Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Solidne strzelanie w sparingu GKS-u Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

 

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują sekcję piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Mistrzynie Polski w piłce nożnej kobiet przygotowując się do rozgrywek sezonu 2023/24 rozegrały przedostatnie spotkanie kontrolne przed starem ligi z Rekordem Bielsko-Biała. W meczu padł remis 3:3, do przerwy prowadziły piłkarki GieKSy 3:1. W ostatnim sparingu przed startem ligi piłkarki zagrają 12 sierpnia ze Slavią Praga. Spotkanie zostanie rozegrane w Vyskovie o godzinie 14:00. Piłkarze rozegrali trzecie spotkanie nowego sezonu, z Motorem Lublin 1:1. Nasz zespół prowadził do przerwy 1:0. Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Kolejny mecz piłkarze rozegrają w piątek, 11 sierpnia o godzinie 20:30 ze spadkowiczem Wisłą Płock. Siatkarze wrócą do treningów 10 sierpnia. Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie, którzy rozpoczęli treningi przed nowym sezonem, zmienili terminy rozgrywania meczy sparingowych. W sobotę 19 sierpnia zostanie rozegrany sparing z ukraińskim klubem Sokół Kijów. Mecz zostanie rozegrany w Tychach, jednocześnie mecz kontrolny z Zagłębiem Sosnowiec zaplanowany na 30 sierpnia został odwołany. Sam Marklud został zawodnikiem hokejowej GieKSy.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Solidne strzelanie w sparingu GKS-u Katowice

Powoli dobiega końca letni okres przygotowawczy GKS-Katowice przed rozpoczęciem sezonu 2023/2024 Orlen Ekstraligi. Aktualne mistrzynie Polski dzisiaj rozegrały swój przedostatni mecz sparingowy.

Trzy poprzednie mecze kontrolne GieKSa rozgrywała na obcym terenie, a były to spotkania ze Spartakiem Myjava, TME SMS-em Łódź oraz Medykiem POLOmarket Konin. Dzisiejsza gra kontrolna była pierwszym letnim sprawdzianem rozgrywanym na własnym obiekcie, przy ul. Bukowej. Przeciwniczkami katowiczanek były piłkarki Rekordu Bielsko-Biała, beniaminka Orlen Ekstraligi.

Mecz od samego początku układał się zgodnie ze spodziewanym scenariuszem, mianowicie to zawodniczki GieKSy nadawały ton tej rywalizacji. Katowiczanki mogły zaliczyć naprawdę mocne wejście w to spotkanie, bowiem już po dziesięciu minutach mogły wygrywać 2:0, gdyby więcej szczęścia przy finalizacji akcji miały Dżesika Jaszek i Julia Włodarczyk. Wynik spotkania otworzyła Nicola Brzęczek, która bardzo dobrze wykończyła dośrodkowanie autorstwa Kamili Tkaczyk. Kolejna szansa przed GieKSą pojawiła się dziesięć minut później, tym razem jednak nowa bramkarka Rekordu, Jessica Ludwiczak, wyszła obronną ręką z pojedynku z Nicolą Brzęczek. Po chwili niepotrzebna strata w środkowej części boiska miała dla katowiczanek bardzo nieprzyjemny finał, gdyż po przejęciu piłki wprost na bramkę popędziła Daria Długokęcka i skutecznym strzałem pokonała Weronikę Klimek. Końcowe minuty pierwszej części gry należały do wyróżniającej się w ostatnich spotkaniach Dżesiki Jaszek. Najpierw świetnie zachowała się w polu karnym mijające bramkarkę Rekordu i umieszczając piłkę w pustej bramce, chwilę później wyprowadziła zespół na dwubramkowe prowadzenie, dobrze kończąc akcję zapoczątkowaną przez Anitę Turkiewicz.

Druga część spotkania miała podobny przebieg jak pierwsza, przeważała GieKSa, ale to zawodniczka z Bielska-Białej strzeliły bramkę kontaktową. W 63. minucie gry w zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazła się Roksana Gulec, nowa zawodniczka, która wczoraj podpisała z Rekordem dwuletni kontrakt. W katowickim zespole zagrożenie pod bramką bielszczanek stwarzały kolejno Dominika Misztal, Anita Turkiewicz i Julia Włodarczyk, która była najbliżej zdobycia bramki po efektownym dryblingu w 68. minucie meczu. W samej końcówce spotkania szczęście uśmiechnęło się do piłkarek beniaminka Orlen Ekstraligi, po faulu Kamili Tkaczyk podyktowany został rzut karny, który na bramkę zamieniła Karolina Czyż. Spotkanie zakończyło się remisem, który z przebiegu meczu można by było określić jako remis ze wskazaniem na GKS Katowice.

bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała 3:3 (3:1)

To był najtrudniejszy z dotychczasowych sprawdzianów, naprzeciw stanęły aktualne mistrzynie kraju.

Zgodnie z przewidywaniami mecz toczony był przy przewadze gospodyń spotkania. – Ale też nie było tak, że daliśmy się katowiczankom zdominować! – zastrzega Mateusz Żebrowski, trener bielszczanek. – Mieliśmy swój plan na ten mecz, staraliśmy się go realizować, aczkolwiek dwóch indywidualnych błędów, skutkujących utratą gola, się nie ustrzegliśmy. Finalnie osiągnęliśmy niezły wynik, po dobrej i konsekwentnej grze – podsumowuje szkoleniowiec beniaminka Orlen Ekstraligi.

To jeszcze słów kilka o golach dla „rekordzistek”, acz podkreślić również warto niezły występ obu bramkarek biało-zielonych – Jessiki Ludwiczak i testowanej zawodniczki, która błysnęła interwencjami przy uderzeniach m.in. Dominiki Misztal i Anity Turkiewicz.

Do wyrównania na 1:1 doprowadziła po solowej akcji Daria Długokęcka. Przy drugim trafieniu dla Rekordu przytomnością i refleksem w polu karnym GKS-u wykazała się Roksana Gulec, której w zdobyciu gola nie przeszkodziło spore zamieszanie. Ta sama zawodniczka została pod koniec meczu sfaulowana w „szesnastce” przez Kamilę Tkaczyk. Z 11-u metrów celnie przymierzyła Karolina Czyż.

sportdziennik.com – Czy to dopiero przedsMAK?

Lepszego debiutu przy Bukowej Mateusz Mak chyba nie mógł sobie wymarzyć. Pojawił się na boisku w drugiej połowie meczu z Chrobrym i 4 minuty po wejściu na murawę już miał na swoim koncie 2 gole.

Były to niezwykle ważne trafienia, bo GKS do tego momentu remisował z głogowianami 1:1. Tym samym Mak nie tylko udowodnił swoją przydatność w zespole, ale również zagwarantował swojej nowej drużynie pierwsze trzy punkty w sezonie.

Mak pojawił się w Katowicach po nieco gorszym sezonie w ekstraklasowej Stali Mielec. Współpracę z trenerem Górakiem zaczął doskonale, ale szkoleniowiec przypomniał, że to nie pierwszy raz, kiedy spotyka się z ofensywnym zawodnikiem w swojej karierze. Bracia Mak (Michał i Mateusz) poznali aktualnego szkoleniowca GKS-u już na samym początku swojej kariery w dorosłym futbolu.

– Oni przeze mnie zostali wyciągnięci ze Stadionu Śląskiego i trafili do seniorskiej piłki do Ruchu Radzionków. To był piękny okres, kiedy ci młodzi chłopcy wchodzili do dużej piłki. Wiadomo, że ta bramka (strzelona z Chrobrym, przyp. red.) spowodowała we mnie wybuch, może nie euforii, ale radości – powiedział na pomeczowej konferencji Rafał Górak.

Dzięki takim występom, jak ten w poniedziałek, zostaje się ulubieńcem publiczności. Kibice GKS-u żywiołowo zareagowali na obie strzelone przez Maka bramki. I choć w dwóch pierwszych kolejkach sezonu wchodził na boisko z ławki, teraz trudno jest sobie wyobrazić, że nie znajdzie się dla niego miejsce w pierwszym składzie. Tym bardziej, że zawodnik otwarcie mówi o tym, jakie ma plany na ten sezon.

– Cieszę się z dwóch bramek, z tego, że mogłem pomóc drużynie. Nie ukrywam, że przyszedłem po to, żeby strzelać gole. Chcę jak najwięcej pomagać i pokazać, że mam ochotę wrócić do ekstraklasy, tam gdzie jest moje miejsce. Tym samym chcę zapracować razem z GieKSą na to, żeby ten klub też się tam znalazł – stwierdził 31-letni piłkarz.

W ostatnich sezonach w GieKSie być może brakowało kogoś takiego, z tak dużym doświadczeniem w ekstraklasie. Choć Mak nie był najbardziej bramkostrzelnym piłkarzem w swoich ostatnich klubach, to w czasach, gdy grał w I lidze, liczba jego bramek w sezonie sięgała nawet „dwucyfrówki”. Dublet w debiucie przy Bukowej jakby był potwierdzeniem tego, że na zapleczu Mak jest jeszcze groźniejszy, niż gdy gra w ekstraklasie.

Na to, że nowy nabytek GKS-u stanie się liderem formacji ofensywnej nie liczą tylko kibice, ale wierzy w to również jego bliskie, klubowe otoczenie.

– Myślę, że jest wartością dodaną do szatni. Fajnie się wprowadził i sami widzimy – zdobył dwie bramki i oby takich więcej – opisał pierwsze tygodnie współpracy z Makiem kapitan zespołu Arkadiusz Jędrych.

– Ogromnie się cieszę, że Mateusz strzelił te gole i że jest z nami. To będzie na pewno duże wzmocnienie naszego zespołu – stwierdził natomiast szkoleniowiec katowiczan.

Przed GKS-em jeszcze mnóstwo meczów w tym sezonie. Jednak już teraz można się zacząć zastanawiać, na co będzie stać podopiecznych Rafała Góraka w tym sezonie? Wydaje się, że najbliższe spotkanie z Motorem Lublin może wyjaśnić to, w jakim miejscu znajdują się aktualnie „Trójkolorowi” z Katowic.

MATEUSZ MAK

ur. 14 listopada 1991

Mecze/gole w ekstraklasie 161/27

Mecze/gole w I lidze 99/25

Oś czasu:

2010-2012 Ruch Radzionków

2012-2015 GKS Bełchatów

2015-2019 Piast Gliwice

2019-2023 Stal Mielec

2023– GKS Katowice

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Ciekawa kompozycja

W połowie zmieniony zespół z Katowic rozegra przed nowym sezonem PlusLigi dziesięć meczów kontrolnych. Do sezonu przygotowuje się również Łukasz Kozub.

Siatkarska „GieKSa” do potentatów finansowych PlusLigi nie należy, ale działacze oraz trenerzy co sezon starają się stworzyć zespół na miarę możliwości. Trzeba powiedzieć, że wychodzi im to całkiem zgrabnie, bo przez przewinęło się przezeń wielu zawodników, którzy znaleźli się w kadrze narodowej i w niej zadebiutowali (m.in. Jan Firlej czy Karol Butryn). A ponadto w zespole jest dwóch tegorocznych kadrowiczów: przyjmujący Jakub Szymański oraz środkowy Sebastian Adamczyk.

– Stworzyliśmy zespół na miarę naszych możliwości budżetowych. Będzie w nim występowało wielu siatkarzy o wysokich umiejętnościach – przekonuje dyrektor sekcji, Jakub Bochenek. – Mamy kilku młodych zawodników, przed którymi tworzy się okazja na debiut oraz zdobycie doświadczenia w PlusLidze. Eksperci twierdzą, że mamy ciekawą drużynę, zdolną do zrobienia niejednej niespodzianki w rozgrywkach ligowych. To jednak rozważania czysto teoretyczne. Na razie przed nami przygotowania do trudnego sezonu oraz seria meczów kontrolnych.

Drużyna zmieniła się w połowie, ale najistotniejsze roszady nastąpiły na pozycjach rozgrywających oraz środkowych. Łukasz Kozub, 25-letni rozgrywający, mistrz świata kadetów (2015), mistrz Europy (2016) i świata juniorów (2017; zdobywał również nagrody indywidualne), po roku gry we francuskim Stade Poitevin Poitiers, powraca na ligowe parkiety.

Kozub, rzeszowianin z urodzenia, zaczynał karierę w AKS-ie Resovia. Potem przeszedł szkolenie w SMS-ie Spale, a w lidze występował w Treflu Gdańsk. Gdy Lukas Kampa zdecydował się na przenosiny z Jastrzębia do Gdańska, wówczas wybrał grę we Francji. Nowy rozgrywający GKS-u miał okazję debiutu w reprezentacji podczas Ligi Narodów w 2022 roku i zdobył z nią brązowy medal. Jego zmiennikiem będzie 27-letni Piotr Fenoszyn (KPS Siedlce), mający za sobą grę na I-ligowych parkietach.

Do duetu przyjmujących: Szymański – Wiktor Mielczarek dołączył duet: Marcin Waliński – Lukas Vasina. Ten pierwszy ma bogate doświadczenie w PlusLidze i powinien być solidnym punktem drużyny trenera Grzegorza Słabego. Z kolei reprezentant Czech ma spore ambicje sportowe i chciałby znacznie zaznaczyć swoją obecność w PlusLidze. Do środkowego Adamczyka dołączyli: powracający z Resovii Bartłomiej Krulicki oraz 26-letni Łukasz Usowicz, mający za sobą grę w Norwidzie Częstochowa i ostatnio w MKS-ie Będzin, oraz niespełna 23-letni Maciej Wóz (ZAKSA Strzelce Op.).

Drużyna po raz pierwszy zbierze się 10 sierpnia, a dzień później przejdzie badania w katowickiej AWF. Po kilku treningach w siłowni oraz na piasku 16 sierpnia wyjedzie na turniej siatkówki plażowej PreZero Grand Prix do Gdańska. Zespół GKS-u w grupie zagra z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, Immergasem Warszawa (pod taką nazwą wystąpi w tej imprezie Projekt), Barkomem Każany Lwów. Dopiero po tym turnieju siatkarze przystąpią do właściwych przygotowań do sezonu. Za przygotowanie fizyczne nadal jest odpowiedzialny trener Piotr Karlik, zaś od strony siatkarskiej duet Słaby – Emil Siewiorek. Ten ostatni jest nową twarzą w zespole, podobnie jak statystyk Maciej Barczyński.

W połowie września GKS rozpoczyna cykl meczów towarzyskich, w sumie będzie ich 10. GKS zmierzy się u siebie sparingi z beniaminkiem PlusLigi Exact Systems Norwidem Częstochowa (15.09.), Asseco Resovią (16.09.), PGE GiEK Skrą Bełchatów (6 i 7.10.) oraz Eneą Czarnymi Radom (12 i 13.10.). Z kolei na wyjazdach siatkarze z Katowic spotkają z Projektem (22 i 23.09. w Błoniach pod Warszawą) oraz Cuprum Lubin (29 i 30.09.).

W 1. kolejce ligowej GKS zagra 20 października na własnym parkiecie z Treflem Gdańsk.

siatka.org – Jakub Bochenek: stworzyliśmy zespół na miarę naszych możliwości budżetowych

GKS Katowice w przerwie między sezonami zbudował ciekawy zespół. W drużynie zostało kilku graczy z poprzedniego sezonu, a do nich dołączą nowi siatkarze z potencjałem. Włodarzom klubu z Katowic udało się zatrzymać dwóch kadrowiczów: Jakuba Szymańskiego oraz Sebastiana Adamczyka. Z nowych zawodników, duże nadzieje wiąże się z transferem Łukasza Kozuba, który wraca do PlusLigi po rocznej przerwie.

Oprócz Łukasza Kozuba, na rozegraniu zobaczymy Piotra Fenoszyna, który ma za sobą grę głównie na parkietach pierwszoligowych. Ciekawa rywalizacja zapowiada się na pozycji przyjmującego. Do Jakuba Szymańskiego i Wiktora Mielczarka dołączą w tym sezonie Marcin Waliński i Lukas Vasina. Wzmocnień nie zabrakło również na pozycji środkowego. Obok Sebastiana Adamczyka na środku siatki zobaczymy Bartłomieja Krulickiego, który ostatnio reprezentował barwy Asseco Resovii Rzeszów. Oprócz niego, nowymi środkowymi zostali również Łukasz Usowicz i Maciej Wóz.

Jakub Bochenek, dyrektor sekcji siatkówki w GKS-ie, cieszy się z tego, jaką drużynę udało się zbudować. – Stworzyliśmy zespół na miarę naszych możliwości budżetowych. Będzie w nim występowało wielu siatkarzy o wysokich umiejętnościach. Mamy kilku młodych zawodników, przed którymi tworzy się okazja na debiut oraz zdobycie doświadczenia w PlusLidze. Eksperci twierdzą, że mamy ciekawą drużynę, zdolną do zrobienia niejednej niespodzianki w rozgrywkach ligowych. To jednak rozważania czysto teoretyczne. Na razie przed nami przygotowania do trudnego sezonu oraz seria meczów kontrolnych – zaznacza Jakub Bochenek.

GKS Katowice rozpocznie przygotowania do sezonu 10 sierpnia. Pierwszym etapem będą treningi na piasku, bo już 16 sierpnia zespół uda się do Gdańska na turniej PreZero Grand Prix. Po turnieju siatkarze wrócą do Katowic, by rozpocząć przygotowania do rozgrywek PlusLigi.

HOKEJ

hokej.net – Marklund dołączył do GieKSy. Grał w młodzieżowych reprezentacjach

Sam Marklund został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. 30-letni napastnik, który w przeszłości występował w młodzieżowych reprezentacjach Szwecji, związał się z ekipą mistrza Polski rocznym kontraktem.

Marklund (183 cm, 86 kg) może grać zarówno na środku ataku, jak i na lewym skrzydle. Nie boi się ciężkiej pracy po obu stronach tafli oraz twardej i ofiarnej gry. Jest też zawodnikiem kreatywnym.

Zdecydowaną większość swojej kariery spędził w swojej ojczyźnie, gdzie miał okazję rozegrać 34 mecze w SHL, w której zdobył 2 gole. Z drużyną Växjö Lakers dane było mu rywalizować w Hokejowej Lidze Mistrzów (7 meczów, 2 asysty).

Dużo lepiej radził sobie w Hockey Allsvenskan, stanowiącym bezpośrednie zaplecze szwedzkiej ekstraligi. Wystąpił tam łącznie w 379 meczach, gromadząc w nich 70 goli i 89 asyst. Sędziowie nałożyli na niego 296 minut karnych.

Sam Marklund ostatni sezon spędził w brytyjskiej Elite Ice Hockey League, reprezentując barwy Guildford Flames. „Płomienie” zajęły drugie miejsce po fazie zasadniczej, ale grę w play-offach zakończyły już na etapie ćwierćfinału. 30-letni napastnik rozegrał w sumie 54 mecze, w których strzelił 21 bramek i zanotował 26 kluczowych zagrań. Na ławce kar spędził w sumie 57 minut.

– Sam to napastnik, który może występować zarówno na pozycji centra, jak i skrzydłowego. Charakteryzuje go ciężka praca po obu stronach tafli oraz umiejętność wykończenie akcji ofensywnej zarówno golem, jak i asystą, co pokazał ubiegły sezon. Liczymy na to, że pokaże pełnię swoich umiejętności w naszym zespole – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.

GieKSa testuje trzech wychowanków Naprzodu

Szefostwo GKS Katowice jest w trakcie zamykania kadry swojego zespołu na nadchodzący sezon TAURON Hokej Ligi. Z ekipą mistrza Polski trenuje trzech młodych graczy, występujących ostatnio w zespole SMS-u Katowice, którzy są wychowankami Naprzodu Janów.

Chodor Błażej to 17-letni obrońca, który ostatnie dwa sezony spędził w SMS-ie PZHL Katowice, występując w Młodzieżowej Hokej Lidze. Wcześniej natomiast jeden sezon spędził w 1. lidze w Naprzodzie Janów, rozgrywając tam 7 spotkań i notując w nich 3 bramki i 2 asysty.

Pierwszy sezon spędzony w SMS-ie zakończył z 20 spotkaniami i 14 punktami za 6 bramek i 8 asyst. W minionym sezon natomiast rozegrał 33 mecze, w których zdobył 30 punktów, na co złożyło się 13 trafień i 17 kluczowych zagrań. Na ławce kar spędził natomiast 67 minut.

Był też reprezentantem Polski do lat 18 i 20. Na obu turniejach mistrzowskich zdobył jedynie asystę na MŚIB U18. W klasyfikacji plus/minus wypadł łącznie z kolei na -5.

Drugim z nich jest Karol Moś, który również był zawodnikiem SMS-u PZHL Katowice. 18-letni napastnik już od sezonu 2019/20 zbiera doświadczenie w Młodzieżowej Hokej Lidze. Przez pierwsze dwa sezony występował jedynie w Naprzodzie Janów, ale potem częściej gościł w barwach SMS-u.

W minionym sezonie zespole SMS-u wystąpił 34 razy,. Na jego koncie pojawiło się 28 punktów za12 bramek i 16 asyst. Na ławce kar w tym czasie spędził jedynie 12 minut.

Ostatnim testowanym graczem jest z kolei Jakub Musioł. Ma on19 lat i podobnie jak jego koledzy ostatnio szlifował swoją formę w katowickim SMS-ie, gdzie występował od sezonu 2021/22.

Wychowanek Naprzodu Janów w sezonie 2022/23 rozegrał 32 mecze dla SMS-u. Napastnik zaksięgował w nich aż 38 punktów. 15-krotnieumieściłkrążekw bramce i 23 razy asystował

Płachta: Odeszło od nas kilku hokeistów, ale to normalna rzecz

Od tygodnia na lodzie są już hokeiści GKS-u Katowice, którzy przygotowują się do nadchodzącego sezonu 2023/2024 TAURON Hokej Ligi. W tym tygodniu ekipa mistrza Polski rozpocznie pracę nad taktyką zespołu. – Pokażemy, co chcemy grać zwłaszcza nowym zawodnikom, których w naszych szeregach nie brakuje – przekonuje Jacek Płachta, trener GieKSy.

– Powrót na lód to fajne uczucie. Letnie treningi to dla chłopaków ciężka praca, a więc powrót na lód jest czymś pozytywnym – zaznaczył Jacek Płachta, trener mistrzów Polski.

– Pierwszy tydzień naszej pracy to typowe oswojenie się z lodem. Musimy pojeździć i złapać timing, a od przyszłego tygodnia będziemy pracować nad taktyką. Pokażemy, co chcemy grać zwłaszcza nowym zawodnikom, których w naszych szeregach nie brakuje – dodał.

Warto zaznaczyć, że katowiczanie pierwszy sparing rozegrają już w najbliższy czwartek, a ich rywalem będzie czeski pierwszoligowiec HC RT Torax Poruba.

W swoim planie mają też zmagania z Lausitzer Füchse z DEL2, a zamiast konfrontacji z Zagłębiem Sosnowiec, która pierwotnie miała odbyć się 30 sierpnia, zagrają z Sokiłem Kijów w Tychach. Ten mecz został zaplanowany na 19 sierpnia.

– Jak kontraktowaliśmy sparingpartnerów, to nie myśleliśmy o Pucharze Kontynentalnym, ale chcieliśmy się zmierzyć z innym stylem – podkreślił 54-letni szkoleniowiec.

Przypomnijmy również, że katowiczanie pożegnali się z takimi hokeistami jak Brandon Magee, Matias Lehtonen czy Juraj Šimek. Pozyskali natomiast dotąd siedmiu nowych zawodników, a w tym gronie znaleźli się bramkarz Michał Kieler, obrońcy Santeri Koponen i Noah Delmas oraz występujący w ataku Olli Iisakka, Sam Marklund, Ben Sokay i Mateusz Michalski.

– Dla nas ważne było, aby pasowali do naszego stylu. Pasowali do drużyną charakterem i myślę, że znaleźliśmy zawodników, którzy na pewno dobrze wkomponują się do naszego zespołu. Odeszło też kilku hokeistów, ale jest to normalna rzecz – zakończył.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga