Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Czy GKS Katowice awansuje do PlusLigi?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki w minionym tygodniu rozegrały dwa spotkania: 25 kwietnia wygrały z Pogonią Szczecin 4:2 oraz 2 maja przegrały z Górnikiem Łęczna 1:2. Kolejny mecz rozegramy na Bukowej 6 maja o 15:00 z Energą Stomilanki Olsztyn. Piłkarze w minionym tygodniu wygrali w domowym meczu z Bruk-Betem Termalicą 5:1 (3:1). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W najbliższą niedzielę 10 maja o 12:15 zagramy w Gliwicach z Piastem. Klub rozpoczął sprzedaż karnetów na następny sezon PKO BP Ekstraklasy.

W finale play-off siatkarze pokonali dwukrotnie (3:1 i 3:2) BBTS Bielsko-Biała. Trzecie spotkanie zostanie rozegrane 5 maja o 20:00 w Katowicach. Ewentualny czwarty mecz zaplanowano na sobotę 9 maja o 20:00 w Bielsku-Białej. Do PlusLigi awansuje drużyna, która wygra trzy spotkania.

Hokeiści do wspólnych treningów wrócą pod koniec lipca.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl –Sześć bramek w Katowicach

GKS Katowice potwierdził wysoką formę i sięgnął po kolejne zwycięstwo. W meczu na szczycie Orlen Ekstraligi mistrzynie Polski pokonały Pogoń Szczecin 4:2.
Od pierwszego gwizdka inicjatywę przejęły zawodniczki Pogoni Szczecin, które tworzyły kolejne sytuacje, lecz długo nie potrafiły znaleźć drogi do bramki, głównie za sprawą dobrze dysponowanej Wiktorii Marzec. GieKSa cierpliwie czekała na swoje momenty w ofensywie i mogła objąć prowadzenie po akcji zakończonej strzałem Amelii Bińkowskiej, jednak piłka nie znalazła drogi do siatki. W 38. minucie szczecinianki dopięły swego, wykorzystując błąd rywalek i obejmując prowadzenie. Po zmianie stron gospodynie ruszyły do odrabiania strat i szybko wyrównały po skutecznej akcji Klaudii Maciążki. Mecz nabrał tempa, a po kolejnym trafieniu Poluhovicy GKS znów musiał gonić wynik. Katowiczanki odpowiedziały jednak skutecznie – najpierw z rzutu karnego trafiła Hmirova, a w końcówce decydujące ciosy zadała Julia Langosz, zapewniając swojej drużynie zwycięstwo 4:2.

Górnik wciąż w grze o mistrzostwo

W meczu 19. kolejki Orlen Ekstraligi Górnik Łęczna wygrał na swoim terenie z GKS-em Katowice 2:1. Zespół Zielono – Czarnych ma obecnie na koncie 44 punkty i zajmuje drugie miejsce.
Od pierwszych minut mecz toczył się w szybkim tempie. Górniczki potrzebowały osiemnastu minut, aby wyjść na prowadzenie – wynik meczu otworzyła reprezentantka Polski Paulina Tomasiak. Gieksa próbowała odpowiedzieć, miała kilka stałych fragmentów gry, lecz brakowało im konkretów. W 33. minucie podopieczne Karoliny Koch stanęły przed dogodną sytuacją bramkową. Amelia Bińkowska zanotowała odbiór na połowie rywalek, dograła do Klaudii Maciążki, która nie trafiła w bramkę. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie.
W drugiej połowie GKS częściej utrzymywał się przy piłce i szukał swoich szans. Górnik był jednak skuteczny i po rzucie rożnym podwyższył wynik na 2:0. W 58. minucie Milena Kazanowska wpisała się na listę strzelczyń. W końcówce meczu Zawadzka zdobyła gola kontaktowego dla GKS-u. Ostatnie minuty były bardzo nerwowe – gospodynie kończyły w dziesiątkę, po tym jak Maja Hrelja została napomniana po raz drugi, co wiązało się z wykluczeniem. Rezultat nie uległ już zmianie i Górnik mógł cieszyć się z trzech punktów.

wkatowicach.eu – Ruszyła sprzedaż karnetów na mecze domowe GKS-u Katowice w sezonie 2026/2027

Przed GKS-em Katowice jeszcze końcówka obecnego sezonu, ale już rusza sprzedaż karnetów na domowe mecze w rozgrywkach 2026/2027. Kibice mogą skorzystać z kilku etapów sprzedaży, różniących się cenami i dostępnością miejsc.
Etap 1 – ekstra kontynuacja
W poniedziałek 4 maja o godz. 10:00 rozpoczął się pierwszy etap sprzedaży – ekstra kontynuacja. To czas, w którym obecni karnetowicze mogą zakupić karnety w specjalnych cenach. Każdy z nich może wybrać swoje dotychczasowe miejsce lub inne, które nie jest objęte rezerwacją. Etap potrwa do poniedziałku 1 czerwca do godz. 10:00.
Ceny:
330 zł – Trybuna Południowa („Blaszok”),
530 zł – Trybuna Wschodnia,
660 zł – Trybuna Zachodnia.
Karnety ulgowe kosztują 300 zł.
Karnet rodzinny (2 dorosłych + maks. 3 dzieci do 15 lat) na Trybunę Wschodnią – 1060 zł.
Nowością jest karnet dziecięcy (do 13 lat) w cenie 170 zł.
Etap drugi – kontynuwacja i nowi
Rozpocznie się 1 czerwca o godz. 10:00 i potrwa do 19 czerwca do godz. 10:00. Dotychczasowi karnetowicze zachowują rezerwację miejsc, ale obowiązują wyższe ceny. Jednocześnie rusza sprzedaż otwarta na miejsca bez rezerwacji.
Ceny dla obecnych karnetowiczów:
380 zł – „Blaszok”, 600 zł – Wschodnia,
760 zł – Zachodnia.
Karnet ulgowy: 320 zł,
dziecięcy: 170 zł,
rodzinny: 1200 zł.
Ceny dla nowych kibiców:
450 zł – „Blaszok”,
690 zł – Wschodnia,
880 zł – Zachodnia.
Karnet ulgowy: 350 zł,
dziecięcy: 170 zł,
rodzinny: 1380 zł.
Etap trzeci – sprzedarz otwarta
Od 19 czerwca od godz. 10:00 sprzedaż będzie całkowicie otwarta, bez rezerwacji miejsc. Ceny pozostają takie same jak w etapie drugim.
Korzyści z karnetu
Posiadanie karnetu oznacza m.in. oszczędność względem pojedynczych biletów, stałe miejsce na stadionie, szybsze wejście na mecze, dostęp do zamkniętych spotkań „PoGadajmy o GieKSie”, 15% zniżki na koszulkę meczową, pierwszeństwo przy zakupie biletów parkingowych i na mecze Pucharu Polski oraz możliwość udziału dzieci w wyprowadzaniu drużyny na murawę.
Ulgi i raty
Karnety ulgowe przysługują osobom powyżej 65 lat, młodzieży w wieku 13–18 lat oraz studentom do 26. roku życia (po okazaniu legitymacji). Przy zakupach internetowych powyżej 300 zł można skorzystać z płatności ratalnych poprzez system robopay by Adyen.
Przekazanie biletu
Karnet można przekazać innej osobie lub odsprzedać – maksymalnie dwa razy w trakcie rundy.
Karnety VIP
Dostępne są również karnety VIP na Trybunę Zachodnią. Obejmują parking, osobne wejście, komfortowe miejsca oraz dostęp do strefy cateringowej. Cena: 6000 zł (4500 zł dla osób do 18 lat).
Gdzie kupić?
Karnety dostępne są online oraz stacjonarnie w GIEKSA Fanstore w Galerii Katowickiej.
Karta Kibica
Wejście na stadion odbywa się na podstawie Karty Kibica. Istnieje możliwość skorzystania z jej wirtualnej wersji w aplikacji Bilety GieKSa.

SIATKÓWKA

siatka.org – Pierwszy krok wykonany! GKS Katowice bliżej PlusLigi

Siatkarze GKS-u Katowice i BBTS-u Bielsko-Biała rozpoczęli bój o awans do PlusLigi. W pierwszym finałowym meczu PLS 1. Ligi lepsi okazali się Katowiczanie, którzy we własnej hali pokonali rywali 3:1. Rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw.
o wielu miesiącach wyrzeczeń na zapleczu PlusLigi pora na grę o awans. Tym razem o przepustkę do elity walczą GKS Katowice i BBTS Bielsko-Biała. W pierwszym meczu GieKSa nie zwiodła, choć nie obyło się bez potknięcia. Od początku gubił gości swoimi wyborami Grzegorz Pająk, a po bloku Bartłomieja Krulickiego było 4:2 dla GKS-u. Z czasem różnica jedynie wzrosła – 9:4, co zmusiło szkoleniowca przyjezdnych do wzięcia czasu. Po asie Damiana Hudzika było już 13:7, a końca problemów BBTS-u nie było widać. Po drugiej stronie do końca walczył Szymon Romać, lecz było to za mało. Asem z kolei popisał się Gonzalo Quiroga – 17:10. Sama końcówka należała już do punktującego w każdym elemencie Michała Superlaka, co przełożyło się na wygraną przez Katowiczan inaugurację – 25:16.
Druga partia, to już zażarta wymiana argumentów. Ofiarnie walczył Kamil Dębski, wspierany zresztą przez Kajetana Tokajuka. Oba zespoły wymieniały się prowadzeniem, niemniej więcej mieli w końcu do powiedzenia Bielszczanie – 10:7. Cenne oczka dokładał Bartłomiej Zawalski. Bezradny wobec zapędów Romacia i spółki był nawet Superlak. Przy stanie 13:17 trener GKS-u przerwał grę, co w końcu przyniosło efekt w postaci remisu 19:19. Było to zapowiedzą emocjonującego finiszu i tak też się stało. Rzutem na taśmę do przełamania doprowadził BBTS – 25:23 (1:1).
Sprawa wygranej wciąż pozostawała otwarta, a trzeci set też obfitował w emocje, choć minimalną przewagę mieli Katowiczanie. Ważne akcje kończył Wojciech Włodarczyk, ale wciąż bezkonkurencyjny pozostawał Michał Superlak – 8:6. Siłę przebicia miał jednak duet Romać-Dębski – 9:9. Było to za mało, a im dalej w set, tym gra Bielszczan wyglądała coraz gorzej. Różnica na dystansie zrobiła się potężna – 18:12. Krótki zryw gości w końcówce nic nie dał, a set padł łupem lokalnej GieKSy – 25:22 (2:1).
Czwarta część meczu, to już całkowita demolka ze strony Katowiczan. Ekipa gospodarzy szybko wypracowała sobie przewagę, konsekwentnie robiąc swoje – 8:4, 13:8. Wciąż skuteczny pozostawał Gonzalo Quiroga, a jeden blok Jakoba Thelle wcale nie poprawiał położenia przyjezdnych – 12:18. Przerwy na żądanie nic nie dawały, bowiem ręki dalej nie zwalniał Michał Superlak – 22:16. Parę wymian później było już po meczu, a z wygranej 3:1 cieszyła się drużyna z Katowic – 25:19.
GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:1 (25:16, 23:25, 25:22, 25:19)

GKS Katowice po raz drugi z tarczą. Bielszczanie są już pod ścianą

Po dwóch meczach finałowych na zapleczu o awans do PlusLigi wiele może się jeszcze wydarzyć. Nie zmienia to jednak faktu, że o krok od powrotu do elity jest GKS Katowice, który po raz drugi pokonał BBTS Bielsko-Biała, którego graczom udało się zwyciężyć na obcym terenie 3:2. MVP spotkania został Gonzalo Quiroga.
W rywalizacji o PlusLigę można było się spodziewać emocji w każdym spotkaniu. GKS Katowice w pierwszym meczu potrzebował czterech setów, aby triumfować. Początek spotkania w Bielsku-Białej nie był już taki kolorowy dla podopiecznych Emila Siwiorka. Gospodarze spisywali się znakomicie w systemie blok-obrona, co przyniosło zamierzone efekty. Bielszczanie szybko wypracowali kilka punktową przewagę i w połowie seta prowadzili 15:10. Goście próbowali wrócić do gry w tej partii, jednak ciężko było to zrobić przy tak słabej skuteczności w ataku i błędach w polu serwisowym. Jacob Thelle popisał się w końcówce dwoma asami, a pierwsza odsłona zakończyła się po ataku Kajetana Tokajuka (25:21).
Katowiczanie rozdrażnieni pierwszym setem próbowali poprawić swoją skuteczność. Ciężar gry na swoje barki po stronie gości wziął Gonzalo Quiroga. Wszystko powoli układało się po myśli siatkarzy GKS-u, którzy na półmetku seta wywalczyli trzy punkty przewagi (12:15). Wydawało się, że gra gospodarzy całkowicie się posypała, jednak od stanu 18:23 popisali się znakomitą serią sześciu punktów z rzędu, doprowadzając do remisu. Ostatnie dwie akcje należały do gości, którzy zachowali zimną krew i drugą partię zakończył punktowym blokiem Bartłomiej Krulicki (23:25).
Trzecia odsłona analogicznie do pozostałych partii rozpoczęła się z wielkimi emocjami. Obie drużyny wymieniały się prowadzeniem i choć gospodarze wyszli w pewnym momencie na kilkupunktowe prowadzenie to zaraz Katowiczanie wychodzili na prowadzenie (11:12). Ciężko było wskazać, kto sięgnie po zwycięstwo w tej partii. Tokajuk wyprowadził BBTS swoją skutecznością w ataku na dwupunktową przewagę, a po chwili oczko z zagrywki dorzucił Szymon Romać (18:15). Nie mogło obyć się bez emocji, co zapewnił Wojciech Włodarczyk popisujący się dwoma skutecznymi atakami oraz asem serwisowym (19:19). W samej końcówce lepsi okazali się gospodarze, a trzecią partię zamknął Bartłomiej Zawalski skutecznym blokiem (25:22).
Po otrzymanym ciosie Katowiczanie ponownie rozpoczęli seta z wysokiego „C”.Włodarczyk, Quiroga, a także swoją cegiełkę dołożył z prawego skrzydła Michał Superlak. Goście z akcji na akcje wyglądali na coraz pewniejszą drużynę zmierzającą do tie-breaka. Po stronie Bielska-Białej brakowało tej znakomitej gry, do której przyzwyczaili kibiców w pierwszej oraz trzeciej partii. Przewaga rosła z każdą kolejną akcją, a Katowiczanie z dużym spokojem doprowadzili do tie-break po triumfie 18:25 w czwartej odsłonie.
W decydującym secie o wiele lepiej wyglądali Katowiczanie. Przy stanie 5:6 na zagrywkę wszedł Grzegorz Pająk, który napsuł sporo krwi rywalom. Bielszczanie robili wszystko, aby wrócić do walki o zwycięstwo. Tak się nie stało, a ekipa pod wodzą Siwiorka mogła cieszyć się z kolejnego triumfu w finale o awans do PlusLigi. Łatwo nie było, ale w decydującym momencie Katowiczanie potrafili włączyć „turbo” i ostatecznie wygrali 2:3 (13:15).
BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice 2:3 (25:21, 23:25, 25:22, 18:25, 13:15)
MVP: Gonzalo Quiroga

wkatowicach.eu – Czy GKS Katowice awansuje do PlusLigi? Przed nami trzeci finałowy mecz GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała

Kibice GKS-u Katowice liczą, że już we wtorek, 5 maja zakończy się rywalizacja w finale PLS 1. Stanie się tak, jeśli to siatkarze GieKSy ponownie okażą się lepsi. Po dwóch zwycięstwach nad BBTS-em Bielsko-Biała Katowiczanie są już bardzo blisko awansu do PlusLigi.
Siatkarze GKS Katowice są o krok od awansu do PlusLigi. W finale PLS 1. Ligi katowiczanie prowadzą już 2:0 z BBTS-em Bielsko-Biała, wygrywając pierwsze dwa spotkania rywalizacji.
W inauguracyjnym meczu, rozegranym 29 kwietnia w Katowicach, GieKSa pokonała rywali 3:1. Drugie starcie, które odbyło się 3 maja w Bielsku-Białej, było bardziej wyrównane, jednak ponownie zakończyło się zwycięstwem Katowiczan – tym razem 3:2.
Przed nami trzeci mecz finałowy, zaplanowany na 5 maja o godz. 20:00 w Katowicach. Gospodarze staną przed szansą zakończenia rywalizacji i przypieczętowania awansu do PlusLigi już przed własną publicznością. BBTS Bielsko-Biała, aby pozostać w grze, musi wygrać i przedłużyć serię finałową.

HOKEJ

hokej.net.pl – Wicemistrzowie Polski planują nowy sezon. Trwa budowa drużyny

GKS Katowice nie traci czasu po zakończeniu sezonu. Wicemistrz Polski rozpoczął już przygotowania do kolejnych rozgrywek, a w klubie trwają intensywne prace nad dopięciem kadry, która ma ponownie powalczyć o najwyższe cele.
Miniony sezon był dla Katowiczan kolejnym potwierdzeniem ich pozycji w krajowej czołówce. GieKSa po raz piąty awansowała do finału play-off i po raz trzeci z rzędu sięgnęła po srebrne medale mistrzostw Polski. Wygrana w sezonie zasadniczym zapewniła drużynie udział w kolejnej edycji Pucharu Kontynentalnego.
Po zakończeniu rywalizacji klub natychmiast przystąpił do pracy nad budową zespołu na nowe rozgrywki. Przypomnijmy, że kontrakt trenera Jacka Płachty obowiązuje do końca sezonu 2026/2027.
Ważne umowy z klubem mają obrońcy: Kacper Maciaś i Błażej Chodor, a także napastnicy: Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Bartosz Fraszko, Mateusz Michalski, Jonasz Hofman, Jakub Hofman i Maksymilian Dawid.
– Intensywnie pracujemy wraz ze sztabem trenerskim nad budową zespołu na kolejny sezon. Kierując się doświadczeniami z ostatnich lat, wypracowanymi zasadami działania na rynku transferowym i poruszając się w oparciu o aktualne możliwości budżetowe, chcemy ponownie zbudować zespół, który dostarczy kibicom GieKSy wielu powodów do dumy– podkreślił Roch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie.
Klub zapowiada, że kolejne decyzje kadrowe będą ogłaszane na bieżąco.
Hokeiści GKS-u rozpoczną przygotowania od treningów indywidualnych według planów opracowanych przez sztab. Wspólne zajęcia całego zespołu wystartują w ostatnim tygodniu lipca.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga