Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Zagłębiem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Zagłębiem to już historia, ale długo jeszcze może odbijać nam się czkawką. Już w środę kolejny ważny mecz – tym razem pucharowy z Wigrami Suwałki. Tradycyjnym post scritpum zamykamy temat sobotniego spotkania.

1. W sobotę mieliśmy niesamowity wręcz upał. Gdy wyszedłem z domu naprawdę nie zazdrościłem zawodnikom, że będą musieli w takich warunkach grać mecz – i to w pełnym słońcu. Trzeba przyznać, że zacienione trybuny dawały ulgę i dało się wytrzymać.

2. Otoczka meczu jaka była, każdy widział. Plakaty, billboardy, mobilizacja znajomych. Ostatecznie zakończyło się frekwencją 6700, niespotykaną od wielu, wielu lat. Na Bukowej mieliśmy mieć prawdziwe piłkarskie święto.

3. Było to widać na stadionie już na godzinę przed meczem. Mnóstwo ludzi już na obiekcie, na parkingu oraz zapełniające się trybuny. Można powiedzieć, że na godzinę przed pierwszym gwizdkiem na Blaszoku było więcej ludzi niż czasem 5 minut przed meczem.

4. Wszyscy na żółto. Przypomniał się mecz barażowy z BKS Bielsko-Biała. Naprawdę taka mobilizacja była niespotykana.

5. Takiej owacji dla piłkarzy wychodzących na rozgrzewkę nie pamiętam. To był prawdziwy szał, aż ciarki przechodziły po plecach. Podobnie jak wtedy, gdy wyczytywane były składy i po każdym z nazwisk padało – jak za starych czasów – głośne „Jest!”.

6. Kibice GieKSy i Zagłębia wzajemnie się pozdrawiali i choć poprawni politycznie miłośnicy dobrego wychowania powiedzą, że przeklinać nie wolno, to jednak takie okrzyki z obu stron mocno podnoszą temperaturę spotkania.

7. U nas w redakcji również mobilizacja była niesamowita. Niemal w komplecie byliśmy na stadionie już 60 mnut przed meczem i jak zwykle chcieliśmy obrobić go bardzo dobrze – co nam się zresztą jak zwykle udało 😉

8. W zespole gości mieliśmy dwóch zawodników z przeszłością w GKS Katowice – Krzysztofa Markowskiego i Grzegorza Fonfarę. Maro niestety rządził na boisku w defensywie, Fąf pojawił się na 6 minut przed końcem.

9. Atmosfera była nieprawdopodobna, ale niestety – z każdą minutą beznadziejnej postawy naszych piłkarzy stopniowo wygasała. Niby powinno się zawodników wspierać w trudnych momentach i to jest prawda, ale piłkarze nie zrobili absolutnie nic, aby te emocje w kibicach wzbudzić i utrzymać. Zrobili natomiast wszystko, aby je wygasić. Pod koniec to już był raczej pogrzeb…

10. Po końcowym gwizdku w szeregach gości zapanowała euforia. Przyjechac beniaminek z Sosnowca i na naszym terenie rządził. To straszne.

11. Trudno się dziwić patosowi trenera Artura Derbina, który wspominał swoją wizytę na Bukowej w przegranym przez Zagłębe meczu 0:5. Derbin był wówczas na naszym stadionie jako kibic.

12. Klub, kibice i my na stronie pompowaliśmy ten balon. Potrzebujemy takich emocji, musimy się nakręcać, by kibicowsko przeżyć. Niestety po raz kolejny dostaliśmy w twarz. Balon pękł, ciśnienie opadło, cała pozytywna atmosfera wokół klubu wzięła w łeb.

13. Gramy jednak dalej i teraz już liczy się tylko awans do kolejnej rundy Pucharu Polski. Odwracać się od drużyny nie możemy. Więc cel na środę i sobotę to wygrać w Suwałkach i Gdyni.

14. Żeby nie było 13.

19 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

19 komentarzy

  1. Avatar photo

    lukasz

    10 sierpnia 2015 at 10:47

    szkoda tylko ze takie persony jak Shellu czy Junior nie wypowiedza sie w temacie zachowania “kibicow” z ochorona, proby sforsowana barier czy rzucaniem Herbem. Tematu wlasciwie nie ma uznaje sie ze atmosfera byla swietna i tyle. A gówno prawda ja siedzialem na 2 z rodzina i wielu ludzi patrzylo z niedowierzaniem i niesmakiem ze kilkunastu idiotow niweczy trud normalnych kibicow ktorzy przyszli pokibicowac. Ale nie ma nawet zadnej reakcji po prostu nic, huj z tym ze kare na nas naloza huj z tym ze nie bedzie wyjazdow huj z tym ze zamkna stadion – wazne ze bylo swieto bo DEBILE wyrwali troche kszeselek i bylo swietowanie. Tak jak napisal kibic – nie bedzie normalnie nigdy bo taki mecz jak z Zaglebiem powinien byc co kolejke – przynajmniej jesli chodzi o liczbe ludzi na trybunach. To powinno byc swieto a nie mozliwosc do pokazania hamstwa i skurwysynstwa na stadionie. Pamietam jak sie pisalo o tym ze stadion na min 25 tys bo przeciez beda przychodzic cale rodziny itp. itd. Gowno prawda !!! Jesli raz na kilkadziesiat spotkan na mecz idzie 7 tys ludzi i nie potrafia sie zachowac to co dopiero marzyc o tym zeby zapelniac taki stadion co kolejke … Normalnych Kibicow i ludzi nie oszukamy w ten sposob. Fakty sa przeciwko nam …

  2. Avatar photo

    fanclub dortmund

    10 sierpnia 2015 at 11:42

    kurwa jaki stadion an 20000 ludzi??????SKAD WY ICH WEZMIECIE???? Z TESCO???CZY Z SILESIA CENTER????PORAZKA TOTALNA WOLNE MIEJSCA NA ZAGLEBIU TO WSTYD A BEBNIARZ TO SE MOGL KAMERKE NA FUJARZE TRZYMAC DOPING BYL JAK NA WAGE MECZU CIENKI ;poleglismy w sobote na calej lini i tyle

  3. Avatar photo

    Marcin

    10 sierpnia 2015 at 11:52

    Człowieku co Ty wypisujesz? Pełny stadion wszyscy na żółto i tylko kilkunastu grajków chłodzących po boisku którzy popsuli święto i nawet komentatorzy Polsatu stwierdzili że przez postawę na boisku kibice nie wytrzymali frustracji która sięgnęła zenitu i zastanów się po co przychodzisz na stadion bo jeżeli nie obchodzi Cię że kopacze udają że grają a najważniejsze to wizyta z dzieckiem na stadionie to życzę powodzenia bo z takim podejściem to na bukowej będzie plac zabaw a nie stadion poza tym po tym co kopaczyki pokazali to ten stadion znowu długo się nie zapełni bo można przegrać ale po walce jeżeli w ogóle wiesz co to znaczy

  4. Avatar photo

    Do łukasza

    10 sierpnia 2015 at 12:20

    Za dużo wyborczej czytasz… Animozje między kibicami nawet przed wojną były. Jeżeli nie wiesz co to przypływ adrenaliny to się nie wypowiadaj. Już na młynie i wyjazdach lepsza obecność twardej ekipy niż „normalnych” kibiców z rodzinami którzy jedynie są mocni w gębie i potrafią jedynie wkurwiać z przeciwnej strony gości. To są derby jakich mało choć gorole się wypierają że to były derby… Ciekawe kaj będziecie na meczu z kluczborkiem pasjonaci spokoju na trybunach.

  5. Avatar photo

    kibic

    10 sierpnia 2015 at 12:51

    dlaczego nikt nie krytykuje pilkarzy,trenera przeciesz oni zrobili z nas z klubu posmiewisko powinni ponies kare finansowa a paru z nich powinno wyladowac w rezerwach,niestety przes Cygana i Prokse mamy takich grajkow i nie za wiele da sie zmienic,brak dobrego mlodziezowca,srodek obrony jest do niczego,jak i prawa obrona dalej pomoc nie umie uspokoic gry i przejac ciezaru prowadzenia na siebie atak nie istnieje,ale tutaj najmniejsze pretensje bo niestety w klubie brak 2 napastnika ale to wina Proksy i jego oszustw o transferach konkretnych gdzie one sa,moze Burkchard na plus ale na niezbyt duzy,reszta na radzie dalej nic nie widac,choc Trochim sie stara ale to jeszcze za malo,Bebenek bez formy wiec co po rundzie jesiennej znowu bedziemy zmieniac sklad i sciagac kolejnych nie udanych grajkow,czy lepiej sciagnac 2,3 wartosciowych czy 10 nie udacznikow,niestety klub nic nie robi nic w tym kierunku a oszustwa Cygana i Proksy o rozmowach z pilkarzami z ekstrklasy to bujda,i spowodu nich po 23 latach przezylismy najwieksza chanbe i wstyd przegrywajac taki mecz i to bez jakiego kolwiek zaangarzowania,gdzie jest wypowiedz prezesa,kierownika druzyny po takim wstydzie co nm zgotowali,mam nadzieje ze zamiast liczenia kasy z miasta wezna sie do roboty i natychmiast klub zostanie wzmocniony dobrymi pilkarzami bo jesli nie to takie posmiewisko jeszcze nie raz przyjdzie nam przezyc w tym sezonie

  6. Avatar photo

    lukasz

    10 sierpnia 2015 at 13:43

    na meczu z kluczborkiem, jak i na innych meczach od 22 lat bede na Bukowej. Jedynie przez te lata trybuna sie zmienila … pasjonaci spokoju … na ilu meczach byles za granica czlowieku? Ty wogole masz pojecie co to jest pilkarskie swieto ? W Dortmundzie np ? Z Twoich wypocin wynika ze nie masz pojecia. Kilkanascie lat temu tez byly animozje one sa i beda ale zmieniaja sie okolicznosci. Jestescy Klubem ktory nie jak 15-20 lat temu byl potega w Polsce i liczyli sie z nami tez w Europie. Teraz musimy pokazac ze przez te 20 lat zmienili sie nie tylko nasz stadion (oby wkrotece) pilkarze i kibice ale przedewszystkim mentalnosc. Pamietasz zadymy z Ruchem np ? byles na nich ? ja pamietam bardzo dokladnie. Ale od tego kto wieksza zadyme zrobi nie zalezy czy bedzie grac ekstraklasie ani to ze bedziemy miec nowy stadion. Jak ktos widzi ze kibicom w glowie tylko agresja to wezmie i zamknie stadion i ma w dupie czy na GieKSe chodzi tysiac czy 20 tysiecy kibicow. To jest ta roznica. Pozatym szarganie barwami i herbem jest czyms niedopuszczalnym … ale co sie dziwic skoro Honor tez juz nie za bardzo jest modny … a Tematu pilakrzy nie poruszam – po meczach z Wigrami i Rozwojem pewnie wiekszoc zesralaby sie jakiego to nie mamy mocnego skladu a teraz to wszystkich wyjebac na czele z Gonzem. Opmaietajcie sie. zagrali straszna hujnie ale jeden mecz nie skresla niczego. przed nami 32 kolejki. Z takim podejsciem to nie bedziesz chodzil na mecze bo nie bedzie na co kolego … dobrze sie zastanow.

  7. Avatar photo

    Do łukasza

    10 sierpnia 2015 at 14:47

    tak wiem jakie haje były a teraz to normalnie przedszkole w porównaniu co dawniej było, ino że teraz za kłótnie z ochroną mogą jebnąć niezły zakaz. A co do piłki taką presje wszyscy wywarli że zagłębie dla gieksy stało się arsenalem. Ja przed meczem się przygotowałem na to psychicznie wiedziałem że tak będzie bo zbyt duża presja była a no jeszcze upały były co też męczy piłkarzy. Podam przykład z dupy wzięty bo nie chce mi sie sięgać pamięcią do takich przypadków. arsenal napina się na taki I ligowy obecnie fulham. Taka presja że ja pierdole, podkręcenie atmosfery wokół londyńskich derbów. Przychodzi czas meczu a tu dupa fulham wygrał bo cała otoczka arsenalu wywarła taką presje że ich rozsadzało.

  8. Avatar photo

    Karlik

    10 sierpnia 2015 at 14:58

    Lukasz napisał „Kilkanascie lat temu tez byly animozje one sa i beda ale zmieniają się okoliczności” Owszem. Ale ja pamiętam czasy na blaszoku kiedy nie było jeszcze gniazda. Kto wtedy kręcił młynem pamiętacie.Pamiętam słowa „chuj z meczem najważniejszy jest doping, chuj z przyjezdnymi niech sobie śpiewają co chcą my robimy swoje!” Co ci da baranie jeden z drugim,że zaśpiewasz zagłębie to chuje, legia to stara …? Dopinguj swoją drużynę!!! legia, ruch, zagłębie wiedzą, że to kurwy, smrody, psy itp. itd. Droga młodzieży, rozumiem, że młodość ma swoje prawa i teraz mając 17 lat myślicie sobie chuj ze starymi ciulami którzy kiedyś stali na plastikowych długich elementach zwanymi ławkami. Ok macie do tego prawo. Ale czy nie lepiej darcie ryja polegające na obrażaniu przeciwnika poświęcić na doping swojej drużyny?!
    Pamiętajcie o jednym media nie są zbyt przychylne GieKSie. dziennik zachodni np: https://www.youtube.com/watch?v=yeHuqduSO1Q Już kurwa widzę radość smrodów.

  9. Avatar photo

    lukasz

    10 sierpnia 2015 at 16:36

    Karlik i o to wlsnie chodzi. O Doping a nie o robienie zadym. I niech nikt nie pierdoli o tym ze zadyma to adrenalina i zeby nie robic przedszkola na trybunach. To wlasnie takie zachowanie jest dziecinne – napierdalanie w plot – Brawo !!! Tylko szkoda ze potem prawdziwi kibice zamiast dopingowac musza patrzec na mecz w TV albo przez plot …

  10. Avatar photo

    Z daleka

    10 sierpnia 2015 at 17:49

    Pierwszy raz na GieKSie od hmm jakichś 10 lat. Przyjechałem specjalnie z daleka, poszedłem na mecz z kobietą, która nie była nigdy na żadnym piłkarskim meczu. Byliśmy na jedynce.
    Za GieKSą od małolata.
    Musiałem być.

    Ale po kolei:
    Mecz: moja kobieta oceniła to tak: „jakoś nie widziałam w nich jedności, jakby nie byli razem, a każdy osobno”. Na piłce specjalnie się nie zna, ale skoro nawet ona to widziała…
    Jak dla mnie – nie było drużyny. Kompletnie! Każdy sobie rzepkę skrobie. Ponadto – brak typowo technicznych umiejętności! Ani przyjęcia, ani wyjścia na pozycje, ani celnego podania. W pierwszej połowie – Czerwiński nie wiedział jak się biega. Facet z Zagłębia (chyba z 19stką) robił co chciał. Bębenka nawet nie widziałem by pomógł.
    W drugiej połowie, z racji miejsca na trybunach miałem okazję oglądać… Szołtysa… musimy znaleźć młodzieżowca. Kompletnie drużyna mu nie ufa. Przez okres drugiej połowy, do zmiany, dostał tylko jedno podanie, kiedy Pietrzak nie miał już innego wyjścia. Nikt mu nie podawał, a ten, nawet jeśli coś miał przy nodze – za chwilę tracił. Brak pewności siebie, brak wiary w siebie, brak siły fizycznej. I te jego kręcenie głową…
    Goncerz. Niby biegał. Czasem. Niby trafił w słupek – ze spalonego. Ale… chyba jego czas się skończył (obym się mylił). Brak walki po stracie piłki, zrezygnowanie, granie pod siebie, egoizm piłkarski. Jakby czuł się – jestem tu najlepszy, wszystko mogę. Trochę to nie prawda – już.
    O dziwo Trochim mnie zaskoczył. Wszedł, zastawił się, powkurwiał się, utrzymał piłkę. Pozytyw na plus.
    Reszta – bez komentarza. Aaaaa i jeszcze jedno – niech poćwiczą wybijanie piłki z pola karnego – albo niech zjedzą śniadanie w dniu meczu.

    Trybuny.
    Święto, mnóstwo ludzi, dzieciaki na żółto, z rodzicami, z dziadkami. Aż pięknie się patrzyło. Oprawy na Blaszoku, śpiewy… przez pierwsze 30 min.
    Czułem przez te 30 minut dumę – my, pięknie kibicujemy, wspieramy piłkarzy, tylko GieKSa się na dla nas liczy. Gorole śpiewają coś o jebaniu, w dupie mają swój klub, a my w dupie mamy ich prowokacje. Wtedy jeszcze wierzyłem, że obejdzie się bez zadymy. Że w końcu cywilizacja – klub się rozwija, rośnie, jest stabilniej, a i kibice potrafią się dostosować.
    I co? I chuj.
    Odpalenie rac – chuj, tego się jeszcze można było spodziewać, one zawsze były i zawsze będą. Ale rzucanie nimi na boisko i do gorolów – po chuj? Dewastowanie własnego stadionu? Po chuj? Zamiast prowadzić doping jak w pierwszej połowie, wspierać zespół, wspierać piłkarzy, pokazać, że jesteśmy ponad te bydło z północnej trybuny – lepiej się do nich dostosować? Kurwa, jesteśmy lepsi! Nie musimy śpiewać o jebaniu Legii czy Sosnowca. Każdy z nas to wie! Ale miałem wrażenie, że w tym momencie to właśnie Zagłębie i Legia była ważniejsza niż GieKSa!
    Jak robisz imprezę w domu to też wszystko demolujesz po godzinie?
    I jeszcze napierdalanie ochronę/policję flagami z herbem klubu… aż tak bardzo chcieliście je stracić?

    Kibice na jedynce dobrze mówili – wystrzelać bydło. Teraz będzie zamknięcie stadionu, kara finansowa, zakaz wyjazdu. Ale pewnie co poniektórzy się cieszą, że ponapierdalali w płot z buta.
    A karę, którą dostaniemy powinni zapłacić ci idioci, którzy dopuścili się dewastacji. Zarówno po naszej stronie, jak i goroli.
    Wojna będzie zawsze. Z gorolami, smrodami, Bytomiem, Legią. Ustawcie się w lesie po 50 pozabijajcie się tam.
    Bo przez takie akcje pozostaje jeżdżenie po Ząbkach, Pruszkowach, Suwałkach i innych dziurach.
    A i nie zdziwię się, jak któregoś dnia powtórzy się Knurów.

    Tyle ode mnie.

  11. Avatar photo

    lukasz

    10 sierpnia 2015 at 18:37

    amen

  12. Avatar photo

    Anty GRZYB

    10 sierpnia 2015 at 19:10

    fanclub dortmund jeszcze ci nie przeszlo ostatnio pierdoliles glupoty o zachowaniu zastrzelonego kibica a teraz dalej pierdolisz

  13. Avatar photo

    fanclub dortmund

    10 sierpnia 2015 at 19:33

    ty grzyb ciulu idz z zabskimi na ruch bo samemu pewnie bys sie zesral ze strachu jak bys zobaczyl ekipe konkretna wlasnie widzialem jaki kozak byl z ciebie w sobote przez 3 ploty a jak zaglebie szlo to srales w rowie

  14. Avatar photo

    psz

    10 sierpnia 2015 at 21:24

    Shellu, po meczu pozostał duży niesmak i nie ma co zaklinać rzeczywistości, że niby jest inaczej… Zawsze mnie boli, gdy zamykają nam stadion. Wielokrotnie twierdziłem, że robili to niezasłużenie. Teraz niestety już tak nie powiem…

  15. Avatar photo

    kibic

    11 sierpnia 2015 at 09:20

    Jedno mnie cieszy – pomimo iz to nieoficjalna strona po raz kolejny ( w podobnym temacie) glosow „normalnych” jest 99%. Jak widac potrzeba jeszcze czasu aby stadion w naszej lidze zamienil sie w ten z bundesligi – jednak musimy ciagle o tym glosno mowic! Zwlaszcza w naszym gronie – ze cos takiego nam sie nie podoba i nie po to przychodzimy na stadion.
    Moze kiedys jak ktos bedzie chcial pierdolnac krzeselkiem jak poczuje mega dezaprobate ziomkow siedzacych obok to sie zastanowi….oby…

  16. Avatar photo

    Anty GRZYB

    11 sierpnia 2015 at 09:35

    fanclub dortmund spociles sie ta wypocina ochlon bo zjedziesz. jak mogles mnie widziec pod plotem jak telewizja tego nie pokazala. ja na czworce widzialem co sie dzialo i tez nie wszystko mi pasowalo ale te twoje porownania sa z kosmosu jak pisowsko koscielne straszenie i obietnice

  17. Avatar photo

    zmora

    11 sierpnia 2015 at 14:48

    A CO TO ZA ZJEBANY GOLASEK BIEGAŁ PO NASZYM SEKTORZE ZAPEWNE ZGEJKSIAŁY PEDAŁ GIEKSA CWEL ALE ALE ALE

  18. Avatar photo

    roberto

    11 sierpnia 2015 at 16:48

    kilku idiotow zniszczylo swieto,i nie pisze o pilkarzach jestescie daremni,nie dawac ciula na oprawy i i tak wszystko w bloto teraz zamkna stadion i za zebrana kase kurwy beda chlac z kurwami z zabrza jebie takich kibicow!!

  19. Avatar photo

    zmora

    11 sierpnia 2015 at 17:12

    CWEL,CWEL GEJKSA CWEL.TERAZ PORA NA WASZE KOCHANKI Z ZABRZA

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga