Piłka nożna
Rywal pod lupą: Rafał Misztal
Najbardziej doświadczony i jeden z zawodników z najdłuższym stażem w ekipie Pogoni Siedlce. Tak pokrótce można scharakteryzować podstawowego golkipera naszych środowych rywali – Rafała Misztala, który w przeszłości stawał już wielokrotnie naprzeciw GieKSie.
4770 minut ligowych minut
Rafał Misztal w Pogoni Siedlce występuje nieprzerwanie od 2015 roku. W tym czasie zdołał już uzbierać grubo ponad 100 spotkań w barwach klubu z Mazowsza, z czego lwią część zanotował w pierwszej lidze. Na początku swojej przygody w Pogoni zaliczył nawet kapitalną serię występów ligowych z rzędu. Od 1 sierpnia 2015 do 11 listopada 2016 rozegrał 53 mecze w pełnym wymiarze czasowym. Jeśli dodamy do tego, że w tym czasie zachował aż 22 czyste konta, to jego bardzo długa seria występów w pierwszej jedenastce była w pełni uzasadniona.
Ekstraklasowy pech
Misztal, pomimo iż większość swojej kariery spędził na boiskach pierwszej ligi, to w przeszłości znajdował się również w kadrach klubów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. W 2006 roku trafił do GKS-u Bełchatów prowadzonego wówczas przez Oresta Lenczyka. Jego rywalami do gry w bramce był doświadczony Piotr Lech i Łukasz Sapela – wychowanek bełchatowskiego klubu. Szanse na debiut Misztala w Ekstraklasie były raczej niewielkie, a na domiar złego w trakcie sezonu doznał zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie. Dwa mecze w Pucharze Ekstraklasy, były jedynymi w tamtej kampanii dla 23-letniego bramkarza. GKS Bełchatów zdobył wicemistrzostwo Polski, walcząc do ostatniej kolejki o końcowy triumf w lidze z Zagłębiem Lubin, a Misztal mimo pechowego roku mógł wpisać do swojego CV pierwszy poważny sukces.
Misztal po zakończonej rekonwalescencji w dalszym ciągu z małymi szansami na grę w Bełchatowie zdecydował się na wypożyczenie do Widzewa Łódź. Zwolennikiem jego talentu był ówczesny trener łodzian – Marek Zub. Co ciekawe, zupełnie odmiennego zdania był trener bramkarzy Józef Młynarczyk, o czym także wspominał później sam Misztal:
”Z bramkarzami zajęcia prowadził Józef Młynarczyk i muszę przyznać, że nie należałem do jego ulubieńców. Nie był orędownikiem mojego dołączenia do zespołu, zresztą jego piłkarskim synem był Kuba Hładowczak. Nie pograłem sobie za wiele, bo przyplątało mi się jeszcze złamanie ręki”.
Co gorsza, poza niechęcią do jego osoby trenera Młynarczyka i kontuzją, która wyłączyła go na jakiś czas z gry, w klubie zdecydowano się zmienić trenera. W miejsce Marka Zuba pojawił się nietuzinkowy Janusz Wójcik i szansa na debiut Misztala w Ekstraklasie w barwach Widzewa zmalała praktycznie do zera. Widzew z ligi spadł, a Rafał Misztal wrócił do Bełchatowa.
Tam na ławce trenerskiej GKS-u nie było już Oresta Lenczyka, którego zastąpił Paweł Janas. Były szkoleniowiec reprezentacji Polski widział Misztala tylko jako drugiego bramkarza, stawiając konsekwentnie na Krzysztofa Kozika. Brak regularnej gry i ciągłe oczekiwanie na upragniony debiut w Ekstraklasie sprawiło, że Rafał Misztal, chcąc odbudować swoją formę, zmuszony był odejść do klubu z niższej ligi. Bramkarzowi do dziś nie udało mu się zaliczyć chociaż jednego meczu na poziomie Ekstraklasy i nie ukrywa, że jest tym faktem mocno rozczarowany:
”Przez 3 lata moja kariera rozkładała się pomiędzy ławką, gabinetami lekarskimi i trybunami. W związku z tym zostałem zmuszony do zejścia pod ziemię, trafiłem do I ligi do Dolcanu i tak moja przygoda dalej się toczyła. Nie jeden chciałby grać na zapleczu ekstraklasy, więc szanuję to, co mam. W podświadomości siedzi jednak myśl, że brakuje mi przynajmniej debiutanckiego występu na najwyższym szczeblu”.
Braterska rywalizacja
To, co nie powiodło się Rafałowi, udało się jego trzy lata młodszemu bratu Piotrowi, który także jest bramkarzem. W rodzinnej rywalizacji ten drugi w przeciwieństwie do brata może się pochwalić jednym jedynym występem w Ekstraklasie w barwach Korony Kielce. Na boisku natomiast stawali naprzeciw sobie czterokrotnie i górą w tych starciach jest Rafał, któremu udało się wygrać z bratem dwa razy, a tylko raz zremisować i przegrać.
Misztal przeciwko GieKSie
Historia rywalizacji Rafała Misztala z GKS-em Katowice jest naprawdę bogata. GieKSa obok Górnika Łęczna jest jednym z klubów, z którymi bramkarz Pogoni Siedlce mierzył się najczęściej w swojej karierze. Środowe spotkanie będzie już jedenastym. Jak dotąd górą w tych starciach jest GKS, co można uznać za dobry prognostyk przed arcyważnym środowym spotkaniem.
Historia wszystkich spotkań:
2008/09
Dolcan Ząbki – GKS Katowice 0:1 (grał 90 minut)
2009/10
GKS Katowice – Dolcan Ząbki 0:0 (grał 90 minut)
Dolcan Ząbki – GKS Katowice 3:2 (grał 90 minut)
2010/11
GKS Katowice – Dolcan Ząbki 1:1 (grał 90 minut)
2015/16
Pogoń Siedlce – GKS Katowice 2:0 (grał 90 minut)
GKS Katowice – Pogoń Siedlce 1:0 (grał 90 minut)
2016/17
GKS Katowice – Pogoń Siedlce 1:0 (grał 90 minut)
Pogoń Siedlce – GKS Katowice 0:1 (grał 90 minut)
2017/18
Pogoń Siedlce – GKS Katowice 1:1 (grał 90 minut + żółta kartka)
2019/20
GKS Katowice – Pogoń Siedlce 2:1 (grał 90 minut)
Bilans: 2 zwycięstwa, 3 remisy i 5 porażek – (900 minut, 2 czyste konta, żółta kartka)
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze