Dołącz do nas

Siatkówka

Wygrać po raz piąty z rzędu? Dlaczego nie!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

BBTS BIELSKO-BIAŁA – GKS KATOWICE  4 listopada (sobota) godz. 17.00

 

{RZECZYWISTOŚĆ}

Następnym rywalem w PlusLidze jest BBTS Bielsko-Biała i nie ma co tu ukrywać, że to GKS jest zdecydowanym faworytem. Bielszczanie po sześciu rozegranych spotkaniach, mają zerowe konto punktowe i zaledwie trzy wygrane sety, więc zasłużenie mocno dzierżą w dłoniach czerwoną latarnię.

Katowiczanie mają na swoim koncie już pięć zwycięstw, w tym cztery z rzędu, a przeciwnika takiego, co pokonanie go to nasz obowiązek. W poprzednim sezonie GKS miał tylko raz passę czterech wygranych pod rząd, więc ewentualne zwycięstwo w Bielsku, ustanowi nowy rekord pod tym względem! Ponadto GKS lubi grać z tym przeciwnikiem, ponieważ nie przegrał jeszcze z nim ani jednego seta w PlusLidze. Ostatnio GieKSa sprostała zadaniu, bycia faworytem i pewnie pokonała Dafi Społem, a teraz nawet mecz wyjazdowy, nie powinien być jakimś utrudnieniem. Widać jak na dłoni, że nasi siatkarze ustabilizowali formę w meczach z ekipami na swoim poziomie lub troszkę słabszymi i to się chwali. W sobotę trzeba tylko powielić grę zaprezentowaną w hali w Szopienicach, unikać przestojów w grze i popełniać jak najmniej błędów własnych, a w szczególności na zagrywce i będzie dobrze. W myśl zasady, że zwycięskiego składu się nie zmienia, nie ma co się spodziewać jakichś roszad w wyjściowej szóstce naszych graczy.

Co innego u naszych rywali. Trener Rastislav Chudik z racji kiepskich wyników, rotuje składem i zmienia do woli w każdym spotkaniu. Zawodzą obcokrajowcy, zawodzą Polacy i w Bielsku mają problem nie do pozazdroszczenia. Najlepiej punktującymi w zespole BBTS-u i tak są obaj Rosjanie. Atakujący Krikun zdobył 75 punktów, a przyjmujący Tarasow 61 oczek, ale od nich i tak wymaga się dużo lepszej gry. Brakuje również odpowiedniego wsparcia środkowych, choć średnią bloków na set mają podobną do naszej (2,1). Zawodzi też u rywali zagrywka, zaledwie 17 asów to drugi najsłabszy wynik w całej lidze, oprócz zespołu z Kielc. Do rozgrywającego Australijczyka, Peacocka, też miano wiele uwag, więc tak naprawdę trudno tu na kogoś z przeciwników zwracać szczególną uwagę.

Zresztą… nie ma co patrzeć na rywali, mamy po prostu grać na swoim poziomie, a jakość siatkarska jest na pewno po naszej stronie. TYLKO zwycięstwo… TYLKO TRZY punkty…

Przewidywane wyjściowe szóstki:

GKS: Komenda, Butryn, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
BBTS: Peacock, Krikun, Siek, Gaca, Tarasow, Janeczek, Czauderna (libero).

 

{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}

bbtsbielsko.pl – BBTS – GKS Katowice

Z obecną trzecią siłą ligowej tabeli zagramy w sobotnie popołudnie. BBTS w hali Pod Dębowcem podejmie GKS Katowice.

Przed zawodnikami Rostislava Chudika trzeci mecz na własnym parkiecie. Rywalem będą podopieczni Piotra Gruszki, którzy w poprzedniej kolejce pewnie wypunktowali Dafi Społem Kielce (3:0). GKS Katowice dokonał kilku wzmocnień przed startem sezonu. Główna zmiana zaszła na pozycji rozgrywającego, Włocha Marco Falaschiego zajął Marcin Komenda, na środku siatki występuje Słowak Emanuel Kohut, Gerta van Walle zastąpił Dominik Witczak. Katowickie przyjęcie wzmocnił także Argentyńczyk Gonzalo Quiroga. Analizowaliśmy grę GKS, znamy ich słabsze punkty. To nie jest słaby zespół, co pokazuje ich miejsce w tabeli. Grają tam dobrzy zawodnicy, reprezentanci krajów. My po dłuższym czasie wracamy z treningami do własnej hali. Będziemy walczyć o pierwsze zwycięstwo, na treningach chłopcy dają dużo od siebie, wszyscy chcemy to przełożyć na mecz. Drużyna potrzebuje trochę spokoju, ale terminarz jest dla nas nieubłagany – tłumaczy Rostislav Chudik.  (…)

 

{HALA SPORTOWA}

Mecz odbędzie się w bielskiej hali Pod Dębowcem, która może pomieścić maks. 4,5 tys. widzów. W poprzednim sezonie bielszczanie nie rozpieszczali swoich kibiców, odnosząc zaledwie 3 wygrane, przy aż 13 porażkach! Z racji zerowego dorobku punktowego w tym sezonie, również bilans spotkań „u siebie” nie może napawać optymizmem. BBTS przegrał z Resovią 1:3 i z Cuprum 1:3, a mecz z Łuczniczką odbędzie się pod koniec bieżącego miesiąca.
GKS jak wiadomo w zeszłym sezonie grał dobrze „na wyjazdach”, bilans był remisowy, po 8 zwycięstw i porażek. A w obecnym sezonie GieKSa na inaugurację pokonała Czarnych 3:1, potem przegrała z ONICO 1:3, następnie zwyciężyła Trefla Gdańsk 3:0, a ostatnio pokonała Espadon Szczecin 3:2.

{HISTORIA}

Pierwszy mecz z BBTS-em odbył się w Bielsku w dniu 22 października 2016 roku i zakończył się wygraną GKS-u 0:3 (24:26, 22:25, 15:25). Punktowali w tym spotkaniu, dla BBTS-u: Janeczek 8, Gryc 6, Vemić 5, Bartos 5, Kwasowski 4, Siek 3, Gaca 2, Grzechnik 2, Storożyłow 1, Modzelewski 1. Dla GKS-u: Van Walle 17, Kapelus 11, Krulicki 8, Sobański 8, Kalembka 7, Falaschi 2, Błoński 2.
Rewanż odbył się w Spodku w dniu 23 stycznia 2017 roku i GieKSa znów wygrała bez straty choćby seta, 3:0 (25:22, 25:21, 25:13). Punkty zdobyli, dla GieKSy: Butryn 17, Kapelus 14, Kalembka 11, Krulicki 8, Sobański 4. Dla BBTS-u: Janeczek 7, Lipiński 6, Gaca 5, Storożyłow 4, Grzechnik 2, Siek 2, Gryc 2, Bieńkowski 1, Vemić 1, Bartos 1, Kwasowski 1.

 

{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – BBTS}

[Bilans meczów] – 2:0
[Bilans punktów] – 6:0
[Bilans setów] – 6:0
[Bilans małych punktów] – 151:117

[Rozegrane mecze – 2] – GKS: 2- Krulicki, Butryn, Falaschi, Kapelus, Kalembka, Van Walle, Mariański, Stelmach, Sobański, Stańczak, 1- Błoński, Fijałek,
BBTS: 2- Gaca, Grzechnik, Storożyłow, Siek, Gryc, Czauderna, Janeczek, Bieńkowski, Koziura, Vemić, Bartos, Kwasowski, 1- Modzelewski, Lipiński,

[Rozegrane sety – 6] – GKS: 6- Krulicki, Falaschi, Kapelus, Kalembka, Sobański, Stańczak, 5- Mariański, 4- Butryn, Van Walle, Stelmach, 2- Fijałek, 1- Błoński,
BBTS: 6- Storożyłow, Czauderna, Koziura, Vemić, 5- Grzechnik, Siek, Janeczek, Bieńkowski, Bartos, Kwasowski, 4- Gaca, Gryc, 2- Lipiński, 1- Modzelewski,

[Czas trwania spotkań] – 71:83 = łącznie 154 minuty
[Widzów] – 2650:500
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 42 – BBTS 48

[Ilość zdobytych punktów] – GKS 109 – BBTS 69
GKS – Kapelus 25, Kalembka 18, Butryn 17, Van Walle 17, Krulicki 16, Sobański 12, Falaschi 2, Błoński 2,
BBTS – Janeczek 15, Gryc 8, Gaca 7, Vemić 6, Bartos 6, Lipiński 6, Kwasowski 5, Siek 5, Storożyłow 5, Grzechnik 4, Modzelewski 1, Bieńkowski 1,

[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 51 – BBTS 26
GKS – Kalembka 14, Kapelus 12, Van Walle 8, Butryn 6, Sobański 5, Krulicki 4, Falaschi 2,
BBTS – Kwasowski 3, Gaca 3, Gryc 3, Vemić 3, Storożyłow 3, Janeczek 3, Bartos 2, Siek 2, Lipiński 2, Grzechnik 1, Bieńkowski 1,

[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 58 – BBTS 43
GKS – Kapelus 13, Krulicki 12, Butryn 11, Van Walle 9, Sobański 7, Kalembka 4, Błoński 2,
BBTS – Janeczek 12, Gryc 5, Gaca 4, Bartos 4, Lipiński 4, Vemić 3, Grzechnik 3, Siek 3, Storożyłow 2, Kwasowski 2, Modzelewski 1,

[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 48 – BBTS -3
GKS – Butryn 14, Van Walle 12, Kapelus 12, Kalembka 10, Krulicki 8, Falaschi 1, Fijałek -1, Stańczak -1, Sobański -2, Błoński -2, Falaschi -3,
BBTS – Gaca 6, Gryc 3, Storożyłow 3, Siek 1, Lipiński 1, Bieńkowski 0, Janeczek -1, Koziura -2, Modzelewski -2, Vemić -3, Bartos -4, Kwasowski -5,

[Ilość zagrywek] – GKS 147 – BBTS 121
GKS – Kalembka 31, Sobański 26, Kapelus 22, Falaschi 22, Van Walle 20, Krulicki 15, Butryn 8, Błoński 2, Fijałek 1,
BBTS – Siek 17, Bartos 16, Vemić 15, Grzechnik 14, Storożyłow 13, Janeczek 11, Gryc 7, Gaca 7, Bieńkowski 7, Kwasowski 7, Lipiński 6, Modzelewski 1,

[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 29 – BBTS 16
GKS – Kalembka 7, Sobański 7, Krulicki 5, Falaschi 4, Kapelus 3, Błoński 1, Fijałek 1, Van Walle 1,
BBTS – Bartos 4, Janeczek 3, Grzechnik 2, Siek 2, Vemić 2, Storożyłow 1, Gaca 1, Lipiński 1,

[Ilość asów serwisowych] – GKS 12 – BBTS 8
GKS – Kalembka 7, Sobański 2, Kapelus 2, Van Walle 1,
BBTS – Vemić 2, Siek 2, Gaca 1, Storożyłow 1, Janeczek 1, Bieńkowski 1,

[Ilość przyjęć] – GKS 105 – BBTS 117
GKS – Kapelus 47, Sobański 23, Mariański 12, Stańczak 12, Błoński 7, Krulicki 2, Stelmach 2,
BBTS – Koziura 32, Vemić 25, Bartos 22, Kwasowski 15, Lipiński 14, Modzelewski 6, Janeczek 1, Grzechnik 1, Bieńkowski 1,

[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 8 – BBTS 12
GKS – Kapelus 3, Sobański 3, Krulicki 1, Stańczak 1,
BBTS – Vemić 5, Koziura 2, Bartos 1, Bieńkowski 1, Janeczek 1, Lipiński 1, Kwasowski 1,

[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 49,5% – BBTS 47,5%
GKS – Sobański 55%, Kapelus 52,5%, Mariański 50%, Błoński 43%, Stańczak 42%, Krulicki 0%, Stelmach 0%,
BBTS – Grzechnik 100%, Koziura 62,5%, Kwasowski 61,5%, Modzelewski 50%, Vemić 47,5%, Bartos 25%, Lipiński 14%, Bieńkowski 0%, Janeczek 0%,

[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 22% – BBTS 32%
GKS – Sobański 35,5%, Mariański 33%, Kapelus 19,5%, Błoński 14%, Stańczak 8%, Krulicki 0%, Stelmach 0%,
BBTS – Grzechnik 100%, Koziura 50,5%, Kwasowski 33%, Vemić 24%, Bartos 19,5%, Modzelewski 17%, Lipiński 14%, Bieńkowski 0%, Janeczek 0%,

[Ilość ataków] – GKS 159 – BBTS 171
GKS – Kapelus 46, Van Walle 30, Sobański 25, Butryn 22, Krulicki 15, Kalembka 11, Błoński 6, Falaschi 2, Stelmach 2,
BBTS – Janeczek 33, Gryc 24, Vemić 20, Kwasowski 19, Bartos 19, Lipiński 13, Grzechnik 11, Siek 10, Gaca 8, Modzelewski 7, Storożyłow 7,

[Ilość błędów w ataku] – GKS 14 – BBTS 18
GKS – Kapelus 5, Sobański 3, Van Walle 2, Błoński 2, Krulicki 1, Butryn 1,
BBTS – Janeczek 6, Kwasowski 4, Bartos 3, Gryc 2, Storożyłow 1, Vemić 1, Lipiński 1,

[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 10 – BBTS 26
GKS – Kapelus 2, Butryn 2, Van Walle 2, Krulicki 1, Błoński 1, Kalembka 1, Sobański 1,
BBTS – Janeczek 6, Kwasowski 5, Modzelewski 3, Gryc 3, Siek 2, Grzechnik 2, Lipiński 2, Bartos 2, Vemić 1,

[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 71 – BBTS 51
GKS – Kapelus 21, Butryn 14, Van Walle 13, Sobański 8, Krulicki 8, Kalembka 5, Błoński 2,
BBTS – Janeczek 13, Gryc 8, Bartos 6, Lipiński 5, Gaca 4, Vemić 3, Kwasowski 3, Grzechnik 3, Storożyłow 3, Siek 2, Modzelewski 1,

[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 46% – BBTS 30,5%
GKS – Butryn 64%, Krulicki 58%, Kapelus 48%, Kalembka 43,5%, Van Walle 43%, Błoński 33%, Sobański 31,5%, Falaschi 0%, Stelmach 0%,
BBTS – Janeczek 39,5%, Lipiński 38%, Storożyłow 37,5%, Gaca 33,5%, Gryc 33%, Grzechnik 32%, Siek 31,5%, Bartos 28%, Kwasowski 19%, Modzelewski 14%, Vemić 11,5%,

[Ilość bloków punktowych] – GKS 26 – BBTS 10
GKS – Krulicki 8, Kalembka 6, Butryn 3, Van Walle 3, Kapelus 2, Falaschi 2, Sobański 2,
BBTS – Kwasowski 2, Gaca 2, Siek 1, Janeczek 1, Storożyłow 1, Grzechnik 1, Vemić 1, Lipiński 1,

[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 5 – BBTS 8
[MVP] – GKS 2 – Sobański 1, Butryn 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Kibice podziękowali hokeistom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice GieKSy mieli okazję spotkać się z hokeistami na Arenie Katowice. Nasza drużyna w przeciągu pięciu lat zdobyła dwa złote i trzy srebrne medale. Zapraszamy do fotorelacji.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga