Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Zagłębiem
Czas nas goni, bo za chwilkę już gramy z Jagiellonią. Zamykamy więc temat spotkania z Zagłębiem tradycyjnym post scriptum. Był to pierwszy wyjazd w tym roku, wyjazd mroźny, ale zakończony radośnie, bo z trzema punktami.
1. Na mecz wybraliśmy się we trzech: Patryk, Filip i moja skromna osoba. Mamy braki kadrowe, więc rzeźbimy jak możemy, mam na myśli liczebność. Mało ludzi chce się angażować. Nawet ekstraklasa jakoś niespecjalnie przyciąga nowego narybku. A szkoda, bo to naprawdę świetna zabawa.
2. Filip do tego dołączył do ekipy „kulawych” w naszej redakcji. Swoje kontuzje w tym sezonie miałem ja sam (na dwóch meczach, w tym na wyjeździe w Łodzi byłem o kulach), Kazik, który z powodu operacji kolana wypadł na jakiś czas, Magda miała problemy z ręką. Teraz w wyniku kontuzji piłkarskiej o kulach na wyjazd pojechał Filip.
3. I znów przypomniały się kryki rzucane z Blaszoka w niegdysiejszych czasach…
4. Lubin to wyjazd średnio-daleki, ale nie bardzo daleki, więc mogliśmy wyjechać o ludzkiej porze. Na autostradzie pojawiliśmy się gdzieś koło 12.30 i ruszyliśmy na Dolny Śląsk. Chcieliśmy mieć zapas, by oczywiście zaliczyć szamkę. Nie może zabraknąć na wyjazdach tego punktu. To równie ważne jak mecz!
5. Droga przebiegła szybko i spokojnie. Raz tylko mieliśmy postój na siku i na kupienie czegoś do picia. A tak to strzała do Lubina.
6. W Lubinie udaliśmy się do tej samej knajpki, co rok temu, czyli do „Czerwonego Byka”. W poprzednim sezonie nie byliśmy do końca zadowoleni, ale daliśmy szansę. Burgery były po prostu przypominające te z Maka (nie Mateusza). Co prawda Maczek zawsze na propsie, ale od burgerowni wymagamy więcej.
7. Tym razem było dużo, dużo lepiej. Poprawili bułki, a ogólnie wszystko było pychotka. Jedynie długo się naczekaliśmy i od wejścia do otrzymania posiłku minęła aż godzina. Dlatego powoli zaczął nas czas gonić. Dlatego zapas na wyjazd zawsze jest ważny.
8. Po problemach z dojazdem na parking rok temu, tym razem byliśmy bardziej uważni. Choć już na obiekt dojeżdżaliśmy po ćmoku, to udało nam się dobrze trafić na miejsce postoju. Dzięki temu też nie musieliśmy obchodzić stadionu. Wszystko było blisko.
9. Akredytacje odebraliśmy w budce przed stadionem i to wszystko przeszło bez najmniejszych problemów.
10. Problem natomiast był z bramami, których tam jest kilka i przekierowywali nas to tu, to tam, to jakiś gościu chciał przeszukać plecak, ale to nie była ta brama. Małe zamieszanie, ale ostatecznie pokierowali nas dobrze i za chwilę byliśmy już na stadionie.
11. Szybciutko udaliśmy się do sali konferencyjnej. Było około 50 minut do meczu, więc nikt nie chciał marznąć. Na tym pustkowiu przed stadionem niska temperatura była bardziej odczuwalna, więc zdążyliśmy już nieco zmarznąć. A przed nami było przecież niemal 2 godziny relacjonowania tego widowiska.
12. Mimo wszystko musiałem swoją nagrywkę nagrać, więc poszedłem po kilku minutach na trybunę. Piłkarze akurat wybiegali na rozgrzewkę. Ja spotkałem swojego kuzyna oraz jegomościa, który nazywa się tak, jak jeden z naszych nowych piłkarzy, więc powymienialiśmy uwagi dotyczące zbliżającego się meczu.
13. Wszystko było takie lekko zmrożone, stanowiska prasowe też. Same w sobie są one okej, choć nieco ciasne, więc trzeba się trochę przeciskać. Znaczy bywają ciaśniejsze, więc tragedii z tym nie było. Najważniejsze, że blaty są wystarczające, a widoczność dobra.
14. Problemy z prądem jak widać miały miejsce w piątek nie tylko w Radomiu. W części miejsc prasowych nie działały gniazdka. Mrozy robią swoje i zamrażają. Niezależnie od tego, czy to faktycznie mróz czy – jak to niektórzy mówią – Goncalo. Nie wierzymy oczywiście w teorie spiskowe…
15. Oświetlenie jednak działało bez zarzutu. Zaczęliśmy więc granie i nim się obejrzeliśmy… GieKSa prowadziła już 1:0. Akcja Milewskiego, Galana i przede wszystkim Bartosza Nowaka ucieszyła dopiero rozgrzewający się sektor gości.
16. Było trochę starych znajomych w tym meczu. Alan Czerwiński, Mateusz Wdowiak i Adrian Błąd mieli okazję po raz kolejny zaprezentować się lubińskiej publiczności. W Zagłębiu nie zagrał, ale dobrym duchem starał się być Arkadiusz Woźniak, który jest jako jedna z legend uwieczniony na trybunie.
17. Zwłaszcza dla Mateusza było to szczególne spotkanie. Rzadko się zdarza, by pierwszy mecz po odejściu z klubu zawodnik grał przeciwko swojej byłej drużynie. A tak było tym razem, podobnie jak w drugą stronę u nas w pierwszej kolejce, gdy w Rakowie przy Nowej Bukowej zagrał Oskar Repka.
18. Kibiców było niewielu, bo niecałe cztery tysiące, ale cała kolejka miała słabszą frekwencję z powodów pogodowych. Za to doping z obu stron był dobry i ciągły, więc nadal mieliśmy piłkarskie widowisko także na trybunach.
19. Sympatykom z Lubina bardzo szybko puściły nerwy. Niezrozumiale szybko. Bo przecież jesień mieli bardzo dobrą, ostatnie dwa mecze wówczas – w Częstochowie oraz u siebie z Widzewem wygrali. A teraz w końcówce pierwszej połowy przy 0:1 krzyczeli „k… jego mać, Zagłębie grać”. Dziwne.
20. Oczywiście w przerwie szybko do sali konferencyjnej, by chwilę się ogrzać i zrobić kolejne herbaty. Oj, jakie to ciepło było przyjemne. Oczywiście na salce, podobnie jak przed meczem, bardzo dużo dziennikarzy. Nikomu się chciało się w przerwie siedzieć na mrozie.
21. Choć my i tak nie mamy co narzekać, bo patrząc na zwłaszcza niedzielne mecze, to Zagłębie grało z GKS w i tak komfortowych warunkach.
22. Druga połowa była nadal spokojna i szybko katowiczanie zdobyli drugą bramkę. W końcu głową do siatki posłał piłkę Arkadiusz Jędrych. Kiedyś robił to regularnie, w ostatnich czasach rzadziej. Nadal jednak jest to bardzo groźny zawodnik pod bramką przeciwnika. A asystę oczywiście zaliczył Bartek Nowak.
23. GieKSa mimo trochę niefrasobliwej gry w pewnej części drugiej połowy, raczej miała wszystko pod kontrolą. Mecz wyglądał bardzo spokojnie i nie musieliśmy do końca drżeć o końcowy wynik. Katowiczanie zasłużenie wygrali 2:0.
24. Po meczu podczas nagrywki miła niespodzianka, do kadru wszedł Artur Andruszczak, piłkarz bardzo miło wspominany w Katowicach, głównie ze względu na swoje zaangażowanie i waleczność. Ale przecież też i kilka bramek strzelił, ja pamiętam na przykład tę jeszcze wcześniejszą niż gol Bartka Nowaka z początku drugiej minuty. W Pucharze Ligi bowiem Andrut na Lechu strzelił kiedyś w minucie pierwszej. To byli czasy! Będzie na meczu z Legią, co zapowiedział – zapraszamy!
25. Szybko czmychnąłem znów na salę konferencyjną. Ogólnie na szczęście dystans pomiędzy salką, a sektorem prasowym nie jest duży, to pomaga przy przemieszczaniu się. Bo na wielu stadionach salka jest w zupełnie innym miejscu, często nawet kilka pięter niżej i na przerwę logistycznie z tego skorzystać jest dość trudno.
26. Zadowoleni z końcowego wyniku robiliśmy swoje materiały i czekaliśmy na trenerów. Rafał Górak oczywiście zadowolony, natomiast Leszek Ojrzyński jakiś przybity. To znaczy zawsze jest dość flegmatyczny, ale tutaj był wyjątkowo. Strata Rochy mocno boli lubinian.
27. Ładna ta sala konferencyjna. Na ścianie są upamiętnione dwa tytuły Mistrza Polski wraz z imionami i nazwiskami piłkarzy, którzy wówczas wygrywali ligę. Za każdym razem było to dość niespodziewane osiągnięcie.
28. Po konferencji jeszcze posiedzieliśmy trochę obrabiając materiały – galerię i relację z wypowiedzi trenerów. Standardowo zostaliśmy praktycznie jako ostatni.
29. Mijaliśmy te ściany, mury lubińskiego stadionu ze zdjęciami z dobrych czasów.
30. Wyjście ze stadionu było łatwiejsze niż wejście. Udaliśmy się do nieopodal zaparkowanego samochodu i ruszyliśmy w radosną drogę powrotną. Oczywiście myślami będąc już przy Jadze.
31. W Katowicach jeszcze zahaczyliśmy o Maxa, bo coś nam mało tych burgerów było. GieKSa.pl – to nie jest redakcja dla osób będących na diecie! Ale było co objadać, bo pierwszy raz od 32 lat wygraliśmy w Lubinie. Więc można!
32. Oczywiście z pierwszą drużyną Zagłębia. Bo przecież w sezonie 2006/07 rywalizowaliśmy z rezerwami Miedziowych w III lidze. Pamiętam ten wyjazd jeszcze na stary, monumentalny stadion. Nie zapomnę wysokości, z jakiej filmowałem ten mecz. Naprawdę można było nabawić się lęku wysokości. Wtedy wygraliśmy 1:0 po golu Sebastiana Gielzy z karnego.
33. W domach byliśmy trochę po pierwszej. Sen i… można było z przyjemnością oglądać w sobotę i niedzielę poczynania naszych ligowych rywali.
34. Czekamy na Białystok! Oby mieli tam łopaty do kucia lodu!
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.



































Najnowsze komentarze