Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Fonfara: Musimy zachować chłodną głowę.

Avatar photo

Opublikowany

dnia

u progu nowej rundy mieliśmy okazje porozmawiać z Grzegorzem Fonfarą. Zobaczcie co na temat przygotowań, nadchodzącego sezonu, sytuacji w hokeju miał do powiedzenia nasz pomocnik.

GieKSa.pl : Grzegorz na początek pytanie o Twoje zdrowie i Twoich kolegów. Różnie z tym bywało w czasie przedsezonowych przygotowań, pojawiły się tam drobne urazy u niektórych zawodników.

Przeciążenia się zdarzają, jesteśmy po ciężkim okresie, trenowaliśmy również dużo na sztucznej nawierzchni a ona jak wiadomo nieco mocniej obciąża nasze stawy. Myślę jednak, że to są drobnostki, takie piłkarskie mikro urazy. Nie zapeszając ze zdrowiem myślę jest całkiem nieźle.

Wiele obozów za Tobą jak ten zimowy, ale pierwszy pod okiem trenera Moskala. Jakieś zmiany? Nowości dla Ciebie czy po tylu latach nic Cie nie jest w stanie zaskoczyć?

Wydaje mi się, że ogólnie są zbliżone. Nie są takie same, ale mają podobne rytmy: trening, odpoczynek, trening, odprawa, trochę czasu wolnego. Każdy z trenerów ma swoje metody i trzeba się do nich dostosować. Trener ma swoją szkołę, my się do niej dostosowaliśmy i myślę, że było ok.

Obok Pitrego, Napierały Gancarczyka jesteś najbardziej doświadczonym graczem. Z drugiej strony jest katowicka młodzież. Powiedz czy przed ważną rundą, jaka stoi przed nami wasza rola doświadczonych graczy jeszcze bardziej wzrasta na takich zgrupowaniach?

Myślę, że to się odbywa na tych samych zasadach. Każdy w drużynie zna swoje miejsce, każdy wie, jaką ma pracę do wykonania i stara się to jak najlepiej robić.  Może gdzieś tam starsi sprawują mocniej nad tym pieczę, ale aż tak bardzo bym tego nie przeceniał, że trzeba młodych pilnować. Może trochę w większym stopniu nadajemy ton szatni i podążamy w kierunku, który wyznacza trener. W tych chwilach, kiedy możemy podpowiadamy zawodnikom, żeby im było łatwiej, nam było łatwiej, by wszyscy na tym skorzystali i przynosiło to efekty.  W każdej szatni potrzeba doświadczenia i młodości, myślę, że w klubie jest to bardzo dobrze zbilansowane. Jak to będzie wyglądać po tych przygotowaniach tak naprawdę zweryfikuje liga. Każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę. Możemy się starać, przykładać się, na 100% ale pamiętajmy o tym, że wszystkie drużyny się tak przygotowują i każdy chce wygrywać. Wyższość musimy udowodnić na boisku.

Wspominacie często w wywiadach, że koncentrujecie się na każdym kolejnym meczu. Zdradź nam, zatem, nad czym koncentrować będziecie się przed tym pierwszym meczem gdzie zostało do niego 7 dni?

Mamy teraz mikrocykl przed meczowy, trener powie nam, na czym musimy się skupić. My będziemy chcieli grać swoją piłkę, grać lepiej niż na jesień. Ciężko szło nam na wyjazdach w poprzedniej rundzie. Teraz musimy robić wszystko by to wyglądało inaczej. Musimy poprawić swoją grę i wyniki, bo bez tego nie mamy, o czym myśleć.

Wspomniałeś o tych wyjazdach i poprawie gry, nasze wyliczenia punktowe sugerują, że dorobek z jesieni nie daje awansu w przypadku podobnej ilości punktów na wiosnę. Co trzeba jeszcze dodać by tych punktów było więcej?

My punktów nie liczymy. W sporcie by się liczyć trzeba zrobić krok do przodu. Jeśli tego nie zrobimy to dopadnie nas stagnacja. Chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę z zawodników. Każdy z nas musi zrobić ten krok indywidualnie, ale musimy też zrobić go razem, jako drużyna. Nie można teraz wyrokować, co będzie potem, liczyć punktów. Musimy do każdego meczu podejść skoncentrowani, walczyć o 3 punkty i myśleć o każdym kolejnym meczu. Tylko tak możemy tych punktów nazbierać więcej i liczyć się w walce o coś więcej.

Powiedz nam czy ciężko jest Ci pogodzić czasem taką role wychowanka klubowego, kibica, wieloletniego piłkarza klubu, który chciałbym awansu, z sytuacją piłkarza gdzie musisz zachować tą chłodną głowę i spokój, jeśli chodzi o tzw. Pompowanie balonika, liczenie punktów?

To jest taki odwieczny problem między sercem i rozumem. Serce podpowiada jedno, człowiek emocjonalnie podchodzi do klubu, gry o awans. Mnie, jako wychowankowi, mieszkańcowi Katowic, człowiekowi mocno związany z klubem te serce z emocji często się wyrywa. Ciężko niekiedy się powstrzymać. Ale jest jeszcze rozum, bez którego nic nie zrobimy. Czasem trzeba podejść z chłodną głową, niekiedy jest bardzo ciężko, ale jednak jest to ważne. Jeśli mamy pewne rzeczy przekazywać młodym zawodnikom to warto im przekazać, że w ciężkich momentach musimy zachować tą chłodną głowę. Szczerze powiem, że czasami jest to naprawdę ciężko pogodzić, ale w tych momentach wydaje mi się, że pomaga doświadczenie. W pewnych momentach człowiek wie jak się zachować i jest dużo łatwiej.

Hokej był Ci zawsze bliski, Twoja rodzina związana jest z klubem. Powiedz Grzegorz jak odbierasz sytuację, w której znajduję się teraz hokej?

Powiem szczerze jest mi teraz bardzo przykro. Gdy wracałem rok temu do Katowic, fajnie to wyglądało. Było sporo kibiców, była fajna. Cieszyłem się, że dobrze to wygląda i idzie to w dobrym kierunku. Ja traktuje hokej i piłkę jak jeden klub. Wiem, że teraz to dwa różne podmioty, ale chciałbym byśmy grali pod jednym herbem. GieKSa jest tylko jedno, powinniśmy traktować  drużyny, jako jedność. Uwielbiam ten sport, chodziłem od dziecka na mecze, ten sport jest naprawdę piękny i człowiek chciałby przyjść. Moje dzieci też były pozytywnie nastawione. Wiem, że chłopaki w klubie walczą do końca, starają się. Warto by dla takich ludzi ten sport funkcjonował w mieście. Nie znam dokładnie sytuacji, ale moim marzeniem jest by pod nazwą GieKSy piłkarze i hokeiści byli pod jednym klubem. To już jest jednak poza mną. Ja mogę tylko z boku wspierać taką ideę i wierzyć, że tak będzie.

50 lat minęło, jakie są Twoje wspomnienia związane z klubem? Długo u nas grałeś, więc pewnie trochę się tego nazbierało?

Tak, tych wspomnień naprawdę jest masa, dużo tego było. Mógłbym tego przywołać wiele wspomnień, ale chyba największe to 3 miejsce, które zrobiliśmy przy braku organizacji w klubie. Patrząc z perspektywy czasu to był rewelacyjny wynik. W pamięci mam spotkanie z bardzo mocną Wisłą Kraków. Stadion był pełny, a my ten mecz wygraliśmy. Mam nadzieję, że kiedyś nam się uda nawiązywać do tych wspomnień w ekstraklasie. 50 Lat to również fajna data by zjednoczył się hokej z piłką.

Rozwijałeś swój projekt Akademii Piłkarskiej dla dzieciaków. Projekt trwa? Rozwija się?

Projekt trwa nadal, rozwija się. Staram się tego pilnować. Idziemy małymi krokami do przodu, nie wszystko można od razu zrobić. Jest coraz więcej chętnych dzieci do ćwiczeń. Z klubem mamy wstępne porozumienie, co do współpracy i mam nadzieję, że na tej płaszczyźnie to również będzie dobrze funkcjonować. Mam nadzieję, że akademia będzie takimi projektem, na którym skorzysta piłka w Katowicach. Dużo czasu przed nami. Nie będę ukrywać, że na razie skupiam się na tym by grać w klubie, jest wielka szansa przed nami i szkoda byłoby jej nie wykorzystać. Przy okazji chciałbym poinformować rodziców, dzieciaki, że nabór do Akademii Piłkarskiej Katowice www.apkatowice.pl  wciąż trwa  wiec zapraszamy chętnych

Dziękujemy za rozmowę.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Żółty kocioł dał koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Radomiak Radom wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Joao Henriques. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Joao Henriques (trener Radomiaka Radom):
Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. GKS strzelił trzy bramki, my dwie. Tyle mam do powiedzenia. Nasi zawodnicy do bohaterowie w tym meczu. Będziemy walczyć dalej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Ważny moment dla nas, bo pierwsza przerwa na kadrę to taka pierwsza tercja tej rundy i mieliśmy świadomość, że musimy zdobywać punkty, aby nie zakopać się. Wiadomo, jeśli chodzi punkty nie zdarzyło się nic zjawiskowego. Mamy siódmy punkt i to jest dla nas cenna zdobycz, a dzisiejszy mecz był bardzo ważnym egzaminem piłkarskiego charakteru, piłkarskiej złości i udowodnienia samemu sobie, że tydzień później możemy być bardzo dobrze dysponowani i możemy zapomnieć, że coś nam nie wyszło. Bo sport ma to do siebie, że co tydzień nie będziesz idealny, świetny i taki, jak będziesz sobie życzył. Ważne jest, jak sportowiec z tego wychodzi.

Tu nie chodzi o to, że nam się udało cokolwiek, bo udać to się może jeden raz, ale jak wychodzimy i zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy w opałach – a byliśmy w nich także w tym meczu. Graliśmy bardzo energetyczną pierwszą połowę, mogliśmy strzelić więcej bramek, a schodziliśmy tylko z remisem. Ze świadomością, że straciliśmy dwie bramki, a sami mogliśmy strzelić dużo więcej. No ale jednak obawa jest, że dwie straciliśmy.

Siła ofensywna Radomiaka jest ogromna, ci chłopcy są indywidualnie bardzo dobrze wyszkoleni, są szybcy, dynamiczny, niekonwencjonalni. Bardzo trudno się przeciw nim gra. Zresztą kontratak na 1:0 pokazywał dużą klasę. Niesamowicie jestem dumny ze swoich piłkarzy, że w taki sposób narzucili swoje tempo gry, byli w pierwszej połowie drużyną, która dominowała, stworzyła wiele sytuacji bramkowych, oddała wiele strzałów, miała dużo dośrodkowań. To była gra na tak. Z tego się cieszę, bo od tego tutaj jesteśmy. W drugiej połowie przeciwnik po zmianach, wrócił Capita, Maurides, także ta ławka również była silna. Gra się wyrównała i była troszeczkę szarpana. Natomiast niesamowicie niosła nas publika, dzisiaj ten nasz „żółty kocioł” był niesamowity i serce się raduje, w jaki sposób to odtworzyliśmy, bo wiemy jaką drogę przeszliśmy i ile było emocji. Druga połowa była świetnym koncertem i kibice bardzo pomagali, a bramka Marcina była pięknym ukoronowaniem. Skończyło się naszym zwycięstwem i możemy być bardzo szczęśliwi. Co tu dużo mówić, jeżeli w taki sposób GKS będzie grał, to kibiców będzie jeszcze więcej i ten nasz stadion, który tak nam pomaga, będzie szczęśliwy.

Bardzo cenne punkty, ważny moment, trochę poczucia, że dobra teraz chwila na odpoczynek ale za chwilę zabieramy się do ciężkiej roboty, bo jedziemy do Gdańska i wiadomo, jak ważne to będzie dla nas spotkanie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga