Dołącz do nas

Piłka nożna

Remis przekraczający możliwości rozumienia…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ciężko, bardzo ciężko mi przychodzi opisywanie meczu ze Stomilem. Muszę to powiedzieć na wstępie – od wielu lat nie byłem tak rozczarowany i może nawet zdruzgotany. Nie potrafię zrozumieć, co się wydarzyło wczoraj na Bukowej.

GieKSa zremisowała mecz, którego nie miała prawa nie wygrać. I nie mówimy o założeniu przedmeczowym. Oczywistym było, że w tym spotkaniu trzeba było zgarnąć komplet punktów. Powody pisaliśmy – przede wszystkim bardzo trudny kalendarz, w którym możliwości tracenia punktów jeszcze będziemy mieli, więc taki mecz, jak z ekipą z Olsztyna był tym łatwiejszym (nie chcę słuchać głupot, że nie ma łatwych meczów) i tutaj nie było opcji na potknięcie. Trudy będą nas czekać w Sosnowcu, z Miedzią, Podbeskidziem czy nawet w Puławach.

Moje rozczarowanie wynika z braku wygranej w tym meczu w kontekście jego przebiegu. GKS Katowice grał świetnie w pierwszej połowie, oglądało się to z wielką przyjemnością. Mieliśmy ekipę z zębem, charakterem, pomysłem na grę i wieloma sytuacjami. Potrafiliśmy zagrażać rywalom zarówno z akcji, jak i stałych fragmentów gry. Stomil? Nie istniał, był tłem, zdominowanym kompletnie i bezradnym przeciwnikiem. Do tego strzeliliśmy bramkę prawie do szatni i mogliśmy z zadowoleniem czekać na drugą połowę.

Pop przerwie obraz gry nie zmienił się bardzo. To znaczy już nie było takiego szturmu GieKSy, ale nadal pełna dominacja i „kontrola”. Słowo celowo ujęte w cudzysłów, bo wiele lat zainteresowania futbolem uczy, że jest ono pustym sloganem. Stomil nadal nic, a nic nie potrafił zrobić. Od początku meczu może 2-3 razy zbliżyli się pod nasze pole karne, mieli jeden nieznaczący rzut wolny. No i nagle mają piłkę przed naszym polem karnym, Dawid Abramowicz robi dziwny wślizg i wykłada piłkę przeciwnikowi, zaraz potem Tomasz Wisio zasłania bramkę i nie robi nic, po czym odsuwa się w lewo i odsłania całą bramkę rywalowi, który spokojnie strzela gola. Ciężko było zrozumieć, jak to się stało, że w takim meczu w ogóle tracimy gola.

Ale czasu było jeszcze sporo, GieKSa wzięła się do roboty i niedługo potem po golu Kamila Jóźwiaka znów wyszliśmy na prowadzenie. Uff… wydawało się, że wyszliśmy z pewnych – wywołanych na własne życzenie – opresji. Że po raz drugi nie damy sobie zabrać prowadzenia. Niestety – fatalna strata na połowie przeciwnika, kontra, brak asekuracji, karny. I znów Rafał Kujawa, który w GieKSie był strzeleckim impotentem, po raz kolejny pokarał nas na Bukowej.

Od tego momentu zaczęło się dziać bardzo źle. Nagle wróciliśmy do złych momentów z jesieni, z niektórych meczów (np. ze Stalą Mielec). Nasi zawodnicy zaczęli robić proste błędy techniczne, grać nerwowo i to oni okazali się bezradni. Nie potrafiliśmy stworzyć groźnej sytuacji, jakość gry spadła o dwa poziomy. Na domiar złego Stomil uwierzył w siebie i zaczął grać w piłkę, zaczął grać tak jak my wcześniej. I to jest paradoks, bo oni zasłużyli na zdobycie trzeciej bramki. Zasłużyli na nią bardziej niż na zdobycie dwóch pierwszych. Na szczęście my mieliśmy Spidermana w bramce, Mateusza Abramowicza, który z taką formą w ekstraklasie pukałby do bram reprezentacji. Mateusz gra wybornie, znakomicie i chyba nikt nie spodziewał się, że przewidziany do roli zmiennika golkiper będzie spisywał się tak świetnie. Gdyby nie on – przegralibyśmy.

Naprawdę trudne do wytłumaczenia to wszystko. Gramy, ciśniemy, pokazujemy kawałek dobrej piłki, a rywal raz z doskoku przyatakował i zdobył gola, potem to powtórzył.

Oczywiście, że zadecydowały błędy indywidualne, ale to żadne wytłumaczenie. Abramowicz zrobił to, co jesienią, czyli zaliczył poważną wpadkę, która wówczas uchodziła mu na sucho, tym razem zakończyła się golem. Wisio – nie wiem o czym myślał, ale pomógł rywalowi swoim zachowaniem w podjęciu decyzji. Może drugi gol był błędem bardziej zespołowym, bo stracić piłkę można, ale musi być asekuracja. Tej zabrakło. Nie winiłbym Alana za karnego, takie rzeczy akurat w piłce się zdarzają i są sytuacyjne. Szkoda tylko, wielka szkoda, że wykartkował się z meczu w Sosnowcu i będzie to dla nas duże osłabienie.

Więc co zaważyło na braku wygranej? Wspomniane pojedyncze błędy w obronie, ale jeszcze jedna rzecz, która jest naszym wielkim problemem. Otóż GieKSa w żadnym z dotychczasowych 21 meczów nie strzeliła w lidze więcej niż 2 bramek. Mało tego – także w 9 zimowych sparingach nie potrafiliśmy choćby raz trzykrotnie trafić do siatki. Można powiedzieć, że przy takiej statystyce to cud, że nadal jesteśmy głównym faworytem walki o awans.

30 meczów bez 3 goli w jednym meczu. Wyobrażacie sobie to? To chyba jakiś światowy rekord drużyny, która jest w czubie tabeli.

Wczoraj okazja do tego, by w końcu trzy razy trafić do siatki, była wyśmienita. Rywal słaby, GieKSa w gazie, z wieloma sytuacjami. Nie wiadomo, na czym to polega – czy to jakaś blokada psychiczna? Czy może nasi zawodnicy mają taki przełącznik w głowie, że jak trafiają dwa razy to już myślą, że są najlepsi na świecie i obniża im się koncentracja i zapał? jest to jakaś kwestia mentalna, do poprawienia. Bo GKS nie jest tak słabym zespołem, żeby raz na rok trzech goli nie strzelić.

Dodam tylko, że pisaliśmy o tym w pojesiennych podsumowaniach – z taką ofensywną statystyką będzie wielki problem, gdy rywal nam strzeli jedną, lub nie daj Boże dwie bramki. Potwierdziło się to i w Chojnicach, i ze Stomilem. Pisaliśmy też, że drugiej tak kapitalnej rundy w defensywie GKS nie zagra i w związku z tym ofensywni piłkarze również muszą dać z siebie więcej – i tu również mieliśmy rację, bo nasza obrona jak na razie spisuje się kiepsko.

Fajnie, że strzeliliśmy po dwie bramki w meczu, ale to za mało. Przy takiej ilości sytuacji i naprawdę dobrej grze – trzeba mieć instynkt wykończenia rywala. Tego nam zdecydowanie zabrakło.

Co do kwestii optymizmu na przyszłość, to trochę mieszane można mieć odczucia. GKS pokazał duży potencjał, gra była przez długi czas lepsza niż jesienią. Ta pewność w pierwszej połowie była widoczna gołym okiem, energia była niesamowita. Z drugiej strony bezradność po utracie drugiego gola powalała. Trudno być optymistą/pesymistą, bo tak naprawdę wszystko teraz zależy od zbalansowania tego, ale w taki sposób, by tych pierwszych momentów było więcej i były one dłuższe podczas trwania meczu. Na podstawie tych dwóch spotkań można mieć pewność, że popracować należy nad głową piłkarzy. Czysto piłkarsko i taktycznie robota jest bardzo dobrze wykonywana przez trenera i w wielu momentach realizowana przez zawodników. Teraz grunt, by nie naciskać w trakcie meczu na przycisk „wyłącz”. Jeśli ten guzik na czas meczu zaplombujemy, wyrwiemy i wyrzucimy do kosza, GieKSa ze swoimi umiejętnościami i planem, jest w stanie wygrać każdy mecz.

Jak napisałem na wstępie, żaden mecz mnie tak nie rozczarował. Ktoś pyta, a Zagłębie w poprzednim sezonie? Tak, owszem, objęliśmy prowadzenie w 81. minucie i przegraliśmy, ale Zagłębie grało bardzo dobrze i potrafiło nas zdominować. A Okocimski? Tutaj inna sprawa, po prostu graliśmy żenująco słabo.

Tutaj było inaczej, graliśmy bardzo dobrze i właśnie z taką grą nie mieliśmy prawa oddać punktów. Stąd ten żal, że nie udało się wygrać.

OK, ale mecz ze Stomilem za nami. Punktów bardzo żal, bo każde oczko się liczy w walce o awans. Trzeba teraz walczyć o zdobycze w kolejnych meczach, przed nami mega ważne spotkanie z Zagłębiem Sosnowiec. Po dwóch remisach czas w końcu walczyć o pełną pulę. GieKSę stać na zwycięstwo na Stadionie Ludowym i jeśli trener popracuje nad głowami naszych zawodników, możemy w piątek cieszyć się z trzech punktów.

Za ten mecz należy się naszym zawodnikom spora krytyka ze względu na wynik, ale też potrafimy docenić i doceniamy poziom czysto piłkarski, który zaprezentowali – oby tak dalej, a po wyeliminowaniu błędów wyniki będą nas zadowalać. Bardzo cieszy postawa kibiców, którzy po meczu wsparli zawodników, cała GieKSa razem! Piłkarze – zróbcie to dla tych kibiców, którzy znów idiotyczną decyzją człowieka na stołku nie będą mogli oglądać was na żywo – wygrajcie w Sosnowcu!

15 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

15 komentarzy

  1. Avatar photo

    ula

    11 marca 2017 at 15:07

    Nie wypominajmy Abramowiczowi poważnej wpadki z jesieni,bo to było minęło i nic już nie zrobimy,owszem,może nie do końca wyszedł mu ten mecz wczoraj,ale nie zapominajmy że facet wykonuje kawał świetnej roboty,walczy oddaje serce na boisku,nie zapominajmy też o rzutach z autu,po ktorych to już nie pierwszy raz było zagrożenie pod bramką rywala.

  2. Avatar photo

    1964

    11 marca 2017 at 15:35

    No i robi się powoli nerwówka!Teraz musimy wygrać z najdalej wysuniętą na południe dzielnicą warszawy!Inaczej będziemy mogli zapomnieć o awansie na kolejne 10 lat!Zrobi się nerwowo a kopacze będą postawieni pod ścianą!Niestety ale widoczny jest brak sił u zawodników trenera Brzęczka,sił mają na 40 minut.Wkurwia mnie asekuracyjny styl grania na 1-0.No i druga sprawa stadion.To największa paranoja w tym mieście galerii handlowych.Za niedługo wybory czyli kolejna obietnica budowy stadionu.Wygląda na to że miasto czeka na awans,którego tak naprawdę nie chce!(transfery mizerne).Bedzie awans będzie stadion.Kurwa na 12 tysięcy,minus bufory to 9500.to kolejna kompromitacja!Kocham ten klub będe chodził na mecze do póki zdrowie pozwoli,ale jak na miasto wojewódzkie to te wszystkie plany są małostkowe!Z takim podejściem miasta abonament dożywotni na 1 ligę mamy wykupiony!Do Boju GieKSa!

  3. Avatar photo

    tomek

    11 marca 2017 at 18:23

    Powiem tak zawodnicy walczyli i w pierwszej połowie wygladalo to super. Problemem jest brzeczek i to dzieki jego glupocie tak sie dzieje. Potrzebny ktos kto madrze tym pokieruje. Pierwsza polowa super ale co z tego jak w drugiej sil nie bylo. Pamietajcie tez ze gonzo juz cala zzeszla runde powinien spedzic na lawie a dzieki brzeczkowi sporo pkt ucieklo chocby przez same karne. Po co on tego wisio wstawia on sie nie nadaje bojazliwy jak junior. Zamiast wpuscic cerimagicia ktory mogl dac jakis efekt wpuscil pielorza. To co robi ten czlowiek jest sprzeczne z logika

  4. Avatar photo

    Maks

    11 marca 2017 at 18:41

    Jest niewesoło tym bardziej że Sandecja jest już 4 a ma jeszcze 2 mecze zaległe….jak je wygra to jest Liderem….W Syfnowcu tylko ZWYCIĘSTWO i 3 punkty…..remis to porażka….niestety…

  5. Avatar photo

    tyta

    11 marca 2017 at 18:50

    …Shellu piszeszesz o naszym bramkarzu w samych superlatywach „Spiderman”, kandydat do reprezentacji a notę wystawiasz 7 przy zaożeniu, że 5 to nota wyjściowa (?)! Ta liga jest nieobliczalna i mimo dwóch remisów jestem spokojny o wyniki GieKSy z Zagłębiem, Podbeskidziem, Miedzią i Puławami-Murowany Kandydat takich ekip się nie lęka

  6. Avatar photo

    Gerard

    11 marca 2017 at 21:18

    To „fachowców” od wszystkiego. Jaki trener wg. Was powinien być? Brzęczek poukładał tę drużynę i po 10 latach w tej lidze nareszcie nie mamy się czego wstydzić. Który był lepszy (nie liczę Nawałki) Moskal, Piekarczyk, Górak czy może Skowronek? Sklerozę macie czy co?

  7. Avatar photo

    Jooo

    11 marca 2017 at 22:14

    Ja uważam że to tylko błąd ustawienia wisio nie pasuje do gry strasznie drewniany

  8. Avatar photo

    bce

    12 marca 2017 at 01:30

    Czas na Oli zamiast Wisia i Szotłys zamiast Gonza. Panowie poprawa albo ława. Ewentualnie grac w drugim składzie i podnosić umiejetności.
    Co jest kurna chata z waszą kondycją? Mecz trwa 90minut nie 40minet.
    P.S moze Ceramike wpuścić od pierwszych minut. Mandaryna kiedy bedzie gotów do gry?

  9. Avatar photo

    kibic

    12 marca 2017 at 12:03

    runda rewanrowa dopiero sie rozkreca i nie ma co narzekac choc tych 2 punktow moze na koniec nam zabraknac,a teraz troche krytyki zmiany w obronie tylko poco jesli tracila malo bramek a teraz juz 4 w dwoch meczach,transfer Wisio i wystawianie go to pomylka a na taka juz w szpilu ze gorolami nas niestac,kolejny transfer pilkarza z poza unii i prze dobrej grze Proksicza wogule nie wyjdzie na boisko,czy ktos otym pomyslal,i na koniec zle ustawienie ataku na szpicy powinien byc wystawiany lebedynski a zanim Proksicz nie na odwrut to kolejny blad trenera juz nie wspomne o braku transferu na ta pozycje to dla wszystkich nie zrozumiale i zeby juz nie nazekac to na koniec nie rozumiem trenera dlaczego nakazuje powrotu wszystkim pilkarzom gdy sytuacje maja przeciwnicy jak mamy w tedy zrobic kontre a bylo to widoczne golym okiem ze to wogule nam nie wychodzi i dlaczego tak duzo tracimy glupich pilek a potem wynikajacych z tego bramek ale mam nadzieje ze trener zrobi zmiany i przemysli bledy aby to poprawic bo dalej wieze w trenera bo widze plusy tej druzyny a od meczu z gorolami pujdziemy juz po awans i zwyciestwa

  10. Avatar photo

    andrzej

    12 marca 2017 at 19:24

    naprawde zajebisty mecz!!!!zabraklo szczescia…ale to juz bylo to!walka o kazdy centymetr boiska,ambicja do konca.brawo gieksa!!!!

  11. Avatar photo

    Łowca Hanysow

    13 marca 2017 at 11:20

    Tyta obyś się nie zdziwił jak Zagłębie Sosnowiec was ogra bo mecz z Sandencja to wypadek przy pracy a Gejksa nigdy u nas nie wygrała i nie wygra bo my mamy dobrych grajków udo pribi i reszta dopiero pokażą na co stać Zagłębie Sosnowiec więc hanyski piłkarzyki z hanysowa nie będą się swobodnie czuli bo zgotujemy wam piekło na Ludowym w piątek wam jedynie zostaje telewizorek ???????????????? foszmańczyk haha co to za grajek który z 10 metrów nie umie trafić do bramki powodzenia hanyski w Sosnowieckim piekle

  12. Avatar photo

    GieKSa

    13 marca 2017 at 15:37

    w sosnowieckim piekle – ha ha dobre

  13. Avatar photo

    Irishman

    13 marca 2017 at 16:56

    Ja tam, aż tak bardzo rozczarowany nie jestem. Może dlatego, że trochę więcej tych meczów widziałem i wiem, że takie rzeczy się zdarzają. Bo jak mówił klasyk „liczy się to co w sieci”. Oczywiscie, że szkoda 2 punktów ale po takim meczu jestem większym optymistą co do przyszłości, niż bym był po słabej grze i szczęśliwym zwycięstwie.
    Jesteśmy na dobrej drodze i mam nadzieje, że to potwierdzimy w piątek. Oczywiście nie ma co się sugerować tym bolesnym laniem jakie Sosnowiec dostał w Nowym Sączu, bo to będzie całkiem inny mecz. Wole raczej patrzeć na siebie. Ale widząc jak potrafimy „demolować” przeciwników swoją grą, to jestem spokojny o wynik. Oczywiscie pod warunkiem, że w końcu poprawimy grę obronną, ale to się w końcu misi stać.

  14. Avatar photo

    Łowca Hanysow

    14 marca 2017 at 20:28

    razem! Piłkarze – zróbcie to dla tych kibiców, którzy znów idiotyczną decyzją człowieka na stołku nie będą mogli oglądać was na żywo – wygrajcie w Sosnowcu! Chuja wygracie Pribi wam jebnie z 2 bramki tym bardziej mnie cieszy że hanysowskiej dziczy nie będzie na naszym stadionie Zagłębie Sosnowiec jazda z Cyganami

  15. Avatar photo

    andrzej

    15 marca 2017 at 20:01

    do lowca hanysow ty uposledzony jestes chopie,i to fest!!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Rollercoaster na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga