Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Ligowiec Roku 2025 – Bartosz Nowak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Kateřina Vojtková oraz Andjela Milovanović podpisały kontrakty z kobiecą drużyną. Z zespołem rozstała się Jagoda Cyraniak, która odeszła do Olympique Marsylia. Piłkarki udały się na obóz do Turcji, podczas którego zremisowały 1:1 z BIIK-Shymkent z Kazachstanu. W najbliższy piątek, także w Turcji, zagramy sparing z Metalist 1925 Charków. Piłkarze w ostatnim sparingu podczas obozu w Turcji pokonali FK TSC Bačka Topola 2:1 (1:0). Lukas Klemenz przedłużył umowę z klubem. Bartosz Nowak został „Ligowcem Roku 2025” w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. W piątek 30 stycznia o 18:00 rozegramy ligowe spotkanie z Zagłębiem w Lubinie.

Wczoraj siatkarze pokonali KPS Siedlce 3:1. Kolejny mecz zagramy na wyjeździe z MCKIS Jaworzno w czwartek 29 stycznia o 17:30.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa wygrane spotkania ligowe – we wtorek pokonali STS Sanok 7:2, a w piątek przegrali z Zagłębiem 0:3. W rozpoczętym tygodniu rozegramy trzy mecze: we wtorek o 18:00 ponownie na wyjeździe z Zagłębiem, w piątek o 18:30 w Satelicie z Unią oraz w niedzielę o 17:00 z GKS-em w Tychach.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Była młodzieżowa reprezentantka Czech zagra w GKS-ie Katowice

Była młodzieżowa reprezentantka Czech Katerina Vojtkova podpisała kontrakt z GKS-em Katowice. 26-latka związała się umową obowiązującą do czerwca 2027 roku.

Vojtkova w zespole GieKSy występowała w latach 2021-2022, rozgrywając w barwach mistrzyń Polski 46 spotkań, w których zdobyła 10 goli. W styczniu 2023 roku powoływana do seniorskiej reprezentacji Czech zawodniczka przeniosła się do Banika Ostrava, w którym występowała przed przenosinami do Katowic. W sezonie 2024/2025 pomocniczka reprezentowała barwy czeskiego 1. FC Slovacko.

Pierwsze oficjalne spotkanie zespół z Katowic rozegra 14 lutego, gdy w ramach 1/8 Orlen Pucharu Polski GKS zagra na wyjeździe ze Ślęzą Wrocław. Na 21 lutego zaplanowano spotkanie 12. kolejki Orlen Ekstraligi, w której obrończynie tytułu zagrają na wyjeździe z Rekordem Bielsko-Biała.

Młodzieżowa reprezentantka Serbii zagra w GKS-ie Katowice

Serbka Andjela Milovanović została nową zawodniczką GKS-u Katowice. Defensorka związała się z mistrzyniami Polski kontraktem obowiązującym do czerwca 2027 roku.

19-letnia zawodniczka do klubu Orlen Ekstraligi przenosi się z Crveny Zvezdy Belgrad, w której barwach zdobywała dwa mistrzostwa Serbii (w sezonach 2023/2024 i 2024/2025) i dwa razy cieszyła się ze zdobycia pucharu krajowego (w sezonach 2023/2024 i 2024/2025).

Występująca w młodzieżowych zespołach swojego kraju zawodniczka, szanse debiutu w oficjalnym spotkaniu będzie miała w meczu 1/8 finału Orlen Pucharu Polski, w którym GieKSa 14 lutego zagra na wyjeździe ze Ślęzą Wrocław.

W zimowym okienku transferowym do zespołu z Katowic dołączyła Katerina Vojtkova z 1. FC Slovacko, która w przeszłości występowała w zespole mistrzyń Polski.

tylkokobiecyfutbol.pl – GKS Katowice remisuje z BIIK-Shymkent. Pechowy początek zgrupowania w Turcji

Mistrzynie Polski mają za sobą pierwszy sparing podczas obozu przygotowawczego w Side. Choć podopieczne Karoliny Koch wywalczyły rzut karny na boisku, starcie z kazachskim BIIK-Shymkent zakończyło się remisem 1:1. O końcowym wyniku zadecydował rzut karny oraz wyjątkowy brak szczęścia pod bramką rywalek.

Od pierwszych minut niedzielnego sparingu GKS Katowice narzucił swoje warunki. Katowiczanki kontrolowały przebieg gry, tworząc wiele groźnych sytuacji, by jednak piłka ostatecznie nie znalazła drogi do siatki przeciwniczek. Najlepiej obrazowała to doskonała próba Martyny Wiankowskiej po dośrodkowaniu z prawej strony — futbolówka trafiła w poprzeczkę. Chwilę później mogła się skończyć szczęśliwie, po strzale z dystansu, tym razem odbiła się od słupka. Mimo licznych prób pierwsza połowa zakończyła się wynikiem bez bramek.

Drugą połowę zaczęła się od niefortunnego zdarzenia dla defesnywy GieKSy. W 49. minucie Elinura Katran zdecydowała się na dośrodkowanie, które nieoczekiwanie zamieniło się w strzał i przełobowało Wiktorię Marzec, dając BIIK-Shymkent prowadzenie.

Reakcja mistrzyń Polski była jednak niemal natychmiastowa. Już trzy minuty później Patricia Hmirova wywalczyła rzut karny i osobiście zamieniła go na wyrównującą bramkę. W dalszej części meczu trenerka Karolina Koch rotowała składem, dając szansę młodym zawodniczkom m.in. Piosickie, Małek czy Łanuszce. Katowiczanki do samego końca walczyły o zwycięstwo, jednak po raz kolejny w tym meczu na drodze stanęło obramowanie bramki. Mimo sportowego niedosytu, gra GKS-u mogła napawać optymizmem przed kolejnymi dniami zgrupowania.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał ostatni sparing w Turcji i zatrzymał w klubie ważnego zawodnika

Piłkarze GKS Katowice na zakończenie zgrupowania w Turcji rozegrali 20 stycznia sparing z FK TSC Baćka Topola. Katowiczanie wygrali z 11. zespołem serbskiej Super Ligi 2:1, a także przedłużyli umowę z ważnym zawodnikiem.

W swoim czwartym meczu sparingowym na obozie GKS Katowice pokonał we wtorek w Belek FK TSC Baćka Topola. Wcześniej podopieczni Rafała Góraka wygrali w Turcji z rumuńskim Petrolulem Ploiesti 3:0 oraz luksemburskim FC Atert Bissen 2:0 oraz przegrali z czeskim FK Jablonec 0:3. W czwartek 22 stycznia Katowiczanie wracają do Polski, a w niedzielę o godz. 17 pojawią się w Arenie Katowice na meczu siatkarzy, gdzie będą rozdawać autografy i pozować do zdjęć z fanami.

W meczu z 11. drużyną serbskiej GieKSa szybko objęła prowadzenie. Swojego drugiego gola dla Katowiczan na zgrupowaniu w Turcji strzelił ich zimowy nabytek Mateusz Wdowiak. Dobrze czujący w się w zespole zawodnik tuż przed przerwą mógł podwyższyć wynik, ale źle wykończył akcję kolegów.

Po zmianie stron serbski klub doprowadził do wyrównania i wydawało się, że ostatni turecki sprawdzian drużyny trenera Góraka zakończy się remisem. W samej końcówce szalę zwycięstwa na korzyść GieKSy przechylił jednak Adrian Błąd, który na murawie pojawił się w II połowie.

Przed sparingiem GieKSa pochwaliła się przedłużeniem umowy przez Lukasa Klemenza. Nowy kontrakt 30-letniego obrońcy będzie obowiązywać do końca czerwca 2028 roku i zawiera opcję przedłużenia.

Jesienią Klemenz wystąpił w 17 spotkaniach Katowiczan i strzelił w nich 4 gole, a poprzednim sezonie zagrał w 25 meczach GKS i zdobył jedną bramkę. Wcześniej urodzony w niemieckim Neu-Ulm zawodnik reprezentował barwy GieKSy w sezonie 2017/18.

pilkanozna.pl – Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Ligowiec Roku 2025 – Bartosz Nowak

Zgodnie z zasadami plebiscytu „PN” Ligowcem Roku może zostać zawodnik z Polski. On akurat jest niczym wino – im starszy, tym lepszy. Dziś trudno wyobrazić sobie GKS Katowice bez Bartosza Nowaka, Ligowca Roku 2025 według redakcji tygodnika „Piłka Nożna”!

Przy Nowej Bukowej z pewnością wolą jednak nawet się nie zastanawiać, co by było, gdyby nie bramki i ostatnie podania 32-letniego ofensywnego pomocnika. W 2025 roku były zawodnik Rakowa Częstochowa zanotował 21 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (11 bramek i 10 asyst). Nowak wręcz zachwycał w rundzie jesiennej bieżącego sezonu. Ustrzelił między innymi dublety przeciwko Zagłębiu Lubin i w Pucharze Polski przeciwko Jagiellonii Białystok, skompletował też hat-tricka w rywalizacji z Wisłą Płock w krajowym pucharze. Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki tylko w drugiej połowie roku, miał udział przy aż 17 z 32 bramek zdobytych przez ekipę Rafała Góraka. Maczał zatem palce w ponad połowie goli strzelonych przez katowiczan. Co więcej, Nowak zajmuje najniższy stopień podium, jeśli chodzi o liczbę kluczowych podań spośród zawodników występujących w Ekstraklasie.

– Nie zastanawiałem się nad tym, czy to szczyt moich możliwości – mówił niedawno w rozmowie z „PN” Nowak. – Może jest już za mną, może przede mną. Nie potrafię powiedzieć, czy to moja najlepsza forma w życiu. Myślę, że w sezonie mistrzowskim w Rakowie Częstochowa prezentowałem podobną dyspozycję, w poprzednich klubach też miałem bardzo dobre momenty. Wiem, że wiele osób patrzy tylko na suche liczby goli i asyst, a powinniśmy spojrzeć szerzej: ile sytuacji wykorzystałem, ile zmarnowałem, ile okazji wykreowałem kolegom, ile kluczowych podań zaliczyłem – tych zmiennych jest znacznie więcej. Już wiosną wydaje mi się, że dobrze wyglądałem. Może nie szły za tym liczby, ponieważ graliśmy trochę inaczej i rozkładały się one na wiele osób.

Wyśmienita forma Nowaka sprawiła, że coraz częściej podnoszona jest dyskusja na temat tego, czy nie powinien znaleźć się w orbicie zainteresowań selekcjonera Jana Urbana. – Trener ma mój numer, ja mam kontakt do niego. (…) A mówiąc zupełnie serio, kontaktu żadnego w sprawie reprezentacji Polski nie było – żartował na łamach „PN”.

Niemniej, w 2025 roku Bartosz Nowak udowodnił, że będąc po trzydziestce, można wciąż rozdawać karty na poziomie Ekstraklasy.

SIATKÓWKA

siatka.org – KPS się postawił, ale niespodzianki nie sprawił

W 20. kolejce I ligi mężczyzn nie brakuje niespodzianek. Kolejną zapachniało w Katowicach. GKS tym razem jednak nie dał sobie wyrwać cennych punktów. Gospodarze pokonali KPS Siedlce, choć zwycięstwo nie przyszło im łatwo. Nagrodę MVP odebrał Damian Domagała.

Początkowo spotkanie było wyrównane. Zespoły wymieniały się skutecznymi atakami. Swoje akcje kończył Damian Domagała. Obie drużyny nie ustrzegły się błędów w polu zagrywki. Gdy po atakach Gonzalo Quirogi i Damiana Hudzika gospodarze odskoczyli na 17:15, interweniował trener Chwastyniak. Seria przy zagrywkach Bartłomieja Krulickiego trwała. Dopiero po kolejnej przerwie dla KPS-u skutecznie zaatakował Przemysław Kupka (19:16). W końcówce asa posłał jeszcze Grzegorz Pająk. Pierwszą piłkę setową KPS obronił, ale szybko kropkę nad i postawił Quiroga.

Od początku drugiego seta KPS musiał gonić wynik. Po asie Krulickiego GKS odskoczył na 10:7. Po czasie dla trenera Chwastyniaka skutecznie zaatakował Mikołaj Miszczuk. Kolejne akcje układały się po myśli gości i szybko interweniował szkoleniowiec GKS-u (11:10). Po fragmencie wyrównanej gry ponownie do głosu doszli gospodarze. Seria bloków Katowiczan powiększyła dystans (17:13). Goście nie mieli zamiaru odpuszczać. Kolejne udane zagrania Bartłomieja Wójcika i as Michała Grabka skłoniły trenera Siewiorka do poproszenia o czas (19:17). Dopiero błąd siedleckiego przyjmującego pozwolił zrobić przejście (20:19). Obaj trenerzy rotowali składami. Świetne wejście zaliczył Tymon Majewski-Nowak. Po jego asach KPS odskoczył na 23:21. Atak Grabka przypieczętował zwycięstwo KPS-u.

W trzecim secie KPS poszedł za ciosem. po kontrataku Grabka interweniował trener Siewiorek (5:8). Seria kontrataków przy zagrywkach Domagały szybko wyrównała wynik (9:9). KPS wciąż jednak był skuteczniejszy na siatce a gdy asa posłał Wójcik zrobiło się 15:12 dla Siedlczan. Po ataku Kupki dystans wzrósł do czterech oczek. Tym razem to GKS nie odpuścił rywalom. Seria udanych zagrań przy zagrywkach Hudzika zniwelowała dystans. Przy stanie 18:17 dla KPS-u o czas poprosił trener Chwastyniak. Kolejny atak Domagały i blok na Kupce doprowadziły do remisu (19:19). Seria przy zagrywkach Domagały została przerwana dopiero atakiem Grabka (22:20). Do końca to GKS kontrolował sytuację i po ataku Quirogi wygrał do 22.

Od pierwszych akcji czwartego seta ton grze nadawali Katowiczanie. Po bloku na Kupce prowadzili 9:6. Swoje akcje kończył Domagała. Mimo starań Adriana Kacperkiewicza KPS wciąż musiał gonić wynik. Choć gra GKS-u nie była pozbawiona błędów, dystans pozostawał wyraźny. Również Pająk wykorzystywał okazje do zdobywania punktów. Blok na Kacperkiewiczu dał ostatni punkt gospodarzom.

MVP: Damian Domagała

GKS Katowice – KPS Siedlce 3:0 (25:17, 23:25, 25:22, 25:18)

HOKEJ

hokej.net – GKS Katowice z pewnym zwycięstwem nad Sanokiem

W ramach 37. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice oraz STS Sanok. Mecz obfitował w bramki, które o dziwo nie tylko gromadzili gospodarze.

Od pierwszych minut tempo dyktowali gospodarze. Pierwszą klarowną sytuację na otwarcie wyniku miał Mateusz Michalski, który po faulu podszedł do egzekwowania rzutu karnego. Z tej sytuacji obronną ręką wyszedł Dominik Buczek. Zmarnowana szansa Michalskiego szybko odeszła w niepamięć, gdy po wyjściu na pozycję swoją pierwszą bramkę w sezonie zdobył Kacper Maciaś. Gieksiarze nie zwalniali tempa konsekwentnie tworząc kolejne sytuacje. W 13. minucie jedną z sytuacji wykorzystał kapitan GKS-u. Pasiut oddał mocny strzał z lewej strony przełamując próbującego interweniować bramkarza. Niecałe 4 minuty później dobrze przy bandzie popracował Fraszko, Polak dograł do Andersona, który mocnym i precyzyjnym strzałem zapewnił swojej ekipie trzybramkowe prowadzenie.

Druga odsłona rozpoczęła się od kolejnego mocnego uderzenia gospodarzy. Ian McNulty przymierzył z bulika, zdobywając czwartego gola dla GieKSy. 15 sekund po tym wydarzeniu nastąpiła zmiana w bramce STS-u. Mniej więcej w połowie meczy z lewej strony dobrze pokazał się Chodor, który pewnym strzałem pokonał świeżego bramkarza Sanoka– Filipa Świderskiego.

GKS dalej napierał na podkarpacką drużynę, jednak goście nie zamierzali składać broni. W tym względnie intensywnym widowisku kapitalnie odnalazł się Dawid Wawrzkiewicz. Polak przewracając się oddał strzał zapewniający sanoczanom pierwszą bramkę.Uskrzydleni golem goście mogli jeszcze bardziej zbliżyć się do GKS-u, jednak dogodnej sytuacji nie wykorzystałHuhdanpää. Jak mawia porzekadło– nie dasz, dostaniesz.W 38. minucie GKS wykorzystał przewagę liczebną – Grzegorz Pasiut po raz drugi wpisał się na listę strzelców oddając precyzyjny strzał po asyście Jonasza Hofmana i Patryka Wronki.

W trzeciej tercji przyszło goście po raz pierwszy graliw przewadze, gdyż na ławkę kar został odesłany Verveda. Gra w układzie 5 na 4 ułożyła się po myśli ekipy z Sanoka, akcję sfinalizował Nikołajewicz, oddając strzał z lewego bulika.Katowiczanie odpowiedzieli spokojną, kontrolowaną grą i regularnie testowali Filipa Świderskiego, który kilkukrotnie ratował swój zespół interwencjami. Wynik meczuw 53. minucie ustalił Jakub Hofman po świetnej pracy przy bandzie Maksymiliana Dawida.

688 dni i koniec! Fiński tercet Zagłębia rozstrzelał GieKSe

Hokeiści ECB Zagłębia Sosnowiec pokonali przed własną publicznością 3:0 GKS Katowice. Tym samym, przełamali trwający od 6 marca 2024 roku impas ligowych zmagań. Dyspozycją strzelecką imponowali fińscy stranieri, którzy zdobyli wszystkie bramki. Dzięki odniesionemu zwycięstwu podopieczni Matiasa Lehtonena przeskoczyli GKS Katowice w ligowej tabeli, meldując się na trzeciej lokacie.

Harmonogram spotkań stawia przed hokeistami Zagłębia Sosnowiec spore wyzwania. Domowy „dwumecz” przeciwko GKS-owi Katowice podopieczni Matiasa Lehtonena przerwą wyjazdowym spotkaniem z Unią Oświęcim, a po wszystkim czekać będzie sprawdzian w rywalizacji z mistrzem Polski. Dyspozycja sosnowieckiej drużyny w ostatnim czasie nie zbierała zbyt wysokich notowań w oczach kibiców, stąd ciężko o lepszą okazję do odkupienia win, niż długo wyczekiwane zwycięstwo ligowe przeciwko lokalnemu rywalowi. Choć początek spotkania przebiegał w naprawdę dobrym tempie, to obu drużynom do pełni szczęścia brakowało nieco argumentów pod bramką rywala. Otwarciu wyniku nie sprzyjały nawet dogodne okazję po błędach przeciwnika.

Każda kolejna minuta zdradzała nam, że decydująca o końcowym wyniku może być kwestia wyważenia pomiędzy twardą walką, a trzymaniem nerwów na wodzy. Dwuminutowe wykluczenia nie pozwoliły żadnej ze stron objąć upragnionego prowadzenia. Prawdziwych kłopotów hokeiści z Katowic nawabili się w 31. minucie. Karą meczu za atak w okolice głowy z gry został wykluczony Aleksi Varttinen, a jego koledzy musieli zmierzyć się z perspektywą pięciominutowej gry w osłabieniu. Naciskający coraz mocniej gospodarze zdołali w 34. minucie dopiąć swego. Najprzytomniej w podbramkowej naparzance odnalazł się Väinö Sirkiä, który z najbliższej odległości zdołał wbić krążek do bramki strzeżonej przez Eliassona. Zadania wybronienia reszty z pięciominutowego osłabienia nie ułatwił swojej drużynie Zack Hoffman, który chwilę po stracie bramki, został oddelegowany do odsiadywania dwuminutowego wykluczenia. Zespół trenera Lehtonena skrzętnie skorzystał z kolejnego prezentu, podwyższając prowadzenie w podwójnej przewadze. Atomowym uderzeniem popisał się Jere Jokinen. Ostatni akcent bramkowy zobaczyliśmy w 49. minucie. Jere-Matias Alanen w swoim stylu, ciężko pracował przed bramką rywala. Rosły napastnik zdołał przekierować krążek po wrzutce z okolic niebieskiej linii, tym samym ustanawiając wynik spotkania na 3:0.

Odniesione zwycięstwo nie tylko pozwoliło ekipie z Sosnowca po 688 dniach przełamać niemoc w rywalizacji przeciwko GieKSie, lecz również przeskoczyć lokalnego rywala w ligowej tabeli i zameldować się na trzeciej lokacie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.

Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.

Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.

Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.

Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.

Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.

W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.

W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.

W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.

Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.

A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.

Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.

Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.

W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga