Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: GKS i Cracovia celują w mocny finisz

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat popołudniowego spotkania GKS Katowice – Cracovia Kraków.

wkatowicach.eu – Mecz GKS Katowice – Cracovia na Arenie Katowice. W dniu meczu będzie można oddać krew w krwiobusie RCKiK

Już w najbliższą niedzielę, 11 maja, GKS Katowice zagra na Arenie Katowice z Cracovią. Tego dnia kibice GieKSy będą mogli wspierać nie tylko swoją drużynę, ale także podzielić się swoją krwią, która może uratować komuś życie. Przed stadionem stanie krwiobus Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa.

W niedzielę, 11 maja, na Arenie Katowice zostanie rozegrany mecz w ramach 32. kolejki PKO BP Ekstraklasy pomiędzy GKS-em Katowice a Cracovią. Pierwszy gwizdek zaplanowano na godzinę 14:45. Goście wprawdzie mają nad GieKSą kilkupunktową przewagę w tabeli, ale losy tego spotkania z całą pewnością nie są przesądzone. W jesiennej rundzie rozgrywek górą w bezpośrednim starciu byli katowiczanie, którzy na wyjeździe pokonali Cracovię 4-3.

GKS Katowice ma za sobą dwa mecze, w których lepsi okazali się rywale. W ostatnim meczu na Arenie Katowice ulegli stołecznej Legii 1-3, a na początku maja przegrali w Kielcach z tamtejszą Koroną 1-2.

W dniu meczu, 11 maja, krwiobus RCKiK znajdzie się przed Areną Katowice. Krwiobus będzie gotów na przyjęcie krwiodawców już od godziny 11:30.

[…] Na dziesięciu pierwszych śmiałków, którzy postanowią oddać krew w dniu meczu GKS Katowice – Cracovia, czekać będzie specjalny voucher uprawniający do odbioru darmowego biletu na ostatni mecz domowy GKS-u Katowice w ramach rozgrywek PKO Bank Polski Ekstraklasy z Lechem Poznań, który odbędzie się na Arenie Katowice już 18.05 o godz. 17:30.

goal.pl – Mecz drużyn ze środka stawki. GKS i Cracovia celują w mocny finisz sezonu

GKS Katowice po serii dwóch porażek wraca na własny stadion, aby przełamać złą passę. W niedzielę na Górny Śląsk przyjeżdża Cracovia. Obie drużyny walczą o jak najlepszy finisz w końcówce sezonu.

Beniaminek tegorocznych rozgrywek w Ekstraklasie, czyli GKS Katowice zaskoczył wszystkich kibiców i ekspertów. Postawa zespołu Rafała Góraka zasługuje na uznanie, ponieważ po 32. kolejkach zajmują 10. miejsce w tabeli z dorobkiem 42 punktów. Utrzymania są pewni od dłuższego czasu, a teraz walczą o jak najlepszy finisz. W ich zasięgu wciąż jest zajęcie 6. miejsca na koniec kampanii.

Po dwóch porażkach z rzędu nadzieje na mocny finisz nieco stopniały. Natomiast mecz z Cracovią może sprawić, że włączą się do gry o 6. miejsce w lidze. Od najbliższego rywala dzielą ich zaledwie trzy punkty. Sytuacja z pewnością wyglądałaby inaczej, gdyby nie porażki z Koroną Kielce (1:2) czy Legią Warszawa (1:3). Ostatni raz komplet punktów zdobyli w połowie kwietnia, wygrywając ze Śląskiem (2:0).

Cracovia była jedną z rewelacji rundy jesiennej, lecz postawa zespołu na wiosnę jest daleka od tego, co prezentowali w pierwszej części sezonu. Zdecydowanie słabsze wyniki sprawiły, że już od dawna nie liczą się w grze o europejskie puchary. Aktualnie walczą o 6. miejsce w tabeli. Do Górnika Zabrze tracą tylko jeden punkt, lecz mają o jeden mecz rozegrany mniej.

Forma drużyny prowadzonej przez Dawida Kroczka pozostawia wiele do życzenia. W ostatnich pięciu ligowych meczach odnieśli zaledwie jedno zwycięstwo z Motorem Lublin (1:0). Łącznie zdobyli tylko cztery na piętnaście możliwych punktów, na co złożył się jeszcze remis ze Stalą Mielec (1:1). W pozostałych spotkaniach przegrali z Lechią Gdańsk (0:1), Lechem Poznań (1:2) i Śląskiem Wrocław (2:4).

weszlo.com – GKS Katowice – Cracovia Kraków

Przed nami pojedynek drużyn z nienajlepszą passą w ostatnich tygodniach. Zarówno GieKSa jak i Cracovia nie mogą cieszyć się dodatnim bilansem w poprzednich spotkaniach, a można wręcz powiedzieć, że są pod formą.

W Katowicach stworzyła się ciekawa drużyna. Beniaminek na pewno ma coś do zaoferowania w przyszłym sezonie, jeśli nie spocznie na laurach. Potrzeba jednak wzmocnień w defensywie, ponieważ Klemenz czy Czerwiński nie gwarantują najwyższego poziomu, a często popełniają bardzo proste błędy. Tyczy się to szczególnie pierwszego z wymienionych. Z przodu wygląda to dobrze i na ofensywie będzie można opierać skład w następnej kampanii. Najpierw pora na dokończenie obecnej, a w niej nic złego GKS-owi stać się nie może.

Od kilku tygodni eksperci zadają sobie pytanie, czy Cracovia się rozwinęła. Głębiej w te rozważania zagłębił się ostatnio Michał Trela. Ostatecznie ciężko jest rozstrzygnąć, czy za Dawida Kroczka Pasy poszły do przodu. Młody szkoleniowiec na pewno był wygranym jesieni, ale na wiosnę zespół z Krakowa prezentuje się nadzwyczaj słabo. Nie da się tego jednoznacznie ocenić, a końcówka sezonu, trzy ostatnie spotkania, mogą dać odpowiedź, w którym ostatecznie kierunku zmierza klub.

[…] Jeżeli czegoś mamy oczekiwać w tym meczu, to bramek z obu stron. Obie defensywy nie są pewne, przeciekają i popełniają proste błędy, które prowadzą do straty goli. Nie mówimy od razu, że Nowa Bukowa będzie świadkiem kolejnego, wspaniałego spotkania, jednak na pewno emocji nie zabraknie.

cracovia.pl – „Spodziewamy się wymagającego spotkania” – Dawid Kroczek i Virgil Ghita przed spotkaniem w Katowicach

– Myślę, że GKS to solidna drużyna, a miejsce, które zajmują w tabeli, jest jak najbardziej zasłużone, biorąc pod uwagę to, że to beniaminek. Spodziewamy się wymagającego spotkania – mówił przed niedzielnym spotkaniem w Katowicach trener Pasów, Dawid Kroczek. Szkoleniowiec razem z obrońcą naszego Klubu, Virgilem Ghitą, uczestniczyli w konferencji prasowej poprzedzającej starcie z „Gieksą”, a najważniejsze fragmenty oraz pełen jej zapis znajdziecie poniżej.

[…] Dawid Kroczek o stanie kadrowym

Virgil jest przewidziany do gry. Przed nami jeszcze jeden trening, ale mam nadzieję, że tam nie stanie się nic niepokojącego. Mick van Buuren też jest w pełnym mikrocyklu i przez ostatni tydzień trenował z pełnym obciążeniem, co nas niezmiernie cieszy. Mieliśmy pewne urazy, Kuby Jugasa i Patryka Janasika, ale ci zawodnicy będą jutro w pełnym mikrocyklu. Można więc powiedzieć, że mamy całą drużynę do dyspozycji, jeżeli chodzi o ten ostatni dzień treningowy.

Dawid Kroczek o GKS-ie Katowice

Myślę, że chcielibyśmy powtórkę emocji i mimo, iż ten ostatni mecz z Katowicami był przegrany, to oddał piękno piłki i wielu kibicom przysporzył naprawdę dobrych emocji. Oczywiście, chcielibyśmy wygrać to nadchodzące spotkanie i to jest istotne. Dążymy do tego, aby rozwiązania, które obierzemy na to starcie, były skuteczne. Na pewno GKS jest zespołem bardzo stabilnym, jeżeli chodzi o personalia, mocnym fizycznie, bo mają w swoich szeregach zawodników o dobrych predyspozycjach pod względem wzrostu i siły.  Grają konsekwentną i dość intensywną piłkę. Widać u nich dużą zespołowość. To jest drużyna zbudowana z dużej grupy polskich zawodników, którzy razem ze sobą grają przez dłuższy okres. Myślę, że to solidna drużyna, a miejsce, które zajmują w tabeli, jest jak najbardziej zasłużone, biorąc pod uwagę to, że to beniaminek. Spodziewamy się wymagającego spotkania.

Trener o nadchodzącym spotkaniu w Katowicach

Myślę, że GKS nas analizuje, tak jak my ich. Kibice chcieliby, aby ten mecz był bardzo otwarte. Uważam że to spotkanie może być na wyższym poziomie taktycznym. Obie drużyny znają się dobrze, już ze sobą grały, jest w zasadzie końcówka sezonu, więc tego materiału pod kątem wyciągnięcia wniosków jest bardzo dużo. Zresztą, wiele tych wyników z rundy jesiennej trudno powtórzyć na wiosnę, jeżeli chodzi o atrakcyjność piłki w wydaniu wszystkich drużyn w lidze. W pewnych momentach mają miejsce działania taktyczne, które mają na celu przyniesienie konkretnych efektów. Myślę, że takiego spotkania trzeba się w pierwszej kolejności spodziewać. Ale wiadomo – kluczowe będzie to, kto lepiej wejdzie w mecz, kto pierwszy strzeli gola. Myślę, że to będzie warunkowało scenariusz tego spotkania.

[…] Virgil Ghita o GKS-ie Katowice

W mojej opinii GKS jako zespół jest bardzo dobry. Nie mają pojedynczych indywidualności, na których trzeba szczególnie uważać. Musimy grać swoje, nie pozwolić przeciwnikowi narzucić swoich warunków gry, nie dawać im szansy zrealizowania swojego planu na to spotkanie.

Pierwszy raz przy Nowej Bukowej

GKS Katowice długo wyczekiwanym powrotem do Ekstraklasy nie tylko złamał pewną klątwę ciążącą nad zespołem, ale otworzył też kompletnie nowy etap w historii klubu. „GieKSa” otworzyła bowiem nowy stadion, następcę legendarnej Bukowej, a w niedzielę Cracovia po raz pierwszy będzie miała okazję tam zagrać.

[…] Bilans historyczny Cracovii i GKS-u

Mecze łącznie: 18

Wygrane Cracovii: 4

Remisy: 6

Porażki: 8

Pierwszy mecz: 7 czerwca 1964, Cracovia 1:1 GKS

Ostatni mecz: 9 listopada 2024, Cracovia 3:4 GKS

Najwyższe zwycięstwo Cracovii: 22 września 2015, GKS 1:3 Cracovia

Najwyższe zwycięstwo GKS-u: 25 września 1982, GKS 2:0 Cracovia

 

gol24.pl – Rafał Górak przed meczem GKS Katowice – Cracovia: Komfort spycha w niebezpieczne rejony, ale w nas ciągle jest energia i złość po porażkach

W niedzielę o 14.45 GKS Katowice zagra z Cracovią. Mecz na Nowej Bukowej jest szansą na przełamanie przez ekipę Rafała Góraka serii dwóch porażek.

Mecz z Cracovią będzie czwartym spotkaniem, jakie GKS rozegra na Arenie Katowice. Bilans trzech poprzednich to dwa zwycięstwa i porażka. Po tej ostatniej, z Legią, drużyna Rafała Góraka przegrała też w Kielcach z Koroną.

– To była gorzka pigułka do przełknięcia, bo nie zasłużyliśmy na tę stratę punktów – przyznał obrońca Marten Kuusk.

GieKSa wypełniła już najważniejszy cel, czyli zapewniła sobie utrzymanie.

– Komfort ma to do siebie, że spycha w rejony, w jakich nie chcemy się znaleźć. Ale po meczu w Kielcach widziałem w piłkarzach złość, która pokazuje, że wszystko jest w porządku, że ta ambicja nadal w nas jest – stwierdził szkoleniowiec zespołu.

GKS Katowice wciąż ma szansę, by na mecie sezonu zostać najlepszym z beniaminków. Od Motoru Lublin dzieli go jeden punkt, przy czym rywale mają jeden mecz rozegrany mniej. To oznacza, że niedzielne spotkanie z Cracovią może mieć w tej rywalizacji zasadnicze znaczenie.

[…] Jesienią w Krakowie GKS wygrał 4:3 po niemal epickim spotkaniu, w którym prowadził 2:0 i 3:1, ale gola na wagę trzech punktów zdobył dopiero Sebastian Milewski w ostatniej akcji, tuż po tym, jak gospodarze wyrównali.

– Jeśli miałoby to się skończyć jak w Krakowie, to niech znów się powtórzą takie emocje. Cracovia lubi grać ofensywnie i jest trudnym przeciwnikiem, czeka nas ciężki mecz – stwierdził Rafał Górak.

W drużynie Katowic zabraknie Sebastiana Bergiera, który na treningu wyrównawczym po spotkaniu z Legią doznał złamania piątek kości śródręcza i być może będzie brany pod uwagę dopiero na ostatni mecz sezonu z Lechem Poznań.

Warto dodać, że na niedzielnym spotkaniu pojawią się już kibice gości, którzy mają do dyspozycji tysiąc biletów. Fanów gospodarzy, po odjęciu miejsc buforowych, będzie mogło pojawić się nieco ponad 12.000. W czwartek w kasach zostało nieco ponad tysiąc wejściówek.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Brzmi jak marzenie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.

Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.

Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.

Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.

Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.

Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.

No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.

Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.

Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.

Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Kibice podziękowali hokeistom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice GieKSy mieli okazję spotkać się z hokeistami na Arenie Katowice. Nasza drużyna w przeciągu pięciu lat zdobyła dwa złote i trzy srebrne medale. Zapraszamy do fotorelacji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga