Piłka nożna Prasówka
Media po meczu w Krakowie: GKS Katowice zlał Puszczę Niepołomice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu Puszcza Niepołomice – GKS Katowice 0:6 (0:2).
dziennikpolski24.pl – Odstrzał „Żubrów” w Krakowie
Puszcza Niepołomice – GKS Katowice 0:6 w meczu 11. kolejki piłkarskiej ekstraklasy. Gospodarze zostali więc zdeklasowani i są nadal w strefie spadkowej.
[…] Gospodarze, którzy są w strefie spadkowej, musieli wygrać. A widać było, że goście też nie przyjechali się bronić. Puszcza zaatakowała od początku – uderzał Michał Siplak i minimalnie chybił. W 12 min strzelał z kolei Marcin Wasielewski – Perchel odbił piłkę, ale dobitka Adriana Błąda była nieskuteczna. Wasielewski w 19 min znów próbował odbił piłkę golkiper Puszczy, ale Mateusz Kowalczyk strzelał za słabo, by pokonać bramkarza, a piłkę sprzed linii bramkowej wyekspediował w pole Siplak. Goście byli groźniejsi, ale brakowało im konkretów. Aż do 31 min. Wtedy to po rzucie rożnym Puszcza na chwilę oddaliła niebezpieczeństwo, ale katowiczanie zdołali rozegrać piłkę – Lukas Klemenz zagrał do Mateusza Kowalczyka, który płaskim strzałem pokonał Perchela.
Niepołomiczanie chcieli od razy odpowiedzieć – uderzał Jin-hyun Lee, ale nie trafił czysto w piłkę i był tylko róg.
Gospodarze fatalnie prezentowali się w obronie – Piotr Mroziński fatalnie wybijał, podając wprost na nogę do Oskara Repki, który zagrał do Sebastiana Bergiera, a ten z czystej pozycji spokojnie trafił do siatki. Sytuacja „Żubrów” była nie do pozazdroszczenia. A jeszcze przed przerwą mogło być 0:3 – ale Błąd skiksował pod bramką, źle trafiając w piłkę po dograniu Wasielewskiego.
Na drugą połowę gospodarze wyszli tylko z jedną zmianą.
Goście mogli „zamknąć” mecz tuż po przerwie – Nowak świetnie podał do Borji Galana, który zmarnował sytuację, stojąc oko w oko z Perchelem. Puszcza wreszcie odpowiedziała, a uderzał Konrad Stępień. Bez efektów.
Za to katowiczanie mieli piorunujące efekty – po kolejnej ofensywnej akcji w której Alan Czerwiński dograł do Nowka, a ten wycofał na 5 m, a atak skończył Oskar Repka.
A niepołomiczanie? Gdy już dochodzili do sytuacji, to zachowywali się fatalnie jak choćby Łukasz Sołowiej w 63 min, ale strzelił tak, że piłka wyszła na… aut. Puszcza była po prostu bezradna.
W 69 min po rzucie rożnym główkował Michalis Kosidis, ale Dawid Kudła był dobrze ustawiony i złapał piłkę. Po chwili znów Grek główkował – tym razem obok bramki.
W 72 min Wasielewskiego sfaulował w polu karnym Piotr Mroziński i sędzia podyktował „jedenastkę”. Pewnie strzelił Arkadiusz Jędrych i było 0:4. Jeszcze gospodarze się nie uspokoili, a już był kolejny rzut karny przeciwko nim – Wasielewski wpadł w Konrada Stępnia puszczając piłkę między jego nogami i odbił się od „ściany”. Kolejny karny, pewny strzał Nowaka i 0:5.
„Co wy robicie, MKS, co wy robicie?” – krzyknęły trybuny.
A to nie był koniec. Uderzał Nowak – trafił w słupek, a z dobitka pospieszył Jakub Antczak i było 0:6.
gol24.pl – GKS Katowice zlał Puszczę Niepołomice. Sześć goli, beniaminek PKO Ekstraklasy zrównał się z Legią Warszawa
GKS Katowice dał niesamowity popis strzelecki w Krakowie. Beniaminek PKO Ekstraklasy wygrał na wyjeździe bardzo wysoko z Puszczą Niepołomice, pokonując ją aż 6:0 (2:0). Mimo trudnych warunków pogodowych to było świetne otwarcie 11. kolejki. Zespół Rafała Góraka nieoczekiwanie zrównał się w tabeli z Legią Warszawa, którą w niedzielę czeka hit z Jagiellonią Białystok.
GKS Katowice robił dzisiaj co chciał z Puszczą. Wyglądało to tak jakby grali seniorzy na juniorów. Albo zespół z jedenastoma piłkarzami na ośmiu rywali. To był po prostu koncert z przytupem!
Współczynnik xG, czyli oczekiwanych goli wyniósł aż 5,05. GKS Katowice oddał w sumie dziewiętnaście strzałów z aż dwanaście okazało się celnych. Po sześciu piłka zatrzepotała w siatce…
Wielkie strzelanie zaczął niepowołany do reprezentacji Polski Mateusz Kowalczyk. Przed przerwą poprawił po nim Sebastian Bergier, który okupił tę chwilę urazem barku.
6:0 to naturalnie najwyższe zwycięstwo GieKSy po powrocie do elity. Pozwoliło awansować na ósme miejsce w tabeli. Tyle samo punktów ma siódma Legia Warszawa, która jest wyżej dzięki bilansowi bramkowemu.
– Gdyby GieKSa miała trochę więcej szczęścia to mogłaby strzelić drugie tyle – stwierdził po godzinie gry komentator Canal+ Sport, Michał Trela.
I ostatecznie właśnie tyle bramek obejrzeliśmy przy Kałuży. Najpierw wynik 4:0 z rzutu karnego po faulu Piotra Mrozińskiego na Marcinie Wasielewskim podwyższył niezawodny Arkadiusz Jędrych.
To nie była ostatnia jedenastka tego dnia. Potem Konrad Stępień nieprzepisowo (i boleśnie) zatrzymał wspomnianego Wasielewskiego, więc sędzia Karol Arys ponownie wskazał na wapno. Do asysty gola dołożył Bartosz Nowak, który wybrał ten sam róg co Jędrych.
Wynik w końcówce ustalił Jakub Antczak po błędzie Michała Perchela.
sport.tvp.pl – GKS Katowice nie dał szans Puszczy Niepołomice. Sześć goli na otwarcie kolejki Ekstraklasy
Cóż to było za otwarcie 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy! Puszcza Niepołomice podejmowała na stadionie Cracovii beniaminka z Katowic, a ten sprawił jej tęgie lanie, wygrywając aż 6:0. Zespół z Górnego Śląska stał się autorem najwyższego zwycięstwa w obecnym sezonie.
Mecz toczył się w trudnych warunkach. Grę piłkarzom utrudniał obfity deszcz. Spotkanie miało interesujący przebieg. Najpierw groźny, ale niecelny strzał, oddał Michal Siplak. Goście odpowiedzieli w 19. minucie. Marcin Wasielewski wpadł w pole karne i oddał mocny strzał. Michał Perchel sparował piłkę, a dobitkę Mateusza Kowalczyka zablokował tuż przed linią bramkową Siplak.
W 31. minucie katowiczanie już objęli prowadzenie. Po rozegraniu rzutu rożnego piłka trafiła do Kowalczyka, a ten strzałem z około 14 metrów posłał piłkę do siatki.
Dziesięć minut później było już 2:0 dla katowiczan. Oskar Repka podał do Sebastiana Bergiera, a ten strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Perchelowi. Za moment goście przeprowadzili groźny kontratak. Adrian Błąd źle jednak trafił w piłkę po podaniu od Wasielewskiego.
Goście na drugą połowę wyszli już bez Bergiera, który jeszcze zanim zdobył drugą bramkę sygnalizował uraz barku. Zastąpił go Borja Galan, który w 50. minucie nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem. GKS jednak nie odpuszczał i w 57. minucie prowadził już 3:0 po efektownej akcji Alana Czerwińskiego i Bartosza Nowaka, którą strzałem z pięciu metrów wykończył Repka.
Gospodarze dopiero w 69. minucie oddali celny strzał. Główkę Michalisa Kosidisa obronił Dawid Kudła.
W 73. minucie Piotr Mroziński sfaulował w polu karnym Wasielewskiego i arbiter podyktował „jedenastkę”, którą pewnym strzałem wykorzystał Arkadiusz Jędrych. Za chwilę, niemal w tym samym miejscu, Wasielewskiego sfaulował Konrad Stępień i arbiter ponownie wskazał na jedenasty metr. Tym razem rzut karny wykorzystał Nowak.
Goście zdobyli jeszcze jedną bramkę w 86. minucie. Najpierw Nowak trafił piłką w słupek, ale skuteczną dobitką popisał się wprowadzony chwilę wcześniej Jakub Antczak.
Puszcza poniosła najwyższą porażkę w historii swoich występów w Ekstraklasie.
sportowefakty.wp.pl – Bolesne lanie w Puszczy. GKS Katowice bił i patrzył, czy równo puchnie
Co to był za mecz w wykonaniu GKS-u Katowice. Beniaminek PKO Ekstraklasy wygrał na wyjeździe z Puszczą Niepołomice aż 6:0 w pierwszym spotkaniu 11. kolejki. Przy lepszej skuteczności wynik mógł być nawet dwucyfrowy.
Trzeba postawić sprawę jasno – jeśli przed tygodniem w bardzo dobrym stylu ogrywasz Pogoń Szczecin, to nie masz prawa stracić punktów z teoretycznie dużo słabszą Puszczą Niepołomice.
I cóż, trener Rafał Górak odpowiednio zmotywował swoich zawodników, bo ci wyglądali świetnie na tle „Żubrów”. GKS miał kontrolę nad spotkaniem niemalże od pierwszej minuty. Widać było tzw. wyższą kulturę gry i jakość piłkarską.
To była przepaść. Katowiczanie bawili się na boisku w Krakowie, byli zespołem przynajmniej o klasę lepszym. Ostatecznie wygrali 6:0 i można zaryzykować stwierdzenie, że to i tak najniższy wymiar kary. Puszcza bardzo słabo broniła, a pewnym momencie w ogóle zapominała o powrotach do defensywy, przez co GKS miał mnóstwo okazji do kontrataków. Gdyby udało się sfinalizować wszystkie, to wynik byłby jeszcze bardziej okazały. Może nawet dwucyfrowy.
Ale beniaminek i tak nie ma prawa narzekać, bo wygrana jest olbrzymia. Licząc Puchar Polski, GKS wygrał po raz trzeci z rzędu i jeśli tak dalej pójdzie, to bardzo szybko przestaniemy wymieniać ten zespół w gronie kandydatów do spadku.
Gości można za to spotkanie wyłącznie chwalić. Obrona niemal bezbłędna, ofensywnie usposobione wahadła, genialny środek pola, napastnik z golem. Tylko Dawid Kudła w dosłowne paru interwencjach sprawiał wrażenie lekko elektrycznego, ale zrzucamy to na padający deszcz (z przymrużeniem oka). Golkiper GKS-u nie miał zbyt wiele do roboty.
Co innego Michał Perchel. On nie dość, że był często zatrudniany, to jeszcze aż SZEŚCIOKROTNIE musiał schylać się po piłkę i wyciągać ją z siatki.
Do przerwy było „tylko” 2:0. Najpierw po krótko rozegranym rzucie rożnym i przytomnym podaniu od Lukasa Klemenza bramkę zdobył Mateusz Kowalczyk, a dziesięć minut później świetną asystą popisał się Oskar Repka, a Sebastian Bergier zachował się w polu karnym jak rasowy napastnik.
W drugiej połowie GKS ani myślał zdejmować nogę z gazu. Wręcz przeciwnie – docisnął maksymalnie. Kolejne gole strzelili Oskar Repka, Arkadiusz Jędrych i Bartosz Nowak, którzy oddali pewne strzały z rzutu karnego. Gospodarze sprokurowali dwie „jedenastki” w odstępie kilku minut, co było niejako podsumowaniem ich gry w obronie. Ostatnie słowo należało natomiast do rezerwowego Jakuba Antczaka.
polsatsport.pl – Kanonada w Ekstraklasie! Rekordowa porażka
Prawdziwą kanonadę urządzili sobie piłkarze GKS-u Katowice w wyjazdowym piątkowym (4 października) meczu 11. kolejki z Puszczą Niepołomice. Beniaminek PKO BP Ekstraklasy rozbił gospodarzy aż 6:0! Dla ekipy z Niepołomic była to najwyższa porażka w historii występów w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Mecz toczył się w trudnych warunkach, a grę piłkarzom utrudniał obfity deszcz. Spotkanie miało jednak interesujący przebieg. Najpierw groźny, ale niecelny strzał, oddał Michal Siplak. Goście odpowiedzieli w 19. minucie. Marcin Wasielewski wpadł w pole karne i oddał mocny strzał. Michał Perchel sparował piłkę, a dobitkę Mateusza Kowalczyka zablokował tuż przed linią bramkową Siplak.
W 31. minucie katowiczanie objęli już prowadzenie. Po rozegraniu rzutu rożnego piłka trafiła do Kowalczyka, a ten strzałem z około 14 metrów posłał piłkę do siatki.
Dziesięć minut później było już 2:0 dla gości. Oskar Repka podał do Sebastiana Bergiera, a ten strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Perchelowi. Za moment goście przeprowadzili groźny kontratak, ale Adrian Błąd nieczysto trafił w piłkę po podaniu od Wasielewskiego.
Goście na drugą połowę wyszli już bez Bergiera, który jeszcze zanim zdobył drugą bramkę sygnalizował uraz barku. Zastąpił go Borja Galan, który w 50. minucie nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem. GKS jednak nie odpuszczał i w 57. minucie prowadził już 3:0 po efektownej akcji Alana Czerwińskiego i Bartosza Nowaka, którą strzałem z pięciu metrów wykończył Repka.
Gospodarze dopiero w 69. minucie oddali celny strzał. Główkę Michalisa Kosidisa obronił Dawid Kudła.
W 73. minucie Piotr Mroziński sfaulował w polu karnym Wasielewskiego i arbiter podyktował „jedenastkę”, którą pewnym strzałem wykorzystał Arkadiusz Jędrych. Za chwilę, niemal w tym samym miejscu, Wasielewskiego sfaulował Konrad Stępień i arbiter ponownie wskazał na jedenasty metr. Tym razem rzut karny wykorzystał Nowak.
Goście zdobyli jeszcze jedną bramkę w 86. minucie. Najpierw Nowak trafił piłką w słupek, ale skuteczną dobitką popisał się wprowadzony chwilę wcześniej Jakub Antczak.
weszlo.com – 0:6 zgłoś się
GKS jest beniaminkiem, to wszyscy wiemy, ale dzisiaj absolutnie nie wyglądał jak beniaminek – wyglądał za to jak drużyna z topu, która przyjeżdża do słabszego, strzela parę sztuk i wraca do siebie bez cienia wątpliwości, kto lepiej gra w piłkę. Przecież gdyby tak jak GKS, zagrał w Krakowie na przykład Lech albo Raków, cmokalibyśmy – ależ praca Frederiksena, ależ robota Papszuna! A to tylko (i aż!!!) zespół z Katowic.
Nie było co zbierać, kompletnie. Gdyby Puszcza przegrała ten mecz 0:10 (serio!), mogłaby tylko zgodzić się z takim wynikiem, ale w swoim nieszczęściu miała trochę szczęścia, że GKS-owi nie wszystko wpadało. Z piłką przed pustą bramką minął się Błąd, był słupek, Puszcza wybijała z własnej linii bramkowej.
Działo się naprawdę dużo, bo też ekipa Tułacza była bardzo gościnna i towarzyska we własnym polu karnym. Prześledźmy na przykład dwie pierwsze bramki dla GKS-u:
„Kluczowe podanie” zaliczył Hajda, od którego odbiła się wrzutka, trafiła do Klemenza i ten zaliczył asystę przy trafieniu Kowalczyka.
Natomiast o ile Hajdę można tłumaczyć jeszcze jakkolwiek przypadkiem, o tyle – znów – „kluczowe podanie” Mrozińskiego było kuriozalne. Facet miał sporo czasu i miejsca, a zagrał jak paralityk, co wykorzystał Repka, znajdując Bergiera.
Pamiętacie jak przy 1:3 na Euro z Austrią wyglądała nasza obrona? No to mniej więcej tak broniła Puszcza.
Natomiast – to nie był koniec! A może należy powiedzieć: to nawet nie był początek!
W drugiej części gry Repka zdążył się przewrócić w polu karnym i wstać, a potem strzelić gola, natomiast przy trafieniu na 4:0, jeszcze głupiej niż wcześniej – tak, to możliwe – zachował się Mroziński, który z boku pola karnego faulował Wasielewskiego. Poszedł na raz, jakby Wasielewski rozdawał vouchery do sklepu z elektroniką, a nie, nie, on tylko atakował i wykorzystał całkowitą głupotę obrońcy.
Co więcej – Mrozińskiemu nie uwierzył Stępień, że Wasielewski nie ma voucherów i sfaulował bardzo podobnie. Kolejny karny. 0:5.
0:6? A proszę, proszę, strzelacie w słupek, ale jeszcze wam podamy na pustą, żeby było parzyście.
Nie da się uprawiać futbolu tak, jak Puszcza. To znaczy można, ale nigdy nie przyniesie to dla niej pożądanego efektu, w ten sposób zawsze będzie w łeb. Ktoś gorszy może to wykorzystać w mniejszym stopniu, ale GKS dzisiaj był fantastyczny. Punktował gospodarzy jak uczniaka, który jest odpytywany przy tablicy, natomiast jego wiedza jest zerowa, bo na ostatniej lekcji spał, a na zadanie domowe nawet nie spojrzał.
I co najgorsze – fatalna ocena dla Puszczy jest raczej normą w tym semestrze, a nie wypadkiem przy pracy.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna Wywiady
Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE
Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.
Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.
W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.
O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.
Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.
Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.
Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.
Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.
W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.
Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.
Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.
Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.
Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.
Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.
Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.
Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.
W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.
Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.
Kibice Piłka nożna SK 1964
Mural śp. Adama Ledwonia
W czwartek uroczyście zaprezentowano mural poświęcony śp. Adamowi Ledwoniowi.
Wczoraj w godzinach porannych na ul. Gliwickiej przed pracą kibiców GieKSy pojawiła się rodzina Adam Ledwonia, prezes GKS Katowice Sławomir Witek, wiceprezydent Miasta Katowice Maciej Stachura, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz kibice GieKSy, w większości z trójkolorowej dzielnicy Załęże. Po krótkich przemowach oficjalnie przecięto wstęgę, a następnie swój czas dostali dziennikarze i fotografowie.
Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, we współpracy z Urzędem Miasta oraz kibicami GieKSy z Trójkolorowego Załęża. Ściana została udostępniona przez Zielone Załęże, a fundatorem farb był każdy kibic, który zakupił w sklepie Blaszok koszulkę młynówkę, bo to zysk z jej sprzedaży (dzięki umowie z klubem) został przekazany na stworzenie tej imponującej pracy.
Adam Ledwoń reprezentował GKS Katowice w latach 1991-1997 i przyczynił się między innymi do zdobycia Pucharu Polski (1993) oraz dwóch wicemistrzostw Polski (1992, 1994). Występował także w reprezentacji Polski.
Jest to drugi tej wielkości mural stworzony przez kibiców GKS Katowice. Pierwszy z nich, poświęcony śp. Janowi Furtokowi, znajduje się na ulicy Granicznej. Katowiccy fani zapowiedzieli, że nie zamierzają na tym poprzestać.
Wczorajsze wydarzenie zostało uwiecznione na zdjęciach (tutaj) oraz wideo (tutaj) przez oficjalną stronę – www.GKSKatowice.eu, a także na portalu wKatowicach.eu (tutaj).
Foto: GKSKatowice.eu oraz wKatowicach.eu




Najnowsze komentarze