Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o GieKSa – Zagłębie: 40 lat po debiucie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Zagłębie Lubin.

zaglebie.com – Po pierwsze punkty w sezonie

[…] Druga kolejka PKO BP Ekstraklasy to dla KGHM Zagłębia Lubin szansa na zdobycie pierwszych punktów w sezonie. Po nieudanym otwarciu w Łodzi, gdzie Miedziowi przegrali z Widzewem 0:1 – teraz czeka ich wyjazdowe starcie z GKS-em Katowice.

Obie drużyny mają za sobą niemal identyczny początek sezonu – z ambitną walką, ale bez zdobyczy punktowej. Katowiczanie również przegrali swoje pierwsze spotkanie 0:1– na swoim boisku musieli uznać wyższość Rakowa Częstochowa.

Latem w Lubinie nie próżnowano. Do drużyny prowadzonej przez trenera Leszka Ojrzyńskiego dołączyli: Luka Lucić, Jakub Sypek, Roman Yakuba oraz Michalis Kosidis – zawodnicy, którzy mają zwiększyć jakość zespołu w kluczowych sektorach boiska. Miedziowi rozegrali też serię sparingów, w których pokazali się z przyzwoitej strony: wygrane z FC Koszyce (3:2), Odrą Opole (2:1) czy Jagiellonią Białystok (1:0), remisy z Teplicami (1:1) i Chrobrym Głogów (2:2), a jedyna porażka przyszła w starciu z Wisłą Płock (0:2).

GKS Katowice również był aktywny na rynku transferowym. Wzmocnienia takie jak: Marcel Wędrychowski, Mateusz Kowalczyk, Aleksander Paluszek, Jakub Łukowski, Maciej Rosołek czy Aleksander Buksa mają pomóc drużynie jak najlepiej zaprezentować się w drugim z rzędu sezonie w PKO BP Ekstraklasie. Podopieczni trenera Rafała Góraka rozegrali cztery przedsezonowe sparingi – dwukrotnie wygrywając oraz dwa razy schodząc z boiska pokonani. Zwycięstwa zanotowali ze słowackim FC Koszyce, 3:0 oraz ze Stalą Rzeszów 3:0. Z kolei przegrali z Pogonią Szczecin 0:1, a także z czeską Sigmą Ołomuniec 1:2.

W poprzednim sezonie oba zespoły w bezpośrednich meczach miały identyczny bilans, bowiem w Lubinie to Miedziowi cieszyli się z wygranej 1:0 po trafieniu Huberta Adamczyka. W Katowicach lepszy okazał się GKS – tam o wyniku zadecydował gol Sebastiana Bergiera.

Dla obu drużyn to spotkanie ma duże znaczenie – nie tylko ze względu na możliwość zdobycia pierwszych punktów, ale też budowania pewności siebie na dalszą część sezonu. KGHM Zagłębie Lubin będzie chciało pokazać, że porażka z Widzewem była tylko wypadkiem przy pracy, a katowiczanie zrobią wszystko, by dobrze wypaść przed własną publicznością.

Dominik Hładun: Chcemy zaprezentować się lepiej

Przed spotkaniem 2. Kolejki PKO BP Ekstraklasy porozmawialiśmy z bramkarzem KGHM Zagłębia Lubin, Dominikiem Hładunem.

[…] GKS też przegrał na inaugurację na 0:1, a ich rywalem był Raków. Z jakimi nadziejami podejdziecie do tego meczu?

– Ten mecz będzie walką dla obu drużyn o pierwsze punkty w tym sezonie. Na pewno chcemy dobrze się zaprezentować i jedziemy do Katowic z myślą o wygranej. Skupiamy się na naszej grze i naszych wynikach, bo na pewno stać nas na zdecydowanie więcej.

W takim razie co trzeba będzie zrobić, by przywieźć komplet punktów do Lubina?

– Przede wszystkim przełożyć grę obronną z pierwszego meczu, bo poza sytuacją, po której straciliśmy gola uważam, że broniliśmy nieźle jako drużyna. Oprócz tego musimy dodać nieco więcej z przodu, by nasze ataki były bardziej przebojowe i niekonwencjonalne. Mam nadzieję, że strzelanie rozpoczniemy w poniedziałek i z pełną pulą wrócimy do Lubina.

mkszaglebie.pl – 43. spotkanie Zagłębia Lubin z GKS-em Katowice

Wiosną ubiegłego sezonu Zagłębie Lubin po długiej przerwie ponownie zmierzyło się z GKS-em Katowice na stadionie przy ul. Bukowej. Pożegnanie ze starym obiektem nie było dla „Miedziowych” udane. Teraz pierwszy raz w historii zagrają z GieKSą na nowym stadionie w Katowicach. Jesienią, w meczu rozegranym w Lubinie, lepsze było Zagłębie. W rewanżu triumfowali już katowiczanie. Kto wyjdzie zwycięsko tym razem?

Pierwsze mecze ligowe pomiędzy Zagłębiem a GKS-em odbyły się w sezonie 1975/1976 i nie wspominamy ich najlepiej – dwie porażki, 0:5 i 1:2. Na pierwsze wyraźne zwycięstwo przyszło nam długo czekać – dopiero w sezonie 2004/2005 rozbiliśmy rywali aż 7:0. Dziesięć lat później, już po spadku do 1. ligi, dorzuciliśmy kolejne efektowne 5:0. W historii tej rywalizacji nie brakowało więc spotkań pełnych emocji i bramek.

[…] Ostatnie ligowe pojedynki przed powrotem GKS-u do Ekstraklasy odbyły się w sezonie 2014/2015. Wówczas Zagłębie, po nieudanym sezonie i przegranym finale Pucharu Polski, spadło do 1. ligi. Jesienią pokonało GKS 1:0 po trafieniu Michala Papadopulosa, a wiosną rozgromiło rywali 5:0. Gole zdobywali wtedy m.in. Arkadiusz Woźniak (obecnie ponownie w Zagłębiu, a wcześniej także gracz GKS-u) i Adrian Błąd – dziś kluczowy piłkarz i jeden z kapitanów katowickiego zespołu.

Ostatni mecz rozegrano w rundzie rewanżowej poprzedniego sezonu. W 24. kolejce PKO BP Ekstraklasy GKS Katowice wygrał 1:0. Choć Zagłębie oddało aż 18 strzałów, żaden nie był celny. Po tej porażce widmo spadku zaczęło poważnie zaglądać w oczy lubinianom. Choć ostatecznie się utrzymali, mecz ten przypieczętował koniec pracy trenera Marcina Włodarskiego.

Bilans meczów: Zagłębie Lubin – GKS Katowice

Zwycięstwa Zagłębia: 13

Remisy: 13

Zwycięstwa GKS Katowice: 16

Bilans bramkowy: 49–45 dla Zagłębia

gazetawroclawska.pl – Zagłębie Lubin już bez Tomasza Pieńki jedzie do Katowic

Dziś o godz. 19 KGHM Zagłębie Lubin zagra na wyjeździe z GKS-em Katowice. W składzie zabraknie Tomasza Pieńki, który został sprzedany do Rakowa Częstochowa.

[…] Już bez Pieńki na pokładzie lubinianie udali się do Katowic, gdzie dziś zagrają z GKS-em. Jedni i drudzy poszukają pierwszych punktów w sezonie 2025/26, ponieważ Miedziowi na inaugurację przegrali z Widzewem w Łodzi (0:1), a „GieKSa” musiała uznać wyższość Rakowa przed własną publicznością (0:1).

goal.pl – GKS Katowice – Zagłębie Lubin

[…] GKS Katowice w zeszłym roku sprawiło niezłą sensację, zajmując wysokie miejsce w tabeli jako beniaminek. Ten sezon może być trudniejszy, gdyż rywale znacząco się wzmocnili, a ekipa Rafała Góraka postawiła na rynku transferowym głównie na piłkarzy z ligi. Straciła Oskara Repkę, który od samego początku znakomicie radzi sobie w Rakowie Częstochowa. W poniedziałek GKS Katowice podejmie przed własną publicznością Zagłębie Lubin, które również ma za sobą nieudany start. Miedziowi polegli w rywalizacji z Widzewem Łódź, a w Katowicach spróbują wrócić na właściwe tory. Nie ulega wątpliwościom, że to bardzo ważne spotkanie dla obu drużyn.

[…] GKS Katowice przed tygodniem zainaugurował ligowe rozgrywki z bardzo trudnym rywalem, gdyż mierzył się z wicemistrzem Polski. Raków Częstochowa na wyjeździe ograł zeszłorocznego beniaminka 1-0, choć wynik mógł być inny. GKS Katowice nie ma więc na koncie choćby oczka. W podobnej sytuacji znajduje się Zagłębie Lubin, które również nie zapunktowało w pierwszej kolejce. Miedziowi okazali się słabsi od Widzewa Łódź, także przegrywając zaledwie jedną bramką.

ekstraklasa.org – 40 lat po debiucie – 2. kolejka 2025/2026 (poniedziałek)

Rozgrywany 28 lipca 1985 mecz między KGHM Zagłębiem Lubin, a GKS Katowice był debiutem Miedziowych w Ekstraklasie. Dokładnie 40 lat później – co do dnia – te drużyny także zmierzą się na najwyższym szczeblu, zamykając 2. kolejkę sezonu 2025/2026.

SYTUACJA: Identycznie rozpoczął się ten sezon dla obu zespołów. Na starcie PKO Bank Polski Ekstraklasy 2025/2026 zanotowały porażki 0:1. W związku z tym po premierowej kolejce zajmowały ex aequo (też z Arką Gdynia) miejsca od 11. do 13. Nadal czekają zatem na pierwsze bramki w nowej edycji zmagań.

HISTORYCZNIE: Przynajmniej dwa ważne wydarzenia wiążą się z rywalizacją tych drużyn na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. KGHM Zagłębie Lubin zadebiutowało bowiem w elicie właśnie w starciu z GKS Katowice. Stało się to w lipcu 1985 roku. Premiera przebiegła po myśli Miedziowych, którzy wygrali 1:0. Ponad dziewiętnaście lat później w tej samej konfiguracji lubinianie pokonali Gieksę aż 7:0. Dzięki temu wyrównali rekord swojego najwyższego zwycięstwa w Ekstraklasie!

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Trener Rafał Górak lubi constans w tylnej formacji. Bramkarz Dawid Kudła nie opuścił miejsca między słupkami Gieksy w żadnym z 69 ostatnich meczów ligowych (35 w Ekstraklasie, 34 w 1. Lidze). Arkadiusz Jędrych z kolei gra „od deski deski” już w 58 spotkaniach o punkty mistrzowskie. W Ekstraklasie jako jedyny zawodnik z pola nie zszedł z boiska w 35 kolejnych meczach.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Stoperzy KGHM Zagłębia Lubin lubią naprawdę dobrze grają głową. Młody Igor Orlikowski strzelił 3 gole w najwyższej lidze – wszystkie padły po rzutach rożnych i dały Miedziowym zwycięstwo. Aleks Ławniczek natomiast 6 z 7 swoich trafień w elicie zanotował właśnie po strzałach z powietrza.

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: GKS Katowice – 54%, KGHM Zagłębie Lubin – 23%

CZY WIESZ, ŻE: W 2025 roku KGHM Zagłębie Lubin nie zremisowało na wyjeździe,

GKS Katowice: 9 goli straconych w 10 ostatnich meczach u siebie w PKO Bank Polski Ekstraklasie (0,9/mecz),

Arkadiusz Jędrych (GKS Katowice): obecnie najdłuższa seria występów w Ekstraklasie od 1. do 90. minuty z piłkarzy z pola (35 meczów),

GKS Katowice w 13 ostatnich meczach: 6 zwycięstw – 1 remis – 6 porażek,

GKS Katowice: 4 zwycięstwa z rzędu nad KGHM Zagłębiem Lubin w roli gospodarza w Ekstraklasie (w żadnym z tych meczów GKS nie stracił gola),

KGHM Zagłębie Lubin: 34 z 36 ostatnich goli tej drużyny w PKO Bank Polski Ekstraklasie strzelili Polacy (+ 1 samobój, 1 obcokrajowiec),

Arkadiusz Woźniak – może zagrać w 13. Sezonie w lidze w KGHM Zagłębiu Lubin (w tym: 12x Ekstraklasa, 1x 1. Liga),

Igor Orlikowski (KGHM Zagłębie Lubin) – 3 gole strzelone w Ekstraklasie, 3x głową, 3x po rzucie rożnym, 3x zwycięski gol (2x na 1:0, 1x na 2:1),

KGHM Zagłębie Lubin: w meczu z GKS Katowice odniosło swoje najwyższe zwycięstwo w Ekstraklasie (7:0, 16 października 2004),

KGHM Zagłębie Lubin: jeśli wygrywa na wyjeździe z GKS Katowice w Ekstraklasie to bez straty bramki (2x 2:0, 1x 1:0),

6 zwycięstw gospodarzy z rzędu bez straty bramki w meczach między nimi (też: 7 w 8) w Ekstraklasie,

KGHM Zagłębie Lubin: 1 remis w 19 ostatnich meczach; GKS Katowice: 1 remis w 14 ostatnich meczach.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga