Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Retro Szpil: Sermak Show w Cardiff

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W kolejnej części wspomnień z pucharowych wojaży GieKSy po Europie dalej pozostajemy na Wyspach Brytyjskich. Ze Szkocji przenosimy się bardziej na południe, a dokładniej do największego miasta Walii położonego nad rzeką Taff, czyli Cardiff.

Zaledwie trzy dni po rozegranym na stadionie Rose Bowl w Pasadenie finale Mistrzostw Świata ‘94 pomiędzy Brazylią i Włochami, rozlosowano w szwajcarskiej Genewie pary rundy kwalifikacyjnej Pucharu UEFA. Ze względu na nowy format w Lidze Mistrzów, aż 22 najniżej sklasyfikowanych w rankingu klubów UEFA krajowych mistrzów zmuszonych było do rywalizacji tylko o Puchar UEFA. W konsekwencji tej reformy pierwszy raz w historii rozgrywek rozegrano rundę kwalifikacyjną, a liczba biorących udział zespołów wzrosła z 64 do 91.

GieKSa swój udział w tamtej edycji Pucharu UEFA zapewniła sobie dzięki wywalczeniu wicemistrzostwa kraju w sezonie 93/94. Niestety ze względu na pozycję w rankingu klubów UEFA, nasz zespół zmuszony był do startu właśnie od rundy wstępnej. Drużynie prowadzonej przez Piotra Piekarczyka los przydzielił reprezentanta ligi walijskiej – Inter Cardiff. Losowanie można było uznać za naprawdę dobre. Rywal wydawał się spokojnie do przejścia, a także uniknięto dalekich wyjazdów do Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji, czy Izraela.

Była to druga rywalizacja polsko-walijska w historii europejskich pucharów. Wcześniej w sezonie 1975/76 w 1/8 finału Pucharu Zdobywców Pucharów Stal Rzeszów zmierzyła się z Wrexham. Rzeszowianie okazali się wtedy gorsi od zespołu z Walii, ulegając 1:3 (0:2, 1:1) w dwumeczu.

Sezon 94/95 był dość wyjątkowy dla ligi walijskiej. Walia po raz pierwszy w historii mogła wystawić aż trzy zespoły w europejskich pucharach. Poza standardowymi miejscami dla mistrza kraju i zdobywcy pucharu przepustkę do gry otrzymał również wicemistrz. Z nowych wytycznych kwalifikacji skorzystał Inter Cardiff, który uplasował się na drugim miejscu w tabeli w sezonie 93/94.

 

..
O losowaniu w mediach

W brytyjskich dziennikach dzień po losowaniu, które odbyło się w Genewie, można było przeczytać kilka krótkich wzmianek na temat rywalizacji Interu z GKS-em.

Dziennik „The Independent” zwrócił uwagę na to, że po raz pierwszy w historii Walia wystawi trzech reprezentantów w pucharach, a los Interu Cardiff ocenił jako trudne zadanie.

.

Z kolei w raporcie z losowania w „London Times” możemy jedynie przeczytać wzmiankę, że debiutujący w pucharach półamatorski Inter Cardiff, podobnie jak irlandzki Shamrock Rovers (trafił na Górnika Zabrze), wylosował polskiego rywala.

.
Inter Cardiff

Walijski klub poza tym, że był absolutnym debiutantem w europejskich pucharach, to posiadał bardzo krótką historię. Został uformowany niespełna 4 lata wcześniej z wyniku połączenia klubów A.F.C. Cardiff i Sully FC. W tym krótkim okresie zespół zdołał jednak wywalczyć dwa wicemistrzostwa kraju. Po raz pierwszy udała im się ta sztuka w sezonie 92/93. Popularne „Mewy” wyścig o mistrzowski tytuł przegrały tylko o cztery punkty z Cwmbran Town, chociaż na miesiąc przed końcem rozgrywek ich strata wynosiła tylko dwa oczka, a także mieli jeden mecz mniej rozegrany od lidera. W kolejnym sezonie udało im się ten wynik powtórzyć i wywalczyć pierwszy raz przepustkę do pucharów.

W sezonie 94/95 Inter Cardiff rozgrywał swoje domowe mecze na stadionie Penydarren Park mogącym pomieścić 4500 widzów. Obiekt był wówczas wynajmowany na mocy dwuletniej umowy z klubem Merthyr Town F.C. występującym na co dzień w angielskich strukturach.

,
Zespół Interu Cardiff prowadzony był wówczas przez Lyna Jonesa. Managera, który zapisał się w historii klubu Merthyr Town oraz całej walijskiej piłki. W 1987 roku zdobył pierwszy od 36 lat Puchar Walii z Merthyr Town, a później odniósł sensacyjne zwycięstwo nad Atalantą Bergamo w pierwszym meczu Pucharu Zdobywców Pucharów. Była to wówczas ogromna sensacja. Małemu klubowi z szóstego poziomu rozgrywkowego w Anglii (Southern Football League) udało się pokonać Włochów z takimi nazwiskami w składzie jak Cesare Prandelli, czy wielokrotny reprezentant Szwecji – Glenn Peter Strömberg.

Kadra Interu Cardiff składała się głównie z zawodników pochodzenia walijskiego, w których CV mogliśmy znaleźć jedynie kluby z rodzimej ligi. Wyjątkiem od tej reguły było kilku doświadczonych zawodników z przeszłością na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Anglii, a nawet reprezentacyjną. Do najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w zespole Lyna Jonesa należeli weterani: bramkarz George Wood, skrzydłowy Mickey Thomas oraz obrońca Dudley Lewis.

Wood zasłynął występami dla Evertonu, Arsenalu Londyn i Crystal Palace. Łączna kwota wydana przez kluby na szkockiego bramkarza podczas jego kariery wyniosła niemal 400 tysięcy funtów. Suma robi wrażenie, jeśli weźmiemy pod uwagę, za jakie kwoty piłkarze zmieniali kluby w latach 70. i 80. oraz jego pozycję na boisku. Czterokrotnie reprezentował barwy swojego kraju. Powołany na Mistrzostwa Świata w Hiszpanii, które rozegrano w 1982 roku.

Mickey Thomas był wielokrotnym reprezentant Walii (51 meczów, 4 bramki). Reprezentował barwy Manchesteru United, Chelsea czy Wrexham. Skuszony przez ówczesnego managera Interu Lyna Jonesa możliwością występów w europejskich pucharach, miał pomóc uzyskać jak najlepszy rezultat przeciwko GKS-owi Katowice. Jego zatrudnienie przez Inter nie umknęło brytyjskiej prasie, gdzie można było przeczytać o okolicznościach transferu.

 

.

Z kolei ostatni z liderów zespołu z Cardiff – Dudley Lewis zapisał się na stałe w historii Swansea City, notując 300 występów w koszulce popularnych „Łabędzi”. Był członkiem zespołu, który w sezonie 80/81 uzyskał pierwszy w historii awans Swansea do pierwszej ligi angielskiej. Wystąpił w jednym meczu reprezentacji Walii.

Były to naprawdę duże nazwiska jak na amatorską ligę walijską. Jak bardzo to była amatorska liga, niech zobrazuje Wam fakt, że piłkarze Interu Cardiff w tamtym okresie mieli zaledwie dwie jednostki treningowe w tygodniu (!). Piłka nożna była tam jedynie dodatkiem do codziennych obowiązków w zakładach pracy. Porównując to do warunków, które panowały wtedy w Katowicach, to zapowiadała się nam rywalizacja Dawida z Goliatem…

Przed meczem

W pełni świadomym przepaści pomiędzy poziomem zespołów był naturalnie trener gospodarzy Lyn Jones, który w następujących słowach skomentował zbliżającą się rywalizację z GKS-em:

„Będąc realistami, nie wygramy tych rozgrywek i prawdopodobnie nie wygramy dziś wieczorem, ale jeśli udałoby się nam uzyskać remis 0:0 i utrzymać szansę w tej rywalizacji, to byłbym naprawdę zadowolony”

.

W Katowicach nikt nie zamierzał podchodzić lekceważąco do meczów z Walijczykami. Tydzień przed pierwszym spotkaniem obu zespołów, do Cardiff wybrał się dyrektor GieKSy – Jerzy Marusa w celu podpatrzenia rywali. GieKSa w podróż do stolicy Walii wybrała się dzień po zremisowanym meczu wyjazdowym z Rakowem Częstochowa (1:1). Niedzielnym porankiem na lotnisku Okęcie w Warszawie, piłkarze wsiedli w samolot linii lotniczych LOT do Manchesteru, a po wylądowaniu czekało ich jeszcze do pokonania 300 km autobusem do Cardiff. Na miejscu zamieszkali w hotelu „Friendly”.

Program meczowy

Walijski klub z okazji zbliżającego się historycznego dla nich meczu w europejskich pucharach wypuścił pamiątkowy program meczowy. Na pierwszej stronie umieszczono krótką wiadomość od prezesa klubu Briana Rigby i miłe powitanie w języku polskim.

.

“Gdy miałem 6 lat i oglądałem mecze Sully w Barry and District League, nie marzyłem nawet o tym, że ten zespół ewoluuje do gry w europejskich pucharach.

Z wielką pomocą Johna Reddy jesteśmy szczęśliwi, że mamy możliwość gry na Penydarren Park, dzięki czemu możemy zapamiętać wasze wielkie wsparcie oddane swojej drużynie.

Mamy nadzieję, że w trakcie sezonu będziecie podążać za nami z takim samym entuzjazmem.

Chciałbym bardzo serdecznie powitać naszych gości z UEFA, a także naszych rywali Katowice z Polski i mam nadzieję, że będziecie cieszyć się walijską gościnnością”.

Na kolejnych stronach zamieszczono między innymi zdjęcia zawodników naszej drużyny, a także całej kadry na sezon 1994/95.

.

.

Nie obyło się oczywiście bez przekręconych polskich nazwisk. W gazetce możemy natknąć się na takie kwiatki jak: Henryk Gornick, czy Marion Dziurosicz.

Idąc dalej mamy opisaną historię klubu oraz podaną ówczesną kadrę GieKSy.

.

”GKS Katowice został utworzony 5 listopada 1964 jako związek wielu klubów sportowych: Górnik 20 Katowice, Rapid Wełnowiec, KS Koszutka, Katowicki Klub Łyżwiarski, Katowicki klub Saneczkarski, Katowicki Klub Żeglarski i Dąb Katowice. W trakcie 30 letniego istnienia klubu było uprawianych wiele dyscyplin sportowych w GKS-ie. Zapaśnicy osiągali wiele sukcesów włącznie z medalami Mistrzostw Świata, drużyna hokeja na lodzie trzykrotnie była Mistrzem Polski, a Barbara Piecha została Mistrzynią Świata w saneczkarstwie.

Dziś GKS to klub wyłącznie piłkarski z nowym stadionem, halą sportową i kompleksem hotelowym. Od 1982 roku drużyna gra w Polskiej Pierwszej Lidze, a w 1986 pokonali Górnik Zabrze w finale Pucharu Polski.

Ich pierwsza przygoda w europejskich pucharach miała miejsce w 1970, kiedy przegrali 4:2 w dwumeczu w Pucharze Miast Targowych z hiszpańskimi gigantami FC Barceloną. Następnie musieli czekać kolejne 16 lat, aby znów posmakować europejskich pucharów. W sezonie 87/88 pierwszy raz grali w Pucharze UEFA, odpadając po przegranej 3:2 w dwumeczu ze Sportulem Studentesc Bukareszt z Rumunii, a w następnym roku zostali pokonani 5:2 w dwumeczu przez Glasgow Rangers. Ponownie zakwalifikowali się do pucharów w sezonie 89/90 przegrywając z fińskim Rovaniemi Palloseura 2:1 w dwumeczu, a sezon później po raz pierwszy awansowali do drugiej rundy Pucharu UEFA po zwycięstwie z Turun Palloseura (Finlandia), jednakże w drugiej rundzie przegrali wysoko 6:1 z topową niemiecką drużyną – Bayerem Leverkusen. Ich ostatni występ w Pucharze UEFA miał miejsce w sezonie 92/93, kiedy odpadli z Galatasaray Stambuł po przegranej 2:1 w dwumeczu.

GKS w ostatnich latach brał udział także trzykrotnie w rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharów. W sezonie 1986/87 doszli do drugiej rundy dzięki wygranej 4:0 w dwumeczu nad Framem Reykjavik, ostatecznie odpadając ze szwajcarskim FC Sion po przegranej 5:2 w dwumeczu. W sezonie 91/92 szkocki Motherwell został pokonany przez nich dzięki zasadzie bramek zdobytych na wyjeździe, zanim zostali wyeliminowani w drugiej rundzie przez belgijski Club Brugge, przegrywając 4:0 w dwumeczu.

W ostatnim sezonie GKS rywalizował po raz trzeci w Pucharze Zdobywców Pucharów i przegrał tylko 2:1 w dwumeczu z Benficą Lizbona, a dzisiejszy mecz będzie dla klubu 9 rokiem z kolei w Europejskich Pucharach. W trakcie tego okresu stali się najregularniej grającym polskim klubem w Europie, rozgrywając 24 spotkania we wszystkich europejskich rozgrywkach, w których odnieśli 5 zwycięstw, 4 remisy i 15 porażek, bilans bramek 22:36”.

.

Sermak Show

Spotkanie na Penydarren Park w Merthyr rozpoczęło się o 19.30 czasu miejscowego, a zespoły wystąpiły w następujących składach:

Inter Cardiff: Wood; Lewis; Knight, Batchelor, O’Brien, John; L Jones, Beattie, Thomas; Paul Evans (Williams,69), Taylor (Burrows,61).

GKS Katowice: Jojko; Świerczewski; Maciejewski, Węgrzyn; Strojek, Widuch, Sermak, Borawski; Wolny, Janoszka (Walczak,44), Kucz (Nikodem,86).

Od pierwszego gwizdka hiszpańskiego arbitra Juana Ansuátegui Rocy zarysowała się przewaga drużyny Piotra Piekarczyka. Już w 8. minucie spotkania bardzo aktywny tego dnia Andrzej Sermak przetestował groźnym strzałem z ok. 18 metrów umiejętności bramkarskie Wooda. Jednak po całkiem dobrym początku, kibice nie oglądali zbyt wielu ciekawych sytuacji w pierwszej części meczu. Warte odnotowania było jeszcze tylko minimalnie niecelne uderzenie Sermaka przed samym zejściem piłkarzy na przerwę.

Ten sam zawodnik kolejną swoją szansę na bramkę miał kilka chwil po wznowieniu gry w drugiej połowie. Niestety Andrzej Sermak w dogodnej sytuacji trafił tylko w boczną siatkę bramki strzeżonej przez byłego reprezentanta Szkocji. Wynik remisowy w dalszym ciągu się utrzymywał, a swoją szansę wypracowali sobie także gospodarze. W 70. minucie meczu po niskim dośrodkowaniu prawego obrońcy Rossa Knighta niewiele pomylił się Willie Batchelor i piłka po jego uderzeniu minęła bramkę Janusza Jojki. W ostatnich 10 minutach spotkania GieKSa zaprezentowała się jednak niczym wytrawny bokser, zadając dwa zabójcze ciosy, odzierając tym samym z jakichkolwiek nadziei walijskich amatorów.

W roli głównej wystąpił oczywiście nie kto inny jak świetnie dysponowany tamtego wieczora Andrzej Sermak. Najpierw na 7 minut przed końcem meczu otworzył wynik mocnym uderzeniem lewą nogą z ponad 20 metrów, a następnie ze stoickim spokojem sfinalizował dobre podanie Strojka z prawej strony boiska. GieKSa pomimo ambitnej postawy amatorów zdołała wywieźć zadowalający rezultat z Walii i mogła ze spokojem przygotowywać się do rewanżu na Bukowej.

Bramki Andrzeja Sermaka można zobaczyć na tym krótkim filmiku:

.
Brytyjskie media w relacji pomeczowej zwróciły uwagę na dzielną postawę walijskich amatorów w starciu z doświadczonym polskim zespołem w europejskich pucharach. Podkreślono jednak stratę drugiego gola w samej końcówce meczu, który sprawia, że rewanż w Katowicach będzie tylko formalnością.

..

Czy wiesz, że..

Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników w kadrze Interu – Mickey Thomas w momencie dołączenia do zespołu Lyna Jonesa, był na zwolnieniu warunkowym z więzienia po odbyciu 9 z 18 miesięcy wyroku , na które został skazany za obrót fałszywymi banknotami i pranie brudnych pieniędzy. Thomas wystąpił w pierwszym meczu z GieKSą w Cardiff, ale kurator sądowy zabronił mu jechać na rewanż do Polski. Obawiano się, że pomocnik Interu zdecyduje się „nawiać” zaraz po przylocie do Katowic.

.


Bramkarz walijskiej drużyny George Wood w książce “Looking for the Toffees: In Search of the Heroes of Everton” wspomina o sytuacji, która miała miejsce podczas przerwy w rewanżowym meczu na Bukowej. Był to moment, który ogromnie wpłynął na jego późniejszą decyzję o tym aby zostać trenerem. 

.

„Pamiętam graliśmy z polskim zespołem, Katowice w Polsce (…) Przegrywaliśmy 3:0 do przerwy, a manager drużyny podszedł do mnie i powiedział: Dalej Woody,  jesteś najbardziej doświadczonym zawodnikiem, co według Ciebie powinienem teraz zrobić ? (…) Powiedziałem: Mówiąc szczerze szefie, to ty tutaj jesteś szefem. Wtedy jednak podjąłem decyzję o tym, ze chcę zostać trenerem. Pomyślałem, że jeśli on to potrafi robić to ja też.”


Grzegorz Borawski w takich słowach wypowiedział się przed rewanżem z Walijczykami:

„Jakbyśmy mieli nie awansować, to bym chyba przestał grać w piłkę”

Teraz wyobraźmy sobie jakby w dzisiejszych czasach przed każdym meczem ze słabym zespołem w europejskich pucharach zawodnicy w polskich klubach wypowiadali podobne słowa, to przykładowo w takiej Legii Warszawa wszyscy zmuszeni byliby co sezon kończyć kariery… 🙂

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    Kolo

    11 kwietnia 2020 at 12:49

    Byłem na tym meczu. Stacjonowałem wtedy w wakacje w jakiejś szkole językowej w Oxfordzie, wypożyczyłem auto za ostatnie pieniądze i pojechałem. Koledzy się dziwili, że mi się chce, ale oni nie wiedzieli co to jest serce kibica. Atmosfera na szpilu była piknikowa, było naszych może z 10 osób,głównie mieszkających na co dzień w GB, ale warto było. Mam gdzieś nawet jakieś fotki z tego wyjazdu. Fajnie Roberts, że to przypomniałeś. Pozdro.

  2. Avatar photo

    kosa

    11 kwietnia 2020 at 18:44

    @Kolo jak znajdziesz fotki i je zeskanujesz, to bardzo chętnie wrzucimy na stronę. Podaję maila redakcji: gieksainfo[at]gmail.com

  3. Avatar photo

    Suporterwnc

    23 kwietnia 2020 at 19:40

    Niesamowity artykul. Cos pieknego. Wspaniala robota. Gratuluje!

  4. Avatar photo

    Czacha

    24 kwietnia 2020 at 21:10

    Artykul zloto!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Legia Warszawa kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Legia Warszawa to ekipa, której nie trzeba nikomu w Polsce przedstawiać. Również godnie reprezentują rodzimą scenę kibicowską na arenie międzynarodowej. Regularna gra w Europie oraz fenomenalna forma ultrasów sprawiły, że są doceniani przez ekipy z całego świata oraz jednocześnie nienawidzeni przez struktury UEFA.

Są prekursorami polskiej sceny kibicowskiej, organizując wszystko już w latach 70. W 1970 roku podejmowali Feyenoord Rotterdam i zobaczyli na własne oczy przyjazd kilkuset Holendrów wyposażonych w takie gadżety jak trąbki, szale, czapki i flagi. W tym dniu zadebiutowała także gazeta klubowa „Nasza Legia”, która na przestrzeni lat stała się fenomenem i wzorem do naśladowania dla innych klubów. W połowie lat 70. na Legię potrafiło przychodzić średnio kilkanaście tysięcy widzów, z czego na samą Żyletę około 2000 osób. Fani CWKS nie dość, że zaczęli jeździć na wyjazdy po całej Polsce, to od strony chuligańskiej stali się prekursorami obstawiania dworców kolejowych i atakowania ekip przyjezdnych lub przejeżdżających przez stolicę.

W tamtych latach dorobili się zgód z takimi ekipami jak: Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Zagłębie Sosnowiec, Ruch Chorzów i Lechia Gdańsk. Z perspektywy czasu niektóre zgody brzmią niewiarygodnie (szczególnie ta z Ruchem), ale takie były wtedy realia. Sposób zawierania sojuszy był zupełny inny niż znany obecni. Niektóre relacje zostaną później odnowione i nabiorą powagi, a pozostałe przepadną i często przekształcą się w kosę.

W 1980 roku Legioniści rozegrali finał Pucharu Polski w Częstochowie ze znienawidzonym Lechem Poznań. Jadąc w 2000 osób mogli liczyć na wsparcie Śląska, Pogoni i Zagłębia okupując wszystkie knajpy w mieście od porannych godzin. Przyjazd kibiców Kolejorza w sile… 6000 (!) osób doprowadził do potężnych burd w mieście. Skala awantury przerosła wszystkich – skończyło się na co najmniej kilkudziesięciu osobach w szpitalu, w tym kilku w ciężkim stanie. Do dzisiaj niektórzy mówią, że ofiary śmiertelne zostały zatuszowane przez władze.

W późniejszych latach 80. fani Legii jeździli już składem nastawionym na przygody. Byli wszędzie znienawidzeni do tego stopnia, że miejscowe ekipy potrafiły zawierać jednodniowe sojusze byle obić Legię.

Legioniści mieli w tamtych czasach także zgody z Radomiakiem Radom i Motorem Lublin.

Ciężko to nazwać zgodą, ale fani Legii mieli bardzo dobre mieli nastawienie do… Manchesteru United, wspierając w 1980 roku Anglików podczas meczu z Widzewem w Łodzi. W 1991 roku rozegrali między sobą mecz w ramach Pucharu Zdobywców Pucharów i przyjezdni zostali ciepło przyjęci przez CWKS. Jeszcze w 1998 roku część fanów Legii, która sympatyzowała z Czerwonymi Diabłami, wsparła United na w Lodzi, ale tym razem na meczu z ŁKS. Do Miasta Włókniarzy przyjechało 700 kibiców z Anglii, a Legia zawitała w 100 osób. Rodowici Łodzianie przygotowali komitet powitalny na Kaliskiej i tam doszło do starcia.

Legia jeszcze miała zgodę czy kontakty, naprawdę ciężko to dzisiaj właściwie nazwać, z Juventusem Turyn. Ekipa Clan ’06, zrzeszająca fanów Juve z Rzymu, była głównym „odbiorcą” tych relacji, ale wzajemne odwiedzanie również nie przetrwało próby czasu. Wydaje się, że relacje powstały głównie poprzez ADO Den Haag, które z Juve trzyma od 1988 roku.

Lata 90. to chuligańskie el dorado w całej Polsce, a Legia walczyła o palmę pierwszeństwa rywalizując z kilkoma innymi czołowymi ekipami. Przyjazd Legii na Górny Śląsk zawsze był wyjątkowy, bo o ile prawie wszystkie śląskie ekipy wzajemnie się nienawidziły, to Legia miała taką „magię” w sobie, że czasem dochodziło do jednodniowych paktów. Atrakcją naszych spotkań było także Zagłębie Sosnowiec, które wspierało Legię, a na Górnym Śląsku było i jest znienawidzone (ze wzajemnością).

Nie inaczej bywało na meczach kadry. W tamtym okresie reprezentacja Polski rozgrywała swoje domowe spotkania także w Zabrzu i pojawiała się na nich Legia z Zagłębiem. To właśnie na takich pojedynkach Górnik Zabrze i Ruch Chorzów potrafili przybić zgodę pod nazwą „Śląska siła”.

Chuligani Legii byli oczywiście aktywni, kiedy mecze reprezentacji rozgrywano w Warszawie, szczególnie dużo działo się, kiedy pojawiała się koalicja ALC (Arka, Lech i Cracovia).

Dochodziło także do walk wszystkich ekip z policją, np. podczas pojedynku z Czechami. Rodzima scena chuligańska miała już taki rozgłos, że „Pepików” reprezentował praktycznie sam Banik Ostrava, bo pozostałe ekipy wystraszyły się wyczynach Polaków w Ostrawie.

Mecz z Anglią w 1999 roku na Stadionie Legii był jednym z ważniejszych w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Został wtedy obalony mit, że Synowie Albionu rządzą i wyjaśniają wszystkich. Umówiona została walka z polskimi chuliganami (głównie Legia, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Kraków i Lechia Gdańsk) w Parku Saski, którą Brytyjczycy przegrali.

Chyba każdy w Polsce zdaje sobie sprawę z siły Legii w dziedzinie ultras. Opraw Żyleta miała co nie miara, ale prezentacja „Witamy w piekle” na meczu z Widzewem Łódź „przebiła sufit”. Wtedy rozkwitał w kraju ruchu ultras, a Legia zaczęła w tym rzemiośle wszystkim odjeżdżać. Uprawę tworzyła grupa „Cyberfani”, którą w 2005 roku zastąpili Nieznani Sprawcy.

Obecnie jedyną zagraniczną zgodą Legii jest holenderskie ADO Den Haag. Relacje powstały niewinnie, bo w 1983 roku jeden z holenderskich kibiców zaczął korespondować z fanem Legii. Jednym z bardziej pamiętnych momentów był wyjazd fanów Legii do Utrechtu w 2002 roku w ramach europejskich pucharów. ADO wsparło swoją zgodę, a gospodarze przywitali Legię „Fuck Poland”, co przełożyło się na atmosferę na trybunach i próbę starcia. W 2010 roku zorganizowano towarzyski mecz Legii z ADO dla stołecznego kibica Wojtka, który zapoczątkował relacje obu ekip.

Aktualnie Legia ma trzy zgody w Polsce – Zagłębie Sosnowiec, Olimpię Elbląg i Radomiak Radom.

Z Sosnowiczanami zgoda miała początek w połowie lat 70., ale po spadku Zagłębia sztama przepadła przez brak kontaktów. W 1991 roku w Piotrkowie Trybunalskim podczas finału, kiedy drugi raz w historii sięgnęliśmy po Puchar Polski, zgoda Legii i Zagłębia została oficjalnie odnowiona i trwa do dzisiaj. Legia próbowała pogodzić Pogoń i Zagłębie, co przerodziło się w chwilową sztamę, ale dość szybko zmieniło się w trwającą do dziś kosę między tymi dwiema ekipami. W 2013 roku Pogoń wspierała Legionistów na prestiżowym wyjeździe w Rzymie i doszło do sytuacji, która zaważyła o końcu starej sztamy. Zaczepki „Double Trouble” (Zagłębie i BKS Stal Bielsko-Biała) w stronę Portowców i bierność stołecznych fanów sprawiły, że Pogoń poczuła się niechciana i zakończyła relację z Legią. Po obu stronach pilnowano, żeby rozstać się z szacunkiem i nie przerodzić tego w kosę, ale MKS obierając drogę ku WRWE kupił „bilet w jedną stronę”. Od tego momentu Legia ma z Pogonią kosę. Kończąc temat Zagłębia warto odnotować, że w tym roku będą oni świętować 35-lecie zgody z Legionistami.

W połowie lat 80. Legionistom kilka zgód odpadło. Starą zgodą Lechii była Olimpia Elbląg, z którą trzymali się od lat 70. Równolegle od połowy lat 70. kibice Lechii mieli sztamę z Legią i naturalnie pojawiły się pozytywne relacje Olimpii z CWKS-em. Po upadku piłkarskiego ZKS-u fani Olimpii jeździli do Warszawy prywatnie, ale część odpuściła, ponieważ nie chciała być postrzegana jako FC Elbląg. W starych zinach Legii można było o nich tak przeczytać (tak ich wtedy postrzegano), a niektórzy przedstawiali ich także jako…Polonię Elbląg, ponieważ klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Po 2000 roku wszystko wróciło do normy i zostało przypieczętowane zgodą. Olimpia wspierała Legię najliczniej, kiedy do stolicy przyjeżdżał Stomil Olsztyn lub w momentach, kiedy Legia wybierała się na Warmię. W Sosnowcu zgoda Olimpii i Zagłębia została oficjalnie ogłoszona w 2004 roku, ale kontakty trwały już wcześniej.

W sezonie 1984/1985 Radomiak zawarł zgodę z Legią, jadąc do stolicy w 1000 osób. Przyjaźń nie przetrwała ze względu na ostatnią kolejkę sezonu, w której Legia zremisowała z Pogonią Szczecin, przez co Portowcy utrzymali się w elicie a Warchoły spadły z ligi. Były wtedy takie realia, że wynik na boisku miał wpływ na kibicowskie relacje. W 1994 roku Radomiak próbował ponownie nawiązać sztamę z Legią, ale kością niezgody była Pogoń, z którą Legioniści kilka miesięcy wcześniej odnowili zgodę. Potem fani Radomiaka związali się jedynie układem chuligańskim z GKS-em Bełchatów i Stalą Rzeszów, ale czas zweryfikował, że do siebie nie pasowali i relacje zostały zakończone. Okres bycia osamotnioną ekipą nie oznaczał, że stali w miejscu. Klub piął się w górę i grał na zapleczu Ekstraklasy, a dzięki temu, że polska scena kibicowska się mocno rozwijała, to dorobili się solidnych fan clubów, takich jak: Polonia Iłża, Proch Pionki czy Szydłowianka Szydłowiec (wszystkie już wymarły), które w swoim „primie” mocno się udzielały w regionie i rywalizowaly z koalicją Broni Radom i Powiślanki Lipsko. Wiosną 2016 roku Radomiak zawarł układ chuligański z Legią, a jesienią 2017 roku podczas meczu Radomiak – Siarka Tarnobrzeg ogłoszono, że Radom i Warszawę łączy sztama.

Kończąc wątek zgód Legii należy podkreślić, że pod Legią przez cały okres działalności przewinęło się lub trwa do dnia dzisiejszego kilkadziesiąt ekip, które im podlegają, dzięki czemu kontakty Legionistów sięgają całej Europy. Takim klubem jest między innymi Olimpia Warszawa, która od 2005 roku ma zgodę z Olimpiją Lublaną, która składem w 50 osób wsparła Legię na meczu z NK Celje. Ogólnie wszystkie ekipy z Mazowsza, nie licząc Wisły Płock i Polonii Warszawa, to składy pro Legia. Był okres, że niektóre z nich miały między sobą wojnę, ale Legia odgórnie to wyhamowała i… „zanudziła” scenę z Mazowsza.

Nasza piłkarska i kibicowska rywalizacja jest bardzo długa. Swój pierwszy mecz w Katowicach rozegraliśmy już jesienią 1965 roku i wygraliśmy 2:0.

Sezon później jesienią 1966 roku wygraliśmy w Warszawie aż 3:0, co do dnia dzisiejszego jest naszą najwyższą wygraną z CWKS-em na jej ziemi.

Do początku lat 70. nasza rywalizacja stała się regularna i potrafiliśmy nie raz pokonać Legię, ale po tym sezonie spadliśmy na siedem lat z ligi.

W 1978 roku wróciliśmy ponownie do elity, ale tylko na dwa sezony.

W 1982 roku wróciliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej i na dzień dobry wygraliśmy z Legią 3:1 przy obecności 10000 widzów. Czasy były takie, że… czerwone stroje były naszymi domowymi. Warto odnotować, że już wtedy do Katowic zawitało 150 kibiców Legii. U nas wszystko zaczynało dopiero raczkować.

Jesienią 1984 roku wciąż graliśmy na czerwono, ale nowością był świeżo postawiony Blaszok.

Wiosną 1985 roku przegraliśmy w Warszawie 0:1, wciąż grając w czerwonych koszulkach.

W tym samym roku w czerwcu również zagraliśmy swój pierwszy finał Pucharu Polski z Widzewem Łódź na stadionie Legii Warszawa. Liczba wspierających nas ekip była zadziwiająca: Avia Świdnik, Arka Gdynia, Broń Radom, GKS Jastrzębie, GKS Tychy, Górnik Zabrze, Hutnik Kraków, Lech Poznań, ŁKS Łódź, Polonia Warszawa, Stal Mielec, Śląsk Wrocław czy Korona Kielce. Nasza liczba tego dnia to 900 osób, z czego samej GieKSy 700. Resztę stanowiły ekipy, które na stadionie CWKS-u „określały” się po czyjej stronie stoją. Legia, której mecz nie dotyczył, postawiła na swoim zajmując Żyletę. Mecz zgromadził 12000 widzów.

W listopadzie 1985 roku w ćwierćfinale polegliśmy 2:3 z Legią, ale w całym w dwumeczu awansowaliśmy i finalnie zdobyliśmy swój pierwszy w historii Puchar Polski. Na Blaszoku zasiadało wtedy kilkunastu najwierniejszych Legionistów ze świeżo uszytą flagą „Żyleta”. Sitek i Elwira byli autorami płótna, które namalowali w czerwcu 1985 roku. Cytując pomysłodawcę Jacka: „W jakiejś gazecie władze powiedziały, że sektor z tą reklamą to jest siedlisko zła i że jak zdejmą reklamę, to to siedlisko zniszczą… No i zdjęli, ale w to miejsce, w ramach buntu, zrobiliśmy flagę”. Tak się narodziła legendarna Żyleta, której nazwa związana jest z reklamą żyletek Iridium-Polsilver, która w latach 80. wisiała nad centralnym sektorem trybuny odkrytej.

Jesienią 1986 roku, jako świeżo upieczony triumfator Pucharu Polski, pokonaliśmy Wojskowych 5:2, a do Katowic zawiało 100 fanów Legii. GieKSa zaczynała pisać swoją „Złotą dekadę” w obecności 10000 widzów. Warto odnotować, że GKS – jako pierwszy klub w historii – zdobył trzy punkty w lidze. PZPN dla urozmaicenia ligi wprowadził do regulaminu, że jeśli klub wygra z rywalem co najmniej 3 bramkami, to dopisuje sobie trzy oczka (normalnie za zwycięstwo były dwa punkty).

W rewanżu na Łazienkowskiej wiosną 1987 roku zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze w stolicy zameldowali się w 100 osób. Jest to nasza pierwsza udokumentowana eskapada wyjazdowa na Legię.

Jesienią 1988 roku graliśmy w Warszawie, a 100 fanatyków GieKSy było świadkiem wygranej 2:0.

Wiosną 1989 roku graliśmy rewanż na Bukowej, który wygraliśmy 1:0, ale wydarzeniem był przyjazd Legii w 1000 (!) osób.

Dwa tygodnie później Legia grała na wyjeździe z GKS-em, ale Jastrzębie. Warto odnotować, że łączyła nas wtedy zgoda i GieKSiarze z flagą wspierali Jastrzębian.

Jesienią 1989 roku graliśmy w Warszawie. Wybrało się 150 fanów GieKSy, co było wtedy naszym rekordem, a warto wspomnieć, że otrzymaliśmy wsparcie GKS-u Jastrzębie, który swój mecz ligowy grał wcześniej na Gwardii Warszawa. Na zdjęciu widać, że GieKSa już na dobre przyjęła żółte stroje, które będą nas wyróżniać na tle wszystkich drużyn. Piłkarze zremisowali 0:0.

Wiosną 1990 roku również zremisowaliśmy 0:0 w obecności 8000 widzów.

W czerwcu 1990 roku na stadionie Widzewa Łódź rozegraliśmy między sobą swój pierwszy finał. Z Katowic wybrało się 350 fanatyków GieKSy, a Legia, jako częsty triumfator tych rozgrywek i faworyt, mogła liczyć na wsparcie 2000 gardeł. Gospodarze z RTS wystawili 200 osób. Ciekawostką była obecność kilkunastu fanów Zawiszy Bydgoszcz, którzy na własne oczy chcieli zobaczyć mecz, licząc że GieKSa wygra, bo wtedy z 4. miejsca w lidze zagraliby w europejskich pucharach. Pod kasami trafili jednak na Legię i musieli ratować się ucieczką, ale pomogliśmy im wejść na stadion i obejrzeć mecz. Na zdjęciu stoją małą grupą obok naszej ekipy wyjazdowej. Legia wygrała 2:0.

Rok później w Piotrkowie Trybunalskim ponownie zagraliśmy finał. Tym razem Legia, która tego dnia odnowiła zgodę z Zagłębiem, zameldowała się w 1800 osób. Z kolei GieKSiarze, mając wsparcie między innymi z… Chorzowa i Tychów, świętowali w 2000 osób swój drugi Puchar Polski, wygrywając 1:0.

Jesienią 1991 roku w listopadzie GieKSiarze pokonali Legię 4:2.

W czerwcu 1992 roku znowu spotkaliśmy się w finale Pucharu Polski, ale… nie na swoim meczu. Finał rozegrał Górnik Zabrze z Miedzią Legnica. Był to okres kiedy z KSG mieliśmy kosę, zaś sztamę z Miedzianką. Była to pijacka sztama, ale nasza 23 osobowa ekipa wyruszyła do stolicy z flagą, która debiutowała na meczu z FC Motherwell. W pociągu doszło dwukrotnie do walki z Górnikiem. Na stadionie obóz KSG siedział po prawej stronie Żylety, natomiast Miedź z nami i ŁKS-em Łódź zasiadła łącznie w 200 osób tam, gdzie w późniejszym czasie będą na stałe zasiadać kibice gości. Na stadionie chuligani Legii byli gospodarzem i zajęli całą Żyletę, mając wsparcie Lechii Gdańsk. Nasza flaga wisiała pierwsza z brzegu, a że gospodarze swobodnie przemieszali się po całym stadionie, to nasze płótno zostało zerwane. Bierność Miedzi, która nawet nie podjęła próby odbicia flagi, doprowadziła do wściekłości GieKSiarzy, którzy na znak zerwania zgody opuścili stadion.

Wiosną 1993 roku pojawiliśmy się w Warszawie, tym razem w 30 osób. Legia wygrała pewnie 3:1, maszerując po Mistrza Polski, który po „niedzieli cudów” zostanie jej odebrany.

Jesienią 1993 na Bukowej zremisowaliśmy 1:1, a Legię wspierało 250 osób, w tym 150 Zagłębie Sosnowiec.

W rewanżu zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze zawitali na Łazienkowską w 50 osób.

Jesienią 1994 roku podejmowaliśmy Legię. Mecz rozegrano o… 11:00, ale Bukowa się zapełniła i była świadkiem niesamowitego zwycięstwa. Legioniści zameldowali się w 340 osób, w tym 180 Zagłębie i kilku Portowców, z którymi również niedawno odnowili zgodę.

W styczniu 1995 roku rozegrany został pierwszy turniej halowy w Spodku pod nazwą „EB Sport Cup”, a obok GieKSy, Górnika, Ruchu, ŁKS-u Łódź wystąpiła także Legia, która pojawiła się w 90 osob z flagą. GieKSiarze wystawili 1000 młyn, a triumfował Górnik, którego także solidnie wspierali kibice z Roosevelta.

W kwietniu 1995 jechaliśmy na Łazienkowską rekordowym składem w 180 osób. Legia wygrała 1:0 i finalnie zdobyła mistrzostwo. Ostatnia kolejka z Górnikiem Zabrze do dnia dzisiejszego dnia budzi kontrowersje.

W czerwcu rozegraliśmy finał Pucharu Polski na Łazienkowskiej. Mecz oficjalnie zgromadził 15000 widzów, nieoficjalnie kilka tysięcy więcej. Tego dnia nikt nie panował nad wejściem na stadion, każdy kibic Legii chciał ten mecz zobaczyć i fani wchodzili na wszystkie możliwe sposoby. Do Warszawy wybrało się łącznie 600 GieKSiarzy. Sam przebieg meczu to dominacja Legii i jej zwycięstwo 2:0. Feta i wjazd na murawę kilku tysięcy Legionistów nie mógł się inaczej zakończyć niż próbą ataku na nasz sektor. Nasze pojedyncze flagi zostały skrojone, ale cały gniew poszedł w stronę policji i doszło do jednej z największych awantur w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Brak ofiar śmiertelnych można tego dnia uznać za sukces.

We wrześniu 1995 roku na stadionie Stali w Rzeszowie zdobyliśmy swoje ostatnie trofeum – Superpuchar Polski. Sam mecz nie miał prestiżu i wybrali się na niego tylko najwierniejsi kibice. Legię reprezentowało jedynie 30 osób, a od nas pojechało 60 kibiców, którzy zapoczątkowali pierwsze kontakty z JKS-em Jarosław (w tym samym roku JKS przybił zgodę z Sovią). W tym dniu mocno zmobilizowały się rzeszowskie obozy. Stal i Resovia wystawiły 300 osobowe składy. Doszło do sytuacji, w której Stal dopingowała GieKSę, zaś Resovia wspierała Legię (CWKS-y). Jednak, gdy Legia postanowiła „pozdrowić” ŁKS Łódź, Resovii odechciało się już trzymania kciuków za stołeczny klub. GKS wygrał 1:0.

W maju 1996 roku Trybuna Północna na Bukowej została oficjalnie oddana do użytku (zamontowano na niej krzesełka). Legioniści zawitali w 750 osób, mając wsparcie 400 kibiców Zagłębia i siedzieli zbici między pełną Trybuną Główną i Północną. Nabity Blaszok musiał przełknąć gorzką pigułkę – lanie 0:5. W tym dniu przyjechało do Katowic dwóch kibiców Avii Świdnik, którzy dowiedzieli się, że nasza zgoda przeszła do historii i od tego czasu zaczęliśmy bazować na haśle „Sami przeciw wszystkim”.

Jesienią 1996 roku do stolicy wybrało się 90 fanatyków GieKSy. Piłkarze przegrali 1:2.

Rewanż rozegraliśmy pod koniec czerwca 1997 roku. Do Katowic zawitało 250 fanów Legii, w tym 100 Zagłębia, które oglądało skrojone płótno swoich przyjaciół z BKS-u Stal Bielsko-Biała. Zostało ono trafione przez naszych chuliganów, kiedy jechaliśmy na Odrę Wodzisław. Legia wygrała 3:1.

Chwilę później znowu graliśmy ze sobą. Tym razem nasz ostatni finał Pucharu Polski, rozegrany na stadionie ŁKS-u Łódź. Na stadionie obecne były 4 ekipy, z których każda z każdą miała kosę. Z Katowic wyruszyło 1000 GieKSiarzy, wspieranych przez Banik. Legioniści zasiedli na przeciwko w 1500 osób, ze wsparciem Pogoni i Zagłębia. ŁKS, jako gospodarz stadionu, zasiadł na Galerze w 500 osób i „pożegnał” tam naszą flagę z 1995 roku. Ciekawostką jest fakt, że po tym, gdy ją nam skroili, to wieszali… jako swoją. Nawet na derbach Łodzi. Widocznie jednak eŁKaeSiacy uznali, że chcą nam zrobić na złość i flaga „The best of hooligans”, którą znowu my skroiliśmy ekipie Club Brugge w 1992 roku, została potargana. Na meczu zjawiła się również banda RTS-u w 150 osób, która zasiadła po naszej lewej stronie. W upalnym finale górą była Legia, wygrywając 2:0.

Jesienią 1997 graliśmy na Bukowej. Legia ponownie wygrała 1:0, a wspierało ją 270 kibiców gości, z czego 200 samego Zagłębia. Na płocie wisiała skrojona flaga CKS-u Czeladź, które zostało trafione tydzień wcześniej, kiedy graliśmy z Widzewem Łódź, a nasza banda obstawiała perony.

Wiosną 1998 roku przegraliśmy 0:2. To nie był także udany dzień dla naszych kibiców, których pojechało do Warszawy jedynie 28 (nie wypalił pociąg specjalny). Po meczu połączony skład Teddy Boys ’95 i Turyści ’97 wpadł do pociągu i obił naszą ekipę, która musi uznać wyższość warszawiaków.

Jesienią 1998 roku graliśmy w Katowicach. Legia ponownie wygrała 3:1 i nie będzie to tajemnicą, że stawało się to już naszą niechlubną tradycją. Tego dnia Legioniści zawitali w 700 osób, z czego 100 stanowiło Zagłębie. Bohaterem trybun tego dnia był Bartosz Karwan, który opuścił GKS na rzecz Legii, a Blaszok nie mógł mu tego darować.

W kwietniu 1999 roku jechaliśmy do Warszawy. Skład liczył 50 osób, w tym 8 Banik Ostrava. W Żyrardowie zaatakował RTS kamieniami, ale bez urazów. Pod stadionem połowa naszych nie miała kasy na bilet, a ochrona była nieugięta, więc reszta uniosła się honorem i nikt nie wszedł na stadion. GKS zremisował niespodziewanie 0:0, ale nie uchroniło nas to od spadku, który już wcześniej wisiał w powietrzu.

Rok 2000 był dla nas szczęśliwy. Po rocznej banicji wróciliśmy do elity i ponownie mogliśmy rozgrywać mecze z Legią, która w swojej historii jest jedyną polską drużyną, która nie miała „okazji” opuścić szeregów Ekstraklasy. W tym sezonie oprócz ligi graliśmy Puchar Ligi. Pierwszy mecz miał miejsce w sierpniu 2000 roku i na wtorkowym wyjeździe pojawiło się 38 fanatyków, którzy odpaleniem 10 rac zostawili po sobie dobre wrażenie, bo na meczu wiało nudą, a Legia wygrała skromnie 1:0.

Na rewanż goście zawitali w 300 osób, w tym 150 Zagłębie i – jak na środę i godzinę 18:00 – to była znakomita liczba. Legia wygrała 2:1. Karwan znów przypomniał się kibicom ładując nam gola.

W październiku 2000 roku rozegraliśmy jeden z naszych najlepszych pojedynków z Legią. Goście zawitali w 500 osób, z czego 200 stanowiło Zagłębie. U nas nabity młyn palił „dorobek” starć z Legią i Zagłębiem, a na meczu doszło do walki z ochroną, która został zlana i wygoniona ze stadionu. Policja dostała takiej furii, że wpadła na Blaszok ze strzelbami i uspokoiła sytuację. W trakcie meczu odpalono sporo rac, co stawało się już u nas tradycją. Piłkarze, po niesamowitym meczu pełnym dramaturgii, wygrali 1:0.

ACD Systems Digital Imaging

W maju 2001 roku niespodziewanie znów wygraliśmy z Legią, a na wyjeździe zameldowało się 110 GieKSiarzy, w tym 2 Banik. Żyleta nie oszczędzała swoich zawodników wyzwiskami, często śpiewając „Legia to my!”.

W październiku 2001 roku gospodarze wygrali 1:0, a nas ponownie reprezentowało 110 fanatyków. Tym razem nie było nam dane wejść przez upierdliwą ochronę, która od każdego wymagała dowodu osobistego. Decyzją grupy wszyscy wrócili do Katowic.

W marcu 2002 roku graliśmy na Bukowej. Legia zawitała w 800 osób, będąc wspierana przez 300 osób z Zagłębia. Mecz zakończył się wynikiem 3:3 i jest to jedno z najczęściej przywoływanych spotkań w rozmowach między trójkolorowymi fanami.

Jesienią 2002 roku również spotkaliśmy się na Bukowej. Legia tym razem pojawiła się w 450 osób i mimo że goście wygrali 2:1, show skradła grupa Net Fans GieKSa, prezentując kolorową pirotechnikę i balony na wzór NBA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiosną 2003 roku przegraliśmy 0:3. Od nas 118 osób, w tym 5 Banik. Na meczu po obu stronach pokaz pirotechniczny i choreografia z kartonów. To tylko pokazywało jak nasza scena w tej dziedzinie parła naprzód.

Jesień 2003 roku to ogólny dramat dla polskiej sceny kibicowskiej, szczególnie ekip wyjazdowych. PZPN wprowadził idiotyczne zmiany, czyli karty kibica niezbędne do wejścia na stadion dla fanów przyjezdnych. GieKSa, jako pierwsza ekipa w Polsce, postanowiła przeciwko temu zaprotestować z transparentem „Nie jesteśmy zwierzętami, precz z kartami, przecz z chipami”. W Warszawie obecnych było 4 reprezentantów GieKSy, którzy przyjechali jedynie po to, by wywiesić wspomniane płótno. Legia wygrała 1:0.

W 2004 roku na koniec sezonu graliśmy z Legią na Bukowej. Goście zawitali w 700 osób, świętując zwycięstwo 4:2, jednak Blaszok mimo porażki także miał powody do radości. Po blisko dwóch latach wojny z pseudo sponsorem spod Częstochowy, mogliśmy firmie Dopsel zadedykować oprawę „The end”, wyganiając ich z klubu. Była to jedna z trudniejszych batalii kibiców GieKSy w walce o swój klub. Po końcowym gwizdku nastąpił wjazd na murawę po koszulki zawodników (co wtedy było tradycją), a po chwili próbowaliśmy się przedostać w kierunku Legii, ale policja szybko ostudziła nasz zapał.

Jesienią 2004 roku graliśmy u siebie. Legia zawitała w 550 osób, z czego 150 to bylo Zagłębie. Goście odpalili sporo rac, a ich drużyna pewnie wygrała 3:0. Blaszok świętuje sezon „czterdziestolatka” pirotechniką i napisem ze styropianu. Na meczu żywot skończyła flaga BKS-u, z którym Legioniści, przez zgodę z Zagłębiem, mieli dobre kontakty.

 

W czerwcu 2005 roku pojechaliśmy do Warszawy ostatni raz przed spadkiem z Ekstraklasy. Tych 101 fanatyków na pewno nie zakładało, że będziemy czekać aż 19 lat na powrót do elity. Legia wygrała 2:0.

Te 19 lat trwało dla nas wieki. Rok 2024 był dla nas powrotem z zaświatów. Pierwszy mecz rozegraliśmy w Warszawie. Na Łazienkowskiej ostatecznie zawitało nas 1735 głów! W tej licznie było wsparcie fanów Banika (55), JKS (24) i ROW (1). Zaprezentowaliśmy oprawę „GieKSiarze atakują!”. Legia pokonała nas 4:1.

Wiosną 2025 roku Ultras GieKSa ’03 zaprezentowała oprawę „Nasze miasta – W nich nasze ulice – Mówi się na nas GKS Katowice!” w asyście sporej ilości pirotechniki. W tym dniu zadebiutowały flagi na kijach z nazwami dzielnic i fan clubów, w których wyznaje się kult GieKSy. Fani Legii, przez brak drogi dojazdowej pod sektor gości na nowowybudowanym obiekcie, niestety nie mogli zawitać. Legia wygrała 3:1.

Ostatni nasz pojedynek to jesień 2025 roku. Legioniści chwilę wcześniej odwiesili swój bojkot, więc mecz mógł żyć pełnią wzajemnych „uprzejmości”. W niedzielny wieczór obecnych w Warszawie było 734 fanatyków GieKSy, w tym 17 JKS i 13 FCB. Legia, dosłownie rzutem na taśmę, pokonała nas 3:1.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz z Jagiellonią znów odwołany

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice, który miał się odbyć w środę 4 lutego o 20:30 został odwołany na wniosek obu zainteresowanych klubów.

Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w niedzielę 23 listopada, ale wówczas zostało odwołane ze względu na zalegającą na boisku warstwę świeżo napadanego śniegu.

„W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski” – powiedział na łamach strony ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.

Nowy termin przekładanego już dwa razy meczu poznamy wkrótce.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Z Widzewem we wtorek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę  ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.

Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.

STS Puchar Polski – 1/4 finału

wtorek, 3 marca 2026

20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź

środa, 4 marca 2026

17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze

czwartek, 5 marca 2026

13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa

Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga