Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Podbudowany GKS czy pogrążony w kryzysie Widzew?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego pucharowego spotkania GKS Katowice – Widzew Łódź. 

dziennikzachodni.pl – Piłkarze GKS Katowice piszą nową historię. We wtorek zagrają o awans i pieniądze. Tylko ta godzina…

We wtorek o 20.45 na Nowej Bukowej rozpocznie się mecz ćwierćfinałowy Pucharu Polski GKS Katowice – Widzew Łódź.

Piłkarze GKS Katowice po raz ostatni w ćwierćfinale rozgrywek o Puchar Polski grali w edycji 2003/04. Uporali się wówczas z Amicą Wronki (3:0 u siebie i 1:1 na wyjeździe), dzięki czemu awansowali do półfinału, w którym przegrali z Lechem Poznań 1:2 i 2:4.

Był to ostatni sukces klubu z Bukowej, nad którym zbierały się już czarne chmury. Dwa lata później GKS spadł z Ekstraklasy, a ze względu na bankructwo finansowe rozpoczął odbudowę od czwartej ligi. Do elity powrócił dopiero po blisko dwóch dekadach, jesienią 2024. W beniaminkowym sezonie zespół Rafała Góraka w Pucharze dotarł do 1/16, teraz już zameldował się w ćwierćfinale pokonując po drodze u siebie po dogrywce Wisłę Płock (4:2), na wyjeździe ŁKS Łódź (2:1) i na Nowej Bukowej Jagiellonię Białystok (3:1).

We wtorek o 20.45 GKS zmierzy się w Katowicach z Widzewem Łódź. Godzina może stanowić pewien problem – w przypadku dogrywki i rzutów karnych kibice wrócą do domów po północy.

Oprócz awansu do półfinału stawką są pieniądze. Za 1/4 premia wynosi 190.000 zł, kolejna runda podwaja kwotę przelewu. Z Łodzi z kolei docierają wieści, że ten mecz to być albo nie być dla trenera Widzewa Igora Jovicevicia.

GKS po Puchar sięgał trzykrotnie. W 2026 roku przypada 40-lecie pierwszego takiego triumfu. Od ostatniego mijają 33 lata.

gol24.pl – Mecz prawdy w Pucharze Polski

Wtorkowy mecz GKS Katowice – Widzew Łódź wyłoni nam pierwszego półfinalistę STS Pucharu Polski. Z medialnych doniesień wynika, że trener gości Igor Jovicević gra już o posadę.

[…] Widzew miał zawojować wiosną Ekstraklasę. Na razie jest w niej jednak największym rozczarowaniem, o czym świadczą kolejne porażki i miejsce w tabeli – w strefie spadkowej, przedostatnie. – Pieniądze trzeba umieć wydawać – mówi Zbigniew Boniek (dla Prawdy Futbolu) o transferach za łącznie około 100 mln złotych. – Gdyby miał dziś ich sprzedać to pewnie ciężko byłoby wziąć z 20-30 procent tej kwoty. Jest mi przykro! Wydawało mi się, że trener sobie poradzi. Sytuacja jest jednak szalenie ciężka.

Miesiąc temu Widzew już przegrał w Katowicach, tyle że w lidze. Teraz stawką jest pozostanie w grze o Puchar Polski gwarantujący udział w eliminacjach Ligi Europy. A to jest już właściwie jedyny (poza wywalczeniem utrzymania!) cel Łodzian na resztę sezonu. Media już w roli „strażaka” wymieniają byłego selekcjonera Czesława Michniewicza.

laczynaspilka.pl – Podbudowany GKS czy pogrążony w kryzysie Widzew. Kto zrobi krok w kierunku Europy?

Patrząc wyłącznie na budżety faworytem zdecydowanym wtorkowego spotkania powinien być Widzew. Sportowo sytuacja jest jednak zgoła odwrotna i to właśnie zwycięstwo łodzian będzie uznawane za małą niespodziankę.

Dla ekipy z Łodzi Puchar Polski to ostatnia szansa na uratowanie tego sezonu, w kontekście wywalczenia trofeum oraz przepustki do europejskich pucharów. Bo takie były założenia jeszcze kilka tygodni temu. – Nie patrzymy na europejskie rozgrywki, ale wiemy, że Puchar Polski może mocno nam w tym pomóc – mówiono w trakcie przerwy zimowej, gdy do Widzewa trafiali kolejni uznani zawodnicy. Z drugiej strony dzisiaj największym osiągnięciem Widzewa będzie… utrzymanie, bo sytuacja w PKO BP Ekstraklasie robi się coraz mniej ciekawa. Widzew jest przedostatni, do ostatniej bezpiecznej lokaty traci dwa punkty – Arka ma jednak spotkanie rozegrane mniej – i to co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się nierealne, dzisiaj jest coraz większym zagrożeniem.

W tym natłoku ligowych zmartwień pucharowa potyczka może być swoistym oderwaniem, naprowadzeniem na zwycięskie tory. Wszyscy w Łodzi zdają sobie jednak sprawę, że o to będzie bardzo ciężko. GKS Katowice pod wieloma względami to przeciwieństwo Widzewa. Bo chociaż finansowo nie znajduje się tak zupełnie na przeciwległym biegunie, to jednak dzisiaj więcej oba kluby dzieli niż łączy. W natłoku zmian, które w Widzewie są traktowane jako jedyna recepta na lepsze jutro, trener Rafał Górak bije rekord ciągłości pracy przy ulicy Bukowej. – Przeżyliśmy wiele w klubie, były momenty, gdy już właściwie byłem zwolniony, ale wtedy właśnie dobra i efektywna praca przynosiła efekty. Dzisiaj cały czas zbieramy tego owoce – mówi Górak, który w Katowicach pracuje od 2019 roku, a drużynę przejmował jeszcze w drugiej lidze.

Widzew drogę przeszedł podobną, ale dzisiaj ma zdecydowanie większe ambicje. W tym roku nie przekłada tego jednak na wynik sportowy. Łodzianie z pięciu tegorocznych meczów ligowych wygrali tylko jeden, na wyjeździe z Wisłą Płock. W miniony weekend przegrali z Pogonią Szczecin, która również przed tym meczem nie miała łatwej sytuacji. – Są takie momenty w piłce, gdy czasami nie wychodzi. To jest moje zadanie, by z tego trudnego momentu wyjść, poszukać rozwiązań. Bo na boisku kontrolujemy mecze, ale wyników z tego nie ma, niestety. To musimy zmienić. Kluczem jest zawsze zdobycie bramki, bo to wzmacnia zespół mentalnie – mówi szkoleniowiec Widzewa, Igor Jovićević, który bierze pełną odpowiedzialność za obecną sytuację drużyny. – Przez trudny okres przechodzimy wszyscy razem, zespół, sztab szkoleniowy i ja – dodaje.

W Katowicach nastroje zupełnie inne, bo chociaż przez długi czas wydawało się, że ubiegłoroczny beniaminek będzie bronił się przed spadkiem, to dzisiaj bliżej mu do czwartego miejsca niż do strefy spadkowej. A katowiczanie mają jeszcze spotkanie zaległe z Jagiellonią Białystok z rundy jesiennej. – Teraz nie myślimy jednak o lidze, najważniejsze jest spotkanie pucharowe z Widzewem. Mecz ten w pewien sposób zdefiniuje nasze cele na rundę wiosenną, bo stać nas na wiele. Chcemy awansować do najlepszej czwórki PP, a potem powalczyć o wielki finał. Ale najpierw trzeba pokonać Widzew – mówi Marcel Wędrychowski, który w miniony weekend, w meczu z Górnikiem Zabrze, zdobył pierwszą swoją bramkę w trójkolorowych barwach.

Sobotni mecz był dla katowiczan próbą generalną przed spotkaniem Pucharu Polski. – Zastanawialiśmy się ze sztabem nawet nad trzema zmianami w składzie, biorąc pod uwagę mocne strony Górnika, ale myśleliśmy już także o pucharowym meczu – mówił po sobotnim spotkaniu trener Górak, który ma jasny cel na wtorkowy wieczór. – Prawda jest taka, że każde zwycięstwo buduje morale zespołu i nas wszystkich. Czujemy się silni, zjednoczeni i mocni. Mamy swoje marzenia i zagramy o półfinału Pucharu Polski – dodawał.

[…] Wtorkowy pojedynek szczególny będzie zapewne dla Sebastiana Bergiera. Najlepszy strzelec Widzewa, jeden z najlepszych snajperów całej ligi, w poprzednim sezonie reprezentował jeszcze barwy GKS-u. Latem rozstał się z klubem jako wolny zawodnik, mimo że otrzymał nową propozycję z Katowic. Atmosfera wokół samego odejścia nie była zatem najlepsza. – Ja zawsze będę darzył sporą sympatią klub z Katowic, bo wiele tutaj osiągnęliśmy. Teraz skupiam się już jednak na Widzewie – mówi 26-letni napastnik, który w tym sezonie ma już na swoim koncie jedenaście goli. W Pucharze Polski na listę strzelców się jeszcze nie wpisał.

W ekipie gospodarzy najwięcej będzie zależeć od Bartosza Nowaka. 32-latek rozgrywa najlepszy sezon, niektórzy dopominają się nawet jego powołania do reprezentacji Polski. Nie ulega wątpliwości, że od postawy Nowaka najbardziej zależna jest gra GieKSy, zwłaszcza w środkowej strefie boiska. – To na pewno bardzo dobry mój czas, ale bez wsparcia kolegów by się to wszystko nie odbyło – mówi skromnie były piłkarz Rakowa Częstochowa czy też Górnika Zabrze. Szczególny to może być wieczór również dla defensywnego pomocnika gospodarzy, Mateusza Kowalczyka. 21-latek chociaż pochodzi z Warszawy, to na szerokie piłkarskie wody wypłynął w barwach lokalnego rywala Widzewa, Łódzkiego Klubu Sportowego.

expressilustrowany.pl – Piłkarze Widzewa grają o honor, trener o uratowanie posady

Nie ma się co czarować. Atmosfera w Widzewie jest podła. Piłkarski zespół, choć wzmocniony transferami za dziesiątki milionów euro, kompletnie zawodzi w ekstraklasie.

Nadarza się okazja, by trener Igor Jovićević i jego piłkarze choć na jakiś czas przywrócili uśmiechy na twarze widzewskich kibiców.

Dziś w ćwierćfinale Pucharu Polski GKS Katowice podejmie przy Nowej Bukowej Widzew. Początek spotkania o godz. 20.45. O awansie decyduje jeden mecz i w przypadku, kiedy po 120 minutach będzie remis, zwycięzcę wyłonią rzuty karne.

Nie od dziś wiadomo, że wywalczenie Pucharu Polski to najkrótsza droga na europejskie boiska. Szansa walki o to trofeum może uratować ten sezon dla społeczności RTS.

GKS i Widzewa walczyły o ekstraklasowe punkty w sobotę, ale piłkarze tych drużyn wracali do domów w diametralnie odmiennych nastrojach. Łodzianie po słabym spotkaniu przegrali 0:1 z Pogonią Szczecin, musieli mierzyć się z uzasadnioną krytyką ze strony swoich fanów. Z kolei katowiccy zawodnicy przyjmowali gratulacje, po wygraniu derbów Górnego Śląska z Górnikiem Zabrze (3:1).

[…] Pewnie chorwacki szkoleniowiec łódzkiej drużyny zdaje sobie sprawę, że gra dziś nie tylko o poprawę atmosfery wokół klubu, ale chyba przed wszystkim o swoją zawodową przyszłość. Piłkarze zaś walczą o zawodowy honor i potwierdzeni tego, że warto była na nich wydać wiele milionów euro.

widzewtomy.net – Zapowiedź meczu GKS Katowice – Widzew Łódź

Normalnie człowiek cieszyłby się, że jego drużyna ma okazję do szybkiej rehabilitacji po nieudanym spotkaniu. Nie jednak w Widzewie, gdzie do jutrzejszego spotkania wszyscy podchodzą z wielkim niepokojem. Porażka sprawi, że ostatnie nadzieje kibiców można przełożyć na przyszły sezon, a pozostanie jedynie rozpaczliwa walka o utrzymanie.

[…] Widzew posiada zawodników jakościowych i nie mamy do tego absolutnie żadnych wątpliwości, ale są zarządzani w zły sposób, bo innego wytłumaczenia nie ma. To nie funkcjonuje. Pytanie, czy zacznie funkcjonować jutro, bo obawiamy się, że nie. Całą nadzieję należy opierać na tym, że GKS Katowice będzie miał gorszy dzień, a nam dopisze szczęście i uda się w jakikolwiek sposób wepchnąć piłkę do bramki rywala. Bo na odpowiedni plan na to spotkanie nawet nie liczymy.

„Gieksa” jest natomiast w znacznie lepszej sytuacji. Na pięć spotkań rundy wiosennej wygrali trzy, raz remisowali i tylko raz przegrali. Należy również, że w zremisowanym starciu z Legią sędziowie popełnili rażące błędy na niekorzyść drużyny ze Śląska. Na grę jutrzejszych gospodarzy patrzy się po prostu z przyjemnością, a nawet i z zazdrością. Mają pomysł, który efektywnie realizują, wykorzystując przy tym najlepsze cechy dostępnych zawodników. Katowiczanie w ostatniej kolejce pewnie pokonali Górnik Zabrze 3:1 i awansowali na dziesiąte miejsce w tabeli i tracą zaledwie cztery punkty do piątego miejsca, które może premiować grą w europejskich pucharach.

GKS ma jedną z najniższych średnich posiadania piłki na mecz w lidze i wszyscy przed meczem wiemy, że gospodarze oddadzą piłkę Widzewowi, który mając ją pod nogami, po prostu się męczy. Mają dziewiątą ofensywę ligi, która zdobyła trzydzieści jeden bramek, a straciła tylko jedną więcej. Współczynnik xG (piąty najgorszy w Ekstraklasie) wskazuje, że powinni strzelić dwadzieścia osiem goli, czyli trzy mniej niż mają. Oddają średnio dziewięć strzałów na mecz (piąty najgorszy wynik w lidze), z czego średnio pięć to strzały celne i jest to siódmy najlepszy rezultat w lidze. Są również piątą drużyną z najwyższą średnią sprintów na spotkanie.

Igor Jovićević nie tak dawno w Katowicach był i już z GKS-em przegrał. Dla nas naturalne jest, że powinny zostać wyciągnięte wnioski, a biorąc pod uwagę liczebność sztabu, to i powinien zostać wymyślony nie tylko plan B, ale i C oraz D. Taka bezradność w zbieraniu drugich piłek i w grze w powietrzu po prostu nie może się powtórzyć. Bo plan na tamto spotkanie po godzinie, a upierdliwi powiedzą, że już po pierwszej połowie, był nieskuteczny, a wręcz absurdalny.

widzew.com – Zero kalkulacji

Obecna sytuacja pierwszej drużyny Widzewa Łódź przypomina boksera zagonionego na ringu do narożnika, gdzie musi przyjmować ciosy od rywali. Niektóre nie osiągają celu, ale niektóre są bolesne w skutkach. Dlatego pucharowy mecz z GKS-em Katowice ma rangę pojedynku wagi superciężkiej.

Nie chodzi bynajmniej o to, że we wtorkowy wieczór w walce o półfinał STS Pucharu Polski spotka się dwóch największych faworytów tych rozgrywek. To mecz wagi superciężkiej przede wszystkim dla piłkarzy Widzewa. Nie tylko z powodu jego stawki, ale również z powodu ostatniej szansy na pokazanie się na piłkarskim ringu jako „fighter”, który jako zespół potrafi przetrwać najcięższe ciosy i wrócić do walki o zwycięstwa.

[…] Szansę, którą trzeba wykorzystać. Również na przełamanie niemocy z ostatnich spotkań. W meczach przeciwko Cracovii i Pogoni czerwono-biało-czerwoni strzelili zero goli i zdobyli jeden punkt. Katowiczanie wiosną prezentują się bardzo dobrze (bilans ligowych gier to 3-1-1), zaliczając między innymi ligowe zwycięstwo 1:0 nad Widzewem. Dlatego Łodzian czeka trudne wyzwanie, tym bardziej że gospodarze po raz ostatni przegrali u siebie 8 listopada ubiegłego roku.

To również szansa na odczarowanie strzeleckiej niemocy w pucharowych starciach z GieKSą. Wprawdzie w finale Pucharu Polski 1985 łódzki Widzew pokonał rywala z Katowic w serii rzutów karnych, ale wcześniej przez 120 minut gry nie padły bramki. W kolejnej pucharowej konfrontacji, w ćwierćfinale PP 1989/90, najpierw było 0:0 w Łodzi, a potem 2:0 dla GKS-u w stolicy Górnego Śląska. Wreszcie półfinał Turnieju Tysiąca Drużyn w 1997 roku. Drużyna trenera Franciszka Smudy miała szansę na dublet, niestety przegrała 0:2 przy Bukowej.

Najwyższy czas odczarować to pucharowe zero i pokazać, że Widzew Łódź to drużyna, która chce powalczyć o coś więcej niż nerwowy finisz sezonu…

lodzkisport.pl – Widzew potrzebuje cudu

Trudno być optymistą przed kolejną rundą STS Pucharu Polski. Z taką grą, jaką od dawna prezentuje Widzew, awans do półfinału będzie cudem.

[…] A zdobycie trofeum to wciąż cel Widzewa. W lidze drużynie Igora Jovicievicia idzie fatalnie, zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli. Nikt już nie marzy nawet o środku tabeli. Byle być nad kreską i się utrzymać.

Przez puchar można wejść do Europy. To możliwe, bo wystarczy wygrać jeszcze tylko trzy razy. Możliwe są w ogóle cztery scenariusz na koniec sezonu. Pierwszy najbardziej optymistyczny i w tej chwili przez kibiców wymarzony – drużyna sięga po STS Puchar Polski i utrzymuje się w lidze. Drugi: nie ma pucharu, ale jest utrzymanie. Trzeci – nie ma ani wygranej w rozgrywkach pucharowych, ani utrzymania. Ostatni – Widzew nie sięga po trofeum, ale w elicie zostaje.

Droga do ćwierćfinału nie była łatwa. Widzew pokonał Bruk-Bet Termalicę Nieciecza, Zagłębie Lubin oraz Pogoń Szczecin. Tylko z Miedziowymi grał u siebie. GKS z kolei wygrał z Wisłą Płock, ŁKS-em i Jagiellonią Białystok. Też miał więc trudno, o ile nie trudniej od Widzewa. I też ma ochotę zagrać w maju na najważniejszym polskim stadionie. Jest przecież tak blisko.

W lidze katowiczanom idzie lepiej. Jeszcze niedawno byli zespołem na poziomie Widzewa, w strefie spadkowej, teraz zajmują już 10. miejsce. Nad Widzewem mają 6 punktów przewagi. W ostatniej kolejce drużyna Rafała Góraka pokonała Górnika Zabrze 3:1. Za grę zbiera dobre recenzje. Na pewno to ona jest faworytem wtorkowego starcia.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga