Piłka nożna Prasówka
Media o remisie GieKSy z Olimpią: GieKSa ponownie nie odczarowała Bukowej. Ale gra napawa optymizmem
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu w którym GieKSa zremisowała 1:1 (0:1) z Olimpią Elbląg.
dziennikzachodni.pl – Nieudana próba odczarowania Bukowej
W 5. kolejce II ligi do Katowic przyjechała drużyna która nie przegrała jeszcze w tym sezonie meczu. Olimpia Elbląg w czterech poprzednich spotkaniach ligowych odniosła dwa zwycięstwa i dwa razy zremisowała. Do Katowic przyjechała po kolejną wygraną i do przerwy prowadziła 1:0. Towarzyszyła im kilkuosobowa grupa kibiców, a mecz w sumie oglądało 2020 widzów.
[…] Mimo tego kibice od pierwszych minut w meczu z niepokonana w tym sezonie Olimpią Elbląg głośno dopingowali swoich piłkarzy. Nie zniechęcili się nawet kiedy Damian Szuprytowski w 38 minucie pokonał bramkarza gospodarzy. Do przerwy Olimpia prowadziła 1:0, ale kibice wierzyli, że po ostatnim gwizdku to oni będą się cieszyli ze zwycięstwa. Katowiczanie doprowadzili do remisu, ale wygrać znowu się nie udało.
sportdziennik.com – Remis GieKSy z Olimpią. Taki punkt mógł ucieszyć
GieKSa wciąż bez domowej wygranej – ale za to z wielkim charakterem. Uratowała remis, mimo że ten mecz zupełnie jej się nie układał.
Jak tak dalej pójdzie, do piłkarskiego slangu na Śląsku ma szansę wejść jakiś zwrot upamiętniający niezwykłą i niechlubną zarazem serię katowiczan. Niech będzie – dajmy na to – „gieksowanie”. Wczoraj gospodarze osiągnęli już liczbę 19 meczów i 368 dni bez zwycięstwa przy Bukowej, ale zdobyli za to pierwszy u siebie punkt od chwili spadku do II ligi. Nie będziemy jednak utrzymywać ironicznego tonu – bo za ten występ katowiczanom należą się brawa. Nie tyle za sam rezultat, ile wyjście z trudnej sytuacji.
[…] W 38 minucie goście objęli prowadzenie. Katowicką defensywę – w której szeregach debiutował Grzegorz Janiszewski – rozklepali Michał Miller i Damian Szuprytowski. Wymienili podania w polu karnym, aż ten drugi strzałem pod poprzeczkę – „z orkiestrą”, jak to się mówi – nie dał szans Bartoszowi Mrozkowi.
[…] Tym większy szacunek dla GieKSy, że mimo takiego położenia, tylu absencji, była w stanie rozegrać taką II połowę. Gdy Jakub Habusta stanął na piłce, przewrócił się, goście pojechali z kontrą (Czech przerwał ją i złapał żółtko), GKS sięgnął dna, od którego mógł tylko się odbić. Czech został zmieniony (– Bałem się, że na jednej żółtej kartce się nie skończy i dogramy ten mecz w osłabieniu – tłumaczył Rafał Górak). Gospodarze rozkręcali się. Kibice raz za razem nagradzali brawami zawodników, dla których nie było straconych piłek. Wreszcie zaczęli też oddawać strzały, stwarzać sytuacje.
Dwie świetne miał Szymon Kiebzak. Nie wcielił się w rolę egzekutora – to przynajmniej został asystentem. To jego centrę z rzutu rożnego na gola zamienił Arkadiusz Woźniak. „Wąski” wygrał walkę o pozycję, uderzył głową i po chwili mógł celebrować swe pierwsze trafienie przy Bukowej od 10 miesięcy. Skoro partnerem tego meczu było Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, możemy stwierdzić, że GKS „poczuł krew”. Michał Gałecki główkował z bliska do pustej niemalże bramki, ale nad poprzeczką. Z okrzykiem wsparcia dla zespołu zerwał się nawet wtedy Maciej Biskupski, przewodniczący katowickiej rady miasta. Olimpia – której grupka kibiców dotarła do Katowic w drugiej połowie – była jednak dysponowana na tyle dobrze, by z czasem opanować sytuację.
Na bazie drugiej połowy, kibice mogli opuszczać Bukową dość zadowoleni.
sportslaski.pl – GieKSa ponownie nie odczarowała Bukowej. Ale gra napawa optymizmem
Mimo stworzenia sobie sporej ilości okazji w drugiej połowie, piłkarze GKS-u Katowice zaledwie zremisowali na własnym stadionie z Olimpią Elbląg 1:1. Podopieczni Rafała Góraka co prawda nie przełamali długiej serii meczów bez zwycięstwa przy Bukowej, ale ich postawa w środowym meczu i tak została nagrodzona brawami przez kibiców.
[…] W porównaniu do rozegranych w weekend spotkań, trenerzy obu zespołów dokonali w swoich składach kilku roszad. Poza „20” meczową drużyny gospodarzy znalazł się doświadczony Radek Dejmek, a jego miejsce na środku defensywy zajął Grzegorz Janiszewski – tym samym pozyskany ze Znicza Pruszków otrzymał szanse ligowego debiutu w nowej drużynie. Z kolei na ławce rezerwowych drużyny z Bukowej znalazło się aż ośmiu młodzieżowców, a jeden z nich, Kacper Tabiś, otrzymał szanse na wejście jeszcze w pierwszej połowie spotkania. Kontuzja uniemożliwiła bowiem dalszą grę kapitanowi Adrianowi Błądowi – zawodnik w trakcie jednej z ofensywnych akcji upadł na murawę i złapał się za mięsień. Uraz kluczowego pomocnika w talii trenera Góraka był jednym z kluczowych momentów całej pierwszej połowy.
Do tego momentu katowiczanie właściwie nie stworzyli sobie żadnej stuprocentowej okazji na otwarcie wyniku, a jakiekolwiek zagrożenie w ofensywie sprawiali po akcjach prawą stroną boiska oraz wrzutkach w pole karne. Dobrze dysponowana defensywa Olimpii oddalała jednak zagrożenie bez większych problemów. Goście z kolei szukali swoich szans głównie po akcjach z kontry i jedna z nich zapewniła im prowadzenie. W 38. minucie przeciwnicy „GieKSy” skrzętnie wykorzystali stratę Jakuba Habusty w środku pola i błyskawicznie znaleźli się pod polem karnym. Już w szesnastce najlepiej odnalazł się pomocnik Damian Szuprytowski i dzięki mocnemu uderzeniu pod poprzeczkę zdobył swoją czwartą bramkę w tym sezonie. Przed przerwą goście mogli jeszcze podwyższyć korzystny wynik, ale strzały Michała Millera oraz bardzo aktywnego Szuprytowskiego zostały jednak zablokowane.
[…] W 47. minucie Kacper Michalski mocno wrzucił piłkę w pole karne, a bliski oddania strzału głową był najlepszy strzelec „GieKSy” w drugoligowych rozgrywkach, Arkadiusz Jędrych. Chwilę pózniej przez dogodną okazją stanął również Szymon Kiebzak – pomocnik uderzył z ok. 20 metra z rzutu wolnego, a piłka po rykoszecie przeleciała tuż nad bramką Sebastiana Madejskiego. Wspomnianego Kiebzaka śmiało można było uznać za najbardziej aktywnego zawodnika w szeregach GKS-u, jednak 22-latek miał w środowym meczu problem z wykańczaniem akcji. Poza strzałem z rzutu wolnego, pomocnik przynajmniej dwukrotnie mógł zmusić Madejskiego do kapitulacji, ale zarówno jego strzał z okolic 10 metra, jak i próba wykończenia jednej z wrzutek z rzutu rożnego okazały się być niecelne.
Znacznie lepszym wyczuciem w polu karnym przeciwnika wykazał się za to Arkadiusz Woźniak. Skrzydłowy w 67. minucie wyskoczył do dośrodkowania z boku boiska i efektownym szczupakiem doprowadził do wyrównania stanu rywalizacji. Wyrównania, na które zawodnicy trenera Góraka z pewnością zasłużyli. Gospodarze nie zamierzali jednak na tym poprzestać i na kwadrans przed końcem meczu stworzyli sobie kolejną stuprocentową okazję do wyjścia na prowadzenie. Z zamieszania w polu karnym najlepiej mógł skorzystać Michał Gałecki i choć zawodnik miał właściwie przed sobą pustą bramkę, piłka po jego strzale głową z kilku metrów poszybowała nad poprzeczką.
info.elbląg.pl – Cenny wyjazdowy remis Olimpii z GKS Katowice
[…] Olimpijczycy przejęli piłkę w środku pola, przeprowadzili kontratak i w dość nietypowy dla siebie sposób, bo strzałem głową, gola zdobył Szuprytowski. Po zmianie stron inicjatywę przejęli gospodarze, ale ich akcje były nieskuteczne. Niestety w 67. minucie Arkadiusz Woźniak wyrównał stan meczu na 1:1. Olimpia umiejętnie broniła się do końca spotkania i wywiozła cenny punkt z boiska spadkowicza z I ligi.
portel.pl – Podział punktów w Katowicach
Po pierwszej połowie meczu w Katowicach można było być umiarkowanym optymistą, co do losów Olimpii w tym spotkaniu. Po bramce Damiana Szuprytowskiego żółto – biało – niebiescy prowadzili 1:0. W drugiej części meczu gospodarze zdołali wyrównać i obie drużyny podzieliły się punktami.
[…] Olimpijczycy chcieli wykorzystać kiepska passę rywala na własnym boisku i na mecz wybiegli ustawieni ofensywnie, o czym najlepiej świadczy obecność dwóch nominalnych napastników: Michała Millera i Przemysława Brychlika w wyjściowej jedenastce. Goście dość szybko pokazali, że nie będą się w tym meczu wyłącznie bronić. Już w 5. minucie blisko dosięgnięcia piłki i stworzenia potencjalnie groźnej sytuacji był Tomasz Lewandowski.
[…] Po przerwie elblążanie nie zdołali dobić rywala. Już w pierwszych minutach drugiej części spotkania gospodarze mieli trzy rzuty wolne. Było groźnie, tym razem jednak skończyło się na strachu żółto – biało – niebieskich. Gospodarze uparcie dążyli do zdobycia bramki, a Olimpijczycy nie mieli specjalnie argumentów, żeby im się przeciwstawić. Kluczowa była tu niedokładność w grze, która uniemożliwiała wyjście z szybkim atakiem. GKS dopiął swego w 67. minucie, kiedy to po kolejnym rzucie rożnym Arkadiusz Woźniak umieścił piłkę w bramce Sebastiana Madejskiego. Żółto – biało – niebiescy mogą mówić o dużym szczęściu, ponieważ kilka minut później Michał Gałecki nie trafił w bramkę z kilku metrów. W drugiej części meczu to gospodarze byli bliżej zdobycia drugiego gola. Z sytuacji Olimpii warto wymienić tę z 69. minuty, kiedy to strzał Marcina Millera został zablokowany przez gospodarzy.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Romek Kolano
22 sierpnia 2019 at 07:41
Są dwa błędy w tekście. Doprowadzili do zwycięstwa, mimo to nie wygrali i piszesz o Bytovi a mecz był z Olimpią
Witek
22 sierpnia 2019 at 07:51
@Romek: dzięki za zwrócenie uwagi – poprawiłem.