Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Wykorzystać kolejne potknięcie Rakowa
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego spotkania GKS Katowice – Lech Poznań.
wkatowicach.eu – Ostatni mecz domowy GieKSy w tym sezonie z liderem Ekstraklasy
Dopiero co witaliśmy się z Ekstraklasą w Katowicach, po blisko dwóch dekadach przerwy, a już przyszedł czas na ostatni mecz domowy w tym sezonie. Nie ma jednak co się martwić, bo katowicka GieKSa w przyszłym sezonie również zagra na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Na wielki finał rozgrywek na Arenie Katowice w tym sezonie – kolejny hit – mecz GKS Katowice – Lech Poznań.
Mecz GieKSy i Kolejorza elektryzuje kibiców już od dłuższego czasu. W niedzielę, 18 maja, na Arenie Katowice podopieczni trenera Rafała Góraka po raz ostatni w tym sezonie wystąpią przed własną publicznością, podejmując piłkarzy Lecha Poznań.
Z kolei Lech Poznań to jeden z głównych pretendentów do mistrzowskiego tytułu. Przed niedzielnym meczem w Katowicach Kolejorz jest liderem tabeli PKO BP Ekstraklasy. Poznaniacy mają na koncie 21 zwycięstw w tym sezonie przy 3 remisach i 8 porażkach.
W rundzie jesiennej w bezpośrednim starciu Lecha Poznań z GKS-em Katowice lepsi okazali się piłkarze z Poznania. W meczu rozegranym 23 listopada ubiegłego roku Lech wygrał z GieKSą 2:0.
goal.pl – 180 minut od mistrzostwa Polski. Lech Poznań broni fotelu lidera w Katowicach
[…] W PKO BP Ekstraklasie mamy coraz mniej niewiadomych. Jedną z nich jest kwestia absolutnie priorytetowa – kto podniesie puchar na koniec sezonu 2024/2025? Większość drużyn przygląda się temu z daleka, a GKS Katowice wręcz przeciwnie. Każda zdobycz punktowa beniaminka wywołałaby euforię w środowisku związanym z Rakowem Częstochowa, czyli jednym z dwóch pretendentów do tytułu.
Lech przeszedł wyboistą ścieżkę do tego, aby na dwie kolejki przed końcem sezonu mieć kwestię mistrzostwa Polski we własnych nogach. 180 minut dzieli poznaniaków od dziewiątego w ich historii tytułu. Rzecz wydaje się prosta – trzeba pokonać niżej notowanego przeciwnika. Spotkanie odbędzie się jednak w delegacji, a Lech poza własnym obiektem potrafi mieć ogromne problemy. Teraz trzeba je przezwyciężyć.
GKS to aktualnie najlepszy beniaminek tego sezonu, chociaż w tym aspekcie rywalizacja jest zacięta. Katowiczanie robią jednak wiele, aby Motor Lublin nie odebrał im tego miana. Rafał Górak mógł ostatnio cieszyć się z pokonania przed własną publicznością Cracovii 2:1. Było to trzecie zwycięstwo GKS-u w pięciu ostatnich meczach.
Na aktualnym etapie sezonu dla Lecha każdy mecz jest finałem. Stąd na drużynie Nielsa Frederiksena ciąży ogromna presja. Remis z Radomiakiem Radom (2:2) został odebrany jak wysoka porażka, ponieważ oddalał Kolejorza od mistrzostwa Polski. Później nadszedł jednak pogrom z Puszczą Niepołomice (8:1) i prestiżowa wygrana w Warszawie z Legią (1:0).
weszlo.com – GKS – Lech
GKS może popsuć Lechowi plany przed ostatnią kolejką Ekstraklasy. Aby to uczynić, musi urwać liderowi z Poznania punkty. To nie będzie łatwym zadaniem, ponieważ Lechici są w dobrej dyspozycji i nie zamierzają dawać Rakowowi niepotrzebnej szansy.
O GieKSie w tym sezonie napisaliśmy już chyba wszystko. Pewnego poziomu na razie nie mogła przeskoczyć, ale sezon kończy jako zdecydowany wygrany. Pewne utrzymanie, a na ten moment miejsce w czołowej ósemce Ekstraklasy. Beniaminkowi należą się brawa za ten sezon. Trzeba jednak już budować skład na przyszłą kampanię, w której w Katowicach zabraknie Sebastiana Bergiera. Napastnik odchodzi do Widzewa i trzeba będzie znaleźć jego zastępstwo.
Jeśli Lech wygra, a Raków popełni błąd, to Kolejorz na kolejkę przed końcem zostanie mistrzem Polski. Wygrywanie na Nowej Bukowej nie należy jednak do spraw najłatwiejszych, dlatego koncentracja musi zostać zachowana. GieKSa nie jest zespołem, który można pokonać od niechcenia. Lechowi nie może zabraknąć pokory. Sponiewierany środek pola to na pewno słabszy punkt poznaniaków w tym meczu, ale Antoni Kozubal nie raz już pokazywał, że potrafi wziąć grę na swoje barki.
lechpoznan.pl – Z obozu rywala: GKS Katowice
[…] W niedzielne popołudnie na obiekcie w Katowicach dojdzie do 46. ligowego meczu pomiędzy obiema drużynami. Bilans tych starć jest dosyć wyrównany, bowiem Niebiesko-Biali wygrali osiemnaście bezpośrednich spotkań, padło dwanaście remisów, a piętnaście razy lepsi okazali się nasi rywale z Katowic. Liczba bramek również jest minimalnie po naszej stronie – lechici w historii ligowych potyczek obu ekip strzelili 56 goli, tracąc ich przy tym 53.
gol24.pl – Wykorzystać kolejne potknięcie Rakowa
[…] Piłkarze Lecha Poznań są na dobrej drodze do kolejnego w swojej historii tytułu mistrzowskiego. Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena mają wszystko w swoich rękach i nogach. Sprawa na dobrą sprawę zależy tylko i wyłącznie od nich, gdyż Raków Częstochowa od dwóch meczów nie zdołał wygrać. W ostatniej rywalizacji 33. kolejki PKO Ekstraklasy z Koroną Kielce podopieczni trenera Marka Papszuna uratowali zaledwie punkt, a w przedostatniej przegrali z Jagiellonią Białystok (1:2). Pojawiła się upragniona szansa dla Lecha Poznań? Być może, ale trzeba wygrywać.
Po ostatnim podziale punktów w świętokrzyskim ex aequo na pierwszym miejscu znajdują się dwie drużyny. Raków i Lech mają po 66 punktów w ligowej tabeli. Tylko dzięki lepszemu bilansowi meczów bezpośrednich Medaliki prowadzone przez Papszuna wyprzedzają jednak poznańską lokomotywę. Lech nie może więc sobie pozwolić na wpadki w dwóch ostatnich meczach. Musi po prostu wygrywać – jeśli myśli o dziewiątym tytule mistrzowskim w historii.
GKS Katowice z kolei nie gra w tym sezonie już o nic. Katowiczanie są pewni utrzymania, znajdują się na wysokim 7. miejscu i rywalizują jedynie z Motorem Lublin o miano najlepszego tegorocznego beniaminka. Przewaga nad lublinianami? Mowa o dwóch punktach, więc korespondencyjny pojedynek wciąż nie został rozstrzygnięty.
kkslech.com – Zapowiedź: GKS – Lech
[…] Jeżeli Lech Poznań wygra ostatnie 2 mecze z drużynami z Górnego Śląska, to nie będzie musiał oglądać się na Raków Częstochowa, który przed tym weekendem traci do nas jedno oczko. O 3 punkty oczywiście nie będzie łatwo, sytuacja kadrowa Kolejorza jest ciężka, na dodatek w tym sezonie niebiesko-biali z 2 wypraw na Górny Śląsk (Gliwice, Zabrze) przywieźli tylko jeden punkt. Na tym etapie rozgrywek nie ma już miejsca na potknięcia, jest za to jeden cel, którym jest zdobycie tytułu Mistrza Polski otwierającego bramę do Europy. Smaczku rywalizacji z solidnym beniaminkiem dodaje obecność w GKS-ie Katowice byłych lechitów, którymi są Marcin Wasielewski, Grzegorz Rogala, Filip Szymczak i Alan Czerwiński, a także dawnych zawodników Rakowa Częstochowa Dawida Drachala oraz Bartosza Nowaka. Niebiesko-biali nie mają co liczyć na taryfę ulgową, mimo problemów kadrowych i fizycznych muszą po prostu dać z siebie absolutnie wszystko, strzelić gola na 1:0, nabrać po nim wiatru w żagle i przepchnąć to spotkanie, po którym tytuł Mistrza Polski byłby już naprawdę bardzo blisko.
Trener Lecha Poznań, Niels Frederiksen nie będzie mógł jutro skorzystać z usług kontuzjowanego Filipa Dagerstala, który do treningów powróci najwcześniej pod koniec 2025 roku, Gisliego Thordarsona będącego po urazie barku (wróci wcześniej niż przewidywano, prawdopodobnie w lipcu) oraz Bartosza Salamona, Radosława Murawskiego i Daniela Hakansa, którzy zmagają się z urazami. Dodatkowo od starcia z Puszczą Niepołomice problemy ma Filip Jagiełło, który ostatnio nie trenował. W tym tygodniu oszczędzani podczas zajęć byli Mikael Ishak, Patrik Walemark oraz Ali Gholizadeh odczuwający czasami ból w kolanie.
[…] Wliczając mecze Ekstraklasy i Pucharu Polski zespół Lecha ma serię 7 kolejnych wygranych nad GKS-em (5 ligowych). W tych spotkaniach poznaniacy strzelili katowiczanom aż 16 goli. Lech wygrał ostatnie 2 mecze ligowe w Katowicach (2:1, 3:0), ostatni raz uległ GKS-owi dnia 27 września 2003 roku, gdy przegrał w Poznaniu 1:2, a w Katowicach 22 marca 2003 (0:1).
sport.tvp.pl – GKS Katowice – Lech: statystyki przed meczem PKO BP Ekstraklasy
[…] Statystyki przed meczem GKS Katowice – Lech Poznań
– bilans meczów GKS – Lech ogółem: 45 meczów, 15-12-18, bramki 53-56
– bilans meczów GKS – Lech w Katowicach: 22 mecze, 9-6-7, bramki 31-21
– GKS zajmuje 12. miejsce w tabeli wszech czasów ekstraklasy bez możliwości awansu i spadku po tej kolejce
– Lech zajmuje 4. miejsce w tabeli wszech czasów ekstraklasy bez możliwości awansu i spadku po tej kolejce
– GKS przegrał 4 ostatnie mecze z Lechem w ekstraklasie (wyrównany rekord takiej serii z tym rywalem)
– w ostatnich 12 starciach tych drużyn w ekstraklasie nie padł remis (wyśrubowany rekord takiej serii w meczach tych rywali, klubowy rekord Lecha takiej serii z dowolnym rywalem, a także rekord ekstraklasy takiej serii)
– w ostatnich 6 starciach tych drużyn w Katowicach nie padł remis (wyśrubowany rekord takiej serii w meczach tych rywali)
– w ostatnich 7 meczach z Lechem w Katowicach GKS strzelał co najwyżej 1 bramkę
– w 5 ostatnich meczach z Lechem w Katowicach GKS tracił minimum 1 bramkę
– najwyższa wygrana GKS-u z Lechem w ekstraklasie: 4:0 (w Katowicach)
– najwyższy remis tych rywali w ekstraklasie: 2:2 (w Poznaniu)
– najwyższy remis tych rywali w Katowicach: 1:1
– najwyższe porażki GKS-u z Lechem w ekstraklasie: 1:4 (w Poznaniu) i 0:3 (w domu i na wyjeździe)
– najwięcej goli w meczach tych rywali w ekstraklasie: 5 (w Katowicach i w Poznaniu)
– GKS w przeszłości zanotował serię 7 kolejnych meczów z Lechem w ekstraklasie ze straconą dokładnie 1 bramką (to klubowy rekord takiej serii obu drużyn z dowolnym rywalem)
– GKS w przeszłości zanotował serię 3 kolejnych remisów 1:1 z Lechem w ekstraklasie (to klubowy rekord takiej serii obu drużyn z dowolnym rywalem)
– GKS w przeszłości zanotował serię 3 kolejnych porażek 0:1 z Lechem w ekstraklasie (to klubowy rekord takiej serii obu drużyn z dowolnym rywalem)
– GKS w przeszłości zanotował serię 17 kolejnych meczów z Lechem w ekstraklasie ze straconą minimum 1 bramką (to klubowy rekord takiej serii z dowolnym rywalem)
– GKS w przeszłości zanotował serię 5 kolejnych meczów z Lechem w Katowicach ze straconą dokładnie 1 bramką (to klubowy rekord takiej serii z dowolnym rywalem)
– GKS w przeszłości zanotował serię 11 kolejnych meczów z Lechem w Katowicach ze straconą minimum 1 bramką (to klubowy rekord takiej serii z dowolnym rywalem)
– aktualnie Lech notuje najdłuższą serię kolejnych meczów bez porażki – 6
– aktualnie Lech notuje najdłuższą serię kolejnych meczów ze strzeloną minimum 1 bramką – 11
– aktualnie Lech notuje najdłuższą serię kolejnych wyjazdowych meczów w ekstraklasie bez porażki – 3
– aktualnie Lech notuje największą średnią frekwencję na swoich meczach w tym sezonie – 21489 widzów
– po tej kolejce GKS może awansować na 6. miejsce w tabeli, ale może też spaść na miejsce 11
– po tej kolejce Lech może utrzymać się w fotelu lidera ligowej tabeli, ale nie może spaść niżej drugiego miejsca
– w trwającym sezonie GKS zanotował najdłuższą serię kolejnych meczów ekstraklasie na własnym boisku bez straconej bramki – 4
– w trwającym sezonie Lech zanotował najdłuższą serię kolejnych wygranych – 6
– w trwającym sezonie Lech zanotował najdłuższą serię kolejnych meczów bez straconej bramki – 6
– w trwającym sezonie Lech wraz z Jagiellonią zanotował najdłuższą serie kolejnych wyjazdowych wygranych – 4
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
Brzmi jak marzenie
Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.
Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.
Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.
Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.
Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.
Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.
No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.
Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.
Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.
Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.
Kibice GieKSy mieli okazję spotkać się z hokeistami na Arenie Katowice. Nasza drużyna w przeciągu pięciu lat zdobyła dwa złote i trzy srebrne medale. Zapraszamy do fotorelacji.


Najnowsze komentarze