Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Przegląd mediów: Finał w Cardiff. Rózgi dla IIHF-u i urzędników. Laury dla kibiców

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Wczoraj zakończono głosowanie w plebiscycie Złote Buki 2024. Rozdanie nagród nastąpi na uroczystej gali 29 stycznia. Miasto rozdzieliło środki finansowe na działania z zakresu kultury fizycznej i sportu dla klubów i organizacji z Katowic.

Piłkarki po powrocie do treningów rozegrały kolejny mecz sparingowy pokonując Grot SMS Łódź 6:0 (4:0). Następny test-mecz piłkarki rozgrają w Pradze, a rywalkami będzie drużyna Slavii Praga. Spotkanie zaplanowano na sobotę 1 lutego Z zespołem pożegnała się Natalia Kulig. Drużyna męska rozegrała w miniony piątek ostatni sparing przed startem ligowej wiosny. Rywalem był bułgarski zespół Arda Kyrdżali. GieKSa wygrała 1:0 (0:0). Więcej na temat zgrupowania i meczy rozegranych w Larze znajdziecie na oficjalnej stronie GieKSy. W piątek 31 stycznia o 18:00 GieKSa meczem ze Stalą Mielec rozpocznie rozgrywki ligowe w 2025 roku.

Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie – z Bogdanką LUK Lublin. Niestety, nasza drużyna przegrała 1:3. Kolejny mecz rozegramy w najbliższą sobotę o 17::30 z Projektem Warszawa w hali w Szopienicach.

Hokeiści rozegrali jedno spotkanie – przegrane 1:2 z Unią. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się z dwoma rywalami: już jutro (28 stycznia) z GKS-em Tychy oraz w czwartek (30 stycznia) z JKS GKS-em Jastrzębie. Oba mecze zostaną rozegrane w Satelicie i rozpoczmą się o 18:30.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Sparingowa sobota

W sobotę rozegrano serię spotkań towarzyskich, a jednym z najciekawszych był pojedynek Czarnych Antrans Sosnowiec z Górnikiem Łęczna, który zakończył się zwycięstwem zespołu z Sosnowca.

Bezbramkowym remisem zakończyło się spotkanie Śląska Wrocław z trzecim zespołem czeskiej ekstraligi – 1. FC Slovacko. Szczęść bramek zdobyły zawodniczki GKS-u Katowice, które wysoko wygrały z Grotem SMS Łódź. Wygraną HydroTrucku Radom 4:0 zakończył się pojedynek pierwszoligowca z KKP Warszawa. Lider Orlen 1 Ligi, KS Uniwersytet Jagielloński wygrał na własnym obiekcie z Rekordem Bielsko-Biała 2:1.

[…] GKS Katowice – Grot SMS Łódź 6:0 (4:0)

Bińskowska 3′, Vuskane 25′, Kozak 43′, 45′, Langosz 77′, 86′

GKS Katowice: Seweryn – Nieciąg (60. Tkaczyk), Hajduk (46. Michalczyk), Nowak, Włodarczyk (80. Grzegorczyk), Grzybowska, Kaczor, Turkiewicz (46. Bednarz), Kozak, Santa Sanija Vuškāne (60. Langosz), Bińkowska (60. Baumert).

slaskie.eska.pl – Katowice podzieliły pieniądze między kluby sportowe. GKS dostanie miliony, reszta co najwyżej tysiące

W 2025 roku Katowice przeznaczyły ponad 186,6 mln zł na działania z zakresu kultury fizycznej i sportu. Z tej kwoty 2,7 mln zł przyznano na realizację zadań z zakresu upowszechniania sportu i turystyki, 41,5 mln zł na zarządzanie obiektami sportowymi przez MOSiR i 17,7 mln zł na dofinansowanie funkcjonowania basenów miejskich. Część środków zostanie przeznaczona na realizację inwestycji, takich jak wyposażenie stadionu miejskiego GKS Katowice czy budowa boiska treningowego z zadaszeniem obok obiektu sportowego przy ul. Bukowej. Klub skorzystał również na wsparciu miasta w ramach dotacji na organizacje uprawiania sportu.

W tym roku na ten cel przeznaczono 23 mln zł. Środki trafią do 20 klubów, w których można trenować takie dyscypliny, jak piłka nożna, lekkoatletyka, futbol amerykański, hokej, koszykówka, siatkówka, tenis, badminton, szachy czy pływanie.

GieKSa zawnioskowała o 21,50 mln zł wsparcia i otrzymała 19,65 mln zł. To najwyższa dotacja, jaką miasto przyznało w tym roku i 85 proc. całej kwoty przeznaczonej do podziału. Pozostałe 3,35 mln zł podzielono między 19 pozostałych organizacji.

To nie pierwszy raz, gdy klub zgarnia największy kawałek ciasta przy stole. Mało tego, kawałek ten systematycznie pęcznieje. Dla porównania w zeszłym roku GKS Katowice otrzymał 17,63 mln zł dotacji (ponad 80 proc.), w 2022 roku zgarnął 17,5 mln zł, a w 2020 roku – 11,2 mln zł.

Podobnie jak w roku poprzednim, tak i w tym, największa pula z tych środków trafia do wielosekcyjnej GieKS-y, czyli klubu, którego reprezentanci walczą o najwyższe laury w wielu dyscyplinach. Hokeiści, po dwóch z rzędu tytułach mistrza Polski, w ubiegłym roku zostali wicemistrzami kraju, piłkarki pierwszy raz w historii sekcji zdobyły Puchar Polski i dodały do tego wicemistrzostwo Polski, siatkarze grają w Pluslidze, a Kacper Piorun z HETMAN GKS Katowice został w 2024 roku potrójnym mistrzem: Świata, Europy i Polski w Rozwiązywaniu Zadań Szachowych – podkreśla w informacji prasowej Sławomir Witek, naczelnik wydziału edukacji i sportu w katowickim Urzędzie Miasta.

[…] Pełna lista organizacji sportowych, które otrzymały dotacje z UM Katowice na 2025 rok:

1.            GKS GieKSa Katowice S.A. – wnioskowano o 21 500 000 zł, przyznano 19 650 000 zł

2.            KS AZS AWF Katowice – wnioskowano o 4 306 000 zł, przyznano 650 000 zł

3.            Stowarzyszenie Klub Futbolu Amerykańskiego Silesia Rebels – wnioskowano o 978 350 zł, przyznano 450 000 zł

4.            UKS „4” Katowice – wnioskowano o 129 400 zł, przyznano 35 000 zł

5.            AZS „Uniwersytet Śląski” – wnioskowano o 1 248 900 zł, przyznano 430 000 zł

6.            KKS „Mickiewicz” – wnioskowano o 891 100 zł, przyznano 490 000 zł

7.             MKS MOS Katowice – wnioskowano o 25 900 zł, przyznano 15 000 zł

8.            KS „06 Kleofas-Katowice” – wnioskowano o 42 950 zł, przyznano 35 000 zł

9.            Fundacja Naprzód Janów Katowice – wnioskowano o 870 000 zł, przyznano 280 000 zł

10.         UKS „Sokół 43” – wnioskowano o 214 200 zł, przyznano 130 000 zł

11.         UKS „Lider” – wnioskowano o 28 500 zł, przyznano 15 000 zł

12.         WSSiRN „START” – wnioskowano o 64 300 zł, przyznano 25 000 zł

13.         LGKS ”38 Podlesianka” – wnioskowano o 622 000 zł, przyznano 190 000 zł

14.         UKŁ „SPIN” Katowice – wnioskowano o 108 000 zł, przyznano 25 000 zł

15.         ZUKS GKS Katowice – wnioskowano o 19 400 zł, przyznano 15 000 zł

16.         Baseballowy Klub Sportowy „Rawa Katowice” – wnioskowano o 360 520 zł, przyznano 80 000 zł

17.         MKS „Pałac Młodzieży” – wnioskowano o 70 200 zł, przyznano 30 000 zł

18.         UKS SP 27 Katowice – wnioskowano o 660 600 zł, przyznano 420 000 zł

19.         Śląski Klub Curlingowy – wnioskowano o 18 000 zł, przyznano 10 000 zł

20.         KS „EDGE” Skating Academy – wnioskowano o 284 500 zł, przyznano 25 000 zł

21.         Fundacja Sportowe Katowice – wnioskowano o 177 090 zł, przyznano 0 zł

22.         UKS Volley Concept – wnioskowano o 33 815 zł, przyznano 0 zł

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Niespodziewane kłopoty Bogdanki w starciu z outsiderem

Siatkarze Bogdanki LUK Lublin byli zdecydowanymi faworytami starcia z zamykającym plusligowe zestawienie GKS Katowice. Po raz kolejny przekonaliśmy się jednak, jak wymagająca jest nasza liga. Rozpaczliwie walczący o ligowy byt katowiczanie przegrywali 0:2, ale nie zwiesili głów i chcieli doprowadzić do tie-breaka. Wystarczyło jednak tylko na wygranie jednego seta i  skończyło się 3:1 dla gospodarzy.

Lublinianie otworzyli mecz trzema długimi kontratakami (3:1). Przewaga gospodarzy nie trwała długo, katowiczanie dwukrotnie doprowadzili do remisu. Wyraźny rytm łapał Damian Domagała, który zapunktował również blokiem (10:9). Gra toczyła się punkt za punkt, GieKSa prezentowała solidną defensywę. W najlepsze tablica wyników wskazywała na remisowy rezultat. LUK prowadził po punktowym bloku, a GKS wyrównywał, odpowiadając tym samym (14:14). Niezmiennie trwało przeciąganie liny, choć inicjatywą wykazywali się podopieczni Massimo Bottiego, którzy po asie i bloku wygrywali 18:16, by po asie Domagały ukazał się kolejny remis (20:20). Asami wymienili się także Mikołaj Sawicki i Aymen Bouguerra (22:22). Goście nie wykorzystali piłki setowej, Wilfredo Leon wszedł i zapunktował zagrywką (25:24). Seta zakończył atakiem Sawicki oraz Aleks Grozdanow blokiem na Domagale (27:25).

Sytuacja od samego początku drugiej odsłony jawnie kreowała się na korzyść LUK-u. Po atakach środkowych, bloku i asie  miejscowi odskoczyli na cztery oczka (6:2). Wraz z czasem jeszcze lepiej czytali grę, po dwóch blokach z rzędu zwiększyli przewagę do pięciu punktów (11:6). Na dobre swój koncert lublinianie zaczęli rozgrywać przy serii zagrywek Sawickiego – ten posłał w sumie pięć serwisów z rzędu, notując w  międzyczasie asa (19:10).  Katowiczanie stali się bezradni, rotował składem Emil Siewiorek. W końcówce GKS spowolnił jeszcze ogólne tempo gry, jednak niczego nie wskórał. Ostatnie dwa słowa należały do Sawickiego (25:15).

Również i w kolejną partię ekipa z Lubelszczyzny weszła uprzywilejowana (4:1). Gospodarze z akcji na akcję rozkręcali się w ataku – naprzemiennie z reguły punktowali Sasak i Sawicki (11:7). W porę przebudził się Bartosz Gomułka, który stanowił główny motor napędowy GKS-u. Młody atakujący swoim asem i kolejnym atakiem wyprowadził ekipę ze Śląska na prowadzenie (13:12). Miejscowi popełniali niekiedy błędy, nie do zatrzymania byli goście, którzy prezentowali dobrą obron. LUK co prawda złapał kontakt, jednak o remisie nie było mowy. Massimo Botti próbował zamknąć starcie w trzech częściach, desygnując Leona. W dalszym ciągu świetną defensywę prezentowali Ślązacy. Po kontrze Bougerry i jego bloku na Mateuszu Malinowskim GieKSa złapała kontakt (25:22).

Za ciosem poszli przyjezdni, którzy po trzech punktowych blokach i asie wygrywali 7:3. Grę przerwał włoski szkoleniowiec. Jego podopieczni wyraźnie zaczęli pracować elementem blok-obrona, dzięki któremu wyprowadzali skuteczne kontry (7:7). W dalszym ciągu ‘błyszczał’ przyjmujący LUK-u, gospodarze w mgnieniu oka wysunęli się na prowadzenie (10:7), Sawicki dołożył także blok (14:8). Bierni nie byli przyjezdni, jednak po tym, jak zmniejszyli dystans do dwóch oczek – po chwili traci sześć za sprawą bloku i autowych ataków (19:13). Wydawało się, że koniec meczu stanowi moment, ale wyraźnie uaktywnił się Berger, nie kończyli pierwszych akcji lublinianie (22:21). Obie ekipy na sam koniec ryzykowały w polu zagrywki. Chłodną krew w ataku zachowali Sawicki i Leon (25:22).

Bogdanka LUK Lublin – GKS Katowice 3:1 (27:25, 25:15, 22:25, 25:22)

 

HOKEJ

hokej.net – Finał w Cardiff. Rózgi dla IIHF-u i urzędników. Laury dla kibiców

Tradycyjnie pokusiliśmy się o subiektywne podsumowanie europejskich rozgrywek z udziałem polskiego zespołu. Podobnie jak na samą imprezę tak i na nasz tekst cieniem rzuciły się wydarzenia pozasportowe.

Władze Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie z wielką dozą zazdrości mogą zerkać w kierunku europejskich klubowych piłkarskich rozgrywek. Nawet Liga Konferencji UEFA, będąca trzecim w hierarchii pucharem zdaje się być bardziej pożądaną imprezą wśród zainteresowanych, niż rzekomo prestiżowa Hokejowa Liga Mistrzów. Cały splendor rozgrywek zdaje się rozmywać gdy zerknie się na średnią frekwencję widzów. W sezonie 2023-2024 na trybunach zasiadało średnio 3 383 kibiców.

[…] Kibice hokeja wysłali zatem do włodarzy IIHF-u jasny komunikat, że spotkania CHL są dla nich co najwyżej dodatkiem do ligowego harmonogramu, żeby nie powiedzieć, że nieco ciekawszym sparingiem. Jeszcze gorzej wygląda kwestia Pucharu Kontynentalnego. Tutaj nawet kluby upoważniane do występu w rozgrywkach, niczym w teleturnieju „jeden z dziesięciu” przekazują ten zaszczyt na kolejne ręce. Tak było chociażby w sezonie 2023/2024 gdy Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie miała duży kłopot, by znaleźć brytyjskiego przedstawiciela do startu. Najpierw odmówili włodarze Guildford Flames, a następnie Sheffield Steelers.

Strzałem w kolano dla IIHF-u okazała się decyzja o organizacji Finału w Cardiff. Ciężko mówić o prestiżu rozgrywek, w których z powodów pozasportowych nie mogą wziąć udziału wszyscy finaliści. W tle pozostaje oczywiście kwestia czy rosyjscy hokeiści powinni być w ogóle brać udział w europejskich rozgrywkach. Jednak jeżeli naszpikowany Rosjanami Arłan Kokczetaw został dopuszczony do udziału w Pucharze, topo stronie organizatora jest zorganizowanie Finału w takim miejscu, aby o końcowej kolejności drużyn mogły decydować wydarzenia z lodowej tafli.

A o tym jakie skutki będzie miało wybranie Cardiff jako gospodarza domyśleć się można było bardzo łatwo. Już przed rokiem z podobnymi problemami zmagał się Nomad Astana. Wówczas w kadrze kazachskiego klubu było jednak kilku Rosjan, co nie wpłynęło na absencję drużyny. Ciężko zatem interpretować decyzję o organizacji turnieju w Walii w innych kategoriach niż ukłon w stronę gospodarzy, wykonany kosztem powagi samej imprezy.

Negatywne skutki finału w Cardiff odczuli również hokeiści GKS-u Katowice. Choć w tej kwestii ciężko winić władze IIHF-u. Meandry urzędniczych procedur sprawiły, że katowiczanie podczas finału nie mogli liczyć na sześciu czołowych zawodników z Kanady. Śląski Urząd Wojewódzki przyjmujący wnioski o pobyt obcokrajowców w żaden sposób nie bierze pod uwagę specyfiki sportu zawodowego.

Kluby najwyraźniej nie mogą liczyć na indywidualne rozpatrywanie spraw i przyspieszone procedury. W praktyce, przy obecnym obłożeniu urzędu oznacza to w praktyce dla klubów z województwa Śląskiego bardzo problematyczne wnioski. Klub wzmacniając się przed sezonem zawodnikiem, który musi ubiegać się o kartę pobytu musi liczyć się z tym, że w pierwszym sezonie jego udział w europejskich rozgrywkach może stanąć pod znakiem zapytania.

Na szczęście pomimo wszystkich problemów organizacyjnych i zawiłości urzędniczych swój wysoki poziom zachowali kibice GieKSy. „Żółta ściana” katowickich fanów kolejny raz okazała się wizytówką naszego hokeja w Europie. Przyjemnie było wysłuchać opinii zagranicznych dziennikarzy, którzy przyznawali, że tęsknili za polskimi kibicami, a od czasów zeszłorocznego finału Vindico Arenie nie było dane poczuć tak głośnego dopingu.

Emocje do samego końca! Decydowały detale. Skuteczna rehabilitacja Fina

Miało być meczycho i było. W starciu 40. kolejki TAURON Hokej Ligi Re-Plast Unia Oświęcim pokonała na własnym lodzie GKS Katowice 2:1 i awansowała na drugie miejsce w tabeli. O triumfie biało-niebieskich przesądziły dziś niuanse.

Gdy mistrz Polski gra z wicemistrzem, to trzeba spodziewać się dobrego widowiska. Kibice, którzy obejrzeli to spotkanie z perspektywy trybun lub przed telewizorami z pewnością nie żałowali ani wydanych pieniędzy, ani straconego czasu. Nie zabrakło bowiem twardej walki, dobrych okazji strzeleckich i wybornych interwencji bramkarzy. Zarówno John Murray, jak i Linus Lundin świetnie wywiązywali się ze swoich obowiązków i pokazali, że naprawdę dobrze znają się na swoim fachu.

Obie drużyny były aktywne w ataku, ale nie ustrzegły się prostych błędów. Były też na bakier ze skutecznością i słabo radziły sobie podczas gier w przewagach. Finalnie zwycięstwo przypadło gospodarzom, którzy okazali się lepsi o jedno trafienie. AErik Ahopelto pokazał, że nie należy przejmować się niepowodzeniami. Z nawiązką zrehabilitował się za swój błąd z pierwszej tercji i dołożył sporą cegiełkę do zwycięstwa.

Tuż przed pierwszym wznowieniem uroczyście pożegnano Dariusza Wanata, wychowanka oświęcimskiego klubu, który po 11 sezonach w polskiej ekstralidze zdecydował się zakończyć karierę. Na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce wystąpił w sumie w437 spotkaniach, zdobywając w nich 34 bramki i notując 76 asyst. W poprzednim sezonie sięgnął z Re-Plast Unią Oświęcim po tytuł mistrzowski, a na jego szyi dwukrotnie zawisły też dwa srebrne i jeden brązowy medal.

W składzie GieKSy zabrakło dziś Błażeja Chodora i Marcusa Kallionkieliego. Z kolei trener Antti Karhula nie mógł skorzystać z usług Sama Marklunda i Daniela Olssona Trkulji, którzy zmagają się z urazami, a do meczowego zestawienia nie zmieścili się trzej obrońcy: Miłosz Noworyta, Kacper Łukawski i Kacper Prokopiak.

W pierwszej odsłonie wyższą kulturę gry zaprezentowali przyjezdni. To oni lepiej wymieniali krążek i wykazali się większą dokładnością. Na dodatek od szóstej minuty prowadzili 1:0, wykorzystując nieporozumienie Andreasa Söderberga i Erika Ahopelto. Gumę przejął Patryk Wronka i błyskawicznie znalazł się w sytuacji sam na sam z Linusem Lundinem. „Wronczes” nie kombinował tylko przymierzył z nadgarstka pod poprzeczkę i po chwili odbierał zasłużone gratulacje od swoich kolegów.

Oświęcimianie jeszcze przed przerwą mogli wyrównać, ale sposobu na Johna Murraya nie znaleźli kolejno Ville Heikkinen i Marcin Kolusz. W obu przypadkach katowicki golkiper skutecznie interweniował parkanami.

Podopieczni Jacka Płachty lepiej rozpoczęli też drugą tercję. Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu na środku tafli prowadzenie mógł podwyższyć Jean Dupuy, który popisał się ładnym rajdem lewym skrzydłem, ale jego uderzenie obronił Linus Lundin. Szwedzki golkiper świetnie zachował się też przy dobitce Bena Sokaya, za co zebrał sporo braw od miejscowych kibiców.

Mogło się wydawać, że drugi gol dla GieKSy jest tylko kwestią czasu. Na dodatek w 24. minucie na ławkę kar odesłany został Carl Ackered. Katowiczanom przyszło grać w przewadze, ale niedokładność sprawiła, że gospodarze wyprowadzili kontrę. Henry Karjalainen pognał lewym skrzydłem, a następnie dograł wzdłuż bramki do Erika Ahopelto. 28-letni napastnik ze stoickim spokojem przyjął krążek, poczekał na ruch Johna Murraya i przymierzył pod poprzeczkę. Oświęcimscy kibice oszaleli ze szczęścia, a „Aho” odkupił swój błąd z pierwszej tercji.

Fin był później bardzo aktywny po obu stronach tafli iw 38. minucie wypracował kolejnego gola, dogrywając zza bramki do Antona Holma. Doświadczony Szwed długo się nie zastanawiał i trafił w lewe okienko.

Wicemistrzowie Polski na początku trzeciej tercji mogli wyrównać i mieli kilka znakomitych okazji. Nie wykorzystali ich kolejno Jean Dupuy i Bartosz Fraszko. Kanadyjczyk nieczysto trafił w krążek, a uderzenie lidera katowickiej ofensywy w sobie tylko znany sposób sparował Linus Lundin. 32-letni Szwed do samego końca nie dał się już pokonać, choć w końcówce zwijał się jak w ukropie.

Inna sprawa, że oświęcimianie nie zdołali posłać rywala na łopatki. Na niespełna dwie minuty przed końcem w sytuacji sam na sam z Murrayem znalazł się Henry Karjalainen, ale nie potrafił znaleźć drogi do siatki.. Później gumy w pustej bramce nie umieścił jeszcze debiutujący w ekipie Unii Lauri Huhdanpää do spółki z Ville Heikkinenem.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga