Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Solidne strzelanie w sparingu GKS-u Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

 

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują sekcję piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Mistrzynie Polski w piłce nożnej kobiet przygotowując się do rozgrywek sezonu 2023/24 rozegrały przedostatnie spotkanie kontrolne przed starem ligi z Rekordem Bielsko-Biała. W meczu padł remis 3:3, do przerwy prowadziły piłkarki GieKSy 3:1. W ostatnim sparingu przed startem ligi piłkarki zagrają 12 sierpnia ze Slavią Praga. Spotkanie zostanie rozegrane w Vyskovie o godzinie 14:00. Piłkarze rozegrali trzecie spotkanie nowego sezonu, z Motorem Lublin 1:1. Nasz zespół prowadził do przerwy 1:0. Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Kolejny mecz piłkarze rozegrają w piątek, 11 sierpnia o godzinie 20:30 ze spadkowiczem Wisłą Płock. Siatkarze wrócą do treningów 10 sierpnia. Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie, którzy rozpoczęli treningi przed nowym sezonem, zmienili terminy rozgrywania meczy sparingowych. W sobotę 19 sierpnia zostanie rozegrany sparing z ukraińskim klubem Sokół Kijów. Mecz zostanie rozegrany w Tychach, jednocześnie mecz kontrolny z Zagłębiem Sosnowiec zaplanowany na 30 sierpnia został odwołany. Sam Marklud został zawodnikiem hokejowej GieKSy.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Solidne strzelanie w sparingu GKS-u Katowice

Powoli dobiega końca letni okres przygotowawczy GKS-Katowice przed rozpoczęciem sezonu 2023/2024 Orlen Ekstraligi. Aktualne mistrzynie Polski dzisiaj rozegrały swój przedostatni mecz sparingowy.

Trzy poprzednie mecze kontrolne GieKSa rozgrywała na obcym terenie, a były to spotkania ze Spartakiem Myjava, TME SMS-em Łódź oraz Medykiem POLOmarket Konin. Dzisiejsza gra kontrolna była pierwszym letnim sprawdzianem rozgrywanym na własnym obiekcie, przy ul. Bukowej. Przeciwniczkami katowiczanek były piłkarki Rekordu Bielsko-Biała, beniaminka Orlen Ekstraligi.

Mecz od samego początku układał się zgodnie ze spodziewanym scenariuszem, mianowicie to zawodniczki GieKSy nadawały ton tej rywalizacji. Katowiczanki mogły zaliczyć naprawdę mocne wejście w to spotkanie, bowiem już po dziesięciu minutach mogły wygrywać 2:0, gdyby więcej szczęścia przy finalizacji akcji miały Dżesika Jaszek i Julia Włodarczyk. Wynik spotkania otworzyła Nicola Brzęczek, która bardzo dobrze wykończyła dośrodkowanie autorstwa Kamili Tkaczyk. Kolejna szansa przed GieKSą pojawiła się dziesięć minut później, tym razem jednak nowa bramkarka Rekordu, Jessica Ludwiczak, wyszła obronną ręką z pojedynku z Nicolą Brzęczek. Po chwili niepotrzebna strata w środkowej części boiska miała dla katowiczanek bardzo nieprzyjemny finał, gdyż po przejęciu piłki wprost na bramkę popędziła Daria Długokęcka i skutecznym strzałem pokonała Weronikę Klimek. Końcowe minuty pierwszej części gry należały do wyróżniającej się w ostatnich spotkaniach Dżesiki Jaszek. Najpierw świetnie zachowała się w polu karnym mijające bramkarkę Rekordu i umieszczając piłkę w pustej bramce, chwilę później wyprowadziła zespół na dwubramkowe prowadzenie, dobrze kończąc akcję zapoczątkowaną przez Anitę Turkiewicz.

Druga część spotkania miała podobny przebieg jak pierwsza, przeważała GieKSa, ale to zawodniczka z Bielska-Białej strzeliły bramkę kontaktową. W 63. minucie gry w zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazła się Roksana Gulec, nowa zawodniczka, która wczoraj podpisała z Rekordem dwuletni kontrakt. W katowickim zespole zagrożenie pod bramką bielszczanek stwarzały kolejno Dominika Misztal, Anita Turkiewicz i Julia Włodarczyk, która była najbliżej zdobycia bramki po efektownym dryblingu w 68. minucie meczu. W samej końcówce spotkania szczęście uśmiechnęło się do piłkarek beniaminka Orlen Ekstraligi, po faulu Kamili Tkaczyk podyktowany został rzut karny, który na bramkę zamieniła Karolina Czyż. Spotkanie zakończyło się remisem, który z przebiegu meczu można by było określić jako remis ze wskazaniem na GKS Katowice.

bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała 3:3 (3:1)

To był najtrudniejszy z dotychczasowych sprawdzianów, naprzeciw stanęły aktualne mistrzynie kraju.

Zgodnie z przewidywaniami mecz toczony był przy przewadze gospodyń spotkania. – Ale też nie było tak, że daliśmy się katowiczankom zdominować! – zastrzega Mateusz Żebrowski, trener bielszczanek. – Mieliśmy swój plan na ten mecz, staraliśmy się go realizować, aczkolwiek dwóch indywidualnych błędów, skutkujących utratą gola, się nie ustrzegliśmy. Finalnie osiągnęliśmy niezły wynik, po dobrej i konsekwentnej grze – podsumowuje szkoleniowiec beniaminka Orlen Ekstraligi.

To jeszcze słów kilka o golach dla „rekordzistek”, acz podkreślić również warto niezły występ obu bramkarek biało-zielonych – Jessiki Ludwiczak i testowanej zawodniczki, która błysnęła interwencjami przy uderzeniach m.in. Dominiki Misztal i Anity Turkiewicz.

Do wyrównania na 1:1 doprowadziła po solowej akcji Daria Długokęcka. Przy drugim trafieniu dla Rekordu przytomnością i refleksem w polu karnym GKS-u wykazała się Roksana Gulec, której w zdobyciu gola nie przeszkodziło spore zamieszanie. Ta sama zawodniczka została pod koniec meczu sfaulowana w „szesnastce” przez Kamilę Tkaczyk. Z 11-u metrów celnie przymierzyła Karolina Czyż.

sportdziennik.com – Czy to dopiero przedsMAK?

Lepszego debiutu przy Bukowej Mateusz Mak chyba nie mógł sobie wymarzyć. Pojawił się na boisku w drugiej połowie meczu z Chrobrym i 4 minuty po wejściu na murawę już miał na swoim koncie 2 gole.

Były to niezwykle ważne trafienia, bo GKS do tego momentu remisował z głogowianami 1:1. Tym samym Mak nie tylko udowodnił swoją przydatność w zespole, ale również zagwarantował swojej nowej drużynie pierwsze trzy punkty w sezonie.

Mak pojawił się w Katowicach po nieco gorszym sezonie w ekstraklasowej Stali Mielec. Współpracę z trenerem Górakiem zaczął doskonale, ale szkoleniowiec przypomniał, że to nie pierwszy raz, kiedy spotyka się z ofensywnym zawodnikiem w swojej karierze. Bracia Mak (Michał i Mateusz) poznali aktualnego szkoleniowca GKS-u już na samym początku swojej kariery w dorosłym futbolu.

– Oni przeze mnie zostali wyciągnięci ze Stadionu Śląskiego i trafili do seniorskiej piłki do Ruchu Radzionków. To był piękny okres, kiedy ci młodzi chłopcy wchodzili do dużej piłki. Wiadomo, że ta bramka (strzelona z Chrobrym, przyp. red.) spowodowała we mnie wybuch, może nie euforii, ale radości – powiedział na pomeczowej konferencji Rafał Górak.

Dzięki takim występom, jak ten w poniedziałek, zostaje się ulubieńcem publiczności. Kibice GKS-u żywiołowo zareagowali na obie strzelone przez Maka bramki. I choć w dwóch pierwszych kolejkach sezonu wchodził na boisko z ławki, teraz trudno jest sobie wyobrazić, że nie znajdzie się dla niego miejsce w pierwszym składzie. Tym bardziej, że zawodnik otwarcie mówi o tym, jakie ma plany na ten sezon.

– Cieszę się z dwóch bramek, z tego, że mogłem pomóc drużynie. Nie ukrywam, że przyszedłem po to, żeby strzelać gole. Chcę jak najwięcej pomagać i pokazać, że mam ochotę wrócić do ekstraklasy, tam gdzie jest moje miejsce. Tym samym chcę zapracować razem z GieKSą na to, żeby ten klub też się tam znalazł – stwierdził 31-letni piłkarz.

W ostatnich sezonach w GieKSie być może brakowało kogoś takiego, z tak dużym doświadczeniem w ekstraklasie. Choć Mak nie był najbardziej bramkostrzelnym piłkarzem w swoich ostatnich klubach, to w czasach, gdy grał w I lidze, liczba jego bramek w sezonie sięgała nawet „dwucyfrówki”. Dublet w debiucie przy Bukowej jakby był potwierdzeniem tego, że na zapleczu Mak jest jeszcze groźniejszy, niż gdy gra w ekstraklasie.

Na to, że nowy nabytek GKS-u stanie się liderem formacji ofensywnej nie liczą tylko kibice, ale wierzy w to również jego bliskie, klubowe otoczenie.

– Myślę, że jest wartością dodaną do szatni. Fajnie się wprowadził i sami widzimy – zdobył dwie bramki i oby takich więcej – opisał pierwsze tygodnie współpracy z Makiem kapitan zespołu Arkadiusz Jędrych.

– Ogromnie się cieszę, że Mateusz strzelił te gole i że jest z nami. To będzie na pewno duże wzmocnienie naszego zespołu – stwierdził natomiast szkoleniowiec katowiczan.

Przed GKS-em jeszcze mnóstwo meczów w tym sezonie. Jednak już teraz można się zacząć zastanawiać, na co będzie stać podopiecznych Rafała Góraka w tym sezonie? Wydaje się, że najbliższe spotkanie z Motorem Lublin może wyjaśnić to, w jakim miejscu znajdują się aktualnie „Trójkolorowi” z Katowic.

MATEUSZ MAK

ur. 14 listopada 1991

Mecze/gole w ekstraklasie 161/27

Mecze/gole w I lidze 99/25

Oś czasu:

2010-2012 Ruch Radzionków

2012-2015 GKS Bełchatów

2015-2019 Piast Gliwice

2019-2023 Stal Mielec

2023– GKS Katowice

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Ciekawa kompozycja

W połowie zmieniony zespół z Katowic rozegra przed nowym sezonem PlusLigi dziesięć meczów kontrolnych. Do sezonu przygotowuje się również Łukasz Kozub.

Siatkarska „GieKSa” do potentatów finansowych PlusLigi nie należy, ale działacze oraz trenerzy co sezon starają się stworzyć zespół na miarę możliwości. Trzeba powiedzieć, że wychodzi im to całkiem zgrabnie, bo przez przewinęło się przezeń wielu zawodników, którzy znaleźli się w kadrze narodowej i w niej zadebiutowali (m.in. Jan Firlej czy Karol Butryn). A ponadto w zespole jest dwóch tegorocznych kadrowiczów: przyjmujący Jakub Szymański oraz środkowy Sebastian Adamczyk.

– Stworzyliśmy zespół na miarę naszych możliwości budżetowych. Będzie w nim występowało wielu siatkarzy o wysokich umiejętnościach – przekonuje dyrektor sekcji, Jakub Bochenek. – Mamy kilku młodych zawodników, przed którymi tworzy się okazja na debiut oraz zdobycie doświadczenia w PlusLidze. Eksperci twierdzą, że mamy ciekawą drużynę, zdolną do zrobienia niejednej niespodzianki w rozgrywkach ligowych. To jednak rozważania czysto teoretyczne. Na razie przed nami przygotowania do trudnego sezonu oraz seria meczów kontrolnych.

Drużyna zmieniła się w połowie, ale najistotniejsze roszady nastąpiły na pozycjach rozgrywających oraz środkowych. Łukasz Kozub, 25-letni rozgrywający, mistrz świata kadetów (2015), mistrz Europy (2016) i świata juniorów (2017; zdobywał również nagrody indywidualne), po roku gry we francuskim Stade Poitevin Poitiers, powraca na ligowe parkiety.

Kozub, rzeszowianin z urodzenia, zaczynał karierę w AKS-ie Resovia. Potem przeszedł szkolenie w SMS-ie Spale, a w lidze występował w Treflu Gdańsk. Gdy Lukas Kampa zdecydował się na przenosiny z Jastrzębia do Gdańska, wówczas wybrał grę we Francji. Nowy rozgrywający GKS-u miał okazję debiutu w reprezentacji podczas Ligi Narodów w 2022 roku i zdobył z nią brązowy medal. Jego zmiennikiem będzie 27-letni Piotr Fenoszyn (KPS Siedlce), mający za sobą grę na I-ligowych parkietach.

Do duetu przyjmujących: Szymański – Wiktor Mielczarek dołączył duet: Marcin Waliński – Lukas Vasina. Ten pierwszy ma bogate doświadczenie w PlusLidze i powinien być solidnym punktem drużyny trenera Grzegorza Słabego. Z kolei reprezentant Czech ma spore ambicje sportowe i chciałby znacznie zaznaczyć swoją obecność w PlusLidze. Do środkowego Adamczyka dołączyli: powracający z Resovii Bartłomiej Krulicki oraz 26-letni Łukasz Usowicz, mający za sobą grę w Norwidzie Częstochowa i ostatnio w MKS-ie Będzin, oraz niespełna 23-letni Maciej Wóz (ZAKSA Strzelce Op.).

Drużyna po raz pierwszy zbierze się 10 sierpnia, a dzień później przejdzie badania w katowickiej AWF. Po kilku treningach w siłowni oraz na piasku 16 sierpnia wyjedzie na turniej siatkówki plażowej PreZero Grand Prix do Gdańska. Zespół GKS-u w grupie zagra z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, Immergasem Warszawa (pod taką nazwą wystąpi w tej imprezie Projekt), Barkomem Każany Lwów. Dopiero po tym turnieju siatkarze przystąpią do właściwych przygotowań do sezonu. Za przygotowanie fizyczne nadal jest odpowiedzialny trener Piotr Karlik, zaś od strony siatkarskiej duet Słaby – Emil Siewiorek. Ten ostatni jest nową twarzą w zespole, podobnie jak statystyk Maciej Barczyński.

W połowie września GKS rozpoczyna cykl meczów towarzyskich, w sumie będzie ich 10. GKS zmierzy się u siebie sparingi z beniaminkiem PlusLigi Exact Systems Norwidem Częstochowa (15.09.), Asseco Resovią (16.09.), PGE GiEK Skrą Bełchatów (6 i 7.10.) oraz Eneą Czarnymi Radom (12 i 13.10.). Z kolei na wyjazdach siatkarze z Katowic spotkają z Projektem (22 i 23.09. w Błoniach pod Warszawą) oraz Cuprum Lubin (29 i 30.09.).

W 1. kolejce ligowej GKS zagra 20 października na własnym parkiecie z Treflem Gdańsk.

siatka.org – Jakub Bochenek: stworzyliśmy zespół na miarę naszych możliwości budżetowych

GKS Katowice w przerwie między sezonami zbudował ciekawy zespół. W drużynie zostało kilku graczy z poprzedniego sezonu, a do nich dołączą nowi siatkarze z potencjałem. Włodarzom klubu z Katowic udało się zatrzymać dwóch kadrowiczów: Jakuba Szymańskiego oraz Sebastiana Adamczyka. Z nowych zawodników, duże nadzieje wiąże się z transferem Łukasza Kozuba, który wraca do PlusLigi po rocznej przerwie.

Oprócz Łukasza Kozuba, na rozegraniu zobaczymy Piotra Fenoszyna, który ma za sobą grę głównie na parkietach pierwszoligowych. Ciekawa rywalizacja zapowiada się na pozycji przyjmującego. Do Jakuba Szymańskiego i Wiktora Mielczarka dołączą w tym sezonie Marcin Waliński i Lukas Vasina. Wzmocnień nie zabrakło również na pozycji środkowego. Obok Sebastiana Adamczyka na środku siatki zobaczymy Bartłomieja Krulickiego, który ostatnio reprezentował barwy Asseco Resovii Rzeszów. Oprócz niego, nowymi środkowymi zostali również Łukasz Usowicz i Maciej Wóz.

Jakub Bochenek, dyrektor sekcji siatkówki w GKS-ie, cieszy się z tego, jaką drużynę udało się zbudować. – Stworzyliśmy zespół na miarę naszych możliwości budżetowych. Będzie w nim występowało wielu siatkarzy o wysokich umiejętnościach. Mamy kilku młodych zawodników, przed którymi tworzy się okazja na debiut oraz zdobycie doświadczenia w PlusLidze. Eksperci twierdzą, że mamy ciekawą drużynę, zdolną do zrobienia niejednej niespodzianki w rozgrywkach ligowych. To jednak rozważania czysto teoretyczne. Na razie przed nami przygotowania do trudnego sezonu oraz seria meczów kontrolnych – zaznacza Jakub Bochenek.

GKS Katowice rozpocznie przygotowania do sezonu 10 sierpnia. Pierwszym etapem będą treningi na piasku, bo już 16 sierpnia zespół uda się do Gdańska na turniej PreZero Grand Prix. Po turnieju siatkarze wrócą do Katowic, by rozpocząć przygotowania do rozgrywek PlusLigi.

HOKEJ

hokej.net – Marklund dołączył do GieKSy. Grał w młodzieżowych reprezentacjach

Sam Marklund został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. 30-letni napastnik, który w przeszłości występował w młodzieżowych reprezentacjach Szwecji, związał się z ekipą mistrza Polski rocznym kontraktem.

Marklund (183 cm, 86 kg) może grać zarówno na środku ataku, jak i na lewym skrzydle. Nie boi się ciężkiej pracy po obu stronach tafli oraz twardej i ofiarnej gry. Jest też zawodnikiem kreatywnym.

Zdecydowaną większość swojej kariery spędził w swojej ojczyźnie, gdzie miał okazję rozegrać 34 mecze w SHL, w której zdobył 2 gole. Z drużyną Växjö Lakers dane było mu rywalizować w Hokejowej Lidze Mistrzów (7 meczów, 2 asysty).

Dużo lepiej radził sobie w Hockey Allsvenskan, stanowiącym bezpośrednie zaplecze szwedzkiej ekstraligi. Wystąpił tam łącznie w 379 meczach, gromadząc w nich 70 goli i 89 asyst. Sędziowie nałożyli na niego 296 minut karnych.

Sam Marklund ostatni sezon spędził w brytyjskiej Elite Ice Hockey League, reprezentując barwy Guildford Flames. „Płomienie” zajęły drugie miejsce po fazie zasadniczej, ale grę w play-offach zakończyły już na etapie ćwierćfinału. 30-letni napastnik rozegrał w sumie 54 mecze, w których strzelił 21 bramek i zanotował 26 kluczowych zagrań. Na ławce kar spędził w sumie 57 minut.

– Sam to napastnik, który może występować zarówno na pozycji centra, jak i skrzydłowego. Charakteryzuje go ciężka praca po obu stronach tafli oraz umiejętność wykończenie akcji ofensywnej zarówno golem, jak i asystą, co pokazał ubiegły sezon. Liczymy na to, że pokaże pełnię swoich umiejętności w naszym zespole – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.

GieKSa testuje trzech wychowanków Naprzodu

Szefostwo GKS Katowice jest w trakcie zamykania kadry swojego zespołu na nadchodzący sezon TAURON Hokej Ligi. Z ekipą mistrza Polski trenuje trzech młodych graczy, występujących ostatnio w zespole SMS-u Katowice, którzy są wychowankami Naprzodu Janów.

Chodor Błażej to 17-letni obrońca, który ostatnie dwa sezony spędził w SMS-ie PZHL Katowice, występując w Młodzieżowej Hokej Lidze. Wcześniej natomiast jeden sezon spędził w 1. lidze w Naprzodzie Janów, rozgrywając tam 7 spotkań i notując w nich 3 bramki i 2 asysty.

Pierwszy sezon spędzony w SMS-ie zakończył z 20 spotkaniami i 14 punktami za 6 bramek i 8 asyst. W minionym sezon natomiast rozegrał 33 mecze, w których zdobył 30 punktów, na co złożyło się 13 trafień i 17 kluczowych zagrań. Na ławce kar spędził natomiast 67 minut.

Był też reprezentantem Polski do lat 18 i 20. Na obu turniejach mistrzowskich zdobył jedynie asystę na MŚIB U18. W klasyfikacji plus/minus wypadł łącznie z kolei na -5.

Drugim z nich jest Karol Moś, który również był zawodnikiem SMS-u PZHL Katowice. 18-letni napastnik już od sezonu 2019/20 zbiera doświadczenie w Młodzieżowej Hokej Lidze. Przez pierwsze dwa sezony występował jedynie w Naprzodzie Janów, ale potem częściej gościł w barwach SMS-u.

W minionym sezonie zespole SMS-u wystąpił 34 razy,. Na jego koncie pojawiło się 28 punktów za12 bramek i 16 asyst. Na ławce kar w tym czasie spędził jedynie 12 minut.

Ostatnim testowanym graczem jest z kolei Jakub Musioł. Ma on19 lat i podobnie jak jego koledzy ostatnio szlifował swoją formę w katowickim SMS-ie, gdzie występował od sezonu 2021/22.

Wychowanek Naprzodu Janów w sezonie 2022/23 rozegrał 32 mecze dla SMS-u. Napastnik zaksięgował w nich aż 38 punktów. 15-krotnieumieściłkrążekw bramce i 23 razy asystował

Płachta: Odeszło od nas kilku hokeistów, ale to normalna rzecz

Od tygodnia na lodzie są już hokeiści GKS-u Katowice, którzy przygotowują się do nadchodzącego sezonu 2023/2024 TAURON Hokej Ligi. W tym tygodniu ekipa mistrza Polski rozpocznie pracę nad taktyką zespołu. – Pokażemy, co chcemy grać zwłaszcza nowym zawodnikom, których w naszych szeregach nie brakuje – przekonuje Jacek Płachta, trener GieKSy.

– Powrót na lód to fajne uczucie. Letnie treningi to dla chłopaków ciężka praca, a więc powrót na lód jest czymś pozytywnym – zaznaczył Jacek Płachta, trener mistrzów Polski.

– Pierwszy tydzień naszej pracy to typowe oswojenie się z lodem. Musimy pojeździć i złapać timing, a od przyszłego tygodnia będziemy pracować nad taktyką. Pokażemy, co chcemy grać zwłaszcza nowym zawodnikom, których w naszych szeregach nie brakuje – dodał.

Warto zaznaczyć, że katowiczanie pierwszy sparing rozegrają już w najbliższy czwartek, a ich rywalem będzie czeski pierwszoligowiec HC RT Torax Poruba.

W swoim planie mają też zmagania z Lausitzer Füchse z DEL2, a zamiast konfrontacji z Zagłębiem Sosnowiec, która pierwotnie miała odbyć się 30 sierpnia, zagrają z Sokiłem Kijów w Tychach. Ten mecz został zaplanowany na 19 sierpnia.

– Jak kontraktowaliśmy sparingpartnerów, to nie myśleliśmy o Pucharze Kontynentalnym, ale chcieliśmy się zmierzyć z innym stylem – podkreślił 54-letni szkoleniowiec.

Przypomnijmy również, że katowiczanie pożegnali się z takimi hokeistami jak Brandon Magee, Matias Lehtonen czy Juraj Šimek. Pozyskali natomiast dotąd siedmiu nowych zawodników, a w tym gronie znaleźli się bramkarz Michał Kieler, obrońcy Santeri Koponen i Noah Delmas oraz występujący w ataku Olli Iisakka, Sam Marklund, Ben Sokay i Mateusz Michalski.

– Dla nas ważne było, aby pasowali do naszego stylu. Pasowali do drużyną charakterem i myślę, że znaleźliśmy zawodników, którzy na pewno dobrze wkomponują się do naszego zespołu. Odeszło też kilku hokeistów, ale jest to normalna rzecz – zakończył.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga