Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Pogoń rozbiła GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Pogoń Szczecin – GKS Katowice.

portowaduma.pl – Zupełna „Kulu-minacja” Pogoni nad GKS-em

[…] Portowcy pokonali Giekse cztery do zera po trzech golach Efthýmisa Kouloúrisa i jednym trafieniu Fredrika Ulvestada. Wynik wskazuje, że to mogła być dominacja jednego zespołu i faktycznie tak było, ale tylko w drugiej połowie, kiedy to nasz zespół wrzucił wyższy bieg, a piłkarze dodali jeszcze gazu, ile tylko sił mieli w nogach, a trener Robert Kolendowicz sił w rękach i płucach oraz energii do napędzania swojej orkiestry batutą, a że robił to taktownie i z wyczuciem sytuacji, to wszyscy byliśmy świadkami zupełnej „Kulu-minacji” Pogoni tego popołudnia na Twardowskiego.

Pierwszą połowę meczu Portowcy raczej przespali, grali jakoś tak niemrawo, brakowało fizyczności, doskoku do przeciwnika, zbierania drugich, odbitych piłek i szybkiej gry na jeden kontakt, a w zamian widzieliśmy straty w środku pola i raczej kibice zastanawiali się, jak to się ma do zapowiedzianych podwyżek cen biletów. No właśnie, nijak, Na szczęście narzekania na grę zmniejszyły się trochę po ostatniej akcji w pierwszej połowie.

[…] Pierwszą dozę emocji w meczu mieliśmy dopiero w 15 minucie, gdy Dawid Kudła – były Portowiec, bramkarz gości, rażony mocnym słońcem, otrzymał piłkę od obrońców, wybił ją nieudolnie, trafiając kolegę i taką odbitą piłkę szybko skierowano do naszego snajpera, „Kulu”, który lewą nogą pięknie uderzył po ziemi, lecz piłkę zmierzającą tuż przy słupku, na rzut różny sparował bramkarz udaną interwencją.

Trzy minuty później „Grosik” dośrodkowuje na głowę Fredrika Ulvestada, jednak piłka poszła obok bramki. Potem była nuda, cisza jakaś, nic się nie działo, aż do 42 minuty, kiedy to Pogoń ruszyła w stronę bramki gości ponownie. Leonárdo Koútris zagrywa lobem w pole karne, tam nieudana pułapka ofsajdowa, zza pleców obrońców wyskoczył Linus Wahlqvist i w stylu karate opanował piłkę, zgrywając na głowę Danijela Lončara, ten uderza celnie, lecz za słabo dla wyciągniętego jak struna bramkarza Gieksy, który pokazał swoją gibkość i zasięg ramion, ratując katowiczan od utraty gola.

W doliczonym czasie gry Portowcy rzucili się na przeciwnika raz jeszcze. „Grosik” wjechał z piłką do końca pola karnego z prawej strony, dośrodkował na głowę dziś słabiej grającego Adriana Przyborka, ten musnął ją w stronę Koútrisa, a Grek uderzył lewą nogą. Piłkę ręką jednak zatrzymał Konrad Gruszkowski, blokując wślizgiem drogę do bramki.

Po analizie VAR, sędzia Paweł Raczkowski nie mógł zdecydować inaczej i podyktował rzut karny. Do jedenastki podszedł Kouloúris i w 52 – siódmej doliczonej minucie pierwszej połowy, pewnie pokonał bramkarza silnym strzałem, zatem do szatni piłkarze Pogoni mogli schodzić z uśmiechem na twarzy, choć do przerwy wynik był lepszy niż gra.

[…] W 49 minucie Rafał Kurzawa zagrywa na dobieg do „Turbo-Kapitana”, ten wygrał pojedynek z obrońcą i dośrodkował na nogę „Złotego Kulu” i ten razem z piłką wpadł do siatki. Mamy dwa zero i piłkarzy chcących więcej. Od początku drugiej połowy na boisko wszedł nasz szczeciński „Messi”, czyli Marcel Wędrychowski, który zastąpił Adriana Przyborka i to był strzał w dziesiątkę. Trafiony i zatopiony. Jeden sobie odpoczął, a drugi dał nam show, na który kibice czekali w tym meczu. Marcel wniósł dużo wiatru na prawym skrzydle, udanych dryblingów, świetnych podań i w każdej akcji stwarzał zagrożenie podbramkowe, a przy tym wracał do naszej obrony wspomagając Wahlqvista.

53 minuta – właśnie Wędrychowski zabawił się na prawym skrzydle, mądrze przytrzymał piłkę, wszedł do środka, dograł do João Gamboa i ten uderzył soczyście, jednak i tym razem Kudła pokazał, że zna się na fachu bramkarskim, broniąc dostępu do bramki skutecznie. W 64 minucie Pogoń ciśnie pressingiem, „Kulu” zmusza do błędu, obrońcy i bramkarz pogubili się przy rozegraniu, z błędu skorzystał Marcel, który podał do Kurzawy, ten dalej do Grosickiego, Kamil uderzył od razu, jednak bramkarz finalnie naprawił swój błąd, broniąc skutecznie uderzenie naszego kapitana.

W 68 minucie GKS miał swoją okazję na gola, nieudana pułapka ofsajdowa, Sebastian Bergier był w sytuacji sam na sam z Cojocaru, jednak jego uderzenie było tak samo silne, jak i niecelne.

W 80 minucie mamy zmiany, dwóch Kacprów weszło na boisko: Łukasiak i Smoliński, którzy zastąpili zmęczonych już Grosickiego i Kurzawę. I trzeba powiedzieć, że były to kolejne świetne decyzje trenera. Marcel Wędrychowski znowu zatańczył z piłką na skrzydle, minął obrońcę, podał do Wahlqvista, ten szybko do Łukasiaka i za chwilę po uderzeniu Kacpra piłka wpada do siatki po raz trzeci. To było wejście smoka, zaledwie minutę po zameldowaniu się na boisku wpisał się na listę asystentów, bo piłka otarła się jeszcze po drodze o Ulvestada, któremu to przypisano gola do protokołu.

Pogoni to było wciąż mało. W 87 minucie Marcel znów pokazał, dlaczego jest naszym szczecińskim Messim, po raz kolejny zakręcił rywalami w polu karnym, odegrał do Łukasiaka, a ten szybko wypatrzył Kouloúrisa, któremu podał, a Grek nie zastanawiając się ani chwili kropnął do siatki obok bezradnego Kudły i mamy już w ten sposób 4:0 dla gospodarzy. Gol przepiękny, podkręcona piłeczka wpadła obok słupeczka i Kulu w nagrodę przy owacjach na stojąco, za chwilę zszedł z boiska, a na jego miejsce wskoczył kolejny wychowanek – Patryk Paryzek.

pogonszczecin.pl – Liczby z meczu z GKS-em! Rywal bez celnego strzału

Wysokie zwycięstwo Pogoni Szczecin nad beniaminkiem potwierdzają statystyki. Portowcy wykreowali współczynnik goli oczekiwanych na poziomie 2,69, a rywal 0,53.

Pełne statystyki poniżej:

Strzały: 18 – 10

Strzały celne: 8 – 0

Posiasdanie piłki: 52 % – 48%

Spalone: 0 – 3

Rzuty rożne: 7 – 4

Faule: 6 – 8

Podania: 433 – 427

Celność podań: 76% – 74%

Żółte kartki: 0 – 1

Czerwone kartki: 0 – 0

dziennikzachodni.pl – Za wysoki wymiar kary

[…] Katowicki beniaminek prawie nie musi się już martwić o pozostanie w PKO Ekstraklasie, a szczecinianie nie liczą się w grze o mistrzostwo, choć chcą wskoczyć na podium. To oznaczało, że w niedzielę oba zespoły mogły zagrać bez presji, dzięki czemu można było liczyć na otwartą i ciekawą grę. GieKSa przed meczem z Pogonią miał trzy wyjazdowe porażki z rzędu. Trener Rafał Górak wystawił w podstawowym składzie Filipa Szymczaka, który strzelił zwycięskiego gola z Górnikiem (Sebastian Bergier został na ławce rezerwowych).

Goście z Katowic zaczęli odważnie, zaskakując Pogoń wysokim pressingiem i przejęciem inicjatywy. Jednak to szczecinianie jako pierwsi mieli okazję na gola. Gospodarze przejęli piłkę przed polem karnym GieKSy i z 17 metrów płasko strzelił Efthymis Koulouris. Dawid Kudła z trudem sięgnął piłki, wybijając ją na rzut rożny.

Dobrze zorganizowali katowiczanie nie pozwalali na wiele Pogoni, co kibice „Portowców” zaczęli przyjmować z coraz większym zniecierpliwieniem. Jednak w 42. minucie było blisko gola dla gospodarzy, gdy główkował Danijel Loncar i Kudła uratował swój zespół. GKS odpowiedział niecelnym uderzeniem głową Oskara Repki.

W doliczonym czasie było… najwięcej emocji. Konrad Gruszkowski blokował strzał Leonardo Koutrisa. Sędzia Paweł Raczkowski został wezwany do monitora VAR i po obejrzeniu powtórek wskazała na 11. metr. Efthymis Koulouris pewnie pokonał Kudłę.

– To była bliska odległość, wydaje mi się, że piłka odbiła się najpierw od mojej nogi, potem od ręki… Jedyne, co mogę zrobić, to przeprosić kolegów – mówił Gruszkowski w przerwie przed kamerą Canal+ Sport.

[…] GKS starał się zmienić wynik, Rafał Górak robił zmiany, ale to gospodarze w 64. minucie mogli podwyższyć prowadzenie – z pola karnego strzelał Grosicki i Kudła nogą odbił piłkę, naprawiając swój błąd, po którym Pogoń miała tę okazję. Cztery minuty później Sebastian Bergier wybiegł na pozycję sam na sam z bramkarzem i strzelił wysoko nad poprzeczką. To był moment, w którym GKS mógł się jeszcze zahaczyć w tym meczu, jeżeli nie było spalonego.

Tak się nie stało i GieKSa przyjęła trzeci cios. Wkrótce po wejściu na boisko Kacper Łukasiak strzelił na 3:0 (piłka otarła się jeszcze od Fredrika Ulvestada). Pogoń bawiła się grą i po koronkowej akcji, przy biernej postawie obrony gości, Koulouris ustrzelił hat tricka.

GKS Katowice zakończył ten mecz bez celnego strzału, ale jak na swoją grę przegrał za wysoko.

24kurier.pl – Pogoń rozbiła GKS Katowice

[…] Szczecinianie wygrali okazale – gnębiąc przybyszów z Górnego Śląska szczególnie rozgrywanymi na różne sposoby rzutami rożnymi – a po przerwie wręcz rozbili katowiczan, którzy po drugim golu utracili wszelką nadzieję i stali się przysłowiowym chłopcem do bicia, ale przez długi czas nic nie zapowiadało pogromu gości, bo ci przez 45 minut grali konsekwentnie z myślą dowiezienia do końca bezbramkowego wyniku. Portowcy – mimo iż wiosenne słońce przez ponad pół godziny oślepiało stojącego w bramce GKS-u byłego golkipera Pogoni Kudłę – długo nie mogli sobie poradzić z destrukcyjną taktyką przyjezdnych i pierwsza połowa była mało interesująca.

Już na początku zawodów portowcy stracili piłkę na własnej połowie i Szymczak wyszedł sam na sam z Cojocaru, ale Rumun sparował uderzenie na róg, a ponadto sędzia liniowy zasygnalizował spalonego. W 15. minucie Ulvestad odebrał piłkę nieporadnie wyprowadzającym ją rywalom, a Kouloúris strzałem po ziemi mógł otworzyć wynik, lecz bramkarz końcami palców wybił piłkę na korner, po którym Kurzawa próbował zdobyć gola bezpośrednim strzałem z okolic chorągiewki. Po chwili zacentrował Grosicki, lecz Ulvestad nie zdołał główką umieścić futbolówki w siatce. W odpowiedzi niecelną główką po drugiej stronie boiska popisał się Kowalczyk. W 28. minucie Pogoń rozpoczynała kontrę, a piłkę mógł otrzymać na własnej połowie (więc nie byłoby spalonego) Przyborek i zanosiło się na sytuację sam na sam, lecz szczecińskiego młodzieżowca złapał w stylu rugbysty Kowalczyk, za co otrzymał tylko żółtą kartkę. Siedem minut później Koútris zaryzykował strzał z pierwszej piłki z okolic linii pola karnego, lecz uderzył wysoko nad poprzeczką. W 42. minucie po rzucie rożnym nasz zespół świetnie rozegrał akcję i Wahlqvist podał a główkował Lončar, lecz Kudła świetnie interweniował. Pod drugą bramką minimalnie obok słupka główkował z kolei Repka. W doliczonym czasie pierwszej połowy po mocnym strzale z pola karnego Koútrisa, piłka odbiła się od ręki interweniującego Gruszkowskiego i wyszła na korner, ale arbiter po konsultacji z VAR-em sam obejrzał sporną sytuację na monitorze, dyktując ostatecznie jedenastkę. Mieliśmy pewną wątpliwość, czy na początku akcji szczecinian nie było ofsajdu, ale być może VAR też to sprawdził… Rzut karny bardzo pewnie, atomowym strzałem wykorzystał Kouloúris, a po golu sędzia zaprosił zawodników do szatni.

Druga połowa rozpoczęła się od sporego zamieszania pod szczecińską bramką, a później Pogoń przeprowadziła zabójczą kontrę, podczas której Grosicki wygrał pojedynek biegowy i starcie barkiem w bark z Czerwińskim, a następnie ograł go zwodem i zacentrował, zaś Kouloúris z bliska strzelił drugiego gola, sam z impetem wpadając do siatki, więc przestraszyliśmy się ewentualnej kontuzji, ale na szczęście Grek wyściskany przez gratulujących mu kolegów, szybko odzyskał siły. Energię oraz wiarę zupełnie stracili zaś w tym momencie katowiczanie i w dalszej części spotkania na boisku istniała już tylko Pogoń. Dwie minuty później Wahlqvist strzelił nad poprzeczką, a po kolejnych dwóch minutach uderzenie z kilkunastu metrów Gamboy z najwyższym trudem odbił Kudła, zaś dobitkę Grosickiego jeden z katowiczan przyjął na ciało i skończyło się kornerem. Dziesięć minut później katowicki golkiper stracił piłkę na rzecz wyraźnie powracającego do formy sprzed kontuzji Wędrychowskiego, który blokowany nie zdecydował się na strzał do opuszczonej bramki, a rozegrana futbolówka za pośrednictwem Kurzawy trafiła do Grosickiego, zaś jego strzał Kudła fenomenalnie wybił nogą na róg, zaś z kornera szczeciński kapitan próbował bezpośrednio zdobyć gola, lecz golkiper wyczuł jego intencje, a przy obronie był jeszcze faulowany, więc sędzia przerwał grę. W 68. minucie goście przeprowadzili swoją jedyną akcję od chwili straty drugiej bramki, lecz Bergier w sytuacji sam na sam strzelił nad poprzeczką, ale nie jesteśmy pewni, czy ewentualny gol byłby uznany, a VAR musiałby sprawdzić, czy nie było spalonego. W 82. minucie akcję przy linii bocznej rozegrał Wędrychowski i podał do Wahlqvista, który wycofał piłkę za pole karne, a tam dopiero co wprowadzony na boisko Łukasiak uderzył bez przyjęcia, zaś futbolówka muskając jeszcze Ulvestada, obok słupka wpadła do siatki. Pięć minut później po rzucie rożnym akcję rozegrali Wędrychowski z Łukasiakiem, który podał do Kouloúrisa, a Grek strzałem z pierwszej piłki ustalił końcowy rezultat, kompletując hat-tricka, a był to jego już dwudziesty gol w sezonie! W sumie wydarzyło się więc już wszystko, dlatego sędzia do drugiej połowy nie doliczył nawet minuty.

sportowefakty.wp.pl – Czy ktoś go zatrzyma? Efthymis Koulouris znów bohaterem w PKO Ekstraklasie

[…] Tylko początek należał do gości. Pogoń była schowana i przyglądała się atakom beniaminka. Ruszyła do przodu w 17. minucie, a pierwsze uderzenie celne oddał Efthymis Koulouris. Grek chciał pokonać Dawida Kudłę z linii pola karnego, ale były bramkarz Pogoni wyciągnął się i sparował piłkę na rzut rożny. Efthymis Koulouris musiał jeszcze poczekać na swoje „pięć minut”.

Pierwsza połowa była mało atrakcyjna, a piłkarze nie dostarczyli widzom mocnych wrażeń. Poza wspomnianym strzałem Efthymisa Koulourisa nie było specjalnie, czym pasjonować się w podstawowych minutach.

Ale był jeszcze doliczony czas, a w nim Efthymis Koulouris strzelił z rzutu karnego na 1:0. Jedenastka została przyznana Pogoni po wideoweryfikacji, a powodem było blokowanie ręką strzału Leonardo Koutrisa. Po golu najskuteczniejszego zawodnika PKO Ekstraklasy nie było już wznowienia meczu, a drużyny rozeszły się na przerwę.

W 49. minucie Efthymis Koulouris zrobił drugi w kierunku zdobycia korony króla strzelców. Pazernie nabiegł na piłkę po wrzutce Kamila Grosickiego i wkopał ją z bliska na 2:0. Przy okazji zaliczył kameralne lądowanie w siatce, z której musieli go wyciągać kompani z Pogoni.

Mecz zmienił się w drugiej połowie. Katowicka drużyna przestała stawiać opór i także po zmianach trenera Rafała Góraka snuła się po połowie Pogoni. Z kolei Portowcy zaczęli kontrolować mecz, byli solidniejsi niż przed golami.

W 82. minucie Pogoń rozwiała ostatnie wątpliwości strzałem na 3:0. Tym razem nie Efthymis Koulouris, a zmiennik Kacper Łukasiak przymierzył do bramki. Trafił dokładnie w narożnik bramki z kilkunastu metrów, a Portowcy rewanżowali się GieKSie za porażkę 1:3 przy Bukowej.

Nierozwiązana pozostawała jeszcze sprawa trzeciego w sezonie hat-tricka Efthymisa Koulourisa. Okazało się, że zabierze kolejną piłkę z podpisami do domu w 87. minucie. To wtedy po raz trzeci strzelił do bramki GKS-u i ustalił wynik na 4:0.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga