Dołącz do nas

Piłka nożna kobiet

Trzy punkty dla koneserów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Na trybunach jak zwykle zameldowały się Kamila Tkaczyk i Marlena Hajduk, mogąc śledzić tym samym poczynania swoich byłych koleżanek z drużyny. Mecz był co prawda mało porywający i często dość przypadkowy, jednak najważniejszy jest końcowy wynik.

Mecz rozpoczęła wyraziście Patrycja Kozarzewska: 60 sekund i dwa groźne przechwyty, zakończone jednak kiepskimi podaniami. W 3. minucie Klaudia Maciążka otrzymała prostopadłe podanie z pierwszej piłki od Aleksandry Nieciąg i później dwukrotnie centrowała w szesnastkę – raz wybijała obrończyni, a za drugim razem pewnie wyłapała Sowalska. Dwie minuty później role się nieco odwróciły, gdy Maciążka wypuściła pomysłowym lobem Jaszek, a Nieciąg na 6. metrze uderzyła tuż obok słupka z jej dośrodkowania. Kolejna kombinacyjna akcja w stylu agresywnej tiki-taki nadeszłą w 10. minucie, piłka krążyła jak po sznurku i dopiero ostatnie podanie Nicoli Brzęczek już w pole karne okazało się nieco zbyt mocnym. Wobec tylu ataków GieKSy SMS miał na swoim koncie jedynie dwie sytuacje, gdy wykazać się musiała Oliwia Macała i to poza światłem bramki. Do tego po ich stronie doszedł błąd w komunikacji z golkiperką, na czym skorzystała Nieciąg i wyłożyła piłkę Maciążce, której zabrakło milimetrów do dogonienia futbolówki. Pierwsza prawdziwie groźna akcja miała miejsce po kwadransie gry, gdy Paulina Filipczak poradziła sobie z Hmirovą i zacentrowała do Oliwii Bałdygi, na szczęście jej uderzenie zablokowała Kozarzewska. Od tego momentu Trójkolorowe na kilka minut zupełnie zniknęły, a gościnie miały dobrą okazję choćby po rzucie rożnym w 21. minucie. W 23. minucie po rzucie rożnym z kolei próbowała swojego szczęście Zofia Pągowska i spod linii bocznej na 25. metrze trafiła tuż pod poprzeczkę, na wysokości zadania stanęła jednak Oliwia Macała. Minutę później po naszym rzucie rożnym wracać na tyły musiała Katarzyna Nowak, przerywając po wymagającym sprincie obiecujący kontratak. Długo przeciągała się zwyczajna nuda na trybunach, gdy nagle w 34. minucie Nowak posłała mocną piłkę pod linię końcową na dobieg do Maciążki, a po jej dośrodkowaniu końcami palców niebezpieczeństwo zażegnała Sowalska. Kto jak nie Nieciąg – w 37. minucie wykorzystała rykoszet od słupka po główce z dystansu Brzęczek i trafiła obok bezradnej bramkarki. Warto także docenić dobre dośrodkowanie Katarzyny Nowak po jej wrzucie z autu, cały tercet zawodniczek spisał się na medal. W 44. minucie Macała odbiła piłkę wprost pod nogi rywalki i z poświęceniem rzuciła się pod nadbiegającą Jagodę Cyraniak, by skutecznie zablokować strzał. Ostatecznie obrończyni na raty wybijała za linię końcową, ogromne to było zamieszanie w naszej szesnastce. Nasza golkiperka położyła się na murawie z grymasem bólu i na trybunach zapanowała cisza, na szczęście szybko była w stanie wrócić do gry.

Po wejściu na murawę od razu obraz gry ożywiła Julia Włodarczyk za sprawą przejęcia i długiej piłki do Nicoli Brzęczek. W 52. minucie niesygnalizowanym strzałem zagroziła naszej bramce Yana Urakova, ale Oliwia Macała instynktownie zdołała sparować piłkę poza światło bramki. W 56. minucie za linię obrony dograła Nowak, Aleksandra Nieciąg z lekką dozą szczęścia przyjęła bardzo niewygodną piłkę i odbiła ją od golkiperki pod nogi Maciążki. Skrzydłowa z pełnym spokojem minęła obrończynię, odnajdując tym samym pustą bramkę i… trafiła w boczną siatkę. Niewykorzystane sytuacje się mszczą, Inez Sikora huknęła w dolny róg bramki, wykorzystując nasze złe ustawienie i spóźniony doskok Kozarzewskiej. Szybko mogła odpowiedzieć Włodarczyk, gdy przepchnęła w pole karne kolejną centrę Nowak, ale i tym razem w sytuacji sam na sam górą była Sowalska. Po rzucie rożnym na długi słupek uderzała Nowak, tam stała Brzęczek i wybiła piłkę ze światła bramki, choć zupełnie przypadkowo. W 64. minucie Kozarzewska nabiegała na toczącą się piłkę po wrzutce Hmirovej, ale w ogóle w nią nie trafiła i sytuację ratować musiała Zawadzka. W 75. minucie sytuację sam na sam wybroniła Oliwia Macała po nieporozumieniu Cyraniak z Zawadzką, Sikora miała doskonałą sytuację na dublet. Ponownie na prowadzenie wyszliśmy po szybkim rozpoczęciu z rzutu wolnego przez Hmirovą. Julia Włodarczyk wrzuciła w szesnastkę, Nieciąg zgrała głową, a niczym Lukas Klemenz akcję wykończyła Marcjanna Zawadzka – 2:1! Za ciosem chciała pójść Hmirova soczystym strzałem z dystansu, ale finezyjna próba minęła bramkę o dobry metr. Kolejna próbę Włodarczyk wycelowała wprost w golkiperkę, a szansę wykreowały jej rajdem Maciążka i wcześniej (kolejnym!) długim podaniem Nowak. W 88. minucie Katarzyna Nowak w banalny sposób dała sobie odebrać piłkę jako ostatni obrońca, znów Macała ratowała nasz wynik. 90. minuta okazała się minutą kiksów – najpierw Zawadzkiej przy wybiciu, a potem Wosik przy próbie strzału. W doliczonym czasie gry SMS przypuścił szturm na naszą bramkę za sprawą kolejnych rzutów rożnych, ale na nic się to zdało.

Ważna informacja – Górnik Łęczna przegrał z Pogonią Szczecin, więc dzięki zwycięstwu GieKSa odrobiła trzy punkty do liderek!

GKS Katowice – Grot SMS Łódź 2:1 (1:0)
Bramki: Nieciąg (37), Zawadzka (77) – Sikora (58).
GKS Katowice: Macała – Nowak, Zawadzka, Cyraniak – Jaszek (71. Vuskane), Kozarzewska (89. Posiewka), Kalaberova (46. Włodarczyk), Hmirova – Maciążka, Nieciąg (89. Langosz), Brzęczek.
SMS Łódź: Sowalska – Kolis, Bałdyga, Bartczak, Sikora (79. Miązek), Filipczak, Pągowska (69. Fesinger), Potrykus, Osajkowska, Urakova (86. Wosik), Balcerzak.
Kartki: Nowak, Kozarzewska – Bałdyga.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga