Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Niespodzianka na koniec rundy. GieKSa wyszarpała remis w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W minionym tygodniu udało się rozegrać wszystkie zaplanowane spotkania z udziałem drużyn GieKSy. W Święto Niepodległości żeńska drużyna piłkarska rozegrała zaległy (na wyjeździe) mecz z liderem rozgrywek Czarnymi Sosnowiec 1:1 (0:1) Piłkarkom został jeszcze do rozegrania, w najbliższą środę (18 listopada) w ramach 1/16 Pucharu Polski z… rezerwami Czarnych Sosnowiec. Piłkarze pokonali w dobrym stylu KKS 1925 Kalisz 4:1 (1:1). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.

Siatkarze grali w Radomiu, w meczu 13. kolejki rozgrywek z Cerrad ENEA Czarnymi i wygrali 3:0. W rozpoczynającym się tygodniu drużyna planuje rozegrać dwa spotkania. W środę zaplanowano spotkanie z Cuprum Lubin (mecz zaległy z 5. kolejki), a w sobotę z Ślepsk Malow Suwałki, w ramach 14. rundy (bieżąca) spotkań . Oba spotkania odbędą się w Katowicach. Obecnie siatkarze, po siedmiu rozegranych meczach zajmują siódme miejsce z dwunastoma punktami. Hokeiści również zagrali w meczach które były zaplanowane na ubiegły tydzień: we wtorek wygrali z Tauron Podhalem Nowy Targ 2:0, w piątek z Ciarko STS-em Sanok 5:0. Niestety, we wczorajszym wyjazdowym meczu GieKSa przegrała z Podhalem 2:4.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Niespodzianka na koniec rundy. GieKSa wyszarpała remis w Sosnowcu

W zaległym spotkaniu 10. kolejki rozegranym w Narodowe Święto Niepodległości Czarni Sosnowiec zremisowały 1:1 z katowicką GieKSą. Są to pierwsze stracone punkty przez lidera w tym sezonie.

Od początku oglądaliśmy zacięte spotkanie i mecz walki. Obrona przyjezdnych skrupulatnie rozbijała ataki Czarnych, przy dobrej grze Weroniki Kliemek w bramce. Nie udało się raz. W 39. minucie Dżesika Jaszek otworzyła wynik spotkania wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Wiele wskazywało, że takim wynikiem mecz się zakończy.

W końcówce meczu GieKSa złapała wiatr w żagle. Szczęścia próbowały Stanović i Kozak, lecz się nie udawało. Wszystko rozstrzygnęło się w 87. minucie, kiedy to po podaniu Nadii Stanović Zofia Buszewska zdobyła gola na 1:1.

 

dziennikzachodni.pl – Czarni Sosnowiec – GKS Katowice 1:1. Kobiet nie można wkurzać?

Mecz Czarnych Sosnowiec z GKS Katowice budził duże emocje poza boiskowe. Na murawie tez walka trwała od początku do końca, a GieKSiarki sprawiły dużą niespodziankę remisując 1:1. To pierwsza strata punktów w tym sezonie zespołu gospodarzy.

– Ostatnio w Polsce popularne jest hasło, że kobiet nie wolno wkurzać, a moje dziewczyny są wkurzone, że ten mecz został przełożony i musimy grać w narodowe święto – stwierdził trener Czarnych Sosnowiec Sebastian Stemplewski przed meczem z GKS Katowice.

Sprawa przełożenia spotkania budziła duże emocje w obu zespołach. Sosnowiczanki oskarżały katowiczanki o celowe działania związane z problemami kadrowymi, GKS bronił się podkreślając, że kwarantanna była wynikiem zakażenia jednej z piłkarek. Czarni z kolei podkreślali, że informacja do centrali sanitarnej poszła dopiero wtedy, gdy PZPN odrzucił wniosek o zmianę terminu spotkania.

Pierwotnie mecz miał się odbyć na Stadionie Ludowym, ostatecznie środowe starcie odbyło się na obiekcie Czarnych. GKS skoncentrowany na defensywie długo skutecznie się bronił przed naporem faworytek. W pierwszej połowie stracił jednak jednego gola, a sosnowiczanki po jego zdobyciu sprawiały wrażenie przekonanych o zwycięstwie.

Takie podejście źle się skończyło. Pomimo wyraźnej przewagi po przerwie Czarne nie podwyższyły wyniku, za to GKS po świetnej akcji doprowadził do remisu. W końcówce piłka trafiła jeszcze w słupek katowiczanek i końcowy gwizdek arbiter zawodniczki gości przyjęły z dużą radością.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice z pewnym zwycięstwem w Radomiu

Trzysetowe spotkanie rozegrano w Radomiu, gdzie siatkarze Cerradu Enea Czarni podejmowali GKS Katowice. Przyjezdni nie dali rywalom większych szans, a w dwóch pierwszych partiach wygrywali bardzo pewnie.

Trzy pierwsze punkty padły łupem katowiczan. Duża w tym zasługa Adriana Buchowskiego, który był bardzo aktywny w początkowym fragmencie meczu.

[…] Zawodnicy Grzegorza Słabego wyraźnie zdominowali swoich rywali w każdym elemencie. W końcówce seta dwukrotnie zapunktował Jarosz, a kolejną serię, tym razem trzech punktów, zakończył kiwką za blok. Po zepsutym serwisie Dawida Dryi premierowa odsłona spotkania zakończyła się wynikiem (16:25). Z 94% skutecznością w ataku zakończyli przyjezdni poprzednią partię. W drugiej przegrywali 2:4 po tym, jak zatrzymany został Jan Nowakowski, ale po wykorzystaniu drugiej piłki przez Jana Firleja, szybko doprowadzili do remisu. Od tego momentu gra się wyrównała i żadna z drużyn nie potrafiła uciec swoim rywalom, a prowadzący zmieniał się. Katowiczanie nie byli już tak skuteczni, a ich rywale poprawili swoją dyspozycję.

[…] W tym fragmencie seta siatkarze GKS-u wyraźnie zdominowali swoich rywali. Po technicznym zagraniu Kwasowskiego było już 21:14, a po ładnym ataku po prostej Adriana Buchowskiego – 24:16. Seta zakończyło nieudane zagranie Wiktora Josifowa.

Od gry punkt za punkt rozpoczęła się trzecia partia. Serię tą przerwał dopiero autowy atak Brendena Sandera, po którym zrobiło się 5:7.

[…] Po ,,czapie” Jana Nowakowskiego na Firszcie było już 13:8. Dystans ten cały czas się utrzymywał, a wobec takiej dyspozycji gości, nic nie wskazywało, aby coś w tym meczu miało się jeszcze wydarzyć. Atak w antenkę Lucasa Loha zdawał się przesądzać o zwycięzcy tego pojedynku (13:19). W ekipie radomskiej wyraźnie zawodzili skrzydłowi, a żaden z nich nie potrafił ,,pociągnąć” swojej drużyny. Trzeba jednak zaznaczyć, że duża w tym zasługa zawodników po drugiej stronie siatki, którzy zaprezentowali bardzo efektowną siatkówkę. W samej końcówce trochę się rozluźnili, przez co gospodarze zbliżyli się na trzy ,,oczka”, ale po ataku Jakuba Jarosza wygrali trzecią partię 25:21, a całe spotkanie 3:0 i jak najbardziej zasłużenie zgarnęli komplet punktów.

MVP: Kamil Kwasowski (GKS Katowice)

Cerrad Enea Czarni Radom – GKS Katowice 0:3 (16:25, 16:25, 21:25)

 

plusliga.pl – Sobota z PlusLigą: Cerrad Enea Czarni Radom – GKS Katowice 0:3

Katowiczanie we wspaniałym stylu wrócili po przerwie związanej z koronawirusem. Grając niewiarygodnie skutecznie zdominowali radomian i po raz trzeci w sezonie zgarnęli komplet punktów.

Katowiczanie wrócili do gry w PlusLidze prawie po miesięcznej przerwie spowodowanej wykrytymi przypadkami koronawirusa i kwarantanną. Po raz ostatni grali w Lidze Mistrzów Świata 18 października, przegrywając z VERVĄ Warszawa ORLEN Paliwa. Łatwo było przewidzieć, że ich dyspozycja w starciu z Cerradem Eneą będzie dużym znakiem zapytania.

Tymczasem od pierwszych akcji premierowej odsłony to właśnie goście wyglądali tak, jakby co najmniej od kilku kolejek regularnie rywalizowali w lidze. Radomianie byli ewidentnie zaskoczeni koncertową formą GKS, szczególnie w ofensywie. Trudno inaczej nazywać grę katowiczan w tym elemencie, skoro w pierwszym secie wszyscy gracze tej ekipy atakowali niemal bezbłędnie – skończyli 17 z 18 wykonanych ataków! Co więcej, wszyscy skrzydłowi zanotowali stuprocentową skuteczność! Trudno się zatem dziwić, że to goście zwyciężyli wyraźnie, do 16.

W drugim secie, przynajmniej na samym jego początku, wydawało się iż spotkanie się wyrówna, bo GKS zaczął mieć pewne kłopoty w ataku, a radomianie zaczęli lepiej zagrywać. Wkrótce jednak katowiczanie uspokoili grę, znowu mieli sporo wybloków i obron. Zaczęli wyprowadzać skuteczne kontry, a gospodarze stracili cały animusz. Ostatecznie GKS zwyciężył ponownie do 16, nadal grając ze znakomitą skutecznością – 75 procentową.

Trener Robert Prygiel szukał rozwiązań, najpierw wprowadził na boisko Bartosza Firszta za Lucasa Loha, później Brazylijczyk wrócił lecz nie za Firszta, lecz za Amerykanina Brendena Sandera. To wszystko jednak nie zmieniło obrazu gry, bowiem goście byli lepsi w każdym elemencie. Ostatecznie wygrali z łatwością, po raz trzeci w tym sezonie zgarniając komplet punktów. Radomianie mają już na swoim koncie 11 rozegranych meczów, tyle samo punktów (12) zgromadzili dzisiejsi rywale z Katowic, lecz rozegrali tylko 7 spotkań.

 

HOKEJ

infokatowice.pl – Zwycięstwo GieKSy z Podhalem

W zaległym spotkaniu Polskiej Hokej Ligi GieKSa pokonała 2:0 Podhale Nowy Targ po bramkach Bartosza Fraszki i Patryka Krężołka.

W drużynie GieKSy po kilku latach ponownie zadebiutował Dominik Nahunko, który kilka dni temu rozwiązał kontrakt z Zagłębiem Sosnowiec. W Podhalu na lodzie zobaczyliśmy za to Jaśkiewicza i Tomasika, którzy jeszcze w ostatnim sezonie grali w Katowicach. Samo spotkanie w pierwszej tercji było dość słabe. Zdecydowaną przewagę posiadali Trójkolorowi, którzy jednak rzadko stwarzali zagrożenie pod bramką Odrobnego. Pomimo tego nowotarski golkiper dwa razy wyciągał krążek z siatki, po składnych akcjach trójki Fraszko, Pasiut, Krężołek. Podhale w ciągu 20 minut oddało niewiele strzałów na bramkę Simbocha i Słowak nie miał problemów z zachowaniem czystego konta.

W drugiej odsłonie GieKSa mocno spuściła z tonu i to przyjezdni dominowali na lodzie. Tym razem Simboch także nie stracił żadnej bramki, choć kilka razy musiał się wykazać swoim kunsztem. W 32 min. katowicki bramkarz popełnił także fatalny błąd, podając krążek wprost na kij przeciwnika, na szczęście jednak ten, mając przed sobą pustą bramkę, oddał niecelny strzał. Podopiecznym trenera Piotra Sarnika także nie udało się pokonać Odrobnego i po 40 minutach było nadal 2:0 dla GieKSy.

W ostatniej części goście próbowali odrobić straty, a Trójkolorowi głównie się bronili. Łapali przy tym wiele kar i Podhale kilka razy grało w przewadze, nie potrafiło jednak żadnej z tej okazji wykorzystać. Najbliżej kontaktowego gola był w 50 min. Guzik, ale guma po jego uderzeniu trafiła w słupek. Ostatecznie GieKSa wygrała 2:0 po trafieniach Fraszki i Krężołka w pierwszej tercji.

GKS Katowice – Podhale Nowy Targ 2:0 (2:0; 0:0; 0:0)

 

sts.sanok.pl – Pewne zwycięstwo GieKSy w Sanoku

[…] Katowiczanie przez całe spotkanie dominowali nad rywalem a czyste konto zachował bramkarz „GieKSy” Juraj Šimboch.

Już od pierwszych minut kontrolę nad spotkaniem przejęli goście, którzy długo utrzymywali się przy krążku. Pierwsza bramka padła w 4 minucie po błędzie defensywy i w sytuacji sam na sam Mateusz Michalski pokonał Patrika Spěšnego. Sanoczanie pierwszy groźny strzał oddali dopiero w 12 minucie gdy uderzał Szymon Dobosz. Druga bramka padła gdy Filip Stoklasa zaskoczył Spěšnego strzałem z nadgarstka w 16 minucie.

W drugiej tercji padła tylko jedna bramka a zdobył ją Bartosz Fraszko, który pięknym strzałem ulokował gumę pod poprzeczkę po idealnym zagraniu Grzegorza Pasiuta. Gospodarze swoje okazje mieli do zdobycia gola pod koniec tercji gdy przez prawie dwie minuty grali 5 na 3, ale na przeszkodzie stanęła precyzyjność w oddawaniu strzału albo Juraj Šimboch był na posterunku. Wyborną okazję miał też Jesperi Viikilä ale trafił z bliska w słupek.

Ostatnia odsłona to spokojna gra gości, którzy kontrolowali przebieg spotkania. Punktowali za każdym razem gdy gospodarze zapędzili się za bardzo w tercję katowiczan. Najpierw podwyższył Patryk Krężołek, któremu gumę wyłożył Pasiut a następnie wynik ustalił Kruczek, który z ostrego kąta wykorzystał podanie Rohtli.

Ciarko STS Sanok – GKS Katowice 0:5 (0:1, 0:2, 0:2)

 

hokej.net – Rewanż i rehabilitacja. Popis Szweda

W meczu 15 kolejki spotkań Polskiej Hokej Ligi hokeiści Tauron Podhala Nowy Targ pokonali na własnym lodowisku GKS Katowice 4:2. Tym samym nowotarżanie zrewanżowali się katowiczanom za wtorkową porażkę na ich lodzie i też w jakimś stopniu zmazali plamę po piątkowym występie w Jastrzębiu.

Pierwsza tercja bezbramkowa. Zdecydowanie bardziej zadowoleni z takiego obrotu spraw powinni być gospodarze, którzy niemal połowę tej odsłony grali w liczebnym osłabieniu. Nie pierwszy już raz nowotarżanie kary łapali w bezmyślny sposób, w sytuacjach w żaden sposób im nie zagrażających. I tylko nieudolnej grze katowiczan w przewagach, Podhalanie zawdzięczają, że po 20 minutach losy tego spotkania wciąż były sprawą otwartą.

W drugiej tercji oglądaliśmy już inne, zdecydowanie lepsze Podhale. Przede wszystkim zdyscyplinowane i skuteczne. W efekcie „Szarotki’ w tej odsłonie wypracowały sobie trzy bramkową przewagę. Autorem każdego z tych goli był Alexanderr Pettersson. Szwed świetnie odnajdywał się pod bramką GKS, trafiając do niej po dobitkach strzałów kolejno: Damian Tomasika, Bartłomieja Neupauera i Alana Łyszczarczyka.

W ostatniej odsłonie inicjatywa była po stronie przyjezdnych, ale długo nie miało to przełożenia na wynik. W 58 min jednak w odstępie ledwie 31 sekund Mikołaj Łopuski dwukrotnie wykorzystał bierną postawę nowotarskiej defensywy i katowiczanie zbliżyli się do Podhala na dystans jednego gola. 67 sekund przed syreną końcową przyjezdni zdecydowali się na manewr z wycofaniem bramkarza. Nowotarżanie szybko dali się „zamknąć” w swojej tercji, ale na 6 sekund przed końcem do pustej bramki Katowic trafił – po raz czwarty tego dnia Pettersson –  pieczętując tym samym bardzo potrzebne zwycięstwo Podhala.

Tauron Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 4:2 (0:0, 3:0, 1:2)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga