Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Śląski Klasyk w 1/32 finału Pucharu Polski!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują sekcję piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki rozegrały ostatni sparing przed starem rozgrywek sezonu 2023/24, w którym przegrały 0:1 (0:1) z mistrzyniami Czech, Slavią Praga. Pierwsze spotkanie ligowe mistrzynie Polski rozegrają w sobotę 19 sierpnia o godzinie 14:20, na Bukowej, z Czarnymi Sosnowiec. Mecz będzie transmitowany na antenie TVP Sport. Piłkarze w ramach czwartej kolejki Fortuna I Ligi, wygrali ze spadkowiczem Wisłą Płock 4:1 (2:0). Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz zespół rozegra w poniedziałek, 21 sierpnia o godzinie 18:00 z beniaminkiem ligi Zniczem Pruszków. Rywalem drużyny w I rundzie zmagań w Pucharze Polski będzie Górnik Zabrze. Rozegranie meczy tej rundy planowane jest w dniach 26 – 28 września.

Siatkarze wrócili do treningów 10 sierpnia. W dniach 17 – 20 sierpnia drużyna weźmie udział w turnieju PreZero Grand Prix, rozgrywanym w Gdańsku. Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie, wygrała w dwóch pierwszych sparingach przed nowym sezonem z HC RT Torax Poruba oraz Zagłębiem Sosnowiec w identycznym stosunku 4:2. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra kolejne dwa test-mecze: z AZ Havirov (17 sierpnia) oraz Sokołem Kijów (19 sierpnia). GieKSa podpisała roczny kontrakt z amerykańskim obrońcą Ryanem Cook.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Czeszki lepsze od Polek

W ostatnim sparingu piłkarki GKSu Katowice wybrały się za południową granicę do Slavkova koło Brna. Ich rywalkami były mistrzynie Czech, Slavia Praga.

Po wyrównanym początku to Czeszki trafiły do bramki GKSu w 8 minucie, a strzelczynią  była Surnovska. Czeszki “poczuły krew” starając się zepchnąć katowiczanki do defensywy. Mistrzynie Polski starały się odpowiedzieć kontratakami, jednak nie udało się trafić do siatki Slavii. Pierwszej połowy na boisku nie zakończyła młoda zawodniczka GKSu, Dominika Misztal, która z powodu urazu musiała zejść.

Po przerwie obie drużyny próbowały zmienić wynik spotkania. W 66 minucie bliskie podwyższenia wyniku były Czeszki, jednak piękny strzał głową wybroniła Weronika Klimek. Mimo kilku kolejnych sytuacji z obu stron wynik meczu się nie zmienił. Czeszki wygrały minimalnie z zespołem Katowic 1:0.

roosevelta81.pl – Śląski Klasyk w 1/32 finału Pucharu Polski!!

W piątek w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej odbyło się losowanie par 1/32 finału Totolotek Pucharu Polski. Piłkarzom Górnika Zabrze los przydzielił GKS Katowice. Zatem przed nami Śląski Klasyk, który rozegrany zostanie przy Bukowej. Terminy spotkań tej fazy rozgrywek zaplanowane zostały na koniec września.

Przypomnijmy, że w poprzedniej edycji Pucharu Polski Górnik rywalizował z GieKSą na etapie 1/16. Po trudnym meczu i dwóch golach Lukasa Podolskiego, do następnej rundy awansowali „Trójkolorowi”.

sportdziennik.com – Karny defekt GieKSy

Żaden pierwszoligowiec nie egzekwował w 2023 roku tylu rzutów karnych, co GieKSa. Żaden też równie często się w tym elemencie nie mylił. To niepokojący karny defekt GieKSy. Siedem zespołów strzeliło w tym roku kalendarzowym tyle samo lub więcej goli z rzutów karnych, co GieKSa. Jednak żaden nie egzekwował ich tak wielu! Siedem z siedmiu prób wykorzystali piłkarze Chrobrego Głogów, stuprocentową skuteczność przy 6 uderzeniach z „wapna” miała też – choć nie uratowało jej to przed spadkiem – Chojniczanka, 4 z 4 strzałów na bramki zamieniło Podbeskidzie, 4 z 5 – Stal Rzeszów czy obecni beniaminkowie ekstraklasy z Chorzowa i Niepołomic, zaś 4 z 6 – Arka Gdynia. Katowiczanie też trafili do siatki z 11 metrów czterokrotnie. Ale przy ledwie 50-procentowej skuteczności, bo potrzebowali do tego aż 8 prób! 7 z nich miało miejsce w rundzie wiosennej. „Karne demony” w nowym sezonie szybko dały o sobie znać przy okazji niedzielnego remisowego spotkania w Lublinie.

W poprzedniej rundzie GKS-owi zdarzyła się nawet seria trzech zmarnowanych karnych. O ile Arkadiusz Jędrych trafił do siatki w Sosnowcu, redukując rozmiary porażki z otwierającym nowy stadion Zagłębiem na 1:2, o tyle potem mylili się: Jakub Arak z Sandecją Nowy Sącz, Jędrych z Resovią (ich strzały bronili bramkarze) oraz Sebastian Bergier w Głogowie (uderzył nad bramką). Te pudła kosztowały drużynę punkty, bo zamiast prowadzić z Sandecją 2:0, skończyło się remisem 1:1, zamiast zremisować z Resovią 1:1, skończyło się 0:1 i zamiast wygrać w Głogowie 1:0, padł bezbramkowy remis.

Impas przełamał dopiero Arak, wyrównując w końcówce na 1:1 ze Stalą Rzeszów, a potem zrehabilitowali się też Jędrych i Bergier, nie myląc się z 11 metrów w kończącym sezon i również remisowym – 3:3 – wyjazdowym spotkaniu z Chojniczanką. Nie zmieniło to faktu, że kwestia „jedenastek” była podnoszona w Katowicach nawet podczas letniej przerwy w rozgrywkach.

– Wykorzystanie trzech niestrzelonych w rundzie wiosennej rzutów karnych spowodowałoby, że mielibyśmy 7 punktów więcej, a to dałoby miejsce w szóstce. To pokazuje, że od barażów nie dzieliła przepaść, choć nasz budżet wcale nie był tak wysoki, a adekwatny do miejsca zajmowanego w lidze – mówił Krzysztof Nowak, wiceprezes klubu, do radnych na Komisji Kultury, Promocji i Sportu.

Na swojej pierwszej konferencji prasowej przy Bukowej przyznał zaś później: – Podobno jestem nielubiany, że na komisji sportu powiedziałem, iż to nie Rafał Górak nie strzelał, nie wykorzystał w rundzie wiosennej trzech rzutów karnych. No nie strzelał! A gdyby wpadły te karne, to może bylibyśmy w tym roku w okolicach strefy barażowej.

W niedzielę znów można było mówić o rzutach karnych i zastanawiać się, co by było, gdyby… W 71 minucie meczu z Motorem, przy stanie 1:1, Jakub Arak wykorzystał nieporozumienie między Łukaszem Budziłkiem a Sebastianem Rudolem i uzyskał jedenastkę. Świetnie dysponowany tego dnia golkiper lublinian próbował zdekoncentrować napastnika GKS-u, ten przed gwizdkiem nawet nie patrzył w jego stronę, ale przegrał ten pojedynek. Płaskie uderzenie padło łupem Budziłka i GieKSie – mimo bardzo dobrego, a w I połowie wręcz świetnego występu – uciekły 2 punkty.

– Najbardziej dedykowany do strzelania jedenastki jest Arek Jędrych, który jednak zgłosił niedyspozycję. Drugi w kolejności to Sebastian Bergier, ale nie było go już na boisku. Dalej są Kuba Arak i Mateusz Mak. W pierwszej chwili widziałem, że Mateusz bierze piłkę w ręce i powiem szczerze, że uspokoiło mnie to. Potem między zawodnikami doszło jednak do innych ustaleń, Kuba przejął piłkę. To już ich decyzja, zmienników, kto pewniej się czuje. Nie mam pretensji, bo wziąć na siebie odpowiedzialność to jedno, a nie wykorzystać sytuacji – to drugie.

– To była bardzo dobra interwencja bramkarza. Pewnie byśmy to spotkanie wygrali… Gdy nie strzela się karnego, zawsze jest przykro i źle, zawodnika trzeba wspomagać i wspierać. Tak też będziemy czynić – trener GieKSy, Rafał Górak, dodawał otuchy Jakubowi Arakowi, ale wydaje się, że po drugiej w tym roku pomyłce napastnik z tego elementu gry został na jakiś czas wyleczony.

SIATKÓWKA

polsatsport.pl – PreZero Grand Prix siatkarzy

W dniach 17–20 sierpnia siatkarze rozegrają turniej PreZero Grand Prix Polskiej Ligi Siatkówki. Szesnaście drużyn PlusLigi zaprezentuje się na Energa Stadionie Letnim w Gdańsku.

[…] W turnieju PreZero Grand Prix Polskiej Ligi Siatkówki zagra szesnaście klubów PlusLigi. Uczestników podzielono na cztery grupy po cztery drużyny w każdej. Po dwie najlepsze uzyskają awans do ćwierćfinałów.

Kilka klubów wystąpi pod nowymi nazwami. Niektóre z nich zmieniły nazwę jedynie na rozgrywki PreZero Grand Prix PLS (Trefl Royal Seafood Gdańsk, Immergas Warszawa).

PreZero Grand Prix PLS to turniej rozgrywany na plaży. Drużyny liczą po czterech zawodników. Pierwszą edycję rozegrano w 2020 roku. Dotychczasowi triumfatorzy: Jastrzębski Węgiel (2020), Indykpol AZS Olsztyn (2021), LUK Lublin (2022).

PreZero Grand Prix PLS siatkarzy – podział na grupy:

grupa A: Grupa Azoty Kędzierzyn-Koźle, KGHM Cuprum Lubin, Trefl Royal Seafood Gdańsk, PGE GiEK Skra Bełchatów

grupa B: Jastrzębski Węgiel, Enea Czarni Radom, PSG Stal Nysa, Bogdanka LUK Lublin

grupa C: Asseco Resovia, Norwid Częstochowa, Ślepsk Malow Suwałki, Indykpol AZS Olsztyn

grupa D: Aluron CMC Warta Zawiercie, Barkom-Każany Lwów, Immergas Warszawa, GKS Katowice.

PreZero Grand Prix siatkarzy – terminarz, daty, godziny, transmisje meczów:

[…] 2023-08-17: Immergas Warszawa – GKS Katowice (czwartek, godzina 17.45; transmisja – Polsat Sport Premium /grupa D

[…] 2023-08-18: Barkom-Każany Lwów – GKS Katowice (piątek, godzina 14.00; transmisja – Polsat Sport) /grupa D

[…] 2023-08-19: GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie (sobota, godzina 12.45; transmisja – Polsat Sport) /grupa D

[…] 2023-08-20: 1A – 2B (niedziela, godzina 9.00; transmisja – Polsat Sport) /ćwierćfinał

2023-08-20: 1D – 2C (niedziela, godzina 10.15; transmisja – Polsat Sport) /ćwierćfinał

2023-08-20: 1B – 2A (niedziela, godzina 11.30; transmisja – Polsat Sport) /ćwierćfinał

2023-08-20: 1C – 2D (niedziela, godzina 12.45; transmisja – Polsat Sport) /ćwierćfinał

2023-08-20: (niedziela, godzina 14.00; transmisja – Polsat Sport News) /półfinał

2023-08-20: (niedziela, godzina 15.15; transmisja – Polsat Sport News) /półfinał

2023-08-20: (niedziela, godzina 16.30; transmisja – Polsat Sport News) /mecz o 3. miejsce

2023-08-20: (niedziela, godzina 17.45; transmisja – Polsat Sport News) /FINAŁ.

HOKEJ

sportdziennik.com – Cel zawsze ten sam

Ekipa trenera Jacka Płachty chce grać w czołowej czwórce i o medale. GKS Katowice ma na to pewne szanse, których nie chce zmarnować.

GKS Katowice, obrońca tytułu mistrzowskiego, zaliczył spore kadrowe zmiany w okresie letnim. Z drużyny odeszło ośmiu zawodników i na ich miejsce pojawiło tylu samo nowych. Jak twierdzi trener Jacek Płachta, to naturalna kolej rzeczy. Działacze wraz z trenerami działali roztropnie i nie spieszyli się z podpisywanie kontraktów. Starali się stworzyć kadrę o podobnej strukturze jak w poprzednim sezonie. Teraz, już w czasie zajęć na lodzie, są dobrej myśli.

W kadrze GKS-u jest obecnie 20 zawodników: dwóch bramkarzy, siedmiu obrońców oraz jedenastu napastników. Zostanie ona uzupełniona jeszcze dwoma młodymi hokeistami, którzy trenują z zespołem. Obrońcą Błażejem Chodorem oraz napastnikami Karolem Mosiem i Jakubem Musiołem. Po serii meczów kontrolnych szkoleniowcy zdecydują kto z młodzieży zostanie na najbliższy sezon. W poprzednim na takich zasadach terminował w GKS-ie Piotr Ciepielewski, który wyjechał do Finlandii i teraz rywalizuje o miejsce w młodzieżowym zespole Kiekko-Espoo. Kto wie, czy po drugiej stronie Bałtyku nie zostanie na dłużej.

– Poruszaliśmy się w określonych realiach finansowych i każdy transfer był szczegółowo analizowany – mówi dyrektor sekcji hokejowej, Roch Bogłowski. – Przede wszystkim zdecydowaliśmy się mocno przebudować defensywę, bo z tej formacji odeszło czterech hokeistów. Wartościowych, rodzimych obrońców brak i w tej sytuacji szukaliśmy zagranicznych. Wydaje się, że trafiliśmy na właściwych, o odpowiednich parametrach fizycznych, ale zobaczymy, co pokażą na lodzie. Z napastników pożegnaliśmy m.in. Brandona Magee, Teemu Pullkinena oraz Patryka Krężołka. Ich miejsce zajęli zawodnicy, którzy powinni spełnić nasze oczekiwania. Do zespołu powrócił z Krakowa Mateusz Michalski.

W ostatnim tygodniu lipca treningi na „Jantorze” były dobrowolne, dlatego uczestniczyła w nich połowa kadry, bez obcokrajowców. W ostatnim dniu lipca przeprowadzono testy motoryczne, które w opinii szefa sekcji wypadły lepiej niż dobrze. Zagraniczni hokeiści w kontrakcie mają klauzulę, że jeżeli przygotowanie fizyczne będzie poniżej oczekiwań, to wówczas można zerwać umowę. Do takich rozwiązań nie doszło i stąd też wnioskujemy, że obcokrajowcy prezentują się zadowalająco.

Trenerzy przewidzieli osiem meczów kontrolnych, a pierwsze dwa są dzisiaj z Porubą oraz jutro z Zagłębiem Sosnowiec. – To wystarczy, żeby jak najlepiej się przygotować do ligowych rozgrywek – twierdzi dyrektor Bogłowski. – Ten sezon różni od poprzedniego, bo wówczas uczestniczyliśmy w eliminacjach grupowych Ligi Mistrzów. Teraz ten początek będzie zdecydowanie mniej intensywny.

Wprawdzie hokeiści trenują na gościnnym „Jantorze”, a w poprzednich sezonach rozpoczynali sezon od sesji wyjazdowej, bo nie mogli grać w „Satelicie”z powodu braku lodu. – Tym razem spotkała nas miła niespodzianka – uśmiecha się szef sekcji. – Mamy zapewnienie, że na początku września będzie już tafla lodowa w „Satelicie” i będziemy mogli zainaugurować sezon 10 września spotkaniem z GKS-em Tychy.

Rywalizacja zapowiada się niezwykle ciekawie, bo drużyny dokonały ciekawych transferów. Będzie do końca walka o jak najwyższe miejsce w play offie. Dystans między poszczególnymi zespołami na pewno się zmniejszył. Jedynie szkoda, że nie dołączyła jeszcze jedna drużyna do ekstraklasy, ale może nastąpi to w kolejnym sezonie. Nie chcemy wytwarzać presji na zespole, ale cel jest niezmienny od kilku sezonów, pragniemy awansować do czołowej czwórki i rywalizować o medale. Zdajemy sobie sprawę, że to trudne zadanie. W poprzednim sezonie byliśmy blisko odpadnięcia w ćwierćfinale play off, ale potem zdobyliśmy mistrzostwo.

GKS Katowice, oprócz rywalizacji ligowej, w listopadzie czeka występ w półfinale Pucharu Kontynentalnego.

hokej.net – Cook nowym defensorem GieKSy. Ma dobre warunki fizyczne

Szefostwo GKS-u Katowice dokonało ósmego transferu przed rozpoczęciem sezonu 2023/2024. Do ekipy mistrzów Polski dołączył Ryan Cook, który podpisał roczny kontrakt.

Cook urodził się w Lancaster, w stanie Nowy Jork. Ma 28 lat i operuje prawym uchwytem kija. Jest graczem silnym, zdecydowanym, który potrafi zrobić użytek ze swoich gabarytów. Mierzy 191 centymetrów i waży 100 kilogramów.

Jego poważna przygoda z hokejem zaczęła się od występów w akademickiej NCAA. Rozegrał tam 99 spotkań i zgromadził w nich 13 punktów za 6 bramek i 7 asyst. Na ławce kar spędził 117 minut karnych, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -13. W zespole Niagara University występował razem z Benem Sokayem i Noahem Delmasem, którzy przed obecnym sezonem również dołączyli do GieKSy.

Ostatnie trzy sezony amerykański obrońca spędził w East Coast Hockey League, która stanowi trzeci poziom rozgrywkowy za oceanem po NHL i AHL. Wystąpił w sumie w 128 meczach, notując w nich 6 bramek i 25 kluczowych zagrań. Sędziowie nałożyli na niego 81 minut karnych.

W poprzednich rozgrywkach Ryan Cook reprezentował dwóch drużyn ECHL: Kalamazoo Wings (47 konfrontacji, 3 bramki + 9 asyst) oraz Reading Royals (19 meczów, 1 bramka, 6 asyst).

– Pozyskaliśmy obrońcę dysponującym bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, dodatkowo z prawym uchwytem kija, co powinno dać sztabowi szkoleniowemu większy komfort przy zestawieniu formacji defensywnych. Cook to zawodnik, który przede wszystkim realizuje się w zadaniach defensywnych, jednak potrafi również z powodzeniem wyprowadzić krążek z własnej tercji i rozpocząć akcję ofensywną – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.

Pierwsze szlify GieKSy na plus

W pierwszym meczu towarzyskim przez zbliżającym się sezonem hokeiści Mistrzów Polski odnieśli zwycięstwo. GieKSa pokonała w czwartkowy meczu na Jantorze czeskiego pierwszoligowca HC RT TORAX Poruba 4:2.

Spotkanie rozpoczęło się od sporej walki w tercji neutralnej, żadnej ze stron nie udawało się dłużej pozostać przy krążku. Próby zaskoczenia bramkarzy ograniczały się do strzałów spod niebieskiej linii, które jednak w żaden sposób nie sprawiały trudności formacjom defensywnym.

Więcej dynamiki w rozegraniu można było dostrzec po stronie katowiczan, którzy zaczęli coraz pewniej czuć się w okolicach bramki strzeżonej przez Daniela Dolejša. Po odesłaniu na ławkę kar Jana Pohla mistrzowie Polski mieli okazję zagrać po raz pierwszy w przewadze, z której jednak nie potrafili wypracować sobie klarownych sytuacji strzeleckich. W 9. minucie spotkania poczynania ofensywne gospodarzy przyniosły wymierny skutek. W szybkim rozegraniu akcji Bartosz Fraszko obsłużył Mateusza Bepierszcza, a ten otworzył wynik spotkania. Zdobyty gol zdecydowanie dodał animuszu zawodnikom GieKSy, którzy dominowali w fizycznych pojedynkach, a największą aktywnością w tym okresie gry wykazywał się szukający swych okazji strzeleckich z dystansu Santeri Koponen. Pomimo optycznej przewagi GKS-u w 12. minucie Czesi zdobyli bramkę wyrównującą. Chwilę po tym, jak swojej okazji nie wykorzystał Mychajło Kowalczuk, Jiří Klimíček dostrzegł przed bramką Andreja Adamca, który nie miał problemów z umieszczeniem gumy w bramce.

Druga tercja rozpoczęła się od mocnego nacisku ze strony GKS-u na rozgrywających krążek zawodników Poruby. Najwięcej trudności w tym zakresie sprawiali obrońcom szczególnie Grzegorz Pasiut oraz Kacper Maciaś, którzy przejmując krążek wykreowali pozycję strzelecką dla Macieja Kruczka, jednak temu nie udało się mocnym strzałem z dystansu pokonać Dolejša.

W miarę upływu czasu do głosu zaczęli dochodzić goście, szczególnie za sprawą Tomasa Šoustala, który wziął na siebie ciężar rozegrania kreując swoim kolegom coraz lepsze sytuacje. Najwięcej na tym korzystał Ondřej Šedivý, któremu na drodze do bramki stanął słupek. Grający w pierwszej przewadze w tym spotkaniu goście przez długi czas nie potrafili wykreować sobie dogodnej pozycji do zamknięcia katowiczan we własnej tercji, aż do momentu obsłużenia świetnym podaniem Razgalsa, który doszedł do sytuacji sam na sam z Johnem Murrayem, górą jednak pozostał reprezentant Polski.

Po stronie katowiczan sporo pracy na lodzie wykonywał Ben Sokay, który nie bał się samodzielnych wypadów pod bramkę rywali. Na obraz gry z całą pewnością wpłynęły nałożone na Mateusza Michalskiego w krótkim odstępie od siebie dwie dwuminutowe kary. Podczas kolejnych gier w przewadze czeski zespół czuł się dużo swobodniej, przyspieszając rozegranie krążka, a duet Šedivý i Střondala sprawdzał czujność Murraya w coraz dogodniejszych dla siebie sytuacjach.

Trzecia odsłona spotkania mogła rozpocząć się od niezwykle szybkiego wyjścia na prowadzenie gospodarzy. Już dzisieć sekund po wznowieniu gry Maciej Kruczek świetnym podaniem otworzył drogę do bramki Grzegorzowi Pasiutowi, który jednak w sytuacji sam na sam z Dolejšem skierował krążek w poprzeczkę bramki.

Następne minuty to okres znów dobrze czytających grę katowiczan, którzy każdą z akcji drużyny Poruby potrafili błyskawicznie przeciąć. Po wykluczeniu na dwie minuty Andreja Adamca, mistrzowie Polski bardzo dobrze zaczęli rozgrywać przewagę, największy udział w tym przypadał Santeri Koponenowi oraz Aleksi Vartinenowi. Ten drugi zdecydował się w końcu na strzał spod niebieskiej linii, krążek mijając bramkę odbił się od bandy, a gdy wrócił pod bramkę najszybciej dopadł do niego Hamus Olsson i w 46. minucie było 2:1 dla GKS-u Katowice.

Po wykluczeniu Lukáša Doudery i Vojtěcha Střondala GieKSa pozostawała w okresie gry 5 na 3, w okresie przewag świetnie zarysowywała się współpraca tercetu Monto – Varttinen – Koponen. I tak o ile na taflę zdążył wrócić Střondal, o tyle w grze 5 na 4 katowiczanie dopięli swego, a premierowego gola w nowych barwach w 53. minucie zdobył Olli Iisakka, który najlepiej odnalazł się w zamieszaniu przed bramką.

Odpowiedź gości przyszła niezwykle szybko, bo już minutę później Petr Mrázek, dostrzegł Šoustala, który nie dał szans strzałem przy krótkim słupku, próbującemu nadążyć za podaniem Murrayowi. Ostatnie słowo należało jednak do mistrzów Polski. Krążek za bramkę wprowadził Ben Sokay, który dostrzegł dobrze ustawionego przed bramką Jakuba Wanackiego, a ten precyzyjnym strzałem na cztery minuty przed końcem, ustalił wynik spotkania.

GieKSa znów zwycięska

Drugi sparing i drugie zwycięstwo – na dodatek w takich samych rozmiarach. Hokeiści GKS-u Katowice po wygranej z HC RT TORAXEm Poruba pokonali Zagłębie Sosnowiec 4:2.

Od pierwszego bulika spotkanie charakteryzowało się dobrym tempem i sporą walką. Nieco lepiej w tej wymianie ciosów odnaleźli się zawodnicy Zagłębia, którzy za sprawą Damiana Tyczyńskiego sprawdzili w bramce gotowość Michała Kielera. Drużyna z Katowic próbowała wypracowywać sobie swoje okazję za sprawą długich podań, jednak przy wykończeniu tych akcji nie miał żadnych problemów strzegący bramki gości Patrik Spěšný.

Po stronie mistrzów Polski na wyróżnienie zasługiwała praca pierwszej formacji, czego dowodem była świetna okazja Mateusza Bepierszcza, który po otwierającym podaniu Grzegorza Pasiuta nie zdołał jednak skierować krążka w światło bramki. W 9. minucie GKS Katowice otworzył wynik spotkania. Po wygranym buliku w tercji Zagłębia krążek trafił na kij Aleksi Varttinena, który zdecydował się zagrać wzdłuż niebieskiej linii do Santeriego Kopoena, a ten mocnym strzałem pokonał Patrika Spěšnego. Chwilę później mogło być już 2:0. Katowickiej publiczności po raz kolejny z dobrej strony pokazał się tercet Koponen-Varttinen-Monto, lecz ten ostatni musiał uznać wyższość sosnowieckiego golkipera. Objęcie prowadzenia wprowadziło zdecydowanie więcej spokoju w poczynania podopiecznych Jacka Płachty, którzy zdominowali ten okres gry, co raz zmuszając do pracy Spěšnego.

W 12. minucie sekundzie GKS udokumentował swoją przewagę zdobywając drugą bramkę. Krążek do tercji Zagłębia wprowadził Grzegorz Pasiut, który wykazując się świetnym przeglądem sytuacji na tafli wypatrzył Bartosza Fraszkę, a ten za sprawą pewnego uderzenia wpisał się na listę strzelców.

Najlepszą okazją do zdobycia bramki dla gości była dwójkowa akcja Patryka Krężołka i Damiana Tyczyńskiego, którzy stanęli oko w oko z Michałem Kielerem, jednak w tej sytuacji zabrakło pomysłu na wykończenie akcji.

W przerwie Piotr Sarnik podjął decyzję o zmianie bramkarza i tak wraz z początkiem drugiej odsłony między słupkami Zagłębia mogliśmy obserwować Mikołaja Szczepkowskiego. Przebieg gry w drugiej tercji przebiegał głównie pod znakiem dobrej pracy obu golkiperów. Michałowi Kielerowi we znaki szczególnie wdał się dobrze pracujący duet Krężołek-Tyczyński, blisko pokonania katowickiego bramkarza był również Michał Kotlorz, jednak po jego strzale, guma uderzyła w słupek.

Początek trzeciej tercji nie obfitował w klarowne sytuacje dla żadnej ze stron. W 45. minucie spod linii niebieskiej kropnął Santeri Koponen, zdobywając trzeciego gola dla GieKSy. Niespełna dwie minuty później próbą dobrego rozegrania popisał się Hampus Olsson, a jego akcję na raty wykończył Sam Marklund, podwyższając wynik na 4:0.

Stracone bramki jednak nie ostudziły jednak ofensywnych zapędów Zagłębia Sosnowiec. Już po minucie na mocne uderzenie z okolic koła bulikowego zdecydował się Oskar Krawczyk i umieszczając krążek bezpośrednio pod poprzeczką nie pozostawił Michałowi Kielerowi najmniejszego pola manewru, otwierając tym samym dorobek bramkowy gości. W 51. minucie w trakcie próby rozegrania we własnej tercji katowiczanie stracili krążek na rzecz rywala, co finalnie wykorzystał Dominik Nahunko zdobywając bramkę na 4:2.

Za sprawą wykluczenia dla Hampusa Olssona, oraz nałożonej kary technicznej na drużynę GKS-u za nadmierną liczbę graczy na lodzie drużyna Zagłębia przez moment przebywała na lodzie w podwójnej przewadze, jednak po strzale Marek Charvát na drodze do kontaktowej bramki po raz kolejny stanął słupek, a w kolejnej sytuacji Ryley Lingren nie znalazł sposobu na zaskoczenie Michała Kielera.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga