Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Takie derby to rzadkość. Było w nich wszystko: olśnienie, piękno, dzikość-media o meczu Ruch-GieKSa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat spotkania Ruch Chorzów – GKS Katowice.

 

1liga.org – 1 Liga Stats: Zapowiedź 16. Kolejki

Rusza szesnasta kolejka w Fortuna 1 Lidze. Poprzednia runda dostarczyła nam sporo trafień, ale my liczymy na jeszcze więcej goli i podkręcenie i tak już wysokiej średniej rozgrywek, która wynosi 2,72 trafienia w każdym ze spotkań. A nie ma wątpliwości, że nadchodzące spotkania mają potencjał, aby przynieść sporo bramek.

[…] Ruch Chorzów – GKS Katowice (29 październik, sobota, 17:30)

Sobotnie popołudnie także minie nam pod znakiem wielkiego hitu, a zarazem starcia derbowego. W Chorzowie Ruch podejmie jednego z największych rywali w regionie, GKS Katowice. Zarówno chorzowianie na własnym stadionie, jak i katowiczanie na wyjazdach, mają bardzo podobne statystyki i zdobywają podobną średnią liczbę punktów na mecz. Wygląda zatem na to, że czeka nas bardzo wyrównane widowisko.

 

Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 16. Kolejki

W obecnej rundzie pozostały do rozegrania jeszcze trzy serie spotkań. Dla graczy Fantasy będą to decydujące kolejki, dlatego warto pomyśleć już teraz o dzikiej karcie (w przypadku osób, które mają jeszcze taką możliwość) i przygotowaniu swojego zespołu na końcówkę rundy. W tej kolejce czeka nas hitowe starcie na Górnym Śląsku, gdzie w meczu derbowym Niebiescy zagrają z GieKSą.

[…] Ruch Chorzów – GKS Katowice

Derby rządzą się swoimi prawami. Starcie Ruchu z GieKSą ma swoją historię i ciężar gatunkowy. W takim meczu każdy wynik jest możliwy, a zawodnicy często wznoszą się na szczyt swoich umiejętności. Ruch po remisie w Opolu wypadł poza ligowe podium. trener Skrobacz nie widzi analogii do wcześniejszych sezonów, ale trudno nie zauważyć,  że Niebiescy kolejny raz łapią delikatną zadyszkę pod koniec rundy. Ruch stał się bardziej przewidywalny dla swoich rywali, a teraz jego piłkarzom przyjdzie zmierzyć się z najlepszą defensywą ligi. Szczepan i Swędrowski będą musieli sporo się napracować, aby rozmontować zasieki przygotowane przez trenera Góraka. Do składu wraca Kasolik. Jego obecność powinna być decydująca przy powstrzymywaniu kontrataków GKS-u. A w tych wiele będzie zleżało od dyspozycji Błąda, Araka oraz Rogali. GKS miał problem ze złapaniem właściwego rytmu w spotkaniu ze Stalą. Zabrakło adrenaliny, o której na pomeczowej konferencji wspominał trener Górak. jednego możemy być pewni. Jego zespół będzie idealnie przygotowany na derby pod względem taktycznym. Jeśli piłkarze GieKSy zrealizują plan swojego sztabu na to spotkanie, mogą pokusić się o zwycięstwo. Ostatni raz Niebiescy rywalizowali z GieKSą przy Cichej 12 maja 2018 roku i wygrali 1:0.

 

sportowefakty.wp.pl – Ruch Chorzów zagra w derbach. Starcie blisko szczytu Fortuna I ligi

Przedostatnia kolejka przed półmetkiem sezonu zapowiada się bardzo dobrze. Ruch Chorzów podejmie także walczący o awans GKS Katowice. W Łodzi wicelider ŁKS powalczy z trzecią w tabeli Arką Gdynia.

Dla Ruchu Chorzów będzie to druga tej jesieni wyczekiwana konfrontacja z regionalnym przeciwnikiem. W Fortuna Pucharze Polski wpadł na Górnika Zabrze i w Wielkich Derbach Śląska przegrał 0:1. Zresztą Górnik w następnej rundzie trafił na GKS Katowice i pokonał również tego pierwszoligowca 2:1. Tym samym bohaterom sobotniego meczu pozostała gra w lidze, a w niej są kandydatami do awansu do PKO Ekstraklasy.

Przed rozpoczęciem kolejki czwarty w tabeli Ruch ma o trzy punkty więcej niż piąty GKS Katowice. Beniaminek nie zwyciężył od trzech meczów, co kosztowało go stratę miejsca premiowanego awansem. Podopieczni Rafała Góraka zdobyli w analogicznym fragmencie sezonu o trzy punkty więcej, dlatego zbliżyli się do Niebieskich. W bezpośrednim meczu mogą ich dogonić.

Oba zespoły z województwa śląskiego dobrze bronią. GKS stracił 12 goli w 15 kolejkach, dzięki czemu ma statystycznie najlepszą defensywę w lidze. Na drugim miejscu w takim rankingu jest ŁKS Łódź, a na trzecim Ruch, który stracił 15 bramek. Gorzej idzie obu drużynom atakowanie.

Od 2003 roku, czyli przez blisko dwie dekady, Ruch walczył z katowiczanami w jednej lidze tylko raz. Także wtedy było to zaplecze PKO Ekstraklasy. Rywalizacja derbowa przebiegła że wskazaniem na Ruch. Zespół z Chorzowa wygrał przy Bukowej 2:1 w październiku 2017 roku, a przy Cichej zwyciężył 1:0 w maju następnego roku. Do rozstania na kolejne cztery lata doszło z powodu spadku Ruchu.

 

sport.interia.pl – Takie derby to rzadkość. Było w nich wszystko: olśnienie, piękno, dzikość

Wiecie co w derbach Ruchu z GieKSą lubię najbardziej? Że nigdy niczego nie można być pewnym do końca. Nawet jeśli jedna z drużyn pewnie prowadziła, a jej zwycięstwo wydawało się niezagrożone, to druga potrafiła często odwrócić losy meczu. Jednego można było być zawsze pewnym. Piłkarze dawali z siebie wszystko, a hałas na trybunach był jedyny

[…] I. Lata 60. Czasy gdy gwiazdy olśniewały publiczność

Ruch przez wiele lat był jedynym klubem, który nigdy nie spadł z ekstraklasy. GKS po powstaniu w 1964 roku, musiał do niej dopiero dostać. Doszło do tego bardzo szybko! Pierwszy mecz między sąsiadami odbył się już w sierpniu 1965 roku. GieKSa grała przecież od razu w II lidze, jako spadkobierca Rapidu Wełnowiec.

Los sprawił, że pierwszy wyjazdowy mecz GieKSy w ekstraklasie odbył się właśnie w Chorzowie, na Cichej. Przeszłość łączy się z teraźniejszością: mecz wzbudził  gigantyczne. Nie było gdzie zaparkować w dużej odległości od stadionu. Każdą wolną przestrzeń zajmowały samochody i motocykle (było lato). Na stadionie miało ugnieść się aż 40 tysięcy kibiców. Najbardziej zdumiewające było to, że fani obu zespołów oglądali ten mecz przemieszani (choć większość z Katowic stała pod zegarem) i nikomu nic się nie stało. Nie było takiej nienawiści jak dziś.

Na boisku padł remis, a najbardziej zachwycił napastnik gości. Gerard Rother, który strzelił dwa gole dla GieKSy. Reporter barwnie napisał, że sprawiał wrażenie Garrinchy albo Gento. Ruch jednak mógł wygrać. W przedostatniej minucie lewoskrzydłowy Eugeniusz Faber posłał dwie petardy w krótkim odstępie dwie petardy, które zazwyczaj wpadały do bramki: tym razem najpierw trafił w obrońcę, potem piłka wyszła na aut tuż obok słupka.

[…] II. Pierwsze ligowe zwycięstwo Katowic

Wydarzyło się w 1966 roku. Ruch do przerwy prowadził po golu wspaniałego „Ojgi” Fabera , ale po przerwie wyrównał Eryk Anczok (brat „Zygi”, gracza Polonii i Górnika), a mecz rozstrzygnęła fenomenalna bomba Gerarda Rothera. Jak donosiła prasa, „Nikt nie byłby w stanie tego obronić”. Dobrze w bramce GieKSy spisywał się Piotr Czaja, który potem stanie się jednym z symboli chorzowskiego Ruchu.

[…] III. Rodzi się wielka GieKSa, ale lepszy Ruch

Przeskakujemy do innej epoki. W połowie lat 80. właśnie rodziła się, powstawała najlepsza GieKSa. Mecz był charakterystyczny, dla tego okresu, bardzo ostry. Dziennikarze podkreślali, że toczył się w angielskim stylu – nikt nie odpuszczał. „Na Bukowej zawsze walczyło się dynamicznie, często leciały iskry, a że tym razem poleciał również Krzysztof Hetmański, to już inna sprawa” – podkreślał sprawozdawca „Sportu”. Już po półgodzinie katowiczanie grali w osłabieniu: czerwoną kartkę za faul zobaczył właśnie Hetmański. To była niecodzienna sytuacja: w pewnym momencie razem z Dariuszem Fornalakiem padli na ziemię, ale starcie się nie skończyło! Gracz GieKSy jeszcze na leżąco zaczął wymierzać sprawiedliwość. Skończyło się czerwoną kartką dla niego i żółtą dla Fornalaka.

Ruch prowadził, ale po przerwie katowiczanie w dziesiątkę zdołali wyrównać dzięki pięknej bramce Jana Furtoka z rzutu wolnego. Ruch miał jednak w swoich szeregach „Gucia” Warzychę, który był „świetnie dysponowany, łatwo uwalniał się spod opieki i wszystko widział”. To on zdobył zwycięską bramkę dla Ruchu.

[…] IV. Derby we Wrocławiu, kto pamięta?

Latem 1989 roku, po pamiętnym, ostatnim jak dotąd mistrzostwie Ruchu, derby odbyły się na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Powodem była to kara za zbyt fanatyczne wyrażanie radości przez kibiców po zdobyciu tytułu. W efekcie chorzowianie musieli trzy mecze na początku nowego sezonu rozegrać jako gospodarz we Wrocławiu. Ktoś wyliczył, że kosztowało ich to 24 miliony starych złotych.

Ruch był wówczas liderem, wygrał trzy wcześniejsze mecze sezonu (dwa z nich za trzy punkty, czyli co najmniej trzema bramkami, taki był wówczas przepis). Był w gazie, ale – jak zwykle – na GKS-ie nie robiło to wtedy wrażenia w myśl zasady: „Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”. Wspaniale grał wówczas Janusz Nawrocki. Sędzia dwa razy pokazał „jedenastkę” za faule na nim, ale Wiktor Morcinek wykorzystał tylko jedną. Katowiczanie i tak wygrali jednak za trzy punkty.

[…] V. Nie poddawaj się nigdy

Skok w kolejną dekadę. Niezwykły mecz, który dobrze pamiętam. W tamtym meczu grał obecny prezes Ruchu Seweryn Siemianowski. GKS Katowice właśnie zwolnił trenera Piotra Piekarczyka, którego zastąpił Jacek Góralczyk. Goście mieli ambicje, byli faworytem, a Ruch miał trochę gorszy okres, chciał uciec przed strefą spadkową. Spotkanie rozpoczęło się wystrzałem: GieKSa po efektownym rajdzie Zdzisława Strojka prowadziła zaledwie po 72 sekundach! Jeszcze do przerwy katowicki stoper Kazimierz Węgrzyn zdobył drugiego gola.

Piętnaście minut w szatni zmieniło wszystko. W drugiej połowie Ruch złapał jakiś czarodziejski wiatr w żagle. Kontaktowego gola strzeli „Gitara” Wawrzyczek, człowiek o najdłuższej stopie w lidze. Potem Janusz Jojko, odbijając piłkę, trafił w Marka Świerczewskiego. Samobój… Kibice Ruchu musieli mieć satysfakcję… Kiedy mecz już się kończył podanie Mariusza Śrutwy wykorzystał Krzysztof Bizacki. Stadion – wyjątkiem sektora gości za bramką – oszalał ze szczęścia.

[…] VI. Triumf chuligaństwa

Lata 90. to okres największego rozwydrzenia na ligowych stadionach w Polsce. Często co kolejkę dochodziło do zamieszek i awantur. Przykładem może być mecz między GKS-em, a Ruchem z 1998 roku. Spotkanie zostało przerwany po 45 minutach z powodu gorszących zajść. To też widziałem to na własne oczy… Do pierwszych bijatyk doszło już pół godziny przed meczem. W pewnym momencie przy biernej postawie służb porządkowych kilkudziesięciu szalikowców z obu stron starło się na środku boiska. Fani Ruchu wyłamali część ogrodzenia oddzielającego trybuny od płyty boiska. Na murawę leciały kamienie, deski i petardy. Wtedy na stadion wjechały dwa opancerzone wozy z armatkami wodnymi.  Mecz rozpoczął się z 20-minutowym opóźnieniem. Po 25 znowu zaczęły się zamieszki. Sędzia znowu przerwał spotkanie. Do katowickich kibiców podbiegli piłkarze GKS i próbowali ich uspokoić. Także napastnik Ruchu Mariusz Śrutwa apelował do chorzowskich kibiców o spokój.

Udało się być spokojnym przez 12 minut. Kiedy sędzia wznowił spotkanie, kibice Ruchu rzucili na murawę świecę dymną. Arbiter znowu przerwał mecz. W przerwie policjanci ustawili kordony oddzielające szalikowców obu drużyn od boiska. Sędzia w porozumieniu z obserwatorem odgwizdał koniec zawodów. Rannych zostało 18 kibiców i 15 policjantów. 53 pseudokibiców, w tym 24 nieletnich, zatrzymała policja. Dwóch ochroniarzy trafiło do szpitala. Uszkodzono 4 radiowozy i 8 tramwajów (jeden doszczętnie). Miesiąc później mecz powtórzono, już bez udziału publiczności. Wygrała GieKSa po samobójczym golu Tomasza Szuflity w 58. minucie.

[…] VII. Wodospad – najpiękniejszy, choć nielegalny wyczyn trybun

Ostatni wspólny mecz w ekstraklasie. Katowice grały wtedy jako Dospel, były rewelacją sezonu. Jedyną bramkę zdobył uderzeniem z przewrotki Jacek Kowalczyk, choć goście z oburzeniem protestowali, że noga przy strzale była podniesiona niebezpiecznie wysoko. Mecz przeszedł też do historii z powodu niezwykłej oprawy. Słynny wodospad na Blaszoku (kaskada ze sztucznych ogni z dachu) był jedyny w swoim rodzaju. Jestem przeciwnikiem pirotechniki na stadionach, ale nie mogę być obojętnym na piękno. To było najpiękniejsze widowisko pirotechniczne, jakie widziałem w życiu.

[…] VIII. Ostatni raz

Ostatni raz oba zespoły spotkały się w lidze w 2018 roku. Do śląskich derbów doszło tuż przed końcem sezonu, w 31. kolejce. Niebieskim odjęto 6 punktów za zaległości finansowe i zajmowali ostatnie miejsce. GKS grał o awans do ekstraklasy i był wiceliderem. Mimo to mecz wygrał Ruch po bramce Macieja Urbańczyka z rzutu karnego. Z piłkarzy, którzy wtedy pojawili się na boisku zostali do dziś już tylko Patryk Sikora w Ruchu i Adrian Błąd w GKS-ie.  Ruch zakończył wtedy jednak ligę na ostatnim miejscu zaliczając drugi spadek z rzędu. Z kolei GKS Katowice nie awansował – zajął 5. miejsce, a promocję wywalczyły Miedź Legnica i Zagłębie Sosnowiec.

[…] IX. Dziś: kolejny rozdział wspaniałej historii

29 października 2022: czas na kolejna odsłonę tej niecodziennej historii. Trzy lata temu kibice GKS-u Katowice zrzucili z chorzowskiej estakady na rynek kilkaset ulotek informujących o śmierci Ruchu Chorzów. Na szczęście oba kluby istnieją, działają, rozpalają emocje. Niech wygra sport. O nic więcej nie proszę.

 

sportdziennik.com – Ruch znów z GieKSą – trzy lata po nekrologach. Co łączy, a co dzieli…

Dziś o 17:30 przy Cichej 6 rozpocznie się jeden z hitów jesieni w Fortuna 1. Lidze, czyli pierwsze od 4,5 sezonu derby Ruchu Chorzów z GKS-em Katowice, które z trybun obejrzy komplet widzów, ale bez grupy fanatyków gości.

Niesamowite, jak piłkarska fortuna kołem się toczy. Nieco ponad trzy lata temu kibice GKS-u Katowice zrzucili z chorzowskiej estakady na rynek kilkaset ulotek stylizowanych – jeśli dobrze pamiętamy – na nekrolog, informując o śmierci Ruchu Chorzów. Sąsiedzi byli wtedy po trzech z rzędu spadkach, a na rynku spotkali się, by dyskutować o trwającym już bojkocie i liście postulatów do spełnienia, bez których nie dogadają się z udziałowcami i nie zaczną wspierać spółki mającej klub w trzeciej lidze, tylko kumulować energię wokół UKS-u. Dziś swój bojkot ma GieKSa. Jej kibiców zabraknie przy Cichej – mimo że przeciwwskazań nie miał wojewoda, policja, PZPN, sam Ruch – co jest pokłosiem konfliktu fanatyków z prezesem Markiem Szczerbowskim. Oba kluby po tych nieco ponad trzech latach są pierwszoligowcami, a to chorzowianie – wtedy już grzebani przez sąsiadów – przystąpią dziś do derbów z wyższej, bo czwartej pozycji w tabeli. GKS jest piąty z 3 punktami straty.

CO DZIELI?

KSZTAŁT TABELI. Algorytmy „expected points” (punktów oczekiwanych) programu analitycznego WyScout wskazują, że miejsce Ruchu jest niedoszacowane bo zasłużył na pierwsze! – przed Arką Gdynia i Zagłębiem Sosnowiec. Beniaminek punktuje zatem poniżej tego, na co zasłużył na boisku. GKS – wręcz przeciwnie. Tu algorytm daje znać, że u katowiczan jest ponad stan. Są w pierwszej piątce, a w klasyfikacji ułożonej według „expected points” – dopiero 11.

TERMINARZ. Ruch do derbów miał aż 8 dni przygotowań, bo tyle minęło od ostatniego spotkania w Opolu z Odrą (1:1). GKS miał go dużo bardziej napięty. 9 dni temu, w czwartek, grał pucharowe derby z Górnikiem Zabrze (1:2), z kolei w poniedziałek bezbramkowo zremisował ze Stalą Rzeszów. Okoliczność łagodząca i ułatwiająca regenerację to fakt, że oba te mecze odbyły się przy Bukowej. Ale w Chorzowie raczej nie biorą pod uwagę, by sfera fizyczna, motoryczna, mogła być wskutek terminarza tego popołudnia problemem GieKSy.

PARK. No i – zależy, którędy się pojedzie – jeszcze Klimzowiec. Stadiony obu klubów dzieli raptem 6 kilometrów Drogowej Trasy Średnicowej oraz ul. Złotej, które autem pokona się bez korków w 8 minut. Rowerem to jakieś 20 minut. Trudno wyobrazić sobie bliżej położone stadiony, jeśli mówimy o drużynach z innych miast.

NAJŚWIEŻSZE WSPOMNIENIA. W 2018 roku Ruch przegrywał wiosną niemalże jak leci. Od Miedzi Legnica, Pogoni Siedlce czy Wigier Suwałki dostawał baty 0:6 czy 1:6. GKS przyjechał na Cichą jako drużyna walcząca o awans i mogąca przypieczętować spadek „Niebieskich” – historyczny, pierwszy na trzeci poziom rozgrywkowy. Trener Dariusz Fornalak wystawił bardzo młody skład i doszło do sensacji. Po bramce Macieja Urbańczyka z rzutu karnego chorzowianie wygrali 1:0. GieKSa nie awansowała, Ruch i tak spadł, choć w tamtym sezonie odniósł dwa derbowe zwycięstwa, bo przy Bukowej było 2:1 po golach Vilima Posinkovicia i Michała Walskiego (dla katowiczan trafił Armin Cerimagić).

AKTUALNE SERIE. Ruch – dopiero drugi raz w tym sezonie – ma na koncie 3 mecze bez wygranej (1:1 w Rzeszowie, 2:4 z Arką, 1:1 w Opolu), zaś GKS legitymuje się passą 7 spotkań bez ligowej porażki (1:0 w Opolu, 2:2 w Łęcznej, 1:1 z Tychami, 1:0 ze Skrą, 1:0 z Chrobrym, 1:1 w Niepołomicach, 0:0 ze Stalą).

PERSPEKTYWY. Nie chodzi już tylko o nowy stadion, choć to oczywiście niezmiernie istotne. W Katowicach buduje się on od niemal dokładnie roku, w Chorzowie mówi się, że „trzeba, kiedyś, jak nas będzie stać”. To miasta jak z dwóch galaktyk. Chorzów nie ma pomysłu (może to niemożliwe?) , jak uczynić błogosławieństwo, a nie przekleństwo z bliskości Katowic, stolicy kilkumilionowej metropolii. Ciekawa była niedawna rozmowa red. Marcina Zasady z Marcinem Krupą na antenie „Radia Piekary”. Prezydent Katowic wprost dawał do zrozumienia, że powinno się dążyć w ramach metropolii do stworzenia mniejszej liczby miast, może wręcz jednego. Chorzów dzielnicą Katowic? Brzmi to teraz zupełnie abstrakcyjnie, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. Bogaty katowicki samorząd po wybudowaniu nowego stadionu będzie miał narzędzia, by robić tu dużą piłkę, spróbować ściągnąć inwestora, a na trybuny – nową grupę kibiców, którzy na Bukowej nie bywają. To perspektywa zupełnie inna niż ta w Chorzowie, gdzie już teraz klub dochodzi do ściany i bez większego budżetu ani stadionu przebić będzie ją bardzo trudno.

AKCJONARIAT. Właścicielem większościowym GKS-u – jak innych klubów województwa: Podbeskidzia, Piasta, Górnika, Zagłębia, Tychów – jest samorząd, podczas gdy w Ruchu jest trzech około 25-procentowych akcjonariuszy: Zdzisław Bik, Aleksander Kurczyk i miasto, jako jedyne z tego grona wspierające żywą gotówką. W Chorzowie klub musi wykazywać miastu, czemu zasługuje na dotację, na pieniądze. Na ten i poprzedni rok dotacje wynosiły niespełna 2 miliony złotych. Można odnieść wrażenie, że w Katowicach jest odwrotnie i to włodarze miasta czasem powinni przekonywać mieszkańców, czemu znów tak hojnie sypią na GKS. Dotacja na 2022 rok wyniosła 17,5 mln zł, choć oczywiście kwota ta dzielona jest jeszcze na sekcje piłki nożnej kobiet, siatkówki czy hokeja. Sama piłka kobieca (dane za 2021 r.) została doinwestowana kwotą ponad 1 mln zł, czyli ponad połową tego, na co Ruch może liczyć w Chorzowie. I kolejna rzecz dająca do myślenia – wkrótce Katowice dokapitalizują GKS kwotą 2,5 mln zł, jeszcze w tym roku, acz nie są to środki związane bezpośrednio z sekcją piłkarską.

ŚLĄSKOŚĆ W SZATNI. Przed sezonem pisząc o transferach Ruchu wskazywaliśmy, że trener Jarosław Skrobacz – Ślązak, mający śląski sztab – mógłby wystawić jedenastkę złożoną wyłącznie ze Ślązaków. W GKS-ie tych regionalnych akcentów jest znacznie mniej; z zawodników podstawowych, to de facto jedynie Dawid Kudła, Bartosz Jaroszek i – choć ostatnio występuje nieco rzadziej – Marcin Urynowicz. Nie ma co kryć – szatnia chorzowska, z katowiczanami Tomaszem Wójtowiczem i Jakubem Witkiem, klimat derbów ma pod skórą mocniej niż ta katowicka.

WYCHOWANKOWIE. Ruch wypuścił w ostatnich latach w świat niejednego zawodnika, niejeden też w Ruchu nabierał rozpędu. Ale mówmy o wychowankach – Kamilu Grabarze, Michale Heliku, Mateuszu Boguszu… GKS dorobił się de facto tylko Tomasza Hołoty i kilku pierwszoligowych wyrobników, jak Krzysztof Wołkowicz, Bartosz Sobotka.

POŁOWY. Układaliśmy niedawno w „Sporcie” taki ranking. GKS okazał się w nim pierwszoligowcem najlepszym w pierwszych połowach, Ruch – w drugich. Ciekawe, czy dziś przy Cichej też się to potwierdzi.

CO ŁĄCZY?

BOJKOT. Jedni go poczuli, drudzy czują. Tyle tylko, że – mimo niedawnej medialnej ofensywy, otwarciu się na rozmowy ze „Sportem” – nadal wiele postronnych osób może nie rozumieć, o co tak naprawdę chodzi kibicom GKS-u, którzy nie chodzą na domowe mecze w ramach protestu przeciw rządom Marka Szczerbowskiego. W 2019 roku bojkot Ruchu był klarowniejszy, a pytania o jego powody – retoryczne, skoro klub był po trzech z rzędu spadkach. Klarowniejszy i krótszy, potrwał od początku sezonu do połowy października. Dziś nie doczekamy się pierwszej od 20 lat wizyty kibiców GieKSy w Chorzowie, ale… może lepiej było nie ryzykować? Prawdopodobieństwo ekscesów byłoby wysokie, a te nie są dziś potrzebne ani Ruchowi, walczącemu o dotację z miasta (w czwartek zarząd wystąpił przed radnymi), ani samym kibicom GKS-u, próbującym przedstawiać opinii publicznej swoje racje w gestii bojkotu.

KILKA ZNANYCH TWARZY. Po stronie GieKSy występy w Ruchu w CV mają Michał Kołodziejski (w Młodej Ekstraklasie) oraz Jakub Arak, który przy Cichej stawiał pierwsze kroki w ekstraklasie. Prezes Marek Szczerbowski jako dyrektor Stadionu Śląskiego szefował przed laty grupie roboczej mającej przygotować „Niebieskich” do przenosin na „Kocioł czarownic”, a wizja ta – ówczesnego prezesa Dariusza Smagorowicza – jak wiemy nie spełniła się. Po stronie Ruchu znajdujemy kierownika Andrzeja Urbańczyka, byłego bramkarza GKS-u (lata 2005-07), czy – zostając przy sztabie – przede wszystkim Jarosława Skrobacza, który w latach 2011-13 był drugim trenerem GieKSy, asystentem trenera Rafała Góraka. Kilkanaście lat temu z Chorzowa do Katowic wypożyczony był Łukasz Janoszka, nie tak dawno, bo w drugiej lidze, grał tam Kacper Michalski. Ale pisząc o zawodniczych związkach katowicko-chorzowskich na pierwszy plan rzuca się i tak Tomasz Foszmańczyk. W Ruchu – kapitan, jedna z twarzy „Czasu odbudowy”. Dla wielu fanatyków GieKSy – jedna z twarzy lat niepowodzeń w walce o ekstraklasę, na którego zrzuca się sporą odpowiedzialność zwłaszcza za nieudany finisz wiosny 2018 i do dziś mu to wypomina. Kto wie, może piłkarskie życie chce tu jeszcze napisać jakąś historię? I to nie przypadek, że rewanż, przy Bukowej, odbędzie się w przedostatniej kolejce sezonu? Ileż on może ważyć…

DEFENSYWA. Jedni i drudzy są pod tym względem w top3. GKS stracił 12 bramek, ŁKS – 14, a Ruch – 15. To znamionuje, że m.in. z tego powodu trudno dziś spodziewać się przy Bukowej otwartego meczu.

KATOWICE. Choć na co dzień nie jest to w przestrzeni miejskiej tak widoczne, jak kiedyś, Katowice to nadal bardzo duży fan-club Ruchu. W stowarzyszeniu kibiców „Wielki Ruch” więcej członków, niż z Katowic, jest jedynie z Chorzowa i Rudy Śląskiej. Z medialnej wścibskości trochę ubolewamy, że Ruch nigdy nie zdecydował się policzyć po którymś meczu kibiców z Katowic i opublikować te dane. Mamy wrażenie, że – w odniesieniu do frekwencji przy Bukowej (naturalnie tej sprzed bojkotu) – byłyby bardzo interesujące.

GIEŁDA. Oba kluby są spółkami notowanymi na giełdzie NewConnect, zobowiązane do przedstawiania kwartalnych raportów, dlatego są transparentne, a każdy ciekawski może co kilka miesięcy próbować wyłuskać coś dla siebie.

Ruch gra dziś ostatni domowy mecz udanego dla siebie roku, zwieńczonego awansem, stojącego pod znakiem pamiętnych baraży z Radunią czy Motorem. Dziś chorzowianie – którzy na dobę przed meczem rzucili jeszcze do sprzedaży pulę biletów zarezerwowaną pierwotnie dla GieKSy – liczą zapewne na kolejne magiczne popołudnie przy Cichej 6. W ważnych meczach ostatnio nie zawodzili, podobnie jak GKS od momentu powrotu Rafała Góraka, wygrywając w poprzednim sezonie tabelę ułożoną tylko dla województwa śląskiego. Tej jesieni też nie uległ lokalnym rywalom – imiennikowi z Tychów czy Zagłębiu. Jak będzie dziś? Ognia!

 

Grajmy tak, jak zawsze. I dołóżmy kilka procent!

Rozmowa z Sewerynem Siemianowskim, prezesem Ruchu Chorzów, który dziś po 4,5-letniej przerwie rozegra derby z GKS-em Katowice.

Jakie ma pan wspomnienia z derbów z GieKSą?

Seweryn SIEMIANOWSKI: – Z GieKSą to ja debiutowałem! W 1994 roku, w Katowicach, rozegrałem swój pierwszy mecz w ekstraklasie. Przegraliśmy 0:1, po bramce Krzysztofa Walczaka, bodaj w 81 minucie. W katowickim „Sporcie” dostałem za ten mecz „ósemkę”. I to jeszcze przy żółtej kartce! Był to więc dobry debiut, choć niestety bez efektu w postaci punktów Ruchu. W rewanżu przegrywaliśmy już do przerwy 0:2, a ostatecznie wygraliśmy 3:2, działo się to za trenera Albina Wiry. Potem – wiadomo – nasze drogi z GKS-em przecinały się jeszcze kilka razy. W 1999 roku, gdy spadał z ekstraklasy, na Bukowej skończyło się 1:0 dla nas po golu Włodarczyka z karnego. Na jakimś filmie z tego meczu wypatrzyłem samego siebie, z numerem 11… Te derby zawsze były na poziomie.

W przerwie zimowej grywaliśmy turnieje w „Spodku”, to była fajna impreza, potem została zawieszona. Jako trener grup młodzieżowych, z dzieciakami wielokrotnie gra się mecze z GKS-em. Mają klimat, emocji bywa więcej niż u seniorów. Wszyscy to czują, każdy podchodzi do takiego spotkania, jakby grał o mistrzostwo świata. Dlatego śląskie ligi juniorów na każdym szczeblu mają tak wysoki poziom, porównując do reszty kraju. U nas zagęszczenie klubów jest bardzo duże, społeczności mają tu wpojony w krew futbol od wielu lat, takie starcia w cotygodniowych rozgrywkach są dobre dla wszystkich. Chłopaki przyzwyczajają się do pewnego stresu, grając potem w seniorskiej piłce podobne derby są już w pewnym stopniu uodpornieni, czują mniejszy stres.

[…] Rozmawiamy w momencie, gdy nie jest to jeszcze oficjalnie potwierdzone, ale niemal przesądzone, że zabraknie na Cichej kibiców GieKSy.

Seweryn SIEMIANOWSKI: – Ze swojej strony jako Ruch robiliśmy wszystko, by u nas zagościli – ryzykując tym, że na 24 godziny przed meczem nie zdążymy sprzedać reszty biletów. A walczymy o każdy pojedynczy bilet, każdą złotówkę! To też oczywiste, że bardziej kosztowna jest też ochrona na takich meczach i trudno, byśmy na to spoglądali. Dlatego ewentualny brak kibiców GKS-u nie może być zrzucony na nas. Wszelkie niesnaski panujące w GKS-ie nie są naszą sprawą. My bojkot mieliśmy trzy lata temu, jako społeczność poradziliśmy sobie z tym w bardzo dobry sposób, złą energię przekuwając w coś dobrego. Nie wiem, jak potoczy się to w GKS-ie. To inny klub, ma inne problemy, do których nie chcę się odnosić.

 

ksruch.com – „Koncentracja przez cały czas”

[…] GKS Katowice to drużyna, która bardzo dobrze radzi sobie w pierwszych połowach ligowych meczów, w których dużo bramek strzela i mało traci. Ponad połowa goli zdobytych przez katowiczan padło w pierwszych 30. minutach spotkań. Bramkowy bilans drugich połów jest natomiast ujemny. W Ruchu odwrotnie. „Niebiescy” dużo lepiej grają w drugich częściach, w których strzelili 14 bramek, tracąc tylko sześć.

[…] – Dużo lepiej wyglądają też ich pierwsze połowy. Wynika to też ze sposobu gry – idą bardzo wysoko, odważnie, doskakują, nawet jeśli te odległości są większe, idą na dużej szybkości. To wymaga sporo sił i z czasem zespół poddawany tak agresywnej grze, jeśli potrafi utrzymać się przy piłce, to tempo siada, stąd takie drugie połowy. Może to być złudne. Trzeba być skoncentrowanym cały czas – mówi trener Jarosław Skrobacz.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga