Dołącz do nas

Felietony Hokej

Post scriptum po Fehervarze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszam do tradycyjnego wyjazdowego „Post scriptum”, ale tym razem wyjątkowo z wyjazdu hokejowego.

  1. Pozwolę sobie nie wymieniać imiennie składu osobowego, aby nie obciążać szanownych kolegów historiami, które wydarzyły się na wyjeździe i zostały na wyjeździe, ale jednak warto je przytoczyć, abyście wiedzieli, że na wyjazdach panuje najlepsza atmosfera. Szanownych kolegów oznaczę ksywami: Kierownik wycieczki, Kartofel i Piwosz, a w trakcie czytania dowiecie się, skąd owe ksywy się wzięły.
  2. Tradycyjnie na wyjazd wyjechaliśmy kilkanaście minut po ustalonej godzinie, ponieważ ja nie lubię na nikogo czekać, jak się spóźnia, więc przyjeżdżam po czasie, jak już wszyscy są na zbiórce. Kierownik wycieczki oznacza godzinę wyjazdu na 8:45 i w drogę! Zaplanowaliśmy przejazd na bogato przez Brno i Bratysławę, aby trasa była możliwie najszybsza. Tym bardziej mając za kierownicą tak doświadczonego (czytaj: starego) kierowcę.
  3. Po minięciu pierwszej granicy można było usłyszeć na tylnych fotelach zbicie kieliszków i hulaj dusza, piekła nie ma. Od tej pory jechaliśmy bez tylnego lusterka, ponieważ kierownik nie mógł zdzierżyć widoku uśmiechniętych kolegów z alkoholowymi trunkami. Na szczęście dojechaliśmy bardzo sprawnie i przez te 5 godzin mogłem kolegom w samochodzie opowiadać o jedynych rzeczach, na których się znam w życiu, czyli oświetleniu i wypróżnianiu – bardzo cenna wiedza.
  4. Dojechaliśmy w okolicach 14:45 do hotelu, który znajdował się tuż przy stadionie Videotonu. W tym samym hotelu było jeszcze dwóch naszych kibiców, ale nie będę się o nich rozpisywał, bo w tym dniu „bolała ich głowa” 😉 Poszliśmy na szybki na obiad, licząc, że zdążymy na zbiórkę w centrum, ale obiad dostaliśmy dopiero o godzinie 15:50… Finalnie dojechaliśmy pod halę około godziny 17:00, widząc po drodze grupki żółtych koszulek na każdej ulicy.
  5. Oczom naszym przed parkingiem ukazał się „trener Górak” (czytaj: jeden z kibiców wybitnie podobny do trenera :)), który dyrygował samochodami i zwracał uwagę na żółte koszulki. Ostatecznie zaparkowaliśmy za autobusami na przygotowanym specjalnie dla przyjezdnych parkingu i ruszyliśmy w stronę wejścia. Chłopaki weszli od razu, natomiast ja miałem odebrać akredytację, co nie było takie proste, ale po „wytuptaniu” odpowiedniej osoby, zostałem przyprowadzony do specjalistki od marketingu, która oprócz założenia opaski akredytacyjnej (czytaj: hotelowej all inclusive) oprowadziła mnie po lodowisku i opowiedziała, co, jak i gdzie – super sprawa. Tam wszędzie można było odczuć gościnność na najwyższym poziomie.
  6. Po wejściu musiałem jeszcze wrócić się do auta, ponieważ kierownik stwierdził, że zostawił telefon w aucie, bo chciał poczuć klimat swojej młodości, kiedy telefonów nie było, ale jednak się rozmyślił. Po ogarnięciu wszystkiego szukałem miejsca na kamerę, co w tej hali nie było łatwe. Był jeden kapitalny punkt, ale niestety nie dostałem zgody na to miejsce, chociaż na trzecią tercję udało się już to ogarnąć – pewnie doping naszych zrobił takie wrażenie, że jednak zmienili zdanie 🙂
  7. Sam mecz to klasa sama w sobie, całą drugą tercję spędziłem na szczycie trybuny, która drgała po każdym skoku, czy mocniejszym dopingu – klimat nie do opisania. Samo bieganie z aparatem i kamerą, gdzie ludzie pozowali mega szczęśliwi do zdjęć, było po prostu czymś wyjątkowym i powodowało łzy w oczach, które tego wieczoru miałem kilkukrotnie.
  8. Najlepszy moment dopingu był w momencie, kiedy wszyscy zdjęli koszulki i dopingowali na pełnej mocy. Zaczepił mnie wtedy ochroniarz, pokazał kciuka i mówi: „Na lodowisku bez koszulek? Jesteście niesamowici! Pozytywnie pierdolnięci!” I to powiedział ochroniarz, który miał najtrudniejsze zadanie na hali. Łzy w oczach towarzyszyły mi jeszcze na sam koniec, kiedy miejscowi kibice krzyczeli KAAATOWICE – jest to we vlogu, do którego zapraszam. Była ta kwintesencja tego wieczoru.
  9. Po spotkaniu łapałem swoich szanownych towarzyszy. Kierownik przy największej grupie sprawdzał trzeźwość kolegów, natomiast szanowny Kartofel,  wspólnie z Piwoszem, czekali przy samochodzie, jak pokazały późniejsze wydarzenia, dobrze, że tam trafili, ponieważ gościnność Węgrów nieco rozmyła sposób percepcji rzeczywistości naszych towarzyszy. Kartofel dał radę zmieścić jedynie 6 browarów na hali, natomiast Piwosz zyskał miano piwosza po wlaniu w siebie 16 sztuk – jak się bawić, to się bawić.
  10. Ruszyliśmy na szybką kolację hotelową, gdzie miła kelnerka, która nas od razu skojarzyła po wizycie obiadowej, zorganizowała nam zupę w stylu gulaszu z mięsem i kartoflami. Piękna sprawa, jak na wieczór alkoholowy, chociaż po podaniu okazało się, że niekoniecznie. Danie zostało podane w bardzo specyficzny sposób, który na starcie spowodował u szanownego kierownika strach w oczach. Dostaliśmy pusty talerz, a obok niego wiszący garnuszek na specjalnym stojaku, który miał na podstawce rozpalony węgiel. Kierownik poprosił na starcie o spokój i cierpliwość, a on się wszystkim zajmie i poda grzecznie jak dzieciom na koloniach. Obstawiałbym, że to Piwosz będzie miał problem, jednak on podszedł do tematu podstępem – zdjął garnuszek i nalał na talerz. Kartofel natomiast po 15 sekundach od prośby o cierpliwość postanowił kulturalnie wywrócić pełny garnuszek na stół i pół podłogi w sali restauracyjnej.
  11. Od tej pory dowiedziałem się, że saga Harry’ego Pottera miała coś w sobie, ponieważ szanowny kolega został otoczony peleryną niewidką. Stwierdził, że nie zna języka i nie jest w stanie poprosić obsługi, ani przeprosić za sytuację, więc po prostu założył właśnie ową pelerynkę. Było mi tak wstyd, że za zupę o wartości 3 euro, zostawiłem pani 20 euro, wcześniej sam przepraszając za sytuację i prosząc o pomoc. W sumie Piwosz też zachował się wzorowo, niczym osioł w Shreku przy stole moczący kopyta w misce z wodą przed jedzeniem obiadu.
  12. Ruszyliśmy do pokoju oglądać LM, swoją drogą kapitalne spotkanie. Piwosz usnął po 15 minutach w pozycji „facepalm” – tego nie da się inaczej opisać, natomiast Kartofel oglądał z nami chwilę mecz, później również usnął na krześle. Stwierdziliśmy, że spróbujemy go obudzić i wołaliśmy: „córka ci się zgubiła!”, „żona dzwoni, coś się stało!” i tego typu, a na koniec ze zwątpieniem: „Piwosz ci polał”. Zgadniecie, co się wydarzyło? Odpowiedź jest oczywista.
  13. Rano przed czasem wystartowaliśmy na pyszne śniadanie, z planem wypoczęcia w SPA. Celowo o tym wspominam, ponieważ Piwosz przekąsił połowę kiełbaski i okazało się, że poległ. Około 11:00 wyruszyliśmy do Katowic i po drodze padł plan wizyty w Parlamencie. Podczas całej podróży powrotnej musieliśmy słuchać ciągłych historii Kierownika o wypróżnianiu i wymiotowaniu. Pamiętajcie, że z nim o niczym innym nie pogadacie…
  14. Do Katowic wróciliśmy w okolicach godziny 18:00 i powyższe wspomnienia to jest klasyczny wyjazd z redakcją. Czy muszę kogoś zachęcać do wsparcia naszych działań w razie potrzeby? Do następnego! Oby też jeszcze kiedyś w CHL 🙂

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Żółty kocioł dał koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Radomiak Radom wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Joao Henriques. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Joao Henriques (trener Radomiaka Radom):
Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. GKS strzelił trzy bramki, my dwie. Tyle mam do powiedzenia. Nasi zawodnicy do bohaterowie w tym meczu. Będziemy walczyć dalej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Ważny moment dla nas, bo pierwsza przerwa na kadrę to taka pierwsza tercja tej rundy i mieliśmy świadomość, że musimy zdobywać punkty, aby nie zakopać się. Wiadomo, jeśli chodzi punkty nie zdarzyło się nic zjawiskowego. Mamy siódmy punkt i to jest dla nas cenna zdobycz, a dzisiejszy mecz był bardzo ważnym egzaminem piłkarskiego charakteru, piłkarskiej złości i udowodnienia samemu sobie, że tydzień później możemy być bardzo dobrze dysponowani i możemy zapomnieć, że coś nam nie wyszło. Bo sport ma to do siebie, że co tydzień nie będziesz idealny, świetny i taki, jak będziesz sobie życzył. Ważne jest, jak sportowiec z tego wychodzi.

Tu nie chodzi o to, że nam się udało cokolwiek, bo udać to się może jeden raz, ale jak wychodzimy i zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy w opałach – a byliśmy w nich także w tym meczu. Graliśmy bardzo energetyczną pierwszą połowę, mogliśmy strzelić więcej bramek, a schodziliśmy tylko z remisem. Ze świadomością, że straciliśmy dwie bramki, a sami mogliśmy strzelić dużo więcej. No ale jednak obawa jest, że dwie straciliśmy.

Siła ofensywna Radomiaka jest ogromna, ci chłopcy są indywidualnie bardzo dobrze wyszkoleni, są szybcy, dynamiczni, niekonwencjonalni. Bardzo trudno się przeciw nim gra. Zresztą kontratak na 1:0 pokazywał dużą klasę. Niesamowicie jestem dumny ze swoich piłkarzy, że w taki sposób narzucili swoje tempo gry, byli w pierwszej połowie drużyną, która dominowała, stworzyła wiele sytuacji bramkowych, oddała wiele strzałów, miała dużo dośrodkowań. To była gra na tak. Z tego się cieszę, bo od tego tutaj jesteśmy. W drugiej połowie przeciwnik po zmianach, wrócił Capita, Maurides, także ta ławka również była silna. Gra się wyrównała i była troszeczkę szarpana. Natomiast niesamowicie niosła nas publika, dzisiaj ten nasz „żółty kocioł” był niesamowity i serce się raduje, w jaki sposób to odtworzyliśmy, bo wiemy jaką drogę przeszliśmy i ile było emocji. Druga połowa była świetnym koncertem i kibice bardzo pomagali, a bramka Marcina była pięknym ukoronowaniem. Skończyło się naszym zwycięstwem i możemy być bardzo szczęśliwi. Co tu dużo mówić, jeżeli w taki sposób GKS będzie grał, to kibiców będzie jeszcze więcej i ten nasz stadion, który tak nam pomaga, będzie szczęśliwy.

Bardzo cenne punkty, ważny moment, trochę poczucia, że dobra teraz chwila na odpoczynek ale za chwilę zabieramy się do ciężkiej roboty, bo jedziemy do Gdańska i wiadomo, jak ważne to będzie dla nas spotkanie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga