Dołącz do nas

Felietony

Rozwalcie tę szatnię! (zamiast post scriptum)

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po spadku do czwartej ligi wszyscy w Katowicach podchodzili bardzo optymistycznie do przyszłości. Mieliśmy przejść szturmem czwartą, trzecią i ówczesną drugą ligę i za trzy lata zameldować się w ekstraklasie. Czwartą ligę rzeczywiście GieKSa przeszła jak burza, nie przegrywając w tamtym sezonie ani jednego meczu. W trzeciej lidze już napotkaliśmy problemy, ale po szczęśliwych barażach (wolny los) awansowaliśmy z drugiego miejsca za zaplecze ekstraklasy. Nawet najwięksi pesymiści nie przewidywali, że utkniemy w ówczesnej drugiej lidze (po roku została przemianowana na pierwszą). Rok, dwa lata… w najgorszym razie.

Mamy sezon 2015/16 – 30 kolejek za nami. Za chwilę zakończy się dziewiąty sezon „polskiej Championship”. Dziewiąty sezon pierwszoligowego marazmu, podczas którego zajmowaliśmy miejsca: dziesiąte, jedenaste, trzynaste, jedenaste, trzynaste, dziesiąte, ósme, ósme. Ilość zdobytych punktów: 43, 44, 43, 41, 39, 50, 46, 48. Obecnie katowiczanie zajmują miejsce siódme z dorobkiem 42 punktów. Na cztery kolejki przed końcem można by rzec, że jest to progres – tym bardziej, że ciągle nawet jest jakaś tam szansa na czwarte miejsce. Spieszymy jednak z wyjaśnieniem, że ta szansa na czwartą lokatę nie jest wynikiem wybitnie lepszej gry GKS w obecnym sezonie niż w poprzednich, a jedynie wyjątkowo słabej postawy całej ligi (oprócz pierwszej dwójki-trójki). Bo zakładając nawet, że GKS zdobyłby te 12 punktów do końca – miałby po 34 kolejkach 54 punkty. Z obecną formą mało to realne, ale nawet jeśli – taka ilość oczek dawałaby czwarte miejsce jedynie w dwóch poprzednich sezonach, a generalnie zapewniałaby pozycję 5-7.

W żadnym z sezonów nawet nie otarliśmy się o awans. I na przestrzeni tych dziewięciu lat tylko dwa razy mogliśmy mieć nadzieję, że cokolwiek dobrego może się wydarzyć na wiosnę po udanej jesieni. Było to za czasów Adama Nawałki, kiedy to traciliśmy do drugiego miejsca „tylko” pięć punktów oraz Kazimierza Moskala, gdy do lokaty premiowanej traciliśmy okrągłe… zero punktów. Abstrahując jednak od tego, że rundy wiosenne wspomnianych sezonów zostały klasycznie spartaczone przez „potężne” armie Moskali – Roberta i Kazimierza – to szanse na awans traciliśmy zawsze praktycznie już jesienią. Początek wiosny to były wówczas mniejsze lub większej złudzenia, oszukiwanie samych siebie, ulotna nadzieja. A końcowe sześć, siedem, osiem meczów to wakacyjna gra plażowiczów pod szyldem GKS Katowice w pierwszej lidze. Pomijamy tu oczywiście udaną walkę Adama Nawałki i zespołu o utrzymanie w sezonie 2008/09. Przypominamy natomiast Roberta Moskala i jego ekipę, która z bezpiecznego miejsca w tabeli omal nie zleciała do drugiej ligi przegrywając ostatnie sześć meczów sezonu do zera i zawdzięczając utrzymanie Kluczborkowi, który wygrał na wyjeździe z Wisłą Płock (z dwunastu punktów przewagi nad strefą spadkową, na koniec sezonu pozostały tylko trzy).

Statystyki może są dla niektórych kibiców nudne, ale wstęp ten miał miejsce po to, by nakreślić kontekst całej sytuacji, w której znajduje się teraz GKS Katowice. Kontekst, który jest wyjątkowo smutny, a jeszcze bardziej smutna jest rzeczywistość – zanosi się bowiem na to, że jeżeli między sezonami nie dokona się prawdziwa rewolucja, to w przyszłym sezonie nie czeka nas nic dobrego i za rok o tej porze znów będziemy rozgrywać sparingi majową porą…

Różne były opinie, gdy do GieKSy przychodził Jerzy Brzęczek. Wiele osób było sceptycznych, inni wychodzili z założenia, że jest to młody trener, więc na pewno ambitny. Każdemu oczywiście należy dać szansę i taki kredyt zaufania były kapitan reprezentacji Polski dostał. I początek miał naprawdę dobry – nowa miotła zadziałała i GieKSa wygrała w Bytowie i Chojnicach, a u siebie z mocnymi Dolcanem i Zawiszą. Nagle odżyły nadzieje na awans. Prawdziwym sprawdzianem miały być trzy wyjazdowe mecze z rzędu – w Płocku, Suwałkach i Sosnowcu. Liczyliśmy na 6-7 punktów, niestety po bezdyskusyjnej przegranej z Wisłą i szczęśliwym zwycięstwie z Wigrami przyszła dramatyczna porażka na Ludowym, która bardzo mocno stonowała nadzieje na promocję w tym sezonie. Mimo wszystko wierzyliśmy, że ewentualna wygrana z Arką pozwoli nam wrócić do gry, ale niestety przegraliśmy z kretesem i wiosna okazała się grą o nic.

Plan był prosty, skupić się na dobrej grze i mimo wszystko punktować. Spróbować powalczyć o trzecie miejsce, a przy okazji sprawdzać zawodników pod kątem ich przydatności do następnego sezonu. Co prawda GieKSa nie grała wybitnie, ale udało się wygrać w Kluczborku, u siebie z Pogonią i Bełchatowem. Zremisować z Miedzią, po wyjątkowo dobrej drugiej połowie. Przyszedł mecz z Sandecją i coś się załamało. Umiarkowanie chwaliliśmy zespół za pierwszą połowę w Nowym Sączu i nie ganiliśmy za – powiedzmy to sobie – klęskę 0:4.

Od tamtego czasu oglądamy niestety żenującą postawę drużyny. Podsumowując ostatnie sześć spotkań – czyli jakby nie patrzeć jedną trzecią rundy – katowiczanie grają taki dramat, że z taką postawą zlecieliby z hukiem z pierwszej ligi. Nie chodzi nawet o same wyniki – bo już one są fatalne – ale o samą grę. Wystarczy powiedzieć, że w tych sześciu meczach udało nam się strzelić tylko jedną (JEDNĄ!) bramkę po uderzeniu naszego zawodnika z akcji. Dokładając do tego mecz z Bełchatowem (gol po stałym fragmencie) – to jest tych meczów siedem. Dwa gole z Rozwojem padły po samobóju i karnym. Drugi gol z Chojniczanką po rogu. Siedem cholernych meczów – 630 cholernych minut i tylko JEDNA dobrze sfinalizowana akcja. Nie mieści się to w głowie – nie w drużynie walczącej o awans, nie w średniaku, nie w zespole walczącym o utrzymanie czy nawet spadającym z ligi. Nie mieści się to w głowie jeśli chodzi o kilkunastu dorosłych facetów dumnie nazywających siebie piłkarzami. Fakt ten jest po prostu skandaliczny i mówi aż nadto o obecnym zespole GKS Katowice.

To co się dzieje obecnej wiosny to nic nowego. W mniejszym czy większym stopniu przerabiamy to prawie co rok. Było wspomniane sześć porażek Roberta Moskala do zera (przypomnijmy wirtuozerię trenerską w wystawieniu w Kluczborku w ataku Adriana Napierały), były cztery porażki na koniec sezonu Wojciecha Stawowego (do Świnoujścia nie zabrał rezerwowego bramkarza). Była ekipa hamulcowych, która na czele z Pitrym, Fonfarą, Wróblem (brylują ostatnio w swoich klubach) wygrała 2 na 17 meczów rundy wiosennej. I chociażby poprzedni sezon – w końcówce co prawda GieKSa się obudziła i wygrała po 3:0 z Sandecją i z Tychami, ale wcześniej zawodnicy spieprzyli święta kibicom fatalnym meczem w Suwałkach, skompromitowali się z Zagłębiem 0:5 czy zagrali totalnie beznadziejny mecz w Ząbkach po stosunkowo niezłym (ale też przegranym) w Ostródzie ze Stomilem.

Trener Brzęczek mówił i mówi nadal, że obecne mecze służą przyjrzeniu się zawodnikom pod kątem przyszłego sezonu. Patrząc jednak przez pryzmat całej rundy wiosennej – nawet tych wygranych ledwo, ledwo meczów – to wniosek byłby taki, że prawie wszyscy są do odstrzelenia. Można zrozumieć, że brak gry o stawkę nie powoduje już takiej adrenaliny – psychiki się nie oszuka. Ale to, że niektórzy piłkarze ostentacyjnie wręcz przechodzą obok meczu nie starają się nawet w minimalnym stopniu (nie wszyscy) lub po prostu grają na poziomie podwórka pod blokiem sprawia, że nie można specjalnie ufać, iż nagle zaczną wiązać krawaty w pierwszej lidze, a boisko będzie się aż iskrzyć od jeżdżenia na dupie. Ba, przecież mamy doświadczenia, że mając nawet solidne szanse na awans można praktycznie oddać walkowerem rundę wiosenną – mowa o Pitrych i reszcie…

Cześć zawodników, która powinna brylować gra tak żenująco, że aż oczy bolą od patrzenia. Część się nie stara, a część to po prostu nie są zawodnicy na pierwszą ligę i GKS Katowice. Nie dają oni nadziei, że może być dobrze. Problem w tym, że liga zaczyna się za dwa miesiące i my naprawdę nie mamy czasu.

Wielu kibiców zastanawia się, czy Kuchta jest bramkarzem na walkę o awans. Paradoks polega na tym, że przy puszczanych bramkach najczęściej nie ma nic do powiedzenia, a sytuacji, które mógłby wybronić w jakiś spektakularny sposób – za wiele nie ma. Nie wybronił meczów GieKSie, może poza ostatnim z Chojniczanką. Trudno powiedzieć na co stać tego bramkarza, problem jest taki, że po sezonie i tak już go w GieKSie może nie być…

Alan Czerwiński zrobił postępy, ale nadal to jest tylko na poziomie średniaka pierwszej ligi. Bracia Makowie już go nie nękają, a reszta pierwszoligowego przeciętniactwa nie jest na tyle szybka, żeby uciec Alanowi. Ostatnio razi jego bojaźń w ofensywie. Z drugiej strony Marcin Flis – totalna przeciętność na 10. miejsce w tabeli.

Mateusz Kamiński doświadczony i ma lepsze i gorsze momenty, ale czy to jest zawodnik na awans? Czy w rywalizacji z zawodnikami powiedzmy Podbeskidzia i Górnika byłby zaporą nie do przejścia? Oliver Prażnovsky po świetnej jesieni na wiosnę zapomniał jak się odpowiedzialnie rozgrywa piłkę na swojej połowie. Młody Kochański jest pewną nadzieją na przyszłość.

Defensywni pomocnicy – marazm. Najlepszy Łukasz Pielorz tak sprzeciętniał, że ciężko go ostatnio pochwalić. Leimonas w większości meczów kaleczy grę, Sławek Duda „zmiękczał” i po początku w GKS za czasów Rafała Góraka obecnie nie jest to zawodnik na górną połówkę pierwszej ligi.

Ale o ile formacja obrony i defensywnych pomocników jest jeszcze stała (rotacje 1-2 zawodników), to prawdziwy problem tworzy się w grze stricte ofensywnej, która na ten moment po prostu nie istnieje. Nie ma takiego drugiego klubu w Polsce, który nie miałby skrzydeł, środka pomocy i napastnika. Jak na cztery kolejki przed końcem sezonu i niecałe dwa miesiące do następnego jest to po prostu sytuacja dramatyczna. Bartosz Iwan okazał się pomyłką transferową. To już nie ten zawodnik, który prostopadłymi podaniami – aż palce lizać – wielokrotnie obsłużył Krzysztofa Kaliciaka kilka lat temu. Teraz to cień piłkarza, snuje się po boisku i nie potrafi zrobić jednej ciekawej akcji. Nie dziwota, że trener Brzęczek ma już dość słabej gry Bartka. W oczach trenera Ajwen jest tak słaby, że szkoleniowiec próbował karkołomnych rozwiązań z Wołkowiczem czy Goncerzem na dziesiątce. To już naprawdę była desperacja, ale desperacja wynikająca z braku materiału ludzkiego.

Na skrzydłach w pomocy podobny dramat. Maciej Bębenek to kolejny zawodnik z serii „GieKSie strzelałem kiedyś bramki, ale jak jestem w GieKSie odstawiam żenadę”. Pomyśleć, że rok temu w meczu Sandecji na Bukowej Maciek był – mimo porażki 0:3 – najlepszym zawodnikiem nowosądeczan… Teraz podobnie jak Iwan – tak działa na nerwy Brzęczkowi, że ten zmienia go w przerwie. Ale kto w zamian? Szołtys po kilku stosunkowo udanych meczach wchodzi na boisko i jest niewidzialny. Wspomniany Wołek to symbol tego dziesiątego-dwunastego miejsca w pierwszej lidze. Zawodnik, który od czterech lat nie potrafi sobie na stałe wywalczyć miejsca w pierwszym składzie i poza regularnymi dwiema bramkami w rundzie pozostałe mecze rozgrywa na poziomie III ligi. Kiedyś takim symbolem przeciętniactwa GKS był Kamil Cholerzyński, ale w końcu zawodnik odszedł do Rozwoju. Coś tam w ofensywie czasem zdziała Adrian Frańczak, ale to ciągle za mało, by powiedzieć o tym zawodniku, że jest na tyle solidny, aby dać GieKSie jakość w walce o ekstraklasę. Jakaś tam nadzieja tkwi w Patryku Szymańskim, ale on nie pokazał na razie nic, abyśmy mogli stwierdzić, że jest to nadzieja pewna. No i liczymy oczywiście na Filipa Burkhardta, ale ten jeszcze przed kontuzją poza kilkoma dobrymi meczami, jesienią spisywał się słabo.

Atak – Grzegorz Goncerz. Co się z tym chopem stało nie wie nikt. O ile część winy można zrzucić na to, że nie ma wsparcia od pomocników, to jednak gdy już ma piłkę, nie wie za bardzo co z nią zrobić. Przecież w poprzednich rundach strzelał bramki nawet po wypracowanych przez siebie akcjach. Nie bał się uderzać, a teraz nawet jego strzałów mamy jak na lekarstwo. Biega często dość bezładnie między obrońcami (owszem czasem wywiera pożyteczny pressing), ale nie ma z tego wymiernych efektów w postaci zagrożenia bramki. Dodatkowo cały czas mamy w pamięci tę niezrozumiałą ilość spalonych w Olsztynie. Gonzo był wyraźnie w tym meczu zamulony i nieskoncentrowany… Zahorski – wydaje się, że on może tylko czasem po rogu strzelić gola i nic więcej.

Obecny stan kadry jest po prostu zatrważająco słaby. Nie ma jednego zawodnika, o który moglibyśmy z całą pewnością powiedzieć – tak, to jest piłkarz na walkę o ekstraklasę. Nie ma, po prostu ciemno, ciemno w tunelu. Bez światełka. Możemy jedynie powiedzieć, że „może”, „w pewnych okolicznościach” niektórzy zawodnicy będą mogli nam pomóc.

Może Kuchta. Może Kamiński. Może Prażnovski. Może Pielorz. Może Bębenek. Może Goncerz. Może Bury. I Kochański. Tyle, że Kuchty pewnie nie będzie. Kamyk w kluczowych sytuacjach popełnia błędy. Prażnovsky ma potencjał, jest solidny i wierzymy, że jego wiosenna elektryczność jest okresowa. Pielorz – jak mówi kolega Błażej, grałby lepiej, gdyby wokół siebie miał lepszych partnerów. Bębenek – na pewno ma spore możliwości, ale pada mocne podejrzenie, że mentalność sportowca może być jakimś dla niego problemem. Gonzo – tutaj trzeba wierzyć, że jest w stanie wrócić do skuteczności – również w przypadku lepszych partnerów.

Każdy z wymienionych zawodników ma jakieś „ale”. A ci którzy nie zostali wymienieni po prostu nie nadają się do walki o awans. Adrian Frańczak może grać o czołówkę, ale nie o dwa pierwsze miejsca, podobnie Alan Czerwiński. Patryk Szymański musi się pokazać. Reszta po prostu jest za słaba, wielokrotnie już udowodniła, że walka o czołowe lokaty to za wysokie progi. Dwie porażki z Zagłębiem, z Arką, porażka z Wisłą. W większości z tych meczów GKS był zespołem gorszym. A teraz na wiosnę grając z przeciętniakami lub drużynami broniącymi się przed spadkiem – nasz zespół również sobie nie radzi. Z czym do ludzi?

Przed każdym meczem bawimy się w przewidywanie składu, czasem uda się wytypować 100% czasem nie trafimy z dwoma, trzema zawodnikami. Trudno jednak trafnie określić zestawienie jedenastki, gdy trener jest zmuszony do wybierania co chwila mniejszego zła. Przecież wstawienie do składu Iwana czy Bębenka nie wynikało z tego, że oni są tacy dobrzy i zasługują na szansę, a z tego, że inni grali żenadę i kolejka zatoczyła koło (jakkolwiek to brzydko nie brzmi) i znów przyszedł czas na tych zawodników. Zmienieni w pierwszej połowie, to pewnie z Chrobrym wybiegną słabiacy Wołek i Szołtys. I tak w koło Macieju (nie Bębenku).

Niestety szkoleniowiec nie może skorzystać z czegoś, co powinno być zapleczem pierwszego zespołu, a mianowicie czegoś o nazwie drużyna rezerw. Jakkolwiek by ta ekipa nie grała, to porażka w ostatnim meczu z drużyną, która w 23 kolejkach zanotowała 23 porażki i straciła ponad sto bramek jest tak potężną kompromitacją, że chyba nawet cała historia pierwszego zespołu nie zna takowej.

Zachodzą też obawy o kolejną bardzo niepokojącą rzecz. Patrząc na postawę zawodników, wypowiedzi trenera i to, co się dzieje z drużyną trudno nie odnieść wrażenia powtarzalności w jeszcze jednym aspekcie. Oczywiście to teoria, ale pamiętając Moskala i Skowronka, trudno nie odnieść wrażenia, że coś jest nie tak z posłuchem trenera u piłkarzy. Brzęczek nie reaguje tak żywo jak wcześniej, a piłkarze po prostu w większości ostatnich meczach opierniczają się jak… w poprzednich rundach wiosennych. Pamiętamy sytuację, jak Kazimierz Moskal zupełnie stracił panowanie nad drużyną, Artur Skowronek chyba nigdy nie miał specjalnie szacunku u piłkarzy. Pytanie, czy podobnie nie dzieje się z trenerem Brzęczkiem? Oby nie.

Jest mowa, że okres transferowy będzie ciężką pracą dla Dariusza Motały. I tutaj pojawiają się poważne obawy. Bo jak już wspomnieliśmy zaledwie 2, 3 lub 4 zawodników z obecnego pierwszego zespołu daje nadzieję na walkę o awans. Powtarzamy – nadzieję, bo nie pewność. I to też jest problem, bo jest to na zasadzie, że „może w końcu odpalą”. Obawa dotyczy tego, że nigdy żaden trener czy prezes nie odważył się zrobić na tyle dużej rewolucji, aby wypieprzyć prawie wszystkich i zastąpić ich tymi, którzy rokują nadzieję. Zmieniało się 3-4 zawodników, przychodzili nowi – zazwyczaj szrot – i szybko okazywało się, że to żadne wzmocnienie. To straszne, że już kilkukrotnie dawaliśmy się nabrać na zaciąg solidnych piłkarzy (którzy rzeczywiście wydawali się mocni na pierwszą ligę!), a okazywało się, że grają fatalnie. Kilkukrotnie powtarzalna sytuacja każe nam się zastanowić, czy rzeczywiście GieKSa ściągała wartościowych graczy czy może ci o wysokiej jakości poszli do lepszych klubów, a nam zostały ochłapy – tylko my jeszcze o tym nie wiedzieliśmy?

Bo tak na chłopski rozum – umówmy się, środowisko piłkarskie jest zorientowane i większość zawodników zasięgnie opinii o GieKSie, chociażby u obecnych zawodników. A jaki może być ten przekaz? „Przyjdź, nie trzeba się jakoś starać, zawsze gramy o środek tabeli, nie ma specjalnej presji – kibice pokrzyczą, powyzywają i popiszą na forum, ale i tak nas dopingują, a prezes i trener są łagodni, można się opieprzać bez konsekwencji”. Oczywiście to domniemanie, ale patrząc przez pryzmat ostatnich lat trudno nie odnieść wrażenia, że GieKSa jest przytułkiem dla emerytów i rencistów.

Trudno sobie wyobrazić kolejny sezon z Dudą czy Wołkiem. Ale trudno sobie wyobrazić awans z tymi „lepszymi” zawodnikami jak Alan czy Adrian. Ja osobiście uważam, że i Kamyk czy Pielo to nie jest to, choć jak napisałem wyżej, tych zawodników bym nie skreślał. Ale żeby GieKSa mogła walczyć o awans potrzebuje nowego bramkarza, prawego i lewego obrońcy, jednego stopera, co najmniej jednego defensywnego pomocnika, lewego i prawego pomocnika, rozgrywającego i napastnika.

Jednym słowem – potrzebujemy wzmocnień na wszystkich pozycjach! Przeraża to, że to praktycznie niemożliwe, żeby ściągnąć 10 graczy lepszych niż obecnych (choć bycie od nich lepszym to nie jest jakaś sztuka). Problem jest w tym, że to mają być zawodnicy NA JUŻ i gwarantujący zdecydowanie podniesienie jakości. Dlaczego cały tekst na ten temat? Ano dlatego, że 4 czy nawet 5 transferów nic nie zmieni. Trudno się spodziewać, że ściągniemy super zawodników, którzy odmienią jakość zespołu. Wtedy owszem – czterech mogłoby znacząco podnieść jakość. Ale że przyjdą do nas zawodnicy tylko „trochę lepsi” powoduje, że po prostu trzeba tę szatnie przewietrzyć prawie kompletnie, wywalić prawie wszystkich i ściągnąć kompletnie nowych. Z 90 procent obecnych zawodników naprawdę już nic nie będzie…

Tak wiem. Mało realne. Nie znam historii, żeby jakikolwiek trener zdecydował się na taki ruch. Niestety trenerzy w Polsce są bojaźliwi i wolą utrzymać mierny status quo niż totalnie zaryzykować – w tę lub w tę stronę.

To nie jest cała runda wiosenna przed nami. Do końca sezonu pozostały tylko cztery kolejki (trzy mecze). Przeleci mega szybko podobnie jak czas między sezonami. Dodatkowo przecież trzeba drużynę zgrywać w sparingach i nowych zawodników przede wszystkim. Tu naprawdę trzeba dokonać rewolucji, rozwalić tę szatnię i stworzyć coś od podstaw. I to jest jedyna prosta rada dla trenera i zarządu. Bo w przeciwnym razie – w razie kilku kosmetycznych zmian – gwarantuję, że za rok będziemy w tym samym miejscu. Pytanie tylko, czy jeszcze z prezesem Cyganem i trenerem Brzęczkiem…

Weźcie się wszyscy w garść i rozpieprzcie to towarzystwo wzajemnej adoracji, bo przyjdzie jesień, obudzicie się z ręką w nocniku, a kibice znów będą robić sobie wycieczkę pod szatnię…

Michał Murzyn – Shellu
Redaktor naczelny GieKSa.pl

 

38 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

38 komentarzy

  1. Avatar photo

    Jarek

    13 maja 2016 at 21:52

    Tylko z kurtuazji autor nie napisał, że niektóre mecze wyglądały na ewidentnie ustawione. Ale na to trzeba dowodów. Historia zna wiele przykładów, że da się wymienić 90 % kadry i nie spaść. Zapewne skończy się na kosmetycznych zmianach, łudzeniu kibiców, i wspomnianej przez autora pobudce z ręką w nocniku. Ja, który przez ostatnie 15 lat opuściłem może z dziesięć meczów na Bukowej, nie byłem już na czterech meczach z rzędu. To zawsze będzie mój klub, ale to nie są moi piłkarze.

  2. Avatar photo

    koleś

    13 maja 2016 at 22:15

    Bez dwóch zdań to ostatni sezon dla: Leimonasa, Iwana, Zahorskiego, Jurkowskiego i Dobrolińskiego. Do tego odejdą do swoich klubów Kuchta i Flis.

    Gdybyśmy tych zawodników zamienili na prawdziwie wartościowych i dodali do tego dwóch skrzydlowych to mamy dobrą pierwszą jedenastkę i jako takich zmienników.

    Bramkarz: nowy, nowy
    Prawa obrona: Czerwiński, Bębenek
    Środek obrony: nowy, Oliver, Kamiński, Kochański
    Lewa obrona: nowy, Frańczak
    Prawa pomoc: nowy, Bębenek
    Defensywni pomocnicy: nowy, Pielorz, Duda
    Ofensywni pomocnicy: Burkhardt, nowy
    Lewa pomoc: nowy, Wołkowicz, Szołtys
    Napastnik: Goncerz, nowy

    Optymalnie 9 nowych zawodników a minimum to 6

  3. Avatar photo

    Kibic2

    13 maja 2016 at 23:00

    @Koleś nie ma znaczenia ilu sobie wymyślisz nowych, ilu chcesz zakontraktować. Bez strategicznego sponsora (prywatnego) to będzie tylko dalsza agonia. Kto niby ma pierdolnąć pięścią w stół?? Prezes, który jest na usługach UM? Nawet jak go wywalimy, to przyjdzie kolejny wskazany przez UM. Obrazisz się? nie przyjedziesz na mecz? Zaprotestujesz? To będzie jak najbardziej na rękę UM. Nie będzie musiał budować nowego stadionu, który i tak powraca jak bumerang przed wyborami. Słaba gra spowoduje mniejszą frekwencję i zainteresowanie więc dla kogo ekstraklasa? Sytuacja jest dramatyczna na chwilę obecną, gdyż zmiana piłkarzy nic nie da:( Najbardziej przykre jest to, że jesteśmy tak często oszukiwani, że niektórzy jeszcze wierzą(bądź do niedawna), że zmiana 4-5 zawodników pozwoli włączyć się o walkę w następnym sezonie. Niestety prawda jest bardziej brutalna.

  4. Avatar photo

    koleś

    13 maja 2016 at 23:12

    @kibic2 gdyby miasto chciało naszej śmierci, to nie dałoby jedną transzą 6 mln zł na spłatę długów i kilkunastu milionów w ostatnich kilku latach. Wiem, że długo czekamy na ekstraklasę, ale dopiero od roku nasza kondycja finansowa jest w miarę uporządkowana co pozwala nam myśleć o awansie. Dopóki jesteśmy w 1 lidze na prywatnego sponsora nie ma co liczyć, jesteśmy na łasce UM i nie pozostaje nam nic innego jak wierzyć w to, że UM nie chce nas wydymać.

  5. Avatar photo

    Tom

    13 maja 2016 at 23:16

    Dobry artykuł. Niestety wygląda to tak, że każdy kto do nas przyjdzie zostaje zarażony „bylejakością” – można grać na pół gwizdka bo presji (oprócz kibiców) tu nie ma.
    Od lat kisimy w tej I lidze a prezes wciąż się daję złapać na trybunie VIP jak gaworzy z piłkarzami z uśmiechem na twarzy…

  6. Avatar photo

    Kibic2

    13 maja 2016 at 23:27

    @Koleś wiesz co ja myślę? Miasto zaczęło się bawić w GKS Katowice z myślą, że szybko pojawi się jakiś inny partner do rozmów, w miarę jak sytuacja będzie stabilizować się. Niestety sytuacja jest z goła odmienna i to jest problem. Miasto raczej nie wywali kasy na awans, gdyż liga wyżej to wyższe wydatki, nawet jeśli Canal+ coś dorzuci. Jesteśmy skazani na miejsca 5-10 do usranej śmierci. Szczerze mówiąc myślę, że jeśli w ciągu kilku lat taka ilość kasy idzie na klub bez rezultatu, bez efektów sportowych, to ktoś powie dość i basta.
    ps Stadion skansen jak na warunki ekstraklasy:(((

  7. Avatar photo

    SKalpel

    14 maja 2016 at 05:28

    Do Koleś
    Zawodnikami którzy nie spełniają norm rezerwowych są jeszcze :
    – Duda , od dwóch sezonów bardzo słaby poziom , zawodnik na miarę II-III ligi
    – Wołkowicz , jeden lepszy mecz na rundę , tak jak Duda II- III liga
    – Szołtys , chłopak spalony albo posrany ? … w najlepszy wypadku wypożyczka do Poloni Bytom lub Nadwiślana , a może jego specyficzny sposób zachowania , da mu więcej radości z gry w bieszczadzkich klimatach, Czuwaj Przemyśl , Karpaty Krosno ?

  8. Avatar photo

    n.k.w.d.

    14 maja 2016 at 08:18

    Powiem krótko: Dziurowicz w grobie się przewraca jak widzi tą bylejakość.

  9. Avatar photo

    wdupia lacie

    14 maja 2016 at 10:13

    Jest powód do optymizmu, dzisiej w końcu 3 punkty

  10. Avatar photo

    Bartolo

    14 maja 2016 at 10:32

    Dwa sezony temu,za Kazika Moskala zespół na jesień wyglądał naprawdę niezle.Były duże nadzieje,że tym razem może się udać.Ścisła czołówka.Przychodzi wiosna.Pierwszy mecz na Sandecji mimo niezłej gry i walki przegrany 2-3.I przychodzi drugi mecz z Bytovią u siebie,pamiętacie?Przy stanie 0-0 mamy karnego,do piłki podchodzi Duda,krótka pogawędka z bramkarzem gości i lekki strzał w środek bramki.Kończy się 0-1 i totalnie odpuszczony mecz.Wtedy coś we mnie pękło.Póżniej szereg porażek,leci głowa kozła ofiarnego czyli trenera.Nie sądziłem,że może być jeszcze gorzej,a jest!Wiecie co,ja już nie wierze w nic,w przyszłym sezonie czeka nas spadek!Wspomnicie moje słowa.Za rok GieKSa spada do 2 ligi!!Miasto nie chce nam pomóc,chce nas tylko wydymać,wykorzystać jak dziwkę przy trasie DK1.A i przestańcie z tym Kamińskim czy Pielorzem,Frańczakiem.Oni są jak dla mnie pierwsi do wyjeb…

  11. Avatar photo

    kibic bce

    14 maja 2016 at 12:24

    Bardzo dobry artykul.
    Jest ch.. i tyle.
    Tu potrzena kogos z jajami od slonia.
    Do tego trzeba dorzucic reszte trenereow rocznikow mlodszych.

  12. Avatar photo

    Scifo

    14 maja 2016 at 12:50

    1. UM – nie jest zainteresowany lepszą GieKSą, bo wtedy trzeba zbudować stadion, może na 22 tys. a tak statystyki mówią, że chodzi średnio 1,5-2,5 tys. Można rozpisać kolejny konkurs, tak co by przed wyborami pokazać nowy projekt (perełkę na 8,5 tys).
    2. Cygan wykonuje polecenia UM, i ze spokojem prowadzi klub wielosekcyjny… można napisać o siatkówce, drużynie kobiet, przecież się dzieje… Prawie wszyscy są zadowoleni… w UM. Nawet na forum nikt nie śmie zarzucić prezydentowi złej woli, przecież dają kasę.
    3. Nie jest dla Was dziwne, że taki zawodnik jak Trochim nie chce grać w GieKSie? Wybrał Sandecję, dlaczego? Bo to jest walczak, który chce grać o wyższe cele a tu zobaczył, że gra się w ci.la. Zagrać jeden dwa lepsze mecze, potem marazm udawanie, że się chce, kasa się zgadza, polansować się w SCC.
    4 Jak już o nic nie gramy to inwestujmy w młodych. W drużynie powinna być grupa ok 5 młodych zawodników, którzy grają 2-3 w każdym meczu. Po ch.. ogrywać wypożyczonych zawodników, którzy po sezonie wrócą do swoich klubów?
    5. Nie ma świętych krów, grasz piach, to nie mieścisz się w składzie na następny mecz. Posiedzisz na trybunach, dostaniesz stawkę minimalną, to zrozumiesz, że to twoja robota.
    6. Wy..bać dla przykładu 1-2 zawodników, którzy obstawiają u buków. Obawiam się, że jest to całkiem duży problem.

  13. Avatar photo

    maxiu

    14 maja 2016 at 13:08

    scifo@ 1.Miasto nie bedzie budowac stadionu na 22 tys ani zadnej perełki na 8,5 tys jest juz konkretny plan stadion na 15 tys w pierwszym etapie 12 tys nastepnie jak bedzie potrzeba to kolejne 3tys. Juz jest zgoda wykupu dzialek od Chorzowa pod budowe.Wiec chyba cos sie w tym kierunku robi.
    2.Jezeli sie dostaje kase od miasta to chyba raczej nie mozna za bardzo kozaczyc na swój sposób.A co do siatkarzy i piłkarek to nie rozumiem dlaczego tymi sukcesami mielibyscmy sie nie chwalic.
    3.Trochim poszedl grac do Sandecji z powodów rodzinnych (podobno choroba ojca) cały czas deklaruje ze jak sie wszystko ulozy chetnie wroci do GieKSy.
    4.Nie inwesujemy w mlodych?? Szołtys,Szymański,Curyło,Sawicki??
    z tymi 4 punktami sie nie zgadzam ale z punktami 5 i 6 zgadzam sie w 100%

  14. Avatar photo

    lukasz

    14 maja 2016 at 14:59

    Mozna pisac o zmienach 9-10 zawodnikow ale ja sie spytam za co ? 10 zawodnikow gwarantujacych jakas tam jakosc – lepsza od tej ktora jest – to wydatek nawet jak na 1 lige astronomiczny. 10 zawodnikow w tym napastnik ktorego w Polsce naprawde ciezko znalezc i zachecic do gry w takim klubie jak nasz (prawdziwego GKS-u pamieta niewielu). Jestem zdania ze przecietnosc to drugie imie wiekszosci z obecnych pilkarzy i nie zgadzam sie z opinia aby Pilorz, Leimonas, Iwan, Wolkowicz, Duda, Kaminski mogli byc brani pod uwagew grze na nastepny sezon, ze moga zaskoczyc i walczyc o awans. Oni sa w klubie na tyle dlugo ze przecietniactwo maja we krwi i jak najszybciej nalezy sie z nimi pozegnac. Pamietajcie ze nowe nie znaczy lepsze – ile razy przerabiane to bylo ? Jesli rzeczywiscie jest tak ze zalezy im (pilkarzom, zarzadowi, trenerom) na awansie to niech oddzadza pilkarzy w rece psychologow. Wszystko bylo przerabiane: zmiany, wymiany, wietrzenia szatni… moze czas zaczac tlumaczyc pilkarzykom na czym polega zawod pilkarza i wogole sport ZAWODOWY. Bo z profesjonalizmem u nas cienko, zeby nie powiedziec ze takie pojecie jest obce naszym pilkarzom. Piszecie o zmianach jakby to byl pilkarski manager – to tak nie dziala, podobnie jak to ze trenera po kilku misiacach pracy nie ma z czego rozliczac. Gdzie tu logika skoro zaraz po przyjsciu bylo niezle a im dalej w las jest gorzej ?? Brzeczek to jeszcze stara szkola i wydaje mi sie ze jest przerazony whujawaleniem jakie ujrzal w tej rundzie przez naszych pilkarzy. Za jego czasow pewnie chlalo sie przed meczem ale wtedy kazdy zapierdalal na boisku tak ze nie bylo tego widac. Teraz wiekszosc pilkarzy (nie wszyscy !!!) to po prostu slabi mentalnie i fizycznie amatorzy ktorym nie chce sie pracowac a ktorym wystarczy to ze graja co seozn wlasciwie o nic. Po jakims czasie reszta tych ktorzy sa ambitni i chca rownaja do dolu a dlaczego ? Bo dryzyna to jeden organizm jesli jeden w ofensywie sie stara a dwoch ma wyjebane to w koncu tego jednego tez dopada zniechecenie – bo ile mozna biegac i walczyc skoro reszta stoi. Tu glownym problemem jest podjescie do samego zawodu – jak napisal Shellu – GKS ma opinie fajnego klubu w ktorym spokojnie mozna pograc zarobic a sie nie narobic, a wszystko pod plaszczykiem walki o awans … Zarzad jesli chce musi zmienic ale na pewno nie 10 pilkarzy bo na to nie stac nawet czolowych druzyn. Pozbyc nalezy sie tych u ktorych jak pisalem przecietniactwo stalo sie norma w zamian za nich poszukac po prostu pilkarzy rokujacych i ambitnych.

  15. Avatar photo

    1964

    14 maja 2016 at 18:16

    Panowie jest progres!3-0 z dolcanem!Myślałem że będzie pierwszy remis w tej rundzie dolcanu,który i tak na dzień dzisiejszy ma więcej strzelonych bramek!A tak na serio!brawo dla autora tekstu!Wszystko i na temat!

  16. Avatar photo

    jaro

    14 maja 2016 at 20:41

    czy to nie dziwne(podejrzane) gdzie są prawdziwi piłkarze-wojownicy: trochim,garnek,wróbel,napierała itd. wychujali ich bo co bo im zależało? bo zapierdalali jak male moto CAŁY CZAS ROBIĄ NAS W CIULAAA I MY TO MUSIMY ZMIENIC albo to bedzie tak trwac do usranej smierci!!!!!!!!!!!!!!!

  17. Avatar photo

    fanclub dortmund

    14 maja 2016 at 22:03

    dobry artykul wreszcie solidna analiza calosci jaka nas otacza…prawda jest przerazajaca….w przyszlym sezonie bedzie bardzo ciezko awansowac…wiadomo jakie cisnienie bedzie w gorniku ,nie wiadomo co z bielskiem ..ale z nimi mielismy zawsze ciezko…co bedzie jak w zaglebiu opanuja kryzys i znowu nam wpie…a..niestety moim zdaniem trener Brzeczek juz u nas nie odpali…jeslinie umie zmobilizowac druzyny do walki teraz..nie uda mu sie to w przyszlosci…a na dzien dzisiejszy my nie istniejemy na boisku…ogadanie meczow Gieksy to mordega…naprawde patrzac obiektywnie to Rozwoj walczy i prezentuje sie lepiej a graja za 1/5 stawki niz nasi…frekwencja dramat za chwile Polsat przestanie nas pokazywac bo nie bedzie czego ..gra koszmar i ludzi 1500…to inne kluby z glebokiej wsi maja tez…plakac sie chce ale niestety pilkarska polska nas zaczyna juz zapominac..i bedzie nam bardzo ciezko sie odbudowac rowniez pod wzgledem zdobycia nowych kibicow chcacych miec za wzor sportowca pilkarza z Gieksy…jak my mielismy Furtoka Koniarka Jojke Sputa Swierczewskiego Ledwonia Piekarczyka Kubisztala Nawrockiego itd….kogo mlodzi dzis maja miec za wzor?????wybaczcie ale nie widze zadnego…moze Budzilek,bo byl naprawde dobry…ale byl i sie zbyl ..Rakelas??GRAL WALCZYL ale widac ze nie mial z kim grac,bo jak odpalil w Craxie to dzis zarabia miliony..widac tam mial z kim pograc

  18. Avatar photo

    Włodek

    14 maja 2016 at 22:23

    KUrWA zgadzam sie z Jaro I BvB 09 i z kazdym MACIE RACJE . tzn że zas bydzie ciulnia u nas , szpile o nic itd itp..jak to juz ktos powiedział całkiem niedawno „nikt normalny na to nie jezdzi „.
    coż więc do zoba …

  19. Avatar photo

    maxiu

    15 maja 2016 at 09:50

    jaro@o czym ty piszesz?? Trochim Sandecja Wrobel Rozwój Gancarczyk Odra Opole Napierała koniec kariery jest asystentem trenera w Rezerwach GieKSy. Z w/w zawodników tylko mi szkoda Trochima ale to rodzinne kłopoty sprawiły ze odszedł z GieKSy a nie jak piszesz jakies ciulanie!! Po Wróblu jechaliscie jak po dzikiej Swini jak gral u nas.Dzieki takim kibicom jak ty to nie ma stadionu nie ma grajków itp!! Pierwszy projekt stadionu na 16,800 tys sie wam kurw..a nie podobal bo musi byc 23 tys zawodnicy tacy jak Wrobel,Pitry,Dudzic,i inni tez sie wam nie podobali wiec czeba wypierdoli…c a teraz wielki lament ze nikt nie chce grac u nas!! Zastanów sie dlaczego?? Przez takich kibiców jak TY!! Ktorzy maja zero wiedzy na temat ale sie wypowiada!!

  20. Avatar photo

    Stefan

    15 maja 2016 at 20:51

    Całe pisanie jest nic nie warte jeśli nie będzie prezesa który weźmie odpowiedzialność za klub w całości od aspektu sportowego po organizację , szkolenie ,frekwencję ,otoczke wokół klubu , oraz wyciaganie konsekwencji wobec jawnego grania w ciała.Narazie to nie ma nikogo takiego kto odpowiada ,bo Cygan moze stał kiedyś koło takiej osoby.Pytanie na koniec kto z Was wsadzilby np. 7 mln. i zostawił klub obecnemu prezesowi?

  21. Avatar photo

    jo

    15 maja 2016 at 22:22

    z tymi ciulami predzej spadnymy jaj awansujemy. robia nos w ciula. mecze odpuszczaja kase maja co miesiac jeszcze pewnie w zakladach graja. pitrego i wrobla wyjebali pojebany zarzad kurwa.rozpierdola ich som kurwa bo mom juz tego dosc. nikt nie bydzie lazil po boisku w tych barwach i kaleczyl. wola zeby juniorami grali w 4 lidze niz te ciule kaleczyli w 1lidze. moga przegrac ale po walce a nie lazic po boisku. u nos nikt nie miol kontuzji bo te chuje walczyc nie umia panienki jebane. bo sie jednej cipie czy drugiej ała stanie.chyba byda im musiol pokozac co to jest walka na boisku kurwa

  22. Avatar photo

    jo

    15 maja 2016 at 22:25

    i kurwa od nowego sezonu widza zapierdalanie i byda wom kurwa tetno po meczu mierzyl bo wyscie sie nawet nie zmeczyli w tym sezonie pajace w zodnym meczu. mocie tak zapierdalac ze do szatni na kolanach bydziecie schodzic bo wos naucza szacunku kurwa.jak nie mocie zamiaru zapierdalac to wypierdalac. bo nie byda juz nic pisol tylko wom to wytlumacza inaczej

  23. Avatar photo

    Irishman

    16 maja 2016 at 10:59

    Faktycznie wygląda to fatalnie. Ja jednak twierdzę, że nawet tych pięciu nowych i naprawdę dobrych, ambitnych graczy może spowodować, że i reszta zacznie grać lepiej. Spójrzcie na „sezon hamulcowych”. Jak na drużynę wpłynęło 3-4 zawodników (na jesieni in-plus na wiosnę in-minus). Gdyby teraz przyszło nawet tych 4-5 dobrych, ambitnych zawodników to wraz z Goncerzem, Praznovskym, Burym (o ile będzie mu się chciało) to jest 7-8 zawodników. Przecież ta Arka w tym, czy Nieciecza i Łęczna w poprzednim sezonie nie mieli 11 rewelacyjnych, lepszych od innych I-ligowców zawodników. Tu wystarczy mieć naprawdę silny trzon drużyny, a reszta za nim pójdzie, dostosuje się.

    Tylko niestety ja się obawiam po pierwsze, czy my jesteśmy w stanie tych 5 dobrych zawodników zakontraktować, a po drugie czy trener Brzęczek jest w stanie to ogarnąć. Niestety nasz trener coraz bardziej wygląda na człowieka, który jakby tracił kontrole nad drużyna. Aczkolwiek postawa drużyny w drugiej połowie meczu z Chojniczanką oraz rezerw w meczy z Grodźcem (w dziewięciu!) jest dla mnie takim MALUTEŃKIM światełkiem w tunelu. Może trener walnął w końcu w szatni pięścią w stół i może do niektórych WRESZCIE dotarło, że żarty się skończyły??? Zobaczymy, co będzie dalej w tych 3 naprawdę trudnych meczach I drużyny i końcówce sezonu rezerw. Tak czy inaczej bez angażu co najmniej 4-5 zawodników porównywalnych poziomem do Praznovskiego nie mamy co się łudzić, że będziemy walczyć za rok o tej porze o awans.

  24. Avatar photo

    lukasz

    16 maja 2016 at 16:09

    Najbardziej zenujacy sa Ci ktorzy wypisuja teraz zle ze nie ma juz Wrobla, Pitrego itd … najlepiej zwalic na zarzad, a prawda jest taka – jak juz napisal maxiu – ze na forum az kipialo od agresji w ich kierunku. Puknijcie Wy sie w czolo i zacznijcie myslec. Wiecznie tylko teorie spiskowe i zycie tym co bylo 20 lat temu. Kto Ci bedzie zapierdalal za 5 tysiecy jak inny klub da 8 ?? Albo trasie sie do zawodnikow i zaszczepi w nich ducha walki, chec i ambicje na osiagniecie jakiegos celu albo bedziemy w kolejnych latach „emocjonowac” sie meczami w 1 lidze …

  25. Avatar photo

    Kibic2

    16 maja 2016 at 18:24

    @lukasz piszesz „Kto Ci bedzie zapierdalal za 5 tysiecy jak inny klub da 8 ??” Słuchaj jeśli już idziemy takim tokiem myślenia, to dziwię się im, że nie chcą dobrą grą wypromować swojego nazwiska. Skoro twierdzisz, że 5 kafli mało to powiedz nam co oni robią żeby to zmienić? Odpowiedź brzmi NIC i grają piach aż oczy krwawią. Dzisiejsza piłka daje takie możliwości zarobkowe a pomimo to nikt z naszych nie stara się schylić po większe pieniądze, które leżą na chodniku. Im się po prostu nie chce a to może oznaczać, że u nas aż tak źle nie płacą;) jak na pierwszą ligę. Być może wychodzą z założenia, że przejście do innego klubu wcale nie zyskają finansowo a tak będą musieli zapierdalać bo jest prywatny właściciel. Natomiast u nas jak u Pana Boga za piecem 🙂
    p.s .zastanawiające jest to, że piłkarze w chwili obecnej robią wszystko aby za kilka lat nikt o nich nie pamiętał lub pamiętał jako tych, którzy grali antyfutbol.
    Zawsze myślałem, że niektóre porażki u każdego człowieka wywołują chęć rewanżu, zemsty ale widać u naszych piłkarzy jest inaczej. Nasza drużyna to pewnie dobry temat dla socjologów.
    Ciekaw jestem co odpowiedzieliby nasi piłkarze gdyby zadać im pytanie – „Przypomnij sobie sytuację, w której dążyłeś do celu i udało
    ci się go osiągnąć. Opisz tę sytuację.”

  26. Avatar photo

    Berol

    16 maja 2016 at 19:17

    problem u nas jest w tym że tu nie chodzi nawet o samych piłkarzyków lecz po prostu o przyzwolenie i akceptacje z góry po prostu chyba pasuje wielu wpływowym osoba by nasza Gieksa grała to co gra czyli mega przecietniactwo w słabej 1 lidze nawet jak ktos do nas sensowny przychodzi gra pare fajnych meczy potem równa do padaki reszty i o dziwo jak ktos od nas idzie w innych klubach znów gra….. czyli sprawa jest prosta u nas jest ogólne przyzwolenie na granie w chuja po prostu pasuje bysmy byli przecietniakiem słabej 1 ligi tu nie ma ambicji by cos osiagnac lecz tylko wegetowac moze nas trenowac nie wiem kto nawet nic to nie da piłkarzyki jak tylko dostana przyzwolenie ze moga grac w chuja to nie beda sie starac wypłata na koncie i tak co miesiac sie zgadza choc dla mnie to dziwne podejscie bo nawet jak jakis najemnik w dupie ma barwy i swój honor bo go jednak oglada pare tys ludzi to jednak kariera piłkarza trwa krótko i dziwne ze nawet jak ktos leje na wszystko nie chce sie sam chocby wypromowac by cos w w karierze osiagnac dziwne to….

  27. Avatar photo

    Jacaa64

    16 maja 2016 at 23:39

    Gancarczyk, Wróbel, Pitry, Napierała ! Walczaki których pozbyliście się z klubu !To byli Piłkarze którzy dawali jakość na boisku ! Było na co popatrzeć ! aż się chciało przychodzić na mecze ! teraz to jest żenada i wstyd że takie grajki jak np wolkowicz, kaminski, flis, Zahorski, bębenki grają GieKSie !

  28. Avatar photo

    Misiek

    17 maja 2016 at 03:25

    A po jaką cholerę żeście Panowie krzykacze spuścili klub do 4 ligi. W 4 snuli baśniowe opowiesci o awansie w 4 lata. Inni mają większe długi i grają w ekstraklasie.

  29. Avatar photo

    Irishman

    17 maja 2016 at 10:44

    Nie ma to jak sobie pamiętać albo dostrzegać jedynie to co się chce. Niestety prawda jest bardziej złożona.

    @Berol, może coś w tym jest, że u nas jest jakby jakieś przyzwolenie na dziadostwo? Trochę jakby w takim PRL-owskim przedsiębiorstwie, gdzie obowiązują dwie zasady: „czy się stoi czy się leży…” i „jedenaste przykazanie – nie wychylaj się”. I przykład idzie chyba z góry. Wojciech Cygan był świetnym prezesem na lata kryzysu. On potrafił zmotywować piłkarzy, aby uratowali klub od spadku pomimo, że brakowało na podstawowe rzeczy, że nie płacono na czas. Musiał być takim bardziej kumplem niż szefem. Wyszło to pięknie. Ale teraz niestety są inne realia, inne i oczekiwania, no i też metody muszą być inn, a tu pan Wojciech nie sprawdza się.
    Ale też nie jest tak do końca, że każdy kto od nas odchodzi gra świetnie. Większość naszych byłych zawodników zaczepiło się gdzieś w słabych I-ligowych albo w II-ligowych klubach. No i być może tam się sprawdzają ale z całym szacunkiem nie porównujmy ich poziomu do poziomu
    do naszej GieKSy. Zostaje Pitry, Fonfara – ale czy oni tam grali świetnie cały sezon, czy byli wiodącymi zawodnikami? Nie, zdarzyło im się zagrać kilka dobrych meczów… czyli tak jak u nas.

    @Jacaa64, no faktycznie! Szczególnie dwa lata temu na wiosnę, to walczyli, że było na co popatrzeć! A na trybunach pełno było kibiców wiwatujących, gdy oni… błyskawicznie zaprzepaszczali szansę na awans. Chłopie, przypomnij se – oni zagrali faktycznie dobrze przez dwa miesiące w całym sezonie! To wszystko na co ich było stać.

    @Misiek nie wiem do kogo adresujesz te pretensję. Jeśli nie pamiętasz to Ci przypomnę, że klub popadł w ogromne długi gdy prezesem był młody Dziurowicz. I to były długi i wobec piłkarzy i wobec ZUS-u oraz Skarbówki. Nie mieliśmy znikąd, żadnej pomocy, a długi były tak duże, że nie mieliśmy żadnych szans na otrzymanie licencji na ekstraklasę, a pewnie na I i może nawet na II ligę też nie! Jeśli masz na myśli Stowarzyszenie kibiców, to tylko dzięki nim w ogóle jeszcze istniejemy. Oni nas uratowali, to dzięki nim zaczęliśmy w III lidze ale za to bez bagażu długów, które gdyby zostały, to w końcu by nas pociągnęły na samo dno. Zgodzę się jedynie, że przez w I lidze znów nie było różowo i długi znów zaczęły rosnąć gdy rządzili klubem. Ale potem po raz drugi go uratowali gdy przeciwstawili się Królowi. No, a chyba pamiętasz jak skończyła Polonia Warszawa pod jego rządami?!

  30. Avatar photo

    kibic bce

    17 maja 2016 at 20:03

    Koledzy po co wy sie wadzicie.
    Zrobic tak jak w Baniku. Wyp… Starych( zostawic tylko Gonza, Burego, Praznovskiegi i Wierzbickiego) wziac przesunac z rezerw zawodnikow uzupelnic kilkoma mlodszymi rocznikami i git. Sciagnac 2-3 bardzo doswiadczonych aby mlodzi sie uczyli i tyle.
    Okaze sie wtedy jak to sie pracuje z mlodzieza u nas w klubie.
    Dziekuje.

  31. Avatar photo

    Kibic2

    17 maja 2016 at 20:25

    „I GKS znowu będzie budowany od nowa, znowu skończy w połowie stawki i znowu w następnym sezonie będzie liczył na awans. I tak w koło Macieju….Na przykładzie Katowic widać zasadność tego, co mówią wszyscy ci, którzy zafascynowani są klubami typu FC Basel, Sparta Praga czy Ajax Amsterdam. Sukcesu nie da się zbudować samymi chęciami, tylko trzeba go sobie wypracować od dołu, budując struktury. Ale tego przy Bukowej nie zobaczymy jeszcze przez długie lata. W końcu ekstraklasa albo śmierć”.

    Stare, prawdziwe i jakże aktualne:((

  32. Avatar photo

    pawelas197

    18 maja 2016 at 14:14

    do awansu trzeba kilku sezonow bodowa druzyny to nie chop i juz jest trzeba to robic kilka sezonow dobieranie odpowiednich zawodnikow na dana pozycje wzmacnianie co sezon a u nas co roku czystka i druzyna sie musi zgrywac od nowa tak sie nie da zrobic awansu ktos kto sie zna choc troche na fusbalu wie ze to walenie nas w ciu..a co sezon przyklad termaliki grali kilka sezonow ocierajac sie o ekstraklase az w koncu weszli panowie nic z tego nie bedzie nawet sie nie ma co ludzic nie z takim podejsciem zarzadu

  33. Avatar photo

    furti

    18 maja 2016 at 14:31

    zgnijymy w tej lidze. stadionu tez sie nie doczekomy. wszyscy nos robia w chuja. taki nasz pojebany los chopy.

  34. Avatar photo

    CIErPLIWY

    18 maja 2016 at 20:47

    Ja tam daje im jeszcze 12 miesięcy.potem idę do samego prezesa i na pluje mu w ten jego tłusty ryj.serio !

  35. Avatar photo

    Irishman

    18 maja 2016 at 22:06

    @pawelas197 masz racje z tym, że drużynę trzeba budować systematycznie. Ale zauważ, że ta drużyna właśnie jest budowana na nowo od dwóch lat. Jasne, że po tej rundzie chciałoby się ich wszystkich wywalić – nawet Goncerza i Praznovskiego. Ale nie tędy droga. Jak dla mnie oni mogą wszyscy zostać tylko trzeba ich konkretnie wzmocnić na kilku kluczowych pozycjach. Uważam, że 4-5 takich przemyślanych, konkretnych wzmocnień pozwoli reszcie, która już jest pokazać znacznie lepszą jakość.

  36. Avatar photo

    Greg

    19 maja 2016 at 01:09

    Niech Cygan wkoncu ruszy kasa bo znowu będzie wielki huj kuchta odchodzi flis tez wraca kurwa czy on nie rozumie ze mamy słaba drużyne nie nadająca sie na awans zeby chcieć potrzeba transferów bramkarz 2 obrońców min 3 pomocników napastnik

  37. Avatar photo

    Scifo

    19 maja 2016 at 01:49

    @Maxiu
    1. Jeżeli jest plan budowy stadionu to proszę wrzuć linka, chętnie go zobaczę. A może projekt też już widziałeś? Ja widziałem kilka projektów, pierwsze jeszcze za Uszoka, na które trzeba było czekać ok 3 lat i poszły do kosza…
    Nie ma planu ani projektu budowy stadionu a jedynie powstał zespół ds. przyszłości Bukowej! W tym roku jest na ten cel 2,3 mln zł i może zostanie rozpisany konkurs… Taka jest prawda kolego i nie zaklinaj rzeczywistości, bo w tym roku nie zobaczymy nic.
    Ręce mi opadają jak czytam, że „już jest zgoda na wykup działek”, naprawdę już? A gdzie jest ta zgoda i jaką ma postać, co z niej wynika? Nic? Czyli kolejna pusta deklaracja miłościwie nam panującego prezydenta.
    W jakim kierunku się coś robi, ile to trwa? Tychy zaczęły myśleć o stadionie później od nas, a od zeszłego roku grają na nowym, pięknym stadionie na 15,3tys (to więcej niż UM Katowice planuje docelowo).

    2. Jeżeli UM daje kasę, to szachuje. Nie można wyrażać opinii, bo to kogoś w UM dotknie. Płacę podatki w Katowicach i będę głośno mówił czego oczekuję. Dla mnie najważniejsza jest piłka nożna, potem hokej. Nie mam nic przeciwko innym dyscyplinom, pamiętam jak zapaśnicy GKS każdego roku dominowali polską ligę i wtedy byłem dumny. Uwielbiam wszystkie gry zespołowe, handbal, siate ale wolałbym, żeby najpierw piłkarze zagrali w ekstraklasie. Teraz robimy dużo ale byle jak, trudno szukać dyscypliny gdzie się liczymy (Katowice).

    3. „Trochim poszedł grac do Sandecji z powodów rodzinnych”, może masz rację. Fakty są takie, że odszedł zawodnik, który na boisku zostawiał serducho i za to go ceniłem, wielka szkoda. Nie widzę innego zawodnika w GKS, który gra z takim zaangażowaniem jak Wojtek.

    4. „Nie inwesujemy w mlodych??”
    Zupełnie nie zrozumiałeś, o co mi chodzi. Aktualnie nie gramy o nic więc warto dać szansę młodym zawodnikom. Szołtys (19 lat) gra w miarę regularnie pewnie dlatego, że przepisy wymuszają grę młodzieżowca. Szymański ma 23 lata więc tylko w polskiej lidze może być młodym obiecującym. Sawicki wystąpił chyba w końcówce jednego meczu, więc trochę mało. Curyło nie wystąpił, w ani jednym meczu, podając jego nazwisko potwierdzasz jedynie to co napisałem wcześniej. Można dorzucić kilku innych (Kostępski, Juraszczyk) którzy są w drużynie ale nie grają!

    U pachnących inaczej, w ostatnich meczach wystąpił 16 letni Bargiel…

  38. Avatar photo

    furti

    19 maja 2016 at 13:50

    litwin powiedziol ze walcza o 9 punktow.ty sie leimonas pierdolnij w leb kurwa pajacu i co kurwa mom sie cieszyc ze bydziecie walczyc?teraz walczycie? wy kurwa walczyc nie umiecie. te kurwa wypowiedzi mnie tak wkurwiaj jak oni to nie walcza. komu wy chcecie oczy mydlic kurwa jak wyscie sie w zodnym meczu nie zmeczyli. przyda na trening i zoboczycie co to jest walka a nie grac jak panienki.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Legia Warszawa kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Legia Warszawa to ekipa, której nie trzeba nikomu w Polsce przedstawiać. Również godnie reprezentują rodzimą scenę kibicowską na arenie międzynarodowej. Regularna gra w Europie oraz fenomenalna forma ultrasów sprawiły, że są doceniani przez ekipy z całego świata oraz jednocześnie nienawidzeni przez struktury UEFA.

Są prekursorami polskiej sceny kibicowskiej, organizując wszystko już w latach 70. W 1970 roku podejmowali Feyenoord Rotterdam i zobaczyli na własne oczy przyjazd kilkuset Holendrów wyposażonych w takie gadżety jak trąbki, szale, czapki i flagi. W tym dniu zadebiutowała także gazeta klubowa „Nasza Legia”, która na przestrzeni lat stała się fenomenem i wzorem do naśladowania dla innych klubów. W połowie lat 70. na Legię potrafiło przychodzić średnio kilkanaście tysięcy widzów, z czego na samą Żyletę około 2000 osób. Fani CWKS nie dość, że zaczęli jeździć na wyjazdy po całej Polsce, to od strony chuligańskiej stali się prekursorami obstawiania dworców kolejowych i atakowania ekip przyjezdnych lub przejeżdżających przez stolicę.

W tamtych latach dorobili się zgód z takimi ekipami jak: Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Zagłębie Sosnowiec, Ruch Chorzów i Lechia Gdańsk. Z perspektywy czasu niektóre zgody brzmią niewiarygodnie (szczególnie ta z Ruchem), ale takie były wtedy realia. Sposób zawierania sojuszy był zupełny inny niż znany obecni. Niektóre relacje zostaną później odnowione i nabiorą powagi, a pozostałe przepadną i często przekształcą się w kosę.

W 1980 roku Legioniści rozegrali finał Pucharu Polski w Częstochowie ze znienawidzonym Lechem Poznań. Jadąc w 2000 osób mogli liczyć na wsparcie Śląska, Pogoni i Zagłębia okupując wszystkie knajpy w mieście od porannych godzin. Przyjazd kibiców Kolejorza w sile… 6000 (!) osób doprowadził do potężnych burd w mieście. Skala awantury przerosła wszystkich – skończyło się na co najmniej kilkudziesięciu osobach w szpitalu, w tym kilku w ciężkim stanie. Do dzisiaj niektórzy mówią, że ofiary śmiertelne zostały zatuszowane przez władze.

W późniejszych latach 80. fani Legii jeździli już składem nastawionym na przygody. Byli wszędzie znienawidzeni do tego stopnia, że miejscowe ekipy potrafiły zawierać jednodniowe sojusze byle obić Legię.

Legioniści mieli w tamtych czasach także zgody z Radomiakiem Radom i Motorem Lublin.

Ciężko to nazwać zgodą, ale fani Legii mieli bardzo dobre mieli nastawienie do… Manchesteru United, wspierając w 1980 roku Anglików podczas meczu z Widzewem w Łodzi. W 1991 roku rozegrali między sobą mecz w ramach Pucharu Zdobywców Pucharów i przyjezdni zostali ciepło przyjęci przez CWKS. Jeszcze w 1998 roku część fanów Legii, która sympatyzowała z Czerwonymi Diabłami, wsparła United na w Lodzi, ale tym razem na meczu z ŁKS. Do Miasta Włókniarzy przyjechało 700 kibiców z Anglii, a Legia zawitała w 100 osób. Rodowici Łodzianie przygotowali komitet powitalny na Kaliskiej i tam doszło do starcia.

Legia jeszcze miała zgodę czy kontakty, naprawdę ciężko to dzisiaj właściwie nazwać, z Juventusem Turyn. Ekipa Clan ’06, zrzeszająca fanów Juve z Rzymu, była głównym „odbiorcą” tych relacji, ale wzajemne odwiedzanie również nie przetrwało próby czasu. Wydaje się, że relacje powstały głównie poprzez ADO Den Haag, które z Juve trzyma od 1988 roku.

Lata 90. to chuligańskie el dorado w całej Polsce, a Legia walczyła o palmę pierwszeństwa rywalizując z kilkoma innymi czołowymi ekipami. Przyjazd Legii na Górny Śląsk zawsze był wyjątkowy, bo o ile prawie wszystkie śląskie ekipy wzajemnie się nienawidziły, to Legia miała taką „magię” w sobie, że czasem dochodziło do jednodniowych paktów. Atrakcją naszych spotkań było także Zagłębie Sosnowiec, które wspierało Legię, a na Górnym Śląsku było i jest znienawidzone (ze wzajemnością).

Nie inaczej bywało na meczach kadry. W tamtym okresie reprezentacja Polski rozgrywała swoje domowe spotkania także w Zabrzu i pojawiała się na nich Legia z Zagłębiem. To właśnie na takich pojedynkach Górnik Zabrze i Ruch Chorzów potrafili przybić zgodę pod nazwą „Śląska siła”.

Chuligani Legii byli oczywiście aktywni, kiedy mecze reprezentacji rozgrywano w Warszawie, szczególnie dużo działo się, kiedy pojawiała się koalicja ALC (Arka, Lech i Cracovia).

Dochodziło także do walk wszystkich ekip z policją, np. podczas pojedynku z Czechami. Rodzima scena chuligańska miała już taki rozgłos, że „Pepików” reprezentował praktycznie sam Banik Ostrava, bo pozostałe ekipy wystraszyły się wyczynach Polaków w Ostrawie.

Mecz z Anglią w 1999 roku na Stadionie Legii był jednym z ważniejszych w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Został wtedy obalony mit, że Synowie Albionu rządzą i wyjaśniają wszystkich. Umówiona została walka z polskimi chuliganami (głównie Legia, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Kraków i Lechia Gdańsk) w Parku Saski, którą Brytyjczycy przegrali.

Chyba każdy w Polsce zdaje sobie sprawę z siły Legii w dziedzinie ultras. Opraw Żyleta miała co nie miara, ale prezentacja „Witamy w piekle” na meczu z Widzewem Łódź „przebiła sufit”. Wtedy rozkwitał w kraju ruchu ultras, a Legia zaczęła w tym rzemiośle wszystkim odjeżdżać. Uprawę tworzyła grupa „Cyberfani”, którą w 2005 roku zastąpili Nieznani Sprawcy.

Obecnie jedyną zagraniczną zgodą Legii jest holenderskie ADO Den Haag. Relacje powstały niewinnie, bo w 1983 roku jeden z holenderskich kibiców zaczął korespondować z fanem Legii. Jednym z bardziej pamiętnych momentów był wyjazd fanów Legii do Utrechtu w 2002 roku w ramach europejskich pucharów. ADO wsparło swoją zgodę, a gospodarze przywitali Legię „Fuck Poland”, co przełożyło się na atmosferę na trybunach i próbę starcia. W 2010 roku zorganizowano towarzyski mecz Legii z ADO dla stołecznego kibica Wojtka, który zapoczątkował relacje obu ekip.

Aktualnie Legia ma trzy zgody w Polsce – Zagłębie Sosnowiec, Olimpię Elbląg i Radomiak Radom.

Z Sosnowiczanami zgoda miała początek w połowie lat 70., ale po spadku Zagłębia sztama przepadła przez brak kontaktów. W 1991 roku w Piotrkowie Trybunalskim podczas finału, kiedy drugi raz w historii sięgnęliśmy po Puchar Polski, zgoda Legii i Zagłębia została oficjalnie odnowiona i trwa do dzisiaj. Legia próbowała pogodzić Pogoń i Zagłębie, co przerodziło się w chwilową sztamę, ale dość szybko zmieniło się w trwającą do dziś kosę między tymi dwiema ekipami. W 2013 roku Pogoń wspierała Legionistów na prestiżowym wyjeździe w Rzymie i doszło do sytuacji, która zaważyła o końcu starej sztamy. Zaczepki „Double Trouble” (Zagłębie i BKS Stal Bielsko-Biała) w stronę Portowców i bierność stołecznych fanów sprawiły, że Pogoń poczuła się niechciana i zakończyła relację z Legią. Po obu stronach pilnowano, żeby rozstać się z szacunkiem i nie przerodzić tego w kosę, ale MKS obierając drogę ku WRWE kupił „bilet w jedną stronę”. Od tego momentu Legia ma z Pogonią kosę. Kończąc temat Zagłębia warto odnotować, że w tym roku będą oni świętować 35-lecie zgody z Legionistami.

W połowie lat 80. Legionistom kilka zgód odpadło. Starą zgodą Lechii była Olimpia Elbląg, z którą trzymali się od lat 70. Równolegle od połowy lat 70. kibice Lechii mieli sztamę z Legią i naturalnie pojawiły się pozytywne relacje Olimpii z CWKS-em. Po upadku piłkarskiego ZKS-u fani Olimpii jeździli do Warszawy prywatnie, ale część odpuściła, ponieważ nie chciała być postrzegana jako FC Elbląg. W starych zinach Legii można było o nich tak przeczytać (tak ich wtedy postrzegano), a niektórzy przedstawiali ich także jako…Polonię Elbląg, ponieważ klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Po 2000 roku wszystko wróciło do normy i zostało przypieczętowane zgodą. Olimpia wspierała Legię najliczniej, kiedy do stolicy przyjeżdżał Stomil Olsztyn lub w momentach, kiedy Legia wybierała się na Warmię. W Sosnowcu zgoda Olimpii i Zagłębia została oficjalnie ogłoszona w 2004 roku, ale kontakty trwały już wcześniej.

W sezonie 1984/1985 Radomiak zawarł zgodę z Legią, jadąc do stolicy w 1000 osób. Przyjaźń nie przetrwała ze względu na ostatnią kolejkę sezonu, w której Legia zremisowała z Pogonią Szczecin, przez co Portowcy utrzymali się w elicie a Warchoły spadły z ligi. Były wtedy takie realia, że wynik na boisku miał wpływ na kibicowskie relacje. W 1994 roku Radomiak próbował ponownie nawiązać sztamę z Legią, ale kością niezgody była Pogoń, z którą Legioniści kilka miesięcy wcześniej odnowili zgodę. Potem fani Radomiaka związali się jedynie układem chuligańskim z GKS-em Bełchatów i Stalą Rzeszów, ale czas zweryfikował, że do siebie nie pasowali i relacje zostały zakończone. Okres bycia osamotnioną ekipą nie oznaczał, że stali w miejscu. Klub piął się w górę i grał na zapleczu Ekstraklasy, a dzięki temu, że polska scena kibicowska się mocno rozwijała, to dorobili się solidnych fan clubów, takich jak: Polonia Iłża, Proch Pionki czy Szydłowianka Szydłowiec (wszystkie już wymarły), które w swoim „primie” mocno się udzielały w regionie i rywalizowaly z koalicją Broni Radom i Powiślanki Lipsko. Wiosną 2016 roku Radomiak zawarł układ chuligański z Legią, a jesienią 2017 roku podczas meczu Radomiak – Siarka Tarnobrzeg ogłoszono, że Radom i Warszawę łączy sztama.

Kończąc wątek zgód Legii należy podkreślić, że pod Legią przez cały okres działalności przewinęło się lub trwa do dnia dzisiejszego kilkadziesiąt ekip, które im podlegają, dzięki czemu kontakty Legionistów sięgają całej Europy. Takim klubem jest między innymi Olimpia Warszawa, która od 2005 roku ma zgodę z Olimpiją Lublaną, która składem w 50 osób wsparła Legię na meczu z NK Celje. Ogólnie wszystkie ekipy z Mazowsza, nie licząc Wisły Płock i Polonii Warszawa, to składy pro Legia. Był okres, że niektóre z nich miały między sobą wojnę, ale Legia odgórnie to wyhamowała i… „zanudziła” scenę z Mazowsza.

Nasza piłkarska i kibicowska rywalizacja jest bardzo długa. Swój pierwszy mecz w Katowicach rozegraliśmy już jesienią 1965 roku i wygraliśmy 2:0.

Sezon później jesienią 1966 roku wygraliśmy w Warszawie aż 3:0, co do dnia dzisiejszego jest naszą najwyższą wygraną z CWKS-em na jej ziemi.

Do początku lat 70. nasza rywalizacja stała się regularna i potrafiliśmy nie raz pokonać Legię, ale po tym sezonie spadliśmy na siedem lat z ligi.

W 1978 roku wróciliśmy ponownie do elity, ale tylko na dwa sezony.

W 1982 roku wróciliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej i na dzień dobry wygraliśmy z Legią 3:1 przy obecności 10000 widzów. Czasy były takie, że… czerwone stroje były naszymi domowymi. Warto odnotować, że już wtedy do Katowic zawitało 150 kibiców Legii. U nas wszystko zaczynało dopiero raczkować.

Jesienią 1984 roku wciąż graliśmy na czerwono, ale nowością był świeżo postawiony Blaszok.

Wiosną 1985 roku przegraliśmy w Warszawie 0:1, wciąż grając w czerwonych koszulkach.

W tym samym roku w czerwcu również zagraliśmy swój pierwszy finał Pucharu Polski z Widzewem Łódź na stadionie Legii Warszawa. Liczba wspierających nas ekip była zadziwiająca: Avia Świdnik, Arka Gdynia, Broń Radom, GKS Jastrzębie, GKS Tychy, Górnik Zabrze, Hutnik Kraków, Lech Poznań, ŁKS Łódź, Polonia Warszawa, Stal Mielec, Śląsk Wrocław czy Korona Kielce. Nasza liczba tego dnia to 900 osób, z czego samej GieKSy 700. Resztę stanowiły ekipy, które na stadionie CWKS-u „określały” się po czyjej stronie stoją. Legia, której mecz nie dotyczył, postawiła na swoim zajmując Żyletę. Mecz zgromadził 12000 widzów.

W listopadzie 1985 roku w ćwierćfinale polegliśmy 2:3 z Legią, ale w całym w dwumeczu awansowaliśmy i finalnie zdobyliśmy swój pierwszy w historii Puchar Polski. Na Blaszoku zasiadało wtedy kilkunastu najwierniejszych Legionistów ze świeżo uszytą flagą „Żyleta”. Sitek i Elwira byli autorami płótna, które namalowali w czerwcu 1985 roku. Cytując pomysłodawcę Jacka: „W jakiejś gazecie władze powiedziały, że sektor z tą reklamą to jest siedlisko zła i że jak zdejmą reklamę, to to siedlisko zniszczą… No i zdjęli, ale w to miejsce, w ramach buntu, zrobiliśmy flagę”. Tak się narodziła legendarna Żyleta, której nazwa związana jest z reklamą żyletek Iridium-Polsilver, która w latach 80. wisiała nad centralnym sektorem trybuny odkrytej.

Jesienią 1986 roku, jako świeżo upieczony triumfator Pucharu Polski, pokonaliśmy Wojskowych 5:2, a do Katowic zawiało 100 fanów Legii. GieKSa zaczynała pisać swoją „Złotą dekadę” w obecności 10000 widzów. Warto odnotować, że GKS – jako pierwszy klub w historii – zdobył trzy punkty w lidze. PZPN dla urozmaicenia ligi wprowadził do regulaminu, że jeśli klub wygra z rywalem co najmniej 3 bramkami, to dopisuje sobie trzy oczka (normalnie za zwycięstwo były dwa punkty).

W rewanżu na Łazienkowskiej wiosną 1987 roku zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze w stolicy zameldowali się w 100 osób. Jest to nasza pierwsza udokumentowana eskapada wyjazdowa na Legię.

Jesienią 1988 roku graliśmy w Warszawie, a 100 fanatyków GieKSy było świadkiem wygranej 2:0.

Wiosną 1989 roku graliśmy rewanż na Bukowej, który wygraliśmy 1:0, ale wydarzeniem był przyjazd Legii w 1000 (!) osób.

Dwa tygodnie później Legia grała na wyjeździe z GKS-em, ale Jastrzębie. Warto odnotować, że łączyła nas wtedy zgoda i GieKSiarze z flagą wspierali Jastrzębian.

Jesienią 1989 roku graliśmy w Warszawie. Wybrało się 150 fanów GieKSy, co było wtedy naszym rekordem, a warto wspomnieć, że otrzymaliśmy wsparcie GKS-u Jastrzębie, który swój mecz ligowy grał wcześniej na Gwardii Warszawa. Na zdjęciu widać, że GieKSa już na dobre przyjęła żółte stroje, które będą nas wyróżniać na tle wszystkich drużyn. Piłkarze zremisowali 0:0.

Wiosną 1990 roku również zremisowaliśmy 0:0 w obecności 8000 widzów.

W czerwcu 1990 roku na stadionie Widzewa Łódź rozegraliśmy między sobą swój pierwszy finał. Z Katowic wybrało się 350 fanatyków GieKSy, a Legia, jako częsty triumfator tych rozgrywek i faworyt, mogła liczyć na wsparcie 2000 gardeł. Gospodarze z RTS wystawili 200 osób. Ciekawostką była obecność kilkunastu fanów Zawiszy Bydgoszcz, którzy na własne oczy chcieli zobaczyć mecz, licząc że GieKSa wygra, bo wtedy z 4. miejsca w lidze zagraliby w europejskich pucharach. Pod kasami trafili jednak na Legię i musieli ratować się ucieczką, ale pomogliśmy im wejść na stadion i obejrzeć mecz. Na zdjęciu stoją małą grupą obok naszej ekipy wyjazdowej. Legia wygrała 2:0.

Rok później w Piotrkowie Trybunalskim ponownie zagraliśmy finał. Tym razem Legia, która tego dnia odnowiła zgodę z Zagłębiem, zameldowała się w 1800 osób. Z kolei GieKSiarze, mając wsparcie między innymi z… Chorzowa i Tychów, świętowali w 2000 osób swój drugi Puchar Polski, wygrywając 1:0.

Jesienią 1991 roku w listopadzie GieKSiarze pokonali Legię 4:2.

W czerwcu 1992 roku znowu spotkaliśmy się w finale Pucharu Polski, ale… nie na swoim meczu. Finał rozegrał Górnik Zabrze z Miedzią Legnica. Był to okres kiedy z KSG mieliśmy kosę, zaś sztamę z Miedzianką. Była to pijacka sztama, ale nasza 23 osobowa ekipa wyruszyła do stolicy z flagą, która debiutowała na meczu z FC Motherwell. W pociągu doszło dwukrotnie do walki z Górnikiem. Na stadionie obóz KSG siedział po prawej stronie Żylety, natomiast Miedź z nami i ŁKS-em Łódź zasiadła łącznie w 200 osób tam, gdzie w późniejszym czasie będą na stałe zasiadać kibice gości. Na stadionie chuligani Legii byli gospodarzem i zajęli całą Żyletę, mając wsparcie Lechii Gdańsk. Nasza flaga wisiała pierwsza z brzegu, a że gospodarze swobodnie przemieszali się po całym stadionie, to nasze płótno zostało zerwane. Bierność Miedzi, która nawet nie podjęła próby odbicia flagi, doprowadziła do wściekłości GieKSiarzy, którzy na znak zerwania zgody opuścili stadion.

Wiosną 1993 roku pojawiliśmy się w Warszawie, tym razem w 30 osób. Legia wygrała pewnie 3:1, maszerując po Mistrza Polski, który po „niedzieli cudów” zostanie jej odebrany.

Jesienią 1993 na Bukowej zremisowaliśmy 1:1, a Legię wspierało 250 osób, w tym 150 Zagłębie Sosnowiec.

W rewanżu zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze zawitali na Łazienkowską w 50 osób.

Jesienią 1994 roku podejmowaliśmy Legię. Mecz rozegrano o… 11:00, ale Bukowa się zapełniła i była świadkiem niesamowitego zwycięstwa. Legioniści zameldowali się w 340 osób, w tym 180 Zagłębie i kilku Portowców, z którymi również niedawno odnowili zgodę.

W styczniu 1995 roku rozegrany został pierwszy turniej halowy w Spodku pod nazwą „EB Sport Cup”, a obok GieKSy, Górnika, Ruchu, ŁKS-u Łódź wystąpiła także Legia, która pojawiła się w 90 osob z flagą. GieKSiarze wystawili 1000 młyn, a triumfował Górnik, którego także solidnie wspierali kibice z Roosevelta.

W kwietniu 1995 jechaliśmy na Łazienkowską rekordowym składem w 180 osób. Legia wygrała 1:0 i finalnie zdobyła mistrzostwo. Ostatnia kolejka z Górnikiem Zabrze do dnia dzisiejszego dnia budzi kontrowersje.

W czerwcu rozegraliśmy finał Pucharu Polski na Łazienkowskiej. Mecz oficjalnie zgromadził 15000 widzów, nieoficjalnie kilka tysięcy więcej. Tego dnia nikt nie panował nad wejściem na stadion, każdy kibic Legii chciał ten mecz zobaczyć i fani wchodzili na wszystkie możliwe sposoby. Do Warszawy wybrało się łącznie 600 GieKSiarzy. Sam przebieg meczu to dominacja Legii i jej zwycięstwo 2:0. Feta i wjazd na murawę kilku tysięcy Legionistów nie mógł się inaczej zakończyć niż próbą ataku na nasz sektor. Nasze pojedyncze flagi zostały skrojone, ale cały gniew poszedł w stronę policji i doszło do jednej z największych awantur w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Brak ofiar śmiertelnych można tego dnia uznać za sukces.

We wrześniu 1995 roku na stadionie Stali w Rzeszowie zdobyliśmy swoje ostatnie trofeum – Superpuchar Polski. Sam mecz nie miał prestiżu i wybrali się na niego tylko najwierniejsi kibice. Legię reprezentowało jedynie 30 osób, a od nas pojechało 60 kibiców, którzy zapoczątkowali pierwsze kontakty z JKS-em Jarosław (w tym samym roku JKS przybił zgodę z Sovią). W tym dniu mocno zmobilizowały się rzeszowskie obozy. Stal i Resovia wystawiły 300 osobowe składy. Doszło do sytuacji, w której Stal dopingowała GieKSę, zaś Resovia wspierała Legię (CWKS-y). Jednak, gdy Legia postanowiła „pozdrowić” ŁKS Łódź, Resovii odechciało się już trzymania kciuków za stołeczny klub. GKS wygrał 1:0.

W maju 1996 roku Trybuna Północna na Bukowej została oficjalnie oddana do użytku (zamontowano na niej krzesełka). Legioniści zawitali w 750 osób, mając wsparcie 400 kibiców Zagłębia i siedzieli zbici między pełną Trybuną Główną i Północną. Nabity Blaszok musiał przełknąć gorzką pigułkę – lanie 0:5. W tym dniu przyjechało do Katowic dwóch kibiców Avii Świdnik, którzy dowiedzieli się, że nasza zgoda przeszła do historii i od tego czasu zaczęliśmy bazować na haśle „Sami przeciw wszystkim”.

Jesienią 1996 roku do stolicy wybrało się 90 fanatyków GieKSy. Piłkarze przegrali 1:2.

Rewanż rozegraliśmy pod koniec czerwca 1997 roku. Do Katowic zawitało 250 fanów Legii, w tym 100 Zagłębia, które oglądało skrojone płótno swoich przyjaciół z BKS-u Stal Bielsko-Biała. Zostało ono trafione przez naszych chuliganów, kiedy jechaliśmy na Odrę Wodzisław. Legia wygrała 3:1.

Chwilę później znowu graliśmy ze sobą. Tym razem nasz ostatni finał Pucharu Polski, rozegrany na stadionie ŁKS-u Łódź. Na stadionie obecne były 4 ekipy, z których każda z każdą miała kosę. Z Katowic wyruszyło 1000 GieKSiarzy, wspieranych przez Banik. Legioniści zasiedli na przeciwko w 1500 osób, ze wsparciem Pogoni i Zagłębia. ŁKS, jako gospodarz stadionu, zasiadł na Galerze w 500 osób i „pożegnał” tam naszą flagę z 1995 roku. Ciekawostką jest fakt, że po tym, gdy ją nam skroili, to wieszali… jako swoją. Nawet na derbach Łodzi. Widocznie jednak eŁKaeSiacy uznali, że chcą nam zrobić na złość i flaga „The best of hooligans”, którą znowu my skroiliśmy ekipie Club Brugge w 1992 roku, została potargana. Na meczu zjawiła się również banda RTS-u w 150 osób, która zasiadła po naszej lewej stronie. W upalnym finale górą była Legia, wygrywając 2:0.

Jesienią 1997 graliśmy na Bukowej. Legia ponownie wygrała 1:0, a wspierało ją 270 kibiców gości, z czego 200 samego Zagłębia. Na płocie wisiała skrojona flaga CKS-u Czeladź, które zostało trafione tydzień wcześniej, kiedy graliśmy z Widzewem Łódź, a nasza banda obstawiała perony.

Wiosną 1998 roku przegraliśmy 0:2. To nie był także udany dzień dla naszych kibiców, których pojechało do Warszawy jedynie 28 (nie wypalił pociąg specjalny). Po meczu połączony skład Teddy Boys ’95 i Turyści ’97 wpadł do pociągu i obił naszą ekipę, która musi uznać wyższość warszawiaków.

Jesienią 1998 roku graliśmy w Katowicach. Legia ponownie wygrała 3:1 i nie będzie to tajemnicą, że stawało się to już naszą niechlubną tradycją. Tego dnia Legioniści zawitali w 700 osób, z czego 100 stanowiło Zagłębie. Bohaterem trybun tego dnia był Bartosz Karwan, który opuścił GKS na rzecz Legii, a Blaszok nie mógł mu tego darować.

W kwietniu 1999 roku jechaliśmy do Warszawy. Skład liczył 50 osób, w tym 8 Banik Ostrava. W Żyrardowie zaatakował RTS kamieniami, ale bez urazów. Pod stadionem połowa naszych nie miała kasy na bilet, a ochrona była nieugięta, więc reszta uniosła się honorem i nikt nie wszedł na stadion. GKS zremisował niespodziewanie 0:0, ale nie uchroniło nas to od spadku, który już wcześniej wisiał w powietrzu.

Rok 2000 był dla nas szczęśliwy. Po rocznej banicji wróciliśmy do elity i ponownie mogliśmy rozgrywać mecze z Legią, która w swojej historii jest jedyną polską drużyną, która nie miała „okazji” opuścić szeregów Ekstraklasy. W tym sezonie oprócz ligi graliśmy Puchar Ligi. Pierwszy mecz miał miejsce w sierpniu 2000 roku i na wtorkowym wyjeździe pojawiło się 38 fanatyków, którzy odpaleniem 10 rac zostawili po sobie dobre wrażenie, bo na meczu wiało nudą, a Legia wygrała skromnie 1:0.

Na rewanż goście zawitali w 300 osób, w tym 150 Zagłębie i – jak na środę i godzinę 18:00 – to była znakomita liczba. Legia wygrała 2:1. Karwan znów przypomniał się kibicom ładując nam gola.

W październiku 2000 roku rozegraliśmy jeden z naszych najlepszych pojedynków z Legią. Goście zawitali w 500 osób, z czego 200 stanowiło Zagłębie. U nas nabity młyn palił „dorobek” starć z Legią i Zagłębiem, a na meczu doszło do walki z ochroną, która został zlana i wygoniona ze stadionu. Policja dostała takiej furii, że wpadła na Blaszok ze strzelbami i uspokoiła sytuację. W trakcie meczu odpalono sporo rac, co stawało się już u nas tradycją. Piłkarze, po niesamowitym meczu pełnym dramaturgii, wygrali 1:0.

ACD Systems Digital Imaging

W maju 2001 roku niespodziewanie znów wygraliśmy z Legią, a na wyjeździe zameldowało się 110 GieKSiarzy, w tym 2 Banik. Żyleta nie oszczędzała swoich zawodników wyzwiskami, często śpiewając „Legia to my!”.

W październiku 2001 roku gospodarze wygrali 1:0, a nas ponownie reprezentowało 110 fanatyków. Tym razem nie było nam dane wejść przez upierdliwą ochronę, która od każdego wymagała dowodu osobistego. Decyzją grupy wszyscy wrócili do Katowic.

W marcu 2002 roku graliśmy na Bukowej. Legia zawitała w 800 osób, będąc wspierana przez 300 osób z Zagłębia. Mecz zakończył się wynikiem 3:3 i jest to jedno z najczęściej przywoływanych spotkań w rozmowach między trójkolorowymi fanami.

Jesienią 2002 roku również spotkaliśmy się na Bukowej. Legia tym razem pojawiła się w 450 osób i mimo że goście wygrali 2:1, show skradła grupa Net Fans GieKSa, prezentując kolorową pirotechnikę i balony na wzór NBA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiosną 2003 roku przegraliśmy 0:3. Od nas 118 osób, w tym 5 Banik. Na meczu po obu stronach pokaz pirotechniczny i choreografia z kartonów. To tylko pokazywało jak nasza scena w tej dziedzinie parła naprzód.

Jesień 2003 roku to ogólny dramat dla polskiej sceny kibicowskiej, szczególnie ekip wyjazdowych. PZPN wprowadził idiotyczne zmiany, czyli karty kibica niezbędne do wejścia na stadion dla fanów przyjezdnych. GieKSa, jako pierwsza ekipa w Polsce, postanowiła przeciwko temu zaprotestować z transparentem „Nie jesteśmy zwierzętami, precz z kartami, przecz z chipami”. W Warszawie obecnych było 4 reprezentantów GieKSy, którzy przyjechali jedynie po to, by wywiesić wspomniane płótno. Legia wygrała 1:0.

W 2004 roku na koniec sezonu graliśmy z Legią na Bukowej. Goście zawitali w 700 osób, świętując zwycięstwo 4:2, jednak Blaszok mimo porażki także miał powody do radości. Po blisko dwóch latach wojny z pseudo sponsorem spod Częstochowy, mogliśmy firmie Dopsel zadedykować oprawę „The end”, wyganiając ich z klubu. Była to jedna z trudniejszych batalii kibiców GieKSy w walce o swój klub. Po końcowym gwizdku nastąpił wjazd na murawę po koszulki zawodników (co wtedy było tradycją), a po chwili próbowaliśmy się przedostać w kierunku Legii, ale policja szybko ostudziła nasz zapał.

Jesienią 2004 roku graliśmy u siebie. Legia zawitała w 550 osób, z czego 150 to bylo Zagłębie. Goście odpalili sporo rac, a ich drużyna pewnie wygrała 3:0. Blaszok świętuje sezon „czterdziestolatka” pirotechniką i napisem ze styropianu. Na meczu żywot skończyła flaga BKS-u, z którym Legioniści, przez zgodę z Zagłębiem, mieli dobre kontakty.

 

W czerwcu 2005 roku pojechaliśmy do Warszawy ostatni raz przed spadkiem z Ekstraklasy. Tych 101 fanatyków na pewno nie zakładało, że będziemy czekać aż 19 lat na powrót do elity. Legia wygrała 2:0.

Te 19 lat trwało dla nas wieki. Rok 2024 był dla nas powrotem z zaświatów. Pierwszy mecz rozegraliśmy w Warszawie. Na Łazienkowskiej ostatecznie zawitało nas 1735 głów! W tej licznie było wsparcie fanów Banika (55), JKS (24) i ROW (1). Zaprezentowaliśmy oprawę „GieKSiarze atakują!”. Legia pokonała nas 4:1.

Wiosną 2025 roku Ultras GieKSa ’03 zaprezentowała oprawę „Nasze miasta – W nich nasze ulice – Mówi się na nas GKS Katowice!” w asyście sporej ilości pirotechniki. W tym dniu zadebiutowały flagi na kijach z nazwami dzielnic i fan clubów, w których wyznaje się kult GieKSy. Fani Legii, przez brak drogi dojazdowej pod sektor gości na nowowybudowanym obiekcie, niestety nie mogli zawitać. Legia wygrała 3:1.

Ostatni nasz pojedynek to jesień 2025 roku. Legioniści chwilę wcześniej odwiesili swój bojkot, więc mecz mógł żyć pełnią wzajemnych „uprzejmości”. W niedzielny wieczór obecnych w Warszawie było 734 fanatyków GieKSy, w tym 17 JKS i 13 FCB. Legia, dosłownie rzutem na taśmę, pokonała nas 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Liczy się to, co prawdziwe

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„To czego nie można kupić to jest drużyna, to jest charakter” – powiedział Lukas Klemenz w Kanale Sportowym, niejako odnosząc się do wielkich pieniędzy w piłce, a w tym konkretnym przypadku transferów Widzewa Łódź.

Nie sądziłem, że pokocham Lukasa. Po latach, kiedy go krytykowałem, miałem pretensję i masę wątpliwości, co do jego przydatności, zarówno podczas jego pierwszej kadencji, jak i teraz, zawodnik przekonał mnie do siebie. I nie chodzi mi o te strzelane bramki. A przynajmniej nie tylko. Zawodnik poczynił niebywały postęp w defensywie i na dziś jest bardzo dobrym obrońcą. Jego poświęcenie i ofiarność to coś, co sprawia, że rywale mogą dwoić się i troić w swoich atakach, a i tak przed nimi wyskoczy Lukas. No a wspomniane strzelane gole są wisienką na torcie. Bramka z Widzewem, sam strzał, to było coś pięknego – nieczęsto zdarza się aż tak soczyste uderzenie głową po rzucie rożnym.

Tyle jest wątków, tak się buduje fabuła GieKSy i całej ekstraklasy, że naprawdę nie wiem, od czego zacząć.

Dużo jest sloganów w piłce, sloganów – które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. O kontrolowaniu meczów, o czym pisałem ostatnio, o tym, że pieniądze nie grają itd. W ostatnim czasie jednak okazuje się, że te nadużywanie nieraz banały – w GieKSie mają swoje potwierdzenie. Bo gdy weźmiemy na przykład aspekt zespołowości – to przecież to jest ten aspekt, który być może był głównym czynnikiem wczorajszego zwycięstwa.

W Lidze Plus Extra kapitalnie się wypowiedział w tej kwestii Bartek Nowak. Przy okazji powiem, że skromność i nieskromność jednocześnie tego zawodnika powoduje, że nie sposób go nie lubić nie tylko jako piłkarza, ale i jako człowieka. Zdaje on sobie sprawę ze swojej obecnej wybitnej dyspozycji, a jednocześnie w wywiadzie bardzo mocny nacisk położył właśnie na wpływ zespołu – zarówno na sam przebieg i wynik meczu, jak i jego własną grę. Bardzo pochwalił środek pola z Sebastianem Milewskim i Mateuszem Kowalczykiem, w kontekście wielkiej pracy, jaką oni tam wykonali. Do tego sobie jeszcze przejdziemy.

GieKSa wygląda jak maszyna. Taka, w której wszystkie tryby są ze sobą połączone, oddziałują na siebie wzajemnie, przyczyna jednego działa na skutek drugiego, są sprzężenia zwrotne. Do tego jest dobrze naoliwiona, być może tym tatarem od Miłosza Drozda, o którym wspomniał trener Rafał Górak. Podkreślam po raz kolejny rolę naszego trenera przygotowania fizycznego, bo nieraz te osoby są w cieniu, a naprawdę wykonują kawał świetnej roboty. I drużynę mamy nie tylko na boisku, ale także w pokojach trenerów właśnie. Ta współpraca – najpierw na linii: przygotowanie taktyki, fizyczność, analityka, a potem przeniesienie tego do drużyny piłkarskiej – to prawdziwy klucz do sukcesu.

„Mordercze dojście” – powiedział Igor Lewczuk o pressingu katowiczan w tym meczu. Mam przed oczami moment, jak w drugiej połowie i to chyba raczej w końcowej fazie spotkania, TRZECH naszych zawodników próbowało wślizgiem odebrać piłkę rywalom – tak na szerokości boiska. Trzy wślizgi w ciągu kilku sekund. GieKSa wypowiedziała wojnę Widzewowi z pierwszym gwizdkiem tego spotkania i do ostatniej minuty z tej wojny nie zrezygnowała.

Nasz zespół obrał taktykę na ten mecz – wiadomo. Taktykę, która okazywała się skuteczna już jesienią – w starciach z Jagiellonią czy Pogonią. Nie wnikam w niuanse, bo te mecze się oczywiście między sobą różniły, ale w kwestii oddania piłki przeciwnikowi były pewne analogię. Być może z rozklekotanym póki co Widzewem można było zagrać odważniej. No ale z drugiej strony… po co? Jeśli obrana strategia na ten mecz dała efekt. Naprawdę jestem ciekaw, czy podobnie podejdzie do tego trener przed meczem pucharowym. Czy jednak zobaczymy GieKSę bardziej ofensywną. Nieważne. Liczy się efekt, a jak się okazuje – nie mamy powodu twierdzić, że pomysły na mecz są złe, bo przecież przynoszą nam zwycięstwa. Zresztą, co mecz – to wygląda to inaczej, bo przecież z Zagłębiem GieKSa grała zupełnie w inny sposób.

W dwóch ostatnich meczach rywale oddali zaledwie dwa celne strzały. To jest kosmos. Bo o ile czyste konta są bardzo cenne, to fakt, że przeciwnicy prawie w ogóle nie trafiają w nasze światło bramki, to już jest naprawdę olbrzymi progres. Rzeczywiście, choć zamieszania były, to patrząc na mecze z Zagłębiem i Widzewem, nie przypominamy sobie spektakularnych interwencji Rafała Strączka.

To, co wyprawiał wczoraj Wasyl czy Kowal przekraczało wszelkie granice. Marcin z zakrwawioną kostką biegał i harował dalej, a Mateusz chyba sobie postanowił, że chce dać coś więcej w ofensywie i zaczyna sobie dryblować w polu karnym. Wkrótce da to gola. Świetnie prezentuje się też Sebastian Milewski. Nasze nowe nabytki też dają radę.

Wspomnianej zespołowości w Widzewie próżno szukać. Bo być jej tam po prostu nie może. Tutaj jednak trzeba przyznać było spore ułatwienie dla naszej drużyny. Po tym meczu nie mam większej wątpliwości – na ten moment pomysł trenera Igora Jovicevića to jest jeden, wielki, totalny chaos. To wszystko jest bez ładu i składu. Dla mnie kuriozalnym pomysłem jest wystawianie siedmiu nowych zawodników w pierwszym składzie. Gdyby to jeszcze byli naprawdę jacyś wielcy gracze. A tak, jak mi mój brat napisał – „za chwilę będzie kolejny wagon z pomocnikiem, który zaliczył 7 goli w Hammarby i napastnikiem z 8 golami w OH Leuven na koncie”. To nie ma prawa wypalić. Jeśli ktoś to porównywał do Wisły Bogusława Cupiała, powinien się puknąć w głowę. Tam wtedy nie przyszli Bukari czy Kornvig, tylko Żurawski, Frankowski, Szymkowiak, Kosowski, Kałużny, Węgrzyn… zawodnicy z wielką renomą, aktualni wówczas reprezentanci Polski.

To, że trener od lania wody myślał, że to zaskoczy, świadczy o jednym. Kompletnie nie zna realiów i specyfiki tej ligi. W Szachtarze czy Łudogorcu można gromić słanych rywali i odjechać reszcie ligi za pieniądze z Ligi Mistrzów. W Polsce to nie ma racji bytu, bo w ekstraklasie każdy może wygrać z każdym. I klecona naprędce, na kolanie drużyna, z jakichś losowych cudzoziemców, którzy jeszcze przestraszyli się polskiej zimy, to gwarancja porażki. Przynajmniej na razie. Nie mówię, że ten Widzew się nie zgra. Tylko zanim się zgra, może wylądować w pierwszej lidze.

To był kolejny niezapomniany wieczór na Nowej Bukowej. Znów się wszyscy ze sobą dostroili – piłkarze i kibice. Znów mieliśmy dramaturgię, znów mieliśmy wielkie emocje – z GieKSą nie może być spokojnie, ale ostatnio jest bardzo radośnie. Zanim jednak cieszyliśmy się z trzech punktów mieliśmy cios w serce. Autentycznie – chodzę te niemal 30 lat na GieKSę i nadal taki moment zwala z nóg. Mówię o nieszczęsnym rzucie karnym, podyktowanym w 93. minucie. To jest moment, w którym emocjonalnie wszystko (związane z meczem) się wali. Cały wysiłek i wiara na marne. Szybko więc zerkanie do monitora, na powtórki. Dopatrywanie się nadziei na to, że jedenastki nie będzie. A potem gdy sędzia już podbiegał do monitora względny spokój, ale i niepewność. W końcu decyzja – odwołanie karnego i ekstaza na stadionie. Przyznam, że jak po Radomiaku umiałem czuć tę euforię, to wczoraj mnie ten podyktowany karny tak zbił, że tę euforię miałem bardziej w myślach niż w czuciu. Kosztowało to bardzo wiele.

Sędzia swoją drogą też mógłby się zastanowić nad sobą. Bo doliczył sześć minut, przerwa na VAR trwała cztery, była jeszcze zmiana. Tymczasem po wszystkim on przeciągał, przeciągał i „dawał” Widzewowi jeszcze trochę czasu. W sumie tych czystych doliczonych minut było chyba z osiem. Przegiął z tym doliczeniem totalnie.

Nowa Bukowa nie ma jeszcze roku, a już tyle wspomnień, tyle historii, tyle kapitalnych meczów. Wygrane z Górnikiem, Cracovią, Pogonią, Jagiellonią, teraz Widzewem. Wspomniany mega dramatyczny mecz z Radomiakiem. Wojna z Koroną. To są cudowne wieczory w naszej nowej rzeczywistości. Rzeczywistości, która się nie nudzi. Za te wszystkie lata… należy nam się.

Wrócił na Nową Bukową Sebastian Bergier… przepraszam „Burger King”, bo jakoś tak kazał nam nazywać napastnika dziennikarz Widzewa. No więc Burger King pohasał, pohasał, ale nic z tego nie było. Nasłuchał się chłopak po swoim adresem, bo jednak nieeleganckie było to jego odejście i sposób, cała sprawa z kontuzjowaną ręką itd. Z drugiej strony, Seba powiedział w wywiadzie w przerwie, że „to piękne, że może posłuchać czegoś takiego pod swoim adresem”. Może nie sformułował tego dokładnie tak, jak chciał, ale jest w tym dużo racji. W gruncie rzeczy sport to zabawa, ale też plemienność, emocje i wojny, antagonizmy są potrzebne, bo to one dodają pikanterii. Ale po latach i tak wszyscy usiądziemy do stołu, wypijemy herbatę i powspominamy stare czasy. Taki Marcin Baszczyński tyle się od nas nasłuchał, a przecież teraz przyjeżdża jako komentator, wszyscy wiedzą, kim jest i nikt nie robi problemów. Cieszmy się tą piłką nożną i dogryzajmy sobie, ile się da. A potem i tak o wszystkim zapomnimy.

Ja na cześć Sebastiana, po powrocie do domu zamówiłem sobie Burger Kinga. Dzięki Sebek!

Idziemy łeb w łeb z poprzednim sezonem. Wtedy po 19 meczach mieliśmy 26 punktów i teraz jest tak samo. Rok temu też pierwsze dwa mecze wiosny były zwycięskie. Tu bym przestrzegał drużynę, żeby o tym pamiętać – bo potem przyszedł bezbarwny mecz z Piastem i dwie porażki. Nie można więc zachłysnąć się, bo czekają nas kolejne wyzwania.

Natomiast od porażki z Lechem Poznań, kiedy to wylała się masa krytyki, GKS jest najlepszym zespołem w lidze. Katowiczanie złapali formę, poprawili niektóre aspekty i na teraz wygrywają większość meczów. Trudno będzie tak dobrą serię utrzymać, ale całościowo idzie to w bardzo dobrym kierunku. Wyjąwszy cztery pierwsze fatalne kolejki, od tamtego czasu GKS byłby na szóstym miejscu z czterema punktami straty do lidera i jednym meczem zaległym. Powiedzmy więc sobie tak – że oprócz początku tego sezonu, punktowo jesteśmy czołówką ligi. Ale też zaznaczmy, że w takim razie każda kolejka, każdy pojedynczy mecz – waży niesamowicie dużo.

Choćby dlatego, że byliśmy w strefie spadkowej z tą samą liczbą punktów, co drużyna nad kreską. Dwie wygrane dały nam sześciopunktową przewagę. To jest prawdziwy kapitał.

A Widzew? Ma problem. Podobnie jak Legia, podobnie jak Pogoń Szczecin. Wielkim zaczyna się robić gorąco, bo potencjalny spadek to już nie jest tylko kwestia nierealnej ciekawostki. Przyzwyczailiśmy się do myśli, że spadkowicze będą się wyłaniać spomiędzy drużyn typu Termalica, Arka, Piast, Motor czy my… Ale nie ma ani jednego powodu, żeby uważać, że nie spadnie któryś z wielkich.

Igrzyska śmierci nabierają tempa i rozmachu.

Może trochę patetycznie, ale powiem, że obecny sezon pokazuje pewną prawdę życiową. Nie liczą się błyskotki, nie liczy się efektowne złote opakowanie, nie liczy się coś, co dużo kosztuje. Liczy się zawartość, to co w środku, to co prawdziwe. I to GieKSa ma.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Droga do medialności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze musimy zapracować na tym, żeby o nas mówiono. Półtora sezonu bardzo przyzwoitej postawy w ekstraklasie to póki co za mało. Nie mówię, że o GieKSie nie mówi się w ogóle, bo czasem coś tam jej poświęci się czasu antenowego. Ale bywa nieraz, że jest omawiany jakiś mecz danej kolejki z udziałem katowiczan, a mówi się tylko o rywalu. O naszym zespole ani słowa lub jedno. Lub zaczyna się o nas w końcu mówić, ale wtrynia się drugi ekspert, że jeszcze ma coś do powiedzenia o naszym przeciwniku i dyskusja „nie o nas” się przeciąga. I już do niej nie wracają.

Tak, żeby stać się klubem medialnym – trzeba się postarać. Trzeba czymś do siebie przekonać. Jak w każdym marketingu w sporcie, najbardziej efektywną do tego drogą jest… sport. I wyniki. Organizacja klubu może być na wysokim poziomie. Media klubowe również – jak choćby w przypadku relacji z obozu w Turcji, które były kapitalne. Ale zawsze to największe wrażenie będą robić wyniki. I to one „bardziej” przyciągną czy to sponsorów czy zainteresowanie mediów, których przecież coraz więcej, a magazyny dotyczące polskiej piłki można oglądać niemal codziennie.

Dlatego na razie musimy przełykać pigułkę i godzić się, że pierdyliardową godzinę mówi się o Legii, która przegrywa mecz za meczem. Że do – za przeproszeniem porzygu – mówi się o Lechu, który też przegrywa mecz za meczem. Ale ostatnio wielka podnieta w mediach przelewa się na temat Widzewa Łódź, który notorycznie wtapia swoje spotkania, ale zrobił jeden, drugi, trzeci transfer, który na ten moment jeszcze nie wiadomo, czy jest wątpliwej jakości, bo za wcześnie, ale może tak się okazać. Ale już pojawiają się wielkie analizy na temat rozgrywania Drągowskiego od bramki, tego czy tego zawodnika w podstawowej jedenastce itd. Więcej się mówi o Widzewie niż pewnie powinno. Ale podnieta redaktorów różnych mediów ma swoje prawa.

Można by czasem rzec „nie zes…jcie się z tą Legią i Widzewem”.

Tak jak swego czasu wszyscy podniecali się Jarosławem Królewskim, gdy dopiero się ujawnił. Wtedy można było odnieść wrażenie, że dziennikarze mu się przymilają i wchodzą nie powiem gdzie. Bo młody, wybitnie inteligentny i obrotny. Gdy boom na sternika Wisły minął, już mało co go się zaprasza, a pan Jarosław ma swoje problemy i performance’y na Twitterze. Ale co ugrał (świadomie bądź nie) wtedy na popularności i medialności – to jego.

Od razu powiem, że dla mnie nie ma znaczenia, że to jest akurat Widzew, czyli klub – jako kibice – zantagonizowany z GieKSą przez wiadome zgody. Do spraw kibicowskich podchodzę na chłodno, mam swoje sympatie i antypatie. I przede wszystkim nie stosuję napinki, bo to nie moje klimaty. Więc oczywiście nie powiem, żebym za Widzewem przepadał, ale nie mogę nie przyznać na przykład, że w Sercu Łodzi atmosfera na meczach jest kapitalna i mecze tam mają swój klimat, z wypełnionym po brzegi stadionem i bardzo dobrym dopingiem. Więc nie przemawia za mną jakieś szowinistyczne nastawienie. Po prostu piszę o tym, że najwidoczniej GKS potrzebuje jeszcze czasu, żeby stać się tak medialny, jak wysoce entropicznie zarządzany w kontekście sportowym Widzew.

Wielkie kwoty na niektórych mogą robić wrażenie. Nazwiska, które grały w dobrych klubach również. Jednak to nie papier gra i nie pojedynczy zawodnicy, a drużyna. Ale drużyna przez duże D. Z trenerem, ze sztabem, który potrafi to wszystko poukładać pogodzić i znaleźć balanse. Na ten moment Igor Jovicević bardziej prezentuje się jako aktor, trochę cyrkowiec, ze swoimi mądrościami i tezami, ale nie przekłada się to wybitnie na grę zespołu. Reagan to nie jest i nie będzie. Jakkolwiek zrozumiałe jest, że drużyna  nowymi zawodnikami potrzebuje zgrania, to z Jagiellonią to nie był brak zgrania, tylko jakiś totalny chaos. Pewnie za dużo i za szybko wprowadzani są piłkarze do pierwszej jedenastki. I na boisku mamy sok pomarańczowy wymieszany z zupą grzybową. Podejrzewam, że obecny trener to jest kolejny wynalazek a la Żelijko Sopić i za chwilę go w Widzewie już nie będzie i nikt nie będzie o nim pamiętał. Wspomnicie moje słowa.

Jakże inaczej wygląda w tym kontekście ustabilizowany GKS. W naszym klubie wygląda na to, że wszystko się robi totalnie z głową. Że nie ma w tym krzty chaosu. No może kilka procent czasem, bo występują akcje typu ściągnięcie Olka Buksy czy Maćka Rosołka oraz – o zgrozo – pomysł na niedoszłego chłopaka Julki Wieniawy. Ale nie tylko o same transfery tu chodzi, tylko o całościowe zarządzanie tym zespołem, pomysł na niego, cały projekt, który od wielu lat w GKS się toczy. Śmialiśmy się kiedy z tych projektów dwuletnich, które były później hm… odnawialne. Natomiast GKS to jest projekt póki co niemal siedmioletni i jest to totalny ewenement w polskiej piłce. I najlepsze jest to, że ciągle jest widoczny rozwój. Jeszcze dwa lata temu na myśl o starciu z zespołem z ekstraklasy – wygrana byłaby jakimś olbrzymim sukcesem. Dzisiaj GKS jest ligowym średniakiem i jest w stanie wygrywać z każdym. I wygrywał. To jest nasza codzienność, a nie jakiś wybitny sukces. Jeśli na stałe podnieśliśmy swój poziom o kilka szczebli wyżej – to wiedz, że jest to strategia bardzo dobra.

No ale niekoniecznie medialna.

GKS Katowice nadal więc musi swoją rzetelną postawą udowadniać, jak wiele jest wart. Jutro czeka nas starcie z tymże Widzewem i na boisku przestaną grać pieniądze, a będzie się liczyć, czysta piłkarska merytoryka. Czyli taktyka, strategia, technika i motywacja. W tym nasz zespół jest mocny – jest wspomnianym ligowym średniakiem, ale wcale nie jest powiedziane, że przy płaskiej tabeli nie może trochę się podnieść. Tak, żeby po pierwsze – oddalić się na bezpieczną odległość od strefy spadkowej.

Widzew nam w ostatnich latach zdecydowanie nie leży. Na wyjeździe przegrywaliśmy (lub raz remis), u siebie remisowaliśmy (lub raz porażka). Nie potrafimy z tym zespołem wygrać, choć bardzo blisko byliśmy w zeszłym sobie na Bukowej, wówczas dwa punkty odebrał GieKSie jej przyszły i były zawodnik – Jakub Łukowski.

Paradoksalnie wydaje się, że nie ma lepszego momentu, żeby z tym rywalem powalczyć o pełną pulę. Jeśli faktem jest, że Widzew pogrążony jest w chaosie czy nieładzie lub – mówiąc ładniej – jest w przebudowie, to kiedy jak nie teraz? Ustrzelić raz i poprawić w pucharze.

Katowiczanie wygraną w Lubinie pokazali, że dobrze przepracowali okres przygotowawczy. Że są gotowi na rundę i jej wyzwania, mają plan na mecz i potrafią go realizować. To dopiero jednak początek batalii. GieKSa musi swoje punkty zdobywać i umacniać się w tabeli. Dorobek punktowy po osiemnastu meczach jest identyczny jak rok temu. Wówczas wiosna była lepsza niż jesień i nic nie stoi na przeszkodzie, by teraz było podobnie.

W meczu nie zagra Borja Gala, więc trener będzie musiał trochę pokombinować, wiemy też, że uraz miał Alan Czerwiński. To znowu przywołuje temat nowego środkowego obrońcy, na którego czekamy, czekamy i doczekać się nie możemy. Kadrowo to największy mankament naszego zespołu, bo jeśli wypadnie ktoś z powodu kontuzji lub kartek, to naprawdę musimy mocno rzeźbić.

Najważniejsze jednak są wspomniane walory piłkarskie i taktyczne. GieKSa ma wszelkie argumenty, by w pierwszym z dwóch meczów z Widzewem po prostu być lepszym od przeciwnika i wygrać. Do spotkania z Legią przejdziemy wkrótce, bo tam będą analogię do jutra, ale już teraz można powiedzieć, że te dwa spotkania to takie, w których będzie można naprawdę dużo zyskać, ale równie dobrze – dużo stracić. Patrząc bowiem na kiepską postawę Widzewa i absolutnie fatalną Legionistów – trudno wyobrazić sobie, że GKS miałby którykolwiek z tych meczów przegrać. Ale o remisach też nie myślimy…

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga