Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Zagłębiem
Mecz z Zagłębiem to już historia, ale długo jeszcze może odbijać nam się czkawką. Już w środę kolejny ważny mecz – tym razem pucharowy z Wigrami Suwałki. Tradycyjnym post scritpum zamykamy temat sobotniego spotkania.
1. W sobotę mieliśmy niesamowity wręcz upał. Gdy wyszedłem z domu naprawdę nie zazdrościłem zawodnikom, że będą musieli w takich warunkach grać mecz – i to w pełnym słońcu. Trzeba przyznać, że zacienione trybuny dawały ulgę i dało się wytrzymać.
2. Otoczka meczu jaka była, każdy widział. Plakaty, billboardy, mobilizacja znajomych. Ostatecznie zakończyło się frekwencją 6700, niespotykaną od wielu, wielu lat. Na Bukowej mieliśmy mieć prawdziwe piłkarskie święto.
3. Było to widać na stadionie już na godzinę przed meczem. Mnóstwo ludzi już na obiekcie, na parkingu oraz zapełniające się trybuny. Można powiedzieć, że na godzinę przed pierwszym gwizdkiem na Blaszoku było więcej ludzi niż czasem 5 minut przed meczem.
4. Wszyscy na żółto. Przypomniał się mecz barażowy z BKS Bielsko-Biała. Naprawdę taka mobilizacja była niespotykana.
5. Takiej owacji dla piłkarzy wychodzących na rozgrzewkę nie pamiętam. To był prawdziwy szał, aż ciarki przechodziły po plecach. Podobnie jak wtedy, gdy wyczytywane były składy i po każdym z nazwisk padało – jak za starych czasów – głośne „Jest!”.
6. Kibice GieKSy i Zagłębia wzajemnie się pozdrawiali i choć poprawni politycznie miłośnicy dobrego wychowania powiedzą, że przeklinać nie wolno, to jednak takie okrzyki z obu stron mocno podnoszą temperaturę spotkania.
7. U nas w redakcji również mobilizacja była niesamowita. Niemal w komplecie byliśmy na stadionie już 60 mnut przed meczem i jak zwykle chcieliśmy obrobić go bardzo dobrze – co nam się zresztą jak zwykle udało 😉
8. W zespole gości mieliśmy dwóch zawodników z przeszłością w GKS Katowice – Krzysztofa Markowskiego i Grzegorza Fonfarę. Maro niestety rządził na boisku w defensywie, Fąf pojawił się na 6 minut przed końcem.
9. Atmosfera była nieprawdopodobna, ale niestety – z każdą minutą beznadziejnej postawy naszych piłkarzy stopniowo wygasała. Niby powinno się zawodników wspierać w trudnych momentach i to jest prawda, ale piłkarze nie zrobili absolutnie nic, aby te emocje w kibicach wzbudzić i utrzymać. Zrobili natomiast wszystko, aby je wygasić. Pod koniec to już był raczej pogrzeb…
10. Po końcowym gwizdku w szeregach gości zapanowała euforia. Przyjechac beniaminek z Sosnowca i na naszym terenie rządził. To straszne.
11. Trudno się dziwić patosowi trenera Artura Derbina, który wspominał swoją wizytę na Bukowej w przegranym przez Zagłębe meczu 0:5. Derbin był wówczas na naszym stadionie jako kibic.
12. Klub, kibice i my na stronie pompowaliśmy ten balon. Potrzebujemy takich emocji, musimy się nakręcać, by kibicowsko przeżyć. Niestety po raz kolejny dostaliśmy w twarz. Balon pękł, ciśnienie opadło, cała pozytywna atmosfera wokół klubu wzięła w łeb.
13. Gramy jednak dalej i teraz już liczy się tylko awans do kolejnej rundy Pucharu Polski. Odwracać się od drużyny nie możemy. Więc cel na środę i sobotę to wygrać w Suwałkach i Gdyni.
14. Żeby nie było 13.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Žilina jest jak żmija
Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.
Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.
Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.
Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.
Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.
Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.
Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.
Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.
Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.
Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.
Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.
Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.
Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.
Piłka nożna
Górak: Nie możemy tak działać
Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.
Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.
Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.
Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.
Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.
Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.
Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.
Felietony Piłka nożna
Piłka to gra momentów
Gdy GieKSa straciła gola na 0:3 to ręce mi opadły najniżej jak się da, a niesmak i złość była potężna. Po rozegraniu niezłej pierwszej połowy, stracenie trzech bramek w siedem minut zakrawało o skandal i totalną rozsypkę. Już byłem załamany po tych dwóch golach, ale po odwołaniu bramki przez VAR poczułem ulgę. Ulgę na razie wynikającą z tego, że unikamy kompromitacji.
Potem było już trochę lepiej. Wisła już tak nie napierała, a GKS strzelił gola i mógł to spotkanie wyrównać. Niestety ostatecznie liczy się efekt, a ten był niekorzystny. Zespół przegrał drugi mecz z rzędu na początek sezonu i tytuł mojego poprzedniego felietonu jest już nieaktualny. Ale mimo wszystko – patrzę szerzej – lepiej przegrać 1:2 niż 0:3, bo taka wtopa dla psychiki zespołu byłaby dużo gorsza na tym etapie.
Cudów od tej drużyny nie wymagam, ale chciałbym, żeby była rzetelna i mitycznie „powtarzalna”. Na razie ta powtarzalność to niekoniecznie ta, o którą nam chodzi. Czyli jakiś meltdown – większość pierwszej połowy w Żilinie oraz pierwsze dwadzieścia minut drugiej w Krakowie. Sprokurowany rzut karny. W końcu – wynik meczu. Oba mecze w pewnych aspektach podobne, choć różne.
Najgorsze albo najlepsze (już sam nie wiem) w tym wszystkim jest to, że GKS nie zagrał na Wiśle jakiegoś złego meczu. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie wyjazdy z poprzedniego sezonu – Kielce, Gliwice, Szczecin. Uważam, że spotkanie z Wisłą w wielu aspektach było lepsze od każdego z nich. W pierwszej połowie mieliśmy swoje znakomite sytuacje, w końcówce też mogliśmy po raz drugi strzelić gola Wiśle. Znów gdyby wyjąć te feralne powiedzmy 10 minut to moglibyśmy uznać, że nie jest źle, a i wynik mógłby być pozytywny.
Problem polega na tym, że piłka to gra momentów. Możesz przez 80 minut grać dobry mecz, ale jeśli nie jesteś skuteczny, a przeciwnik swoje 10 minut wykorzysta, to przegrasz. Wisła grała solidnie przez całe spotkanie, była dynamiczna żwawa, a jak im nagle zaczęło wychodzić i wchodzić wszystko, to było po meczu. Żadna filozofia, taka jest piłka. My popełniliśmy katastrofalne błędy, a oni wykorzystali sytuacje. Za to oni takich błędów nie popełnili.
No właśnie – te stracone bramki to była katastrofa. Znów nie popisał się Gabriel Kobylak, który nie wiedzieć czemu sparował lekką i prostą wydawałoby się piłkę – chyba jej nie wiedział. No a potem niezrozumiałe zachowanie Marcina Wasielewskiego, który objął w pół przeciwnika stojącego tuż przed bramką. Nie wiem, o czym myślał Marcin, ale chyba się po prostu zapomniał. Karny więcej niż ewident i było 1:0. A po chwili nasi środkowi obrońcy zachowywali się tak, jakby Sanchez był na spalonym, więc go odpuścili. Problem był taki, że zaraz piłka poszła do przodu i to ona wyznaczała linię spalonego – nasi zawodnicy już się nie cofnęli i niepilnowany piłkarz Wisły trafił do siatki. Ostatecznie przyznam, że dość specyficzna sytuacja, ale nie popisali się nasi stoperzy. I naprawdę miałem wielkie „uff”, że po chwili jednak nie było 3:0.
Niektórzy zawodnicy nie prezentują się najlepiej na początku sezonu. Bramki tracimy – to jedno. Nie dają nam zbyt wiele wahadła, Borja Galan i Marcin Wasielewski są kompletnie nieefektywni. Bartek Nowak póki co nie jest sobą. Ilja niestety póki co nie ogarnął się i w dotychczasowych dwóch meczach nie dał wiele drużynie. Mowa bardziej o meczu w Krakowie, bo w Żilinie w pierwszej połowie był mocno odcięty od gry. Debiut Pau Resty – przeciętny.
Jest też chyba coś w tym, że nowi zawodnicy muszą się nauczyć pewnych zasad. Ale może dotyczy to też niektórych starych? Nasi zawodnicy czasem wyglądają tak, jakby nie zakładali, że przeciwnik może zastosować taki aspekt piłki nożnej jak pressing czy inny doskok. Stoją z piłką przy nodze, bez takiej czujności, bez takiego napięcia – podbiega przeciwnik i wygarnia futbolówkę spod nóg. To się zdarza choćby Bartoszowi Wolskiemu, a przecież techniczni zawodnicy właśnie są na to narażeni bardziej, gdy zapominają o pressingu rywala. Z Bartka będziemy mieli jeszcze wiele pożytku, ale tych taktycznych niuansów musi się jeszcze nauczyć.
Chciałbym pochwalić za to Kacpra Łukasiaka, uważam, że ten zawodnik zagrał naprawdę dobre zawody i wygląda na to, że właśnie sobie wywalcza miejsce w podstawowym składzie. Pracował na szerokości, doskakiwał, jest aktywny i agresywny, choć nie przesadza z tą agresją. No i Szymon Bartlewicz wszedł i zdobył swego gola.
Tak więc GKS przegrał ten mecz w dużej mierze na własne życzenie. Gdyby nie te głupstwa w obronie, z taką grą – nawet mimo mankamentów – była szansa na remis, a może nawet zwycięstwo. To są rzeczy, które absolutnie nadal wymagają pracy, bo z tym pressingiem to nie pierwszyzna, a i jak rywal włącza wyższy bieg, to my zwykle się gubimy – tak było w poprzednim sezonie, tak jest i teraz.
Z rzeczy pobocznych, ale pewnie też istotnych. Absolutnym skandalem jest doliczenie do tego meczu tylko czterech minut. Sam sobie to sprawdziłem na relacji z Canal Plus – od podyktowania karnego do strzału minęło dokładnie 2,5 minuty, a od trzeciego gola, do wznowienia gry po jego anulowaniu około 5,5 minuty. Same te dwie sytuacje to już 8 minut. A do tego przecież 10 zmian. To nie jest błąd typu karny czy coś w tym stylu, ale przecież do cholery jakieś tam kolegium sędziów powinno się przyjrzeć takiej sytuacji, bo wygląda na to, że sędzia skrócił to spotkanie o co najmniej 5 minut! A GieKSa przecież nacierała i wcale nie jest tak niemożliwe, że w tym czasie nie strzeliłaby gola.
Tym samym przegrywamy czwartą ligową inaugurację z rzędu. Przerywamy passę ligowych meczów bez porażki. Już na wstępie.
Jednak było, minęło. Zawaliliśmy ten mecz po całości, podobnie jak ten w Żilinie. Ale dziś jest poniedziałek, zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania. W sporcie i piłce nie zawsze wszystko idzie gładko. Mieliśmy swoje euforie i radości na koniec poprzedniego sezonu, teraz trochę zimnej wody się na nasze twarze wylało. Jednak póki co nie zdarzyła się kompletnie żadna katastrofa. Mecz ligowy to jeden z wielu, a straty ze Słowakami można odrobić. Naprawdę więc wiele w kwestii mentalnej, ale też w kontekście „ułożenia” tego sezonu będzie zależało od czwartkowego meczu. Tam już nie będzie miejsca na potknięcie. GKS zagra w końcu na swoim stadionie, a wiemy, że u siebie wygląda to inaczej. I jeśli zdołamy tę Żilinę przejść – nastroje znacząco się poprawią.

lukasz
10 sierpnia 2015 at 10:47
szkoda tylko ze takie persony jak Shellu czy Junior nie wypowiedza sie w temacie zachowania “kibicow” z ochorona, proby sforsowana barier czy rzucaniem Herbem. Tematu wlasciwie nie ma uznaje sie ze atmosfera byla swietna i tyle. A gówno prawda ja siedzialem na 2 z rodzina i wielu ludzi patrzylo z niedowierzaniem i niesmakiem ze kilkunastu idiotow niweczy trud normalnych kibicow ktorzy przyszli pokibicowac. Ale nie ma nawet zadnej reakcji po prostu nic, huj z tym ze kare na nas naloza huj z tym ze nie bedzie wyjazdow huj z tym ze zamkna stadion – wazne ze bylo swieto bo DEBILE wyrwali troche kszeselek i bylo swietowanie. Tak jak napisal kibic – nie bedzie normalnie nigdy bo taki mecz jak z Zaglebiem powinien byc co kolejke – przynajmniej jesli chodzi o liczbe ludzi na trybunach. To powinno byc swieto a nie mozliwosc do pokazania hamstwa i skurwysynstwa na stadionie. Pamietam jak sie pisalo o tym ze stadion na min 25 tys bo przeciez beda przychodzic cale rodziny itp. itd. Gowno prawda !!! Jesli raz na kilkadziesiat spotkan na mecz idzie 7 tys ludzi i nie potrafia sie zachowac to co dopiero marzyc o tym zeby zapelniac taki stadion co kolejke … Normalnych Kibicow i ludzi nie oszukamy w ten sposob. Fakty sa przeciwko nam …
fanclub dortmund
10 sierpnia 2015 at 11:42
kurwa jaki stadion an 20000 ludzi??????SKAD WY ICH WEZMIECIE???? Z TESCO???CZY Z SILESIA CENTER????PORAZKA TOTALNA WOLNE MIEJSCA NA ZAGLEBIU TO WSTYD A BEBNIARZ TO SE MOGL KAMERKE NA FUJARZE TRZYMAC DOPING BYL JAK NA WAGE MECZU CIENKI ;poleglismy w sobote na calej lini i tyle
Marcin
10 sierpnia 2015 at 11:52
Człowieku co Ty wypisujesz? Pełny stadion wszyscy na żółto i tylko kilkunastu grajków chłodzących po boisku którzy popsuli święto i nawet komentatorzy Polsatu stwierdzili że przez postawę na boisku kibice nie wytrzymali frustracji która sięgnęła zenitu i zastanów się po co przychodzisz na stadion bo jeżeli nie obchodzi Cię że kopacze udają że grają a najważniejsze to wizyta z dzieckiem na stadionie to życzę powodzenia bo z takim podejściem to na bukowej będzie plac zabaw a nie stadion poza tym po tym co kopaczyki pokazali to ten stadion znowu długo się nie zapełni bo można przegrać ale po walce jeżeli w ogóle wiesz co to znaczy
Do łukasza
10 sierpnia 2015 at 12:20
Za dużo wyborczej czytasz… Animozje między kibicami nawet przed wojną były. Jeżeli nie wiesz co to przypływ adrenaliny to się nie wypowiadaj. Już na młynie i wyjazdach lepsza obecność twardej ekipy niż „normalnych” kibiców z rodzinami którzy jedynie są mocni w gębie i potrafią jedynie wkurwiać z przeciwnej strony gości. To są derby jakich mało choć gorole się wypierają że to były derby… Ciekawe kaj będziecie na meczu z kluczborkiem pasjonaci spokoju na trybunach.
kibic
10 sierpnia 2015 at 12:51
dlaczego nikt nie krytykuje pilkarzy,trenera przeciesz oni zrobili z nas z klubu posmiewisko powinni ponies kare finansowa a paru z nich powinno wyladowac w rezerwach,niestety przes Cygana i Prokse mamy takich grajkow i nie za wiele da sie zmienic,brak dobrego mlodziezowca,srodek obrony jest do niczego,jak i prawa obrona dalej pomoc nie umie uspokoic gry i przejac ciezaru prowadzenia na siebie atak nie istnieje,ale tutaj najmniejsze pretensje bo niestety w klubie brak 2 napastnika ale to wina Proksy i jego oszustw o transferach konkretnych gdzie one sa,moze Burkchard na plus ale na niezbyt duzy,reszta na radzie dalej nic nie widac,choc Trochim sie stara ale to jeszcze za malo,Bebenek bez formy wiec co po rundzie jesiennej znowu bedziemy zmieniac sklad i sciagac kolejnych nie udanych grajkow,czy lepiej sciagnac 2,3 wartosciowych czy 10 nie udacznikow,niestety klub nic nie robi nic w tym kierunku a oszustwa Cygana i Proksy o rozmowach z pilkarzami z ekstrklasy to bujda,i spowodu nich po 23 latach przezylismy najwieksza chanbe i wstyd przegrywajac taki mecz i to bez jakiego kolwiek zaangarzowania,gdzie jest wypowiedz prezesa,kierownika druzyny po takim wstydzie co nm zgotowali,mam nadzieje ze zamiast liczenia kasy z miasta wezna sie do roboty i natychmiast klub zostanie wzmocniony dobrymi pilkarzami bo jesli nie to takie posmiewisko jeszcze nie raz przyjdzie nam przezyc w tym sezonie
lukasz
10 sierpnia 2015 at 13:43
na meczu z kluczborkiem, jak i na innych meczach od 22 lat bede na Bukowej. Jedynie przez te lata trybuna sie zmienila … pasjonaci spokoju … na ilu meczach byles za granica czlowieku? Ty wogole masz pojecie co to jest pilkarskie swieto ? W Dortmundzie np ? Z Twoich wypocin wynika ze nie masz pojecia. Kilkanascie lat temu tez byly animozje one sa i beda ale zmieniaja sie okolicznosci. Jestescy Klubem ktory nie jak 15-20 lat temu byl potega w Polsce i liczyli sie z nami tez w Europie. Teraz musimy pokazac ze przez te 20 lat zmienili sie nie tylko nasz stadion (oby wkrotece) pilkarze i kibice ale przedewszystkim mentalnosc. Pamietasz zadymy z Ruchem np ? byles na nich ? ja pamietam bardzo dokladnie. Ale od tego kto wieksza zadyme zrobi nie zalezy czy bedzie grac ekstraklasie ani to ze bedziemy miec nowy stadion. Jak ktos widzi ze kibicom w glowie tylko agresja to wezmie i zamknie stadion i ma w dupie czy na GieKSe chodzi tysiac czy 20 tysiecy kibicow. To jest ta roznica. Pozatym szarganie barwami i herbem jest czyms niedopuszczalnym … ale co sie dziwic skoro Honor tez juz nie za bardzo jest modny … a Tematu pilakrzy nie poruszam – po meczach z Wigrami i Rozwojem pewnie wiekszoc zesralaby sie jakiego to nie mamy mocnego skladu a teraz to wszystkich wyjebac na czele z Gonzem. Opmaietajcie sie. zagrali straszna hujnie ale jeden mecz nie skresla niczego. przed nami 32 kolejki. Z takim podejsciem to nie bedziesz chodzil na mecze bo nie bedzie na co kolego … dobrze sie zastanow.
Do łukasza
10 sierpnia 2015 at 14:47
tak wiem jakie haje były a teraz to normalnie przedszkole w porównaniu co dawniej było, ino że teraz za kłótnie z ochroną mogą jebnąć niezły zakaz. A co do piłki taką presje wszyscy wywarli że zagłębie dla gieksy stało się arsenalem. Ja przed meczem się przygotowałem na to psychicznie wiedziałem że tak będzie bo zbyt duża presja była a no jeszcze upały były co też męczy piłkarzy. Podam przykład z dupy wzięty bo nie chce mi sie sięgać pamięcią do takich przypadków. arsenal napina się na taki I ligowy obecnie fulham. Taka presja że ja pierdole, podkręcenie atmosfery wokół londyńskich derbów. Przychodzi czas meczu a tu dupa fulham wygrał bo cała otoczka arsenalu wywarła taką presje że ich rozsadzało.
Karlik
10 sierpnia 2015 at 14:58
Lukasz napisał „Kilkanascie lat temu tez byly animozje one sa i beda ale zmieniają się okoliczności” Owszem. Ale ja pamiętam czasy na blaszoku kiedy nie było jeszcze gniazda. Kto wtedy kręcił młynem pamiętacie.Pamiętam słowa „chuj z meczem najważniejszy jest doping, chuj z przyjezdnymi niech sobie śpiewają co chcą my robimy swoje!” Co ci da baranie jeden z drugim,że zaśpiewasz zagłębie to chuje, legia to stara …? Dopinguj swoją drużynę!!! legia, ruch, zagłębie wiedzą, że to kurwy, smrody, psy itp. itd. Droga młodzieży, rozumiem, że młodość ma swoje prawa i teraz mając 17 lat myślicie sobie chuj ze starymi ciulami którzy kiedyś stali na plastikowych długich elementach zwanymi ławkami. Ok macie do tego prawo. Ale czy nie lepiej darcie ryja polegające na obrażaniu przeciwnika poświęcić na doping swojej drużyny?!
Pamiętajcie o jednym media nie są zbyt przychylne GieKSie. dziennik zachodni np: https://www.youtube.com/watch?v=yeHuqduSO1Q Już kurwa widzę radość smrodów.
lukasz
10 sierpnia 2015 at 16:36
Karlik i o to wlsnie chodzi. O Doping a nie o robienie zadym. I niech nikt nie pierdoli o tym ze zadyma to adrenalina i zeby nie robic przedszkola na trybunach. To wlasnie takie zachowanie jest dziecinne – napierdalanie w plot – Brawo !!! Tylko szkoda ze potem prawdziwi kibice zamiast dopingowac musza patrzec na mecz w TV albo przez plot …
Z daleka
10 sierpnia 2015 at 17:49
Pierwszy raz na GieKSie od hmm jakichś 10 lat. Przyjechałem specjalnie z daleka, poszedłem na mecz z kobietą, która nie była nigdy na żadnym piłkarskim meczu. Byliśmy na jedynce.
Za GieKSą od małolata.
Musiałem być.
Ale po kolei:
Mecz: moja kobieta oceniła to tak: „jakoś nie widziałam w nich jedności, jakby nie byli razem, a każdy osobno”. Na piłce specjalnie się nie zna, ale skoro nawet ona to widziała…
Jak dla mnie – nie było drużyny. Kompletnie! Każdy sobie rzepkę skrobie. Ponadto – brak typowo technicznych umiejętności! Ani przyjęcia, ani wyjścia na pozycje, ani celnego podania. W pierwszej połowie – Czerwiński nie wiedział jak się biega. Facet z Zagłębia (chyba z 19stką) robił co chciał. Bębenka nawet nie widziałem by pomógł.
W drugiej połowie, z racji miejsca na trybunach miałem okazję oglądać… Szołtysa… musimy znaleźć młodzieżowca. Kompletnie drużyna mu nie ufa. Przez okres drugiej połowy, do zmiany, dostał tylko jedno podanie, kiedy Pietrzak nie miał już innego wyjścia. Nikt mu nie podawał, a ten, nawet jeśli coś miał przy nodze – za chwilę tracił. Brak pewności siebie, brak wiary w siebie, brak siły fizycznej. I te jego kręcenie głową…
Goncerz. Niby biegał. Czasem. Niby trafił w słupek – ze spalonego. Ale… chyba jego czas się skończył (obym się mylił). Brak walki po stracie piłki, zrezygnowanie, granie pod siebie, egoizm piłkarski. Jakby czuł się – jestem tu najlepszy, wszystko mogę. Trochę to nie prawda – już.
O dziwo Trochim mnie zaskoczył. Wszedł, zastawił się, powkurwiał się, utrzymał piłkę. Pozytyw na plus.
Reszta – bez komentarza. Aaaaa i jeszcze jedno – niech poćwiczą wybijanie piłki z pola karnego – albo niech zjedzą śniadanie w dniu meczu.
Trybuny.
Święto, mnóstwo ludzi, dzieciaki na żółto, z rodzicami, z dziadkami. Aż pięknie się patrzyło. Oprawy na Blaszoku, śpiewy… przez pierwsze 30 min.
Czułem przez te 30 minut dumę – my, pięknie kibicujemy, wspieramy piłkarzy, tylko GieKSa się na dla nas liczy. Gorole śpiewają coś o jebaniu, w dupie mają swój klub, a my w dupie mamy ich prowokacje. Wtedy jeszcze wierzyłem, że obejdzie się bez zadymy. Że w końcu cywilizacja – klub się rozwija, rośnie, jest stabilniej, a i kibice potrafią się dostosować.
I co? I chuj.
Odpalenie rac – chuj, tego się jeszcze można było spodziewać, one zawsze były i zawsze będą. Ale rzucanie nimi na boisko i do gorolów – po chuj? Dewastowanie własnego stadionu? Po chuj? Zamiast prowadzić doping jak w pierwszej połowie, wspierać zespół, wspierać piłkarzy, pokazać, że jesteśmy ponad te bydło z północnej trybuny – lepiej się do nich dostosować? Kurwa, jesteśmy lepsi! Nie musimy śpiewać o jebaniu Legii czy Sosnowca. Każdy z nas to wie! Ale miałem wrażenie, że w tym momencie to właśnie Zagłębie i Legia była ważniejsza niż GieKSa!
Jak robisz imprezę w domu to też wszystko demolujesz po godzinie?
I jeszcze napierdalanie ochronę/policję flagami z herbem klubu… aż tak bardzo chcieliście je stracić?
Kibice na jedynce dobrze mówili – wystrzelać bydło. Teraz będzie zamknięcie stadionu, kara finansowa, zakaz wyjazdu. Ale pewnie co poniektórzy się cieszą, że ponapierdalali w płot z buta.
A karę, którą dostaniemy powinni zapłacić ci idioci, którzy dopuścili się dewastacji. Zarówno po naszej stronie, jak i goroli.
Wojna będzie zawsze. Z gorolami, smrodami, Bytomiem, Legią. Ustawcie się w lesie po 50 pozabijajcie się tam.
Bo przez takie akcje pozostaje jeżdżenie po Ząbkach, Pruszkowach, Suwałkach i innych dziurach.
A i nie zdziwię się, jak któregoś dnia powtórzy się Knurów.
Tyle ode mnie.
lukasz
10 sierpnia 2015 at 18:37
amen
Anty GRZYB
10 sierpnia 2015 at 19:10
fanclub dortmund jeszcze ci nie przeszlo ostatnio pierdoliles glupoty o zachowaniu zastrzelonego kibica a teraz dalej pierdolisz
fanclub dortmund
10 sierpnia 2015 at 19:33
ty grzyb ciulu idz z zabskimi na ruch bo samemu pewnie bys sie zesral ze strachu jak bys zobaczyl ekipe konkretna wlasnie widzialem jaki kozak byl z ciebie w sobote przez 3 ploty a jak zaglebie szlo to srales w rowie
psz
10 sierpnia 2015 at 21:24
Shellu, po meczu pozostał duży niesmak i nie ma co zaklinać rzeczywistości, że niby jest inaczej… Zawsze mnie boli, gdy zamykają nam stadion. Wielokrotnie twierdziłem, że robili to niezasłużenie. Teraz niestety już tak nie powiem…
kibic
11 sierpnia 2015 at 09:20
Jedno mnie cieszy – pomimo iz to nieoficjalna strona po raz kolejny ( w podobnym temacie) glosow „normalnych” jest 99%. Jak widac potrzeba jeszcze czasu aby stadion w naszej lidze zamienil sie w ten z bundesligi – jednak musimy ciagle o tym glosno mowic! Zwlaszcza w naszym gronie – ze cos takiego nam sie nie podoba i nie po to przychodzimy na stadion.
Moze kiedys jak ktos bedzie chcial pierdolnac krzeselkiem jak poczuje mega dezaprobate ziomkow siedzacych obok to sie zastanowi….oby…
Anty GRZYB
11 sierpnia 2015 at 09:35
fanclub dortmund spociles sie ta wypocina ochlon bo zjedziesz. jak mogles mnie widziec pod plotem jak telewizja tego nie pokazala. ja na czworce widzialem co sie dzialo i tez nie wszystko mi pasowalo ale te twoje porownania sa z kosmosu jak pisowsko koscielne straszenie i obietnice
zmora
11 sierpnia 2015 at 14:48
A CO TO ZA ZJEBANY GOLASEK BIEGAŁ PO NASZYM SEKTORZE ZAPEWNE ZGEJKSIAŁY PEDAŁ GIEKSA CWEL ALE ALE ALE
roberto
11 sierpnia 2015 at 16:48
kilku idiotow zniszczylo swieto,i nie pisze o pilkarzach jestescie daremni,nie dawac ciula na oprawy i i tak wszystko w bloto teraz zamkna stadion i za zebrana kase kurwy beda chlac z kurwami z zabrza jebie takich kibicow!!
zmora
11 sierpnia 2015 at 17:12
CWEL,CWEL GEJKSA CWEL.TERAZ PORA NA WASZE KOCHANKI Z ZABRZA