Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Bezlitośni dla błędów przeciwnika
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej i siatkówki GieKSy.
Już w najbliższy weekend start rozgrywek lig piłkarskich dla Pań i Panów, w związku z tym drużyny rozegrały ostatnie mecze przed początkiem rundy. W czwartek Panie rozegrały drugi mecz ¼ rozgrywek Pucharu Polski, z drużyną TME Grot SMS Łodź. Na boisku w Łodzi, padł remis 1:1 i nasza drużyna odpadła z tych rozgrywek. Piłkarze rozegrali ostatni test-mecz: przeciwnikiem była ekipa MKS-u Kluczbork. Nasza drużyna wygrała 4:0 (3:0).
Siatkarze rozegrali jedno spotkanie ligowe, w piątek, przegrywając z drużyną MKS-u Będzin 0:3. Obecnie drużyna zajmuje szóstą lokatę, gwarantującą udział w fazie play-off, do rozegrania siatkarzom zostało pięć spotkań rundy zasadniczej. W tym tygodniu siatkarze rozegrają dwa mecze: najpierw w środę (26 lutego), w hali w Szopienicach, z ZAKSĄ Kędzierzyn – Koźle, oraz w sobotę (29 lutego) na wyjeździe z Vervą Warszawa. Przeciwnie drużyny zajmują odpowiednio drugie i pierwsze miejsce w tabeli, będzie bardzo trudno o zdobycz punktową…
W Polskiej Hokej Lidze, nadszedł „czas prawdy”: rozpoczęły się mecze ćwierćfinałowe play-off. Nasza drużyna przegrała dwa pierwsze mecze z Podhalem 1:4 i 1:2.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Zaliczka wystarczyła. SMS znów w półfinale Pucharu Polski
Ekipa katowickiej GieKSy przyjechała do Łodzi z zamiarem zmazania plamy z pierwszego spotkania (0:3). Szybko szukała do tego rozwiązań i już w 28. minucie spotkania wynik otworzyła Zofia Buszewska. Piłkarki gości szukały kolejnych bramek, tak bardzo potrzebnych do awansu. Dziś jednak na więcej im nie pozwolił SMS.
Można powiedzieć, iż ‚dyskusję zakończyła’ Paulina Filipczak w 51. minucie gry zdobywając gola na 1:1. Więcej trafień nie padło i podopieczne Marka Chojnackiego po raz drugi z rzędu zameldowały się w półfinale Pucharu Polski.
[…] Przegrane zespoły w ćwierćfinałach otrzymały 20 tysięcy złotych.
sportowefakty.wp.pl – Sparingi. GKS Katowice zdał ostatni test. Lech II Poznań strzelił 10 goli
To już ostatnia sparingowa sobota tej zimy. Pierwszoligowcy oraz drugoligowcy przeszli próbę generalną przed rundą wiosenną. GKS Katowice wygrał 4:0.
GKS Katowice zagrał na własnym stadionie z trzecioligowym MKS-em Kluczbork i podstawowi piłkarze dali znać trenerowi Rafałowi Górakowi, że dokonał trafnych wyborów. Grająca w pierwszej połowie drużyna strzeliła trzy gole i praktycznie zapewniła zwycięstwo w meczu, który zakończył się wynikiem 4:0.
sportdziennik.com – Marek Szczerbowski: Nasza gra ma dawać radość
Rozmowa z Markiem Szczerbowskim, prezesem GKS-u Katowice.
[…] Czy kwota 11,2 milionów złotych, na jaką GKS może liczyć z miasta, w połączeniu ze środkami od sponsorów wystarczy do spięcia budżetu na 2020 rok?
Marek SZCZERBOWSKI: – Biorąc pod uwagę plan budżetowy wynikający z zawartych do 30 czerwca zobowiązań, można powiedzieć, że te środki z pewnością nam wystarczą. Do 30 czerwca mamy zabezpieczony byt. Nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy te środki starczą nam do czerwca, bo równie dobrze mogą wystarczyć do sierpnia, października, grudnia. Biorąc pod uwagę, że zostaną wszystkie sekcje i utrzymają ten sam poziom sportowy, trzeba będzie poszukać dodatkowego wsparcia. Cieszę się, że od mojego przyjścia do GKS-u wszelkie zobowiązania regulujemy na bieżąco. Mamy też jednak perspektywę drugiej części roku. Trzeba będzie się w tym zakresie przygotowywać, planować działania.
Czy GieKSa może zostać uszczuplona o jedną z czterech sekcji?
Marek SZCZERBOWSKI: – Mój scenariusz będzie wynikał z tego, co uzgodnimy wspólnie z władzami miasta. Na każdy musimy być przygotowani. To będzie zależne od ogólnej sytuacji. Wszystkie kluby wspierane przez samorządy będą stawały przed tego typu decyzjami, więc GKS Katowice pewnie też. Dziś mamy jednak cztery sekcje i jedziemy do przodu. Chcemy osiągnąć jak najlepszy wynik. Mówię to najszczerzej, jak tylko mogę.
Trochę brzmi to tak, jakby dziś sekcje GKS-u rywalizowały między sobą o pieniądze, byt?
Marek SZCZERBOWSKI: – Mamy cztery wspaniałe ekipy, każda chce osiągnąć swoje najwyższe cele. Nie ma co ukrywać – nie wszyscy dostaną tyle, ile by chcieli. To już jednoosobowa odpowiedzialność – a może nie tyle odpowiedzialność, co zaszczyt – prezesa zarządu, do którego przychodzi się złożyć propozycję. Stąd u mnie te słynne karty sprawy, bo na twarz to jest krem Nivea. Działam tak, że wszystko odbywa się na poziomie decyzji wynikającej z wniosku, który do mnie wpływa. Nie można przyjść, poprosić o coś, „bo jest fajne”. Trzeba uzasadniać. Próbujemy dla każdego stworzyć przestrzeń, by realizował to, co zaplanował przed sezonem. Zapewnienie najlepszych warunków jest naszym obowiązkiem. Nie potrzebuję tego, by ktoś się krygował. Albo zapewniamy, albo nie. Jeśli nie – to przedstawiciele sekcji mają przyjść i to powiedzieć.
[…] O ile w skali miesiąca udało się panu uszczuplić koszty funkcjonowania klubu?
Marek SZCZERBOWSKI: – Nie mam pełnej analizy. Za 80 procent kosztów nie odpowiadam do dziś, bo w momencie, gdy przychodziłem, większość kontraktów była już podpisana. Koszty administracyjne spadły o kilkadziesiąt procent. Nie jest tak, że chcę słynąć z twardej ręki finansowej. Chcę słynąć z optymalizacji, czyli robić coś najtaniej, nie zmniejszając przy tym jakości. Ten proces optymalizacji będzie trwał.
„Jeśli budowa stadionu będzie przesuwana z innego powodu niż kwestie funkcjonalne, to mnie tu nie będzie”.
Marek SZCZERBOWSKI: – To moje słowa, dziękuję za przypomnienie. Gdyby zdarzyło się tak, że ten stadion nie będzie budowany, bo ktoś będzie próbował odłożyć to w czasie politycznie, a nie merytorycznie, to oczywiście je podtrzymam. Znam jedną jednostkę samorządu terytorialnego, która budowała stadion. Zdążyłem odejść, a ona budowała jeszcze przez trzy lata. Choć nie miałem z tym nic wspólnego, ponosiłem PR-owską odpowiedzialność. Będę czuł, czy ktoś nie chce budować, czy opóźnienie to efekt błędów popełnionych na poziomie procesu inwestycyjnego. Będę widział, czy budowany jest tak, jak w niektórych miastach – obiecankami, przedłużającym się procesem projektowym i ruchami, które mają się toczyć tylko po to, by coś się działo. Może nie jestem wulkanem intelektu, ale z pewnością zrozumiem, że ktoś gra. A jeśli ktoś będzie grał, to cała nasza praca wokół piłki nożnej, siatkówki, hokeja, nie będzie miała sensu. Po co rozwijać klub, projekt, skoro nie będzie do tego przystosowanej infrastruktury?
Zwrot kamer drugoligowych
Stowarzyszenie Druga Liga Piłkarska jesienią musiało dopłacać do niemal połowy transmisji meczów, dlatego teraz odpowiedzialność za ich realizację przenosi na kluby. Najpopularniejsi – jak GKS Katowice – na zmianach stracą.
Drugoligowe kluby i kibiców czekają zmiany dotyczące internetowych transmisji z meczów o punkty na platformie tvcom.pl. Od rundy wiosennej większa odpowiedzialność za ich realizację spoczywać będzie na gospodarzach spotkań, a nie – jak było do tej pory – stowarzyszeniu Druga Liga Piłkarska, które opłacało koszty produkcji sygnału. Odkąd transmisje z drugoligowych stadionów weszły w życie – w sezonie 2018/19 – pojedynczy mecz kosztował 12 zł. Teraz ceny dyktować będą kluby – gospodarze. Zmiany w tej materii spowodowane są niezadowoleniem włodarzy stowarzyszenia z małego zainteresowania, jakie wzbudzają niektóre drużyny.
[…] Jak było dotąd? Średni koszt realizacji transmisji w rundzie jesiennej tego sezonu wyniósł blisko 1000 zł (co pokrywało stowarzyszenie DLP). Aby się zbilansował, szacowano, że średnio kibice musieli wykupić 100 dostępów do transmisji, po 12 zł każdy (z czego 1,30 zł to prowizja dla portalu tvcom.pl, na którym pokazywano mecze). Zysk był dzielony w proporcjach: 40 procent dla gospodarza, 40 procent – dla gościa, a 20 procent dla stowarzyszenia. O ile ten zysk był, bo wypracowała go w tym sezonie raptem niewiele ponad połowa spotkań. Do reszty dopłacało DLP. Klubów, których mecze wypracowały zysk, było ledwie siedem: Stal Rzeszów, GKS Katowice, Olimpia Elbląg, Resovia, Pogoń Siedlce, Elana Toruń i Stal Stalowa Wola.
[…] Transmisje meczów z udziałem GKS-u Katowice wygenerowały jesienią 6945 złotych przychodu. Skoro Widzew działa na własną rękę, wychodzi na to, że bardziej wartościowa dla II ligi jest tylko Stal Rzeszów (9091 zł). Do kasy klubów spłynęło 40 procent tych kwot; resztą podzielili się przeciwnicy (40%) i stowarzyszenie DLP (20%). Największą popularnością w przypadku GieKSy cieszył się wyjazdowy mecz z Resovią (1528 zł), a najmniejszą – domowy ze Skrą Częstochowa (94 zł). Przez całą jesień najlepszy wynik to 2731 zł. Tyle zarobiła Stal Rzeszów na wyjeździe do Łodzi (Widzew TV udostępnił sygnał do tvcom). Deficytowe zaś okazało się spotkanie Widzew – GKS Katowice, bo było wtedy sporo reklamacji. Przez całą jesień DLP uwzględniła ich 206, czyli około 1% wszystkich wykupów.
Ze Skry Częstochowa do GieKSy?
Danian Pavlas może okazać się ostatnim tej zimy wzmocnieniem GieKSy.
19-letni boczny pomocnik jesienią występował w Skrze Częstochowa na zasadzie wypożyczenia z Rakowa. Jesienią rozegrał 18 meczów w II lidze, z czego 12 – w wyjściowym składzie.
Na Bukową ma trafić definitywnie. Wskoczy w miejsce zwolnione przez bocznych pomocników, którzy opuścili GKS, czyli Kacpra Tabisia i Mateusza Kompanickiego.
Pavlas urodził się w Rosji, ale wychował w Polsce, dlatego przysługuje mu status młodzieżowca. Do Rakowa trafił rok temu z KS Łomianki, wcześniej kilka lat spędził w akademii Pogoni Szczecin.
SIATKÓWKA
siatka.org – Ważny komplet punktów MKS-u Będzin
MKS Będzin odniósł trzecie zwycięstwo z rzędu. W piątek w ramach rywalizacji w 20. kolejce PlusLigi podopieczni trenera Jakuba Bednaruka pokonali 3:0 GKS Katowice. Jedynie w trzecim secie goście postawili się będzinianom, w dwóch pierwszych odsłonach to gospodarze dyktowali warunki na boisku. Wygranie z zespołem z Katowic zbliżyło MKS do awansu do fazy play-off. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrano Rafała Farynę.
[…] MKS Będzin – GKS Katowice 3:0 (25:17, 25:18, 25:23)
plusliga.pl – MKS Będzin – GKS Katowice 3:0
[…] Gospodarze otworzyli mocnym akcentem. Dryja ze środka było 1:0. Przewaga będzinian szybko rosła i różnica w miejscach w tabeli nie była widoczna na boisku. Po dwóch kolejnych autowych atakach katowiczan MKS prowadził 19:12 i spokojnie utrzymał prowadzenie w tabeli.
Druga partia rozpoczyna się od skutecznego ataku Jarosza. Jednak na tym kończą się przewagi GKS-u w tej części spotkania. Podopieczni trenera Bednaruka grali rozsądnie i spokojnie punktowali rywala. W połowie partii było 16:10 dla MKS-u i gospodarze nie zamierzali na tym poprzestać. Seta zakończył atakiem z szóstej strefy Sobański.
Trzeci set był pełen równej gry dwóch równorzędnych rywali. W końcówce gospodarze objęli prowadzenie 22:20. Goście wyrównali. Przy stanie 23:22 będzinianie mieli piłkę w górze na kolejny punkt, ale nie wykorzystali tej szansy. Jednak co się odwlecze… MKS wygrał zasłużenie i walnie włączył się do walki o awans do play off.
HOKEJ
sportowepodhale.pl – Pierwsze rozdanie dla „Szarotek”
[…] Od pierwszego gwizdka sędziego na tafli zrobiło się ciasno. Zawodnicy zdawali sobie sprawę z wagi meczu i było mało miejsca i czasu na rozegranie krążka. Gdy tylko ktoś był w jego posiadaniu rywal siedział mu na plecach. „Zwarcie” nie przynosiło bramkowego efektu aż do 10 minuty. Wtedy katowiczanie popełnili błąd w swojej strefie. Naettinen wywalczył zza bramką krążek, wrzucił na bramkę, a Rahm „wypluł” przed siebie. Pettersson zagrał na drugi słupek do Dziubińskiego, a ten trafił do odsłoniętej bramki. Pasiut miał okazję na wyrównanie, lecz ostemplował słupek. Rękę jego drużynie podał Franek, który ostro zaatakował DaCostę i sędziowie ukarali go podwójną karą mniejszą. W drugiej minucie biegnącej kary przyjezdni doprowadzili do wyrównania. Pasiut zagrał zza bramki, a Turtianen z bliska umieścił krążek w siatce.
Druga tercja równie zacięta. Pierwsi okazje mieli górale. Franek między nogami obrońcy podał Bulinowi krążek, a ten w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Rahma. W odpowiedzi Makkonen stanął oko w oko z Odrobnym i również przegrał z nim pojedynek. Potem bliżsi objęcia prowadzenia byli przyjezdni, ale… Błąd we własnej tercji popełnił Tomasik, który zagrywał wzdłuż tercji do partnera, krążek przejął Neupauer i nie dał szans ostatniej instancji Katowic. 28 sekund później krążek po uderzeniu Campbella odbił się od zawodników i zaskoczył Rahma. W końcówce dwie świetne okazje mieli goście. Pasiut i Paszek ( dostał krążek na pustą bramkę) mieli szanse na zmianę niekorzystnego rezultatu.
W trzeciej tercji, nie mający nic do stracenie goście, atakowali, próbowali odwrócić losy spotkania, ale ich próby okazały się nieudane. W ofensywie byli bezradni. Brak ognia był wynikiem świetnej gry w defensywie nowotarżan. Najlepszą sytuacje mieli w 49 minucie; Krężołek z Pasiutem nie potrafili z najbliższej wepchnąć krążka do bramki. 185 sekund przed końcem Piotr Sarnik wycofał bramkarza i ten manewr nie przyniósł im oczekiwanego efektu. Więcej jego zespól stracił gola strzelałem do pustej bramki.
KH Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 4:1 (1:1, 2:0, 1:0)
Bezlitośni dla błędów przeciwnika
[…] Katowiczanie w pierwszych 40 minutach mieli tyle sytuacji, że powinni spokojnie jechać do domu z wygraną. Jeden tylko warunek, trzeba było spełnić – wyśmienite okazje zamienić na gole. Za nieporadność pod bramką Podhala oraz błędy we własnej tercji ( w trzeciej odsłonie) przyszło im słono zapłacić.
Katowiczanie po sobotniej porażce nie mogli sobie pozwolić na drugą przegraną. Musieli zaatakować. I tak też uczynili. Nacierali na bramkę Odrobnego, ale mieli – podobnie jak w sobotę – problemy z wykończeniem akcji. Pod jego bramką grali bardzo nerwowo. Krążki skakały im na kijach. Najlepsze sytuacje zmarnowali: Turtianen, Paszek (sam na sam nie trafił z backhandu), Salamon ( nie trafił z metra do pustej bramki) i Cimzar. Z drugiej strony Rahm bardzo niepewnie bronił. Wszystkie krążki odbijał przed siebie i stwarzał okazje góralom do zdobycia gola. Po takich zagraniach bramkarza gości Franek i Willick mieli świetne okazje do pokonania go.
Jeśli ktoś po przerwie liczył na metamorfozę „Szarotek”, to srodze się zawiódł. Grały bardzo słabo i tylko nieporadności katowiczan w ofensywie zawdzięczają, że straciły tylko jednego gola. Mnożyły się sytuacje pod bramką Odrobnego. Makkonen, Krężołek i Starzyński mieli takie sytuacje, że powodowały wielki ból głowy ich szkoleniowca. Gospodarze fatalnie grali w przewadze i właśnie w tym okresie stracili gola. Pasiut w samotnym najeździe położył na lodzie Odrobnego i nad nim umieścił krążek w bramce, który odbił się od siatki i dopiero po analizie wideo został uznany. Za chwilę Kolusz powinien podwyższyć na 2:0. Przy kolejnym osłabieniu przyjezdni wyprowadzili dwójkową kontrę, ale Makkonen nie skopiował wyczynu Pasiuta. Górale nie mieli tylu okazji do zdobycia gola. Szvec nie zamknął akcji przy słupku mając pustą bramkę. Willick nie potrafił z bliska pokonać Rahma, a po strzale Stadela spod niebieskiej krążek był już za plecami golkipera gości, ale nikt nie znalazł się na dobitce, a bramka była pusta.
Górale wyrównali na początku trzeciej odsłony. Fatalny błąd gości we własnej tercji, którzy wszyscy byli pod bandą. Wolny Suominen dostał krążek i przez nikogo nie atakowany posłał go do bramki. No i górale złapali wiatr w żagle. Byli bezlitośni dla błędów rywala i w 57 min. zdobyli zwycięskiego gola. Franek huknął z korytarza międzybulikowego i Rahm musiał wyciągać krążek z siatki.
KH Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 2:1 (0:0, 0:1, 2:0)
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


Najnowsze komentarze