Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Demolka w Katowicach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze, rozegrali w sobotę spotkanie z Legionovią Legionowo w którym wygrali 3:1 (0:0). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.

Piłkarki wygrały w meczu szóstej kolejce rozgrywek Ekstraligi, z Rolnikiem Biedrzychowice aż 9:0 (5:0).

Siatkarze w ramach przygotowań do sezonu rozegrali mecze sparingowe z VK Ostrawa oraz pokazowy z Aluronem CMC Virtu Zawiercie.

Hokeiści rozpoczęli rozgrywki ligowe od zwycięstwa z Naprzodem Janów 7:0 (3:0, 2:0, 2:0).

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.pl – GieKSa ma stać się gotowa do wygrywania

Marek Szczerbowski zabrał wczoraj publicznie głos po raz pierwszy w roli prezesa wielosekcyjnego GKS-u Katowice. Jak na byłego dyrektora Stadionu Śląskiego przystało, sporo mówił o infrastrukturze.

– Jeśli budowa nowego stadionu będzie przesuwana z powodów innych niż kwestie jego funkcjonalności, to mnie tu nie będzie – zapowiedział wprost.

Dziękuję władzom Katowic i radzie nadzorczej. To zaszczyt być prezesem klubu całego miasta. Jestem kibicem GKS-u, od urodzenia mieszkam na Koszutce. Chodziłem na Bukową jako kibic, a teraz przychodzi mi czynić to zawodowo – Marek Szczerbowski, prezes wielosekcyjnej GieKSy, wczoraj zabrał publicznie głos po raz pierwszy od momentu nominacji na to stanowisko, na którym – po dwumiesięcznym „bezkrólewiu” – zastąpił Marcina Janickiego.

– Od razu przepraszam i tłumaczę, dlaczego wypowiadam się dopiero po dwóch tygodniach od momentu, w którym zostałem wybrany. Chciałem być do tego jak najlepiej przygotowany, wcześniej dokonać wewnętrznej analizy funkcjonowania klubu – wyjaśniał Szczerbowski.

Podczas konferencji prasowej prezes GKS-u siedział za laptopem z przygotowaną i wyświetlaną na rzutniku prezentacją, opowiadając o swojej wizji i tym, na co poświęcił pierwszych 15 dni swojej kadencji.

– Odbyłem szereg spotkań. Trudnym, ale bardzo merytorycznym było to ze środowiskiem kibiców. Obie strony wyniosły z niego bardzo dużo. Jego konsekwencją – dzięki inicjatywie kibiców – jest zaproszenie już na najbliższy mecz z Legionovią grup zawodników oraz rodziców związanych z Akademią Młodej GieKSy i Fundacją Sportowe Katowice. Będziemy się starali budować frekwencję.

[…] Marek Szczerbowski zapowiedział, że będzie walczył o to, by klatka przy Bukowej gościła fanów rywali GKS-u tak często, jak tylko będzie to możliwe.

[…] Szczerbowski mówił, że spotkał się też z członkami Klubu Biznesu czy rodzicami dzieci z Akademii oraz Fundacji Sportowe Katowice. Jak na byłego szefa Stadionu Śląskiego przystało, sporo czasu poświęcił infrastrukturze.

[…] Pytany o cele sportowe GKS-u – nie tylko sekcji piłkarskiej, ale też hokejowej czy siatkarskiej – nowy sternik klubu z Bukowej unikał konkretów.

– Nie chcę zamykać się w mówieniu, że chcemy zająć 7., 4. czy 2. miejsce. Zamierzamy tak profesjonalizować klub, stwarzać takie warunki, by zawodnicy każdego dnia mogli stawać się lepsi niż byli wczoraj. GKS ma się stać gotowy do wygrywania. Jeśli tak będzie – cele będą się wyznaczały same. Nie jest tak, że wchodzę do szatni i mówię: „Wy musicie, wy powinniście”.

[…] Zdradzał, że miał już wpływ na czerwcowe zatrudnienie przy Bukowej trenera Rafała Góraka czy dyrektora Roberta Góralczyka, z którym – jak ujawnił – zna się już od 30 lat.

[…] Sytuację finansową podsumował krótko:

– Spółka jest stabilna. Dziękuję władzom miasta, że nas wspierają. Spotkałem w klubie wielu bardzo wartościowych ludzi, gotowych do pracy nie tylko jako pracownicy, ale osoby emocjonalnie związane z GieKSą.

[…] Dodajmy, że na stanowisko dyrektora zarządzającego GKS-u został zatrudniony Łukasz Czopik, wcześniej pracujący m.in. jako prezes Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Demolka w Katowicach

Nie było niespodzianki. Katowicka GieKSa pewnie pokonała beniaminka z Głogówka aż 9:0. Absolutną bohaterką spotkanie była Klaudia Miłek, która bezlitośnie kąsała defensywę beniaminka i zdobyła aż pięć goli. Zwycięstwo to jest najwyższym wynikiem w historii występów katowickiej ekipy na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

 

nto.pl – Rolnik Biedrzychowice-Głogówek znowu wysoko przegrał…

Kolejnej wysokiej porażki doznały piłkarki Rolnika Biedrzychowice-Głogówek. Tym razem nasze panie zostały rozbite w Katowicach przez GKS 0-9!

W dodatku objawiła się kolejna już w tym sezonie zawodniczka, która mocno śrubuje sobie dorobek strzelecki na beniaminku elity z Opolszczyzny. W tym wypadku chodzi o Klaudię Miłek, która do siatki Rolnika piłkę posłała pięciokrotnie. Mało tego: dwa razy zrobiła to zanim na boisku upłynęło 300 sekund gry. Do tego gdy po kwadransie gry na 3-0 podwyższyła Kinga Kozak stało się jasne, że przyjezdne mogą już tylko walczyć o najniższy wymiar kary. Tym bardziej, że siedem goli rywali zaaplikowały im zanim upłynęła godzina tego nierównego spotkania, a niebawem czerwoną kartkę otrzymała Magdalena Kościelniak. Nasze piłkarki jednak dzielnie walczyły o uniknięcie dwucyfrowej liczby po stronie strat i to im się znowu udało. Przynajmniej tyle…

 

sportowefakty.wp.pl – Ekstraliga Kobiet: Medyk Konin pokazał klasę. Strzelecki popis GKS-u Katowice

[…] GKS Katowice nie pozostawił najmniejszych złudzeń Rolnikowi Biedrzychowice. Beniaminek, mimo ambicji, nie sprostał narzuconym warunkom, a głównym aktorem widowiska została Klaudia Miłek. Zdobyła 5 bramek, czym zasłużyła na miano zawodniczki meczu. Koleżanki nie pozostawały jednak dla niej tłem. Cały zespół z Katowic co chwilę wypracowywał sobie okazje bramkowe, a warto podkreślić, że aż trzykrotnie powiększał rezultat z rzutu karnego.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Kolejne sparingi GKS-u Katowice

Zgrupowanie siatkarzy GKS-u w Zakopanem zakończyło się wygranym sparingiem z czeskim VK Ostrava. Zawodnicy Dariusza Daszkiewicza udali się potem do Krzeszowic, gdzie rozegrali pokazowy mecz z Aluronem CMC Virtu Zawiercie.

Siatkarze GieKSy rozegrali na koniec obozu treningowego w Zakopanem dwie towarzyskie gry z klubem z Ostrawy, w którego składzie występują Mariusz Marcyniak oraz Błażej Podleśny. – Mecz w czwartek był grany na tzw. dorzutki, to znaczy piłki były wprowadzane do gry z boku boiska, a do zdobycia punktu potrzeba było dwóch udanych akcji z rzędu. W piątek zagraliśmy już klasyczny mecz – wyjaśniał drugi trener drużyny Grzegorz Słaby. Oba spotkania zakończyły się wynikiem 4:0 dla GKS-u, w piątkowym sparingu katowiczanie wygrywali sety 25:19, 25:14, 25:15, 25:23.

[…] Dobra passa GKS-u została przerwana w Krzeszowicach, gdzie katowiccy siatkarze rozegrali w sobotę 14 września pokazowy mecz z Aluronem CMC Virtu Zawiercie. Zespół z Jury Krakowsko-Częstochowskiej wygrał spotkanie 3:1 (25:19, 24:26, 25:22, 29:27), ale w pomeczowych statystykach nie było widać większej przewagi zwycięzców nad GKS-em. Decydowały przede wszystkim ostatnie akcje setów: w drugiej partii GKS wytrzymał napór ze strony przeciwnika i wygrał 26:24, natomiast w kolejnej partii nie wykorzystał prowadzenia 16:11 i pozwolił Jurajskim Rycerzom na wygranie tej części meczu 25:22.

Równie ciekawie było w czwartej i ostatniej z zaplanowanych przez drużyny partii. Aluron CMC Virtu utrzymało wysoki poziom skuteczności w ataku, co pozwoliło wygrać zawierciańskiej ekipie 29:27. Siatkarze trenera Daszkiewicza, który dokonał aż czterech zmian w ostatnim secie, przez długi czas prowadzili godną zainteresowania walkę. W Krzeszowicach najlepiej punktujących graczem GieKSy był Jakub Jarosz (12 pkt), ponadto dobrze w ataku zaprezentowali się Jan Nowakowski i Rafał Szymura (7 i 8 pkt). Drużyna z Katowic spisała się lepiej od rywali w bloku (10:9 w tym elemencie) oraz w przyjęciu (46 do 40 procent przyjęcia pozytywnego).

Siatkarzy GKS-u czeka tydzień przygotowań w Katowicach, a już niedługo czeka ich wyjazd do Legnicy. Tam zmierzą się w dniach 21-22 września o puchar prezydenta tego miasta z Cuprum Lubin, Jastrzębskim Węglem i Asseco Resovią Rzeszów.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Čimžar nowym zawodnikiem GieKSy

Tadej Čimžar, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, dołączył do GKS-u Katowice. 27-letni Słoweniec, który może występować zarówno na skrzydle, jak i na środku ataku, podpisał roczny kontrakt.

Cała dotychczasowa kariera Čimžara kręciła się wokół dwóch klubów. Rozpoczął ją w Triglav Kranj, a przez ostatnie cztery lata reprezentował barwy HDD Jesienice. W sezonie zasadniczym zajął szóste miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej Alpejskiej Hokejowej Ligi z 22 bramkami i 33 asystami. Te liczby sprawiły, że był najskuteczniejszym Słoweńcem w lidze. Dodajmy, że w 7 meczach fazy play-off zdobył dwa gole.

27-latek wystąpił też w ostatnich Mistrzostwach Świata Dywizji IA. W pięciu meczach zdobył jednego gola.

Warto dodać, że Čimžar wystąpił w dwóch meczach: sparingowym z Re-Plast Unią Oświęcim (2:6) oraz w spotkaniu Pucharu Wyszehradzkiego z węgierskim Ferencvárosi TC.

 

Niezbędnik kibica – GKS Katowice

Nowy trener i osiemnastu nowych graczy – GKS Katowice przeszedł prawdziwą rewolucję. Czy z tej mąki będzie chleb? Na wyniki trzeba będzie poczekać, ale aspiracje w Katowicach są wysokie.

Trzecie miejsce w poprzednim sezonie zostało odebrane w kategoriach porażki. Szatnia została solidnie przewietrzona, zdecydowano się też na zmianę myśli szkoleniowej. Szefostwo klubu podziękowało za dotychczasową współpracę kanadyjskiemu trenerowi Tomowi Coolenowi, który zdobył z GieKSą po srebrny i brązowy medal i postawiło na Risto Dufvę.

W CV 56-letniego Fina można odnaleźć jedenaście lat pracy w rodzimej Liidze. Warto wspomnieć, że w sezonie 2008/2009 poprowadził JYP Jyväskylä do tytułu mistrzowskiego. Został także uznany najlepszym trenerem roku w Finlandii i otrzymał nagrodę imienia Kaleviego Numminena. Dane było mu także pracować z reprezentacja „Suomi”, ale w charakterze asystenta. Na jego szyi zawisł srebrny i brązowy medal mistrzostw świata oraz srebrny i brązowy medal igrzysk olimpijskich, które odbyły się odpowiednio w Turynie i Vancouver.

[…] Do ekipy z alei Korfantego trafiło czterech wychowanków Podhala, którzy mają na swoim koncie wiele występów w reprezentacji. Mowa tutaj o Marcinie Koluszu, Oskarze Jaśkiewiczu, Patryku Wajdzie i Mateuszu Michalskim.

Poza nimi fiński szkoleniowiec ściągnął do zespołu szwedzkiego bramkarza Robina Rahma oraz siedmiu swoich rodaków: dwóch obrońców i pięciu napastników.

O sile formacji ofensywnej powinni stanowić Jussi Makkonen i Tuukka Rajamäki. Pierwszy z nich może pochwalić się 758 meczami w fińskiej Liidze (126 bramek, 210 asyst) oraz tytułem króla strzelców, po którego sięgnął w sezonie 2008/2009. Z kolei Rajamäki był w ostatnim sezonie jednym z najlepszych napastników francuskiej Ligue Magnus.

To właśnie oni wraz ze słoweńskim atakującym Tadejem Čimžarem oraz reprezentantem Francji Teddym Da Costą mają wypełnić lukę po Patryku Wronce i Jesse Rohtli.

 

Pewne zwycięstwo „GieKSy”

Hokeiści GKSu Katowice całkowicie zdominowali drużynę Naprzodu Janów. Gieksiarze grali przez większość spotkania jak w hokejowym zamku, janowianie bardzo rzadko wychodzili z własnej tercji. Gospodarze zaaplikowali rywalom siedem bramek, nie tracąc przy tym żadnej.

[…] Pierwszego gola dla GieKSy w sezonie 2019/2020 zdobył Mateusz Michalski już w drugiej minucie meczu, w ciągu kolejnych minut na listę strzelców wpisali się także Kamil Paszek (po świetniej asyście Jaśkiewicza) i Jaakko Turtiainen, który wykorzystał szybkie podanie od Nestoriego Lähde po objechaniu bramki rywala. Brązowi medaliści ostatniej edycji PHL raz po raz szturmowali bramkę Samuela Bernarda: swoich sił próbowali choćby Makkonen, Franssila, Devečka, Pasiut czy Kolusz.

Kolejna część meczu przyniosła ożywienie ze strony gości z Janowa, którzy zamierzali wykorzystać okres gry w osłabieniu GieKSy po karach dla Teddy’ego Da Costy i Nestoriego Lähde. Drużyna gospodarzy dzięki solidnej obronie wytrzymała dwie minuty natarć przyjezdnych i uspokoiła sytuację na lodowisku. Ważnego gola na 4:0 zdobył strzałem z dalszej odległości Jussi Makkonen, a w ostatniej sekundzie tercji Filip Starzyński zdążył wepchnąć krążek do bramki Bernarda, wieńcząc tym samym długie starania GieKSy o podwyższenie prowadzenia.

Obraz gry w trzeciej części spotkania nie zmienił się zbytnio. GieKSiarze próbowali swoich sił zarówno spod linii niebieskiej, jak i z bliska, zwykle do pełni szczęścia brakowało im kilku centymetrów w lewo lub w prawo. Dopiero w 51. minucie Filip Starzyński ponownie wpisał się na listę strzelców po podaniu Da Costy. Kanonadę bramek zwieńczył Mateusz Michalski.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga