Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Słodko-gorzki weekend GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Początek minionego weekendu wypadł bardzo dobrze w wykonaniu poszczególnych drużyn.
W piątek siatkarze wygrali na wyjeździe z drużyną Projektu Warszawa 3:0. Następne spotkanie zespół rozegra w Katowicach z trzecią drużyną w tabeli Skrą Bełchatów. Mecz rozpocznie się o godzinie 20:30 w piątek, 25 marca. Siatkarze są bardzo blisko zakończenia rywalizacji sezonu zasadniczego na ósmej pozycji dającej prawo do gry w play-offach Plus Ligi. Godzinę po siatkarzach do rywalizacji przystąpili hokeiści, którzy pokonali w pierwszym meczu półfinałowym Polskiej Hokej Ligi drużynę GKS-u Tychy 2:0. Niestety, w sobotę popołudniu zespół przegrał po dogrywce 2:3. Rywalizacja przenosi się teraz do Tychów: następny mecz zostanie rozegrany już jutro, kolejny w środę. Spotkania rozpoczną się o godzinie 18:00. Spotkanie numer pięć zostanie rozegrane w sobotę (26 marca) w Katowicach. W sobotnie południe kobieca drużyna piłkarska GieKSy pewnie pokonała na wyjeździe AP Lotos Gdańsk 4:1 (2:0). Kolejne spotkanie zespół rozegra w sobotę (26 marca) w Katowicach. Mecz rozpocznie się o godzinie 12:00. W ubiegłym tygodniu z drużyną kobiet pożegnał się dotychczasowy trener Witold Zając. Piłkarze zremisowali z Arką Gdynia 2:2. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz piłkarze rozegrają na Bukowej (ze względu na przełożone spotkanie z Widzewem), za prawie dwa tygodnie, w sobotę drugiego kwietnia z Górnikiem Polkowice. Początek spotkania o godzinie 18:00.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Witold Zając i GKS Katowice na rozstajnych drogach
Jak informuje oficjalna strona katowickiej GieKSy, Witold Zając przestał być trenerem piłkarek z Górnego Śląska.
Witold Zając zastąpił Szymona Tabackiego na stanowisku trenera katowickiego klubu, gdy ten uzyskał awans do 1 ligi. Podczas swojej pracy wprowadził GKS do Ekstraligi. Strona katowickiego klubu poinformowała, że „Kontrakt z trenerem został rozwiązany z przyczyn leżących po stronie trenera.”.
Obowiązki Witolda Zająca przejęła jego grająca asystentka, Karolina Koch. GKS Katowice po 13 kolejkach zajmuje czwarte miejsce, ze stratą dziewięciu punktów do lidera, SMS Łódź. Zespół odniósł sześć zwycięstw, odniósł trzy porażki i czterokrotnie zremisował.
sport.poinformowani.pl – Piłka nożna kobiet: wyjazdowe sensacje – Medyk i Górnik tracą punkty
Czternasta kolejka sezonu kobiecej Ekstraligi przyniosła dwie niespodzianki. Beniaminek z Tarnowa ograł Medyk Konin 2:1 na własnym obiekcie. Piłkarki AZS UJ Kraków powtórzyły wyczyn z rudny jesiennej, pokonując faworyzowaną ekipę Górnika Łęczna. W pozostałych spotkaniach triumfowali faworyci – Czarne Sosnowiec wygrały z Olimpią Szczecin, GKS Katowice wbił cztery gole AP Lotosowi Gdańsk, a UKS SMS Łódź uporał się ze Sportisem Bydgoszcz.
[…] W sobotę na piłkarki GKS-u Katowice czekał pierwszy wyjazdowy mecz w rundzie wiosennej. Podopieczne trener Karoliny Koch udały się na Pomorze, by stawić czoła ekipie AP Lotosu Gdańsk. Zawodniczki GieKSy ze zdobywaniem goli długo czekać nie zamierzały. Rezultat starcia otworzyły w trzeciej minucie, za sprawą trafienia Kateriny Vojtkovej, która popisała się rajdem lewą stroną boiska, zakończonym mierzonym uderzeniem obok wychodzącej z bramki Jessiki Ludwiczak. Miejscowe szukały swoich szans w grze z kontrataku, ale defensywa ekipy z Katowic była czujna. Na domiar złego dla gdańszczanek w 28. minucie meczu pechową interwencję przy próbie oddalenia zagrożenia z własnego pola karnego zanotowała Julia Ignatowicz. Defensorka gospodyń wpakowała futbolówkę do własnej bramki i przyjezdne prowadziły już różnicą dwóch trafień. Taki stan rzeczy utrzymał się do końca pierwszej odsłony. Druga połowa stała pod znakiem pełnej kontroli nad przebiegiem boiskowych wydarzeń przez katowiczanki, które nie pozwalały rywalkom zbliżyć się do bramki strzeżonej przez Weronikę Klimek. W 80. minucie w polu karnym gdańszczanek dobrze odnalazła się Klaudia Maciążka. Pomocniczka GKS-u miała wystarczająco dużo czasu i miejsca, by przyjąć futbolówkę na linii pola karnego i precyzyjnie uderzyć przy słupku. W poczynania podopiecznych trener Koch wkradło się nieco rozluźnienia, a to wykorzystały zawodniczki AP Lotosu Gdańsk. Trzy minuty po golu Maciążki, szans na zachowanie czystego konta Weronikę Klimek pozbawiła Roksana Polańska. Ostatni akord w tym spotkaniu należał do ekipy z Katowic, pewne zwycięstwo w doliczonym czasie gry przypieczętowała Weronika Kłoda, popisując się ładnym uderzeniem z dystansu. GKS Katowice umocnił się na czwartej lokacie w tabeli, a AP Lotos Gdańsk wciąż nie może być spokojny o swoją przyszłość w kobiecej Ekstralidze.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice pomimo osłabienia pokonał Projekt Warszawa
GKS Katowice przystąpił do starcia z Projektem Warszawa osłabiony wirusem, jednak w premierowej odsłonie zupełnie nie było to widoczne. Podopieczni Grzegorza Słabego wypracowali sobie przewagę i choć rywale w końcówce odrobili straty, to jednak przyjezdni rozstrzygnęli na swoją korzyść pierwszego seta. Po zmianie stron warszawianie prowadzili już 6:1, ale GKS grał konsekwentnie, a swoje zrobiły zagrywki Szymańskiego i Ma’a. Katowiczanie utrzymali dobry rytm i w pełni zasłużenie zgarnęli komplet oczek.
[…] MVP: Jakub Jarosz
Projekt Warszawa – GKS Katowice 0:3 (22:25, 23:25, 21:25)
sportdziennik.com – Blisko coraz bliżej…
Siatkarze GKS-u są blisko spełnienia swoich sportowych marzeń i awansu do play offu!
Kto zagrywa, ten wygrywa – to ulubiony zwrot powtarzany w środowisku siatkarskim niemal przy każdej okazji. Znalazł on potwierdzenie w zwycięskim meczu GKS-u w Warszawie. Ekipa z Katowic zaliczyła 10 asów (5 – Ma’a, 4 – Jarosz, 1 – Szymański) tylko przy 14 błędach. Natomiast zespół Projektu zaliczył 17 pomyłek i bez punktowej zagrywki! To zestawienie statystyczne na pewno znajdzie odzwierciedlenie w podsumowani sezonu. Wygrana GKS-u 3:0 sprawia, że są coraz bliżej awansu do play offu i osiągnięcia historycznego sukcesu.
Artur Szalpuk, mistrz świata z 2018 r., dołączył do stołecznego zespołu. 26-letni przyjmujący do końca sezonu będzie występował Projekcie. „Szalupa”, jak nazywają go koledzy, do tej pory występował w ukraińskim zespole Epicentr-Podolany Horodok, który musiał przedwcześnie zakończyć rozgrywki z powodu rosyjskiej agresji na Ukrainie. Szalpuk pojawił się w składzie, ale obserwował poczynania kolegów z kwadratu dla rezerwowych.
A w GKS-ie znów plaga chorób i zespół pojawił się w Warszawie bez 3. zawodników: przyjmujących Tomasa Rousseauxa i Damiana Koguta oraz środkowego Jakuba Lewandowskiego. Dawid Ogórek, drugi libero, z konieczności wystąpił w koszulce przyjmującego. Mimo wielu problemów ekipa trenera Grzegorza Słabego od pierwszej piłki starała się wywierać presję zagrywką.
I to przynosiło efekty punktowe i GKS prowadził 11:8, 18:14 oraz 21:27. Jednak 3 błędy gości sprawiły, że gospodarze odrobili straty i mieli nadzieję na odwrócenie losów tej partii. Michał Superlak po 2. udanych akcjach zepsuł zagrywkę. Zwycięski punkt silny atakiem Gonzalo Quiroga. Dobra gra katowiczan dawała promyk nadziei na kolejne odsłony.
Siatkarze ze stolicy byli mocno poirytowani przegraniem 1. seta i stąd 2. zaczęli w imponującym stylu i objęli prowadzenie 6:1 i10:5. Goście szybko się otrząsnęli z letargu i zaczęli mozolnie odrabiać straty. Zdobyli 4 „oczka” z rzędu i w rezultacie straty zostały niemal odrobione. A potem rozpoczęła się uporczywa gra punkt za punkt i po 2. asach świetnie spisującego się Jakuba Jarosza GKS objął prowadzenie 18:17 i cierpliwość siatkarzy została nagrodzona. Znów zwycięskie punkty zdobył Quiroga argentyński przyjmujący, który może nie grał błyskotliwie, lecz niezwykle solidnie.
W 3. partii od remisu 16:16 siatkarze GKS-u pokazali dojrzałą grę oraz niezwykłe opanowanie nerwowe. Jakub Szymański 2. atakami wyprowadził zespół na prowadzenie 23:19 i chyba w tym momencie gospodarze zwątpili, że w tym meczu mogą cokolwiek zrobić. I tak też było. Niespodziewane, wręcz sensacyjne, ale w pełni zasłużone zwycięstwo GieKSiarzy. Brawa nie tylko dla siatkarzy, ale również całego sztabu, bo wykonali gigantyczną pracę. A przyniosła wymierne efekty. Blisko zrealizowania swoich sportowych marzeń!
HOKEJ
infokatowice.pl – Pierwszy krok w drodze do finału
GieKSa na własnym lodowisku pokonała w pierwszym półfinałowym pojedynku GKS Tychy 2:0.
Początek spotkania należał do gospodarzy, którym w 6 minucie udało się umieścić krążek w siatce, ale gol Pasiuta nie został uznany. Z czasem do głosu zaczęli dochodzić tyszanie. Najbliżej pokonania Murraya był 8 min. Smirnov, którego strzał odbił się od słupka oraz w 10 min. Starzyński, który jednak przegrał pojedynek sam na sam z katowickim golkiperem.
Druga odsłona zaczęła się wyśmienicie dla podopiecznych trenera Jacka Płachty. W 23 min. Mateusz Michalski objechał Fucika i otworzył wynik spotkania. Ten gol dodał tylko katowiczanom skrzydeł. Pomimo kilku dogodnych sytuacji golkiper przyjezdnych nie dał się jednak zaskoczyć. Murray także zachował czyste konto i po 40 minutach GieKSa prowadziła jedną bramką.
W trzeciej tercji to nadal gospodarze byli stroną przeważającą. Nie potrafili jednak odskoczyć tyszanom, choć kilka razy grali w przewadze jednego, a nawet dwóch zawodników. W końcówce spotkania goście wycofali bramkarza, co zakończyło się drugim trafieniem dla GieKSy, którego autorem został kapitan drużyny Grzegorz Pasiut. Pierwszy półfinałowy pojedynek skończył się więc zwycięstwem katowiczan 2:0.
sportdziennik.com – Tyszanie wyrównali rywalizację
Najpierw Bartłomiej Pociecha na 58 sek. przed końcową syreną wyrównał, zaś w 4 min dogrywki drugi Bartłomiej Jeziorski zdobył gola i doprowadził do wyrównania w tej ciekawej półfinałowej rywalizacji play-offu.
A wydawało się, że katowiczanie mają wszystko pod kontrolą i znów będą świętowali zwycięstwo. Jednak szalona determinacja tyszan sprawiła, że przechylili losy meczu na swoją korzyść.
W rewanżowym meczu w „Satelicie” znów oglądaliśmy wyrachowany hokej. Jedni i drudzy więcej myśleli o obronie, niż próbowali skonstruować jakąś zaskakującą akcję. Oczywiście, również czyhali na błąd rywali. Tempo akcji było więcej niż przyzwoite i było kilka gorących momentów pod bramkami. Długo musieliśmy czekać na pierwszego gola i w 19 min zaskakującym uderzeniem popisał się Maciej Kruczek. Gospodarze zjeżdżali zadowoleni, ale to trafienie to było zaledwie preludium tego, co się działo w kolejnej odsłonie. Goście za sprawą Jeana Dupuy wyrównali. Kanadyjczyk otrzymał krążek z własnej strefy, przejechał pół lodowiska i zwiódł rywala. Natychmiast oddał strzał i krążek wpadł w spojenie słupka z poprzeczką. W 36:31 min kolejną karę otrzymał Filip Starzyński, zaś 8 sek. Biro za kłucie kijem pod swoją bramką Anthona Erikssona otrzymał 5 min i karę meczu.
Tyszanie mieli grać przez 112 sek. w podwójnym osłabieniu. Dzielnie się bronili przez 64 sek, ale w końcu Matias Lehtonen zdołał zdobyć gola. W ostatniej odsłonie trwała uporczywa walka, ale gospodarze umiejętnie się bronili, choć pod bramką Johna Murraya dochodziło do gorących spięć. W 53:27 min sędziowie odgwizdali faul Dupuy’ego w strefie neutralnej, ale Kanadyjczyk oraz bramkarz Tomáš Fučik mocno protestowali. Ten pierwszy dostał 4 min, zaś Czech karę mniejszą. Gospodarze mieli grać przez 2 min w podwójnej przewadze, zaś kolejne w przewadze. W tym momencie wydawało się, że katowiczanie mają wszystko pod kontrolą. Tyszanie w trójkę grali z nadzwyczajnym poświęceniem i zdołali się obronić. Gdy Denis Sergiuszkin opuścił boks kar, pomknął lewą stroną i w tercji gospodarzy podał do Bartłomieja Pociechy, a ten niewiele się namyślając, potężnie uderzył w stronę bramki. Murray nawet nie zareagował. I o wszystkim miała zadecydować dogrywka. A w niej Bartłomiej Jeziorski w 64 min posłał silny strzał i krążek wpadł do siatki. Tak więc tyszanie zdołali wyrwać ważne zwycięstwo, a teraz rywalizacja przenosi się do Tychów.
hokej.net – Jeziorski daje tyszanom wyrównanie stanu rywalizacji!
Katowiczanie po szalonym drugim meczu półfinałowym, przegrywają z Tychami 2:3. W całym meczu nie zapowiadało się na wygraną ekipy Andrieja Sidorienki, lecz złotego gola w 63 minucie, na wagę zwycięstwa zdobył Bartłomiej Jeziorski.
Pierwszą tercję lepiej rozpoczęli zawodnicy z Katowic. Grali bardzo wysokim pressingiem i agresywnie. Byli konsekwentni w swojej grze. Nie pozwalali tyszanom na wyjście z ich tercji. Tyski GKS oddawał niegroźne strzały z niebieskiej linii, które nie były w stanie zagrozić bramce Johna Murraya. Pierwszą bramkę w tym spotkaniu zdobył Maciej Kruczek w 18 minucie, który strzałem z bulika zaskoczył po krótkim rogu Fučíka. „GieKSa” doprowadziła jednobramkową przewagę do przerwy. Była w zdecydowanie lepszych nastrojach niż ekipa z Tychów ponieważ następną tercję rozpoczynali w przewadze. Pod koniec pierwszej odsłony meczu, drużynę z Tychów osłabił Dienis Sierguszkin.
Kolejną odsłonę meczu rozpoczęli lepiej zawodnicy Andreia Sidorenki. Gola wyrównującego w 27 minucie zdobył Jean Dupuy. Kanadyjczyk samodzielnie przeprowadził akcję na bramkę Katowic i mocnym strzałem po lodzie zaskoczył bramkarza „GieKSy”. Tyszanie doprowadzili do wyrównania, lecz tylko na 10 minut. W 36 minucie meczu Marek Biro został ukarany karą meczu 5 minut za kłucie przeciwnika kijem plus automatycznie 20 minutową karę meczu za niesportowe zachowanie. Sędzia Michał Baca uznał, że kij słowackiego defensora powędrował pomiędzy nogi Anthona Erikssona. Zawodnicy Jacka Płachty wykorzystali tą sytuację i w 37 minucie znowu wyszli na prowadzenie za sprawą Lehtonena. Fiński napastnik huknął pod poprzeczkę z pierwszego krążka zza bulika.
Trzecią tercję obie drużyny zaczęły od agresywnej i nieustępliwej gry. W 44 minucie obie drużyny grały w osłabieniu. Na ławkę kar udali się Wanacki i Starzyński za ostrość w grze. Do końca regulaminowego czasu gry mogliśmy obserwować hokej na bardzo wysokim poziomie. Ostatnie cztery minuty spotkania dla tyszan były wielką niewiadomą. Tomáš Fučík został ukarany za niesportowe zachowanie a Dupuy dostał cztery minuty kary za spowodowanie upadku przeciwnika i niesportowe zachowanie. Tyszanie grali w osłabieniu, ale ku zdziwieniu wszystkich zgromadzonych na „Satelicie” zdołali wyrównać po golu Pociechy. Tyski obrońca zdołał wyrównać wynik spotkania w ostatniej minucie podstawowego czasu gry.
Doliczony czas gry padł łupem GKS-u Tychy. Zawodnicy z „Piwnego Miasta” potrzebowali trzech minut by rozstrzygnąć dzisiejsze spotkanie. Bartłomiej Jeziorski cieszył się ze złotego gola gdy po podaniu od Jasona Seeda, posłał silny strzał po lodzie w stronę bramki „Jaśka Murarza”.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


Najnowsze komentarze