzej Kowal. Po mocnym serwisie Pietraszki sędziowie odgwizdują podwójne odbicie Ivoviciowi i troszkę niespodziewanie pierwszą piłkę setową mają katowiczanie (24:23). Ogromną szansę na wygranie tej partii zaprzepaścił Sobański atakując z drugiej linii w aut (24:24). Bardzo długa akcja zakończyła się korzystnie dla Resovii (takie było pierwsze wrażenie), ale wywołany challenge dla GKS-u, wykazał dotknięcie siatki przez rozgrywającego Drzyzgę i mieliśmy drugą piłkę setową (25:24). Wybronił ją Lemański atakiem ze środka na czystej siatce, po czym Butryn nie przedarł się przez potrójny blok rzeszowian i został zablokowany przez Nowakowskiego (25:26). Pierwszą piłkę setową dla gości obronił Butryn, atakiem ze skrzydła po bloku, a potem Kapelus zepsuł zagrywkę (26:27). Drugą piłkę setową wykorzystali już przyjezdni za sprawą Nowakowskiego, który zablokował Sobańskiego (26:28). Wielka szkoda, że nie wygraliśmy tę partię.

 

Drugi set rozpoczął się od długiej akcji, a na końcu niej Ivović oparł piłkę o nasz blok, wyrównał Kapelus mocnym atakiem również po bloku w aut. Schoeps trafił po prostej w sam narożnik boiska, a kolejną długą wymianę, niemiecki atakujący skończył atakiem w aut. Ładna kiwka Nowakowskiego ze środka, a potem Ivović serwuje daleko w aut. W kolejnej akcji Perrin zablokował atak Butryna na kontrze, ale szybko się zrehabilitował Karol skutecznym atakiem ze skrzydła (4:4). Tak wyglądał początek tej partii, po czym Resovia odskoczyła na dwa oczka przewagi, ale nasi siatkarze szybko odrobili straty. Po bloku punktowym Kalembki był znów remis, a świetny serwis Kapelusa, którego nie przyjął Ivović, dał ponowne prowadzenie GieKSy (10:9). Ukrainiec kontynuował dobry okres swojej gry, gdy efektowną akcją z drugiej linii na czystej siatce wzbudził aplauz na widowni (11:10). Po błędzie zagrywki Kalembki, Lemański skuteczny na kontrze ze środka i znów goście wychodzą na prowadzenie (11:12). Nie na długo jednak, bo po mocnym ataku ze skrzydła Sobańskiego, Butryn zaliczył asa serwisowego, po czym Karol nie skończył ataku na kontrze (13:13). Ponownie Sobański przedarł się przez potrójny blok rzeszowian, a Schoeps popełnił błąd podwójnego odbicia (15:13), czym zmusił trenera Resovii do wzięcia czasu. Po błędzie Ivovicia, który zaatakował po skosie w aut, GKS miał już trzy oczka przewagi (17:14). Niemoc Resovii przełamał Schoeps atakiem ze skrzydła (17:15), ale tylko na chwilę. Kalembka skończył efektowną krótką na środku, potem Kapelus mocno po bloku gości, aż wreszcie Rossard źle przyjął zagrywkę Falaschiego i mieliśmy największą przewagę punktową (20:15). Rzeszowianie nie chcieli się łatwo poddać i stąd Nowakowski skutecznie ze środka, a Schoeps zaatakował lekko w środek boiska i część strat odrobiona (20:17). Po przerwie na żądanie trenera Gruszki, Schoeps na kontrze posłał piłkę daleko w aut, po czym to GKS, za sprawą Sobańskiego nie wykorzystał kontry, którego zablokował Nowakowski (21:18). W następnej akcji tym razem blok katowiczan i Butryn zatrzymał Perrina, po czym Pietraszko wchodzi na parkiet, oczywiście aby serwować (22:18). I Paweł ustrzelił asa, a potem trafił zagrywką w siatkę (23:19). Nowakowski się nam zrewanżował tym samym błędem, dając GKS-owi pierwszą piłkę setową (24:19). Butryn przekroczył linię boiska przy swoim serwisie (24:20), a drugą piłkę setową zakończył dla nas… Perrin, który został wrzucony w siatkę przez rozgrywającego Drzyzgę i nie zmieścił już piłki między antenkami (25:20).

 

Trzecią partię zaczęliśmy od mocnego ataku Butryna ze skrzydła, ale szybko odpowiedział Schoeps atakiem po skosie. Kapelus po bloku w aut, a niemiecki atakujący powielił ten atak. Butryn po prostej, a Nowakowski ze środka, po czym znów Karol mocno po prostej (4:3). Tak wyglądała wymiana ciosów od początku tego seta. Potem sędziowie odgwizdali piłkę rzuconą Perrinowi (5:3), czym Kanadyjczyk tak się zdenerwował, że szarpnął siatką i zarobił żółtą kartkę. Błędy po naszej stronie oraz atak Schoepsa po skosie na kontrze, doprowadziły do szybkiego wyrównania po 7, na co odpowiedział Kalembka atakując z krótkiej na środku siatki (8:7). Po bloku Butryna na Ivoviciu oraz skutecznej kontrze Krulickiego ze środka (12:9) odskakujemy na trzy oczka przewagi, na co trener gości reaguje wzięciem czasu. Po niej Schoeps przełamał chwilową niemoc Resovii, a Krulicki ponownie dobrze ze środka (13:10). Krótki fragment meczu z akcjami punkt za punkt, po czym Butryn zablokował Rossarda (17:13)  i ponownie czas dla gości. Tym razem niemoc w ataku dopadła GieKSę i po skutecznym ataku Rossarda, bloku Schoepsa na Butrynie, asie serwisowym Lemańskiego oraz kiwce Rossarda szybko straciliśmy całą przewagę (17:17). Potem Lemański zepsuł zagrywkę, wynik wyrównał kolejną kiwką francuski przyjmujący (18:18). W następnej akcji wydawało się, że Rossard zaatakował w aut, ale challenge na żądanie rzeszowian wskazał na atak po bloku i zmusił sędziów na zmianę decyzji (18:19). Na szczęście kontrę gości nie wykorzystał  ponownie Francuz zablokowany przez Sobańskiego, ale Rossard wciąż grał główną rolę i następny atak skończył bez problemu (19:20). Niemoc w ataku GKS-u przełamał po dłuższym fragmencie gry Butryn, lekkim atakiem po prostej, dając kolejny remis po 20. Następną akcję zakończył atakiem po bloku Perrin (tak się przynajmniej wydawało), ale wzięty challenge pokazał co innego i sędziowie przyznali punkt GieKSie. Potem Sobański zablokował Schoepsa i mieliśmy lekką przewagę (22:20). Mocny atak po skosie Perrina nie obronił, świetnie spisujący się w tym meczu nasz libero, Adrian Stańczak (22:21), po czym Butryn zaatakował w aut, ale od czego mamy… challenge i ponownie nastąpiła zmiana decyzji na korzyść GKS-u, ponieważ piłka przeleciała przez palce siatkarza Resovii i zamiast remisu, to GieKSa była bliżej wygrania tej partii (23:21). Po złym rozegraniu Perrin posłał piłkę daleko w aut i mieliśmy pierwszą piłkę setową (24:21), którą wybronił skutecznym atakiem po skosie Schoeps (24:22). Seta zakończył spokojnym atakiem Kapelus (25:22) i GieKSa już miała jeden punkt meczowy w kieszeni.

 

Czwarty set rozpoczął się od dobrego ataku Perrina ze skrzydła, szybko wyrównał Kalembka ze środka po świetnym rozegraniu Falaschiego. Goście nie zamierzają łatwo oddać meczu i Schoeps zaatakował po prostej, a Nowakowski zakończył kontrę na środku (1:3). Dobrze i mocno Kapelus ze skrzydła, ale potem Ukrainiec zepsuł zagrywkę (2:4). Perrin zrobił to samo, a Kalembka posłał asa wyrównując stan seta (4:4). Butryn nie wykorzystał kontry uderzając w aut (tym razem challenge chybiony), ale Karol się nie poddał i skończył akcję ze skrzydła po skosie (5:5). Atak Kapelusa po bloku gości dał pierwsze prowadzenie GKS-u w tej partii, a poprawił Sobański trafiając… Perrina za linią boiska (8:6). Szkoda było kolejnej nie wykorzystanej kontry tym razem w wykonaniu Butryna, który posłał piłkę daleko w aut (8:7). Chwilę potem Karol wykorzystał… następną kontrę (10:7) i zdenerwowany trener Resovii prosi o czas. Dłuższy fragment spotkania z akcjami punkt za punkt, w tym po długiej wymianie Kapelus lekko obija blok rzeszowian, wcześniej Stańczak efektownie obronił trudną piłkę (14:11). Jeszcze odrobina szczęścia, zdrapka Kalembki (17:14) i wydawało się, że siatkarze GKS-u są wstanie utrzymać tę przewagę do zwycięskiego końca. Sobański zaatakował w aut po prostej (18:17) i z przewagi niewiele zostało, jeszcze potem Rafał poprawił się w ataku (19:17), ale goście się nie poddają. Rossard ponownie skutecznie kiwa, następnie Butryn nie skończył prostej akcji po prostej na pojedynczym bloku i był remis po 19. Znów dał się we znaki Rossard kończąc długą wymianę atakiem po bloku, a Sobański nie kończy kolejnego ataku posyłając piłkę w aut po skosie (19:21) i set wymykał się spod kontroli GKS-u. Niemoc w ataku przełamał w końcu Butryn mocnym atakiem po rękach przyjezdnych, ale Schoeps obija ręce Sobańskiego (20:22). Następnie Sobański skuteczny ze skrzydła, a na parkiet wchodzi Pietraszko i potem zablokował atak Rossarda (22:22). Kolejną dłuższą wymianę zakończył na skrzydle Schoeps, a chwilę potem znów długą akcję wygrali goście za sprawą ataku Perrina (22:24). To była bez wątpienia najlepsza akcja tego meczu. Pierwszą piłkę setową dla Resovii wybronił Kapelus kończąc atak z bardzo trudnej piłki po bloku gości (23:24). Niestety Paweł Pietraszko serwuje w siatkę (23:25) i przegrywamy wydawało się wygranego już seta i mecz.

 

Tie-break zaczął autowym atakiem na kontrze Kalembka, a wyrównał Kapelus mocnym atakiem po bloku. Perrin równie mocno uderzył po skosie, a Butryn w aut ze skrzydła oraz zablokowany atak Kapelusa (1:4) zmusił trenera Piotra Gruszkę do wzięcia czasu. Po przerwie Schoeps wykorzystał kontrę atakując po bloku i dopiero Butryn przełamał słaby początek piątej partii mocnym atakiem po prostej (2:5). Potem Perrin przedarł się przez naz blok, po czym zaserwował w siatkę (3:6). Kalembka zrobił to samo, a Możdżonek zablokował Butryna (3:8), kolejny challenge chybiony i mieliśmy zmianę stron boiska oraz bardzo trudną sytuację z wynikiem tego krótkiego seta. Butryn mocno po bloku (4:8) i Karol poszedł na zagrywkę. Pierwszy serwis zakończył się asem (5:8) i wziętym czasem dla gości. Nie wybiło to z rytmu Butryna i po trudnej zagrywce, Krulicki zablokował Perrina (6:8), a Karol wykorzystał świetnie kontrę (7:8), co zniwelowało przewagę Resovii i zmusiło trenera Kowala do wykorzystania szybko drugiej przerwy na żądanie. Po niej niestety Butryn zaserwował daleko w aut (7:9), ale Drzyzga zrobił to samo (8:9). W końcu wygraliśmy dłuższą wymianę i Kapelus obił blok rzeszowian i był remis po 9. Po odrobieniu tak dużych strat punktowych kibice zgromadzenie w hali mieli nadzieję, że siatkarze GKS-u pójdą za ciosem i wygrają tę decydującą partię. Następna długa akcja padła łupem gości za sprawą Schoepsa atakującego po bloku (9:10). As serwisowy Rossarda, piłkę nie podbił Kapelus (9:11) i za szybko znów straciliśmy kontakt punktowy. Kapelus dobrze po prostej (10:11), potem Perrin zaatakował w środek parkietu (10:12) i ponownie Ukrainiec skutecznie po bloku gości (11:12). Schoeps nie myli się ze skrzydła (11:13), a Nowakowski zablokował Butryna na potrójnym bloku (11:14) i mieliśmy pierwszą piłkę meczową dla Resovii, ale wcześniej jeszcze Piotr Gruszka wziął czas. Kalembka bardzo mocno zaatakował ze środka (12:14) i wchodzi na parkiet i na zagrywkę Błoński. Niestety Michał zaserwował w siatkę (12:15) i tak oto przegrywamy to zacięte i wyrównane spotkanie. Uff… co to był za mecz, chyba jeden z najlepszych w wykonaniu siatkarzy GKS-u, szkoda że nie wygrany.

 

GKS Katowice – Asseco Resovia Rzeszów  2:3 (26:28, 25:20, 25:22, 23:25, 12:15)

GKS: Falaschi (3), Butryn (25), Krulicki (5), Kalembka (10), Kapelus (18), Sobański (15), Stańczak (libero) oraz Pietraszko (2), Błoński, Stelmach. Trener: Piotr Gruszka.
Resovia: Drzyzga (1), Schoeps (25), Nowakowski (12), Lemański (7), Perrin (19), Ivović (3), Masłowski (libero) oraz Dryja, Możdżonek (2), Rossard (10), Winters. Trener: Andrzej Kowal.  MVP: Jochen Schoeps.

 

Przebieg meczu:
I:  5:3, 10:9, 14:15, 18:20, 25:24, 26:28.
II:  4:5, 10:9, 15:13, 20:15, 25:20.
III:  5:3, 10:9, 15:12, 19:20, 25:22.
IV:  4:5, 10:7, 15:12, 19:20, 23:25.
V:  1:3, 2:6, 7:9, 10:12, 12:15.

 

GKS-Resovia 2

 

GKS-Resovia 3

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga