Piłka nożna
[POMECZOWO] Czas uświadomić sobie jaka jest szansa
Niedzielne spotkanie przy Bukowej zakończyło nasz maraton grania co trzy dni, GieKSa kończy te spotkania z bilansem 2-1-2 i trudno oczekiwać, że ktoś w Katowicach będzie zadowolony z tego okresu. Do środowego popołudnia wszystko układało się bardzo dobrze, GieKSa wygrywała z najgroźniejszymi rywalami, forma oraz pewność siebie rosła w górę, a i rywale grali tak, że otwierali przed naszym zespołem kolejne szanse na odskoczenie od nich.
Niestety to, co zostało w tak dobry sposób wypracowane, szybko zostało utracone. Powoli wracamy do problemu, który brutalnie zweryfikował nasze plany na awans rok temu – GieKSa w najważniejszym momencie sezonu nie potrafi przeskoczyć pewnego progu jakości, zaangażowania, poradzenia sobie z presją. Brakuje tego czegoś, co jest nieuchwytne, a co pozwoliłoby wskoczyć na poziom ciut wyżej od innych zespołów. Wydawałoby się, że po tylu sezonach w I lidze będziemy sobie potrafili z tym poradzić, ale ta drużyna po raz kolejny pokazała, że sobie z tym nie radzi i tylko zremisowała z Bytovią.
Ciężko zrozumieć i logicznie wytłumaczyć, co się stało z drużyną w przeciągu tygodnia, gdzie w prosty łatwy i przyjemny sposób ogrywa ona Chojniczankę oraz Głogów, a potem nie potrafi stworzyć klarownych sytuacji w meczach z Puszczą i Bytovią. Mecz w Niepołomicach był bardzo słaby, jeden z gorszych jakie widziałem w całej historii swego kibicowania, tam się po prostu nie czuło, że coś z tego będzie. Mecz z Bytovią miał dać odpowiedź, jak zareaguje GieKSa na porażkę i jak odpowie rywalom, którzy albo potracili punkty albo z dalszych pozycji zbliżają się do nas. Mecz odpowiedzi nie dał, a postawił jeszcze więcej pytań, na które szybko musi odpowiedzieć sobie sztab szkoleniowy oraz dyrektor Bartnik.
Najbardziej boli to, że ten próg jakości i zaangażowania jest tak śmiesznie niski, że głowa boli. Wystarczą czasem jedno – dwa dobre zagrania, by zdobyć bramkę i zaskoczyć przeciwnika, wystarczy jedno dobre dośrodkowanie z rzutu wolnego lub rożnego, by strzelić ze stałego fragmentu gry, wystarczy czasem jeden zryw indywidualny, który przyniesie bramkę. W dotychczasowych spotkaniach często właśnie na tym bazowaliśmy, tutaj nawet nie trzeba było sytuacji, by te wszystkie trzy czynniki się zazębiły w meczu, w większości przypadków wystarczył jeden.
Coś się w grze GieKSy zacięło i ciężko jednoznacznie wskazać co dokładnie. Paradoksem jest fakt, że przy pauzie Zejdlera, który niewiele dawał zespołowi, jeśli chodzi o liczby – kibice liczyli, że zmiennicy zagrają dużo lepiej i będzie to widoczne. Zagrali jeszcze gorzej, a wystawienie Cerimagica w tym meczu okazało się dużym błędem. Niczego nie ujmując Arminowi, zastanawiamy się, gdzie była logika w tym, by wystawić zawodnika do składu. Zawodnika, który nie grał przez kontuzję, zawodnika, którego nie było nawet z drużyną na dwóch wyjazdach, zawodnika, który przez 1,5 roku w GieKSie zagrał może 2-3 dobre spotkania po czym wracał do gabinetów lekarzy. Trener Paszulewicz zaryzykował – można powiedzieć nie w swoim stylu, gdyż zwykle trzymał się żelaznych graczy i te ryzyko się nie opłaciło. Pojawia się więc następne pytanie. Dlaczego nie ryzykujemy wpuszczenia Volasa? Zawodnika, który wie jak się strzela bramki, który mógłby nam pomóc. Do Grzegorza Goncerza nie można mieć pretensji za te spotkanie, do Wojtka Kędziory już więcej, ale czy naprawdę tego Volasa w takim meczu nie można było wpuścić na 30 minut?
Trener Paszulewicz podkreślał, że kibice chcą zaangażowania i agresji w zespole, i wtedy wybaczą słabsze wyniki, jeśli po prostu rywal będzie lepszy. Oczywiście to się zgadza Panie Trenerze tylko, że z drugiej strony kibice widzą, że przez ostatnie 15 minut GKS zamyka Bytovię na jej połowie i przeprowadza kilka groźnych ataków. Kibice widzą i pierwsze, co im się ciśnie na usta to pytanie „dlaczego tak nie grali od początku?”.
Czy to była dobra połowa w wykonaniu GieKSy? Nie była. Dobre było ostatnie 15 minut, a wcześniej to Bytovia przeważała i miała dużo lepsze sytuację do strzelenia bramki. GieKSa za późno się budzi w spotkaniach. Marnym pocieszeniem jest fakt, że rok temu takie spotkania przegrywaliśmy, a dziś zremisowaliśmy.
Przed kolejnymi meczami będzie wielkie wyczekiwanie na to, co pokaże GKS w ostatnich 6 spotkaniach. Żeby nie było tak pesymistycznie, to ciągle wszystko zależy od nas, ciągle mamy dobry terminarz, w którym zmierzymy się z 4 ostatni zespołami w tabeli oraz 2, które na wiosnę grają bardzo dobrze. Terminarz ten pozwala realnie myśleć o ekstraklasie, realnie myśleć o tym, że ostatnie spotkania GieKSa może zakończyć bez porażki z bilansem przykładowo 4-2-0. GieKSę stać na takie wyniki, ale w klubie wszyscy muszą sobie uświadomić, w jakim momencie sezonu jesteśmy i jaka jest to szansa dla klubu na awans. Punktowo rok temu byliśmy w takiej samej sytuacji, ale terminarz był gorszy. Teraz czas pokazać, że wnioski wyciągnięto, czas przekazać trenerowi, że nie można mówić, że są inne zespoły, które w tej chwili są lepsze od GKS-u.
Tabela pokazuje, że to my jesteśmy na drugim miejscu i tego się trzymajmy. Jeśli wmówimy sobie, że jesteśmy gorsi i zobaczymy, co pokażą następne spotkania, to ten awans przegramy. Warto, by wszyscy pamiętali, ile ten awans znaczy dla wszystkich związanych z klubem. Warto, by w nasze oczy przed tym awansem nie zaglądał strach.
P.s 1 Tyle było odniesień do Górnika z zeszłego sezonu, że nasuwa się kolejne. Górnik przełomowy mecz zagrał w Olsztynie, gdzie ze stanu 0:2 wygrał swoje spotkanie i rozpoczął serię wygranych. Oby to był dobry prognostyk dla GieKSy.
P.s 2 Życie pisze różne scenariusze, ale ten, który może zapisać Maciej Wierzbicki może być szczególny. Kibic GieKSy przez lata związany z klubem, przez lata w wielkim cieniu innych, nagle wchodzi do bramki w sezonie, w którym szansa na awans jest największa. Mam nadzieję, że Wierzba dopisze kolejny rozdział do tej historii i wygra nam ten awans. Zupełnie normalnym w tej zwariowanej lidze byłoby to, gdyby wygrał ten awans broniąc karnego w którymś z meczów po prawie 3 latach, gdzie tych karnych bramkarze GieKSy nie umieli obronić.
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.
Felietony Piłka nożna
Dokąd zmierzacie Szoszoni?
Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.
W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.
MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.
W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.
W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.
Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.
Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.
W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.
W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.
W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.
1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.
Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.
Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.
A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.
Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.
MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.
Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.
Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!
Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.
„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”
„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”
„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”
„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”
„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.
Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.
Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).
Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.
A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.
Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.
Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.
Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.
Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.
„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”
„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.
Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.
Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.
Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:
„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.
To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:
„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”
Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.
Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.
Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.
Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg
Piłka nożna
Bliżej Żiliny
Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.
Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.
Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.
Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Arek
30 kwietnia 2018 at 16:22
Myślę że GieKSa Paszulewicza nie potrafi grać atakiem pozycyjnym. Mamy atuty tylko jak rozpędzi się Prokic i zablysnie na chwile Błąd. Trener Smyla w magazynie Nice 1 Liga powiedział że wystarczy GieKSe pozbawić Prokicia i Blada i GieKSa nie potrafi grać. Wygraliśmy z mocnymi rywalami bo była otwarta gra i były okazje aby skontrowac szybkim Prokiciem. Jak rywal się broni i to nas kontruja to niestety nie mamy jakości aby strzelić słabszym. Brakuje nam dobrego rozgrywającego jak Żurkowski z KSG który by pociągnął gre. Takie są fakty że brakuje nam zawodników na awans A co dopiero na Ekstraklasę.
1964
30 kwietnia 2018 at 19:32
Szansa owszem jest ale!
Po pierwsze-nie mamy atutów grając z teoretycznie słabszym rywalem(nie potrafimy grać ataku pozycyjnego oraz zdominować przeciwnika)
Po drugie-gramy z rywalami którzy nie dość że mają nóż na gardle(olsztyn,grudziądz,łęczna) to jeszcze dodatkowo spinać się będą na GieKSe.
Po trzecie-praktycznie 3 mecze derbowe tychy,chorzów,plus bielsko,wiadomo jak jest z derbami,przerabialiśmy to już nie raz
Po czwarte-80 procent kadry GieKSy to chopy którzy w mistrzowski sposób spierdolili końcówkę zeszłego sezonu.
Na szacunek trzeba zapracować,Macie 6 spotkań aby zyskać szacunek na lata!
To wszystko teoria boisko zweryfikuje wszystko!Do BOJU GKS!Po MARZENIA!PO SZACUNEK!
GieKSiorz
30 kwietnia 2018 at 22:50
Chciałbym wierzyc ze będzie awans,ale po zeszłym sezonie widze ze znowu zaczyna się piłkarski poker.potem narzekanie ze frekwencja slaba itd.,zrobcie to samo co w zeszłym sezonie to będzie 500 ludzi na meczu,cos mi się wydaje ze w tym roku już wcześniej hamujemy żeby nie było larum jak w tamtym roku.Chcialbym się mylic ale nie wierze już w żadne zapewnienia,nie przez tyle lat i chodzi o awans,stadion itd
Berol
1 maja 2018 at 03:58
teoretycznie tego sie nie da zdupic ale nasi dadza rade bedzie z buta w ryj dadza rade….. w tym sa mistrzami
artur
1 maja 2018 at 08:48
Paszulewiczowi też brak ambicji, już się asekuruje pokrętnymi wypowiedziami. Kolejna życiowa szansa od 11 lat na awans a tu znowu studzenie głów. Gra się o mistrza i o zwycięstwo i to trzeba wywalczyć a nie gadać głupot.Trener jest od tego, że ma wycisnąć od nich wszystko i wzbudzić wiarę, że takie miernoty potrafią się wzbić na wyżyny.
Irishman
1 maja 2018 at 09:43
Tak Panie trenerze, „kibice chcą zaangażowania i agresji w zespole, i wtedy wybaczą słabsze wyniki”. No tylko właśnie gdzie się podziała ta agresja i zaangażowanie, którymi potrafiliśmy zdominować kolejne drużyny na początku rundy? Ja widziałem ją w niedzielę tylko u Mandrysza, który wszedł na zmianę po przerwie i rozruszał naszą prawą stronę.
No i rację ma trener Smyła, że gramy słabiej, bo słabiej gra Błąd, a przede wszystkim Prokić. No więc czas poszukać innych rozwiązań, bo te, które Pan zaproponował zostały już rozszyfrowane. Andreja już swoje zrobił, więc czas na odpoczynek, a Adrian niech wraca na lewe skrzydło, gdzie jest znacznie lepszy.
Mecza
1 maja 2018 at 09:45
@artur, przecież trener już wycisnął wszytsko z nich i nic więcej się nie da z tą kadrą. To nie asekuracja, brak ambicji ale brak jakości. Trener to widzi, wszyscy to widzieli. Jesteśmy za słabi piłkarsko. Tylko cud może dać nam awans. Osiągnęliśmy już szczyt możliwości (2miejsce) i ciężko będzie to utrzymać. Zimą pisałem że wejdą Chojnice a reszta otwarta. Widać że Miedź.
wiesiek
1 maja 2018 at 14:55
Miałem w nocy piękny sen.
Z okazji awansu Gieksy odbył sie na stadionie koncert. Zagrała METALICA i oprucz kilku swoich przebojów zaprezentowała cover polskiego przeboju „Miłość w Zakopanem Sławomira” . Kibice oszaleli i śpiewali wspólnie z zespołem. Blaszok odleciał…
Pyjter
1 maja 2018 at 15:11
Jak już będzie ten upragniony awans to się boje co będzie dalej… Gdzie w ekstraklasie z tymi piłkarzami,przyjdą do nas odpady z innych spadkowiczów i będziemy jak ta Sandecja teraz,jeden rok i z powrotem