Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GKS Katowice wygrał w Gdańsku z Lechią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Lechia Gdańsk – GKS Katowice 2:3 (1:1).

trojmiasto.pl – Lechia Gdańsk – GKS Katowice 2:3. Emocje bez happy endu, zaręczyny i 14. miejsce

Lechia Gdańsk znów zafundowała emocjonujący mecz, ale tym razem bez happy endu. W ostatnim występie w sezonie 2024/25 w PKO BP Ekstraklasie biało-zieloni przegrali u siebie z GKS Katowice 2:3 (1:1). Korzystny wynik utrzymywali tylko przez 10 minut, gdy na 2:1 strzelił Maksym Chłań. Podopieczni Johna Carvera ukończyli rozgrywki na 14. miejscu.

dziennikbałtycki.pl – Lechia Gdańsk z nieba do piekła. Biało-Zieloni prowadzili 2:1, ale przegrali z GKS-em Katowice. Trzeci gol z rzędu Kacpra Sezonienki

[…] Mecz w Gdańsku rozpoczął się dobrze dla gości. Akcję przeprowadził Borja Galan, a zakończył ją Filip Szymczak. Sytuację próbował ratować Elias Olsson, ale futbolówka wpadła do siatki. Goście z Katowic dłużej utrzymywali się przy piłce, oddali więcej strzałów i mieli okazje bramkowe, ale dobrze bronił Szymon Weirauch.

Lechia miała swoją szansę na zdobycie wyrównującego gola, ale Loup-Diwan Gueho głową posłał piłkę w słupek. W 24 minucie Biało-Zieloni przeprowadzili świetną i dynamiczną akcję. Zaczął ją podaniem piętą Maksym Chłań, asystę zaliczył Camilo Mena, a Kacper Sezonienko bardzo spokojnie skierował futbolówkę do siatki. „Sezon” prezentuje świetną formę na koniec rozgrywek i strzelił trzeciego gola w trzecim kolejnym meczu.

W drugiej połowie podopieczni trenera Johna Carvera szukali drugiego gola. Jednak Mena trafił w boczną siatkę, a kolejnej akcji nie wykończył Sezonienko. Wreszcie w kolejnej na strzał zdecydował się Maksym Chłań, a piłka po błędzie Dawida Kudły wpadła do bramki. Prowadzenie Lechii i radość na trybunach. Ta jednak nie trwała długo, bo końcówka meczu należała do GKS-u, który bezlitośnie wykorzystał mankamenty w defensywie drużyny z Gdańska. Najpierw do wyrównania doprowadził Oskar Repka, a zwycięski gol dla zespołu z Katowic padł po samobójczym trafieniu Miłosza Kałahura.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał w Gdańsku z Lechią. Beniaminek może być dumny z gry w całym sezonie

To był świetny sezon beniaminka z Katowic. Na zakończenie zespół Rafała Góraka wygrał z Lechią Gdańsk i zajął w tabeli ósme miejsce.

Katowiczanie przed ostatnią kolejką mieli jeszcze szansę nawet na zajęcie szóstego miejsca, ale musiałby im w tym pomóc duży zbieg okoliczności, czyli wyników konkurentów. Ostatecznie skończyło się na ósmej lokacie, ale najważniejsze, że ekipa Rafała Góraka zrobiła swoje i znad morza przywiozła trzy punkty.

GKS objął prowadzenie w 11 minucie, gdy Filip Szymczak po podaniu Borji Galana wpakował piłkę z bliska do gdańskiej siatki. Po nieco pół godzinie gry był już jednak remis za sprawą błędu defensywy gości. I wtedy zaczęła się otwarta gra.

Po przerwie jako pierwsi trafili gdańszczanie po kontrze zamkniętej przez Maksyma Chłania, ale przede wszystkim koszmarnym błędzie Dawida Kudły, który właściwie sam wrzucił piłkę do bramki. GKS nie zamierzał jednak się poddawać i najpierw wyrównał bardzo skuteczny wiosną Oskar Repka, a potem Miłosz Kałahur po rzucie rożnym głową pokonał własnego bramkarza.

– Za nami bardzo ważny rok. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy związani są z klubem oraz z piłkarskim środowiskiem. To wyjątkowa grupa ludzi, która stworzyła nam jak najlepsze warunki. Dziękuję także swojej drużynie i sztabowi szkoleniowemu. To też kapitalni ludzie, za którymi poszedłbym w ogień – podkreślił trener Rafał Górak.

Zwycięstwo podsumowało całe rozgrywki, w których GKS był beniaminkiem.

– Jesteśmy nad morzem i skończył się pewnego rodzaju rejs. Dla nas był to piękny rok, ósma lokata jest dobra, ale dla mnie najważniejsze jest to, że kibice rozpoznają, jak gra GKS – dodał szkoleniowiec GieKSy.

gol24.pl – Pięć goli i triumf gości

Kawał meczu zafundowali beniaminkowie na zakończenie sezonu PKO Ekstraklasy. Ostatecznie Lechia Gdańsk przegrała przed własną publicznością z GKS Katowice 2:3.

[…] Na stadionie w Gdańsku nie brakowało emocji i dobrego futbolu. Mecz toczył się przy żywiołowym dopingu kibiców obu zespołów, a zawodnicy grali z zaangażowaniem o pełną pulę.

Goście objęli prowadzenie już w 10. minucie – po zagraniu z lewej strony Borji Galana piłkę do siatki skierował Filip Szymczak. 14 minut później biało-zieloni zrewanżowali się podobną akcję prawą flanką. Po podaniu Camilo Meny do remisu doprowadził Kacper Sezonienko, który strzelił bramkę w trzecim kolejnym spotkaniu.

Tuż po przerwie zdobywcy bramek nie wykorzystali, i to po dwóch, bardzo dobrych sytuacji, ale w 65. minucie gdańszczanie objęli prowadzenie. Lechiści wyprowadzili kontrę, którą strzałem zakończył Maksym Chłań. Wydawało się, że to uderzenie nie było silne, poza tym piłką szła w środek bramki, tymczasem golkiper Dawid Kudła tak fatalnie interweniował, że sam wrzucił ją sobie do siatki.

Na odrobienie strat ekipa z Górnego Śląska potrzebowała tylko 10 minut. Drugą bramkę dla gości zdobył ze środka pola karnego Oskar Repka. Piłkarze GKS na tym nie poprzestali, bowiem w 85. minucie wygrywali 3:2. Po rzucie rożnym piłkę głową do własnej bramki skierował lewy obrońca Miłosz Kałahur.

Tym samym katowiczanie po raz drugi w tym sezonie pokonali Lechię. Pod koniec listopada triumfowali na własnym stadionie 2:0.

zawszepomorze.pl – Lechia Gdańsk przegrała z GKS Katowice 2:3 po samobóju

Lechia Gdańsk w dramatycznych okolicznościach w sobotę, 24 maja uległa na własnym stadionie GKS Katowice 2:3. Decydujący cios padł w 85. minucie po samobójczym trafieniu Miłosza Kałahura. Gdańszczanie, mimo walki i prowadzenia, nie utrzymali korzystnego wyniku, a w doliczonym czasie gry nie potrafili już odpowiedzieć.

Mecz w sobotę, 24 maja rozpoczął się żywiołowo, a pierwsi na prowadzenie wyszli goście. Już w 10. minucie Filip Szymczak wykorzystał świetne dogranie Borji Galana z lewej strony i pokonał Szymona Weiraucha. Lechia Gdańsk odpowiedziała kwadrans później. Efektowna akcja zakończyła się pięknym golem Kacpra Sezonienki. To jego trzecie trafienie z rzędu.

Po nim emocje nie opadły. Na trybunach kibice odpalili race i fajerwerki, co doprowadziło do chwilowego przerwania meczu. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1.

Po zmianie stron to Lechia przejęła inicjatywę. W 65. minucie Maksym Chłań dał prowadzenie gospodarzom. Jego strzał wydawał się do obrony, ale bramkarz Katowic popełnił kosztowny błąd. Gdańszczanie długo nie cieszyli się z prowadzenia. Osiem minut później Oskar Repka wyrównał po zamieszaniu w polu karnym.

Decydujący moment nastąpił w 85. minucie. Dośrodkowanie Bartosza Nowaka z rzutu rożnego przedłużył Arkadiusz Jędrych, a Kałahur, próbując przeciąć lot piłki, niefortunnie skierował ją głową do własnej bramki.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga