Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Widzewem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Widzewem był pierwszym wyjazdem w tym sezonie, a jednocześnie drugą delegacją w Sercu Łodzi w tym roku. Każde spotkanie ma swoją unikalną, osobną historię, więc zaczynamy cykl „Post scriptum” dotyczący wyjazdów w nowym sezonie. I myślimy już tylko o niedzielnym meczu przy Łazienkowskiej.

1. Oj mieliśmy problemy kadrowe na ten mecz. Nie mógł jechać Misiek, więc w ramach redakcji pojechaliśmy we dwójkę – ja i Magda. Z tego powodu nasze działanie na stronie było ograniczone – nie było relacji LIVE, gdyż zająłem się pisaniem relacji pomeczowej.

2. Magda zazwyczaj robi fotogalerię na stronę, ale…

3. No właśnie. Ale, oboje byliśmy kulawi. GieKSa.pl wystawiła dwuosobowy skład na ten mecz i obie osoby były kontuzjowane. I z urazami, na „blokadzie” opracowywaliśmy ten mecz.

4. Ja dwa tygodnie temu podczas wyprawy na Orlą Perć (z sukcesem) skręciłem staw skokowy. Jeszcze 10 dni temu nie wiedziałem, czy będę w stanie się wybrać nawet na domowy mecz z Zagłębiem Lubin. Opuchnięta straszliwie kostka i krwiak, jakiego w życiu nie widziałem. Orteza, kule i ortopeda.

5. Na szczęście gorzej to wyglądało, niż jest, więc na wyjazd się wybrałem – z asekuracją krykami – więc na stadionie poruszałem się bez problemu. Zawsze też to ciekawe doświadczenie, kiedy wszyscy ci ustępują i są mili.

6. Ja mogłem mimo swojej kontuzji robić swoje. Magda miała trochę gorzej, bo ma kontuzjowaną rękę, mocno obandażowaną, więc robienie zdjęć aparatem było wykluczone. Robiła jednak co mogła i kilka fotek telefonem się pojawiło i przede wszystkim do tego „Post scriptum” mam dzięki niej kilka fajnych zdjęć.

7. Na wyjazd pojechaliśmy z Mariuszem, z którym co jakiś czas jeździmy na wyjazdy. Był też „tajemniczy fotograf” i jeszcze jedna osoba, więc jechaliśmy w piątkę.

8. Wyjazd był o 10:30, czyli z potężnym zapasem. Wszystko dlatego, że Mariusz chciał w Łodzi zahaczyć o jeden sklep plus miał spotkanie z kolekcjonerem odznak piłkarskich i sportowych. Dlatego na luzie, na spokojnie, wiele godzin przed meczem udaliśmy się w ten niedaleki wyjazd.

9. Droga przebiegła spokojnie i sprawnie. Zahaczyliśmy o Centrum Handlowe Ptak w Rzgowie i przypomniały się dawne czasy, charyzmatyczny prezes ŁKS Antoni Ptak i łysa banda grająca przeciw Manchesterowi United. Jeśli młodsi nie pamiętają, to ówczesny mistrz Polski – ŁKS Łódź – zremisował u siebie z Czerwonymi Diabłami 0:0 w sezonie, w którym piłkarze sir Alexa Fergusona wygrali Ligę Mistrzów po legendarnym zwycięstwie z Bayernem Monachium.

10. Pomyliliśmy najpierw halę, więc ja z tymi kulami zrobiłem małą, niepotrzebną wycieczkę. Gdy dojechaliśmy do „poprawnej”, stwierdziłem, że nie będę już wysiadał z samochodu, a nogi zostawię na nową ekipę Widzewa. W końcu trzeba mieć siły, by dogonić Fornalczyka.

11. Dojechaliśmy do Łodzi i udaliśmy się na Piotrkowską, gdzie Mariusz miał wspomniane spotkanie. Zasiedliśmy w knajpie i pozamawialiśmy jedzenie – przepysznego burgera z fasolką w boczku oraz fish and chips. Było smakowicie.

12. Magda i pan X udali się na spacer po Łodzi, a Magda sfotografowała kilka ładnych, malowniczych miejsc, a te parasole, choć są dość popularnym motywem w ostatnich latach – są naprawdę ładne i estetyczne.

13. Spotkali się kolekcjonerzy i wymieniali się swoimi imponującymi kolekcjami. Nie zabrakło też odznak GKS Katowice, a także starego Skarbu Kibica z sylwetkami Piotra Piekarczyka i Janusza Jojki. Lubię, jak ludzie mają takie zajawki. Są one generalnie nikomu niepotrzebne (tak jak nasza pasja do piłki), ale są pozytywnym zakręceniem.

14. Z dużym zapasem udaliśmy się na stadion, oddalony o kilka minut drogi od miejsca, w którym byliśmy. Kibice Widzewa już się powoli zbierali na mecz, a gdy my dotarliśmy na obiekt, słyszeliśmy już, że sympatycy GieKSy zbierają się do wejścia.

15. Tym razem prasa mogła wejść chyba szybciej niż ostatnio (albo mi się wydawało). Odebranie akredytacji przebiegło szybko i sprawnie, wszystkie były dla nas przygotowane.

16. Magda oczywiście musi mieć smyczki z wszystkich stadionów, na których jeździ, a że pani wydająca akredytacje nie miała ich (znaczy były takie smyczki nie-klubowe), a Magda bardzo, bardzo chciała – to pani dała jej swoją, jakąś kolekcjonerską – z okazji 115 lat Widzewa Łódź. Bardzo miły i sympatyczny gest, podobnie zresztą jak sama pani…

17. Na chwilę udałem się do pokoju pracy mediów, czyli Media Roomu. Na szybką herbatkę, tam też przygotowałem sobie wstęp do relacji pomeczowej. Dziennikarze już sposobili się do tego pasjonującego spotkania.

18. Na szczęście szlaki na stadionie pamiętałem z marca, bo czasem jak się jest na danym obiekcie po dłuższym czasie, to trochę lub całkowicie zaciera się, jak się poruszać.

19. Szybko więc do windy i na górę. Wychodzi się na wprost takiej wielkiej szyby w narożniku boiska, z której widać prawie cały stadion, większość trybun, całe boisko, sektor gości. Piękny widok, szczerze mówiąc. Trochę mi się to kojarzy z podobnym miejscem na stadionie GKS Tychy.

20. Przeszedłszy obok salek Artura Wichniarka i Franza Smudy, doszedłem do wejścia na sektor prasowy. No i co tu się powtarzać, jest trochę ciasno, ale blaty są spore, gniazdka dostępne (choć do niektórych nie da się włożyć wtyczki), no i widoczność kapitalna. Nic tylko opracowywać mecz.

21. Po chwili poszedłem dojeść na catering dla mediów. Ziemniczaki i grillowane warzywa, takie leczo bezmięsne (chyba?) dało radę i nasyciło na cały mecz. Ogólnie sympatyczna sprawa, wiele to nie kosztuje, jest jeden kociołek, a ile radości i motywacji do pracy.

22. Mecz był w TVP, dlatego były dwie stacje transmitujące. W publicznej komentowali Mateusz Borek i Michał Zachodny, w C+ Krzysztof Marciniak i Wojciech Jagoda. Mocne medialne składy – GKS miał okazję się pokazać przed mainstreamowymi polskimi dziennikarzami…

23. Jeszcze przed meczem kibice dali o sobie znać. Ale była to sinusoida. Najpierw była minuta ciszy dla Ismata Koussana, byłego współwłaściciela Widzewa Łódź. Potem zaczęli się pozdrawiać, kibice GKS śpiewali piosenki o Widzewie i Ruchu, a sympatycy RTS wznosili okrzyki ku chwale GKS.

24. Ale za chwilę wszyscy odśpiewali hymn Polski, skandowali „Cześć i chwała Bohaterom” i oddali hołd Powstańcom minutą ciszy.

25. Może ta naparzanka na przemian z solidarnością jest czymś z pozoru zabawnym, ale idealnie oddaje klimat kibicowski w naszym kraju. To znaczy na co dzień są antagonizmy, bo po prostu są i jest wzajemna „jazda z k…”, ale w wyższych sprawach, jak patriotyzm, hołd dla bohaterów czy ostatnio kwestia imigrantów, to kibice są jedyną grupą społeczną, która potrafi wznieść nawet ponad najbardziej dzielące podziały.

26. Oczywiście ten moment, gdzieś pomiędzy jedną i drugą minutą ciszy i hymnem nie był odpowiedni na wzajemne pozdrowienia, ale cóż – to impuls.

27. Wkrótce rozpoczął się mecz przy fenomenalnej atmosferze. Gospodarze jak zwykle zapełnili stadion na czerwono, co robi wielkie wrażenie. I żółta armia kibiców GieKSy wypełniająca sektor gości. Wszyscy cały mecz dopingują – po prostu ligowe święto piłki. I taka jest dzisiejsza ekstraklasa, dlatego z całych sił trzeba grać tak, by się utrzymać. W Siedlcach byśmy tego nie zaznali.

28. Wydawało się, że GKS może coś w tym meczu podziałać, bo przez pierwszy kwadrans mieliśmy przewagę. Niestety jedna akcja Widzewa zadecydowała, że gospodarze objęli prowadzenie, wprawiając w euforię miejscową publiczność.

29. Gola zdobył Sebastian Bergier i trzeba tu powiedzieć, że nasi byli piłkarze już w pierwszych trzech kolejkach zrobili różnicę. Oskar Repka swoją grą przyczynił się do wygranej Rakowa, a teraz Sebastian.

30. Swoją drogą po meczu trener Widzewa powiedział, że szacun dla Seby, że grał z kontuzją itd. Szkoda, że Sebastian nie był tak ambitny w końcówce poprzedniego sezonu, mając zagadkową, bardzo zagadkową kontuzję…

31. GKS bił głową w mur, Widzew co jakiś czas wyprowadzał groźne ataki. Jakość piłkarska była po stronie gospodarzy, ale do przerwy było tylko 0:1.

32. Odetchnęliśmy w ulgą, gdy sędzia nie uznał po VAR-ze gola Shehu. Choć już patrząc na powtórkę w Canal+, widzieliśmy, że sędzia się pomylił i gol powinien zostać uznany. Tego zdania byli też wszyscy komentatorzy, nawet wiecznie broniący sędziów Adam Lyczmański to potwierdził, więc pomyłka musiała być gruba.

33. Łudziliśmy się, że GKS wyrówna, ale nie było ku temu większych przesłanek. W końcówce Widzew przycisnął i strzelił kolejne dwa gole i gospodarze wysoko wygrali.

34. Po meczu i nagrywce udaliśmy się na konferencję pomeczową. Oczywiście rzecznik prasowy witał Nestora, a potem wypowiadali się trenerzy i Fran Alvarez.

35. Tak jak nieraz pisałem, miejscowi dzienniakarze na różnych stadionach to jest osobne uniwersum. Często jest taka grupa głośnych, nadmiernie pewnych siebie, samców alfa, którzy mądrzą się bardziej niż radio, śmieszkują i generalnie ego tam wybija w kosmos.

36. Bo jak tłumaczyć to, że Widzew wygrywa wysoko, w świetnej atmosferze, rozjeżdża GieKSę, a głównym tematem jest psioczenie, że sędzia nie uznał wspomnianej bramki Shehu. Niektórym w głowach się poprzewracało. Jak to trafnie ujął Mariusz w drodze powrotnej, to jest taki vibe ludzi, którzy przez 2-3 lata zagnieździli się w ekstraklasie, zrobili kilka transferów i już im się wydaje, że są Mistrzem Polski. Pokory i lodu na głowę…

37. Ale to nie tylko Widzew, bo to jest przypadłość na wielu stadionach. I zastanawiam się, czy nasza skromniutka, cicha redakcja jest pełna kompleksów?

38. Czy może po prostu my się skupiamy na robocie, na merytoryce, a narcystyczne zapędy chowamy po prostu do plecaka…

39. Trudno to uznać za mankament, raczej mówię o pewnej obserwacji.

40. Wkrótce wypowiadali się trenerzy, sportowo zły Rafał Górak, którego ostatnio trochę męczę i będę męczyć pytaniami oraz ten surowy i groźny, a jednocześnie żartujący Żelijko Sopić. Trenerzy zwycięscy lubią sobie podyskutować z dziennikarzami.

41. Po konferencji udaliśmy się powoli do samochodu i jeszcze za jasna wyjechaliśmy.

42. Niestety nasze wizyty na nowym stadionie Widzewa to zaledwie jeden remis i trzy porażki. Nie są gościnni Widzewiacy, ale my też wiele w tych spotkaniach nie robimy, by zgarniać punkty.

43. Dla mnie to był chyba siódmy mecz na Widzewie (wliczając stary stadion) i niestety bilans to 0-2-5. Dodatkowo ten drugi remis był na pożegnalnym starym stadionie, kiedy sportowo Widzewa łoili wszyscy, a my nie potrafiliśmy zgarnąć kompletu punktów. Więc było to jak porażka.

44. Ostatecznie jednak bardzo lubię jeździć na stadion Widzewa, bo warunki do pracy i atmosfera na meczach zawsze jest świetna. Animozje kibicowskie animozjami, ale trzeba docenić takie mecze.

45. Powrotna droga przebiegła w burzliwej atmosferze. Dosłownie! Takich błysków dawno nie widziałem, a my zmierzaliśmy do oka cyklonu. Wpadliśmy w ulewę, ale na szczęście burzę ominęliśmy. Przed północą byliśmy w domu.

46. Dzięki ekipa za wyjazd i do zobaczenia.

47. Tylko trzy punkty w Warszawie!

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Marek Marecki

    9 sierpnia 2025 at 13:08

    Fantastycznie czyta się wasze relacje.
    Wątek kulinarny i turystyczny tez zawsze cieszy.
    Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga