Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Czy gdańszczanie odbiją się od dna?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu Lechia Gdańsk – GKS Katowice.
lechia.pl – Wracamy do walki
Nasz zespół najbliższe spotkanie ligowe rozegra w piątek, 12 września, na Polsat Plus Arenie w Gdańsku. Rywalem naszej drużyny będzie zespół GKS-u Katowice, który w zeszłym sezonie PKO Bank Polski Ekstraklasy zajął 8. miejsce w ligowej tabeli. Pierwszy gwizdek sędziego zaplanowano na godzinę 18:00.
[…] Podczas przerwy reprezentacyjnej nasi piłkarze mieli dużo czasu, żeby przeanalizować swoje błędy z tego meczu i wyciągnąć wnioski na kolejne spotkania. Czas przerwy od ligowego grania nasi zawodnicy spędzili ciężko pracując na treningach i analizując grę następnego rywala.
Oprócz intensywnej pracy na boisku, ostatnie dni okienka transferowego były w naszym klubie bardzo pracowite. Do drużyny dołączyło trzech nowych zawodników. Kadrę Lechii wzmocnili: bardzo doświadczony środkowy defensor Matej Rodin z Rakowa Częstochowa, młody prawy obrońca Bartłomiej Kłudka z Zagłębia Lubin oraz kreatywny skrzydłowy Aleksandar Ćirković z węgierskiego Ferencvarosu. Nowi zawodnicy mają zapewnić większe pole manewru do podejmowania kluczowych decyzji trenerowi Johnowi Carverowi, podnieść piłkarską jakość zespołu oraz wprowadzić większą rywalizację na kluczowych pozycjach na boisku. Szkoleniowiec naszej drużyny pozytywnie ocenia dokonane wzmocnienia i widzi w nowych zawodnikach szansę na rozwój całego zespołu.
– Po pierwsze chciałbym podziękować osobom, które pracowały niezwykle ciężko za kulisami tych transferów, żeby sprowadzić do nas nowych zawodników. Jeśli chodzi o transfery, to mają one przede wszystkim wzmocnić rywalizację w składzie i myślę, że właśnie to osiągnęliśmy. Oczywiście niektórzy zawodnicy wykazują różny stopień przygotowania motorycznego, więc mogą potrzebować więcej czasu, żeby dostosować się do tego, z jaką intensywnością trenujemy. Mimo wszystko, jestem bardzo zadowolony, że ściągnęliśmy tych graczy, gdyż dysponują dobrą jakością piłkarską, a ich sprawdzenie na pewno wprowadzi więcej rywalizacji w zespole oraz podniesie poziom całej grupy – powiedział trener John Carver na konferencji przedmeczowej.
Nowi piłkarze dobrze czują się w Gdańsku i z niecierpliwością czekają na debiut w naszej Lechii. O sprawnie postępującym procesie aklimatyzacji w drużynie Biało-Zielonych na Briefingu przed meczem wspomniał nowy nabytek naszego zespołu prawy obrońca Bartłomiej Kłudka:
– Adaptacja przebiega bardzo dobrze. Ja kilku chłopaków już znałem z kadry Polski czy z Zagłębia. Najbliżej mi oczywiście do Szymona Weiraucha i Dawida Kurminowskiego. Z trenerem od razu miałem bardzo dobrą rozmowę. Rozmawialiśmy o tym jak będę wprowadzany do drużyny. Wcześniej rozmawiałem również z Prezesem i z Dyrektorem Sportowym, także naprawdę wszystko idzie bardzo dobrze.
Dla GKS-u Katowice zeszły sezon był pełen wyzwań, ale i nowych możliwości. Zespół z Górnego Śląska jako ligowy beniaminek rozegrał bardzo dobry sezon, w wielu meczach imponował dobrą organizacją gry i skutecznym pressingiem, a ostatecznie rozgrywki zakończył na wysokim 8. miejscu. Drużyna z Katowic w swoim pierwszym sezonie po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej poczyniła spory progres i wydawało się, że w następnej kampanii ma zamiar powalczyć o jeszcze wyższe cele.
[…] Należy jednak pamiętać, że GKS Katowice to drużyna dysponująca dobrą jakością piłkarską, prezentującą skuteczny wysoki pressing po stracie piłki oraz dysponującą bardzo dobrą organizacją taktyczną. O wysokim poziomie naszego dzisiejszego rywala oraz o poprzednim meczu z GKS-em wypowiedział się na konferencji prasowej przed meczem trener John Carver:
– Z GKS-em graliśmy pod koniec zeszłego sezonu i ta drużyna nie zmieniła się dużo od tego czasu. Mają swój unikalny sposób gry, ale my rozumiemy, jak grają: dużo energii i wysoki pressing połączone z bardzo dobrą organizacją. Wiemy, że mamy ciężki mecz przed sobą, ale w Ekstraklasie każde spotkanie jest ciężkie.
lechia.net – Lechia przed meczem z GKS Katowice – nowe transfery i nadzieja na ofensywne widowisko
W pierwszym meczu 8. kolejki PKO BP Ekstraklasy piłkarze Lechii Gdańsk zmierzą się z GKS-em Katowice. Spotkanie będzie doskonałą okazją dla obu drużyn do sprawdzenia formy zawodników pozyskanych w ostatnich dniach okienka transferowego.
Oba zespoły nie mogą zaliczyć początku rozgrywek do udanych i zajmują miejsca w dolnej części tabeli. Biało – Zieloni zaliczyli zaledwie jedno zwycięstwo, zaś katowiczanie dwukrotnie pokonywali swoich przeciwników.
W minionych dniach w Gdańsku liczono, że uda się przywrócić wcześniej odebrane przez PKOI ujemne 5 punktów, jednak podczas ostatniego posiedzenia nie podjęto żadnej decyzji. Włodarze i kibice z niecierpliwością czekają na rozstrzygnięcie, a kolejne spotkanie zaplanowano na 17 września. O komentarz poproszono trenera Carvera:
– Nie jestem rozczarowany, bo decyzja zostanie podjęta niedługo – skomentował Anglik.
[…] Lechia ma powody do optymizmu przed nadchodzącym meczem. Goście w tym sezonie kompletnie nie radzą sobie na wyjazdach – w każdym z dotychczasowych spotkań tracili po trzy gole. Patrząc na skuteczność Biało-Zielonych, kibice mogą spodziewać się ofensywnego widowiska i kilku bramek w tym spotkaniu.
sportowefakty.wp.pl – Ekstraklasa wraca po przerwie reprezentacyjnej
[…] Po przerwie reprezentacyjnej wraca nasza rodzima liga, a w niej na start spotkanie drużyn, które w tym sezonie póki co trzymają się kurczowo dolnych warstw tabeli.
Lechia Gdańsk w obecnym sezonie Ekstraklasy jest wymieniana w gronie głównych faworytów do spadku i nie ma w tym nic dziwnego, bo zespół zajmuje obecnie ostatnie miejsce z zerowym dorobkiem punktowym z racji na karę minus pięciu punktów nałożonych przez Komisję Ligi przed sezonem. Nawet jednak gdyby ta kara nie miała miejsca, Lechia wciąż znajdowałaby się w strefie spadkowej. Głównym napędem ofensywy Lechii jest Tomas Bobcek, który odpowiada za większość bramek zespołu.
GKS po solidnym poprzednim sezonie może zdecydowanie czuć niedosyt na start obecnego, gdzie po siedmiu kolejkach ma na swym koncie tylko siedem punktów, notując przy tym aż cztery porażki. Głównym atutem Gieksy w sezonie 24/25 był ich własny stadion gdzie nikomu nie grało się wygodnie, jednak podobnie jak w ubiegłych rozgrywkach, GKS traci punkty na wyjeździe, a w dotychczasowej kampanii nie zdobył żadnego puntu w delegacji.
gol24.pl – Czy Gdańszczanie odbiją się od dna?
[…] Lechia Gdańsk rozpocznie w piątek 8. serię spotkań w PKO Ekstraklasie. Gdańszczanie mimo jednej wygranej i dwóch remisów w tym sezonie, wciąż mają zero punktów na swoim koncie. Lechia czeka na decyzję i na ewentualnie dodanie im pięciu zdobytych punktów, które znacząco jej pomogą, ale w przypadku wygranej z GKS-em Katowice, ekipa Johna Carvera może poprawić swoją sytuację już w piątek. W ostatnich dniach letniego okienka transferowego, ekipę z Gdańska wzmocnili Bartłomiej Kłudka z Zagłębia Lubin i Aleksandar Cirković z Ferencvarosu. Swoje zadowolenie po wzmocnieniach, pokazywał na konferencji John Carver.
Jestem bardzo zadowolony, że do nas trafili, bo takie też były, jeśli chodzi o pozycje, nasze transferowe priorytety. Wierzę, że pozwoli to naprawić pewne rzeczy, które do tej pory nie działały. O tym przekonamy się niebawem . Tak się właśnie stało, a to oznacza, że podnieśli naszą jakość. Dzięki temu poziom zespołu będzie systematycznie wzrastać. Ci zawodnicy są na różnym etapie przygotowania fizycznego i na pewno minie trochę czasu zanim wejdą w odpowiednie tryby motoryczne, zgodnie z naszymi wymaganiami oraz oczekiwaniami – powiedział.
W meczu nie zagrają Sarnawskij, Carenko oraz Pllana.
W GKS-ie Katowice wydaje się, że atmosfera jest nieco lepsza, bo Katowiczanie po pokonaniu Radomiaka 3:2, tracą tylko trzy punkty do szóstego miejsca, więc ewentualne zwycięstwo w Gdańsku może ją wywindować w górę tabeli. Podczas przerwy reprezentacyjnej klub pozyskał z Legii Warszawa napastnika Ilję Szkurina.
Co ciekawe, to GKS wygrał trzy ostatnie mecze z Lechią. Ostatnie starcie odbyło się w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu. GKS wygrał w Gdańsku 3:2.
ekstraklasa.org – Mistrz i dół tabeli – 8. kolejka 2025/2026 (piątek)
8. kolejkę PKO Bank Polski Ekstraklasy rozpoczniemy starciem drużyn, które przegrały po 4 spotkania w obecnym sezonie. Wieczorem z kolei swoją serię meczów bez porażki będzie chciał przedłużyć mistrz Polski.
LECHIA GDAŃSK – GKS KATOWICE
SYTUACJA: Po przełamaniu w derbach z Arką piłkarze Lechii nie dali rady zatrzymać będącej w świetnej formie Jagiellonii. W lepszych humorach na pewno przyjadą gracze z Katowic, którzy zwyciężyli w 2 z 3 ostatnich starć w lidze. W obu tych meczach podopieczni trenera Rafała Góraka zdobywali minimum 3 bramki. Choć Lechię i GKS dzieli 7 punktów, w tabeli katowiczanie wcale nie są daleko od niej – gdańszczanie zamykają stawkę, zaś ekipa z Katowic plasuje się na 14. pozycji (z identycznym dorobkiem co Legia Warszawa oraz Widzew Łódź).
HISTORYCZNIE: Lechiści nie wygrali jeszcze z GKS-em w XXI wieku w naszej lidze. Poprzednie dwa mecze zakończyły się wygranymi zespołu z województwa śląskiego. Teraz będzie to dopiero ich 3. spotkanie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce w tym stuleciu.
POD LUPĄ – GOSPODARZE: W 21 z 24 meczów, w których Lechię prowadził John Carver, zespół z Gdańska strzelał gole. 7 ostatnich było autorstwa 7 różnych zawodników (Żelizko – Wjunnyk – Bobcek – Mena – Vojtko – Awad Alla – Kurminowski) – na kogo przyjdzie pora w starciu z katowiczanami?
POD LUPĄ – GOŚCIE: GKS Katowice nie lubi iść na kompromis – w 2025 roku jego piłkarze jeszcze nie zremisowali na wyjeździe, notując 3 zwycięstwa i 8 porażek na stadionach rywali. Możemy być pewni, że w piątek nie zabraknie goli, ponieważ w jego 6 ostatnich meczach padły łącznie 24 gole (średnio 4 na mecz).
PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: Lechia Gdańsk – 40,7%; GKS Katowice – 32,7%
CZY WIESZ, ŻE: W 8 z 10 meczów między nimi gospodarze zachowali czyste konto (łącznie: 4 gole stracone)
7 ostatnich goli Lechii strzeliło 7 różnych zawodników (Żelizko – Wjunnyk – Bobcek – Mena – Vojtko – Awadalla – Kurminowski)
W 21 z 24 meczów, w których Lechię prowadził John Carver strzelała gole
Lechia ma najwięcej podań do przodu (938)
GKS Katowice – bez remisu na wyjeździe w 2025 roku (3x zwycięstwo, 8x porażka)
W 6 ostatnich meczach GKS Katowice padły 24 gole (śr. 4/mecz)
W każdym z 5 ostatnich meczów GKS Katowice zwycięzcy strzelali minimum 3 gole
W 8 z 10 meczów między nimi gospodarze zachowali czyste konto (łącznie: 4 gole stracone)
Tomas Bobcek i Bartosz Nowak – najwięcej strzałów celnych (po 12)
Najwięcej goli straconych w tym sezonie (Lechia: 19; GKS: 15) i najgorsza różnica bramek (Lechia: -7; GKS: -5)
Najwięcej goli po wrzutach z autu (po 3; też: Korona Kielce)
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
Brzmi jak marzenie
Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.
Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.
Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.
Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.
Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.
Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.
No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.
Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.
Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.
Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.


Najnowsze komentarze