Dołącz do nas

Piłka nożna

Remis przekraczający możliwości rozumienia…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ciężko, bardzo ciężko mi przychodzi opisywanie meczu ze Stomilem. Muszę to powiedzieć na wstępie – od wielu lat nie byłem tak rozczarowany i może nawet zdruzgotany. Nie potrafię zrozumieć, co się wydarzyło wczoraj na Bukowej.

GieKSa zremisowała mecz, którego nie miała prawa nie wygrać. I nie mówimy o założeniu przedmeczowym. Oczywistym było, że w tym spotkaniu trzeba było zgarnąć komplet punktów. Powody pisaliśmy – przede wszystkim bardzo trudny kalendarz, w którym możliwości tracenia punktów jeszcze będziemy mieli, więc taki mecz, jak z ekipą z Olsztyna był tym łatwiejszym (nie chcę słuchać głupot, że nie ma łatwych meczów) i tutaj nie było opcji na potknięcie. Trudy będą nas czekać w Sosnowcu, z Miedzią, Podbeskidziem czy nawet w Puławach.

Moje rozczarowanie wynika z braku wygranej w tym meczu w kontekście jego przebiegu. GKS Katowice grał świetnie w pierwszej połowie, oglądało się to z wielką przyjemnością. Mieliśmy ekipę z zębem, charakterem, pomysłem na grę i wieloma sytuacjami. Potrafiliśmy zagrażać rywalom zarówno z akcji, jak i stałych fragmentów gry. Stomil? Nie istniał, był tłem, zdominowanym kompletnie i bezradnym przeciwnikiem. Do tego strzeliliśmy bramkę prawie do szatni i mogliśmy z zadowoleniem czekać na drugą połowę.

Pop przerwie obraz gry nie zmienił się bardzo. To znaczy już nie było takiego szturmu GieKSy, ale nadal pełna dominacja i „kontrola”. Słowo celowo ujęte w cudzysłów, bo wiele lat zainteresowania futbolem uczy, że jest ono pustym sloganem. Stomil nadal nic, a nic nie potrafił zrobić. Od początku meczu może 2-3 razy zbliżyli się pod nasze pole karne, mieli jeden nieznaczący rzut wolny. No i nagle mają piłkę przed naszym polem karnym, Dawid Abramowicz robi dziwny wślizg i wykłada piłkę przeciwnikowi, zaraz potem Tomasz Wisio zasłania bramkę i nie robi nic, po czym odsuwa się w lewo i odsłania całą bramkę rywalowi, który spokojnie strzela gola. Ciężko było zrozumieć, jak to się stało, że w takim meczu w ogóle tracimy gola.

Ale czasu było jeszcze sporo, GieKSa wzięła się do roboty i niedługo potem po golu Kamila Jóźwiaka znów wyszliśmy na prowadzenie. Uff… wydawało się, że wyszliśmy z pewnych – wywołanych na własne życzenie – opresji. Że po raz drugi nie damy sobie zabrać prowadzenia. Niestety – fatalna strata na połowie przeciwnika, kontra, brak asekuracji, karny. I znów Rafał Kujawa, który w GieKSie był strzeleckim impotentem, po raz kolejny pokarał nas na Bukowej.

Od tego momentu zaczęło się dziać bardzo źle. Nagle wróciliśmy do złych momentów z jesieni, z niektórych meczów (np. ze Stalą Mielec). Nasi zawodnicy zaczęli robić proste błędy techniczne, grać nerwowo i to oni okazali się bezradni. Nie potrafiliśmy stworzyć groźnej sytuacji, jakość gry spadła o dwa poziomy. Na domiar złego Stomil uwierzył w siebie i zaczął grać w piłkę, zaczął grać tak jak my wcześniej. I to jest paradoks, bo oni zasłużyli na zdobycie trzeciej bramki. Zasłużyli na nią bardziej niż na zdobycie dwóch pierwszych. Na szczęście my mieliśmy Spidermana w bramce, Mateusza Abramowicza, który z taką formą w ekstraklasie pukałby do bram reprezentacji. Mateusz gra wybornie, znakomicie i chyba nikt nie spodziewał się, że przewidziany do roli zmiennika golkiper będzie spisywał się tak świetnie. Gdyby nie on – przegralibyśmy.

Naprawdę trudne do wytłumaczenia to wszystko. Gramy, ciśniemy, pokazujemy kawałek dobrej piłki, a rywal raz z doskoku przyatakował i zdobył gola, potem to powtórzył.

Oczywiście, że zadecydowały błędy indywidualne, ale to żadne wytłumaczenie. Abramowicz zrobił to, co jesienią, czyli zaliczył poważną wpadkę, która wówczas uchodziła mu na sucho, tym razem zakończyła się golem. Wisio – nie wiem o czym myślał, ale pomógł rywalowi swoim zachowaniem w podjęciu decyzji. Może drugi gol był błędem bardziej zespołowym, bo stracić piłkę można, ale musi być asekuracja. Tej zabrakło. Nie winiłbym Alana za karnego, takie rzeczy akurat w piłce się zdarzają i są sytuacyjne. Szkoda tylko, wielka szkoda, że wykartkował się z meczu w Sosnowcu i będzie to dla nas duże osłabienie.

Więc co zaważyło na braku wygranej? Wspomniane pojedyncze błędy w obronie, ale jeszcze jedna rzecz, która jest naszym wielkim problemem. Otóż GieKSa w żadnym z dotychczasowych 21 meczów nie strzeliła w lidze więcej niż 2 bramek. Mało tego – także w 9 zimowych sparingach nie potrafiliśmy choćby raz trzykrotnie trafić do siatki. Można powiedzieć, że przy takiej statystyce to cud, że nadal jesteśmy głównym faworytem walki o awans.

30 meczów bez 3 goli w jednym meczu. Wyobrażacie sobie to? To chyba jakiś światowy rekord drużyny, która jest w czubie tabeli.

Wczoraj okazja do tego, by w końcu trzy razy trafić do siatki, była wyśmienita. Rywal słaby, GieKSa w gazie, z wieloma sytuacjami. Nie wiadomo, na czym to polega – czy to jakaś blokada psychiczna? Czy może nasi zawodnicy mają taki przełącznik w głowie, że jak trafiają dwa razy to już myślą, że są najlepsi na świecie i obniża im się koncentracja i zapał? jest to jakaś kwestia mentalna, do poprawienia. Bo GKS nie jest tak słabym zespołem, żeby raz na rok trzech goli nie strzelić.

Dodam tylko, że pisaliśmy o tym w pojesiennych podsumowaniach – z taką ofensywną statystyką będzie wielki problem, gdy rywal nam strzeli jedną, lub nie daj Boże dwie bramki. Potwierdziło się to i w Chojnicach, i ze Stomilem. Pisaliśmy też, że drugiej tak kapitalnej rundy w defensywie GKS nie zagra i w związku z tym ofensywni piłkarze również muszą dać z siebie więcej – i tu również mieliśmy rację, bo nasza obrona jak na razie spisuje się kiepsko.

Fajnie, że strzeliliśmy po dwie bramki w meczu, ale to za mało. Przy takiej ilości sytuacji i naprawdę dobrej grze – trzeba mieć instynkt wykończenia rywala. Tego nam zdecydowanie zabrakło.

Co do kwestii optymizmu na przyszłość, to trochę mieszane można mieć odczucia. GKS pokazał duży potencjał, gra była przez długi czas lepsza niż jesienią. Ta pewność w pierwszej połowie była widoczna gołym okiem, energia była niesamowita. Z drugiej strony bezradność po utracie drugiego gola powalała. Trudno być optymistą/pesymistą, bo tak naprawdę wszystko teraz zależy od zbalansowania tego, ale w taki sposób, by tych pierwszych momentów było więcej i były one dłuższe podczas trwania meczu. Na podstawie tych dwóch spotkań można mieć pewność, że popracować należy nad głową piłkarzy. Czysto piłkarsko i taktycznie robota jest bardzo dobrze wykonywana przez trenera i w wielu momentach realizowana przez zawodników. Teraz grunt, by nie naciskać w trakcie meczu na przycisk „wyłącz”. Jeśli ten guzik na czas meczu zaplombujemy, wyrwiemy i wyrzucimy do kosza, GieKSa ze swoimi umiejętnościami i planem, jest w stanie wygrać każdy mecz.

Jak napisałem na wstępie, żaden mecz mnie tak nie rozczarował. Ktoś pyta, a Zagłębie w poprzednim sezonie? Tak, owszem, objęliśmy prowadzenie w 81. minucie i przegraliśmy, ale Zagłębie grało bardzo dobrze i potrafiło nas zdominować. A Okocimski? Tutaj inna sprawa, po prostu graliśmy żenująco słabo.

Tutaj było inaczej, graliśmy bardzo dobrze i właśnie z taką grą nie mieliśmy prawa oddać punktów. Stąd ten żal, że nie udało się wygrać.

OK, ale mecz ze Stomilem za nami. Punktów bardzo żal, bo każde oczko się liczy w walce o awans. Trzeba teraz walczyć o zdobycze w kolejnych meczach, przed nami mega ważne spotkanie z Zagłębiem Sosnowiec. Po dwóch remisach czas w końcu walczyć o pełną pulę. GieKSę stać na zwycięstwo na Stadionie Ludowym i jeśli trener popracuje nad głowami naszych zawodników, możemy w piątek cieszyć się z trzech punktów.

Za ten mecz należy się naszym zawodnikom spora krytyka ze względu na wynik, ale też potrafimy docenić i doceniamy poziom czysto piłkarski, który zaprezentowali – oby tak dalej, a po wyeliminowaniu błędów wyniki będą nas zadowalać. Bardzo cieszy postawa kibiców, którzy po meczu wsparli zawodników, cała GieKSa razem! Piłkarze – zróbcie to dla tych kibiców, którzy znów idiotyczną decyzją człowieka na stołku nie będą mogli oglądać was na żywo – wygrajcie w Sosnowcu!

15 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

15 komentarzy

  1. Avatar photo

    ula

    11 marca 2017 at 15:07

    Nie wypominajmy Abramowiczowi poważnej wpadki z jesieni,bo to było minęło i nic już nie zrobimy,owszem,może nie do końca wyszedł mu ten mecz wczoraj,ale nie zapominajmy że facet wykonuje kawał świetnej roboty,walczy oddaje serce na boisku,nie zapominajmy też o rzutach z autu,po ktorych to już nie pierwszy raz było zagrożenie pod bramką rywala.

  2. Avatar photo

    1964

    11 marca 2017 at 15:35

    No i robi się powoli nerwówka!Teraz musimy wygrać z najdalej wysuniętą na południe dzielnicą warszawy!Inaczej będziemy mogli zapomnieć o awansie na kolejne 10 lat!Zrobi się nerwowo a kopacze będą postawieni pod ścianą!Niestety ale widoczny jest brak sił u zawodników trenera Brzęczka,sił mają na 40 minut.Wkurwia mnie asekuracyjny styl grania na 1-0.No i druga sprawa stadion.To największa paranoja w tym mieście galerii handlowych.Za niedługo wybory czyli kolejna obietnica budowy stadionu.Wygląda na to że miasto czeka na awans,którego tak naprawdę nie chce!(transfery mizerne).Bedzie awans będzie stadion.Kurwa na 12 tysięcy,minus bufory to 9500.to kolejna kompromitacja!Kocham ten klub będe chodził na mecze do póki zdrowie pozwoli,ale jak na miasto wojewódzkie to te wszystkie plany są małostkowe!Z takim podejściem miasta abonament dożywotni na 1 ligę mamy wykupiony!Do Boju GieKSa!

  3. Avatar photo

    tomek

    11 marca 2017 at 18:23

    Powiem tak zawodnicy walczyli i w pierwszej połowie wygladalo to super. Problemem jest brzeczek i to dzieki jego glupocie tak sie dzieje. Potrzebny ktos kto madrze tym pokieruje. Pierwsza polowa super ale co z tego jak w drugiej sil nie bylo. Pamietajcie tez ze gonzo juz cala zzeszla runde powinien spedzic na lawie a dzieki brzeczkowi sporo pkt ucieklo chocby przez same karne. Po co on tego wisio wstawia on sie nie nadaje bojazliwy jak junior. Zamiast wpuscic cerimagicia ktory mogl dac jakis efekt wpuscil pielorza. To co robi ten czlowiek jest sprzeczne z logika

  4. Avatar photo

    Maks

    11 marca 2017 at 18:41

    Jest niewesoło tym bardziej że Sandecja jest już 4 a ma jeszcze 2 mecze zaległe….jak je wygra to jest Liderem….W Syfnowcu tylko ZWYCIĘSTWO i 3 punkty…..remis to porażka….niestety…

  5. Avatar photo

    tyta

    11 marca 2017 at 18:50

    …Shellu piszeszesz o naszym bramkarzu w samych superlatywach „Spiderman”, kandydat do reprezentacji a notę wystawiasz 7 przy zaożeniu, że 5 to nota wyjściowa (?)! Ta liga jest nieobliczalna i mimo dwóch remisów jestem spokojny o wyniki GieKSy z Zagłębiem, Podbeskidziem, Miedzią i Puławami-Murowany Kandydat takich ekip się nie lęka

  6. Avatar photo

    Gerard

    11 marca 2017 at 21:18

    To „fachowców” od wszystkiego. Jaki trener wg. Was powinien być? Brzęczek poukładał tę drużynę i po 10 latach w tej lidze nareszcie nie mamy się czego wstydzić. Który był lepszy (nie liczę Nawałki) Moskal, Piekarczyk, Górak czy może Skowronek? Sklerozę macie czy co?

  7. Avatar photo

    Jooo

    11 marca 2017 at 22:14

    Ja uważam że to tylko błąd ustawienia wisio nie pasuje do gry strasznie drewniany

  8. Avatar photo

    bce

    12 marca 2017 at 01:30

    Czas na Oli zamiast Wisia i Szotłys zamiast Gonza. Panowie poprawa albo ława. Ewentualnie grac w drugim składzie i podnosić umiejetności.
    Co jest kurna chata z waszą kondycją? Mecz trwa 90minut nie 40minet.
    P.S moze Ceramike wpuścić od pierwszych minut. Mandaryna kiedy bedzie gotów do gry?

  9. Avatar photo

    kibic

    12 marca 2017 at 12:03

    runda rewanrowa dopiero sie rozkreca i nie ma co narzekac choc tych 2 punktow moze na koniec nam zabraknac,a teraz troche krytyki zmiany w obronie tylko poco jesli tracila malo bramek a teraz juz 4 w dwoch meczach,transfer Wisio i wystawianie go to pomylka a na taka juz w szpilu ze gorolami nas niestac,kolejny transfer pilkarza z poza unii i prze dobrej grze Proksicza wogule nie wyjdzie na boisko,czy ktos otym pomyslal,i na koniec zle ustawienie ataku na szpicy powinien byc wystawiany lebedynski a zanim Proksicz nie na odwrut to kolejny blad trenera juz nie wspomne o braku transferu na ta pozycje to dla wszystkich nie zrozumiale i zeby juz nie nazekac to na koniec nie rozumiem trenera dlaczego nakazuje powrotu wszystkim pilkarzom gdy sytuacje maja przeciwnicy jak mamy w tedy zrobic kontre a bylo to widoczne golym okiem ze to wogule nam nie wychodzi i dlaczego tak duzo tracimy glupich pilek a potem wynikajacych z tego bramek ale mam nadzieje ze trener zrobi zmiany i przemysli bledy aby to poprawic bo dalej wieze w trenera bo widze plusy tej druzyny a od meczu z gorolami pujdziemy juz po awans i zwyciestwa

  10. Avatar photo

    andrzej

    12 marca 2017 at 19:24

    naprawde zajebisty mecz!!!!zabraklo szczescia…ale to juz bylo to!walka o kazdy centymetr boiska,ambicja do konca.brawo gieksa!!!!

  11. Avatar photo

    Łowca Hanysow

    13 marca 2017 at 11:20

    Tyta obyś się nie zdziwił jak Zagłębie Sosnowiec was ogra bo mecz z Sandencja to wypadek przy pracy a Gejksa nigdy u nas nie wygrała i nie wygra bo my mamy dobrych grajków udo pribi i reszta dopiero pokażą na co stać Zagłębie Sosnowiec więc hanyski piłkarzyki z hanysowa nie będą się swobodnie czuli bo zgotujemy wam piekło na Ludowym w piątek wam jedynie zostaje telewizorek ???????????????? foszmańczyk haha co to za grajek który z 10 metrów nie umie trafić do bramki powodzenia hanyski w Sosnowieckim piekle

  12. Avatar photo

    GieKSa

    13 marca 2017 at 15:37

    w sosnowieckim piekle – ha ha dobre

  13. Avatar photo

    Irishman

    13 marca 2017 at 16:56

    Ja tam, aż tak bardzo rozczarowany nie jestem. Może dlatego, że trochę więcej tych meczów widziałem i wiem, że takie rzeczy się zdarzają. Bo jak mówił klasyk „liczy się to co w sieci”. Oczywiscie, że szkoda 2 punktów ale po takim meczu jestem większym optymistą co do przyszłości, niż bym był po słabej grze i szczęśliwym zwycięstwie.
    Jesteśmy na dobrej drodze i mam nadzieje, że to potwierdzimy w piątek. Oczywiście nie ma co się sugerować tym bolesnym laniem jakie Sosnowiec dostał w Nowym Sączu, bo to będzie całkiem inny mecz. Wole raczej patrzeć na siebie. Ale widząc jak potrafimy „demolować” przeciwników swoją grą, to jestem spokojny o wynik. Oczywiscie pod warunkiem, że w końcu poprawimy grę obronną, ale to się w końcu misi stać.

  14. Avatar photo

    Łowca Hanysow

    14 marca 2017 at 20:28

    razem! Piłkarze – zróbcie to dla tych kibiców, którzy znów idiotyczną decyzją człowieka na stołku nie będą mogli oglądać was na żywo – wygrajcie w Sosnowcu! Chuja wygracie Pribi wam jebnie z 2 bramki tym bardziej mnie cieszy że hanysowskiej dziczy nie będzie na naszym stadionie Zagłębie Sosnowiec jazda z Cyganami

  15. Avatar photo

    andrzej

    15 marca 2017 at 20:01

    do lowca hanysow ty uposledzony jestes chopie,i to fest!!!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga