Dołącz do nas

Piłka nożna

Wygraliśmy z Wisłą Kraków w świetnym stylu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W tym niesamowicie ważnym spotkaniu GieKSa zdołała wywalczyć cenne punkty, które pozwalają jej marzyć o bezpośrednim awansie. Wisła szybko zobaczyła czerwoną kartkę, a Trójkolorowi doskonale wykorzystywali swoją przewagę liczebną.

Cały obiekt przy ulicy Bukowej został przeznaczony dla kibiców w żółtych koszulkach, którzy licznie mogli oglądać swój zespół bezpośrednio z trybun. Klub przygotował wiele atrakcji dla najmłodszych. Aby przedłużyć marzenia o bezpośrednim awansie, zespół Rafała Góraka musiał wywalczyć trzy punkty. Wisła z kolei walczyła o miejsce w barażach, które coraz bardziej się oddalało – szykowało się emocjonujące widowisko. Niesamowicie głośny doping z pewnością nie ułatwiał skoncentrowania się przyjezdnym. Przed spotkaniem oddano cześć zmarłym Górnikom minutą ciszy.

W pierwszych minutach zespoły bardzo dynamicznie kreowały okazje, już w 40. sekundzie interweniował Dawid Kudła. GieKSa ustawiła wysoki pressing, z którym nie radzili sobie goście. W 3. minucie dośrodkowanie Rogali nie doszło do napastnika, a wybitą futbolówkę Komor przeniósł wysoko nad poprzeczką. Po chwili czerwoną kartkę obejrzał Satrustegui za faul taktyczny na Bergierze, który wychodził na czystą sytuację po przejęciu piłki. Od 6. minuty goście grali zatem w osłabieniu, a GieKSa napędzana dopingiem nie zamierzała odpuszczać. W 10. minucie Wisła miała fantastyczną okazję do kontry, ale Baena zupełnie ją zmarnował fatalnym podaniem. Dużo uwagi poświęcała Wisła kryciu Adriana Błąda, co wykorzystywali pozostali zawodnicy. Cały plan przyjezdnych legł w gruzach, zupełnie się pogubili po tej kartce, co chwilę uciekali się do przewinień. W 14. minucie Komor popisał się fenomenalnym podaniem prostopadłym, niestety Bergier spóźnił się o ułamek sekundy i piłka ześlizgnęła się po sznurowadle. Minutę później szczęścia z dystansu spróbował Kozubal, uderzył wprost w bramkarza. W 18. minucie dobre podanie młodego pomocnika zmarnował Mateusz Mak, wykopując futbolówkę w niebiosa. W 19. minucie w bezpiecznej, jak się wydawało, sytuacji bramkę zdobył Rodado, odbijając ją od pleców interweniującego wślizgiem Kuuska. Chwila ciszy, a gdy nastąpił głośny doping, obejrzeliśmy bramkę na 1:1! Jędrych wykorzystał centrę Kozubala z rzutu wolnego, delikatnie muskając piłkę w powietrzu i zaskoczył tym Chichkana. W 25. minucie rajd lewą flanką zaliczył… Aleksander Komor, a z jego centry nie zdołał zdobyć bramki perfekcyjnie ustawiony Kozubal. Po dwóch kwadransach trener gości musiał już wykorzystać drugą zmianę w związku z urazem, niekomfortowa sytuacja dla szkoleniowca. W 33. minucie Komor wypuścił skrzydłem Rogalę, ten wstrzelił piłkę w pole karne, lecz nikt nie był zainteresowany jej przejęciem. Zadowolony z takiego obrotu spraw był Adrian Błąd, który na skraju szesnastki spojrzał w stronę słupka, po czym wpakował tam futbolówkę – 2:1! W odpowiedzi Rodado pomknął prawą flanką i zgrał do Sapały, ten został skutecznie wyblokowany. W 38. minucie świetną interwencją popisał się Arkadiusz Jędrych, czubkiem buta zatrzymując centrę na 10. metr. Już po chwili byliśmy pod drugim polem karnym, gdzie swojego szczęścia próbowali Mak i Repka, skończyło się na wrzucie z autu, choć było podejrzenie zagrania ręką przez obrońcę. W 42. minucie Repka uderzał w kierunku dalszego słupka, a Bergier znów był milimetry od dobicia piłki – tylko rzut rożny. W samej końcówce efektownie wkręcił rywala w ziemię Mak, ale został otoczony przez przeciwników, mimo tego wywalczył wrzut z autu. W 45. minucie groźnie było, gdy poślizgnął się Arkadiusz Jędrych, na szczęście koledzy przyszli z odsieczą. W trzeciej minucie doliczonego czasu Repka zdobył bramkę po stałym fragmencie Kozubala, a zgrywał mu Aleksander Komor. Sędzia dopatrzył się jednak spalonego i na przerwę Trójkolorowi schodzili z jednobramkową przewagą.

GieKSa nie porzuciła pomysłu na wysoki pressing, cały czas wykorzystując przewagę zawodnika. Pierwszy rzut rożny w 47. minucie, Błąd oddał wybitą futbolówkę Rogali, a ten uderzył nie do obrony mimo dużej odległości! Fantastycznie wychodziły te stałe fragmenty GieKSie, brawa za ich przygotowanie. W 52. minucie Wasielewski przytomnie obsłużył wybiegającego Repkę, pomocnik został jednak skutecznie wypchnięty z pola karnego przez defensywę. Po paru chwilach Bergier piętką zagrał nad obrońcami, niestety bramkarz uprzedził Trójkolorowych i wyłapał piłkę, to mogła być piękna asysta. 55. minuta to świetna okazja dla rywali, gdy Rogala zaspał i nie doskoczył do przeciwnika, ale szybko się zreflektował i wybił futbolówkę wślizgiem. W 57. minucie Rodado chciał oszukać Repkę zwodem, pomocnik nawet nie drgnął i powstrzymał rywala. W kolejnej akcji Rodado posłał bombę wprost w głowę Jędrycha, sędzia niepotrzebnie zwlekał z przerwaniem akcji, by umożliwić udzielenie pomocy medycznej. W 62. minucie Repka wypatrzył Wasielewskiego i chciał dograć mu piłkę przez całe boisko, niestety uczynił to zbyt niecelnie. Minutę później nasz pomocnik zaliczył asystę przy bramce… Marca Carbo, który wpakował piłkę do własnej siatki, choć trzeba docenić świetne podanie. Kilkanaście sekund później Kozubal świetnie zagrał do Bergiera na wolne pole, ten zwodem niestety wyrzucił się z szesnastki i nic z tego nie wyszło. 69. minuta to popis Araka – przy trybunach skandujących jego nazwisko, odebrał piłkę golkiperowi tuż po wejściu na murawę i zdobył korner dla zespołu. Shibata również chciał zapisać się w pamięci kibiców, popisując się efektownym dryblingiem. Czujnie w 72. minucie interweniował Kudła, gdy Alfaro urwał się defensorom i popędził sam na sam. W 76. minucie wszystkich zaskoczył rywal swoją decyzją: rozejrzał się po murawie, dostrzegł wolnych kolegów, złożył do podania i… wybił na rzut rożny. W 79. minucie Rogala sprintem zdobył teren na lewym skrzydle, dzięki Arakowi odbita piłkę zgarnął Marzec i huknął jak z armaty, niestety niecelnie. W 82. minucie po dość przypadkowej akcji piłkę do siatki wpakował Rodado, bardzo dużo szczęścia przy tej bramce. Jakub Arak niesamowicie się starał o gola, nie uznawał żadnej akcji za straconą. Mimo tego Wisła zdołała w końcówce narzucić własne warunki gry, GieKSa zdecydowanie pozwalała na zbyt wiele. Ostatnie minuty to jednak ponowna dominacja Trójkolorowych, którym nie wystarczały cztery gole. Piąte trafienie dołożył Mateusz Marzec po podaniu Wasielewskiego, którego wcześniej doskonale obsłużył Baranowicz.

18.05.2024, Katowice
GKS Katowice – Wisła Kraków 5:2 (2:1)
Bramki: Jędrych (22), Błąd (33), Rogala (47), Carbo (63-s), Marzec (90) – Rodado (19, 82).
GKS Katowice: Kudła – Wasielewski, Jędrych, Kuusk (83. Jaroszek), Komor, Rogala – Błąd (69. Shibata), Kozubal, Repka (82. Baranowicz), Mak (61. Marzec) – Bergier (69. Arak).
Wisła Kraków: Chichkan – Uryga, Carbo, Rodado, Villar (12. Kutwa), Alfaro (73. Roman), Satrustegui, Łasicki (31. Sapała), Duda, Krzyżanowski, Baena (73. Bregu).
Żółte kartki: Duda, Carbo, Alfaro, Uryga.
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 7455 (komplet).
Czerwona kartka: Satrustegui (5., faul taktyczny).

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    Michael

    19 maja 2024 at 22:07

    Pisze to w 73 min derbow pomorza. Niestety sie ewidentnie ustawili. Mecz skonczy sie remisem. Oszukali nie dosc ze nas to 40tys swoich kibicow. Oczywiscie nikt nic nie widzi. Wk.urwilem sie

    • Avatar photo

      Lukas

      20 maja 2024 at 09:51

      No i co? Po derbach Pomorza ci jednak przeszło?

  2. Avatar photo

    FCSzombry

    21 maja 2024 at 08:39

    Jak tam po derbach Pomorza?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga