Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GieKSa – Pogoń: To może być najtrudniejszy mecz tej jesieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Pogoń Szczecin.

 

gs24.pl – Ligowy weekend od piątku do poniedziałku. Zaczną go szczypiornistki SPR Pogoni Szczecin

[…] PKO Ekstraklasa: GKS Katowice – Pogoń Szczecin, sobota, godz. 20.15

Po wygranej z Zagłębiem Lubin Portowcy awansowali na 10. pozycję, a piłkarze i sztab otwarcie mówią, że ten rok chcą zakończyć zwycięstwami. Sukces na nowym stadionie GKS mógłby oznaczać kolejną poprawę lokaty w tabeli. Katowiczanie nie pomogą, bo są tuż nad strefą spadkową, a nerwowej zimy chcą uniknąć.

 

Thomas Thomasberg przed GKS – Pogoń: Nie myślimy o Pucharze Polski. Liczy się teraz mecz z GKS

Bez Danijela Loncara zagra Pogoń Szczecin w Katowicach. Oba zespoły mają podobny cel na to starcie – wygrać i oddalić się od strefy spadkowej.

Mecz Pogoń – GKS w sobotę o godz. 20.15 na nowym, katowickim stadionie. Ze starą „Bukową” Portowcy pożegnali się porażką 1:3, a w historii zazwyczaj się tam męczyli. Jak otworzą nowy rozdział rywalizacji?

Na Śląsk Pogoń uda się w piątek, a już w czwartek trener Thomas Thomasberg uczestniczył w przedmeczowej konferencji prasowej.

Sytuacja zdrowotna po meczu z Zagłębiem

Na pewno bez Danijela Loncara, który ma za dużo żółtych kartek i musi pauzować. Pozostali zawodnicy, którzy w ostatnich meczach grali wyglądają dobrze, nie ma większych problemów. Są drobne zmartwienia, ale to normalne w tym okresie roku. Ja również je odczuwam. Będziemy gotowi do spotkania. Konkretów nie zdradzę, by nie ułatwiać zadania rywalom.

Jakie wnioski po Zagłębiu

Już o tym mówiłem zaraz po meczu i to powtórzę. Po strzeleniu bramki wkradł się zły mental, źle graliśmy, ale nie skupialiśmy się nad tym, bo pracowaliśmy pod mecz z GKS. Wygraliśmy, przełamali się piłkarze, którzy tych goli nie strzelali, więc byliśmy bardzo zadowoleni z efektów tego spotkania.

Wyjazdowy dorobek Pogoni

Nie wygrywaliśmy w lidze, ale w PP poszło nam dobrze. Gra się ciężko, trzeba być naprawdę w bardzo dobrej formie, by zdobyć 3 punkty. Wierzymy, że tak będzie w Katowicach i zakończymy rok dobrze. Ogólnie jednak na wyjazdach punktuje się gorzej, choć jak chcemy być wysoko w tabeli to musimy się poprawić. Za mojej kadencji – remis w Poznaniu, wygrana w Warszawie i porażka w Płocku. Nie jest więc źle.

Kto będzie oglądał mecz Piast – Widzew?

Drużyna na pewno tego meczu nie będzie oglądać. Trenerzy – zobaczą, ale nie wiem, czy na stadionie czy w hotelu. Jeszcze to przedyskutujemy w podróży. Wiem, że mecz pucharowy z Widzewem jest ważny, ale wszyscy muszą zrozumieć, że przed nami ten najważniejszy mecz – z GKS. Po nim pełne skupienie na Widzewie.

Kacper Łukasiak i Marcel Wędrychowski w składzie GKS

Wiem, że grali w Pogoni, byli z nią długo związani, od dziecka i na pewno to dla nich szczególne spotkanie. Nie sądzę, byśmy jednak na nich się skupili. My musimy wykonać swoje zespołowe zadania.

Taktyka GKS to 1-4-3-3. Jakie są mocne strony tej drużyny?

To drużyna, która sporo strzela i sporo traci. Spodziewam się otwartego meczu. Musimy być mocni w defensywie, zagrać na zero z tyłu. Myślę, że będziemy mieć przestrzenie do ataku i wykorzystamy to.

Duet stoperów Wahlqvist – Keramitsis, a z prawej Lis.

Nie zdradzę składu. Są różne opcje, bo jest np. Ali. Manewr z Linusem też już sprawdzaliśmy i go nie wykluczam w sobotę. Ale do meczu nic nie powiem.

[…] Trzy mecze w tydzień, czyli większe rotacje w składzie?

Liczy się teraz GKS. Mogą być zmiany w składzie, mamy wątpliwości przy 2 nazwiskach, ale nie myślimy, by oszczędzać siły na wtorek. O Widzewie pomyślę w sobotę wieczór. Ja zawsze wystawiam najsilniejszy skład. Jak masz 15-16 zawodników gotowych do gry to z tej grupy wybierasz drużynę. W moim poprzednim zespole zagraliśmy 13 spotkań w 7 tygodni, więc to jest dużo. W Polsce nie ma takiego problemu.

GKS miał dłuższą przerwę w grze

Nie wiem, jak to wpłynie na drużynę GKS. Przekonamy się w sobotę. Nie powinno to jednak mieć większego znaczenia. Cieszę się, że my graliśmy w poniedziałek, bo był czas na odpoczynek i przygotowania. Nie sądzę też, by GKS miał nad nami przewagę, bo nie grał przez 3 tygodnie.

 

To może być najtrudniejszy mecz tej jesieni. Pogoń powalczy o punkty w Katowicach

GKS Katowice jest tuż nad strefą spadkową, a nikt nie chce w niej zimować. O podwójną mobilizację na Portowców postarają się Marcel Wędrychowski i Kacper Łukasiak.

Po wygranej z Zagłębiem Lubin szczecińska drużyna awansowała z 15. pozycji na 10. Ma 4 punkty straty do strefy medalowej i 4 przewagi nad strefą spadkową. Od obecnie 15. GKS Katowice ma 3 więcej. Pozycje obu zespołów są niespodziankami. W Szczecinie chcieli walczyć o podwójną koronę, ale jesień nie była idealna. Udanym finiszem roku Pogoń chce być przynajmniej w czołowej ósemce tabeli oraz w ćwierćfinale Pucharu Polski.

GKS rok temu był beniaminkiem. Zajął 8. miejsce i raczej był zespołem bezkompromisowym (14 zwycięstw, 13 porażek i tylko 7 remisów). Latem przebudował skład, a do drużyny dołączyli młodzi gracze – m.in. Łukasiak i Wędrychowski. Obaj nie dogadali się w kwestiach finansowych z Pogonią. Stare władze obiecywały więcej niż chciał dać nowy zarząd. Skorzystał GKS, ale nie można ocenić, by byli Portowcy mieli jakiś duży wpływ na wyniki. Wędrychowski zagrał w 15 meczach ligowych, tylko 4 rozpoczynał w „11”. Uzbierał ledwie 510 minut. Bramki nie zdobył, zanotował 1 asystę. Łukasiak – 10 gier, 7 w „11”, blisko 600 minut na boisku, 0 bramek i asyst. Trener Rafał Górak (pracujący w GKS od 2019) pewnie spodziewał się więcej. Liderami GKS są Bartosz Nowak i Mateusz Kowalczyk, ale w składzie jest więcej graczy, którzy mogą błysnąć – np. Ilja Szkurin czy Arkadiusz Jędrych.

[…] W składzie Pogoni na pewno zabraknie kontuzjowanego Leo Borgesa oraz pauzującego za kartki Danijela Loncara (pewnie zastąpi go Marian Huja). Pozostali będą gotowi do gry, więc nie ma co się spodziewać dużych zmian w porównaniu z Zagłębiem.

 

ekstraklasa.org – W zasięgu meczu – 17. kolejka 2025/2026 (sobota)

Każda z niżej sklasyfikowanych drużyn w dzisiejszych parach meczowych, w razie zwycięstwa może dogonić lub przegonić bezpośredniego konkurenta w tabeli, bo tak nieduże są interwały punktowe między nimi. Dziś spotkania: Lechia Gdańsk – Bruk-Bet Termalica Nieciecza (2 punkty różnicy), Korona Kielce – Cracovia (1 punkt różnicy) oraz GKS Katowice – Pogoń Szczecin (3 punkty różnicy).

[…] GKS KATOWICE – POGOŃ SZCZECIN

SYTUACJA: Dość bezkompromisowo grają te drużyny. Wraz z Widzewem Łódź oraz Rakowem Częstochowa to one remisują najrzadziej w stawce (wszystkie cztery – po 2 razy). Również po stronie porażek u obu ekip widnieje ta sama liczba (po 8). Pogoń Szczecin ma natomiast jedno zwycięstwo więcej (6:5), ale też jedno spotkanie rozegrane więcej. W związku z tym, Gieksa dziś może zrównać się dorobkiem z Portowcami. Nic dziwnego, że według wskaźniku prawdopodobieństwa zwycięstwa według Opta Stats Perform GKS i Pogoń mają dziś prawie identyczne szanse na triumf – różnica to tylko 0,1%!

HISTORYCZNIE: Historia rywalizacji między nimi na najwyższym szczeblu rozpoczęła się 59 lat temu – w październiku 1966 roku. W sezonie 1986/1987 te drużyny wspólnie stały natomiast na podium piłkarskich mistrzostw Polski (Pogoń Szczecin srebro, GKS Katowice brąz). W bilansie starć utrzymuje się remis pod względem zwycięstw. W elicie oba kluby wygrywały wszak po 17 razy.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: GKS Katowice, kiedy już wychodzi na prowadzenie to nie oddaje punktów rywalom. W pięciu spotkaniach w tym sezonie osiągał przewagę bramkową nad przeciwnikiem i każdy z nich zakończył się zwycięstwem ekipy Rafała Góraka. Aż 7 z 21 bramek tej drużyny (33,3%) wyprowadzało na prowadzenie, dalsze 8 podwyższało stan posiadania.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Tym ciekawsza wydaje się konfrontacja z Pogonią Szczecin, która najczęściej wśród uczestników ligowych zmagań odrabia straty, punktując. Zarobiła bowiem już 11 punktów w meczach, w których prowadził rywal. Stało się tak z Cracovią (od 0:1 do 2:1), z Lechem Poznań (od 1:2 do 2:2), z Widzewem Łódź (od 0:1 do 2:1), Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (od 0:1 do 1:1) i Motorem Lublin (od 0:1 do 4:1). To aż 55% całego dorobku Portowców z tych rozgrywek!

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: GKS Katowice – 37%; Pogoń Szczecin – 37%

CZY WIESZ, ŻE: Pogoń Szczecin: xG za 2 ostatnie mecze – 5,95 (bez rzutów karnych – 5,16); xGOT za 2 ostatnie mecze – 5,7

GKS Katowice: 10 goli strzelonych w 4 ostatnich meczach (śr. 2,5/mecz) i 9 asyst w 4 ostatnich meczach (śr. 2,25/mecz)

GKS Katowice to Jedyna drużyna, która nie straciła punktów w meczach, w których wyszła na prowadzenie

GKS Katowice: Łącznie w jego meczach podyktowano 1 rzut karny (0 dla GKS; 1 dla rywali)

GKS Katowice: Najwyższa celność strzałów (38,1%), w tym strzałów niezablokowanych (53,3%). Też: 10 z 20 strzałów tej drużyny w 2 ostatnich meczach było celnych

GKS Katowice: najwięcej podań prostopadłych (24, w tym 13 w 2 ostatnich meczach)

GKS Katowice: rywale zablokowali łącznie 2 strzały tej drużyny w 2 ostatnich meczach (1+1)

Rafał Strączek (GKS Katowice): 1 gol stracony w II połowach w tym sezonie (6 meczów)

Ilja Szkurin (GKS Katowice) – 8,06 kontaktu z piłką w polu karnym rywali/90 min. gry

GKS Katowice: 8 meczów z rzędu bez porażki u siebie z Pogonią Szczecin w Ekstraklasie (ostatnia – 20.05.1995)

Pogoń Szczecin: 12 goli strzelonych w 6 ostatnich meczach (w 4 z nich strzelała minimum 2 gole)

Pogoń Szczecin ma Najwięcej punktów zdobytych w meczach, w których przegrywała (11)

Pogoń Szczecin: Najwięcej strzałów oddanych z pola karnego rywali (173), w tym strzałów celnych (64)

Pogoń Szczecin: Najwięcej meczów z minimum 8 celnymi strzałami (5)

Pogoń Szczecin: Najwięcej meczów, w których oddawała ponad 25 strzałów (2, tyle samo: Lech Poznań) i w których oddawała ponad 20 strzałów (5)

Pogoń Szczecin: Najwięcej goli strzelonych po rzutach rożnych (7; w tym w 3 z 6 ostatnich meczów)

Pogoń Szczecin: 25 obronionych strzałów rywali w 5 ostatnich meczach (w 3 z 5 ostatnich meczów skuteczność obron minimum 80%)

Adrian Przyborek (Pogoń Szczecin) – 2 mecze z rzędu z punktem w klasyfikacji kanadyjskiej

Pogoń Szczecin: 10 goli strzelonych w 4 ostatnich meczach z GKS Katowice w Ekstraklasie

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga