Kibice Piłka nożna
[KIBICOWSKO] Rzadkie kontakty, ale relacje nie są dobre
Zespół założony w 1944 roku, który będąc utworzony po Resovii, może się pochwalić 11 sezonami w Ekstraklasie. Sensację sprawili w 1975 roku, gdy awansowali do finału Pucharu Polski i pokonali w nim ROW Rybnik po rzutach karnych, co po dziś dzień jest największym osiągnięciem klubu.
W Rzeszowie popularna jest również żużlowa Stal, która dwukrotnie sięgnęła po drużynowego mistrza Polski, co także miało duży wpływ na przypływ fanów Stali. O zażartej sytuacji w mieście między Stalą i Resovii świadczy fakt, że Stal jest bardziej utytułowanym klubem w mieście, jednak w derbach Rzeszowa to Sovia ma korzystniejszy bilans.
Dawniej derby Rzeszowa nie miały takiego prestiżu, jakiego dorobiły się aktualnie. Co prawda w 1999 roku padł rekord najkrótszych derbów w Polsce, które trwały 4 minuty i nie zostały dokończone, ale liczby ekip nie były tak spore, jak od kilku lat. Aktualnie derby są bardzo prestiżowym spotkaniem, na które spogląda kibicowska Polska, również ze względu na nowe przetasowania wśród nowych układów i zgód rzeszowskich ekip.
Aktualnie jedyną oficjalną zgodą Stali jest zawiązana w 2017 roku przyjaźń z Karpatami Krosno (od lat 90. ze sobą trwają, później kontakty, ale starzy dobrzy znajomi). Warto wspomnieć, że Stal i Karpaty już wcześniej miały ze sobą styczność przy okazji bycia równoległymi sojusznikami Widzewa Łódź. Decyzją Destroyers w 2002 roku przy okazji meczu Polska — Japonia na stadionie RTS-u poinformowano zainteresowane strony o końcu zgody (Karpaty dostały propozycję zostania fan clubem, odrzuciły). Obok nich ekipą, która również dowiedziała się o końcu sztamy, był Chrobry Głogów. Kilkanaście lat minęło i Stal od dłuższego czasu ponownie utrzymuje dobre kontakty z Widzewem, jak i sam RTS z Karpatami. Dawniej Stal posiadała 5-letni układ chuligański z Radomiakiem Radom, który nie przetrwał próby czasu, ale ekipy rozstały się ze wzajemnym szacunkiem.
Najbardziej zadziwiającą dla wszystkich była informacja o układzie ze Stalówką, która przez 10 lat tworzyła z Resovią słynną Podkarpacką Ośmiornicę i Stal sama wpadała w „macki” koalicji, ale polski ruch kibicowski zdecydowanie się zmienił i normalną sprawą stało się, że ekipy, które niekiedy kilka miesięcy wcześniej się ze sobą lały, przybijają układ. Kolejnym świeżym układem Stali jest Elana Toruń — kontakt przybity rok temu. Mówiąc krótko: Stal ma pozytywne relacje ze wszystkimi ekipami, które tworzą WRWE oraz z ekipami, które z poszczególnymi bandami tej układanki mają sztamę. Do tego grona zalicza się Łada Biłgoraj (zgoda Karpat) i Polonia Przemyśl (układ ze Stalówką i Wisłą Kraków), która ostatnio konkretnie wsparła Stalowców na prestiżowym wyjeździe w Lublinie. Mają także kontakty z Pogonią Staszów (FC Ruch Chorzów). Dawniej Stal z zagranicznych ekip miała kontakty z VSS Koszyce, gdzie w 2014 roku byli z Karpatami na turnieju w Słowacji, jednak klub został rozwiązany w 2017 roku i nie ma jak działać kibicowsko. Inną ekipą, z którą Stal także się odwiedzała, był węgierski DVSC Debreczyn, który Stal zaprosił z kolei do siebie na turniej kibicowski.
Nasza historia ze Stalą zapoczątkowała się ze startem GieKSy w ekstraklasie już w 1965 roku. Graliśmy ze sobą od tego momentu na okrągło przez 10 lat, spadając razem do 1 ligi i tam dalej ze sobą rywalizując. Ostatni meczu ligowy rozegraliśmy w 1977 roku, więc dla praktycznie wszystkich fanatyków GKS-u będzie to pierwsza rywalizacja. Nasze drogi kibicowskie za bardzo nigdy się nie przecięły na szlaku wyjazdowym. W 2011 roku doszło do jednego incydentu. Nasza katowicko-zabrzańska (h)orda wyruszyła w 220-osobowej bandzie do stolicy Podkarpacia, gdzie na gali MMA miał występować reprezentant z Chorzowa. Nasza delegacja pojechała z założeniem napotkania kibiców Ruchu, z którymi Stal ma pozytywne kontakty. Na miejscu Stal odgrywała rolę gospodarza obiektu, jednak gdy zobaczyła żółte koszulki sławiące GKS i Górnik, szybko opuściła halę.
Eric Cantona
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Grzak76
7 września 2019 at 18:31
Największym osiągnięciem całego Podkarpacia są dwa tytuły mistrzowskie Stali Mielec.