Hokej Kibice Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Prezydent Nawrocki dostał szal od kibiców GKS-u Katowice
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W trakcie obchodów 44. rocznicy pacyfikacji KWK Wujek kibice GieKSy przekazali okazjonalny szal Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu.
Piłkarki i piłkarze zakończyły rozgrywki ligowej rundy jesiennej. Do treningów drużyny wrócą w styczniu. Klub otrzyma ponad 43 tys. euro ramach programu świadczeń klubowych UEFA Women’s EURO 2025.
Siatkarze w sobotę przegrali 1:3 z zespołem Stali Nysa. Kolejne spotkanie rozegramy we wtorek 23 grudnia o 18:00 w Radomiu z Pierrot Czarnymi. Po 15 kolejkach siatkarze przewodzą w tabeli I ligi z 37 punktami i punktem przewagi nad Stalą Nysa i CUK Aniołami Toruń.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa zwycięskie mecze: z Polonią 5:3 oraz 4:1 z GKS-em Tychy. Następny mecz rozegramy 28 grudnia w ramach Pucharu Polski z Zagłębiem w Krynicy. W niedzielę hokeiści odbyli trening na Rynku w Katowicach.
KIBICE
dziennikzachodni.pl – Prezydent Nawrocki dostał szal od kibiców GKS-u Katowice. Fani GieKSy oddali hołd górnikom kopalni „Wujek”
We wtorek 16 grudnia 2025 roku minęła 44. rocznica pacyfikacji kopalni „Wujek”. Jak co roku o zabitych w czasie tych wydarzeń górnikach pamiętali kibice GKS-u Katowice, którzy przyszli im oddać hołd. Wcześniej fani GieKSy wręczyli okazjonalny szal prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu.
We wtorkowych uroczystościach z okazji 44. rocznicy pacyfikacji kopalni „Wujek” wziął udział prezydent Karol Nawrocki. Górnicy, którzy strajkowali przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, zostali brutalnie spacyfikowani 16 grudnia 1981 roku. Dziewięciu z nich zginęło: Józef Czekalski, Józef Krzysztof Giza, Joachim Gnida, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Jan Stawisiński, Zbigniew Wilk i Zenon Zając. 23 zostało rannych od kul, a wielu odniosło lżejsze obrażenia.
O górnikach pamiętał GKS Katowice. Wieniec pod pomnikiem „Dziewięciu z Wujka” złożył prezes klubu Sławomir Witek. Kibice GieKSy wręczyli prezydentowi okazjonalny szal z napisem „Lata mijają – GieKSiarze pamiętają”. Zaprosili też prezydenta na marcowy mecz z Lechią Gdańsk.
Wieczorem kibice GKS-u Katowice stawili się przed kopalnią „Wujek”, aby oddać hołd górnikom, którzy zginęli od kul w 1981 roku.
„Trzeba świece palić, aby o „Wujku” pamięć ocalić” – brzmiało hasło na transparencie fanów GKS-u Katowice.
Cytat ten jest fragmentem wiersza Mirosława Kańtora „Lekcja historii”, który autor napisał w obozie dla internowanych w Zabrzu-Zaborzu w 1982 roku – wyjaśnili kibice na swojej stronie internetowej.
Piękny hołd kibiców GieKSy dla dzielnych górników z „Wujka” – czytamy na Facebooku klubu z Bukowej.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – UEFA rozdała 9 mln euro klubom za Euro 2025. Wśród beneficjentów także polskie zespoły
UEFA rozdzieliła rekordowe 9 milionów euro dla 103 klubów w ramach programu świadczeń klubowych UEFA Women’s EURO 2025. Wśród klubów, które otrzymają środki finansowe, znalazł się Górnik Łęczna, GKS Katowice oraz Pogoń Szczecin.
UEFA względem poprzednich mistrzostw Starego Kontynentu, które odbyły się w 2022 roku, zwiększyła pulę nagród o 4,5 miliona euro!
Klubu za każdy dzień przebywania zawodniczka na zgrupowaniu reprezentacji otrzymywały 1095 euro. Nagroda naliczana była od liczby dni, które zawodniczka spędziła podczas zgrupowania i turnieju finałowego, a wliczane do tego był – 10 dni okresu przygotowań, czas trwania turnieju oraz jeden dzień podróży.
Najwięcej funduszy popłynęło do zespołów występujących w lidze angielskiej (2 366 295 mln euro), niemieckiej (1 396 125 mln €) oraz włoskiej (1 326 045 mln €).
Najlepiej na wyjeździe zawodniczek na mistrzostwa Europy zarobiła FC Barcelona (567 210 tys. €), Bayern Monachium otrzymał 465 375 tys. €, a na trzecim miejscu znalazła się Chelsea (462 090 tys. €).
Polski kluby otrzymały w subie 87 600 tysięcy euro, a największym beneficjentem okazał się mistrz Polski GKS Katowice, który wzbogaciły się o 43 800 tys. €, na konto Górnika Łęczna i Pogoni Szczecin wpłynęło 21 900 tys. €.
SIATKÓWKA
siatka.org – Sobotnia seria niespodzianek
Ostatnia seria pierwszej części fazy zasadniczej zaplecza PlusLigi sypnęła niespodziankami. Po długiej serii pogromcę znalazły CUK Anioły Toruń. Po raz pierwszy w sezonie po komplet punktów sięgnął SMS PZPS Spała. Kibice w Arenie Katowice pierwszy raz zobaczyli porażkę swojego zespołu. Niespodziewane wyniki przetasowały tabelę PLS 1. Ligi mężczyzn.
[…] W starciu spadkowiczów lepsza Stal
Od początku spotkania pewniej punktowali goście. Po asie Musiała Stal wyszła na prowadzenie 13:10. Przyjezdni nie ustrzegli się prostych błędów i wynik szybko się wyrównał. Do końca trwała walka na styku. Blok na Włodarczyku i błąd Suprelaka zakończyły inauguracyjną partię. Po kolejnym bloku Stal prowadziła 10:7 w drugim secie. Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek, szczególnie w polu zagrywki. Raz za razem punktował Musiał. Poderwać do walki gospodarzy starał się Gibek. W końcówce celnymi zagrywkami popisał się Putkowski. Błąd Domagały dał ostatni punkt Stali.
Po asie Mordyla Stal prowadziła już 5:0 w trzeciej odsłonie. Seria błędów gości zmniejszyła dystans. Dobra postawa na siatce Schmidta pozwoliła GKS-owi wyrównać wynik (12:12). Po wyrównanym fragmencie do głosu doszli gospodarze. Celnie atakował Quiroga. Punkt na wagę przedłużenia meczu zdobył Schmidt. W czwartej odsłonie trwała walka punkt za punkt. Na zagrania Superlaka odpowiadał Schulz. Emocje były do końca. Choć po zagraniu Putkowskiego Stal miała piłkę setową, Superlak przedłużył grę. W walce na przewagi lepsi okazali się goście. Decydujący punkt zdobył Schulz.
GKS Katowice – Stal Nysa 1:3 (23:25, 19:25, 25:22, 27:29)
HOKEJ
hokej.net – Wicemistrz Polski wywozi komplet punktów Bytomia!
W ramach 28. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą Polonia Bytom oraz GKS Katowice. Od pierwszego gwizdka gra była bardzo intensywna i czysta. Szalę zwycięstwa na swoją korzyść przeciągnęli goście odpowiednio reagując na stratę drugiego gola, chociaż emocji nie brakowało do końca spotkania.
Od początku obie drużyny walczyły o przejęcie kontroli nad tempem spotkania, dzięki czemu oglądaliśmy bardzo intensywną i co najważniejsze płynną grę obu ekip. Wraz z upływem czasu na lodzie zaczęła się malować delikatna przewaga niebiesko-czerwonych. Bardzo aktywny był Andriej Bujalski, równie czujny w bramce był Eliasson. Akcje z obu stron były szybkie i składne, jednak brakowało skutecznego wykończenia. Dopiero w 15. minucie spotkania wynik spotkania otworzył Zack Hoffman pokonując ukraińskiego bramkarza.
Stracona bramka zadziałała na zawodników Polonii jak płachta na byka.Gracze beniaminka od razu próbowali odpowiedzieć i udała im się ta sztuka nieco ponad minutę po stracie gola. Ošenieks wypuścił na lewym skrzydle Bujalskiego, który idealnie w tempo nagrał do gnającego na bramkę Lehtimäkiego, fin zwieńczył akcję celnym strzałem i na sali zapanowała radość. Pomimo upływającego czasu Polonii udało się ponownie zapisać w protokole meczowym, tym razem za sprawą kary nałożonej na Aleksandra Bodorę. W ostatniej minucie pierwszej części gry GieKSa szukała swojej szansy po strzale spod niebieskiej, ale skutecznie bronił Djaczenko.
Drugą tercję goście rozpoczęli od gry w przewadze, której nie byli w stanie zamienić na gola. W momencie kiedy obie drużyny znowu grały w równowadze kontrolę powoli przejmowali gospodarze. Najbardziej aktywny na początku drugiej odsłony był Padakin, który najpierw próbował strzelać spod niebieskiej, a niecałą minutę później rozprowadził akcję, która dała bytomianom upragnione prowadzenie. Ukrainiec rozegrał krążek do Kociszewskiego, który precyzyjnym strzałem pokonał szwedzkiego bramkarza.
Jakby problemów GieKSy było mało karę za rzucenie przeciwnika na bandę otrzymał Błażej Chodor. Na lodowisku im. Braci Nikodemowiczów panowała świetna atmosfera za sprawą korzystnego wyniku beniaminka. Polonia stwarzała zagrożenie, ale brakowało jej precyzji przy wykończeniu lub ostatnim podaniu.
W połowie drugiej odsłony gra się wyrównała, a w takiej wyrównanej grze indywidualna jakość zawodników potrafi zrobić ogromną różnicę, o czym boleśnie przekonali się gracze Bytomia. Najpierw po niedokładnym rozegraniu bytomskiej ekipy krążek przejął trzeci atak gości, Bepierszcz otrzymał podanie od Monto i w akcji indywidualnej zdecydował się na mocny strzał, goście wyrównali.
Bramka wyrównująca wpłynęła motywująco na graczy gospodarzy, jednak swoich szans nie wykorzystali, a jak mówi porzekadło „nie dasz, dostaniesz”. Dwa szybkie ciosy wyprowadziła GieKSa. Pierwszy była dziełem Mateusza Michalskiego, który strzałem po lodzie umieścił krążek w siatce Bohdana Djaczenki. Drugi cios padł po akcji dobrze znanego duetu Wronka-Pasiut. Kapitan GieKSy nie zwykł marnować takich sytuacji, trybuny ucichły.
W trzeciej tercji nastąpiła zmiana w bramce gospodarzy, którzy zdecydowanie aktywniejsi wrócili do gry. GieKSiarze szybko wpadli w tarapaty, gdy na ławkę kar został odesłany Anderson. Gra w liczebnym osłabieniu zdawała się nie robić wrażenia na dobrze dysponowanych katowiczanach, bezproblemowo neutralizowali zagrożenie w tercji środkowej lub na niebieskiej. Bytomianie atakowali, jednak często brakowało pomysłu na rozegranie tych ataków. W 52. minucie Polonia rozpoczęła kolejną grę w liczebnej przewadze, którą sfinalizował niezawodny Andriej Bujalski.
GieKSiarze wiedzieli, że należy mądrze i cierpliwie się bronić, a szansa prędzej czy później się pojawi. Na nieco ponad minutę przed końcem spotkania z bramki zjechał Jaworski. Polonie planowała przypuścić szturm na bramkę gości. Nie minęło nawet 30 sekund, gumę przejął Dupuy. Skutecznie blokowali go bytomscy defensorzy, na nic się to zdało. Pomóc Kanadyjczykowi przyjechali Monto i Pasiut, którzy rozgrywając krążek wyłożyli gumę Dupuy. Nie pozostało nic innego jak umieścić krążek w siatce. Kibice zaczęli opuszczać lodowisko.
Pozycja lidera obroniona w starciu z mistrzem Polski! GKS Katowice odegrał się za porażkę w 3. rundzie!
W ramach 29. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice oraz GKS Tychy. Od początku tempo rozgrywania akcji narzucali gospodarze mając w pamięci bolesna porażkę z ostatniego starcia w Tychach. W starciu nie brakowało bezpośrednich starć i bramek, jednak w tej ważniejszej statystyce zdecydowanie przeważali zawodnicy GieKSy.
Gospodarze rozpoczęli spotkanie na wysokiej intensywności, co rusz próbując swoich sił w tercji tyszan. Pierwsze groźniejsze ataki katowickiej ekipy pojawiły się za sprawą dwóch pierwszych formacji. Swoje szanse mieli Fraszko oraz Verveda, jednak wynik spotkania otworzył Patryk Wronka. Polak dość niespodziewanie znalazł się w sytuacji oko w oko z Fučíkiem, ale pewnie wykorzystał szansę wprawiając w euforię zgromadzonych kibiców. Chwilę po stracie bramki kary obejrzeli Walli i Kerkkänen oraz Dupuy. Pierwsza w tym meczu przewaga nie przebiegała po myśli katowiczan, aż sprawy w swoje ręce wziął Grzegorz Pasiut. Fraszko dograł do swojego kapitana, a ten uderzeniem z prawego skrzydła przymierzył pokonując tyskiego bramkarza.
Gospodarze nie myśleli zwalniać tempa dalej forsując wysokie tempo, które ewidentnie nie sprzyjało przyjezdnym. Szanse na lodzie postanowił wyrównać Jean Dupuy traktując ostro na bandzie Kakkonena, za co obejrzał karę dwóch minut. Tyszanie przewagi nie wykorzystali, a pod koniec tercji otrzymali kolejny prezent od Koivusaariego, który faulował Alana Łyszczarczyka. Oznaczało to, że goście rozpoczną kolejną odsłonę w liczebnej przewadze.
Wraz z rozpoczęciem drugiej tercji tyska ofensywa przypuszczała atak za atakiem, jednak katowiccy defensorzy byli czujni lub świetnie interweniował Eliasson. W 29. minucie kapitalną szansę na zdobycie bramki kontaktowej miał Kerkkänen, jednak krążek po jego próbie nie znalazł drogi do bramki. Gra zdawała się wyrównywać po pierwotnej przewadze na początku odsłony ze strony gości, znowu pomocną dłoń do byłego zespołu wyciągnął Dupuy otrzymując karę za natarcie. Podczas gry w przewadze tyszanie mieli sytuacje na złapanie kontaktu, ale kapitalnie spisywał się Eliasson. GieKSa obroniła osłabienie, ale nie minęła minuta, a przyszło im ponownie grać jednego mniej za sprawą kary dla Zacka Hoffmana.
Wydawało się, że w końcu musi paść gol kontaktowy, niemniej na lodzie obejrzeliśmy kolejne starcie, za które podwójną karą mniejszą został ukarany Pociecha oraz pojedynczą karą mniejszą Verveda. Przez minutę graliśmy 4 na 4 i przyszła kolej na minutową przewagę gospodarzy. Przewagę, którą koronkowo rozegrali Monto, Anderson i sfinalizował McNulty strzałem z pomiędzy bulików. Gra nieco zwolniła, a kolejne okazje pojawiały się przed graczami katowickiego GKS-u. Jedną z takich okazji na lewym skrzydle miał Błażej Chodor, który nie omieszkał jej nie wykorzystać. Na przerwę tyszanie zjeżdżali z czterobramkową stratą.
W trzeciej tercji tempo gry zdawało się nie spadać, a dobrą okazję do podwyższenia prowadzenia mieli Anderson i Fraszko, dwukrotnie klasę w bramce pokazał Fučík. Pierwsza kara w ostatniej odsłonie pojawiła się dopiero w 46. minucie. Przewagę próbowali wykorzystać katowiczanie sprawnie rozgrywając krążek, lecz znowu na posterunku był reprezentant polski. Upłynęły dwie minuty gry i na ławki kar powędrowali Koivusaari oraz Komorski, obaj za ostrość. Tyszanie ledwo zdążyli stworzyć składną akcję, a na gospodarzy została nałożona kolejna kara za spowodowanie upadku przeciwnika. W osłabieniu dobrze bronili się katowiczanie, próbując również uruchomić w kontrze Andersona. Kiedy zestawienia personalne się wyrównały kapitalną akcję dwójkową popisali się gospodarze. Lewym skrzydłem pognał Wronka i nagrał wzdłuż bramki do niepilnowanego Pasiuta, który oddał strzał. Jeszcze lepiej w bramce zachował sięFučík przewidując intencje katowickich napastników odbił krążek lecący do bramki.
Kolejne ataki gospodarzy kończyły się na blokowaniu strzałów przez obronę lub były zatrzymywane przez Fučíka. W 56. minucie dwie kary obejrzeli gospodarze, znowu na ławkę powędrował Dupuy, do którego dołączył Michalski. Momentalnie podwójną przewagę wykorzystali tyszanie za sprawą Henriego Knuutinena. W odpowiedzi na tego gola karę złapał Verveda, co oznaczała ponownie podwójne osłabienie. W ostatnich minutach paradami popisał się dobrze dysponowany dzisiaj Eliasson blokując drogę do katowickiej bramki.
wkatowicach.eu – Hokejowa GieKSa na rynku w Katowicach. Trening pokazowy na lodowisku
To już tradycja. Hokeiści GKS-u Katowice pojawili się w okresie przedświątecznym na rynku, gdzie trenowali na lodowisku. To była okazja, by zobaczyć profesjonalistów w akcji i zdobyć wymarzony autograf.
Kibice GieKSy mieli kolejną okazję, by spotkać swoich ulubionych hokeistów. W niedzielę, 21 grudnia, o godz. 15:30 podopieczni trenera Jacka Płachty pojawili się na lodowisku na katowickim rynku i przeprowadzili na nim pokazowy trening. To była świetna okazja, by zobaczyć na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Katowicach w akcji zawodników GieKSy, zdobyć ich autografy, zrobić pamiątkowe zdjęcia oraz porozmawiać z wicemistrzami Polski.
Kibice mogli zobaczyć pokazową rozgrzewkę, efektowne najazdy oraz krótki mecz. GKS Katowice przygotował także konkursy z nagrodami. Po zakończonym treningu i spotkaniu z kibicami, lodowisko zostało ponownie uruchomione do zabawy dla każdego chętnego.
W sobotę i w niedzielę (20-21 grudnia) na Jarmarku Bożonarodzeniowym na rynku otwarte było specjalne stoisko GIEKSA FANSTORE z oficjalnymi gadżetami GKS-u Katowice. Była to świetna okazja, do zakupu świątecznych upominków. W sprzedaży były m.in.: koszulki meczowe, bluzy i akcesoria z kolekcji bożonarodzeniowej.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze