Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna

Śląsk Wrocław kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Fani Śląska Wrocław są jednymi z ważniejszych ekip w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Dorobek Śląska na naszej scenie jest ogromny i w wielu aspektach kibice WKS-u wyznaczyli standardy na krajowych stadionach. Wierność barwom, dbanie o zgody czy bycie konsekwentnym w swoich poglądach to coś, co Śląsk ma od zawsze i trzeba oddać, że na tych wartościach dorobili się potężnej armii fanatyków, będąc hegemonem województwa dolnośląskiego.

Wrocław w 1945 roku dołączył do terytorium Polski, natomiast dwa lata później (w 1947 roku) został założony Śląsk. Ruch kibicowski został zapoczątkowany w latach 70., a już w 1977 roku zawiązała się sztama z Lechią Gdańsk. Było to zdecydowanie wcześniej niż w innych klubach. W latach 80. we Wrocławiu i Gdańsku pojawiły się pierwsze konkretne grupy skinów, dla których wspólnym mianownikiem była nienawiść do komuny, co scementowało zgodę, która w późniejszych czasach rozkwitła na kolejne dekady. U boku Lechistów chuligani Śląska w 1993 roku wzięli czynny udział w potężnej awanturze na meczu Polska – Anglia, który został rozegrany w 1993 roku na Stadionie Śląskim. 700-osobowa banda zlała i wygoniła służby mundurowe z sektora.

W przypadku Motoru Lublin zgoda została zapoczątkowana w 1989 roku. Od tego czasu związali się na stałe i twardo się trzymali pewnych zasad. Pokazali klasę w trakcie równoległej relacji nienawidzących się wzajemnie ekip: Motoru i Wisły Kraków, z którymi Śląsk miał równocześnie zgodę. W pewnym momencie Betony z Gdańska również miały trurdne relacje z Motorowcami, doszło w Lublinie nawet do potężnej awantury, której Śląsk mógł się jedynie przyglądać.

Z Wisłą Kraków zgoda padła w 1988 roku, ale w 1994 roku została odnowiona. Rok 2016 to już przełom nie tylko dla rodziny TKWM, ale także całego polskiego ruchu kibicowskiego. Wisła postanowiła wbić nóż w plecy wieloletniej przyjaźni i pójść w stronę Ruchu Chorzów i Widzewa Łódź, tworząc wspólnie z Elaną Toruń koalicję WRWE. Dla Śląska zakończenie 28 lat wspólnej zgody było dużym ciosem, ale związanie się układem z RTS-em, który ma na sumieniu zabójstwo śp. Rolika (chuligana Śląska) w stoczonej awanturze, było niedopuszczalnym ruchem i taki sam krok uczyniła Lechia, która również od 1994 roku miała zgodę z fanami TSW. Mało kto przyzna to otwarcie, ale na pewno stara gwardia we wszystkich rodzinach TKWM ma żal, jak to się wszystko potoczyło, bo to były naprawdę porządne zgody i szczere relacje.

Fanatycy Śląska mają również regionalną zgodę z Miedzią Legnica. Pierwszy epizod to sezon 1988/1989, który trwał do 1998 roku. Zgoda została zakończona, ale Wrocław z Legnicą łączył układ. W 2001 roku podjęto decyzję, że sztama będzie na nowo i przyjaźń trwa już 23 lata.

Z zagranicznych zgód wrocławianie mają dwie. SFC Opava, to już naprawdę stara i zasłużona zgoda z 1998 roku, jednak nie ma takiego rozmachu i rozgłosu we wspieraniu się jak GieKSa z Banikiem Ostrava. Trzeba jednak zaznaczyć, że to najprawdopodobniej jedyna zgoda na naszym podwórku „przekuta” z koszykówki na piłkę nożną. W czasach mocnej aktywności kibiców Śląska na koszykówce i grania w europejskich rozgrywkach, trafili się z czeską Opavą, co w późniejszym czasie przerodziło się w coś więcej niż prywatne relacje. Ostatecznie obie ekipy z czasem postanowiły wspierać się na stadionach piłkarskich.

Drugą zagraniczną zgodą Śląska jest węgierski Ferencvaros Budapeszt, z którym oficjalnie sztamę mają od 2021 roku. Warto wspomnieć, że z bandą Fare zgodę miał/ma Bałtyk Gdynia, ale ciężko stwierdzić na jakim etapie są relacje, bo Kadłuby działają od lat w ograniczonym nakładzie, mając miedzy sobą również wewnętrze konflikty, więc tu najlepszym określeniem relacj będą prywatne kontakty.

Z mniejszych ekip, które należą do rodziny Śląska Wrocław, są to: Moto-Jelcz Oława, Piast Nowa Ruda, Bielawianka Bielawa, Start Namysłów, Orzeł Ząbkowice Śląskie, Rokita Brzeg Dolny, Stal Brzeg, Kuźnia Jawor czy Kryształ Stronie Śląskie. Wiele innych jeszcze miejscowości należy pod skrzydło Śląska, ale miały różne etapy działalności na swoim podwórku. Przez zgody-zgód mają także naturalnie poprawne relacje z Chojniczanką Chojnice czy Promieniem Żary. Do tego dochodzą Karkonosze Jelenia Góra, które w chwili obecnej są w dobrych relacjach z Miedzią Legnica i WKS-em. Ogólnie Dolny Śląsk w niższych ligach ostatnio mocno się podniósł kibicowsko. Toczy się tam trochę ciekawych spotkań i czasem można również ujrzeć bandę Śląska, która wspiera swoje FC na lokalnym podwórku.

Osobą jednoznacznie kojarzącą się z fanami Śląska jest bez najmniejszego wątpienia  śp. Roman Zieliński, lider legendarnej chuligańskiej ekipy z Oporowskiej – Nabojka. Autor książek („Pamiętnik kibica” oraz „Liga chuliganów”), które w środowisku kibicowskim mają kultowy status. Kibice Śląska w 1995 roku zaczęli wydawać, w sposób profesjonalny, zin Fan Śląsk. Dwa lata później pismo kibiców WKS-u zaczęło ukazywać się już jako dwutygodni. Było w nim dużo informacji od ekip z całego polskiego podwórka, a samo pismo wywarło duży wpływ na rozwój ultra prasy w kraju. Powstało mnóstwo dobrych zinów w Polsce, ale to Śląsk wyznaczył standardy. Nie inaczej było z prostymi pieśniami stadionowymi, które inne ekipy na poważnie wchodzące w kibicowskie rzemiosło, zwyczajnie zaczęły naśladować – wstawiając jedynie nazwę swojego klubu.

Nasza rywalizacja ze Śląskiem jest bogata. Niemalże od debiutu GieKSy w Ekstraklasie w latach 60. graliśmy nieprzerwalnie do połowy lat 90. W 1987 roku zagraliśmy w Opolu swój trzeci z rzędu finał Pucharu Polski. Nasza zgoda, która powstała w latach 80. (nie jest znana dokładna data), miała jeszcze miejsce podczas finału, na którym pojawiło się 1800 fanów GieKSy i aż 5000 kibiców Śląska. W rzutach karnych wygrał WKS i GieKSa nie obroniła tytułu.

W późniejszych latach, kiedy na dobre rozkwitał ruch kibicowski w Polsce, a GieKSa zaczynała pisać swoją historię i budować markę, doszło do meczu ligowego w marcu 1988 roku, kiedy przyjechało 400 fanów Śląska i nasza zgoda przeszła do historii.

W latach 90. nasze mecze to była już oficjalnie kosa. Wiosną 1991 roku do Katowic przyjechało 200 kibiców Śląska.

Rok później w maju 1992 roku na Bukowej pojawiło się już 280 fanów z Oporowskiej.

W sezonie 1992/1993 do Wrocławia wybiera się 40 fanów GieKSy.

Wiosną 1993 roku Śląsk ponownie przyjeżdża do nas i ocenia swoją liczbę na 280 głów. Było to chwilę po słynnym meczu Polska – Anglia na Stadionie Śląskim, kiedy WKS pokazał swoją moc z Lechią. GieKSa wyrała 4:2, a Śląsk pożegnał się z Ekstraklasą na rok.

Jesienią 1995 roku Śląsk przyjeżdża na Bukową w 200 osób, w tym 20 Wisła Kraków i 10 Lechia Gdańsk.

W maju 1996 roku na Oporowskiej zameldowało się 100 fanatyków GieKSy, którzy dotarli na drugą połowę meczu.

W październiku 1996 roku ponownie w Katowicach mecz. Śląsk na środowym wyjeździe przyjechał w 96 głów.

W maju 1997 roku graliśmy we Wrocławiu. Doszło do kuriozalnej sytuacji. Śląsk, który się wycofywał z Ekstraklasy ogłosił, że mecz zostanie rozegrany bez widzów. Na godzinę przed meczem zostały jednak otwarte bramy i 1500 kibiców gospodarzy zajęło trybuny. W ciemno pojechało 2 GieKSiarzy, którzy weszli, ale nie ujawnili się. GKS wygrał 2:0, a Śląsk ponownie pożegnał się z elitą.

W 1999 roku dołączamy do Śląska i nasza rywalizacja zaczyna się na zapleczu Ekstraklasy. Pierwszy mecz był w październiku 1999 roku na Oporowskiej. Po ogromnej mobilizacji wybrało się 378 fanatyków, co na tamte czasy było znakomitą liczbą.

Wiosną 2000 roku zagraliśmy mecz, który przeszedł do historii. Blaszok był nabity od piwnicy po poddasze. Pokazaliśmy się wokalnie oraz pirotechnicznie (ogromna liczba rac). Śląsk przyjechał blisko 1000-osobową armią, co na tamte czasy było „kosmosem”. Nasze kluby zaraz miały świętować powrót do Ekstraklasy. ale wystawienie wtedy takiego składu wraz z sektorówką „Cała Polska w cieniu Śląska”, sprawiło, że WKS zapamiętaliśmy jako jedną z najlepszych wizyt w historii Bukowej. Odnośnie sektorówki – była tak wielka i kusiła, że kilku naszych partyzantów wybiegło z racami na murawę i próbowało ją przestrzelić, bo spalenie ca łej było niemożliwe. Po tej próbie doszło do awantury.

Jako beniaminkowie w tym samym roku graliśmy ponownie na Bukowej. W sierpniu pojawiło się… 95 kibiców Śląska. Spory szok patrząc jaką liczbą byli trzy miesiące wcześniej.

W kwietniu 2001 roku graliśmy rewanż na Oporowskiej. Wybrało się 170 fanatyków GieKSy, którzy oglądali zwycięstwo po pięknej bramce Łukasza Gorszkowa. Nasz skład został nietypowo umiejscowiony – na trybunie pod dachem, która konstrukcją mocno przypomina Blaszok.

W sezonie 2001/2002 występowaliśmy razem w Ekstraklasie, ale… nie zagraliśmy ze sobą żadnego meczu. Jak to możliwe? Przed sezonem PZPN wpadł na „znakomity” pomysł uatrakcyjnienia rozgrywek i podzielił ligę na Grupę A i B po 8 drużyn, które później zostały podzielone na grupy: mistrzowską i spadkową. GieKSa rzutem na taśmę awansowała do górnej części, zaś WKS walczyć musiał o utrzymanie, co mu się ostatecznie nie udało. Śląsk później spadł jeszcze niżej i rywalizować musiał nawet na trzecim poziomie. Gdy w 2005 roku wrócili na zaplecze, nas już tam nie było. GieKSa spadła z hukiem i naszą odbudowę zaczynaliśmy na 4 poziomie rozgrywkowym.

Ponownie, i ostatni raz, we Wrocławiu zagraliśmy w sierpniu 2007 roku. Na Oporowską wybrało się 513 kibiców, w tym 17 Banik Ostrava, co jest naszą najlepszą liczbą w historii na stadionie WKS-u. Mecz miał dodatkowe emocje, przez wykrojenie flagi SFC Opava przez naszych kolegów z Banika. Paląca się na sektorze flaga Opavy doprowadziła do wściekłości miejscowych, którzy próbowali wyważyć bramę i wjechać na murawę.

Wiosną 2008 roku mieliśmy prawdziwe święto na Bukowej. Stadion wypełniony w ponad 10,000 widzów. Ultras GieKSa nie próżnowała z oprawami, odpalając na potęgę niezliczoną ilość pirotechniki, a Śląsk, mimo otrzymania 1000 biletów, na różne sposoby ostatecznie zagościł w 1300 osób, co jest ich rekordem w Katowicach i jedną z najliczniejszych ekip spoza Górnego Śląska które przyjechały na Bukową.

W niedzielę fani Śląska nie będą mieli takich dogodnych warunków, jak dawniej, ale komplet w klatce po 16 latach braku rywalizacji między nami i tak sprawi, że będzie to ciekawe spotkanie na trybunach jednak. Przekrzyczeć Blaszok będzie im jednak niezwykle trudno.

Do zobaczenia fanatycy!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga