Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Koroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Koroną to już historia. GKS zdobył punkt, cenny punkt, ale teraz interesuje nas już najbliższe spotkanie – w niedziele z Termaliką. Zapraszamy do tradycyjnego post scriptum i myślimy już tylko o niedzieli.

1. Czasem na dany wyjazd jest więcej chętnych, czasem mniej. Tym razem redakcja pojawiła się na meczu w Kielcach zaledwie w 2-osobowym składzie: ja i Misiek. I jeszcze tak się złożyło, że każdy z nas chciał trochę dołożyć do weekendu i odsapnąć od codziennych trudów. Pojechaliśmy więc w różnym czasie i w różne miejsca.

2. Mój wyjazd rozpoczął się już w piątek przed południem. Ruszyłem w stronę Kielc i po dwóch godzinach byłem na miejscu. Wcześniej miałem plan, żeby zahaczyć o góry od razu, ale jako że byłem na miejscu już po 14.00, stwierdziłem, że zakwateruję się najpierw w hotelu.

3. Głód mnie jeszcze chwycił, więc musiałem przekąsić coś w hotelowej restauracji i dopiero potem pojechać na mały spacer. Padło na krem paprykowy.

4. Gdy już wychodziłem z hotelu – o jaka mnie niespodzianka złapała. Zobaczyłem w holu rozpiskę. Ale nie byle jaką rozpiskę. To była rozpiska… GKS Katowice. Okazało się bowiem, że przypadkiem zabukowałem sobie ten sam hotel co drużyna.

5. Najlepsze jest to, że znałem ten hotel już wcześniej, bo dwa lata temu nocowałem tutaj podczas Głównego Szlaku Świętokrzyskiego. Dlatego szukając noclegu w Kielcach, gdy zobaczyłem tylko, że są wolne miejsca, zabukowałem sobie pokój.

6. Pamiętam tamten czas. Właśnie w majówkę robiłem wspomniany szlak, a 4 maja po ukończeniu, przejechałem do Kielc. Tam widziałem plakaty zapraszające na mecz Korona – Piast. I myślałem sobie, ale fajnie, ale zazdroszczę. Tego dnia wieczorem – po powrocie – udałem się na mecz. Nie byle jaki. Wygraliśmy wówczas ze Stalą Rzeszów 8:0.

7. A Korona z Piastem zagra w najbliższy piątek. Wtedy dla mnie to był szczyt marzeń. Dziś to te drużyny będą się wyżynać w walce o utrzymanie, a my możemy patrzeć na to z góry tabeli. Jak się ten piłkarski świat zmienia.

8. Pojechałem więc w sobie znane miejsca w Górach Świętokrzyskich. Dla mnie też to był test, bo po 9 miesiącach ponownie udałem się w góry. W lipcu odniosłem mocną kontuzję, skręcenie stawu skokowego. Pamiętacie – w Łodzi na wyjeździe byłem o kulach itd. Od tamtego czasu nie byłem na szlaku.

9. Obecnie ta noga ani nie boli, ani też nie nazwałbym, że czuję dyskomfort, ale czuję, że coś tam się wydarzyło. Jest tam jakaś zmiana strukturalna wynikająca z urazu i gojenia. Ale mogę skakać czy biegać, a teraz w bardzo łagodnym wydaniu chciałem przetestować, czy na szlaku noga daje radę.

10. Oczywiście Góry Świętokrzyskie to bardziej pagórki niż zwykłe góry. Najwyższa Łysica ma 612 m n.p.m. więc jest to naprawdę niewielka wysokość. Samo podejście ze Świętej Katarzyny jest natomiast systematyczne, więc mogłem się sprawdzić w tym.

11. Nieco ponad pół godziny drogi od początku podejścia. Na początku myślałem, że będę puchł, bo i kondycja przez to jest nie taka, jak być powinna. Ku mojemu zdumieniu jednak, kondycyjnie poszło to bardzo sprawnie. Organizm po tak wielu miesiącach jednak pamięta ciągle wysiłek. Wiadomo, że forma jest nie taka, jak być powinna, ale też nie było tragedii.

12. A i noga kompletnie nie dawała o sobie znać w negatywnym sensie. Co daje dużo optymizmu, jeśli chodzi o powrót w góry w większym wymiarze. Bardzo mnie to cieszyło.

13. Łysica to szczyt Korony Gór Polski, najniższy i bardzo często wybierany jako pierwszy w kolejności. Ja też tak zrobiłem, gdy rozpoczynałem KGP w lutym 2017 roku. Wtedy zacząłem odkrywać góry. Do czerwca miałem już 25/28 szczytów, a całość ukończyłem we wrześniu.

14. Pamiętać oczywiście należy, że formalnie od niedawna najwyższym wierzchołkiem tej góry jest Agata (Skała Agaty), dwa metry wyższa, która znajduje się kilkaset metrów dalej. Warto ją odwiedzić, by mieć czyste sumienie.

15. Ludzi minimalnie. Ale jak szedłem te dwa lata temu w majówkę, to były dzikie tłumy. To bardzo popularne miejsce, więc się nie dziwię. Ale teraz było kameralnie.

16. Wracałem już nie szlakowo. Ścieżką, która prowadziła mnie wprost do parkingu, czyli na ukos. Bo wcześniej do Świętej Katarzyny z parkingu miałem niemal dwa kilometry. Szybko to zejście – łagodniejsze – poszło i wkrótce byłem na miejscu. Ledwie siedem kilometrów, ale to była dobra rekreacyjna wycieczka.

17. Szybko wróciłem do hotelu i pięknym widokiem był nasz autokar na parkingu. GieKSa już była na tym wyjeździe i na obrzeżach miasta mogła przygotowywać się w spokoju do meczu.

18. Ja nie jestem z tych, co to w takiej sytuacji będą się afiszować swoją osobą i szukać nie wiadomo po co kontaktu. Więc ciesząc się, że zespół jest w tym samym hotelu, uznałem że jeśli się na kogoś natknę, to miło, a jeśli nie – to spoko. Ostatecznie jedynie minąłem raz młodziaków oraz spotkałem pana Bogdana, GieKSiarskiego kierowcę, ale to już w sobotę.

19. Muszę przy tym powiedzieć, że nie wiem, czy to specyfika hotelu, czy naszej drużyny, ale jak na trzydziestu chopa, którzy zjechali się do tego obiektu było tak niesamowicie cicho i spokojnie, że nawet jakby ktoś chciał jakieś afery kręcić, to nie miałby z czego. Miałem wrażenie, że po prostu jest tu jakaś skupiona ekipa, która ma swoje zadania do wykonania, a tutaj w hotelu – ich zadaniem jest przygotowanie się do meczu.

20. Ja sam udałem się do restauracji na jedzonko, które dobrze znałem ze wspomnianego pobytu. Przy okazji oglądałem drugą połowę Zagłębie – Termalica i mogłem cieszyć się z utraty punktów przez Lubinian, bo to oni są naszym rywalem w walce o puchary.

21. Potem już w pokoju na spokojnie mecz Jaga – Górnik i tu już najpierw radość po golu Pululu, a potem niesmak po trafieniu Janickiego. No szkoda. Remis byłby dla nas lepszy. No ale może po prostu trzeba gonić Jagę?

22. Przyszedł czas na spanko. Następnego dnia czekały nas niesamowite emocje. To znaczy w założeniu miały być emocje. Jak w każdym meczu, a w ostatnich przecież ich nie brakowało.

23. No to rano śniadanie, potem chwila odpoczynku. W sumie to jak ja skończyłem śniadanie, to piłkarze niedługo mieli obiad. Jest to logistyka też z tym posiłkami, bo przecież w zależności od pory meczu trzeba to też dostosować. I tak zjeść, by po prostu było dobrze.

24. Około 12 pojechałem w okolice stadionu. Udało się wjechać na parking, ale do odbioru akredytacji było jeszcze dużo czasu. Postanowiłem więc obejść sobie stadion dookoła. Była ładna pogoda, słonecznie, grzech było nie skorzystać.

25. Tym bardziej, że z powodów zdrowotnych rok temu opuściłem mecz w Kielcach. A  byłem tu na meczu GKS zalewie raz, wiele lat temu, kiedy przegraliśmy 1:2, a gola dla naszego zespołu zdobył Bartek Iwan.

26. Dwukrotnie byłem też w Kielcach na meczach kadry. Rekordowym w historii reprezentacji Polski 10:0 z San Marino oraz towarzyskim spotkaniu zremisowanym z Finlandią 0:0.

27. Co ciekawe stadion ma wynajmowane lokale i to kompletnie różnej maści. To stomatologia, aparaty słuchowe, to diabetolog, Jest i pizzeria. I Świętokrzyski Związek Piłki Nożnej. Ogólnie bardzo różni się ten stadion od ulicy Ściegiennego i Alei Legionów. Tak jakby były to dwa różne stadiony. Spacer kontynuowałem.

28. Przy stadionie znajduje się także siedziba TVP3. Ogólnie wszystko tu jest blisko, wszystko ścieśnione. Ekipa z TVP, która chce robić materiał może sobie przejść na piechotkę.

29. Po minięciu pomnika czynu legionowego, skierowałem się z powrotem ku stadionowi. Zaczepił mnie jakiś kibic Korony i mówi „wygramy dziś, co nie”. To mu mówię, że jestem z Katowic. I coś tam sobie gadał, gadał i zaczął krzyczeć, że Górnik wygra mecz. Już mu się chyba mieszało wszystko.

30. Po drodze minąłem grajków. Którzy grali przy WDK. Była to kapela podwórkowa Scyzory, która uatrakcyjniała ten mecz przed meczem. Zawsze takie elementy miejscowego folkloru są mile widziane.

31. Doszedłem do stadionu, ale akredytacji nadal nie było. W ogóle to wcześniej byłem jeszcze w sklepiku, celem zakupienia proporczyka. Niestety w poszczególnych klubach i sklepikach w większości nie mają proporczyków, co jest trochę lipne.

32. W międzyczasie przyjechał autokar GieKSy. Przyznam, że coraz bardziej mi się podoba nasz GieKSobus. Pięknie się prezentuje na ulicach polskich miast i wjazdach na polskie stadiony.

33. No dobra, przyszły akredytacje, więc  odebrałem ją i udałem się na stadion.  Teraz czekała mnie dość skomplikowana droga na sektor prasowy. Trochę  bez sensu jest to, że ze środka stadionu trzeba iść do narożnika, by potem móc udać się na prasówkę.

34. Najpierw jednak poszedłem do pomieszczenia pracy mediów. Czas był bowiem na herbatkę. Chwilkę tam postałem i poszedłem szukać tej prasówki. A żeby na nią się dostać, trzeba było właśnie przejść pomiędzy kibicami – potem tę drogę pokonywałem jeszcze kilkukrotnie.

35. Stadion ma swoje lata. Kiedyś był pierwszym z tych nowych w Polsce. Z tą nową konstrukcją, a nie kamiennymi trybunami na wałach ziemnych. Wtedy wszyscy się obiektem Korony zachwycali. Dzisiaj jest to praktycznie najstarszy stadion z tych ekstraklasowych. Co prawda stricte starsze są choćby te w Niecieczy czy Częstochowie, ale remont był tak duży, że zmieniły się one bardzo mocno.

36. Widać to na „klatkach schodowych”. Ząb czasu sprawił, że ten stan surowy wygląda jak prehistorycznie surowy. Trochę brzydko.

37. Na prasówce przysiadłem na chwilę i w wietrze – bo przez cały mecz tam był wiatr – spokojnie mogłem ponapawać się dobrym widokiem na murawę. Herbatka została wypita, a w brzuchu burczeć zaczęło. Trzeba było więc spełnić jeden z rytuałów, czyli skosztować giętej.

38. Na szczęście mimo tego, że do meczu pozostawało jeszcze sporo, kiełbaska była dobrze wypieczona. I przede wszystkim bułka, do której został ów wuszt wsadzony, była świeża i chrupiąca. To rzadkość na stadionach. Zazwyczaj dostajemy mało świeży chleb z wora. Tutaj props za pyszną bułkę.

39. Po kiełbie spotkałem Miśka i przyjaciół redakcji, więc pogadaliśmy chwilę, a potem udaliśmy się na prasówkę. Jakiś kibic Korony ciągle nam wmawiał, że Korona to dziady.

40. Pogoda była dziwna. Bo na górze wiało i było przez to chłodno, a przy tej kiełbie, jak usiadłem w słońcu, to grzało niemiłosiernie. I bądź tu człowieku mądry. Kwiecień – plecień.

41. Koroniarzem nie zostałem…

42. Ze stadionu ładnie widać podmiejskie górki. Na przykład Telegraf, na który nawet myślałem, czy się nie udać. Ale odpuściłem. Skojarzyło mi się to ze stadionem nieopodal Monterrey, gdzie będą grane mecze Mistrzostw Świata.

43. W końcu zaczęły się obowiązki meczowe. Nagrywka, no i trwała już rozgrzewka. Tak więc zajęliśmy miejsca prasowe. Tak jak wspomniałem, widok bardzo fajny. Blaty też spoko, prąd jest. Jedynie trochę ciasno, ale bez tragedii. Średni, przyzwoity sektor prasowy. Można było działać.

44. Akustyka jest kapitalna. Bardzo dobrze było słychać liczny sektor gości, Koroniarze też mocno dali radę. Jednocześnie zarówno kibice GieKSy zaprezentowali się liczbowo i wokalnie świetnie, jak i sympatycy Korony jesienią w Katowicach na ich rekordowym wyjeździe.

45. Dodajmy do tego, że zupełnie nie ma złej krwi między kibicami obu drużyn – wręcz przeciwnie. Nawet były dwie wspólne przyśpiewki przeciw wspólnym antagonistom. Widziałem też sporo kibiców GieKSy na sektorach Korony. Nikt z tego tytułu nie robił problemów.

46. Mecz był taki sobie, dość niemrawy. Ale GieKSa strzelił bramkę, gdy Arek Jędrych dobił swój własny strzał. Pisałem już w felietonie o tym, ale to rzeczywiście było podobne do gola w Radomiu. Specyficzna sprawa.

47. Marcel Pięczek wyrównał wprawiając stadion w radość. Sam gol jakich setki w piłce, nie ma co się przyczepiać.

48. Ogólnie mogło być lepiej, mogło być gorzej. A remis okazał się sprawiedliwy. Oprócz wyniku miałem jakiś niedosyt na tym meczu. Nie wiem, czy to mój stan psychiczny, czy jakaś specyfika stadionu i tego wszystkiego, ale jakoś lekko depresyjnie było. Przyznam, że nie miałem wielkiej frajdy z tego meczu. Może te emocje z poprzednich spotkań tak wysoko podniosły poprzeczkę.

49. Po meczu nagrywka i przejście do sali konferencyjnej. Niesamowicie szybko się ta konferencja zaczęła. Zazwyczaj od włączenia dyktafonu po przyjściu na salkę do końca konfy mija ok. 40 minut. Czasem jest dużo dłużej, jak któryś  trener ma dużo pytań – po Lechu była to godzina. A teraz tylko 27 minut. Ultraszybko.

50. Szybkie więc było też obrobienie konferencji, Misiek robił galerię. Wkrótce skończyliśmy i każdy udał się w swoją stronę. Dużo dnia jeszcze było przed nami.

51. Ja pojechałem do hotelu, gdzie były pozostałości po GieKSiarskiej obecności. Ogólnie zostałem w Kielcach aż do poniedziałku. Celem był relaks i oczywiście oglądanie ekstraklasy, trzeba wiedzieć, co w trawie piszczy.

52. Dlatego wkurzałem się po golu Rakowa, cieszyłem po wyrównaniu Cracovii, klaskałem po bramce Mauridesa. Zawód sprawił bezjajeczny Motor, który bez walki oddał mecz Widzewowi. A Lech – wiadomo, jak walce przejechał się po Legii. Zremisowaliśmy przy Bułgarskiej z naprawdę mocną drużyną.

53. I tak zleciał ten długi wyjazd. W poniedziałek po śniadaniu ruszyłem do Katowic i po krótkim postoju w Pilicy po niedługim czasie byłem w Katowicach.

54. Wyniki ułożyły się tak, że odrobiliśmy punkt do Zagłębia i Wisły, a lubinian wyprzedziliśmy w tabeli. Ostatecznie należy więc tę kolejkę ocenić na plus.

55. Czekamy na Termalikę!

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Carlos

    29 kwietnia 2026 at 21:58

    Sztos, pozytywne zazdro 👍🏻

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964

Mural śp. Adama Ledwonia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W czwartek uroczyście zaprezentowano mural poświęcony śp. Adamowi Ledwoniowi.

Wczoraj w godzinach porannych na ul. Gliwickiej przed pracą kibiców GieKSy pojawiła się rodzina Adam Ledwonia, prezes GKS Katowice Sławomir Witek, wiceprezydent Miasta Katowice Maciej Stachura, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz kibice GieKSy, w większości z trójkolorowej dzielnicy Załęże. Po krótkich przemowach oficjalnie przecięto wstęgę, a następnie swój czas dostali dziennikarze i fotografowie.

Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, we współpracy z Urzędem Miasta oraz kibicami GieKSy z Trójkolorowego Załęża. Ściana została udostępniona przez Zielone Załęże, a fundatorem farb był każdy kibic, który zakupił w sklepie Blaszok koszulkę młynówkę, bo to zysk z jej sprzedaży (dzięki umowie z klubem) został przekazany na stworzenie tej imponującej pracy.

Adam Ledwoń reprezentował GKS Katowice w latach 1991-1997 i przyczynił się między innymi do zdobycia Pucharu Polski (1993) oraz dwóch wicemistrzostw Polski (1992, 1994). Występował także w reprezentacji Polski.

Jest to drugi tej wielkości mural stworzony przez kibiców GKS Katowice. Pierwszy z nich, poświęcony śp. Janowi Furtokowi, znajduje się na ulicy Granicznej. Katowiccy fani zapowiedzieli, że nie zamierzają na tym poprzestać.

Wczorajsze wydarzenie zostało uwiecznione na zdjęciach (tutaj) oraz wideo (tutaj) przez oficjalną stronę – www.GKSKatowice.eu, a także na portalu wKatowicach.eu (tutaj).

Foto: GKSKatowice.eu oraz wKatowicach.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga