Kibice SK 1964
Pisma SK 1964 do Prezydenta Marcina Krupy
Dzisiaj kibice GieKSy opublikowali post w mediach społecznościowych , w którym znalazły się skany pism wysłanych przez Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” do Prezydenta Marcina Krupy w sprawie organizacji trójstronnego spotkania na linii Miasto – Klub – Kibice. We wpisie znaleźć możemy także odpowiedź Wiceprezydenta Waldemara Bojaruna.
Poniżej zamieszczamy treść wiadomości od kibiców oraz skany pism.
Bojkot trwa w najlepsze i mamy wrażenie, że jako środowisko kibicowskie zostaliśmy jedyną stroną, która chcę tę sytuację zmienić.
Od początku naszej decyzji o bojkocie dążymy do trójstronnego spotkania na linii Miasto – Klub – Kibice. Pierwsze pismo do Urzędu Miasta zostało przez nas wysłane już 3 czerwca, jednak na odpowiedź musieliśmy czekać do 29 czerwca. Po jej otrzymaniu, konsultacji w szerszym gronie oraz innych prób dotarcia do urzędników, napisaliśmy 26 lipca kolejne pismo, jednak do tej pory nie uzyskaliśmy na nie odpowiedzi.
Nie chcemy pozostać gołosłowni i prezentujemy Wam treść wszystkich trzech pism wymienionych pomiędzy Właścicielem Klubu, jakim jest Miasto, a Stowarzyszeniem Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, tak by każdy mógł wyrobić sobie opinię. Jak już niejednokrotnie wspominaliśmy — trójstronne spotkanie może przełamać trwający impas. Nasza strona jest gotowa do rozmów. Jako kibiców martwi nas obecna sytuacja, a także coraz bardziej zastanawia postawa Miasta, któremu jako właścicielowi powinno zależeć na jak najszybszym zakończeniu konfliktu.
Przypominamy, że jesteśmy mieszkańcami Katowic, którzy płacą tutaj podatki i biorą udział w wyborach.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.





Kato
15 września 2022 at 05:08
Ciężka sytuacja. Smutne to wszystko co obecnie dzieje się w GieKSie. Ciężko będzie, wszystkie strony bronią obecnie swoich skrajnych stanowisk. Obawiam się że będzie to trwało i trwało.
Irishman
15 września 2022 at 07:02
Jestem od bardzo dawna jednym z forumowiczów, a kibicem Klubu od początku lat 80tych. I mogę śmiało powiedzieć, że przez te wszystkie lata nastąpiła ogromna zmiana w zachowaniu kibiców i bardzo duża jest tu zasługa SK! A choćby prosta sprawa niecenzuralne okrzyki, które teraz zdarzają się wręcz sporadycznie. Wszyscy się przywalili do tego Widzewa. I jasne, że było to głupie i bezsensowne zachowanie. Ale to chyba nie pamiętacie co się u nas kiedyś odwalało! Powtarzam, zawsze z obrzydzeniem obserwowałem takie sytuacje i po prostu wychodziłem ze stadionu gdy to się działo. Ale mam wrażenie, że ta sytuacja z Widzewa, pomimo, że idiotyczna został sztucznie rozdmuchana i wyolbrzymiona. A czy SK, mogło jakoś zareagować. No mogło i byłoby by po sprawie. A tak, to się teraz pisz o kibicach GieKSy jak o strasznych chuliganach, zapominając jak oni ratowali klub, jak go sprzątali, odśnieżali, w jakie akcje charytatywne się angażowali, jak zajmują się dziećmi, także tymi z Domów Dziecka itp.
Kato
15 września 2022 at 07:24
Opuszczenie stadionu i hali przez kibiców, bojkot wszystkich sekcji i domaganie się rezygnacji ze stanowiska prezesa uważam za mało realny i skuteczny. Miasto, czyli główny akcjonariusz jest za obecnym prezesem. Domaga się przeprosin, co z pewnością nie nastąpi. A więc kibice pod płotem a prezes dalej na obiekcie. Tylko jak długo? Hokej to nie mecze z Widzewem gdzie można bojkotować mecze u siebie i jechać na wyjazdy. Kibice hokeja nie jadą na wyjazdy ligii, przynajmniej tak było dotychczas. Więc drużyna będzie grała bez kibiców u siebie i na wyjeździe. Jak długo?
Irishman
15 września 2022 at 08:37
Kato, nie wiem gdzie Ty wyczytałeś, że kibice postulują rezygnacje prezesa? Oni tylko chcą, aby Klub był zarządzany na zdrowych zasadach i tyle.
Zapomniałem wcześniej dodać. Jestem od dawna uczestnikiem Forum i odbiorcą tego co pisze nasza, kibicowska Redakcja. No i ja nie wiem za co SK ma przepraszać prezesa?
No serio! Za to, że kibice chcą, aby dobrze rządzi Klubem??? Jasne, na forum też zdarzają się różne wpisy, których sam bym nie napisał ale….. no też jakoś w mojej przynajmniej ocenie nie są bardzo obraźliwe. Ale może prezes jest jakoś bardzo mało odporny czy tam wrażliwy na pisane o sobie opinie? Cóż, może to w takim razie tylko dziwić, że ktoś taki został przez Magistrat wyznaczony do pełnienia jednak było nie było ważnej funkcji społecznej, narażonej na oceny twardo wyrażającego swoje poglądy środowiska kibicowskiego. Nawiasem mówiąc pamiętam jeszcze prezesa Mariana Dziurowicza. On był w stosunku do swoich podwładnych bardzo wymagający. Ale w stosunku do kibiców zawsze odnosił się z należytym szacunkiem.
Niemniej jednak, choć nie należę ani do SK, ani do Redakcji GieKSy, a jestem tylko szarym kibicem, to jeśli miałoby to pomóc, to za moich kolegów, wszystkich kibiców BARDZO SERDECZNIE PANA PREZESA PRZEPRASZAM!
Natomiast przedstawicieli miasta Katowice proszę o reakcję w tej chorej sytuacji! Może my, kibice jesteśmy uważani za kogoś gorszego ale także jesteśmy w dużej mierze mieszkańcami naszych kochanych Katowic!
Kato
15 września 2022 at 09:25
Irishman
Tak dramatyczna akcja bojkotu, wprowadzona na wszystkie sekcje sportowe Klubu … dalej po ewentualnych rozmowach prezes może zachować stanowisko?
Stanowisko prezesa?
Irishman
15 września 2022 at 11:14
Kato powtórzę. Kibice nigdy nie postulowali zmiany na stanowisku prezesa tylko domagali się i domagają właściwego zarzadzania Klubem, dbałość o marketing (ten wielki, sponsorski, jak i ten na szczeblu pozyskiwania nowych kibiców dla Klubu), postawienia ambitnych celów przed sportowcami zmuszające ich do ciągłego podnoszenia swojego poziomu itp. A już wręcz skandalem były idiotyczne teksty, które można było wyczytać w różnych mediach, sugerujące jakoby chcieli oni bezkarności itp.
Kato
15 września 2022 at 12:55
Irishman
No tak. Taczka to była z budowy nowego stadionu. Teraz rozumiem
Irishman
15 września 2022 at 14:14
Taczka była faktycznie w związku z fatalną oceną poczynań prezesa ze strony kibiców. ale nie był i nie jest to jakiś postulowany przez nich warunek jeśli chodzi o protest.
Irishman
15 września 2022 at 20:14
OK, Panowie rozumiem, że pasowało Wam to jak Klub swoimi działaniami storpedował możliwość zorganizowania piłkarskiego i kibicowskiego święta na wiosnę przy okazji sparingu z Górnikiem? Rozumiem, że nie przeszkadzały Wam smutne minki dzieciaków, gdy odebrano im możliwość zagrania na Bukowej finałów Zagraj na Bukowej? Rozumiem, że świętowaliście ten wspaniały sukces piłkarzy jakim było zdobycie 8-mego miejsca w I lidze? Rozumiem, że teraz będziecie świętować zdobycie 7-mego miejsca….. chociaż nie! Podobno teraz mamy najsilniejszą I ligę w historii więc i zdobycie w niej 10-tego miejsca będzie pewnie ogłoszone sukcesem, podobnie jak wejścia MISTRZA POLSKI do półfinałów w lidze hokeja, w której tak naprawdę liczy się 5 drużyn?
Wasz wybór!
Irishman
15 września 2022 at 20:28
Aha. Tak gwoli ścisłości, to o ile pamiętam, Shellu zrezygnował, bo nie mógł już patrzeć na ten minimalizm.
Łukasz Z.
15 września 2022 at 20:32
Irshman
Naprawdę wierzysz w to co piszesz? Ciebie i Mecze uważałem za njlepszyszych komentatorów na tym portalu, ale teraz zmieniam zdanie. Co Ty masz do celu hokeistów, ta liga jest wyrównana i liczy się kilka drużyn ale nikt nie ma takiej przewagi by ogłaszać że tytuł jest nasz! A co do drużyny piłki nożnej wolisz by Pan trener Gorak ogłosił, że walczymy o mistrza a później spadł do 2 ligi?! Już to przerabialiśmy i byłeś wtedy zadowolony? Ja jestem kibicem Gieksy od połowy lat 80 i przykro mi czytając co się teraz dzieje. Kosa dajcie temu spokój, My jesteśmy lepsi od patolgi z chorzowa i zawsze powinniśmy trzymać poziom. Niech te wipsy Was otrzeźwia na chwałę naszego Klubu!!!!
Pdw
15 września 2022 at 20:46
Chodza na GieKSe 20 lot i jest jedna rzecz MIEJSCE KIBICA JEST NA STADIONIE i tyle jeśbl.. scie se w kolano myślicie ze miasto nimo kasy za te nasze 2tyN8YEs biletów???dejcie se spokoj
Piotr
15 września 2022 at 20:53
GieKSa jest własnością kibiców, klub miejski –> sponsorowany z NASZYCH podatków, biletó, zakupów w sklepiku. Największy problem w klubie to zerowy poziom marketingu, gdyby nie SK1964 Katowice nie wiedziałyby, że mają mistrza 😛 Kibice ratowali klub, przychodzą od lat mimo miernego poziomu, co rusz dostając nowe przekręty (czyt. Król, trener Mandrysz, Dudek) czy anulowanie akcji dla dzieci za „bandyckie zachowania na stadionie (w łodzi dochodzi do bardziej drastycznych scen i nic się nie dzieje). Mikołaj Łopuski został tak 'godnie pożegnany’ (że aż w ogóle) przez zarząd, siatkarze kontrakty mieli rozwiązywane za pośrednictwem maila, a kibice za wsparcie hokeistów rywalizacją o oprawę… usłyszeli że to zasługa prezesa. Jakbyście się czuli, gdyby prezes Waszej firmy utrudniał wam pracę, po czym przypisał sobie każdy sukces?
Pdw
15 września 2022 at 21:05
Piotr takie rzeczy temu pajacowi trzeba wykrzyczeć z blaszoka a nie internetu ku..wa rozumiecie to???taką formą bojkotu robicie mu przysluge a zza miedzy się ciesza
Łukasz Z.
15 września 2022 at 21:29
Toczmek, Kosa. Dalej trzeba więcej naszych opinii? Pewnie znajdą się tacy którzy Was bez refleksji popierają ale to jest słabe i bez poparcia w faktach. Jeszcze raz pisze, fani Gieksy są na poziomie i tymi głodnymi kawałkami nas nie przekonacie. Zebraliscie opinie, to macie ale nie są po Waszej mysli. Wyciągnijcie wnioski!!!!
Toczmek
16 września 2022 at 09:15
Łukasz Z. szanuje zdanie każdego, kto się tutaj wpisuje, jednak ja dalej uważam, że taka forma protestu była jako ostateczność i niestety negatywne działanie i oszustwa doprowadziły do tego, że trzeba było z tego skorzystać.
Odniosę się do Twojego komentarza w temacie celów. Może porozmawiajmy czym w ogóle jest cel? Wyznaczanie celów, które jesteś w stanie spokojnie spełnić ma tyle wspólnego z ambicją, co nic. Z całym szacunkiem, ale wyznaczenie celu na półfinał PO hokeistów, którzy są MP to jest nic innego jak polityczny dupochron, który można potem wykorzystać jako realizacja celu, bo szczerze? na półfinał PO daje szanse na poziomie 90%. Na tym przykładzie uważam, że nasze cele są po prostu tylko i wyłącznie politycznym wyznacznikiem sukcesu i udowodnienia, że przecież wszystko spełniłem, a ile ma to wspólnego z ambicją? Moim zdaniem totalne zero.
W ekstraklasie piłkarskiej masz kilka drużyn, które ma postawione za cel – MP. Jak wiemy, tylko jeden może wygrać, co z resztą? spadną do 1.ligi? To tak nie działa i w sumie trochę dziwi mnie, że ktoś się nabiera na takie sztuczne gadanie. Wyznaczenie celu baraży to jest nierealne? Znaleźć się na 6. miejscu w lidze? serio?
Nie każdy cel zrealizujesz, ale jeśli realizujesz wszystkie to oznacza, że albo jesteś po prostu najlepszy, albo cele są źle wytyczone.
Pdw
16 września 2022 at 13:21
Tak jak juz pisano macie juz wnioski?tak naprawdę prawie każdy mysli ze ta forma jest do bani ale malo kto się chce udzielić przemyślcie to sobie,pany jesteśmy kibicami jednej drużyny nie chce was krytykować ale sami widzicie ze to normalnie w świecie nie wyszło czas na zmiany
Łukasz Z.
16 września 2022 at 13:24
Toczmek stawianie sobie ambitnych celów jest ważne, ale jeszcze ważniejsze są wyniki. A te są! Trzeba naprawdę dużo złej woli by tego nie zauważać. Każda sekcja jest dzisiaj na wyższym poziomie niż powiedzmy 2 lata temu a chyba o to nam chodzi? Wcześniej nasza coroczna walka o awans skończyła się blamażem. Jest cienka granica między ambitnymi celami a pompowaniem balonika który później pęka z hukiem! Niestety coraz bardziej widać to o czym pisało tutaj wielu kibiców,że sprawa ma drugie dno i nie koniecznie o dobro Gieksy tutaj chodzi. Przykre.
Daro
16 września 2022 at 15:52
Po tylu latach kibicowania i patrzenia na to jak działa miasto Katowice wcześniej za Uszoka i teraz za Krupę dochodzę do wniosku że Kosa nic nie da taki prostest ponieważ po pierwsze miasto jest za prezesem i jego działaniami w klubie więc jego dymisja jest mało prawdopodobna, po drugie piszecie że klub traci dużo kasy na biletach i to smutne jest ale wcześniej czy później miasto dołoży jakieś miliony z naszych podatków dla klubu i sobie wszystko wyrównają a ludzie i tak będą głosować na Krupę bo tak jest od lat że w Katowicach nie wygrywają ogólnopolskie partie polityczne.
Na pocieszenie mogę powiedzieć że klub zatrudnił Karola Kuśkę w sprawie marketingu i biznesu i może warto do niego się zwrócić z zapytaniem o spotkanie i pogadanie o funkcjonowanie klubu w dziedzinie marketingu.