Wywiady
Skowronek: Buduję zespół tak by eliminować najsłabsze ogniwa
Przez cały okres przygotowawczy mieliście okazje do przeglądania wypowiedzi trenera Skowronka. Pytaliśmy trenera o decyzje personalne, zmiany ustawień. Przed ostatnim sparingiem ponownie w nieco dłuższym wywiadzie sprawdziliśmy, co trener myśli przed zbliżającą się inauguracją.
GieKSa.Pl: Trenerze, pierwszy okres przygotowawczy za Panem w klubie, jakby go Pan podsumował, bo finisz blisko.
Skowronek: Jesteśmy blisko finiszu, bo kończymy siódmy mikrocykl, został tydzień do ligi i nasze przygotowanie fizycznie zmierza do okresu startowego. Z przygotowania fizycznego jestem zadowolony, bo liczby nie kłamią, a na testach były one fajne. Od tej strony jesteśmy przygotowani. Do tego trzeba dołożyć taktykę, szwankuje również nieco zgranie ludzi, którzy do nas doszli. Mam nadzieję, że błędy, które popełniliśmy w sparingach wyjdą nam dobre w meczach ligowych.
Wspomniał Pan o tym przygotowaniu fizycznym i tych liczbach. Nie ma Pan wrażenia, że coraz trudniej zaskoczyć przeciwnika tylko tym elementem?
Na pewno to zmierza w dobrą stronę. Przygotowanie fizyczne jest na dobrych parametrach. Wtedy można wymagać od piłkarzy taktyki. Będąc dobrze przygotowanym do gry oni nie kalkulują np. boczny obrońca nie będzie się zastanawiać czy może pracować wysoko ofensywnie i czy nie braknie mu sił w obronie. Szkolenie pod tym względem jest coraz lepsze. Jestem przekonany, że my jesteśmy dobrze przygotowani pod tym względem do sezonu. Wierzę również, że taktyka będzie pracowała u nas na 100% i łut szczęścia również nam dopisze.
Wspomniał Pan o taktyce. Na co kibice powinni zwrócić uwagę w nowej rundzie, jeśli chodzi o ten element?
Dojdą nowi zawodnicy, oni trenują z nami 2 miesiące i poza Petaszem byli z nami od początku przygotowań. Dzięki temu mogę od nich wymagać to, co sobie założyliśmy w grudniu, styczniu. Wszystko zmierza w dobrym kierunku. Popełniamy błędy indywidualne, ale to normalne w piłce. Chodzi nam jednak oto by popełniać ich mało albo w ogóle. Chcemy by nasza defensywa była stabilna, bo to był problem na jesień, ale nie może to być problem na wiosnę. W ataku myślę, że mamy dużo atutów nie tylko w postaci Goncerza. Atuty te pozwolą nam zaskoczyć przeciwnika nie tylko, jeśli chodzi o taktykę.
W defensywie zauważyliśmy zmianę systemu krycia przy rzutach rożnych. Może Pan coś więcej o tym powiedzieć?
Nie nic nie powiem, bo nie chce niczego zdradzać. Musiało się jednak coś zmienić skoro były z tym problemy. Musimy wprowadzić korekty żeby to lepiej wyglądało, bo traciliśmy znowu bramki.
Jest Pan z tej zmiany zadowolony na tym etapie?
Nie jestem zadowolony, bo znowu wpadły nam bramki. Na początku było wszystko dobrze, bo było zero z tyłu. Super broniliśmy, ale wkradły się problemy. W lidze będzie nowe ustawienie i mam nadzieję, że będzie skuteczne.
W poprzednim sezonie trener Moskal próbował przy defensywnym stałym fragmencie gry zaskoczyć przeciwnika i wystawiał 3 graczy do przodu. Będzie Pan szukał takich rozwiązań czy może skupia się Pan tylko na defensywie?
Na pewno te stałe fragmenty gry w I lidze to atut wielu zespołów. Trzeba zrobić wszystko by tych bramek nie tracić a tak niestety działo się na jesień. Wszystko też jest uzależnione od przeciwnika i ich wzrostu. Jeśli przeciwnik ma wysokich graczy to na pewno warto zastosować ten manewr i wyciągnąć rywali z naszego pola karnego. Generalnie ja chciałbym szukać powtarzalności, byśmy mieli swoje nawyki. Ustawienie będzie stałe, ale będą momenty gdzie będziemy chcieli zaskoczyć przeciwnika.
Sporo zmieniał Pan w obronie, bo Cholerzyński poszedł na bok obrony, Pielorz do środka, jest nowy Frańczak, Petasz, Leimonas. Nie ma Pan obawy, że gdzieś zabraknie zgrania w tej formacji?
Długo już trenujemy w tym ustawieniu, tutaj nie ma przypadku. Treningi są poparte rozmowami indywidualnymi. Cholerzyński spędził większość życia w środku pola. Jest to alternatywa by grał na boku obrony, bo ma predyspozycje do tego. Czy tak zagramy w lidze to jeszcze zobaczymy. Buduje zespół tak by eliminować najsłabsze ogniwa. To, co mamy najlepsze w zespole będzie u nas grało nawet kosztem zmiany pozycji.
Błędy w obronie zdarzały się na bokach obrony gdzie często boczni byli spóźnieni do rywali. Będzie Pan szukać takich rozwiązań jak trener Moskal z Pielorzem na boku i ograniczeniem jego gry do obrony?
Nie, na pewno nie będę zamykać ich gry. Nie chce zamykać ich rozwoju w grze ofensywnej, bo ja chce by tak grali. Piłka idzie w tym kierunku. Ważne jest jednak to by złapać równowagę pomiędzy obroną i atakiem. Jeżeli obrońcy idą do przodu to lepiej muszą zachowywać się środkowi defensywni pomocnicy, którzy uzupełnią te braki. Analizowaliśmy grę GieKSy, gdy nie pracowaliśmy w klubie, widzieliśmy ten problem i dlatego zrobiliśmy takie transfery. Petasz lewa obrona, Cholerzyński może grać na prawej obronie, Frańczak był przymierzany na prawą stronę, ale kontuzję złapał Wołkowicz i teraz będzie grał na lewej stronie. Jest to kreatywny zawodnik, potrafi zejść do środka, robi miejsce dla obrońcy. Po powrocie Wołkowicza, Pietrzaka ( kartki) wszystko zmieni się w tą stronę, tak jak planowaliśmy. Chcieliśmy transfery uniwersalnych ludzi i teraz z tego korzystamy.
Patrząc na papierze na pomoc GieKSy to wydaje się, że jest przewaga graczy, którzy potrafią i chcą grać ofensywnie. Będzie Pan przypisywać im rolę defensywne tak jak to miało miejsce z Bodzionym czy Bętkowskim w poprzedniej rundzie, kiedy oni grali bliżej środka pola i pozycji defensywnego pomocnika?
Żeby szukać ofensywnej gry i nieszablonowości to trzeba zawodnika, który pokierują tą grą. Trochę się nie zgodzę, że mamy więcej graczy ofensywnych, bo defensywę uzupełnia Duda, Leimonas oraz Pielorz, który jest tam przymierzany. Czy będziemy grać dwójką to jest to rozwiązanie na konkretny mecz.
W środku pola wspomniał Pan, że drużyna potrzebuje lidera. Myśli Pan, że Kamil Bętkowski jest już gotowy na to by przejąć taką rolę?
Na pewno jest to zawodnik perspektywiczny, ma duże umiejętności techniczne. Do tego trzeba dołożyć zespół, czyli całą linię środkową. To musi dobrze funkcjonować. Na dzień dzisiejszy funkcjonuje to raz lepiej raz gorzej. Kamil to młody chłopak i musi szukać doświadczenia. Na pewno będziemy starali się z niego korzystać. To od niego zależy czy wykorzysta swoją szansę. Brakowało lidera w tym zespole, w środku pola, dlatego też Pielorz poszedł do pomocy. W ofensywie szukam nieszablonowości i zmian pozycji. Mam nadzieję, że to będzie naszym atutem.
Wspomnieliśmy osobę, Pitrego. Trochę czasu już minęło, ale chcielibyśmy wrócić do pewnej sprawy związanej z jego osobą. Jak Pan zareagował na słowa, że mamy małą stratę do 5 miejsca?
To jak zareagowałem to na pewno nie puszczę tego na forum. Te słowa mi się nie podobały jak to było przekazane na sucho. Wiem, że u Pitrego nie ma minimalizmu, jestem o tym przekonany. Poszło to w świat nie tak jak powinno. Ja jestem ambitną osobą, stawiam sobie wysokie cele. Chce to przelewać na zespół i indywidualne jednostki.
Jeśli chodzi o atak to wspomina Pan w wypowiedziach, że trzeba wspierać Goncerza, bo inni mają mało bramek. Próba grania 1-4-2-3-1 to taka forma szukania alternatywy?
Piłka jest prostą grą, nie możemy przekombinować. Musimy pokazywać zalety chłopaków a ukrywać ich wady. Nasza praca jest na to ukierunkowana. Wspierać musimy Goncerza poprzez podejście linii środkowej bliżej napastnika oraz wsparcie ze skrzydeł. Tutaj taktycznie nie będę odkrywać kart. Trzeba to wszystko zbalansować, bo musimy sprawić, by reszta była skuteczniejsza, ale również podtrzymać skuteczność Goncerza.
Wspomniał Pan o Wołkowiczu, jego kontuzja, jako młodzieżowca to duży problem?
Jest to bardzo duży problem. Wołkowicz indywidualnie miał wyższą formę od pozostałych młodzieżowców. Dawał dużą jakość i pewność zespołowi. Mam nadzieję, że sobie z tym poradzimy.
Petasz miał otworzyć worek z bramkami, jeśli chodzi o stałe fragmenty gry. Na razie obudzili się jednak inni, bo gola strzelił Duda i Goncerz po stałym fragmencie gry.
Musi to być nasza mocna strona na wiosnę. Pierwsza liga w wielu przypadkach nie opiera się na finezyjnej grze. Przygotowanie stałych fragmentów to jeden z głównych aspektów by szukać punktów w tabeli. Mam nadzieję, że nasze nieszablonowe ustawienie będzie ciekawe dla kibiców. Szukamy jednak tego najważniejszego czyli skuteczności.
Wiemy, że na jesień wprowadził Pan monitoring piłkarzy podczas meczu i przekazywał Pan informacje o tym ile podań zrobili, jak grali. Czy dalej będzie Pan z tego korzystał? W jakich aspektach to Panu pomaga?
Widzę, że wszystko wychodzi z szatni ( śmiech). Jest to analiza statystyczna całego zespołu, jak on wygląda w ataku, obronie, przy stałych fragmentach gry. Indywidualnie daje nam to dużo informacji o tym, co sobie założyliśmy na meczu, jak to jest realizowane. Dużym plusem jest to, że możemy zobaczyć, co każdy daje indywidualnie dla zespołu. To jest bardzo pomocne w budowaniu mikrocyklu, w budowaniu swojego planu gry, ale też pomaga w analizie przeciwnika. Mamy dzięki temu bardzo dobrze rozpracowanego przeciwnika. To kosztuje, ale myślę, że będziemy dalej z tego korzystać.
Jeszcze pytanie o pewne niuanse z ławki trenerskiej. Często na mniejszych stadionach mamy możliwość podglądania Pana pracy. Słowo, które często się powtarza to „Odbuduj”. Może Pan wyjaśnić, do czego to nawiązuje?
To są nasze niuanse taktyczne. Nie będę tego wrzucać na forum czy też dla innych trenerów. Mamy dwa takie warianty, ale nie powiem, jakie (śmiech).
Dziękujemy za rozmowę.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


hans33
27 lutego 2015 at 10:26
do roboty
http://sport.interia.pl/raport-mapa-kibicow/kto-komu-kibicuje/news-kobiety-fankami-ekstraklasy,nId,1669628