Dołącz do nas

Wywiady

Skowronek: Buduję zespół tak by eliminować najsłabsze ogniwa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez cały okres przygotowawczy mieliście okazje do przeglądania wypowiedzi trenera Skowronka. Pytaliśmy trenera o decyzje personalne, zmiany ustawień. Przed ostatnim sparingiem ponownie w nieco dłuższym wywiadzie sprawdziliśmy, co trener myśli przed zbliżającą się inauguracją.

GieKSa.Pl: Trenerze, pierwszy okres przygotowawczy za Panem w klubie, jakby go Pan podsumował, bo finisz blisko.

Skowronek: Jesteśmy blisko finiszu, bo kończymy siódmy mikrocykl, został tydzień do ligi i nasze przygotowanie fizycznie zmierza do okresu startowego. Z przygotowania fizycznego jestem zadowolony, bo liczby nie kłamią, a na testach były one fajne. Od tej strony jesteśmy przygotowani. Do tego trzeba dołożyć taktykę, szwankuje również nieco zgranie ludzi, którzy do nas doszli. Mam nadzieję, że błędy, które popełniliśmy w sparingach wyjdą nam dobre w meczach ligowych.

Wspomniał Pan o tym przygotowaniu fizycznym i tych liczbach. Nie ma Pan wrażenia, że coraz trudniej zaskoczyć przeciwnika tylko tym elementem?

Na pewno to zmierza w dobrą stronę. Przygotowanie fizyczne jest na dobrych parametrach. Wtedy można wymagać od piłkarzy taktyki. Będąc dobrze przygotowanym do gry oni nie kalkulują np. boczny obrońca nie będzie się zastanawiać czy może pracować wysoko ofensywnie i czy nie braknie mu sił w obronie. Szkolenie pod tym względem jest coraz lepsze. Jestem przekonany, że my jesteśmy dobrze przygotowani pod tym względem do sezonu. Wierzę również, że taktyka będzie pracowała u nas na 100% i łut szczęścia również nam dopisze.

Wspomniał Pan o taktyce. Na co kibice powinni zwrócić uwagę w nowej rundzie, jeśli chodzi o ten element?

Dojdą nowi zawodnicy, oni trenują z nami 2 miesiące i poza Petaszem byli z nami od początku przygotowań. Dzięki temu mogę od nich wymagać to, co sobie założyliśmy w grudniu, styczniu. Wszystko zmierza w dobrym kierunku. Popełniamy błędy indywidualne, ale to normalne w piłce. Chodzi nam jednak oto by popełniać ich mało albo w ogóle. Chcemy by nasza defensywa była stabilna, bo to był problem na jesień, ale nie może to być problem na wiosnę. W ataku myślę, że mamy dużo atutów nie tylko w postaci Goncerza. Atuty te pozwolą nam zaskoczyć przeciwnika nie tylko, jeśli chodzi o taktykę.

W defensywie zauważyliśmy zmianę systemu krycia przy rzutach rożnych. Może Pan coś więcej o tym powiedzieć?

Nie nic nie powiem, bo nie chce niczego zdradzać. Musiało się jednak coś zmienić skoro były z tym problemy. Musimy wprowadzić korekty żeby to lepiej wyglądało, bo traciliśmy znowu bramki.

Jest Pan z tej zmiany zadowolony na tym etapie?

Nie jestem zadowolony, bo znowu wpadły nam bramki. Na początku było wszystko dobrze, bo było zero z tyłu. Super broniliśmy, ale wkradły się problemy. W lidze będzie nowe ustawienie i mam nadzieję, że będzie skuteczne.

W poprzednim sezonie trener Moskal próbował przy defensywnym stałym fragmencie gry zaskoczyć przeciwnika i wystawiał 3 graczy do przodu. Będzie Pan szukał takich rozwiązań czy może skupia się Pan tylko na defensywie?

Na pewno te stałe fragmenty gry w I lidze to atut wielu zespołów. Trzeba zrobić wszystko by tych bramek nie tracić a tak niestety działo się na jesień. Wszystko też jest uzależnione od przeciwnika i ich wzrostu. Jeśli przeciwnik ma wysokich graczy to na pewno warto zastosować ten manewr i wyciągnąć rywali z naszego pola karnego. Generalnie ja chciałbym szukać powtarzalności, byśmy mieli swoje nawyki. Ustawienie będzie stałe, ale będą momenty gdzie będziemy chcieli zaskoczyć przeciwnika.

Sporo zmieniał Pan w obronie, bo Cholerzyński poszedł na bok obrony, Pielorz do środka, jest nowy Frańczak, Petasz, Leimonas. Nie ma Pan obawy, że gdzieś zabraknie zgrania w tej formacji?

Długo już trenujemy w tym ustawieniu, tutaj nie ma przypadku. Treningi są poparte rozmowami indywidualnymi. Cholerzyński spędził większość życia w środku pola. Jest to alternatywa by grał na boku obrony, bo ma predyspozycje do tego. Czy tak zagramy w lidze to jeszcze zobaczymy. Buduje zespół tak by eliminować najsłabsze ogniwa. To, co mamy najlepsze w zespole będzie u nas grało nawet kosztem zmiany pozycji.

Błędy w obronie zdarzały się na bokach obrony gdzie często boczni byli spóźnieni do rywali. Będzie Pan szukać takich rozwiązań jak trener Moskal z Pielorzem na boku i ograniczeniem jego gry do obrony?

Nie, na pewno nie będę zamykać ich gry. Nie chce zamykać ich rozwoju w grze ofensywnej, bo ja chce by tak grali. Piłka idzie w tym kierunku. Ważne jest jednak to by złapać równowagę pomiędzy obroną i atakiem. Jeżeli obrońcy idą do przodu to lepiej muszą zachowywać się środkowi defensywni pomocnicy, którzy uzupełnią te braki. Analizowaliśmy grę GieKSy, gdy nie pracowaliśmy w klubie, widzieliśmy ten problem i dlatego zrobiliśmy takie transfery. Petasz lewa obrona, Cholerzyński może grać na prawej obronie, Frańczak był przymierzany na prawą stronę, ale kontuzję złapał Wołkowicz i teraz będzie grał na lewej stronie. Jest to kreatywny zawodnik, potrafi zejść do środka, robi miejsce dla obrońcy. Po powrocie Wołkowicza, Pietrzaka ( kartki) wszystko zmieni się w tą stronę, tak jak planowaliśmy. Chcieliśmy transfery uniwersalnych ludzi i teraz z tego korzystamy.

Patrząc na papierze na pomoc GieKSy to wydaje się, że jest przewaga graczy, którzy potrafią i chcą grać ofensywnie. Będzie Pan przypisywać im rolę defensywne tak jak to miało miejsce z Bodzionym czy Bętkowskim w poprzedniej rundzie, kiedy oni grali bliżej środka pola i pozycji defensywnego pomocnika?

Żeby szukać ofensywnej gry i nieszablonowości to trzeba zawodnika, który pokierują tą grą. Trochę się nie zgodzę, że mamy więcej graczy ofensywnych, bo defensywę uzupełnia Duda, Leimonas oraz Pielorz, który jest tam przymierzany. Czy będziemy grać dwójką to jest to rozwiązanie na konkretny mecz.

W środku pola wspomniał Pan, że drużyna potrzebuje lidera. Myśli Pan, że Kamil Bętkowski jest już gotowy na to by przejąć taką rolę?

Na pewno jest to zawodnik perspektywiczny, ma duże umiejętności techniczne. Do tego trzeba dołożyć zespół, czyli całą linię środkową. To musi dobrze funkcjonować. Na dzień dzisiejszy funkcjonuje to raz lepiej raz gorzej. Kamil to młody chłopak i musi szukać doświadczenia. Na pewno będziemy starali się z niego korzystać. To od niego zależy czy wykorzysta swoją szansę. Brakowało lidera w tym zespole, w środku pola, dlatego też Pielorz poszedł do pomocy. W ofensywie szukam nieszablonowości i zmian pozycji. Mam nadzieję, że to będzie naszym atutem.

Wspomnieliśmy osobę, Pitrego. Trochę czasu już minęło, ale chcielibyśmy wrócić do pewnej sprawy związanej z jego osobą. Jak Pan zareagował na słowa, że mamy małą stratę do 5 miejsca?

To jak zareagowałem to na pewno nie puszczę tego na forum. Te słowa mi się nie podobały jak to było przekazane na sucho. Wiem, że u Pitrego nie ma minimalizmu, jestem o tym przekonany. Poszło to w świat nie tak jak powinno. Ja jestem ambitną osobą, stawiam sobie wysokie cele. Chce to przelewać na zespół i indywidualne jednostki.

Jeśli chodzi o atak to wspomina Pan w wypowiedziach, że trzeba wspierać Goncerza, bo inni mają mało bramek. Próba grania 1-4-2-3-1 to taka forma szukania alternatywy?

Piłka jest prostą grą, nie możemy przekombinować. Musimy pokazywać zalety chłopaków a ukrywać ich wady. Nasza praca jest na to ukierunkowana. Wspierać musimy Goncerza poprzez podejście linii środkowej bliżej napastnika oraz wsparcie ze skrzydeł. Tutaj taktycznie nie będę odkrywać kart. Trzeba to wszystko zbalansować, bo musimy sprawić, by reszta była skuteczniejsza, ale również podtrzymać skuteczność Goncerza.

Wspomniał Pan o Wołkowiczu, jego kontuzja, jako młodzieżowca to duży problem?

Jest to bardzo duży problem. Wołkowicz indywidualnie miał wyższą formę od pozostałych młodzieżowców. Dawał dużą jakość i pewność zespołowi. Mam nadzieję, że sobie z tym poradzimy.

Petasz miał otworzyć worek z bramkami, jeśli chodzi o stałe fragmenty gry. Na razie obudzili się jednak inni, bo gola strzelił Duda i Goncerz po stałym fragmencie gry.

Musi to być nasza mocna strona na wiosnę. Pierwsza liga w wielu przypadkach nie opiera się na finezyjnej grze. Przygotowanie stałych fragmentów to jeden z głównych aspektów by szukać punktów w tabeli. Mam nadzieję, że nasze nieszablonowe ustawienie będzie ciekawe dla kibiców. Szukamy jednak tego najważniejszego czyli skuteczności.

Wiemy, że na jesień wprowadził Pan monitoring piłkarzy podczas meczu i przekazywał Pan informacje o tym ile podań zrobili, jak grali. Czy dalej będzie Pan z tego korzystał? W jakich aspektach to Panu pomaga?

Widzę, że wszystko wychodzi z szatni ( śmiech). Jest to analiza statystyczna całego zespołu, jak on wygląda w ataku, obronie, przy stałych fragmentach gry. Indywidualnie daje nam to dużo informacji o tym, co sobie założyliśmy na meczu, jak to jest realizowane. Dużym plusem jest to, że możemy zobaczyć, co każdy daje indywidualnie dla zespołu. To jest bardzo pomocne w budowaniu mikrocyklu, w budowaniu swojego planu gry, ale też pomaga w analizie przeciwnika. Mamy dzięki temu bardzo dobrze rozpracowanego przeciwnika. To kosztuje, ale myślę, że będziemy dalej z tego korzystać.

Jeszcze pytanie o pewne niuanse z ławki trenerskiej. Często na mniejszych stadionach mamy możliwość podglądania Pana pracy. Słowo, które często się powtarza to „Odbuduj”. Może Pan wyjaśnić, do czego to nawiązuje?

To są nasze niuanse taktyczne. Nie będę tego wrzucać na forum czy też dla innych trenerów. Mamy dwa takie warianty, ale nie powiem, jakie (śmiech).

Dziękujemy za rozmowę.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Z drugiej ligi do Europy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Esencja piłki nożnej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.

Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.

Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.

W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.

A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.

No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.

Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.

Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.

Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.

W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.

Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.

No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.

Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.

Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.

Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.

Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.

Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.

Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.

W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.

Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.

Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…

Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.

Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.

Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.

Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.

Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.

Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.

Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.

Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.

Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.

To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.

Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.

W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.

Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.

Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.

Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.

Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga