Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Waleczna GieKSa grała do końca

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Kobieca drużyna piłkarska GieKSy rozpoczęła rundę wiosennych zmagań w sezonie 2021/22. Pierwszym spotkanie było z drużyną Górnika Łęczna. Spotkanie zakończyło się remisem 3:3, do przerwy katowiczanki przegrywały 2:3. Następne spotkanie drużyna rozegra 12 marca o godzinie 13:00 z KKP Bydgoszcz. Obecnie KKP zajmuje miejsce w tabeli tuż za zespołem GieKSą, piąte, ze strata trzech punktów. Piłkarze wygrali ligowe spotkanie z drużyną Zagłębia Sosnowiec 1:0 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz piłkarze rozegrają na stadionie przy ulicy Bukowej z Chrobrym. Spotkanie rozpocznie się w poniedziałek 14 marca o godzinie 18:00.

W minionym tygodniu siatkarze rozegrali jedno spotkanie z Jastrzębskim Węglem. Drużyna przegrała po tie-breaku 2:3. Następne spotkanie zespół rozegra w Katowicach, z liderem rozgrywek z ZAKSĄ Kędzierzyn – Koźle. Mecz rozpocznie się o godzinie 17:30 w sobotę, 12 marca. Transmisję przeprowadzi Polsat Sport. Siatkarze obecnie zajmują ósmą pozycję w tabeli gwarantującą udział w spotkaniach play- off. Drużynie do zakończenia sezonu zasadniczego pozostały cztery spotkania.

Hokeiści w rozgrywkach play-off PHL prowadzą z Zagłębiem Sosnowiec w rywalizacji 3:1. Kolejne spotkanie zostanie rozegrane w Satelicie 10 marca.  Do awansu do półfinału rozgrywek potrzebne jest GieKSie jedno zwycięstwo.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Waleczna GieKSa grała do końca, co przyniosło sukces

To był szalony mecz w Katowicach. Zawodniczki z Lubelszczyzny trzy razy obejmowały prowadzenie, lecz nie przyniosło to rezultatu w postaci kompletu punktów.

Mecz zaczął się od prezentu, jaki sprawiła Weronika Klimek zawodniczkom Górnika. W 12 minucie na dalekie kopnięcie w stronę bramki zdecydowała Weronika Kaczor. Piłka zmierzała w stronę bramki Kilmek, minęła prawy łokieć bramkarki Katowic i wtoczyła się do bramki. Szybko odpowiedziała Katejda Vojtková,która została obsłużona świetnym podaniem od bardzo aktywnej w tym spotkaniu Klaudii Maciążki. W 22 minucie długie zagrnie na dobieg dostała Oliwia Rapacka, która wyszła na sam na sam z Klimek i zdobyła drugą bramkę dla przyjezdnych. W 31 minucie katowiczanki ponownie doprowadzają do wyrównania, a w roli głównej Weronika Kłoda. Na trzy minuty przed przerwą Górnik objął po raz trzeci w tym spotkaniu prowadzenie. Akcję całego zespołu świetnym strzałem zakończyła Jolanta Siwińska. W drugiej połowie więcej było niedokładności i obijania słupków ze strony obydwu klubów. W doliczonym czasie gry świetnie w polu karnym odnalazła się Nicola Brzęczek, która zgubiła obrończynie z Łęcznej i pokonała Annę Palińską. Tym sposobem podopieczne Witolda Zająca wyszarpały cenny remis z liderkami Ekstraligi.

 

dziennikwschodni.pl – Radosny futbol na inaugurację wiosny

GKS Górnik Łęczna na otwarcie rundy wiosennej tylko zremisował w Katowicach

Takie mecze są najlepszą reklamą kobiecego futbolu w naszym kraju. Kibice w Katowicach, a także na antenie TVP Sport zobaczyli ciekawe i ofensywne zawody, które trzymały w napięciu do samego końca.

Rywalizacja rozpoczęła się od katastrofalnego błędu Weroniki Klimek, która przepuściła do własnej bramki dogranie Weroniki Kaczor. Golkiperce GKS humor błyskawicznie jednak poprawiła Katerina Vojtkova, która doprowadziła do remisu. Nie trwał on długo, bo już w 22 min przyjezdne znowu wyszły na prowadzenie dzięki Oliwii Rapackiej. Kapitalną asystę przy tej okazji zaliczyła Klaudia Lefeld. Katowiczanki odpowiedziały po 9 min dzięki Weronice Kłodzie. Spory udział przy tej bramce miała jednak Klaudia Maciążka, najlepsza zawodniczka spotkania. Tuż przed przerwą swojego gola zdobyła Jolanta Siwińska, która wykorzystała doskonałe dośrodkowanie Marianny Litwiniec.

Druga połowa była już zdecydowanie mniej efektowna, głównie dlatego, że łęcznianki oddały prowadzenie gry rywalkom. Te długo nie wiedziały co z tym zrobić. Przełamanie przyszło w ostatniej chwili, kiedy Nikola Brzęczek wykorzystała przewagę liczebną w polu karnym Górnika i zapewniła gospodyniom remis.

 

sportdziennik.com – To zostanie w sercu

Ten stadion jest dla mnie sentymentalnym miejscem – mówił trener Rafał Górak po zapewne swoim ostatnim zwycięstwie na Ludowym.

Jesienią katowiczanie cieszyli się z pierwszego zwycięstwa po meczu z Zagłębiem i podobnie stało się także wiosną. Na skromną piątkową wygraną, po marnym widowisku, sumiennie zapracowali, będąc w drugiej połowie stroną lepszą.

– Jestem bardzo zadowolony, 3 punkty na wyjeździe to zawsze bardzo duży ekwipunek – mówił trener Rafał Górak o wieczorze w Sosnowcu.

– Bardzo dziękuję drużynie za determinację, była ogromna. Nie sądzę, by w głowach i myślach ludzi ten mecz okazał się wyjątkowy i o wielkim poziomie piłkarskim. To były typowe, mocno waleczne zawody o punkty. Staraliśmy się wyciągnąć z nich jak najwięcej. Zaczynaliśmy z punktem i w pierwszej fazie meczu staraliśmy się go szanować, ale wracamy z trzema. To ogromna frajda – dodaje szkoleniowiec GieKSy, która wygrała na Stadionie Ludowym pierwszy raz od ponad 30 lat. I być może już po raz ostatni na wieki wieków – z racji zbliżającego się otwarcia nowego sosnowieckiego kompleksu sportowego na Górce Środulskiej.

– Może już po raz ostatni spotkaliśmy się w tym miejscu, sentymentalnym dla mnie, gdzie grałem jako piłkarz Polonii Bytom i Szczakowianki, a także jako trener Ruchu Radzionków i GieKSy – przypomina Górak.

– Takie miejsca zawsze będą w moim sercu. Na Ludowym może już nie zagramy i gratuluję gospodarzom tego, że będą mieć nowy stadion.. Nasza Bukowa… Też buduje się coś innego, mam nadzieję, że niedługo będziecie gośćmi na stadionie w Katowicach.

Rafał Górak w trzecim meczu odniósł pierwsze zwycięstwo nad Arturem Skowronkiem, czyli swoim asystentem z radzionkowskich czasów.

– Przegraliśmy bardzo ważny mecz dla nas wszystkich, dla całego środowiska – przyznaje szkoleniowiec Zagłębia.

– Szkoda, że nie dociągnęliśmy tego meczu do końca w taki sposób, w jaki czyniliśmy to w pierwszej połowie. W niej naprawdę nieźle to funkcjonowało. GieKSa okazała się konkretna, nam tego zabrakło, bo nie mieliśmy celnego strzału, a w takich okolicznościach trudno szukać zwycięstwa. Cały czas brakuje nam czegoś w fazie finalizacji. GKS w drugiej połowie bardzo dobrze się bronił, dobrze funkcjonował w fazie przejściowej, pokazał dobrą mentalność, dlatego trudno nam było o sytuacje. Dziękuję za wsparcie, zrobimy wszystko, by jak najszybciej je spłacić.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS urwał punkt Mistrzom Polski na ich terenie

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla wygrali dwa pierwsze sety meczu z GKS-em Katowice i wydawało się, że są w stanie szybko rozstrzygnąć to spotkanie na swoją korzyść. Katowiczanie nie dali jednak łatwo za wygraną – wygrali trzeciego seta, a w czwartym po zaciętej i emocjonującej walce pokonali gospodarzy 34:32. W tie-breaku mistrzowie Polski znów byli góra, ale GKS urwał punkt faworytowi i to na jego terenie.

[…] Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:2 (25:23, 25:19, 22:25, 32:34, 15:12)

 

polsatsport.pl – Zacięte starcie Jastrzębskiego Węgla z GKS

[…] Premierowa odsłona toczyła się przy przewadze gospodarzy, którzy w środkowej części seta odskoczyli na cztery oczka. Katowiczanie nie rezygnowali i doprowadzili do emocjonującej końcówki, w której złapali punktowy kontakt (23:22). Kluczowe akcje wygrali jednak jastrzębianie, a ostatni punkt przyniósł skuteczny atak Jana Hadravy (25:23).

Druga partia nie miała wielkiej historii. Gospodarze szybko wypracowali sobie znaczącą przewagę (8:3), a później właściwie kontrolowali sytuację (16:11, 21:13). Zwycięstwo przypieczętował skutecznym uderzeniem Stephen Boyer (25:18).

W trzecim secie siatkarze z Katowic wrócili do gry. Uzyskali zaliczkę już na początku – po asie serwisowym Jakuba Jarosza było 1:4. Gospodarze szybko odrobili straty, przez pewien czas wynik oscylował wokół remisu, ale później przewagę odzyskała ekipa GKS, która poprawiła skuteczność w ataku. W końcówce jastrzębianie popełnili kosztowne błędy i ostatecznie przegrali 22:25.

Czwarta partia również toczyła się przy przewadze zespołu z Katowic (8:11, 13:16). Gospodarze odrobili straty (18:18) i rozpoczęła się zacięta walka punkt za punkt, zwieńczona rywalizacją na przewagi. GKS miał pierwszy piłkę setową, po ataku Jarosza (23:24), później kolejne, a dwie piłki meczowe mieli jastrzębianie. Obie ekipy toczyły zaciętą walkę, set trwał blisko 40 minut, a zakończył go autowy atak Rafała Szymury (32:34).

Spotkanie zwieńczył więc tie-break. Lepiej rozpoczęli go mistrzowie Polski (5:2), którzy po ataku Tomasza Fornala mieli cztery oczka zaliczki przy zmianie stron (8:4). Zmęczenie poprzednią partią i problemy w przyjęciu pogrążyły ekipę GKS. Gospodarze utrzymali przewagę, choć rywale walczyli do końca. Jastrzębianie mieli piłkę meczową przy stanie 14:10, ale Gonzalo Quiroga popisał się jeszcze asem serwisowym. Wynik decydującej partii na 15:12 ustalił skuteczny atak Fornala.

[…] W ekipie GKS nie zagrał Tomas Rousseaux.

 

HOKEJ

hokej.net – „Rozmowa Tygodnia”. Miro-Pekka Saarelainen: Musimy ograniczyć minuty karne

Napastnik GKS-u Katowice, Miro-Pekka Saarelainen, opowiedział nam w cyklicznym formacie „Rozmowa Tygodnia” o ćwierćfinałowej rywalizacji z Zagłębiem Sosnowiec, swojej dyspozycji na lodzie i sile fińskiego hokeja.

Hokej.net: – Cztery mecze ćwierćfinałowej serii za wami. Jak podsumowałbyś dotychczasową rywalizację z Zagłębiem?

Miro-Pekka Saarelainen: To bardzo twarde i wyrównane boje. Żadne spotkanie nie było łatwe i wiedzieliśmy o tym już przed startem play offów. Dobrze, że prowadzimy w serii, ale nie wolno nam zwolnić i stracić koncentracji. W każdym meczu musimy dać z siebie 100 procent.

Jak wyglądało przygotowanie do tej rywalizacji i jak odbywa się bieżąca analiza taktyczna? Więcej czasu poświęcacie na waszą grę czy na przeciwnika?

– Myślę, że proporcje rozkładają się po połowie. Wszystko zależy od materiału, który dla sztabu jest ważny. Musimy analizować swoją grę, żeby wiedzieć, co poprawić, ale ważne też, żeby reagować na to, co robi rywal.

Co musicie poprawić?

– Łapiemy za dużo kar. Musimy ograniczyć minuty karne, które dostajemy. W poszczególnych momentach brakuje nam zimnej krwi, spokoju i opanowania.

A jakie silne strony Zagłębia potrafiłbyś wskazać?

– To drużyna, która jest aktywna i agresywna. Świetnie jeżdżą i nie odpuszczają w żadnej sytuacji. To dobra zespół, który jest niezwykle zmotywowany do walki i potrafi wykorzystywać swoje szanse, np. w przewagach.

Opuściłeś kilka gier jeszcze w sezonie zasadniczym. To efekt kontuzji?

– Tak, zmagałem się z drobnym urazem.

Czujesz się już optymalnie na lodzie?

– Nie odczuwam już żadnego bólu, jeśli o to pytasz. Oczywiście, każdy powrót po kontuzji jest trudny. Trzeba odpowiednio wejść w trening i rytm meczowy. Każda tercja na lodzie działa jednak na moją korzyść.

Widzisz w twojej grze obszary, które mogłyby wyglądać lepiej?

– Chciałbym poprawić grę z krążkiem. W tym obszarze widzę jeszcze u siebie spore rezerwy i myślę, że z każdym meczem będzie lepiej, co przełoży się na sytuacje bramkowe. Na ten moment trochę mi ich brakuje.

Polska to twój pierwszy zagraniczny przystanek w karierze. Skąd decyzja, by opuścić Finlandię?

– Czułem, że potrzebuję czegoś nowego. Usłyszałem, że w Katowicach występują inni Finowie i ta opcja wydała mi się całkiem sensowna. Dzisiaj uważam, że to był dobry wybór na ten moment mojej kariery.

Rozmawiałeś przed przybyciem do Katowic z którymś z fińskich graczy GieKSy?

– Jasne. Z Jooną Monto występowałem w tej samej drużynie przed trzema laty, więc dobrze się znamy. Zapytałem go o klub i ligę, a on przekazał same dobre wieści. Moim przyjacielem jest też Lauri Huhdanpää, który pomógł mi w wielu kwestiach, opowiedział o poziomie rozgrywek i namówił, by spróbować w Polsce.

Znałeś też Matiasa Lehtonena?

– Tak, ale występowaliśmy w lidze Mestis w przeciwnych drużynach, więc nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy.

Oglądasz hokej w telewizji czy internecie?

– Zdarza się. Najczęściej NHL, jeśli mecze odbywają się o korzystnych porach. Śledzę też naszą Liigę, ale częściej sprawdzam wyniki, niż oglądam na żywo.

Jesteś kibicem którejś drużyny?

– Jestem kibicem hokeja. Nie kibicuję szczególnie żadnemu teamowi. Raczej oglądam z miłości do gry.

Ale na pewno kibicowałeś Finlandii podczas olimpijskiego finału.

– Dopiero od drugiej tercji, bo ten mecz zaczynał się bardzo wcześnie.

Czyli przyniosłeś szczęście, bo po pierwszej tercji Finowie przegrywali.

– Rzeczywiście. Kiedy już oglądałem, bramki zdobywała tylko Finlandia.

Z czego wynikają fińskie sukcesy w ostatnich latach, jeśli chodzi o hokej reprezentacyjny? Najpierw mistrzostwo świata, kilka lat później historyczne złoto olimpijskie.

– Mogę tylko zgadywać jako kibic, ale widać w drużynie narodowej charakter i jedność. W każdym meczu zawodnicy pracują w kolektywie, mają wspólny cel, doskonale wiedzą, co robić na lodzie. To tak zwany “team spirit”. Myślę, że właśnie zespołowość jest największym atutem naszej reprezentacji.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga