Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
GKS Katowice najlepszą ekipą sezonu zasadniczego
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Z okazji 60-lecia istnienia GieKSy, nasze drużyny będą występować w okolicznościowych strojach. Piłkarki przed startem Orlen Ekstraligi (drugiego marca z Czarnymi Sosnowiec) pokonały w ramach 1/8 finału Pucharu Polski Rekord Bielsko-Biała 5:1. Losowanie par ćwierćfinałowych odbędzie się pierwszego marca. Piłkarze udanie rozpoczęli zmagania rundy rewanżowej Fortuna I Ligi pokonując Motor 2:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następne spotkanie drużyna rozegra w Płocku ze spadkowiczem z ekstraklasy ekipą Wisły. Mecz rozpocznie się w sobotę 24 lutego od godziny 15:00.
Siatkarze przegrali na wyjeździe z drużyną Stali Nysa 1:3. Następne spotkanie zespół rozegra w najbliższy poniedziałek z AZS-em Olsztyn.
Hokeiści w minionym tygodniu rozegrali trzy spotkania: z JKH GKS-em Jastrzębie (przegrany 2:5), Cracovią (wygrany po dogrywce 6:5) oraz z Podhalem (wygrany 3:1). W tym tygodniu zespół rozegra jeszcze dwa mecze, jutro (23 lutego) w Toruniu z Energą oraz w niedzielę (25 lutego), w Satelicie z Zagłębiem. Mecze rozpoczną odpowiednio o 18:30 i 17:00. Nasza drużyna na trzy spotkania przed końcem sezonu zasadniczego zapewniła sobie pierwsze miejsce w tabeli.
KLUB
wkatowicach.eu – Jubileuszowe stroje piłkarzy i piłkarek GKS-u Katowice. Wyjątkowy klip promocyjny z udziałem Nicoli Brzęczek i Arkadiusza Jędrycha
GKS Katowice obchodzi 60-lecie istnienia. Piłkarki oraz piłkarze GKS-u Katowice będą występować wyjątkowym jubileuszowym komplecie strojów. Koszulki zadebiutują 27 lutego w urodzinowym starciu GieKSy z Miedzią.
Ważnym elementem obchodów 60-lecia GKS-u Katowice są okolicznościowe stroje sportowców wszystkich sekcji klubu, które powstały we współpracy z partnerem technicznym klubu – Hummel. W specjalnych koszulkach występują już hokeiści i siatkarze. Teraz GieKSa prezentuje stroje piłkarskich drużyn.
Piłkarze po raz pierwszy wystąpią w nich podczas jubileuszowego spotkania 17. kolejki Fortuna 1 Ligi z Miedzią Legnica zaplanowanego na wtorek 27 lutego o godzinie 18:00 przy Bukowej. Bilety na ten mecz w cenie można kupić w okazyjnej cenie 5 złotych. Natomiast Mistrzynie Polski w nowym komplecie strojów zaprezentują się w pierwszym domowym meczu rundy wiosennej Ekstraligi kobiet.
informuje GKS Katowice
Jubileuszowe koszulki, czarne ze złotymi elementami, mają nawiązywać do górniczych tradycji katowickiego klubu. Specjalny klip promocyjny z udziałem piłkarki Nicoli Brzęczek i piłkarza Arkadiusza Jędrycha został zrealizowany… 370 metrów po ziemią w KWK Staszic-Wujek.
Wyjątkowe jubileuszowe stroje wszystkich sekcji GKS-u Katowice można już zakupić stacjonarnie w Oficjalnym Sklepie GKS-u Katowice znajdującym się na terenie Stadionu Miejskiego w Katowicach (ul. Bukowa 1A) i na stronie sklep.gkskatowice.eu
Koszulki piłkarzy oraz piłkarek będą sprzedawane w pamiątkowych, ozdobnych opakowaniach w cenach:
koszulka dziecięca (rozmiary Junior XS, Junior S, Junior M, Junior L, Junior XL) – 239 PLN
koszulka dziecięca z personalizacją – 259 PLN
koszulka dla osób dorosłych (rozmiar S, M, L, XL, XXL) – 259 PLN
koszulka dla osób dorosłych z personalizacją – 279 PLN
PIŁKA NOŻNA
bts.rekord.com.pl – Rekord Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:5 (1:2)
Bez niespodzianki w Wapienicy…
Mistrzynie kraju wyeliminowały bielszczanki w spotkaniu 1/8 finału Orlen Pucharu Polski.
Potyczka niemal od początku toczyła się przy przewadze katowiczanek, stąd najbardziej zapracowanymi zawodniczkami na boisku były defensorki Rekordu, z Klaudią Ciupą w bielskiej bramce na czele. Największe zagrożenie czyhało na „rekordzistki” przy stałych fragmentach. Nie dość, że podopieczne Karoliny Koch mają te warianty dobrze opracowane, to jeszcze potrafiły robić użytek z przewagi wzrostowej. Kiedy gol dla GieKSy wisiał niemal na włosku zawodniczki Mateusza Żebrowskiego kompletnie zaskoczyły rywalki tzw. doskokiem pressingowym. Pogubioną obronę katowiczanek skarciła dynamicznym wejściem i celnym uderzeniem z boku pola karnego Julia Gutowska (na zdjęciu). Jak się później okazało, to zdarzenie jedynie podrażniło ekipę ze stolicy Górnego Śląska. Po kornerze, w podbramkowym zamieszaniu, najlepiej odnalazła się Dżesika Jaszek. W dużej mierze za sprawą rosłej napastniczki GKS objął prowadzenie jeszcze przed przerwą, po strzale Klaudii Słowińskiej.
Trener biało-zielonych starał się w drugiej odsłonie zaradzić zmianami na rosnącą przewagę faworytek, te jednak nie zwolniły tempa. Gdy w 61. minucie z rzutu wolnego celnie przymierzyła Joanna Olszewska stało się jasne, że kwestia ewentualnego awansu bielszczanek oddaliła się bezpowrotnie. Wprawdzie pod koniec spotkania dwukrotnie „postraszyła” rywalki strzałami z dystansu Esther Sunday, ale katowiczanki były o wiele bardziej konkretne. D. Jaszek raz jeszcze wywiodła w pole bielską defensywę, a Amelia Bińkowska ustaliła rezultat strzałem z „wapna”.
kobiecyfutbol.pl – Orlen Puchar Polski: poznaliśmy ostatniego ćwierćfinalistę
GKS Katowice pokonał w ostatnim spotkaniu 1/8 Orlen Pucharu Polski Rekord Bielsko-Biała 5:1 i zapewnił sobie awans do ćwierćfinału.
Faworyzowane katowiczanki od samego początku zaczęły mocno naciskać na bramkę. Jednak brak skuteczności, jak i dobre interwencje Ciupy, spowodowały, że przez długi czas mieliśmy bezbramkowy remis. Jeden z niewielu ataków na bramkę przyjezdnych skończył się bramką Julii Gutowskiej w 25. minucie. Młoda napastniczka Bielska uderzyła z narożnika w pola karnego i Kinga Seweryn była bez szans. Przez kolejne 10 minut to rekord nabrał wiatru w żagle i części atakował bramkę GKS-u. W 36. minucie GKS Katowice po bramce Dżesiki Jaszek wyrównał stan meczu. Trzy minuty później strzałem z szesnastu metrów do bramki Rekordu trafiła Klaudia Słowińska. Po ciekawej pierwszej połowie GKS Katowice prowadził 2:1.
Druga połowa rozpoczęła się pod dyktando GKS-u Katowice. W 61. minucie Joanna Olszewska podpisała się fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego, trafiając do bramki Rekordu. Katowiczanki kontrolowały wydarzenia na boisku. W 85 minucie ponownie do bramki rekordu trafiła Dżesika Jaszek. Wynik spotkania ustaliła Amelia Bińkowska w pewnym strzałem z rzutu karnego w 88. minucie.
SIATKÓWKA
siatka.org – Dominacja Stali w bloku i komplet punktów
W meczu kończącym 22. kolejkę PlusLigi PSG Stal Nysa podejmowała GKS Katowice. Pierwszy set zapowiadał, że może być to emocjonujący pojedynek, bowiem Stal wygrała 33:31. Po kolejnej partii katowiczanie doprowadzili do remisu, ale było to wszystko, na co pozwolili przyjezdnym nysanie. Ekipa PSG Stali świetnie zagrała blokiem, ale GKS zrobił dobre wrażenie w polu serwisowym.
W spotkanie lepiej weszli katowiczanie, którzy po błędzie rywali objęli trzypunktowe prowadzenie (4:1). Stal na moment się do nich zbliżyła, ale po asie serwisowym Łukasza Usowicza znów traciła aż trzy oczka. Remis pokazał się na tablicy wyników, dopiero gdy skutecznością w ataku popisał się Nicolas Zerba (12:12). Goście musieli więc uruchomić blok, aby znów być w nieco lepszej sytuacji. Nie był to jednak koniec emocji, gdyż gospodarze odpowiedzieli tym samym (17:17). Kontynuowali czujną grę na siatce i w końcówce to oni byli bliżej wygranej w premierowej odsłonie. W ważnym momencie asem popisał się jednak Lukas Vasina i jeszcze wszystko wydawało się możliwe (22:21). Tym samym nie obyło się bez walki na przewagi, z której zwycięsko po dłuższej batalii wyszli zawodnicy PGE Stali Nysa. „Kropkę nad i” postawił ostatecznie atak Wojciecha Włodarczyka (33:31).
Wyrównana walka powróciła na początku seta numer dwa. Musiał więc popracować w ataku Vasina, aby to jego drużyna miała cenne dwa oczka z przodu (7:5). Nie trzeba było jednak długo czekać na wyrównanie, gdyż Stal przypomniała o swoim bloku. Co prawda katowiczanie na moment odbudowali przewagę, ale zaraz asem popisał się Maciej Muzaj (13:13). Tym samym musiał więc odpowiedzieć Marcin Waliński, aby GKS znów miał dwa oczka z przodu. Szczególnie, że zaraz dołożył kolejną punktową zagrywkę (19:15). Katowiczanie nie wypuścili już swojej szansy z rąk i to oni triumfowali po ataku ze środka Sebastiana Adamczyka (25:19).
Na początku trzeciej odsłony katowiczanie świetnie spisali się w polu serwisowym. Po punktowej zagrywce Adamczyka mieli już dwa oczka więcej (6:4). Zaraz przewaga wzrosła o kolejne, gdy asa zapisał na swoim koncie Waliński. Tym samym odpowiedział jednak Patryk Szczurek, co w połączeniu z blokiem Zerby dało remis (9:9). W dodatku skutecznością w ataku wykazał się Zouheir El Graoui i to Stal Nysa znalazła się w dogodniejszej sytuacji. Potrzeba więc było kolejnego asa Adamczyka, aby powróciło wyrównanie (15:15). Nie na długo, gdyż czujny na siatce okazał się Muzaj. Walka trwała jednak dalej, gdyż w ataku popracował Waliński (19:19). Ostatecznie w końcówce to Stal znalazła się bliżej wygranej, gdy raz jeszcze wykazała się czujnością na siatce. W dodatku w ataku pomylił się Waliński i zaraz gospodarze mogli triumfować po ataku Muzaja (25:22).
W partię numer cztery świetnie weszła Stal. Po asie Szczurka i błędzie Walińskiego miała już pięć oczek więcej (5:0). To napędziło gospodarzy, którzy po bloku Zerby byli już na dobrej drodze, aby sięgnąć po wygraną w całym meczu. W dodatku katowiczanie nie pomagali sobie popełniając błędy własne w postaci autowych ataków (8:18). Jeszcze błąd na rozegraniu popełnił Vasina i tym samym dał piłkę meczową gospodarzom. Wykorzystali ją w pierwszej próbie za pomocą asa serwisowego Włodarczyka (25:13).
PSG Stal Nysa – GKS Katowice 3:1 (33:31, 19:25, 25:22, 25:13)
HOKEJ
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie: Śląskie derby dla rozpędzonych jastrzębian
W rozegranym 14 lutego meczu 40. kolejki Tauron Hokej Ligi GKS Katowice przegrał z JKH GKS Jastrzębie 2:5. Rozpędzeni jastrzębianie nie zwalniają tempa, a obrońcy tytułu mistrzowskiego przegrali drugie ligowe spotkanie z rzędu.
Hokeiści JKH GKS Jastrzębia nie zwalniają tempa. Podopieczni trenera Roberta Kalabera pokonali w wypełnionym kibicami Satelicie GKS Katowice odnosząc szóstką ligową wygraną z rzędu.
Obrońcy tytułu mistrzowskiego do śląskich derbów przystąpili bez kontuzjowanego Grzegorza Pasiuta, a podstawowy bramkarz John Murray tym razem został w boksie, bo również nie jest jeszcze w 100 procentach zdrowy.
Katowiczanie na początku spotkania dwa razy grali w liczebnej przewadze, ale jej nie wykorzystali. Później do roboty zabrali się hokeiści JKH i w odstępie 64 sekund zdobyli dwie bramki. Wynik meczu otworzył Dominik Jarosz, a chwilę później ich prowadzenie podwyższył Emil Bagin.
Hokeiści JKH GKS Jastrzębia nie zwalniają tempa. Podopieczni trenera Roberta Kalabera pokonali w wypełnionym kibicami Satelicie GKS Katowice odnosząc szóstką ligową wygraną z rzędu.
Obrońcy tytułu mistrzowskiego do śląskich derbów przystąpili bez kontuzjowanego Grzegorza Pasiuta, a podstawowy bramkarz John Murray tym razem został w boksie, bo również nie jest jeszcze w 100 procentach zdrowy.
Katowiczanie na początku spotkania dwa razy grali w liczebnej przewadze, ale jej nie wykorzystali. Później do roboty zabrali się hokeiści JKH i w odstępie 64 sekund zdobyli dwie bramki. Wynik meczu otworzył Dominik Jarosz, a chwilę później ich prowadzenie podwyższył Emil Bagin.
hokej.net – Rollercoaster wrażeń w Krakowie! GieKSa górą po dogrywce
Niesamowitych emocji dostarczył mecz Comarch Cracovii z GKS-em Katowice. Choć mistrzowie Polski po 8 minutach prowadzili już 3:0, to „Pasy” rzuciły się w szaleńczą pogoń, odrabiając straty i na… 36 sekund przed końcem spotkania obejmując prowadzenie! Katowiczanie zdołali jednak doprowadzić do dogrywki, w której zwycięstwo gościom z Górnego Śląska zapewnił Olli Iisakka.
„Pasy” przystąpiły do dzisiejszego spotkania w niemalże identycznym zestawieniu, jak do wyjazdowego spotkania w Sanoku. Jedyne roszady miały miejsce w czwartej formacji obronnej, gdzie Szymona Bieńka zastąpił Karol Sterbenz. W dalszym ciągu Rudolf Roháček nie mógł skorzystać z usług Radosława Sawickiego. W kadrze mistrzów Polski zabrakło natomiast Bena Sokaya oraz Grzegorza Pasiuta.
W pierwszych minutach spotkania to gospodarze dłużej utrzymywali się przy krążku, sprawdzając kilkukrotnie gotowość Johna Murraya. Gdy do głosu doszli goście, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Trzy pierwsze strzały GKS-u, przyniosły trzy bramki. W 4. minucie wynik spotkania otworzył Joona Monto, który przejął krążek po błędzie w rozegraniu rywala. W 7. minucie na listę strzelców wpisał się Mateusz Michalski a ledwie po 18 sekundach autorem trzeciego trafienia stał się Olli Iisakka. Po trzeciej bramce, trener Roháček podjął deczyje o zmianie bramkarza. Miejsce Matthew Robsona zajął Łukasz Hebda.
W 26. minucie „Pasy” zdołały odpowiedzieć na nokaut GieKSy z pierwszej tercji. Aapo Alapuranen wykorzystał podanie od Gustafa Berlinga i z najbliższej odległości pokonał Murraya. Minutę później katowicki golkiper raz jeszcze musiał wyciągać krążek siatki. Najprzytomniej w zamieszaniu pod bramką GKS-u zachował się Adam Raška, który wyłuskał krążek i zdobył kontaktową bramkę. Radość ze zdobytej bramki, nie trwała długo, bowiem w 29. minucie gumę do krakowskiej bramki zdołał zaadresować Hampus Olsson.
Trzecia tercja świetnie rozpoczęła się dla drużyny Cracovii. W 44. minucie Sebastian Brynkus pomimo asysty katowickiego obrońcy, zdołał posłać silny strzał z nadgarstka, którym kompletnie zaskoczył Johna Murraya. „Pasy” ponownie łapiąc kontakt z rywalem, tym razem dopięły swego. W 47. minucie wydarzenia skupiały się pod katowicką bramką. W końcowej fazie spotkania John Murray zgubił kij, co po chwili wykorzystał Adam Raška, dając gospodarzom upragniony remis.
Długimi momentami żadna ze stron nie zdołała przejąćinicjatywy nad wydarzeniami na lodzie. Nie oznaczało to jednak końca emocji. Na 36 sekund przed końcem trzeciej tercji Janne Jalasvaara wywołał eksplozję radości przy Siedleckiego wyprowadzając po raz pierwszy w spotkaniu Cracovię na prowadzenie. Posłany przez doświadczonego obrońcę na deski GKS Katowice zdołał jednak odpowiedzieć. Gdy zegar odmierzający czas wyświetlał 12 sekund do zakończenia spotkania Sam Marklund doprowadził do dogrywki. W doliczonym czasie gry więcej wyrachowania wykazali podopieczni Jacka Płachty. W 64. minucie Olli Iisakka dobił odbity przez Łukasza Hebdę po strzale Joony Monto krążek i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.
Kropla drąży skałę. GKS Katowice najlepszą ekipą sezonu zasadniczego
Sporo cierpliwości i konsekwencji potrzebnych było zawodnikom GKS-u Katowice, aby pokonać PZU Podhale Nowy Targ. Pomimo dominacji mistrzów Polski, goście głównie za sprawą świetnie dysponowanego między słupkami Pawła Bizuba do końca pozostawali w grze o korzystny rezultat. Odniesione zwycięstwo zapewniło GieKSie miano najlepszej drużyny sezonu zasadniczego.
Trener Jacek Płachta w dzisiejszym spotkaniu mógł skorzystać z nieobecnych w Krakowie Grzegorza Pasiuta oraz Benjamina Sokaya. Katowiczanie rozpoczęli spotkanie, dokładnie tak, jak można by tego oczekiwać od głównego pretendenta do miana najlepszej ekipy sezonu zasadniczego. Gospodarze bardzo dobrze czuli się w tercji rywala, gdzie zyskiwali sporą swobodę w rozgrywaniu krążka. „Górale” choć momentami cofnięci do głębokiej defensywy, należycie wywiązywali się z zadań obronnych, pilnując swoich pozycji i wspierając dobrze dysponowanego w bramce Pawła Bizuba. W 12. minucie GieKSa otrzymała kolejną sposobność do forsowania bramki rywala, gdyż do boksu kar został oddelegowany Marcin Horzelski. GKS momentalnie zamknął zespół Podhala we własnej tercji. Najbliżej pokonania Pawła Bizuba był Sam Marklund, który przyjmując krążek, w charakterystyczny dla siebie sposób odwrócił się z nim, jednak guma trafiła jedynie w słupek. W ostatnich dwóch minutach „Górale” mogli zaprzepaścić ciężką pracę jaką wykonali w pierwszej tercji. W 18. minucie na ławce kar zasiadł Łukasz Kamiński, który po niewykorzystanej kontrze dopuścił się uderzaniem kijem rywala, a na 30 sekund przed końcem pierwszej odsłony do boksu kar został również skierowany Jakub Worwa.
Goście raz jeszcze dali pokaz solidnej gry defensywnej broniąc swoje osłabienia. Wydarzenia drugiej tercji niewiele różniły się od tego, co było nam dane oglądać w pierwszej odsłonie. Katowiczanie w dalszym ciągu dominowali nad zespołem Podhala, jednak w żaden sposób nie potrafili znaleźć drogi do bramki Pawła Bizuba. „Górale” nie pozwolili przełamać swojej defensywy pomimo kolejnych dwóch dwuminutowych gier w osłabieniu. W 38. minucie zespół Jacka Płachty dopiął swoich starań. Sam Marklund dostrzegł na lewym skrzydle Aleksi Varttinena, który silnym strzałem z nadgarstka znalazł w końcu sposób, aby zaskoczyć Pawła Bizuba. W 39. minucie gościom udało się wypracować dobrą pozycję strzelecką dla Aleksa Szczechury, ten jednak z najbliższej odległości nie znalazł miejsca na pokonanie Johna Murraya, W ostatnich sekundach drugiej odsłony Aleksi Varttinen dopuścił się rzucenia na bandę Filipa Wielkiewicza, w związku z czym arbitrzy podjęli karę o nałożeniu na fińskiego obrońcę kary 5 minut.
Równie dobrze w grze obronnej spisali się katowiczanie, którzy pomimo pięciominutowej gry w osłabieniu, nie pozwolili rywalom na wyrównanie stanu rywalizacji. Co więcej, GKS w tym okresie wyprowadził błyskawiczną kontrę. Bartosz Fraszko precyzyjnym podaniem otworzył drogę do bramki Santeri Koponenowi, jednak jak spod ziemi w ostatniej chwili między słupkami wyrósł Paweł Bizub, który tylko dla siebie znanym sposobem zatrzymał krążek. W 53. minucie na indywidualną akcję zdecydował się Mateusz Michalski, który z krążkiem przy kiju pokonał tercję rywala i stając „twarzą w twarz” z Bizubem ze stoickim spokojem wykończył akcję, podwyższając prowadzenie swojego zespołu. W 57. minucie ambitnie walczący goście stanęli przed możliwością gry w przewadze, gdy za atak łokciem w boksie kar zasiadł Shigeki Hitosato. Sztab szkoleniowy Podhala chcąc zwiększyć swoje szansę na zdobycie kontaktowej bramki, zdecydował się wycofać z bramki Pawła Bizuba. Podwójna przewaga przyniosła zamierzony efekt. Patryk Wronka posłał krążek „na nos” Alexa Szczechury, który dokładając kij z najbliższej odległości nie dał szans na interwencję Murrayowi. Po wyrównaniu formacji „Górale” postawili wszystko na jedną kartę i gdy zdołali przejąć gumę, Paweł Bizub raz jeszcze opuścił bramkę. Niestety tym razem ten ryzykowny manewr nie przyniósł kolejnej bramki, a po stracie krążka Joona Monto strzałem do pustej bramki ustalił wynik spotkania na 3:1. Chwilę później wybrzmiała syrena końcowa i stało się jasne, że GKS-owi Katowice będzie przysługiwało miano najlepszej drużyny sezonu zasadniczego sezonu 2023/2024.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze